Dlaczego mężczyzna nie chce ślubu, ale po rozstaniu bardzo szybko się żeni?
Takich związków, w których niby wszystko dobrze działa, ale facet jakoś nie potrafi się jednoznacznie zadeklarować, jest na pęczki. Trwa to czasem długie lata, jednak każde zagajenie rozmowy o ślubie czy dzieciach kończy się zbywaniem – że nie teraz, za wcześnie, nie jestem gotowy, a po co znowu do tego wracasz. Słowem, ona chce, jest zdecydowana, a on się waha, chociaż potwierdza, że kocha, jest szczęśliwy – po prostu nie nadeszła jeszcze ta właściwa chwila.
Historie tego typu kończą się różnie, można jednak zauważyć pewien bardzo ciekawy schemat: mamy rozstanie, po czym mężczyzna, tak chwiejny do tej pory, w raptem kilka miesięcy po rozstaniu ogarnia sobie i nową żonę, i dziecko. Jak to możliwe? Tak nagle dojrzał? A może wcale nie chodziło o niechęć do sformalizowania związku?

Dlaczego mężczyzna nie chce ślubu, ale po rozstaniu bardzo szybko się żeni?
Jesteśmy razem, ale…
Niektórym luźne związki w pełni odpowiadają. Mogą oni żyć „na kocią łapę” całymi latami, nie ciągnie ich do ślubu, nie planują mieć dzieci. Ale bywa, że ów luz wynika po prostu z niezbyt korzystnej sytuacji – kobieta kocha tego mężczyznę, chce z nim być, nie ma póki co żadnych powodów do rozstania. Tylko to jedno tak strasznie uwiera – niepewność co do wspólnej przyszłości. Jedynie mgliste obietnice, że „może w przyszłym roku”.
Co dręczy nawet bardziej, niż gdyby okazał się zwykłym gnojem. Ale tego nie da się o nim powiedzieć, bo widać jednak, że mu zależy, generalnie można na nim polegać, jest wiele pięknych chwil spędzonych wspólnie. Dlatego to tak wkurza – czemu, skoro się nam układa, nie możemy pójść dalej, jak reszta par? Co go powstrzymuje przed ślubem? Czemu nie chce mieć ze mną dziecka? Mówi przecież, że kocha, że nigdzie się nie wybiera… To skąd opór przed obrączką i przed dziecięcym łóżeczkiem?
Wymówki, jak to jeszcze za wcześnie na stabilizację, brzmią całkiem sensownie, kiedy mamy 20 lat. Przy 30-tce, po paru latach spędzonych razem, coś nieprzyjemnego w nich zgrzyta, wszak to czas, gdy wypadałoby już wiedzieć, czego się oczekuje od życia. I gdy kobieta wie, i to od dawna, że pragnie męża oraz dzieci, czuje się jak w potrzasku, mając u boku mężczyznę, który jej marzeń chyba nie podziela. Albo co gorsza podziela, tylko dziwnym trafem nie pali się do ich realizacji – chociaż totalnie by mógł.
Lecz skoro on nie chce, to po co z nim być? No właśnie, to nie takie proste, gdy związek jest spoko, a on się wydaje tym jednym jedynym. I kiedy w końcu do kobiety dociera, że najwyraźniej źle ulokowała uczucia, więc nie ma co dłużej marnować cennego czasu, pada bolesna decyzja o rozstaniu. Ona odchodzi. A co dzieje się dalej? Ano, czasem dochodzi do niezwykle zaskakującego rozwoju wypadków. Otóż on, zdawałoby się tak niegotowy do założenia rodziny, niemal zaraz po odzyskaniu wolności znajduje sobie nową partnerkę. Z którą – uwaga, uwaga – bierze ślub. Oraz wybiera kolor farby do dziecięcego pokoju.
Wygodnie, ale bez szału
Dlaczego tak się dzieje? Otóż powód jest zwykle najbanalniejszy, jaki tylko mógł być – związek bez zobowiązań jest po prostu wygodny. Jeśli jeszcze para mieszka razem, benefity są w zasadzie takie same jak w małżeństwie, jednak bez jego negatywnych konsekwencji. Kobieta jest „żoną”, tyle że nie oficjalnie – sprząta, gotuje, wstawia pranie, dokłada się do rachunków, pociesza, wspiera i oczywiście można z nią bez ograniczeń uprawiać seks. Jest cały czas pod ręką, a od żony odróżnia ją wyłącznie brak obrączki oraz papierka – bo ten papierek bynajmniej nie jest kwitkiem bez większego znaczenia.
Żona nie-żona jest, brutalnie mówiąc, niezwykle praktyczną opcją. Większych wad u niej nie stwierdzono, poza tym, że od czasu do czasu pomęczy bułę „kiedy ślub”, no ale prawdziwe żony też lubią pomarudzić, więc na jedno wychodzi. Nie ma natomiast poczucia uwiązania, pewnej nieodwołalności, jaką pociąga za sobą ślub, bo nie oszukujmy się, spakować walizki w nieformalnym związku jest dużo, dużo łatwiej niż przeprowadzić rozwód. Plus ta krzepiąca świadomość, że jakby co, to szybko się można zameldować u nowej partnerki, a z żoną na karku sytuacja się dość mocno komplikuje.
Kobiety, którym to nie pasuje, bardzo często same sobie robią pod górkę, próbując przekonać partnera do zaręczyn w niewłaściwy sposób. A mianowicie, przeważnie starają się jeszcze bardziej pokazać, jak świetny z nich materiał na żonę, wykonując coraz więcej żoninych rzeczy, co partnerowi jest wybitnie na rękę – dostaje, zupełnie za darmo, kolejne profity. W żaden sposób go to nie zachęca do poważnych deklaracji, ponieważ nie czuje, że partnerka wymyka się z rąk i „wraca na rynek”. Wręcz przeciwnie, da się wyczuć jej desperację. Dopiero stawiając sprawę na ostrzu noża, że albo ślub, albo się żegnamy, jest w stanie przekonać mężczyznę do zmiany zdania. W najgorszym razie przynajmniej zyskuje świadomość, na czym stoi, i dzięki temu nie będzie czekać kolejnego roku aż panicz łaskawie pozwoli zaciągnąć się do ołtarza.
Przedmałżeński trening
Prawdą jest, że do małżeństwa należy dojrzeć, wydaje się jednak, że odwlekanie ślubu to trochę więcej niż sama niedojrzałość. Związek spod znaku „meh” na pozór nie jest tragedią, ale może okazać się prawdziwą pułapką, jeśli druga strona wygodnie się w nim urządzi. Bo nie ma tych twardych powodów do rozstania, co pozwala przypuszczać, że pierścionek w końcu trafi na palec. A jak facet szybko wywącha okazję, to będzie specjalnie podsycał nadzieję.
Dlaczego nie odejdzie, widząc, że jego oczekiwania co do związku wyraźnie się rozjeżdżają z pragnieniami partnerki? Cóż, wyrachowanie to żadna nowość gdy chodzi o relacje romantyczne. Zresztą, czasami to serio nie jest jakaś celowa perfidia, tylko po prostu tak jakoś się ułożyło i szkoda z ciepłego gniazdka rezygnować. Bo właśnie o wspomnianą wcześniej wygodę się rozchodzi – to nie jest ta jedyna, lecz jest wystarczająco dobra by związek ciągnąć, i to przez całe lata.
Szczególnie gdy chodzi o osoby młode, które jeszcze nie bardzo wiedzą, czego szukają, a przede wszystkim brakuje im związkowego doświadczenia. Czują podskórnie, że z tą osobą najprawdopodobniej nie zwiążą się na całe życie – stąd brak jednoznacznej deklaracji i jasnych planów na przyszłość. Zarazem nie chce im się aktywnie szukać, bo dobrze jest jak jest, ale oczy pozostają otwarte. Wykręty w rodzaju „nie jestem jeszcze gotowy” to nic innego jak zostawienie sobie furtki do lepszych opcji. Nie myślą przy tym o swojej partnerce, że ona z nimi marnuje swój czas, a ewidentnie liczy na więcej niż bezdzietny konkubinat. Bo dla nich to świetna wprawka przed potencjalnym nowym związkiem, i to niemal darmowa, z przyjemnymi ćwiczeniami praktycznymi.
Oświadczyny dla innej
Jałowy związek może zakończyć się z inicjatywy zawiedzionej kobiety albo mężczyzna uznaje, że jednak dość ma suszenia głowy o „kiedy ślub”. To oczywiście nie tak, że każdy od razu wpada w ramiona wymarzonej kochanki i szybko się żeni, ale taki scenariusz powtarza się zaskakująco często – tyle lat udało się wytrwać bez ślubu, a tu proszę, pierwsza napotkana dziewczyna i ani się publika obejrzała, a już biją im kościelne dzwony. Skąd ten pośpiech?
Kiedy mężczyzna w tak krótkim czasie znajduje sobie małżonkę, to w wielu przypadkach skłoniła go do tego kroku bardzo źle znoszona samotność – statystycznie, mężczyźni szybciej wchodzą w nowe związki. Czasem chodzi o bliskość, lecz czasem decyduje głównie, a jakże, wygoda. Lata przyzwyczajeń robią bowiem swoje, a do tej pory to nie-żona odwalała sporą część domowych obowiązków i jeszcze dokładała się do budżetu finansowo. Krótko mówiąc, bycie singlem ma swoje niezaprzeczalne zalety i daje pełną swobodę, jednak na dłuższą metę fajniej mieć kogoś w domu.
Bywa też, że po takim rozstaniu mężczyzna nagle stwierdza: to idealna pora na ożenek. Więc intensywnie szuka kandydatki, i jak zapozna taką pasującą do jego wizji żony, składa poważną propozycję. Poprzednia partnerka była w innym trybie, a teraz to nowa sytuacja, nowe podejście, nowe oczekiwania – jak i pewna adaptacja do rzeczywistości, kiedy dociera, że wcale nie tak łatwo znaleźć sobie kolejną wystarczająco atrakcyjną nie-żonę, która nie będzie robić problemów o brak oświadczyn.
A czasem faktycznie chodzi o szczerą miłość, która spadła jak grom z jasnego nieba. Jest jasne, że to właśnie ONA. Bo to się wie, to się czuje. I dokładnie tego nie było wcześniej – pewności trafienia na idealnie dopasowaną połówkę. Dlatego to jej się tak szybko oświadczył, a nie tobie. Nie byłaś tą wymarzoną, i to cała tajemnica.


Dlaczego wiążemy się z ludźmi, którzy wcale nie chcą stałego związku?
Randki po 30 mogą Cię zaskoczyć. Wyglądają inaczej niż wcześniej
Skąd bierze się popularność swatek?
Czy warto starać się o osobę, która jest już w związku?
Czy po ślubie naprawdę zawsze zmienia się na gorzej?
Czy brak urody przeszkadza w znalezieniu miłości?
Czy współczesne związki nie dają już mężczyznom żadnych korzyści?
Czy kobiety nie lubią, jak się im mówi przykrą prawdę?
Czy wspólny urlop to próba dla związku?
Czy naszyjnik z diamentem pasuje do każdego typu kolorystycznego?
Jak istotne dla związku jest robienie wspólnych planów?
Czy współczesne randkowanie wygląda inaczej niż kiedyś?
Czy mężczyźni naprawdę wolą głupsze kobiety?
Dlaczego niektórzy podrywają zajęte osoby?
Kim jest almond mom?
Zostaw komentarz