Dlaczego niektóre inteligentne kobiety celowo udają idiotki?
Chyba każdy zna taką kobietę, która na co dzień wydaje się być naprawdę ogarnięta życiowo, ale w towarzystwie mężczyzny nagle głupieje. I nie, nie chodzi o zwykłą niezdarność, jaka towarzyszy osobom speszonym na widok kogoś, kto się im podoba. Chodzi o sytuacje, kiedy owa kobieta niespodziewanie traci niemal wszystkie umiejętności – nie potrafi przesunąć fotela, przerasta ją zapisanie pliku w smartfonie, nie wie jak działa bezpiecznik, zauroczona
słucha wykładu o kampanii wrześniowej, jak gdyby pierwszy raz usłyszała o II wojnie światowej.
To szokuje, bo wiadomo, że normalnie nic z tych rzeczy nie jest dla niej żadnym wyzwaniem. Że to wszystko wie, choć teraz udaje inaczej. Po co? Jaki sens robić z siebie idiotkę? Cóż, jak się okazuje, sensu jest całkiem sporo – zwłaszcza na polu romantycznym, gdzie „nadmiar wiedzy” serio może zaszkodzić.

Jestem taka głupiutka
Zgrywanie nieporadnej to sztuczka stara jak świat. „Ojejku, naprawdę?”, „a skąd ty to wszystko wiesz”, „ja bym sama nie dała rady…”, słowem wszystko, co tworzy przekaz „jesteś taki mądry i silny”, praktykowane jest przez kobiety pod niemal każdą szerokością geograficzną. Powody są prozaiczne – to często po prostu działa. Kobieta zyskuje pomoc, rozbraja emocjonalnie agresywnego przeciwnika, ma święty spokój w domu, bo mąż czuje się królem świata. A że ona sama wychodzi na głuptaska? No prawda, to troszkę boli, ale zyski
rekompensują poniesione straty moralne.
Słodka idiotka to archetyp bardzo mocno zakorzeniony w naszej kulturze. I wiele kobiet, nawet jeśli tym gardzi, wchodzi od czasu do czasu w jej rolę, bo to się zwyczajnie opłaca – a przynajmniej tak się w danej chwili wydaje. Bo jest to gra ryzykowna – stajesz się miła, urocza, urzekająco bezbronna, co na pewnym poziomie budzi sympatię i zniechęca do ataku/odwetu, lecz jednocześnie odejmuje to kobiecie powagi i nie zapewnia jej szacunku.
Głupiutka kobietka jest lekceważona, tyle że ze specyficzną galanterią, która maskuje pogardę.
Nie brzmi to wszystko najlepiej, ale w relacjach międzyludzkich czasem musimy kalkulować, i nie zawsze jest nas stać na to, by postępować zgodnie z głosem serca. Dlatego mądrej kobiecie zdarzy się udać głupią. Udać, że nie wie, do czego służy śrubokręt. Że nie umie sama podłączyć projektora ani posługiwać się mapą oraz kompasem. I wystarczy jedno maślane spojrzenie, by jej partner zyskał +100 do samooceny.
Świadome umniejszanie
Właśnie poprawa męskiego samopoczucia stoi zwykle za odgrywaniem słodziutkiej idiotki. Kobieta czuje, że kiedy powie „tak, wiem” albo „umiem sama”, to może tego mężczyznę zrazić do siebie – nie każdego, nie zawsze, ale ryzyko istnieje, więc nie ma co tak od razu wyskakiwać z wysokimi kompetencjami. Urocze trzpiotki częściej wygrywają uwagę i otrzymują pozytywny odzew, w przeciwieństwie do tych „silnych i niezależnych”, których nikt nie lubi.
Oczywiście nie zawsze chodzi o ten poziom głupoty, kiedy nie wiesz nawet, jaka rzeka przepływa przez Warszawę – raczej żeby nie wychylać się zanadto z bardziej zaawansowaną wiedzą, która mogłaby przyćmić słuchaczy. Po prostu stłumić lekko swoją inteligencję i pewność siebie, dzięki czemu kobieta wyda się bardziej przystępna, bardziej „normalna”,
bliższa tradycyjnym wartościom.
Dlatego wiele kobiet przyjmuje podobną strategię w okresie randkowania. Są przekonane, że asertywną postawą niewiele zdziałają, za to wyciszając swoje edukacyjne i zawodowe dokonania przyciągną większą liczbę potencjalnych kandydatów, bo dzięki temu mężczyźni poczują się pewniejsi, mocniejsi, bardziej męscy. Będzie im łatwiej oczarować partnerkę, zaimponować, wyjść na ponadprzeciętnego, a to skuteczniej zachęci go do kolejnej randki niż rywalizacja na CV.
Lubię inteligentne, ale…
Czy to oznacza, że mężczyźni celowo szukają głupich kobiet? Większość nie, i kiedy mówią „kobieta musi mieć coś w głowie”, to wcale nie kłamią. Po prostu jest jeszcze część druga, której nie wypowiadają głośno: nie chcę, żeby moja dziewczyna była mądrzejsza ode mnie.
Nie boli ich to, że kobieta zna się na silnikach – boli dopiero, gdy zna się lepiej. Kiedy na tyle ogarnia temat, że nie dopytuje, nie prosi o wytłumaczenia, nie dowiaduje się od mężczyzny niczego nowego, więc on nie może się przedstawić jako autorytet.
I jasne, niektórym kobieca wiedza o silnikach zaimponuje, ale spora część uzna, że ich pozycja mężczyzny została zagrożona. Że nie wzbudzają podziwu. Że nic tu po nich, i kiedy na drodze stanie nowa kobieta, która ich słucha jak urzeczona, jest wielce prawdopodobne, że to ona wygra, bo przebywanie z nią jest zwyczajnie mniej stresujące. No i z jakiegoś powodu mamy często uczą swoje córki: kształć się, bądź niezależna, tylko się z tym nie obnoś, bo to chłopców odstrasza.
Tak więc umniejszanie sobie stało się powszechnym trickiem, zarówno przy szukaniu męża, jak i przy doraźnych korzyściach. Mężczyzna może wtedy czuć się potrzebny i niezastąpiony, potężny w swojej męskości, a kobieta na tym korzysta. I choć brzmi to jak przesada, są badania potwierdzające, że mężczyźni faktycznie nie przepadają za zbyt mądrymi kobietami – podczas testów uczestnicy podwyższali ocenę atrakcyjności dziewczynom, które zrobiły coś gorzej od chłopaków, lecz gdy ta sama dziewczyna okazywała się w czymś od płci przeciwnej lepsza, dostawała mniej punktów.
Wynika to często z tego, że inteligencję łączymy z dominacją, a większość nie chce widzieć kobiet jako dominatorek, które przejmują kontrolę. Można taką kobietę docenić na polu zawodowym, ale nie zaprosi się jej na kawę, i stąd strategia: zachowywać się tak, żeby on nie poczuł się przy mnie gorzej. Bycie „tą głupszą” nie zagraża ego partnera, nie wywołuje w nim poczucia niższości, wpasowuje się w męskie oczekiwanie, że to on rządzi w związku.
Natomiast te bardzo inteligentne, które nie zamierzają się kryć ze zdobytą wiedzą, są często postrzegane jako konfliktowe, niemiłe, problematyczne.
Dla świętego spokoju
Zjawisko udawania głupszej nie ogranicza się zresztą wyłącznie do sfery romansowej. Tam dominuje, ale da się zauważyć podobne symptomy także w pracy, szkole, relacjach towarzyskich. Kobiety nie chcą wyjść na przemądrzałe, dlatego często milczą albo zmieniają sposób wypowiedzi na bardziej przystępny dla reszty. Uważają, żeby nie przyćmić
rozmówców. Starają się mówić milszym, niekonfrontacyjnym tonem. Wszystko po to, by nie stracić sympatii i nie zostać zaszufladkowaną jako ta „zimna”, „trudna”, „agresywna”, „chyba dawno chłopa nie miała”.
Utrata sympatii nie sprowadza się bowiem tylko do braku pogaduszek w pokoju socjalnym – może mieć poważniejsze, negatywne konsekwencje kluczowe dla kariery. Udawanie mniej ogarniętej chroni przed wykluczeniem, ostracyzmem, kontrowersjami, konfliktem. Pomaga przetrwać w środowisku, które źle znosi kobiecą sprawczość. Nie opłaca się po prostu pokazanie całego potencjału, ponieważ cena za „pełną moc” okazuje się za wysoka.
Ale czy zawsze? „Bądź mądra, ale nie za bardzo” to nauka, która na dłuższą metę niekoniecznie się opłaca. Bo czy ktoś uczy chłopców „nie wychylaj się, nie bądź za mądry, bo wtedy ludzie cię nie polubią”? No nie bardzo, a ponieważ to wdrukowywanie określonych zachowań odbywa się w bardzo młodym wieku, już w szkołach można usłyszeć od chłopców, że ich koleżanki są głupsze. To zaś utrwala stereotyp, który później, w dorosłym życiu, strasznie ciężko jest obalić.
Bo prawda, ta „miła i niezbyt mądra” rzadziej musi się konfrontować z otoczeniem, ale to tylko dlatego, że otoczenie ją lekceważy. „Słodka idiotka” nie jest żadnym partnerem do dyskusji, więc owszem, może i częściej dostanie kwiaty, ale też częściej usłyszy „to nie na twój malutki rozumek”. Wzbudzi uczucia opiekuńcze, znajdzie swojego „rycerza”, pytanie
tylko, czy warto być wiecznie „damą w opałach”, z którą nikt tak naprawdę się nie liczy?


Jak naprawdę wygląda związek z narcyzem?
Jak wyglądają dzisiejsze mezalianse?
Czemu kobiety tak często dopada ślubna obsesja?
Kim jest golden retriever boyfriend?
Czy kobiety i mężczyźni faktycznie inaczej się komunikują?
Czy sztuka flirtowania dziś całkowicie umarła?
Czy kobiety celują tylko w 10 procent najatrakcyjniejszych mężczyzn?
Czy kobiety potrzebują mężczyzn?
Czy koniec związku zawsze oznacza tylko porażkę?
Dlaczego przyciągamy ludzi, którzy nie chcą się angażować? 7 psychologicznych powodów
Randki po 30: dlaczego przyciągamy ludzi, którzy nie chcą się angażować?
Co to znaczy być ze sobą na dobre i na złe?
Dlaczego wiążemy się z ludźmi, którzy wcale nie chcą stałego związku?
Randki po 30 mogą Cię zaskoczyć. Wyglądają inaczej niż wcześniej
Skąd bierze się popularność swatek?
Zostaw komentarz