Główne menu

Dlaczego kobiety ciągle boli głowa?

Wszyscy to znamy: początek znajomości, kobieta rzuca powłóczyste spojrzenia, zalotnie zakręca włosy na palcu, kusi głębokim dekoltem, tajemniczo się uśmiecha. Jak gdyby mówiła: tak, bardzo chętnie dam się uwieść… Atmosfera gęstnieje, krew się burzy i nie można się po prostu doczekać, kiedy to w końcu ubrania wylądują na podłodze. A potem to już w ogóle najlepiej byłoby z łóżka nie wychodzić, bo zauroczona sobą para nie potrafi się od siebie odkleić.

ból głowy

I nagle bum! Nie wiadomo dlaczego, tak znienacka, nie ma seksownych sukienek, trzepotania rzęsami i muskania po ramieniu, są za to wałki, bawełniane majtki i oddzielna kołdra. Kobiece usta przestały szeptać do ucha czułe słówka, teraz otwierają się wyłącznie po to, by oznajmić „nie kochanie, nie dzisiaj, boli mnie głowa”. Kolejnej nocy to samo. I tak mijają tygodnie, potem miesiące, wreszcie lata… Co się stało, że się odwidziało?

Seks? To pułapka

Statystyki są przykre – w bardzo wielu związkach z długim stażem seks po pewnym czasie zyskuje status „obowiązku”. Niekoniecznie dla obojga partnerów, ale wiadomo, co to za frajda kochać się z przysłowiową kłodą. Za ten stan rzeczy zwyczajowo obwinia się kobiety, bo to przecież one wymigują się mitycznym bólem głowy, podczas gdy mężczyźni zawsze są gotowi do figli ze swoją połowicą.

Cóż, nie do końca jest to prawdą, bo i mężczyznom zdarza się unikać seksu ze swoją stałą partnerką i stoją za tym przeróżne motywy, nie tylko fizyczna niemoc, ale chociażby znudzenie czy inna kochanka na boku.

Tak się jednak utarło, że to kobiety lubią seks jakby mniej albo traktują go wyłącznie jako narzędzie. Do czego? Ano wchodzą w związki i kuszą seksem, bo pragną męża i dzieci. Chcą poprawić swój status materialny albo społeczny. Liczą na to, że zgrabnym tyłeczkiem zagwarantują sobie wygodniejsze życie. Partner nie pociąga seksualnie, ale czego się nie robi dla ochrony własnych interesów. Dlatego, gdy już kobieta swego dopnie, nie widzi powodu, by dalej bawić się w demona seksu. Zaczyna chorować na wieczną migrenę i o seksie przypomina sobie wtedy, gdy znowu czegoś chce.

To prawda, że podobne motywacje nie są rzadkością, mówienie jednak, że kobiety idą do łóżka wyłącznie z wyrachowania to baaardzo grube nadużycie. Może i faceci w swojej masie myślą o seksie dużo częściej, ale większość kobiet niezwykle ceni sobie miłosne zbliżenia i raczej prowokuje, by do nich dochodziło, zamiast udawać złe samopoczucie. Więc skąd ten mit o bólu głowy?

Cóż w tym przyjemnego?

Nie ma się co łudzić, seks po iluś tam latach wspólnego życia nie będzie taki sam, jak na początku znajomości. Ale „inny” nie musi znaczyć „gorszy”. Co jednak ważne, nie da się podtrzymać dawnego ognia, jeśli obie strony się o to nie postarają. Nikt nie mówi, że kobiety nie mają tu niczego na sumieniu, niemniej jednak, panowie też nie grzeszą ciężką pracą na tym polu. Po jakimś czasie odpuszczają.

Kochanek roku? To już nie jest ich ambicją. Wychodzą z założenia, że ich partnerki podniecają się dokładnie tak samo szybko jak oni. Albo w ogóle ich to nie interesuje, bo, mówiąc brutalnie, chcą sobie tylko ulżyć. Uwali się taki na biedną kobiecinę, posapie, podyszy, coś pościska, trzy minuty i po temacie. Zaraz po przewraca się na bok i nim żona zagai, że nie na tym polegają zdrowe relacje i jej się też jakiś orgazm należy, on już chrapie. Dziwić się, że kolejnym razem na jego propozycję nie do odrzucenia ona tylko niechętnie odwarknie?

Kobietom nie przeszkadzają szybkie numerki, ale w granicach normy. Jeśli partner ogranicza grę wstępną do całusa na odczep się, coraz rzadziej udaje się mu zadrzeć żoniną koszulę. Ona udaje, że śpi, nie reaguje na zaczepki bądź odmawia, bo coś tam, coś tam. Ciężko podpalać się na myśl o wieczornym seksie, jeśli nie przynosi on żadnej satysfakcji. Pozostaje jedynie złość, że wylądowało się u boku kogoś, kto nie wie, jak zatroszczyć się o kobiece potrzeby. Lub dziwnym trafem nagle się te umiejętności stracił.

Milczenie nie zawsze jest złotem

Brak łóżkowej satysfakcji to poważna sprawa, ale kobiety, zamiast spróbować jakoś to rozwiązać, wolą odgórnie oskarżyć siebie lub swojego kochanka. Moja wina, bo pewnie jestem oziębła, mam za wysokie wymagania, za mało daję z siebie, no generalnie coś ze mną nie tak. On winien, bo męska, szowinistyczna, egoistyczna świnia i tak dalej.

A rozwiązanie nierzadko jest dosłownie na wyciągnięcie ręki. Wystarczy tylko o tym porozmawiać, ale to okazuje się być jakimś niewyobrażalnie trudnym zadaniem. Kobieta wie, w czym problem, tyle że prędzej wydłubie sobie oko niż przyzna facetowi, o czym skrycie marzy i co jej przeszkadza u drugiej strony. I ciężko stwierdzić, dlaczego w sumie te komunikaty nie chcą jej przejść przez gardło, boi się, że wyjdzie na jakąś opętaną seksem, wyuzdaną nimfomankę czy co?

Na pewno spory udział w tym ma wciąż obecne przekonanie, że o „tych sprawach” nie wypada mówić otwarcie, zwłaszcza kobietom – przecież to nie są zwierzęta! Zresztą szwankująca komunikacja w związku to temat stary jak świat. To dość powszechne, że pary nie rozmawiają ze sobą o ważnych sprawach i ten nieudany seks to nie zawsze konsekwencja męskiego egoizmu. On zwyczajnie o tym nie wie bądź zapomniał, i trzeba mu jedynie spokojnie wyznać, co leży na wątrobie. Ale nie, kobiety często lubią żyć w ułudzie, że facet czegoś tam się domyśli. Otóż nie, nie domyśli się, zwłaszcza jeśli niczym Meryl Streep po mistrzowsku odgrywamy rolę pani domu, której nic a nic nie dolega.

Nie zaognić konfliktu

Bywa, że kobiety wymawiają się bólem głowy, ponieważ boją się upomnieć o swoje. Pamiętają o czułych pieszczotach małżonka x lat temu i nie mogą się nadziwić, że ten ogier tak spuścił z tonu. Może i napomkną między wierszami, że brakuje dawnej namiętności i takie tam, ale nie chcą drążyć głębiej, bo jeszcze wyjdzie na jaw jakaś nieprzyjemna prawda. Dobrze wiedzą, że podczas seksu świat się może zatrząść w posadach, jako że własnoręcznie nieraz dowiodły, że są w stanie szczytować, i to intensywnie jak cholera, nie ma zatem mowy o jakiejś wrodzonej oziębłości. To dlaczego we dwójkę kończy się to rozczarowaniem?

Znowu, jedynym sensownym rozwiązaniem byłaby rozmowa, ale z której strony ugryźć tak trudne zagadnienie? Nie dość, że gadanie o seksie w wielu osobach budzi skrępowanie, to jeszcze jest ten strach, że facet się obrazi.

Bo jak to, ona mu bezczelnie sugeruje, że on niedostatecznie męski i sprawny? Każdy wie, jak mężczyźni są na tym punkcie przewrażliwieni, lepiej nie drażnić lwa, może się to jakoś ułoży. Niestety, najczęściej samo z siebie nic się w tych kwestiach nie układa. Co dalej?

Unikanie dialogu nie rozwiązuje kłopotów w sypialni, a skoro to taka mordęga, najprościej będzie tego niefajnego obowiązku odmawiać. A to głowa, a to brzuch, a to miesiączka, a to stres, ciągle coś.

Zaczyna się unikanie wszelkiej czułości, żeby przypadkiem nie prowokować. Każdy milszy gest ze strony męża będzie traktowany z nieufnością, bo pewnie się łasi licząc na seks. A gdy on da w końcu za wygraną, wcale nie jest lepiej, bo od razu rodzą się podejrzenia, że ma inną. W zasadzie co się nie stanie, będzie źle. Problem ciągle narasta, bo brak udanego seksu prędzej czy później położy się cieniem także na życiu poza-sypialnianym. Ona będzie sfrustrowana, on tak samo.

Życie pisane prozą

Są też i inne, bardzo przyziemne wytłumaczenia. Może i głowa nie boli, ale wykręt typu „jestem zmęczona” jest jak najbardziej prawdziwy. Kiedy człowiek ma za sobą kilkanaście godzin ciężkiej harówki w pracy i w domu, późnym wieczorem marzy jedynie o tym, by przytulić się do podusi i zasnąć snem sprawiedliwego. Żadne tam harce, na to po prostu naprawdę nie ma sił. I ochoty również, bo jak mąż jest podobnie wyczerpany, też raczej nie będzie przez godzinę bawił się w tajskiego masażystę, lecz od razu przystąpi do rzeczy, a owa rzecz się dokona w mgnieniu oka. Nie warto, serio, zawsze to kilka minut dodatkowego snu.

I to nie przypadek, że niechęć do seksu niepokojąco często towarzyszy powiększeniu się rodziny. Dzieci to wielki obowiązek, na nic czasu nie starcza, ledwo można ustać na nogach, a jak w dodatku mąż niezbyt się kwapi do pomocy żonie, tym większe ryzyko, że ona powie „nie”. Nawet gdyby przebiegło jej przez myśl, że seks byłby świetnym sposobem na odprężenie, to odmówi, bo skoro wszystko jest na jej głowie, to niech on się wypcha, do miodku się nie dostanie. Kobiety rzadko kiedy potrafią zapomnieć w sypialni o urazach sprzed kilku godzin, zwłaszcza gdy niedomyślny mężulek nie okazuje żadnej skruchy. Facet oczywiście tego nie pojmuje, zamiast okazać czułość i jakoś załagodzić konflikt podsyca go własnymi pretensjami i tym samym małżeńska sypialnia zamienia się w królestwo fochów. No to raczej nie jest atmosfera do miłosnych uniesień.

Ale jest i druga strona medalu. Po urodzeniu dzieci kobietom zdarza się tak zatracić w roli matki, że sugestie odnośnie seksu traktuje ona jako wysoce niestosowne. No czyś ty oszalał? Nie jesteśmy już napalonymi nastolatkami, weź się ogarnij człowieku, teraz trzeba się zajmować potomstwem, a nie bawić w kamasutrę. Kobieta po prostu czuje, że oto spełniła swój życiowy obowiązek, dalej trudzić się nie musi. Dzieci to numer jeden, potem pupilkami stają się wnuki, cała reszta schodzi na dalszy plan.

Mąż to już nawet nie partner, ale „ojciec moich dzieci”, ewentualnie „ mój stary”, w zależności od stopnia ubytku czułości. Po latach, może, przypomni się jej, że we dwójkę da się robić ciekawsze rzeczy niż przycinanie krzaczków na działce, jednak jemu po drodze również mogło się odwidzieć i teraz to on będzie się wykręcał się bólem głowy czy inną równie tajemniczą dolegliwością.

Jestem na to za brzydka

„Nie chcę się kochać” nie musi oznaczać „nie mam ochoty”. Za tym może kryć się zwykłe „wstydzę się”. Seks znaczy rozebrać się, obnażyć swoje niedoskonałości, a niezadowolenie ze swojego wyglądu to dla masy kobiet chleb powszedni. Na początku dało się o tym zapomnieć, bo on wpatrzony jak w obrazek, rąk nie mógł oderwać, jednak dzisiaj jakaś dziwna w nim rezerwa. Gorzej, nie ma też dnia, by swoim zachowaniem nie dał do zrozumienia, że inne kobiety, ależ owszem, niesamowicie go pociągają. A to facet mimochodem zachwyci się piersiami Christiny Hendricks, a to wyszczerzy się zachwycony do ładnej hostessy w markecie, a to rozbłysną mu oczy na widok modelek w bieliźnie. I na dobitkę – ojej, fuj!, tak wykrzyknie widząc panią z cellulitem albo grubymi nogami. A jego biedna partnerka, stojąc przed lustrem dostrzega, jak daleko jej do Adriany Limy. Naprawdę, wystarczy drobiazg, by poczucie własnej atrakcyjności schowało się gdzieś w kącie i do głosu doszły stare, dobre kompleksy. Podjudzone przez niczego nieświadomego faceta.

I choćby on w momencie wygłaszania tych uwag nie miał na myśli „moja stara to paskudne próchno”, ona właśnie tak się poczuje. A skoro jej biust trochę obwisły, na brzuchu fałdka i jakiś żylak chyba robi się na łydce, to jak się tu rozebrać i zgrywać przedmiot pożądania? No jak? Kobieta się blokuje, odmownie kręci głową, nawet słysząc zapewnienia, jaka to jest piękna i że aż się chce ją zjeść. Nie ma mowy, to tylko słowa pocieszenia, bo on chce seksu, a w trakcie pewnie będzie sobie wyobrażał te seksbomby z kolorowych pisemek. Niedoczekanie!

A odwrotnie? Też się zdarza. Mężczyźni notorycznie narzekają, jak to ich kobiety nie biegają po domu w szpilkach, nie czeszą się jak na galę Oscarów i nie noszą koszulek-kusicielek, ale to działa w obie strony – jeśli facet, na bakier z higieną osobistą, ubrany w poplamione dresy, rozwala się na kanapie i nie krępuje się wydawać odgłosów fizjologicznych, trudno oczekiwać, że jego partnerka będzie z podnieceniem czekać, aż położy się z tym kimś do łóżka.

Kij i marchewka

Jest i to najbardziej nieprzyjemne oblicze „bólu głowy”. Seks staje się walutą. Kartą przetargową. Taka kobieta ma swoją seksualną strategię – on zrobi, co każę, będzie zabawa, zbuntuje się, natrafi na pas cnoty. Baba się uprze na coś i nie ma bata, dopóki facet tego nie zrobi, ból głowy będzie się nasilał. Przyznać trzeba, to taktyka wyjątkowo skuteczna, bo mało co działa na faceta równie mocno, jak przymusowa wyprowadzka na kanapę. No, przynajmniej do czasu, aż ów nie zacznie szukać nagród u konkurencji.

W każdym bądź razie, odmowa seksu jest nauczką na przyszłość – będziesz fikał, zostanie ci porno w internecie. A że nie każdy jest w stanie ot tak poderwać inną, kara działa. I jak kobieta zobaczy, że egzekwowanie swoich „praw” jest takie proste, następnym razem sięgnie po sprawdzoną metodę. Wychowa sobie męża przez sypialnię, jeśli oczywiście on da się tak zmanipulować.

Instrumentalne podejście do seksu jest złe samo w sobie, ale najgorsze jest to, że kobieta często wcale nie mówi, za co ta kara. Facet się wkurza, tym razem słusznie, bo skoro zbiera cięgi, to ma prawo chociaż wiedzieć za co, w końcu jak ma się poprawić, jeśli nie wie, w czym rzecz? Ale tak łatwo nie ma. Kombinuj chłopie. Może chodziło o tę kłótnię z 2011 roku? Kupiłem nie ten jogurcik co trzeba? Nie zauważyłem nowej kiecki? Nieistotne, dopóki się nie domyśli (a zwykle się nie domyśli), kobieta ma władzę. I się nią rozkoszuje.

Powód seksualnej zemsty może być też bardzo poważny, na przykład zdrada. Tyle że zdradę, czy jakąkolwiek inną podłość, albo się wybacza i się do niej nie wraca albo po prostu mówi się sobie „do widzenia” i zaczyna życie na nowo. Karcenie brakiem seksu w nieskończoność, bo on kiedyś zrobił coś łajdackiego, jest bez sensu. Nawet czort z nim, niech się drań męczy, ale dlaczego odmawiać sobie przyjemności jedynie po to, by komuś dopiec po raz setny? Chyba szkoda życia na takie mszczenie się latami.

Znaj łaskę pani

Jeśli jednak mężczyzna uważa odmowę seksu za szczyt podłości w domowej sypialni, nie może mylić się bardziej. Jakkolwiek absurdalnie to brzmi, seks na wyciągnięcie ręki potrafi być jeszcze gorszy. Jakim cudem? Że brak seksu może rozwalić każdy związek, to wie każdy. Więc co bardziej zapobiegliwe panie nigdy nie odmawiają, lecz godzą się na łóżkowe igraszki w imię wyższych celów. Znaczy – żeby on nie odszedł.

Nie daje im to żadnej frajdy, po prostu zamykają oczy, udają że im dobrze, nawet sfingują orgazm, byle jak najszybciej się to skończyło. To wersja optymistyczna. W wariancie pesymistycznym partnerka robi z siebie ofiarę. Owszem, zrobi wszystko, co mąż sobie zażyczy, ale z taką miną, że aż dziw, iż jemu nic nie oklapło. Cierpiętniczo, dając do zrozumienia, jak to ona się strasznie poświęca. W rolę męczennicy wchodzi czasami tak bardzo, że nawet jak partner zaproponuje coś specjalnie dla niej, unosi się dziwnym honorem: nie, nie potrzebuję tego. Jak gdyby celowo tym brakiem swojej przyjemności chciała go ukarać, zrobić przykrość.

Niekoniecznie to efekt głupiej złośliwości, bo długie związki zawsze mają jakiś trudny okres, a raczej nikt nie będzie sobie robił pod górkę bez powodu. Czy to niesatysfakcjonujący seks dla świętego spokoju, czy to dwuletni ból głowy, za tym niechybnie coś złego się kryje. Wina nie musi się rozkładać po równo, ale rzadko jest tak, że jedna ze stron nie ma sobie absolutnie nic do zarzucenia. Szczera rozmowa rozjaśniłaby sytuację, sęk w tym, iż „na każdym zebraniu jest taka sytuacja, że ktoś musi zacząć pierwszy”. Dlaczego więc nie być tą mądrzejszą i nie wziąć sprawy w swoje ręce? Co by nie mówić, działa się wtedy także we własnym interesie.

    25 komentarzy

  • foudre

    Ojej, jak obszernie opisany problem 😀 Problemy z seksem to ciężki temat dla obojgu partnerów, pracować nad poprawą trzeba wspólnie 🙂

  • Znamiera z Nici w Rzyci

    A czasami po prostu głowa na prawdę boli, dzień w dzień, bo się jakaś cholerna migrena pogodowa przyczepi 😛 Ja tak miałam w zesżłym tygodniu. I weź tu tłumacz facetowi, ze to nie wymówka :D!

  • Jagoda

    Tekst rewelacyjny Czyta się go jednym tchem. Temat trudny ale bardzo ważny bo niestety w związkach coraz częściej „wieje chłodem”..

  • Sylwia

    Bo to zła kobieta była Bo trzeba umieć szukać odpowiedniej!

  • Hanna

    Bo jak kobieta ma iść do pracy, po pracy robić zakupy, pranie, gotować, sprzątać, zająć się dzieckiem, to już nie ma siły.
    Mądry facet odciąża żonę (pomagając lub płacąc za pomoc), żeby wieczorem miała jeszcze siłę na figle.
    Trudno kobiecie (słabszej fizycznie) być na obrotach całą dobę. Każdy musi mieć czas na odpoczynek, regenerację sił.

  • Ewelina

    Kobietę trzeba umieć zachęcić i rozpalić jej zmysły… Nie każdy facet tak potrafi…

  • Krysia

    mysle ze tak bywa z braku rozmow o wszystkim

  • Paulina

    Nie znam takiego przypadku. Ale moze dlatego ze maja one sprzątaczki i jedzą w restauracjach wiec na figle maja duzo siły . W sumie tak powinno byc. Mężczyźni źle zrozumieli równouprawnienie . To mężczyzna powinien byc głowa domu i dobrze zarabiająca osoba nie kobieta!

  • Monika

    Bo dziewcyny tseba pozondnie psytulać 🙂 Mali chłopcy wiedzą a duzi zapominają ….. i klops 🙂

  • Magdalena

    Artykuł trochę tak wyrzuca kobietom ich błędy. Jedyne co w tym artykule mi się nie podoba to trochę takie obarczanie winą kobiety za brak rozmowy. Czuję się po prostu nieco atakowana jako jedna z kobiet, czytając ten tekst. Tak, jakby ten facet to był mały chłopiec, któremu wystarczy wygarnąć. Jakiś taki nie do końca myślący, nie do końca męski a raczej zniewieściały albo nawet ubezwłasnowolniony. A jeśli my nie będziemy (praktycznie jak zwykle) mądrzejsze to przez nas nadal będzie w związku zimno, nieczule i ogólnie źle. Liczę teraz na artykuł traktujący o tym, w jaki sposób dbać o kobietę, żeby jej głowa nie bolała nigdy 🙂

    • dorota

      Magdaleno, myślę, że zlecenie przyjęte 🙂

    • Edyta

      Magdaleno, absolutnie nie obarczam kobiet całą winą 🙂 Wcale się nie dziwię, że „boli je głowa”, ale jednocześnie uważam, że nie należy przesadzać w drugą stronę – my też, niestety, popełniamy w tej materii błędy i po prostu skupiłam się na tym, co same możemy dla siebie zrobić, na pewno nie był to atak na kobiety i usprawiedliwienie dla mężczyzn 🙂 A że oni powinni o nas dbać, to przecież oczywiste 😉

  • Monika

    Kobieta to,kobieta tamto…a facet? Gdzie on w tym wszystkim jest?????

  • Asia

    Super, świetny tekst

  • Potłuczona Literatka

    Trochę przyziemnie opisane – jak dla mnie :-/

    Mnóstwo zastępczych tematów – po co?

    Skupmy się my – kobiety – czasem na sexie dla sexu! Dla przyjemności, którą ze sobą niesie! Dla pobycia z ukochanym! Szukanie roboty w kuchni po nocy – jest jakąś chorą ucieczką, a nie koniecznością. Pytanie – przed czym uciekamy? Przed monotonią, przed kompleksami, może – bólem lub niechęcią do partnera!? I na tym się koncentrujcie! Rozwiążecie problem, który macie z sexem i odkryjecie jego uroki, to olejecie brudne gary i pognacie do sypialni w samych pończoszkach!

    A ukochany nie będzie miał wówczas nic przeciwko temu, żeby wstać wcześniej i pozmywać 🙂

    • Edyta

      Literatko – ależ o tym właśnie piszę 🙂 że kobiety często unikają seksu, bo nie widzą w nim przyjemności, ale nie wiedzą jak to naprawić, albo nic nie robią, bo się wstydzą, bo kompleksy i tym podobne. A co do reszty, to nie zgodzę się, że to tematy zastępcze, od tych spraw naprawdę dużo zależy, bo ciężko podniecać się obecnością faceta, jeśli on zawodzi w ciągu dnia – podniecenie zaczyna się w głowie, a jak głowa pełna uzasadnionego żalu, to gdzie tam znaleźć miejsce na myśli o gorącym seksie?

  • Dotee

    Mnie jakoś nigdy nie boli głowa. Ot, czasem nie mam ochoty na seks, a czasem mam. Normalna sprawa. W Polsce wciąż pokutuje mit małżeńskiego obowiązku, do którego musimy się zmuszać, wielce się poświęcać. Tymczasem gdyby kobiety przestały się wstydzić, a zaczęły cieszyć się seksem, to wszyscy by na tym skorzystali. Same nie znamy własnej seksualności, same nie wiemy, co lubimy, nie mówiąc już o umiejętności oddawaniu się przyjemności, która w naszej kulturze jest wręcz zakazana. I do tego przekonanie, że seks ma być spontaniczny, że rozmawianie o nim jest jakieś zboczone lub świadczy o problemach… To prowadzi tylko do frustracji, na której cierpią i mężczyźni, sprowadzeni do roli jakichś napalonych piesków chcących kopulować z moją nogą, i kobiety, odmawiające radości cielesnej przede wszystkim samym sobie. Więcej seksu! Ja jestem już po 30tce, ale całe lata żyłam w nieświadomości, dopiero od niedawna zaczęłam tak naprawdę odkrywać ten teren. Warto 🙂

    • dorota

      Dotee, dotknęłaś wielu ważnych spraw. Też jestem za tym, by rozmawiać, nie bać się tego. To nie tak, że jak będziemy „gadać” to czar pryśnie. Ciągle wiele mitów krąży wokół tej tematyki – nie tylko tych dotyczących kobiety, ale też mężczyzny – na przykład przekonanie, że on „zawsze ma ochotę”.

  • andrzej

    po prostu Panowie omijajcie kobiety po 30 roku życia i nie będzie problemu. Ja zawsze zajmuję się młodszymi. Są ładniejsze, nie zepsute i mają takie świeże fajnie ciało mniam mniam. Z tymi kobietami po 30 roku życia różnie bywa…

  • Jerzy

    Moją też ciągle głowa bolała, nie to nie, a teraz ma ochotę to mi się nie chce, boli mnie kręgosłup. Mam nową koleżankę, i jest mi dobrze

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>