Dlaczego praca zawodowa zmienia ludzi na gorsze?
Praca podobno uszlachetnia, jednak patrząc na niektórych ludzi pracy można mieć spore wątpliwości co do słuszności tego stwierdzenia. W zasadzie to można się nawet pokusić o teorię spiskową, że o szlachetności pracy mówi się wyłącznie po to, by ludzi przymusić do jeszcze większego wysiłku, tak aby swoją mękę wzięli za coś, co kształtuje charakter i jest formą doskonalenia siebie.
Oczywiście praca może nadawać życiu sens i w sumie to tylko się cieszyć, kiedy na koniec dnia mamy poczucie dobrze wypełnionego obowiązku zamiast wewnętrznego wypalenia. Wystarczy jednak trochę pochodzić po tym świecie by się przekonać, że ciężka praca wcale nie zawsze popłaca, a wręcz bywa na odwrót. Ale czy to jedyne wytłumaczenie, dlaczego w niektórych z powodu pracy budzą się najgorsze instynkty?

Praca równa się stres
Na pracę poświęcamy prawie jedną trzecią swojego życia, trudno więc, żeby nie miała ona żadnego wpływu na osobowość. Ze współpracownikami możemy spędzać więcej czasu niż z rodziną czy przyjaciółmi, więc znowu – to żadne zaskoczenie, jak bardzo środowisko zawodowe potrafi człowieka odmienić. Niestety, dość często ten wpływ jest negatywny. Tak z dnia na dzień nie zawsze to widać, ale jak wróci się pamięcią do czasów przed-pracowych, jest szok, jak gdyby miało się do czynienia z zupełnie innym człowiekiem.
Wiele zależy od kultury pracy, ale wiadomo, nie każdy może sobie pozwolić na wybrzydzanie, bo lepiej mieć pewną posadę mimo jej niezaprzeczalnych wad, niż pójść na bezrobocie z nadzieją, że szybko trafi się doskonała okazja. Zresztą, do kiepskich warunków idzie dość szybko się przyzwyczaić, jeśli przynosi to wymierne korzyści, na przykład w postaci dobrej pensji. Kłopot w tym, że nie ma nic na darmo, i jeśli swojej pracy naprawdę się nie znosi, prędzej czy później jakoś to się odbije na zachowaniu.
W miejscu pracy nasiąkamy nowymi poglądami, przejmujemy obce zwyczaje, zaczynamy mówić innym językiem. Realia pracy zawodowej mocno rewidują dotychczasowe postrzeganie świata, zarówno w jedną, jak i w drugą stronę, a to odbija się na także na życiu prywatnym. I tak jak satysfakcjonujące zajęcie może uskrzydlić, tak ciężka atmosfera w pracy przejdzie do domu, czego skutki będą dotkliwe dla całego otoczenia.
Co się dzieje? Sfrustrowany pracownik staje opryskliwy, coraz częściej pozwala sobie na złośliwości i bezlitosne docinki. Szybko się odpala, wkurza go byle co, nie umie odpuścić albo kompletnie ma w nosie co się dzieje w jego najbliższym otoczeniu. Nie jest już po prostu osobą, z którą chciałoby się spędzić czas, a on nawet nie widzi w czym problem, tylko jeszcze bardziej się nakręca.
To szczególnie trudna sytuacja, kiedy te negatywne cechy okazują się być pożądane w miejscu pracy, bo jak ciśniesz po zespole, doprowadzasz niemalże do łez, ale ekipa chodzi jak w zegarku, to szefowie gratulują – co z tego, że gnojek, skoro są efekty. Świadomość tego sukcesu może na długo zaślepić, bo co kogo obchodzą pretensje innych, kiedy „góra”
docenia.
Nie jesteśmy na tym samym poziomie
Jest tak, że dzieci w szkole podstawowej zwykle potrafią bawić się z każdym, i dopóki dorośli nie zwrócą uwagi na różnice w statusie, to dla samych dzieci to nie ma większego znaczenia – liczy się wyłącznie to, czy koledzy i koleżanki są fajni. Ale z wiekiem ten stan się zmienia.
Styl życia, pozycja zawodowa, wykształcenie, majątek, a nawet miejsce zamieszkania czy zawody rodziców mają wpływ na dobór towarzystwa i zachowanie względem swoich oraz nieswoich.
I zdarza się, że przebieg ścieżki zawodowej prowadzi do towarzyskich przetasowań, ponieważ koleżanka, która jest tylko kasjerką, nie wydaje się odpowiednią przyjaciółką dla osoby z poważnymi aspiracjami. Przeszkadza jedynie ten zawód, a nie to, że koleżanka- kasjerka dopuściła się wielkiej podłości – wciąż jest tą samą Magdą, która opowiada świetne
dowcipy, hoduje kaktusy i piecze doskonały sernik. Jest jednak wstyd przed znajomymi z pracy, że zamiast mieć towarzystwo „na poziomie” zadajemy się z „kimś takim”.
Praca zawodowa wiąże się bowiem z pewnymi oczekiwaniami społecznymi. Jasne, można je zignorować, ale każdy ma w sobie siłę do buntu, zwłaszcza gdy bardzo mu na swojej pracy bardzo zależy. A że praca wymaga zarówno określonych cech charakteru, jak i szczególnej prezencji, nie zawsze udaje się obie sfery pogodzić. Zazwyczaj ze stratą dla sfery prywatnej.
Czy to na pewno sukces?
Awans to ważny test dla naszych wartości, właśnie dlatego, że oznacza dodatkowe obowiązki, dużą odpowiedzialność, boleśniejszy upadek, kiedy w pracy pójdzie nie tak. Wchodzi się na kolejny poziom, co daje benefity, ale też jest się teraz baczniej obserwowanym, oczekiwania są większe, trzeba bardziej dbać o wizerunek. To stresuje, a działania podejmowane w kierunku sukcesu bywają odbierane jako aroganckie, tworzy się dystans, relacje stają się chłodniejsze.
Czasem to jedynie wrażenie, ale czasem faktycznie ludziom nie udaje się udźwignąć ciężaru nowej pozycji. Nie chcą wyjść na miękkich, więc są szorstcy, bezwzględni, bardzo formalni w kontaktach, lubią dawać do zrozumienia, że ich pozycja jest wyjątkowa, a oni wiele mogą, dlatego lepiej nie wchodzić im w drogę. Otrzymana władza ich po prostu przerasta, a to sprzyja traktowaniu ludzi z góry i lekceważeniu związków, które „nic nie dają”.
Negatywne emocje są napędzane stałą walką o pozycję w hierarchii. Trzeba się koncentrować przede wszystkim celach zawodowych, reszta schodzi na dalszy plan. W tym rodzina, bo przecież ten sukces jest także dla nich, oni tak samo zbierają owoce, więc powinni być wdzięczni zamiast tyle marudzić. A oni jednak marudzą – nie podoba się im ta nowa twarz partnera czy rodzica, ich brak wrażliwości, agresja, niecierpliwość, bagatelizowanie
codziennych spraw.
Normiki wcale nie mają łatwiej
Są zawody, które siłą rzeczy muszą obciążać psychikę, jak strażak, pielęgniarka na OIOM-ie, pracownik socjalny, policjant – trudno się odciąć całkowicie od pracy, w której non stop spotykasz się z krzywdą, cierpieniem, przemocą, całym syfem tego świata. Ale żeby obudzić w sobie demony wcale nie musi być aż tak dramatycznie. Zwykła praca też potrafi dać w kość, nie tyle samym zakresem obowiązków, co patologiczną presją na wyniki, mobbingiem, straszeniem „jest dziesięciu innych na twoje miejsce”.
Chodzenie dzień w dzień do takiej roboty może ujawnić cechy, o które wcześniej się nawet siebie nie podejrzewało. Zapalnikiem jest stres, jest presja, bo zawsze są jakieś terminy i niespodziewane trudności. Jest rywalizacja – trzeba walczyć o premię, o awans, o to żeby w ogóle się w danej firmie utrzymać. Są szefowie, którym wydawanie poleceń sprawia zdecydowanie za wiele przyjemności. I koledzy gotowi podkablować, że w piątek jeden z załogi się spóźnił, a drugi wypił herbatkę dla zarządu.
A najgorsze w tym wszystkim, że to praca, która daje pieniądze. Łatwo więc odgrażać się w głowie, łatwo wyobrażać sobie scenariusze, w których szef dostaje lepę na głupi ryj i następuje filmowy koniec. W rzeczywistości mało kogo stać na podobne gesty, i pozostaje spuszczenie głowy, przełknięcie kolejnej gorzkiej pigułki, a ciemną stronę mocy pokazuje się w gronie ludzi, którzy nie mogą wręczyć wypowiedzenia.
Często jest też wewnętrzna złość na własną bezsilność, że dla finansowej stabilności jesteśmy gotowi przyjąć tyle niezasłużonych ciosów. Ten skumulowany gniew oczywiście nie znika, tylko eksploduje w przeróżnych sytuacjach, jest pretekstem do tego, by wyżyć się na partnerce, na dzieciach, znajomych, sąsiadach, przypadkowych osobach w kolejce albo na parkingu.
Czy ktoś zwróci uwagę? Nierzadko tak, ale odbiorca krytycznych komentarzy niechętnie je bierze do siebie. Bo jak jest sukces, to łatwo krytykę zbić, że to zazdrość, że nieudacznicy nie rozumieją jak się robi karierę, więc chcą podciąć skrzydła i sprowadzić do własnego, niskiego poziomu. A jak jest kiepsko, to pojawia się żal, że znajomi nie potrafią się wczuć w trudną sytuację, nie rozumieją z czym trzeba się w pracy mierzyć, i swoimi uwagami dokładają dodatkowego stresu. No nie tego się oczekuje po powrocie do domu, który przecież powinien być bezpieczną, cichą przystanią – ale czy to tylko wina pozostałych domowników?


Dlaczego warto odwiedzić Marrakesz? Poczuj magię „czerwonego miasta”
Jak się zazwyczaj kończy romans w pracy?
7 naprawdę skutecznych metod nauki języków
Idealne lustro łazienkowe – co wybrać?
Kemping zamiast hotelu – 6 powodów, dla których warto zmienić przyzwyczajenia
Jak usunąć plamy z kurkumy?
Gdzie wyjechać na wakacje w marcu?
Łóżko kontynentalne 140 × 200 cm, czyli królewski sen na kompaktowym posłaniu
Praca zdalna dla kobiet – idealna opcja?
Czy projektor zamiast telewizora to dobry wybór?
Jakie rodzaje drzwi prysznicowych 90 cm są dostępne w salonach łazienek?
Dlaczego nie lubimy siebie na zdjęciach?
Lodówka do zabudowy – dlaczego to był jeden z głupszych pomysłów?
Bezproblemowy duży kwiat do salonu – co wybrać?
Święta jako czas bliskości – inspiracje na intymne prezenty
Zostaw komentarz