Główne menu

Dlaczego niektórzy podrywają zajęte osoby?

Jedną z najgorszych rzeczy, jakie można usłyszeć od partnera po romantycznej randce i upojnej nocy, to że on tak naprawdę jest zajęty. Ma narzeczoną, za parę miesięcy bierze ślub, mieszka z kimś od pięciu lat i wychowuje wspólne dziecko. Bo jakiego stanu jest osoba, z którą planujemy nawiązanie bliskiej znajomości, to jedna z najbardziej palących kwestii. Krótko mówiąc, single szukają singli, bo nikt nie chce być „tą drugą” i niepotrzebnie komplikować sobie życie.

No chyba że jednak chce. I dokładnie taki ma plan – z premedytacją uderza do tych, którzy w związkach już są. Status „zajęty” w niczym nie przeszkadza, jest raczej zaletą. Dziwne, prawda? Otóż jak się sprawdzi motywacje, to może dziwić już nieco mniej, choć oczywiście wciąż pozostaje kwestią wątpliwą moralnie. Co jednak jest atrakcyjnego w żonatym mężczyźnie? Albo mężatce? Czy chodzi tylko o to, że są zakazanym owocem?

Dlaczego niektórzy podrywają zajęte osoby?

Dlaczego niektórzy podrywają zajęte osoby?

Dlaczego singielki podrywają żonatych?

Jakkolwiek nieprzyjemnie to brzmi, żonaci, pod pewnymi względami, wydają się łatwiejszym łupem. Szczególnie ci z dłuższym stażem, którym żona się już trochę znudziła, a oni sami chcieliby się poczuć jak prawdziwe, godne pożądania samce. Kochanka właśnie to daje, przynajmniej na początku – jest nowa, bardziej się stara, wyczekuje spotkań, w trakcie seksu nie ma znudzonej miny tylko jęczy z rozkoszy. A że żona jej w niczym nie przeszkadza… same plusy, można mieć ciastko i zjeść ciastko.

Żonaty facet to wygodna opcja, kiedy nie ma się ochoty na poważny związek. On nie będzie cisnął na dzieci, nie będzie oczekiwał codziennie obiadu, nie zostawi brudnych gaci byle gdzie – wspólne chwile to wyłącznie przyjemności, bez rutyny, która zabija namiętność. Jeśli na dodatek jest się sporo młodszą, można liczyć na określone benefity z tego tytułu – starszy kochanek pewnie zechce się pokazać z jak najlepszej strony, nie poskąpi na prezent, chętnie udowodni, jaki jest mądry, silny i zaradny.

Jako żonaty ma lepsze rozeznanie w tym, jak z kobietą rozmawiać, jak reagować, co robić, a czego unikać, a to daje mu sporą przewagę nad konkurentami, którzy jeszcze w tak poważnym związku nie byli. Dzięki żonie prawdopodobnie też się „wyrobił” – ma lepsze ubrania, zawsze świeżą bieliznę, zdrowsze nawyki, bardziej cywilizowane maniery. Słowem, przychodzi się trochę na gotowe, bo pracę nad takim mężczyzną wykonała inna kobieta. Do tego mamy dreszczyk emocji, bo ukradkowe spotkania, niespodzianki, wymykanie się cichcem na szalony seks w dziwnych miejscach, tajemnica, a ryzyko, co by nie mówić, bardzo podsyca pożądanie.

Nie kupujesz kota w worku

Zajęty mężczyzna to kompromis między byciem samą a byciem w poważnym związku. Kobiety, które świadomie wchodzą w takie układy, pragną bliskości, ale w ograniczonej formie, i na własnych zasadach. Nie potrafią w pełni zaufać drugiej osobie, zraziły się do mężczyzn, albo uznały, że dom, dzieci i rodzina to nie dla nich. Żonaty kochanek nie będzie żądał deklaracji, nie ma też za bardzo prawa oczekiwać wyłączności, wszak sam jest niewierny – czyli trochę jest się z kimś, a trochę nie jest, i taki status w pełni odpowiada.

Przede wszystkim zaś chodzi o to, że żonatego ktoś wcześniej przetestował i uznał, że ma na tyle wysoką wartość, by się z nim wymienić obrączkami. Czyli nie jest totalnym przegrywem jak jego samotni koledzy, nie ma rozkminek pt. co z nim nie tak, że jeszcze sobie żadnej baby nie znalazł? A jeśli jego żona jest atrakcyjna, to tym bardziej nabija mu punktów, bo ona przecież mogła pewnie mieć każdego, i skoro wybrała jego, to musiał być ku temu poważny powód – tak często myślą również inne kobiety, niezainteresowane romansem, po prostu gdy średnio ciekawy mężczyzna okazuje się być żonaty, to automatycznie czyni go bardziej intrygującym i pociągającym.

Więc obrączka na placu to swojego rodzaju „test jakości” – jeśli inna go chciała, musi być wart zachodu. Co przyznają również sami mężczyźni, bo wielu stwierdza, że po wejściu w związek małżeński kobiety z otoczenia stały się wobec niego znacznie przychylniejsze, choć to akurat może być często mylące – nie wszystkie one są zainteresowane flirtowaniem, tylko po prostu przy zajętym mężczyźnie czują się bezpieczniejsze, bo odkąd gość zaklepany, to pewnie nie będzie wychodził z natarczywymi propozycjami.

W zajętych mężczyznach uderza też to, że zwykle mają nieco odmienne zachowania. Jasne, to nie jest reguła, bo i żonaci potrafią przyprawić o dreszcze żenady albo zwyczajny strach, niemniej przez codzienne obcowanie z kobietą zyskują choć trochę więcej pewności siebie w kontaktach z płcią przeciwną, są mniej zdesperowani żeby zaciągnąć dziewczynę do łóżka – choćby z obawy, że żona się dowie o jego miłosnych podbojach. A pewność siebie u mężczyzny bardzo pociąga. Dużo bardziej, niż rozpaczliwa próba zdobycia partnerki.

Czy mężczyźni lubią mężatki?

Może nie tyle lubią, ile niespecjalnie im to przeszkadza. Ta część mężczyzn, która uderza do zajętych dziewczyn, najczęściej chce po prostu seksu bez zobowiązań, dlatego mężatka to dla nich wymarzona sytuacja. Zajęta dziewczyna nie ciśnie na ślub i dzieci, nie domaga się nawet zamieszkania razem czy codziennych spotkań albo rezygnacji z ulubionych zajęć. A jeśli decyduje się na romans, to najpewniej mąż mocno zawodzi – czyli względnie łatwo wyjść na wspaniałego kochanka. Zwłaszcza że zainteresowanie ze strony obcego mężczyzny powinno podbudować jej samoocenę – niby stateczna mama i żona, wyjęta z rynku matrymonialnego, a tu proszę, wciąż zbudza u płci przeciwnej kosmate myśli.

Prócz tego zajęta kobieta na ogół jest mniej wymagająca, bo przecież sama nie może się tej znajomości poświęcić na sto procent. A „zwykła” partnerka chce ciągłej uwagi, trzeba o nią zabiegać, cudować, liczyć na dobry humor, znosić fochy – z zamężną kochanką obowiązki są ograniczone do niezbędnego minimum. Plus, mężatka pewnie bardziej doświadczona, bardziej otwarta i chętna na eksperymenty, nie kręci nosem, że od razu seks i gdzie romantyczna kolacja – ostatecznie jej również chodzi przede wszystkim o łóżko, całą resztę ma przecież w domu.

Czasem chodzić może też po prostu wyzwanie, wszak uwieść zajętą kobietę jest trudniej, i jeżeli się uda, to wygrywasz nie tylko z nią, ale i z jej oficjalnym partnerem. Czasem jednak motywacje się kompletnie inne – zajęta dziewczyna swoją odmową nie rani ego równie mocno co singielka. Bo kiedy ta zajęta mówi stanowcze „nie”, to łatwiej wytłumaczyć sobie, że to wyłącznie kwestia jej wcześniejszych zobowiązań, a nie tego, że on w jej oczach ma zerową atrakcyjność.

Czy to jest leczenie kompleksów?

Podrywając zajętą kobietę, można uniknąć odpowiedzialności, mieć seks praktycznie za darmo. Z zajętym mężczyzną jest podobnie – dostajemy szał uniesień i piękną biżuterię na urodziny, ale o czyste koszule dba jego zdradzana żona. Niszcząc czyjś związek, można poczuć satysfakcję, że oto wygrało się istotną potyczkę, a więc musi być we mnie coś fascynującego, skoro ktoś zaryzykował tak wiele dla paru wspólnych chwil. I że to ja daję większą satysfakcję seksualną. Można wręcz sobie wmówić, że nie ma dla mnie już żadnych granic i żadnych przeszkód, bo nawet przysięga małżeńska przegrywa z moim urokiem.

Tylko ile w tym prawdy? Sytuacja jest zwykle dużo bardziej złożona. Jasne, są tacy, dla których potajemny romans to praktyczne rozwiązanie z samymi zaletami, ale zazwyczaj to tylko pozór. Nie ma przecież zakazu tworzenia luźnych związków, i taki układ bez zobowiązań dla się stworzyć również z drugim singlem o podobnym podejściu. Poczucie kontroli nad zajętą kochanką czy kochankiem także jest złudne, bo koniec końców to właśnie oni decydują, czy do spotkania dojdzie – jak dziecko zachoruje albo trzeba będzie z żoną pojechać do mechanika, to wcześniejsze plany wezmą w łeb. I nawet jeśli on nie dotrzymał danego żonie słowa i „został w biurze na nadgodziny”, to mimo wszystko rodzina pozostanie na pierwszym miejscu. Nie będzie wspólnych świąt, sylwestra, długiego majowego weekendu.

Plus jest taki, że wciąż ma się otwarte opcje i można szukać dalej. Pomija się jednak przy tym jeden bardzo istotny szczegół – ludzkich emocji nie da się zaprogramować i ustalić z góry, dokąd na pewno podąży rozpoczęta znajomość. W pewnym momencie wygodna odskocznia może stać się czymś poważnym, i pojawią się myśli „a co gdyby on zostawił dla mnie żonę?”. Trochę ma się tego faceta w garści, można go zaszantażować albo chociaż boleśnie zemścić, gdyby przeszła mu ochota na kolejne spotkania, co daje złudne poczucie siły. I dobitnie pokazuje, że za ciągotkami do zajętych stoi jakiś poważny problem.

    Komentarz ( 1 )

  • Królowa Karo

    Czy ten post to nie próba znormalizowania takiego zjawiska? Dla mnie to nie jest ok, ale każdy ma swoje wartości i punkt widzenia. A już zwłaszcza, gdy jedna strona to ukrywa na poczatku relacji. Jeśli obie strony od początku wiedzą na czym stoją jest to przynajmniej uczciwie – czy w porządku? Pewnie zależy dla kogo.

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>