Główne menu

Dlaczego tak trudno jest się wyrwać z toksycznego związku?

Nie brak związków, które nieustannie wywołują wielkie zdumienie u postronnych świadków. Dlaczego ona z nim jest? Ja na jej miejscu… Przecież ona się w ogóle się nie szanuje, jak można sobie pozwolić na takie traktowanie? Czemu po prostu od bydlaka nie odejdzie? I wreszcie – najwyraźniej ma to, na co zasłużyła, nie ma co nad nią płakać, widocznie jej to pasuje.

Niby każdy wie, jak trudna potrafi być miłość, a jednak bierne ofiary toksycznych partnerów drażnią. Jak można kochać takiego drania? No dobra, Amor strzela na ślepo, ale poza sercem jest jeszcze coś takiego jak mózg. Czerwone flagi wyskakują jedna po drugiej, a ona nic, tkwi przy swoim kacie i jeszcze go usprawiedliwia. Skąd bierze się to przyzwolenie na wyrządzanie krzywdy?

Nie musisz z nim być

Niekiedy miłość bywa niszcząca. To nie jest taki zwykły ból, to ciągnąca się tygodniami, miesiącami, latami udręka. Nieprzespane z nerwów noce. Regularne seanse płaczu. Coraz głębsze rany. Emocjonalna karuzela, przez którą jest się niemal na granicy obłędu. Co, czy też raczej kto, jest tego powodem? Ukochana osoba. Człowiek, któremu chciałoby się złożyć u stóp cały świat, byle tylko zasłużyć na wzajemność. Tymczasem wymarzona połówka zdaje się mieć głęboko w poważaniu te głębokie uczucia. Po co więc ciągnie się ten chory układ? Nie lepiej pogonić niewdzięcznika, kopnąć go w cztery litery tak mocno, by zrozumiał jakim jest kmiotem?

Odejść – to tak łatwo powiedzieć. Na chłodno, teoretyzując sobie albo obserwując innych ludzi, ma się same racjonalne i proste rozwiązania. W czym problem? Czy ktoś do uczuciowej uległości zmusza? Jakiś religijny nakaz? Ukamienują za porzucenie podłego męża? Nie. Tyle że emocje nie mają nic wspólnego z logiką, stąd te rozbieżności – ofiara toksycznego związku przede wszystkim czuje, w przeciwieństwie do świadka, który na trzeźwo sobie analizuje daną sytuację. Nie da się tu znaleźć wspólnej płaszczyzny.

Dlatego nieszczęśliwie zakochane osoby tak często drażnią, nie każdy umie im współczuć, a wręcz zrzuca na nich odpowiedzialność za zaistniały stan rzeczy. W końcu problemy w związku to zawsze wina dwóch stron, czyż nie? Poniekąd tak, jednak gdy mowa o prawdziwie toksycznych związkach, to naprawdę ciężko znaleźć tu jakiś symetryzm. Zdarza się, że obie strony wzajemnie się wyniszczają, ale częściej to klasyczny układ sprawca-ofiara. I jeśli uległość oraz strach zasługują na potępienie, to tak, ofiara jest równie winna co sprawca, który po prostu bierze co mu dają. Ale to chyba mało sprawiedliwe uproszczenie.

Najlepsze, co mogło mnie spotkać

Toksyczne związki to domena ludzi o szczególnych predyspozycjach. To przeważnie osoby wychowane w patologicznych rodzinach, po ciężkich przejściach, zakompleksione, z bardzo niską samooceną, słabe psychicznie, podatne na wpływy z zewnątrz. Osoby, które nie wierzą, że zasługują na coś lepszego. Dodać do tego zakochanie i już, mamy ofiarę, której bez trudu da się wmówić, że sama jest sobie winna. Dla rasowego manipulanta to żadna sztuka, on dobrze wie, że może owinąć sobie kogoś wokół palca. Tak właśnie tworzy się związek, z którego korzyści odnosi wyłącznie jedna strona. Osoba słabsza szybko zostanie przekonana, że w pojedynkę nie da sobie rady i z nikim innym nie będzie szczęśliwa. Płacze? Może gdyby postarała się jeszcze bardziej…

Wiara we własną marność jest tak wielka, że nie ma mowy o nielojalności wobec partnera. Jest też strach, że za nieposłuszeństwo będzie surowa kara. Albo naprawdę się wierzy, że ukochanemu wszystko należy wybaczyć, bo taka jest miłość, czasami boli. Dużo łatwiej znaleźć powód, dla którego warto nieść swój krzyż niż przyznać, że taki patologiczny związek zwyczajnie łamie życie. No przecież nikt nie jest idealny, a jeśli kogoś kochasz, akceptujesz też jego wady. Górki i dołki, normalna sprawa. A że dołków jest więcej? Najwidoczniej coś robię nie tak, za mało z siebie daję.

Tak właśnie widzi się rozwiązanie swojego problemu – konieczne jest kolejne poświęcenie. Nie rozstanie. Ono nie wchodzi w grę, przywiązanie do partnera jest zbyt duże. Emocje w toksycznych związkach są zazwyczaj tak intensywne, że rozstanie przeżywa się dużo mocniej niż w normalnych okolicznościach. Toksyczny partner najczęściej jest po prostu całym sensem życia i dlatego lęk przed samotnością jest obezwładniający, zwłaszcza gdy ma się już za sobą próbę odejścia i doświadczyło się tej pustki, przeraźliwej tęsknoty. Rozłąka jest tak wyczerpująca emocjonalnie, że szuka się bardzo drastycznych sposobów na zagłuszenie cierpienia, ucieka w alkohol, pracuje ponad normę. Nic dziwnego, że tak wiele osób ulega i wraca, bo choć związek jest wyniszczający, to przynajmniej od czasu do czasu dostaje się jakąś nagrodę.

Gdzie się podział ten rycerz?

Zgoda, nie da się odkochać na zawołanie, ale po co w ogóle się w coś takiego pakować? Co, nie było widać od początku kto zacz? No właśnie nie.

Toksyczne związki bardzo często zaczynają się od sielanki. Facet jest uroczy, szarmancki i czuły, stać go na romantyczne gesty, jego intencje wydają się szczere. Dopiero gdy dziewczyna wtopi, miłość zaczyna się ulatniać. Coraz częściej pojawiają się brzydkie zachowania, jeszcze słabo dostrzegalne, bo miłość wciąż zaślepia, poza tym są te bajeczne momenty, którymi można sobie osłodzić chwile niemiłego zdziwienia. Aż wreszcie proporcje odwracają się tak, że przeważa przemoc.

Zakochaną kobietą łatwiej się manipuluje, wtedy wiele nie trzeba, by postawić na swoim, zmusić do posłuszeństwa. Kiedy zaś związek dochodzi do punktu krytycznego i kobieta chce odejść, do głosu dochodzi dawny, czarujący kochanek, który wie, jak zagrać na emocjach i tym samym zmusić do przemyślenia podjętej decyzji. Znowu jest jak na początku, pięknie i zmysłowo, a gdy nakładają się na to jeszcze dodatkowe czynniki jak dzieci czy zależność finansowa, łatwo się ugiąć. I tak do następnego razu.

I właśnie przez to, że początek miłości był pełen fajerwerków, pojawia się coś na kształt uzależnienia. Toksyczny partner umiejętnie dawkuje przyjemności, wie doskonale co powiedzieć, jak się zachować i gdzie uderzyć. Na co dzień zatruwa życie, ale to nie ma znaczenia, jeśli od czasu do czasu da zakochanej ofierze to, czego ona najbardziej pragnie. A te chwile szczęścia są tak upajające, że zamyka się oczy na całe zło, ono pewnie było tylko wypadkiem przy pracy. O podłościach się zapomina, grzechy się wybacza. Te wspomnienia pomagają przetrwać złe dni, które oczywiście następują zaraz potem. Ma się już dosyć? Spokojnie, oprawca wie, jak to zwątpienie wybić z głowy i na powrót przywiązać do siebie.

To tym łatwiejsze, że za toksyczny związek płaci się ogromną cenę, a nikt nie lubi wyrzucać pieniędzy w błoto. Kiedy tyle złego się przeżyło, tak wiele zniosło, jakoś szkoda odejść i przyznać, że cały ten trud poszedł na marne, jest raczej nadzieja, że teraz to może być już tylko lepiej. Mało to przyjemne, tak przejrzeć na oczy i zrozumieć, że kochało się kogoś, kto zupełnie na to nie zasługiwał. Dość upokarzająca świadomość, to już chyba lepiej wierzyć, że da się przemienić sępa w gołębia.

Nie jest wcale tak źle

To uzależnienie od ekstremalnych emocji plus wiara, że miłość czyni cuda, mocno zaburza ogląd sytuacji. Właśnie taka szaleńcza, toksyczna relacja najlepiej pokazuje, że od miłości do nienawiści naprawdę tylko jeden krok. Kiedy jest dołek, ofiara nienawidzi swojego partnera, ale wystarczy, że ten znów pokaże się z najlepszej strony, a oboje staną się najczulej gruchającą parką na świecie. Ciężko to zrozumieć patrząc z boku, ale tak działa ten mechanizm, nie myśli się rozsądnie, pragnie się jedynie kolejnej dawki miłosnego narkotyku.

I jak to przy uzależnieniach bywa, znajduje się dziesiątki wygodnych wymówek. Toksyczne zachowanie zawsze da się wytłumaczyć złymi rodzicami, głupimi kolegami, stresem w pracy, ciężkim dzieciństwem, wrednym klientem, korkiem na drodze do domu. Poza tym, wiecie, to facet, a faceci nie potrafią okazywać emocji, bywają brutalni, zbyt bezpośredni, zimni, wybuchowi, zamknięci w sobie. On na pewno tego nie chciał. Nie miał tego na myśli. Nikt go nie nauczył szczerze kochać, ale przy mnie wreszcie zrozumie i się zmieni.

Im więcej złych zachowań, tym bardziej stają się one normalne, coraz łatwiej je zignorować. Znaczy, one wciąż bolą, ale nie wydają się już czymś niedopuszczalnym, stają się codziennym elementem wspólnego życia, da się do nich przywyknąć, taka cena za bycie razem. Obcych to oburza, ale sama ofiara zwykle aż tak zniesmaczona nie jest. Uodporniła się, no i ciągle wierzy w szczęśliwe zakończenie. Poza tym, wiele toksycznych zachowań postrzega jako przejaw gorącej miłości – awantury, zemsty, odgrywanie się to dowód, że parę łączy szaleńcza pasja, a nie letnie przywiązanie z rozsądku.

Na swój sposób to się nawet wydaje wygodne. Partner może i jest zły, ale przynajmniej dobrze się już go zna, mniej więcej wiadomo, czego się spodziewać. Diabeł oswojony. A w nowym związku to nie wiadomo jak by się ułożyło, może by było jeszcze gorzej, nie warto ryzykować.

Uciec, ale dokąd?

Z toksycznego związku ciężko się wyrwać, bo nie zawsze można liczyć na wsparcie bliskich. To jeden ze skutków ubocznych chorej miłości – nie układa się nie tylko z partnerem, ale też z ludźmi dookoła. Kiedy lojalność wobec oprawcy jest bezgraniczna, z każdego znajomego robi się wroga, nie chce się ich słuchać, dlatego grono przyjaznych dusz powoli się wykrusza. Bliscy zresztą często nie wiedzą, jak pomóc. Próbują przemówić wyłącznie do rozsądku, a to nie działa. Skupiają się głównie na krytyce i niedowierzaniu, że jak można dać się tak traktować, więc ofiara od razu przechodzi do defensywy. Dają do zrozumienia, że jest słaba, nieporadna i pozwala się wykorzystywać, co utwierdza w kompleksach i jeszcze silniej przywiązuje do partnera.

Ucieczkę utrudnia dodatkowo fakt, że rozbijanie związków, zwłaszcza tych zalegalizowanych i nie daj Boże z dziećmi, to wciąż trudny temat. Owszem, rozwody są coraz powszechniejsze, ale gdy się o nich mówi, to zwykle w negatywnym kontekście, że ludzie zbyt pochopnie decydują się na ten krok, nie walczą, nie starają się. Kobiety w dalszym ciągu odczuwają pewną presję, by za wszelką cenę walczyć o jedność rodziny, a jeśli coś się nie układa, to pewnie wina leży po stronie nieudolnej strażniczki domowego ogniska, która nie dawała mężowi tego co trzeba, była zbyt egoistyczna, zbyt pochłonięta karierą.

A co się dzieje, gdy kobieta zechce się poskarżyć na swój niewesoły los? Tak, jej związek rzeczywiście jest daleki od ideału. Tak, powinna gnojkowi zatrzasnąć przed nosem drzwi. Ale dlaczego żali się publicznie, opowiada o swoich problemach, prosi o rady, liczy na współczucie i zrozumienie? Bardzo to nieładne, tak źle mówić o partnerze, powinna go przed ludźmi bronić, a nie wytykać wady. Pierz brudy we własnym domu, jest taka mądra zasada. No to pierze, a ludzie się wtedy dziwią, że ona nic ze swoim życiem nie robi.

    18 komentarzy

  • Ania

    Wyrwalam się z takiego związku, udało mi, wygrałam…ale….ciągle czuje przed nim strach, ciągle się to boję….jest zablokowany w telefonie,ale wystarczy że pokaże się ikonka ze dzwonił to cały dzień mam już stracony…czy to jest normalne? Czy to kiedyś minie?

  • Beti

    Dobrze, że nigdy w takim nie byłam 🙂

  • zjedz_mnie

    Moim zdaniem za mało informacji o instytucjach, które mogą pomóc.

  • Sam

    Ten uczuć, gdy czytasz o sobie. Można by dodać jakieś informacje, gdzie szukać pomocy.

  • jotka

    Na szczęście uniknęłam tego miodu, ale znam kobiety które w takich związkach trwają, z różnych przyczyn. Kiedyś odejście było trudniejsze, niż dziś, mało która kobieta była samodzielna, o braku mieszkań czy instytucji pomocowych nie wspominając.
    Z dzieckiem zawsze trudno, ale nie jest to niemożliwe…

  • Maja

    Świetny tekst. Znam taką parę. Opis idealnie do nich pasuje. Z jedną, choć być może trudną do wyobrażenia sobie wielu z nas, różnicą: to on, mężczyzna jest ofiarą, kobieta – katem. A cała reszta identyko. 🙁

  • Elisabeth

    ja też mam wrażenie, że ludzie nieraz bardzo dziwnie reagują, kiedy ktoś im się zwierza ze swoich problemów…

  • Patrycja

    w samo sedno

  • Ewa

    Niestety cała prawda

  • Anita

    niestety bardzo trudno jest uciec , oderwać się ze „współuzależnienia ” bo tak to można a raczej trzeba nazwać …..

  • Marzena

    W takiej sytuacji niezbędna jest terapia z psychologiem.
    Trzeba opisać problem, ze chce sie skończyć taki związek i zależnie od osoby uzależnionej od toksycznej relacji tak długo trwa terapia
    Kiedy ma sie wsparcie w rodzinie trwa krócej jednak nie każdy je ma

  • Gosia

    Właśnie z boku, na chłodno łatwo jest dawać mądre rady, ja się wygramolilam z toksycznego związku, tak to dobre słowo, bo zajęło mi to dużo czasu… bez wsparcia bliskich osób jest naprawdę trudno.

  • Bogumiła

    Moze trudno ale z pewnoscia warto!

  • Marta

    Trzeba uciekać chociaż są ludzie. którzy wierzą w zmiany na lepsze ale czasem im dłużej tym gorzej

  • Patrycja

    Można jest trudno ale można baaaaa TRZEBA !!!!!!! Psychiczna przemoc jest podła i niszczy wszystko ! A na końcu Pan mąż udaje wariata!!!! I mówi to wszystko jej wina !!! Ona mnie zostawiła ! Jak mogła ! Brak słów od takich gnoi trzeba z daleka !

  • Ktosia

    Instytucje , to ładnie brzmi i wygląda w różnych formach rozpowszechniania informacji (ulotki, plakaty, spoty) w rzeczywistości mają niewiele instrumentów wsparcia, a i często statystyki muszą dobrze wyglądać… Uciekam już 3 rok to nie jest proste, część spraw mam za sobą , inne są w trakcie. Odzyskuje siły , ale jeden gest, sms itp. są w stanie rozsypać mnie na kawałki. Jestem kobietą wykształconą , pracującą, a mimo wszystko jest bardzo ciężko, współczuje tym, które nie mają nawet tego. Taki toksyk, psychopata jest w stanie zmanipulować wszystkich dookoła, nawet osoby, które powinny z racji wykonywanego zawodu (np. psycholog) nie dać się. Trudno jest walczyć prawdą z mistrzem kłamstwa. Bliscy, znajomi itd. mają swoje życie, nie mogą zacząć żyć naszym, więc mogą czasem pomóc, wysłuchać, wesprzeć , ale na polu bitwy jest się samą. Kilka lat temu zanim zostało ugruntowane podłoże pod przemoc (kredyt, dziecko) i kiedy wydawało mi się, że żyje w normalnym związku sama nie rozumiałam koleżanki, która była na granicy rozpaczy bo jej ówcześnie mąż za wszelką cenę udowadniał jak bardzo mu na niej nie zależy, a ja będąc z boku zastanawiałam się nad czym i za czym ona wylewa te zły. Najbardziej w tym wszystkim dziwi mnie fakt, że kobiety, które mają to za sobą mówią, że były same, że nie miały nikogo, ale zachowują się tak samo. Będąc dziś odciętymi od przeszłości nie wspierają bo nie chcą wracać do tego co było, rozdrapywać ran, chcą zapomnieć , ale to właśnie sprawia, że kolejne znowu są same.

    • Lola

      Najdziwniejsze jest to że sytuacje przez nas (ofiary) przeżywane są niemal identyczne. Nawet to jest takie ciężki do zrozumienia przez osoby które nigdy nie były w toksycznych związkach. lub są ale do nich to nie dociera.

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>