Główne menu

Dlaczego wiążemy się z ludźmi, którzy wcale nie chcą stałego związku?

Jest to pewien paradoks, że mimo dążenia do stabilizacji w życiu uczuciowym tak często wybieramy relacje, które od początku były skazane na porażkę. Wpadkę można zrozumieć, gdy druga strona zwodziła i manipulowała, ale nie zawsze tak jest. Czasem w związki bez przyszłości wchodzimy z pełną świadomością. Gdy padło bardzo jasne, niepozostawiające pola do odmiennych interpretacji „nie chcę się z nikim wiązać”. Albo „nie szukam niczego poważnego”.

Taka szczerość może po prostu wydać się strasznie ujmująca, bo zamiast kręcić, partner mówi jak jest. Mówi prawdę. Tylko właśnie – zachwycamy się otwartością zamiast dokładnie posłuchać treści. Bo szczere wyznanie wcale nie musi świadczyć o szlachetnym charakterze.

Dlaczego wiążemy się z ludźmi, którzy wcale nie chcą stałego związku?

Gramy w otwarte karty

Tajemnica, niepewność, ostrożne badanie nowego gruntu jest fajne na początku, gdy ludzie się poznają. Po pewnym czasie, zwłaszcza kiedy pojawią się nieco głębsze uczucia, większość woli wiedzieć, na czym stoi. Dokąd znajomość dąży i czy przypadkiem nie marnujemy swojego czasu. Jasne, czasem po prostu się dzieje, wbrew wcześniejszym założeniom, zwykle jednak mamy dość konkretne oczekiwania – albo chcemy poważnego związku, albo liczymy na dobrą, niezobowiązującą zabawę.

Ale rzeczywiście, stopień zaangażowania w daną znajomość często zależy nie tyle od podejścia do związków, co od konkretnej osoby. Poznasz kogoś właściwego i nagle optyka się zmienia – żadne tam friends with benefits, tylko wiążemy się na serio i praktykujemy monogamię. Lub odwrotnie – miały być cele matrymonialne, jednak po głębszym namyśle to nie ma się co tak śpieszyć, bo mimo kolejnej randki nie chce kliknąć.

Bo nie sposób przewidzieć, jak się dwójce ludzi ułoży, niezależnie od tego, co do siebie poczują. Mimo to nie brak osób, które już na wstępie deklarują: nie szukam stałego związku. I są w tym bardzo kategoryczni – otwartym tekstem, bez niedomówień, ostrzegają drugą stronę, że nie ma na co liczyć. Serio, NIE MA NA CO LICZYĆ. Nic się nie zmieni, nawet jeśli wspólne spotkania są niezwykle przyjemne. Więc nie rób sobie nadziei. I nie bądź rozczarowana, że po kilku upojnych nocach sprawy wcale nie posuwają się do przodu.

Brutalna szczerość

Czy jest to red flag, gdy ktoś stanowczo zastrzega, że nie szuka niczego poważnego? I tak, i nie, bo bez wątpienia lepiej usłyszeć na starcie czego można się spodziewać niż żyć złudzeniami. Owszem, może to być niczym kubeł zimnej wody, ale to ciągle mniej bolesne niż rozczarowanie po miesiącach karmienia się nieodwzajemnioną miłością. Nie ma tu tego,
że ktoś kluczy, raz mówi tak, raz inaczej, miesza w głowie i wysyła sprzeczne sygnały. Oferta jest wyjątkowo czytelna – i to od adresata zależy, co zrobi z otrzymaną wiadomością.

Stanowcze „nie” dla poważnego związku miewa różne przyczyny. Poza niedojrzałością i wyrachowaniem są także traumy po toksycznych związkach albo po prostu chęć bycia singlem po wielu latach życia we dwójkę. Brak czasu na angażujące znajomości, bo praca i inne absorbujące obowiązki. Strach przed nieznanym, zbyt młody wiek na ważne decyzje, i tak dalej. Często to nawet nie jest tak, że się nie chce być w żadnym związku – to pragnienie jest, ale wpierw trzeba przepracować pewne rzeczy. Dlatego niektórzy ryzykują, bo gdzieś tam czują podskórnie, że to tylko mur ochronny, i dzięki wsparciu, pomocy, cierpliwości uda się go w końcu skruszyć. Rzecz jasna, może się nie udać, ale przynajmniej ryzyko podejmowane jest świadomie.

Tyle że nie każdy nosi w sercu jakąś zadrę i wzbrania się przed miłością z powodu doświadczonego wcześniej bólu. Bo są i tacy, dla których „nie chcę się wiązać” to bardzo wygodny wytrych – nie rezygnują z randek, nie mówią, że to nie to, wręcz przeciwnie, chętnie się pospotykają, ale bez zobowiązań. Same korzyści, minimum pracy. Bierzesz albo odchodzisz, i pamiętaj: bez zobowiązań. Serio, naprawdę bez.

Co oczywiście nie musi być niczym złym, jeśli druga osoba podziela to zdanie, i też nie jest gotowa na nic poważniejszego. Często jednak w tego typu układach nie ma równowagi – jedna strona faktycznie podchodzi do romansu na pełnym luzie, ale druga godzi się tylko pozornie. Niby też chce, jednak troszkę ją boli tak przedmiotowe traktowanie. I w skrytości ducha liczy na zmianę zdania tej drugiej osoby, że ona zmięknie, pozna się na mnie. Cóż, zwykle nie mięknie, bo niechęć wcale nie jest do związku jako takiego – zazwyczaj chodzi o niechęć do danej osoby. Czyli: jesteś ok, ale nie na tyle, by się z tobą wiązać. A pozostałe opcje są nadal otwarte.

Słuchasz, ale nie słyszysz

To na swój sposób zabawne, jak bardzo ludzie się upierają, że oczekują w związku szczerości, i nie ma nic gorszego od wodzenia za nos przez niezdecydowanego partnera. Tymczasem wcale nie jest rzadkością zamykanie uszu na szczere wyznania – szczególnie te, które nie są po naszej myśli. Ona czy on wcale nie ukrywa swoich zamiarów, często wręcz kilkukrotnie je powtarza, by na pewno druga osoba zrozumiała. I może właśnie ta rozbrajająca uczciwość usypia czujność, ponieważ sercowa pomyłka kojarzy się raczej z ludźmi, którzy kłamią, manipulują, unikają jasnych deklaracji. A tu proszę – prosto z mostu, uczciwie o prawdziwych intencjach.

Czemu więc, słysząc te słowa, tak wiele osób brnie dalej w znajomość bez przyszłości? Z jakiegoś powodu nadzieja na happy end wcale nie gaśnie, a wręcz się podsyca, jak gdyby „nie chcę się wiązać” stanowiło godne podjęcia wyzwanie. Masa osób jest wtedy przekonana, że zdoła odmienić opornego partnera, naprawić go, otworzyć mu oczy. Ale zazwyczaj te próby kończą się porażką, i niestrudzony bojownik o miłość zostaje potraktowany zgodnie z zapowiedziami. Więc choć victim blaming jest zły, w tym akurat przypadku trudno opowiedzieć inaczej niż: masz co chciałaś, chłop cię w niczym nie oszukał, dał dokładnie to, co obiecywał.

Pewnym usprawiedliwieniem może być jednak niekompatybilne z deklaracjami zachowanie, bo niekoniecznie jest tak, że niechcąca wiązać się osoba okazuje pogardę, jest wredna, zachowuje się agresywnie. Często jest naprawdę fajnie, są wyjścia na kolację, dobry seks, wspólne spędzanie czasu na ciekawych rozrywkach – fajnie do momentu, w którym zaczyna się temat przyszłości związku oraz pretensji, że „nie traktujesz mnie poważnie”. I właśnie to frustruje, że nie ma jednoznacznego odrzucenia, bo skoro nie chce się wiązać, czemu w ogóle umawia się na kolejną randkę? Cóż, umawia się, ponieważ może, a skoro ktoś daje coś za darmo, to tylko głupi by nie skorzystał.

Uciekać czy zostać?

Brak chęci na związek nie musi oznaczać toksycznej osobowości. Jest jednak ostrzeżeniem, którego nie należy ignorować, bo najpewniej ktoś albo jest w nienajlepszym momencie swojego życia, albo traktuje innych instrumentalnie. W najlepszym razie nie ma czasu na miłość, co zresztą też może się skończyć złamanym sercem. Tak czy owak, często sprowadza się to po prostu do bycia czyjąś opcją awaryjną, odpowiednią na teraz, na zabawę, ale niewartą większego wysiłku.

Przelotny romans potrafi dostarczyć wiele radości, ale tylko wtedy, kiedy naprawdę nie liczy się na nic więcej. A z tym często jest problem – miało być na krótką chwilę, a jednak po zerwaniu kontaktu boli, że faktycznie było się wyłącznie mało znaczącą przygodą. Dodając do tego zwodniczą fascynację cudzą niedostępnością, mamy przepis na katastrofę. Katastrofę, której łatwo dało się uniknąć, wystarczyło uwierzyć w usłyszane słowa. I to jest właśnie najgorsze.

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>