Główne menu

Dlaczego kobietom tak trudno stawiać granice?

Stawianie granic to jedna z najważniejszych życiowych lekcji. Musisz dbać o własną przestrzeń i komfort, a bez granic nie ma szans na zbudowanie zdrowych relacji z innymi ludźmi – kiedy dajesz sobie wejść na głowę, to tracisz szacunek, tracisz poczucie bezpieczeństwa, samoocena pikuje w dół, ciągle towarzyszy ci stres, frustracja, wyrzuty
sumienia, nie masz po prostu siły na normalne życie.

Kłopot w tym, że nie do końca wiadomo, w którym miejscu owe granice należy stawiać. Bo kiedy jesteś kobietą, to oczywiście powinnaś się szanować, ale z pewnymi zastrzeżeniami –mów „nie”, jednak nie bądź zarazem nazbyt przewrażliwiona. Nie przesadzaj. Nie bądź sztywna. I właśnie tu leży pies pogrzebany – zarzucana sztywność to często właśnie granice, które stawiamy, i nie chcemy żeby ktoś je przekraczał.

Dlaczego kobietom tak trudno stawiać granice?

Trochę dystansu!

Zasadniczo nie ma problemu z tym, kiedy kobieta żyje „w czystości” – to jedna z tych granic, które raczej nie budzą kontrowersji, a wręcz są podziwiane. Ale wystarczy, że kobieta prowadzi jakiekolwiek życie seksualne, nie będąc mężatką, a jej postrzeganie dość istotnie się zmienia. Dlaczego? Bo dla wielu mężczyzn to sygnał, że skoro „dała” jednemu, to im też powinna, więc kiedy słyszą „nie” to mocno się dziwią skąd nagle rezerwa – ciężko po prostu niektórym zrozumieć, że granica w seksie nie zawsze oznacza totalną abstynencję, tylko jest prawem do wyboru.

Takich niejasnych obszarów jest zresztą więcej. Ilekroć kobiety się skarżą na niewłaściwe zachowanie kogoś, słyszą: zwróć uwagę, zaprotestuj, odmów. A nawet, że „daj w mordę, jak baran nie rozumie”. I tak, świetna rada, lecz co się dzieje, kiedy kobiety faktycznie się do niej stosują? Otóż bywa różnie – jedni przyklasną i staną w obronie, ale drudzy mocno się obruszą. Zwłaszcza gdy chodzi o tak zwane pierdoły, czyli na przykład żarty. Albo dotyk.

Słowem – rzeczy na pozór niewinne, których jednak kobiety często nie lubią, zwłaszcza gdy ktoś robi to nachalnie, bez pytania, ignorując sprzeciw.

Właśnie w tego typu sytuacjach kobiece granice są notorycznie naruszane. No bo serio, co takiego strasznego się stało? Już nie bądź taka niedotykalska. Czemu w ogóle nie masz poczucia humoru? Hehehe, pewnie masz okres. Albo mąż się nie postarał. I nie da się wytłumaczyć, że to nie było śmieszne, tylko chamskie, a tamto to nie był żart, tylko
obrażanie, a niechciany buziak od obcego chłopa nie jest ani trochę uroczy – bo jak tłumaczysz, to stajesz się jeszcze bardziej emocjonalna. Psujesz dobrą zabawę, rujnujesz atmosferę.

A czasem to idzie nawet dalej, bo padają wyzwiska, kobieta słyszy „wyrazy współczucia dla faceta, że żyje z taką jędzą” albo „powodzenia w szukaniu męża, takiej larwy nikt przecież nie zechce”. Stanowcze „nie” potrafi po prostu uruchomić całą lawinę nieprzyjemnych komentarzy, że baba wredna, nigdy bym cię nie chciał poznać, skończysz sama, zdziwaczała i z kotami. Dlatego wiele kobiet woli ustąpić, nawet kosztem własnego samopoczucia, byle nie skończyć z łatką „tej bez dystansu” – i wychodzi, że granice są dobre, ale tylko gdy otoczeniu to akurat pasuje do światopoglądu.

Ale o co ci chodzi? Z czym masz problem?

„Przesadzasz” to również idealny wytrych w sytuacji, kiedy kobieta oczekuje konkretnej deklaracji. Gdy jasno pyta: w którą stronę nasz związek skręca? To bardzo charakterystyczne dla damsko-męskiej dynamiki – mężczyzna, który ciśnie na coś poważniejszego, będzie w kobiecej narracji natarczywy, namolny, upierdliwy, ale rzadko kiedy „stuknięty”. Natomiast o dziewczynach mówi się tak bardzo często: wariatka. Nie wiadomo o co jej chodzi.

Oczywiście, są kobiety, którym odbija bo coś nie poszło po ich myśli, które zgodziły się na znajomość bez zobowiązań, a potem zaczęły mieć pretensje „ty mnie wykorzystujesz”. W wielu przypadkach jednak to zachowanie jest zupełnie racjonalne, bo ona nie chce marnować czasu i udawać, że „nic nas nie łączy”. A męska manipulacja zazwyczaj odwołuje się do stereotypu „przewrażliwionej wariatki”. Takiej, która jest niczym bluszcz, dusi tego biednego chłopa swoimi wymaganiami, nie umie się bawić, od razu by założyła kajdany, i strzela nieuzasadnione fochy.

Kiedy nie chodzi o związek, bywa podobnie. Kobieta stawiająca wyraźne granice jest bardzo różnie odbierana. I kiedy drugiej stronie to nie pasuje, na przykład w pracy, reakcją może być – zamiast konstruktywnego dialogu – „ale ty jesteś zgorzkniała”. Efekt? Kobietom zdarza się obniżać swoje standardy, ponieważ z dwojga złego wolą ten dyskomfort niż opinię „niestabilnej emocjonalnie”. Bo dla otoczenia to nie są granice, lecz atak, i to taki zupełnie bez sensu – i choć to ją zaczepiono, to ona staje się winną, ona podsyca konflikty, ona burzy porządek.

Nie wolno was dopuszczać do głosu

Granice stawiane przez kobiety bywają tak problematyczne z bardzo prostego powodu – są czymś nowym. Dotychczas świat urządzony był tak, że kobiece pragnienia i opinie były mniej istotne od męskich oczekiwań, bo to mężczyzna miał ostatnie słowo. Z żoną czy matką należało się liczyć, jednak tylko w określonych granicach – jej decyzja absolutnie nie mogła podważać męskiego autorytetu. Kobieta często po prostu nie mogła się sprzeciwić, a jako
głupsza nie wiedziała, co faktycznie będzie dla niej korzystne, dlatego ograniczenie jej swobody tłumaczone było „wyższym dobrem” – musimy je trzymać za twarz, w przeciwnym razie wszyscy zginiemy i cywilizacja upadnie.

Stąd pomruk niezadowolenia, gdy kobieta próbuje się przeciwstawić, i pretensje, że „dzisiaj to już nic nie wolno”. Podczas gdy często chodzi o granice, które u mężczyzny są czymś normalnym, jak brak zgody na dotykanie, oraz reakcje, które uchodzą za agresywne jedynie gdy tak reaguje kobieta. Dlatego przeważnie to kobiety słyszą „coś taka bojowo nastawiona”, „coś taka wrażliwa”, „przecież to żart”, „Jezu, zaraz będziecie do gułagów wsadzać bo chłop
miał czelność się w ogóle do księżniczki odezwać”.

To działa, bo rzeczywiście reakcja kobiet jest często emocjonalna – są złe, oburzone, zniesmaczone, ripostują podniesionym głosem, nie reagują uśmiechem na próby rozładowania atmosfery kolejnym żarcikiem. Więc znowu – wariatki. Najprostsze zgaszenie próby buntu, kiedy dla otoczenia postawa kobiety jest niewygodna, niepożądana, uderzająca w ego, i trudno się dziwić, że tak lekceważące zachowanie nakręca w gniewie jeszcze mocniej.

Empatia tak, asertywność nie

To wszystko sprawia, że statystycznie, kobiety mają znacznie większy problem ze stawianiem i egzekwowaniem granic niż mężczyźni.

Mają tym trudniej, że dochodzi jeszcze czynnik fizyczny – ciężko postawić się wielkiemu, agresywnemu chłopu, który nie rozumie „nie”. A socjalizacja jedynie to podtrzymuje – kobiety mają dbać o relacje, o przyjemny klimat, powinny być miłe, nie utrudniać nikomu życia, nie robić scen. One mają łagodzić obyczaje.

To zaś mocno przeszkadza w budowaniu prywatnej przestrzeni, bo odmawiając, kobieta często ma wyrzuty sumienia, że sprawiła drugiej osobie przykrość. I te wyrzuty jej towarzyszą nawet wtedy, gdy odmowa była słuszna, gdy po prostu chciała zadbać o własne samopoczucie.

Nauka mówienia „nie” również jest specyficzna – musisz przeprosić za kłopot i wytłumaczyć dokładnie, czemu odmawiasz.

Walka o swoje jest często przedstawiana po prostu jako niekobieca, bo kobiecą cechą jest uległość. Dlatego „nie” jest tak trudne, bo co jeśli przestaną mnie lubić, co jeśli ten ktoś się ode mnie odwróci, co jeśli pomyślą że jestem „zimną suką”? Niefajnie, więc może już lepiej zagryźć zęby i uśmiechnąć się serdecznie – przynajmniej nie stracę sympatii.

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>