Główne menu

Dlaczego lojalność bywa tak problematyczna?

Lojalność to rzecz święta. Wobec rodziny, przyjaciół, grupy, współpracowników. Mamy wspólne zasady, wspólne wartości, trzymamy się razem żeby nie wiem co – to podstawa, bo kiedy przestaniemy sobie wzajemnie ufać, będzie to początkiem końca. Bo jak żyć w ciągłym stresie, w ciągłym poczuciu zagrożenia, w otoczeniu wrogów, kiedy na nikogo nie możesz liczyć? Koszmar.

Ale koszmarna potrafi być także sama lojalność. A dokładniej – jej wypaczona wersja. Gdy człowiek czuje, że coś musi zrobić, jednak w środku wszystko krzyczy „nie!!!”. Wie, że trzeba, ale wie też, że to wcale nie wynika ze słusznych powodów – bo słuszny byłby właśnie stanowczy sprzeciw. Tylko jak tu się sprzeciwić bez zarzutów o nielojalność?

Dlaczego lojalność bywa tak problematyczna?

Siła lojalności

To właśnie lojalność jest jednym z fundamentów, na którym budujemy zdrowe, silne, międzyludzkie relacje. Lojalność trzyma stado w kupie – ludzie potrzebują siebie nawzajem, bez działania w grupie ludzkość by nie przetrwała, żeby jednak ta współpraca faktycznie okazała się owocna, muszą istnieć określone reguły. Oraz musi być zaufanie, że ten człowiek obok nie zdradzi, że w razie kłopotów wyciągnie do ciebie pomocną dłoń, wstawi się za tobą.

Dzięki lojalności zyskujemy po prostu poczucie bezpieczeństwa, co jest kluczowe na każdym etapie życia, od biznesu po relacje czysto towarzyskie.

Nic więc dziwnego, że cenimy ludzi lojalnych i cieszymy się, kiedy ktoś tak powie o nas. To jedna z tych cech, które świadczą o wartościowym człowieku i pośrednio dowodzą, że my sami też coś znaczymy – no bo skoro ktoś jest wobec mnie lojalny, to widać uznał, że jestem wyjątkowa, godna zaufania, warta tego, żeby się postarać i żeby włączyć do wspólnego grona.

Mieć wokół siebie lojalne osoby znaczy mieć sojuszników – i to takich z przekonania, a nie kupionych.

Ale czy na pewno? Lojalność jest piękna, bo zapewnia wsparcie w chwilach słabości.

Osobnik lojalny nie odwraca się od innych w godzinie próby, wręcz przeciwnie, będzie ich bronił nawet wtedy, kiedy zbłądzą, bo rozumie, że ludzie są tylko ludźmi. Przychodzi jednak taki moment, gdy trzeba wybrać między wiernością sobie, zasadom i reszcie stada, ponieważ czasem to się niestety wyklucza. I człowiek jest rozdarty, bo musi wybrać, a najgorsze jest to, że każdy wybór wydaje się wtedy zły, bo wymaga zgniłych kompromisów.

Żeby wszystkim było miło

Skoro lojalność buduje grupę, to nielojalność może z niej wykluczyć, a tego większość ludzi bardzo się boi. Więc czasem wygaszają własny kompas moralny, stawiając wyżej „dobro stada”. Godzą się na wątpliwe moralnie układy, bo to ich zdaniem mniejsze zło. Lub idą po prostu w ślepe posłuszeństwo, nie kwestionując żadnych zachowań. Podporządkowują się swojej grupie totalnie, wierząc że to słuszna droga. Idealizują członków „stada”. I mają
nadzieję, że okazywane oddanie zapewni im ochronę, opiekę, sympatię.

Silny lęk przed odrzuceniem zmienia lojalność w uległość, więc taka osoba za wszelką cenę pragnie uniknąć konfliktów i jakichkolwiek przykrych sytuacji. Nie chce nikogo zasmucić, rozzłościć ani rozczarować, dlatego przestaje w ogóle myśleć o swoich zasadach – nadrzędna jest potrzeba aprobaty społecznej, bez względu na koszty. Widać to zwłaszcza w relacjach władzy, kiedy osoba na niższej pozycji unika konfliktów – dla świętego spokoju albo z
wyrachowania, żeby nie stracić dobrej pracy czy przychylności zamożnych rodziców.

Godność chowa się w kieszeni także przez terror „dobrej atmosfery” – żeby inni nie przestali nas lubić. Żeby nie wyjść na czepialską i zbyt pryncypialną. Jest obawa, że każdy sprzeciw, każda krytyka czy zwrócenie uwagi natychmiast doprowadzi do zerwania relacji, więc bezpieczniej milczeć, gdy ktoś łamie standardy. Bezpieczniej przytaknąć, bo jest szansa, że potwierdzi to status „swojego”, a dla takiego uznania warto się lekko nagiąć.

Skuteczny wytrych

Potrzeba akceptacji jest naturalna, i sama w sobie nie stanowi problemu. Istnieje jednak cienka granica, po przekroczeniu której lojalność staje się toksyczną pułapką. Nie tyle buduje relacje, co daje paliwo dla patologii, ponieważ zmusza do kłamania w imię „wyższego dobra”, przy czym to „dobro” jest często bardzo kontrowersyjne.

Efektem tych ustępstw są nieetyczne zachowania oraz konflikt wartości – trzeba wybrać między przyzwoitością a
interesem grupy.

I w wielu przypadkach uczciwość przegrywa z siłą stada, które wykorzystuje źle pojmowaną solidarność do emocjonalnego szantażu. Bo na kolegów się nie donosi. Bo protestując stajesz po ich stronie i zdradzasz naszych. Bo musimy się wzajemnie kryć, żeby tamci nas nie zjedli. Bo reszta nie jest w stanie pojąć, że tak musi być. I tak dalej, argumentów jest całe mnóstwo, lecz niewiele ma to już wspólnego z cnotą prawdziwej lojalności.

Dlatego w różnych grupach zawodowych można się spotkać ze zmową milczenia, gdzie „wszyscy wiedzą”, ale nikt się nie wychyli żeby nie zostać kapusiem i żeby nie mieć napaskudzone w papierach. Swój kryje swojego, bez względu na okoliczności, a im bardziej członkowie danego środowiska są zależni od siebie, tym większe ryzyko wypaczenia
lojalności – bo świat zewnętrzny nie rozumie naszej specyfiki, jest wrogi, i jedynymi ludźmi, na których można liczyć, są współplemieńcy. Jak się wyłamiesz z szeregu, możesz naprawdę wszystko stracić. Dostaniesz łatkę „zdrajcy”, zostaniesz odcięty od grupy, nikt ci nie poda ręki, nikt z tobą nie porozmawia, padniesz ofiarą zbiorowej agresji, dostaniesz nauczkę. Więc lepiej milczeć.

Brudy zostawiasz w domu

Jeszcze trudniej jest z lojalnością w gronie rodzinnym, bo pracę jednak da się zmienić, można wyjechać do nowego miasta, przebranżowić się, zacząć od nowa. A rodzina jest dana na zawsze i ciężko z nią zerwać, choćby była przerażająco toksyczna – kulturowo nic nie jest silniejsze od więzów krwi, potrafią one usprawiedliwić największe niegodziwości.

Przez to rodzinna lojalność łatwo stać może się prawdziwym więzieniem – dobre imię rodziny jest świętością, sekrety nie mają prawa wyjść na światło dzienne, trzeba dbać o pozycję rodu, jego stabilność, jego zasoby. Więc co się dzieje w domu, zostaje w domu. Nie wolno zdradzić ojca i matki, nie wolno szkalować dziadków, nie wolno źle mówić o ciotkach, wujkach, kuzynach. Cokolwiek by się działo, w wielu rodzinach od jej członków wymaga się
bezwzględnej lojalności – dobrostan jednostki, zasady, uczciwość nie mają znaczenia.

Zwłaszcza że „tyle rodzinie zawdzięczasz, teraz pora spłacić długi”, więc głupio odmówić rodzicom, którzy opłacili kosztowne studia.

Identyczny mechanizm występuje w związkach. Partner kogoś brutalnie pobił, zdefraudował pieniądze, dopuścił się przemocy seksualnej? Nie brak osób, które nawet w tak dramatycznych przypadkach będą chronić swoją drugą połówkę. Będą zamiatać pod dywan mniejsze i większe występki. Kłamać i tuszować wybryki męża/żony. Nawet kiedy im
zgrzyta, że to rzeczy, których absolutnie nie powinno się usprawiedliwiać, wewnętrzna lojalność nakazuje pełne oddanie ukochanej osobie.

My kontra cały świat

Lojalność to spoiwo, bez którego nie da się zbudować poczucia bezpieczeństwa. Mając wokół siebie lojalne osoby, czujesz, że grasz w jednej drużynie, i właśnie kiedy to poczucie jedności znika, rozbrzmiewa sygnał ostrzegawczy – coś najwyraźniej szwankuje, bo wspólnotowa solidarność nie powinna wywoływać gorzkich wyrzutów sumienia. Wierność wyznawanym wartościom jest najważniejsza, nie można się zeszmacić dla doraźnych korzyści. Trzeba mieć odwagę, trzeba umieć się postawić, tylko tchórz będzie przytakiwał innym.

Ale łatwo tak mówić, kiedy zagrożenie jest czysto teoretyczne. W prawdziwym życiu ludzie często wikłają się w paskudne historie, i to niekoniecznie ze strachu czy oportunizmu – wielu serio myśli, że za swoimi zawsze staje się murem, niezależnie od ich winy, inaczej lojalność nie miałaby sensu. Mając do wyboru krzywdę obcych i krzywdę swoich wskażą to pierwsze, choćby bolało, i nie jest to w pewnym stopniu zrozumiałe – opinia publiczna widzi tylko sprawcę, „wspólnik w zbrodni” ma szerszy obraz i pamięta dawne przysługi, miłe uczynki, to że oskarżony kiedyś wziął winę na siebie żeby ochronić kolegę. Nie zmienia to jednak faktu, że kiedy takie kompromisy stają się codziennością, lojalność brzmi niczym przekleństwo – nie czuć w ogóle braterstwa, jest tylko strach i coraz bardziej rosnące obrzydzenie do siebie.

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>