Dlaczego kobiety są tak kiepskie w negocjowaniu podwyżek?
W pracy jest często tak, że jak się nie upomnisz o swoje, to nikt ci sam z siebie nic nie da. Dlatego w ogłoszeniach podawane są widełki płacowe, a nie konkretne pensje – owszem, można to tłumaczyć dopasowaniem zarobków do konkretnych umiejętności kandydata na rekrutowane stanowisko, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że to ma na celu także obniżenie kosztów.
I co wtedy robią kobiety? Otóż nawet gdy są dobrze wykształcone, z cennym doświadczeniem, bardzo często odpuszczają twarde negocjacje. Wybierają niższą, bezpieczniejszą stawkę. Niespecjalnie protestują, kiedy oferowana pensja nie odpowiada realiom rynkowym. A potem, kiedy pracę już dostaną, jakoś niespieszno im do walki o
podwyżkę i awans. Czyżby rzeczywiście łatwiej od mężczyzn zadowalały się „byle czym”?

Dlaczego kobiety są tak kiepskie w negocjowaniu podwyżek?
Lepiej nie ryzykować
Praca kobiet z dzisiejszej perspektywy wydaje się czymś oczywistym – a taka wcale nie jest.
Już pomijając, że wskutek rewolucji przemysłowej rynek pracy ogólnie bardzo się zmienił, dla wszystkich, to status kobiet jako pracownic był niemal zawsze inny od statusu mężczyzn.
Owszem, kobiety były zatrudniane za pieniądze, zdarzało się im prowadzić własne biznesy, jednak ich możliwości zawodowe były dość ograniczone. Jeszcze w XX wieku, w krajach zachodnich, na bardzo wielu obszarach karierę zrobić mógł tylko mężczyzna – dla jego koleżanek te drzwi były po prostu zamknięte.
Krótko mówiąc, w świecie pracy zarobkowej kobiety nie czują się „jak u siebie”. Nie w tym sensie jak mężczyźni, dla których to naturalne środowisko, coś wręcz wymaganego, no bo na kim spoczywa obowiązek zarobienia na rodzinę? O mężczyznach nikt nie powie, że ich kariera to fanaberia. Pomstował, że ich wejście na rynek zepsuło gospodarkę. I tym bardziej nikt nie będzie postulował powrotu mężczyzn do kuchni, żeby ratować społeczeństwo, czy odebrania im prawa do edukacji albo zwiększenia zależności finansowej od współmałżonka.
No dobrze, lecz czemu w takim razie problem niskich płac dotyczy także profesji mocno sfeminizowanych? Tutaj nie można przecież wykręcić się męską konkurencją, brakiem tradycji, stereotypami, że baba do czegoś się nie nadaje. A jednak w żeńskich branżach tak samo nie widać chęci, żeby poprawić swoją sytuację finansową, i nie da się tego wytłumaczyć wyłącznie tym, że kobiece zajęcia się mniej dochodowe od męskich. Albo mniej ważne – to głównie kobiety pracują np. w ochronie zdrowia, a ciężko to nazwać „gównopracą”.
Chciałabym, ale się boję…
Zasada jest dość uniwersalna – gdzie by nie badano skłonności do negocjowania zarobków, mężczyźni praktycznie zawsze wypadają lepiej. To pracownik, a nie pracowniczka częściej melduje się u szefa z zapytaniem o podwyżkę. I to męski kandydat częściej już na rozmowie kwalifikacyjnej oczekuje wyższej pensji. Jest to więc zagadnienie szersze niż proste „mężczyznom płaci się więcej”. Bo owszem, płaci, ale często dlatego, że oni sami się o to postarali, a nie w wyniku jakiejś systemowej dyskryminacji.
Kobiety są bardziej dociekliwe jeśli chodzi o ofertę zatrudnienia – dokładniej sprawdzają potencjalnego pracodawcę i zwracają uwagę na kulturę organizacyjną firmy. Ale jak przychodzi do kwestii wynagrodzenia, zazwyczaj są mniej stanowcze od swoich kolegów. Już na starcie podają niższą stawkę, za którą byłyby skłonne pracować, co wynika – w dużym skrócie – z dwóch czynników. Pierwszy: statystycznie, kobiety zarabiają mniej, i właśnie te niższe zarobki przyjmują jako punkt odniesienia. Drugi: obawiają się, żeby nie przestrzelić z wymaganiami. Bezpieczniej jest po prostu zażądać trochę mniej i w ogóle dostać pracę, zwłaszcza że nie wszystkie firmy stosują politykę jawności płac i nie wiadomo, ile zarabiają pozostali członkowie zespołu.
Dlatego nierówności w zarobkach widać również po wykluczeniu takich czynników jak urlopy macierzyńskie, częstsze zwolnienia lekarskie na dzieci, rzadsze nadgodziny wynikające z obowiązków rodzinnych. Widać je już u bardzo młodych osób, które podejmują pierwszą pracę i nie mają jeszcze żadnych obciążeń, lecz nie do końca jest jasne, co
konkretnie za tym stoi. Bo teorii jest sporo, i prawdopodobnie to wypadkowa przeróżnych czynników – kłopot w tym, że badania nie dają jednoznacznych odpowiedzi, a wnioski są sprzeczne, dlatego raz czytamy o braku odwagi, a w drugim dokumencie będzie coś kompletnie odwrotnego.
Najczęściej jednak przywoływana jest kobieca niechęć do ryzyka oraz mniejsza pewność siebie. Mężczyźni, tak ogólnie, bardziej wierzą w siebie i wykazują tendencję do przeceniania własnych możliwości, w przeciwieństwie do kobiet, które przeważnie czują się nie dość dobre, nie dość kompetentne, przytłoczone konkurencją. W większym stopniu obawiają się też odmowy i jeśli faktycznie do niej dojdzie, działa to bardziej demotywująco niż na mężczyzn, co z kolei prowadzi do tego, że w przyszłości mogą już wcale nie podjąć kolejnej próby.
No i nie bardzo wiedzą, jak tak naprawdę te negocjacje należy prowadzić, ponieważ mają zdecydowanie mniej wzorców niż mężczyźni. Nawet kiedy dobrze się do rozmowy o podwyżkę przygotują, często brakuje im przysłowiowych jaj. Nie potrafią mówić równie stanowczo jak ich koledzy i zamiast się dobrze zareklamować, brzmią raczej, jak gdyby
przyszły po prośbie, szukając akceptacji u rozmówcy. Słowem, przepraszają że zawracają głowę. I nie zawsze czują, że idą po coś, co im się zwyczajnie należy, tylko że sprawią komuś przykrość, wyjdą na niewdzięczne, ich pytanie o podwyżkę zostanie odebrane jako niezadowolenie z pracy, krytykę szefa, nieuzasadnione fochy.
To i tak by nic nie dało
Z różnych badań wychodzi też większy pesymizm po kobiecej stronie. Mężczyźni również mają swoje obawy i nie wszyscy są rekinami biznesu, niemniej bardziej niż kobiety czują, że system im sprzyja – w końcu widzą, kto stoi na czele korporacji, kim są najbogatsze osoby na świecie, kogo firmy wolą zatrudniać. Kobiety przeciwnie. Częściej deklarują, że nie wierzą w sprawiedliwe potraktowanie przez pracodawcę. Są niemal pewne, że stawiając wymagania
finansowe znacząco obniżają swoje szanse na posadę. I sądzą, że negocjując twardo jak mężczyzna stracą w oczach szefa – w przeciwieństwie do mężczyzny, który może dzięki temu zyskać.
I o ile u mężczyzn widać problem klasowy, tak u kobiet ta różnica prawie nie występuje. Mężczyźni niewykształceni, wykonujący proste, fizyczne prace, na kiepskich posadach, w dodatku zatrudnieni na tzw. śmieciówkach, nie wyrywają się do negocjacji – podwyżek częściej żądają specjaliści, zatrudnieni na stałe, no po prostu ci, którzy widzą, jak są cenni dla firmy, i mają sensowne alternatywy. Ale u kobiet to nie ma aż takiego znaczenia, bo negocjować podwyżek nie chcą zarówno szwaczki po zawodówce, jak i menadżerki z dyplomami renomowanych uczelni.
A ich obawy nie są bezpodstawne. Kiedy mamy tę samą sytuację, na ostrzu noża, rzucanie papierami i cześć, to kobiety przeważnie są oceniane jako histeryczki. Zresztą, wystarczy zwykła asertywność i stanowczość – u mężczyzny to „osobowość lidera”, ale u jego koleżanki to sygnał, że „baba będzie problematyczna”. Oczywiście, podejście firm i
współpracowników się zmienia, jest mimo wszystko mniej seksizmu, a przepisy całkiem skutecznie ukrócają liczne próby dyskryminacji, ale mały smrodek nadal się unosi – walcząca o swoje kobieta jest generalnie mniej lubiana.
Niby jest lepiej, ale…
Z najnowszych badań wychodzi jednak, że z tym „kobiety po prostu nie zgłaszają się po podwyżkę” to mit. Pracowniczki wcale nie są mniej nieśmiałe i upominają się o podwyżkę równie często co pracownicy. Tyle że rzadziej dostają wyższą pensję. Czy chodzi o samą umiejętność negocjacji? Niezupełnie.
Kobiety potrafią być niezwykle skuteczne w procesie negocjacyjnym, ale, co ciekawe, głównie wtedy, gdy reprezentują innych, a nie siebie.
Czyżby więc nie umiały działać we własnym interesie?
Znowu – nie do końca, szczególnie gdy chodzi o młodsze pracowniczki, wychowane w odmiennym niż 50 lat temu środowisku. Młode kobiety są bardziej świadome swoich praw, bardziej się cenią, nie kupują tego, że są gorsze od mężczyzn albo że „jest tysiąc kandydatów na twoje miejsce więc spuść z tonu”. I mają lepiej rozbudowane siatki społeczne, co niezwykle pomaga przy szukaniu dobrej pracy. Mimo to statystyka nie jest po ich stronie – mężczyźni zarabiają więcej, podwyżki dostają częściej i są one wyższe, mają też lepsze szanse na awans.
Lukę płacową da się wytłumaczyć obowiązkami opiekuńczymi, ale tylko częściowo, bo porównując zarobki oraz podwyżki pensji dla takich samych stanowisk i takich samych osiągnięć zawodowych widać, że kobietom płaci się mniej. Do pewnego stopnia to wina samych kobiet, ponieważ częściej od mężczyzn godzą się pracować za niższą stawkę. Ale bardziej jednak chodzi o to, że wciąż pokutuje przekonanie, jakoby kobieta nie potrzebowała tyle pieniędzy co mężczyzna. Czy ktoś pyta „jak ona utrzyma rodzinę za taką pensję”?
No nie bardzo. Poza tym, pracodawcy częściej zakładają, że kobieta i tak nie odejdzie, bo nie lubi konfliktów, a ostatecznie stabilność zatrudnienia jest ważniejsza od tych paru stówek ekstra. I niestety, sporo jest w takim rozumowaniu racji.
I wreszcie, kobieca praca, właśnie dlatego że wykonywana przez kobietę, jest niżej oceniana przez społeczeństwo. Świetnym przykładem tego mechanizmu jest edukacja – odkąd mamy więcej nauczycielek niż nauczycieli prestiż zawodu spadł, a wraz z nim zarobki. W drugą stronę poszło programowanie – pojawienie się mężczyzn zmieniło postrzeganie tej pracy na prawdziwie wartościową, a nie czysto sekretarską, i pensje poszły w górę. Skoro więc o kobiecej pracy myśli się jak o drugorzędnych zajęciach, to po co dawać podwyżki?


Czy kobiety bardziej dbają o wygląd domu?
„Metoda 5 minut” na zatrzymanie czasu. Dlaczego pielęgnowanie wspomnień to najtańsza i najskuteczniejsza forma dbania o dobrostan?
Dlaczego warto odwiedzić Marrakesz? Poczuj magię „czerwonego miasta”
Dlaczego praca zawodowa zmienia ludzi na gorsze?
Jak się zazwyczaj kończy romans w pracy?
7 naprawdę skutecznych metod nauki języków
Idealne lustro łazienkowe – co wybrać?
Kemping zamiast hotelu – 6 powodów, dla których warto zmienić przyzwyczajenia
Jak usunąć plamy z kurkumy?
Gdzie wyjechać na wakacje w marcu?
Łóżko kontynentalne 140 × 200 cm, czyli królewski sen na kompaktowym posłaniu
Praca zdalna dla kobiet – idealna opcja?
Czy projektor zamiast telewizora to dobry wybór?
Jakie rodzaje drzwi prysznicowych 90 cm są dostępne w salonach łazienek?
Dlaczego nie lubimy siebie na zdjęciach?
Zostaw komentarz