Główne menu

Dlaczego kobiety są „strażniczkami patriarchatu”?

„Patriarchat” to słowo, które wciąż budzi ogromne emocje. Jedno powiedzą, że nadal istnieje i niszczy nam życia, drudzy że bzdura, nigdy czegoś takiego nie było, a nawet jeśli, to dawno zniknęło i koniec dyskusji, można się rozejść. Z tym zniknięciem jest jednak pewien problem, bo całkiem łatwo można znaleźć osoby, które twierdzą, że kobieta to troszeczkę gorszy rodzaj człowieka. A jeśli nawet nie gorszy, to z natury podległy mężczyźnie.

Zdziwi się jednak ten, kto zakłada, że to wyłącznie mężczyźni marzą o systemie, w którym oni zawsze są górą. Bo o swoim podporządkowaniu mówią również same kobiety, i to z pełnym przekonaniem, czasem bardzo radykalnie. Ale czy ich postawa faktycznie jest tak zaskakująca?

Dlaczego kobiety są „strażniczkami patriarchatu”?

Na straży dobrych obyczajów

Patriarchalny model zakłada, że mężczyzna jest uprzywilejowany po prostu z racji swojej płci. Premiowana jest agresja, dominacja, rywalizacja, powściągliwość, no ogólnie pojmowana „twardość”, podczas gdy kobieta jest stroną uległą, bardziej emocjonalną, opiekuńczą. Oczywiście ten schemat w rzeczywistości miewał różne oblicza i często bywał
brutalny również dla samych mężczyzn, niemniej mówiąc o patriarchacie najczęściej mamy na myśli owe teoretyczne założenia i prosty podział na silniejszych samców oraz słabsze samice.

I właśnie na tym gruncie wyrosło ciekawe zjawisko „strażniczek patriarchatu”. Lecz wchodząc w temat głębiej nie wydaje się to wcale aż tak nielogiczne, bo w patriarchacie, przynajmniej teoretycznie, kobieta z jednej strony jest podległa, a z drugiej uprzywilejowana – męski opiekun musi zawsze stawać w jej obronie, to na nim spoczywa obowiązek
zarobienia na dom, to na jego głowie są sprawy polityczne, społeczne, ekonomiczne i wojskowe, to on musi się wykazać, musi mieć zdanie, musi wyrobić sobie pozycję. Do tego kobietę, jako istotę piękną i potrzebną mężczyźnie, powinno się stawiać na piedestale, obsypywać komplementami i prezentami – ona tylko łaskawie pozwala się uwodzić, a potem
mówi grzecznie „tak, mężu”, po czym zakulisowo pociąga za sznureczki żeby dopiąć swego.

W takim świecie rzeczywiście można uznać, że wyższa pozycja w hierarchii społecznej ma zbyt wysoką cenę i nie warto się o nią bić – kobiecie może być dużo łatwiej, bo jeśli jest sprytna, to będzie się swojego pana słuchać, ale i tak zrobi swoje. No i ma spokojną głowę – skoro to chłop rządzi, to niech on się teraz martwi, niech kombinuje, niech szuka rozwiązań, jeśli nie chce wyjść na skończonego lamusa, który nie dowiózł. Kobieta nie jest tutaj wcale ofiarą – broni porządku, który ma pewne niewygodności, ale daje też sporo korzyści.

Patriarchat ogranicza, ale zarazem jest stabilny, moralny i chroni rodzinę. A zmiany to chaos, niepewność, utrata przywilejów.

Niech każdy zna swoje miejsce

Tyle że w praktyce patriarchat nie zawsze dbał o harmonijną równowagę płci. Dlatego kobiety spotykały się z brutalnym traktowaniem i dyskryminacją, a stereotypy były głównie niepochlebne. I dokładnie to słychać od wielu współczesnych strażniczek patriarchatu – często nie chodzi im o tradycyjne wartości, o szacunek dla żon i matek, tylko o poniżenie
własnej płci.

One nie przekonują, że „dla kobiety największym szczęściem jest tupot dziecięcych stópek po parkiecie” albo „praca w korpo nigdy nie da takiej satysfakcji co ugotowanie pysznego obiadu dla rodziny”. One mówią głównie rzeczy w rodzaju: kobiety są znacznie głupsze od mężczyzn i słusznie zakazywano im edukacji, kobiety nie powinny mieć praw wyborczych,
ponieważ nie znają się na polityce i kierują się jedynie emocjami, baby powinny całkowicie zniknąć z rynku pracowniczego, bo nigdy nie osiągną poziomu mężczyzn i tylko blokują miejsca.

W swoich sądach potrafią wejść na taki poziom mizoginii, że przebijają nawet wielu zadeklarowanych seksistów. O własnej płci nie mają nic pozytywnego do powiedzenia, nic absolutnie, często również w odniesieniu do tych tradycyjnie pojmowanych ról kobiecych, na zasadzie: służenie mężowi to najwyższy honor, bo baba i tak do niczego więcej się nie nadaje, więc niech chociaż umyje podłogę i okaże się jakkolwiek użyteczna. To nie jest pochwała i docenienie kobiecości – to umniejszanie sobie oraz reszcie kobiet na każdym kroku.

Trzymamy z silniejszymi

Jaki w tym sens, by robić z siebie podnóżek i przytakiwać najgorszym uprzedzeniom? Wbrew pozorom, ten sens całkiem często jest, bo kiedy żyjesz w opresyjnym systemie, bardziej opłacalne może okazać się posłuszeństwo – jak się nie stawiasz, istnieje szansa, że zaznasz mniej przemocy, a może nawet zostaniesz doceniona jako ta prawdziwa, porządna kobieta, której należy się nagroda. Siedzenie cicho wydaje się bezpieczniejsze – dostajesz szturchańce, szpileczki godzące w ego, ale masz szansę uniknąć czegoś znacznie drastyczniejszego.

Walcząc o wolność i równość narażasz się po prostu na silniejsze ciosy, odrzucenie, wytykanie palcami.

Tyle że u nas takiej opresji nie ma. Jasne, ludzie śmieszkują z feministek, nie lubią ich, uważają feministyczne postulaty za brednie, lecz zasadniczo mężczyźni nie mają problemu z tym, że kobieta pracuje, idzie na studia, ma własne konto w banku, spaceruje sama po ulicy, żyje swobodnie, wygłasza poglądy, udziela się politycznie. Owszem, niektórym się to nie
podoba i głośno to krytykują, lecz mimo wszystko jest nam bardzo daleko do Afganistanu, gdzie sprzeciw wobec surowych norm może kosztować życie.

Jednak z drugiej strony, echa patriarchalnego porządku wciąż gdzieś tam pobrzmiewają. Możesz być polityczką, nikt nie zabrania, koledzy cię poprą, ale w społecznej świadomości wciąż pokutuje przekonanie „baby nie nadają się do polityki” – o mężczyznach nikt tak nie powie. I sam feminatyw „polityczka” potrafi wywołać burzę. Dlatego część kobiet wychodzi z założenia, że jeśli staną po stronie mizoginów, to system ich nie skrzywdzi. I paradoksalnie, to w ramach patriarchatu kobiecie może być łatwiej zbudować swoją pozycję, bo kiedy ona nie walczy z autorytetami, unika otwartych konfliktów, nie kwestionuje zastanego porządku, to czasem dostaje miejsce przy męskim stole. Nie ryzykuje wyśmianiem i izolacją.

Jesteście gorsze i tyle

Strażniczkom patriarchatu zazwyczaj nie chodzi o to, żeby kobiety mogły żyć tradycyjnie – bo tego nikt im przecież nie broni. One w ramach swojej agendy chcą narzucić patriarchalne zasady dla całego społeczeństwa. Dla kobiety ma być jedna, odgórnie narzucona rola, a każdą buntowniczkę należy napiętnować i usunąć poza nawias. Są w tym bardzo podobne do skrajnych, radykalnych feministek, które w każdej relacji damsko-męskiej doszukują się opresji, tylko działają w drugą stronę – ich zdaniem idiotkami są te, które uważają się za równe mężczyznom.

Tylko czy naprawdę wszystkie strażniczki patriarchatu mają o sobie tak kiepskie zdanie i szczerze sądzą, że emancypacja była błędem? No właśnie… Jakaś część pewnie tak serio myśli, ale większość odkryła po prostu, że patriarchat świetnie się klika. Konserwatywna kobieta, która „rozumie jak jest i nie boi się mówić prawdy”, może z marszu podbić sobie
zasięgi, bo algorytmy kochają skrajności, polaryzację, konflikty, gorące tematy do dyskusji, oburzenie. A mało co generuje ruch większy niż kobieta mówiąca: jesteśmy głupie i powinnyśmy być zależne od mężczyzn.

To idealny temat, i nie dlatego, że ludzie się zgadzają – tylko dlatego, że wszyscy chcą go skomentować. Wchodzą w reakcje, przekazują dalej, piszą dziesiątki postów, robią memy.

Dzięki wypowiedziom o patriarchacie i niższości kobiet można dostać atencję nawet większą niż pokazując gołe cycki – tu nie ma ideologii, patriarchat jest tylko narzędziem, estetyką, brandingiem. Widać to jasno chociażby po tym, jak często strażniczki patriarchatu żyją wbrew zasadom, które tak żarliwie głoszą – nie mają męża, nie mają dzieci, studiują, pracują w korpo, nie są dziewicami, podejmują samodzielne decyzje. Nawet mając rodzinę żyją raczej nowocześnie niż tradycyjnie, jak gdyby wcale nie uważały własnych wskazówek za słuszne.

Budowanie marki na anty-kobiecym przekazie jest wyjątkowo skuteczne, bo daje aurę osoby z charakterem, która odważnie mówi na głos to, co wszyscy wiedzą, ale poprawność polityczna sznuruje im usta. A męska publiczność to ogromny rynek, na którym można dobrze zarobić – mężczyźni chętnie będą wspierać i finansować twórców, którzy mówią to, co odbiorca chce usłyszeć. A czy dla publiczności sfrustrowanej, zmęczonej niepowodzeniami, jest coś milszego dla ucha niż „kobiety nie powinny mieć żadnych praw”?

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>