Główne menu

Dlaczego współczesne kobiety nie chcą mieć dzieci?

Rodzina, dzieci, ciągłość rodu – jeszcze nie tak dawno troska o spłodzenie dziedzica otwierała listę życiowych priorytetów. Posiadanie potomstwa było koniecznością i nawet gdy ktoś nie pragnął dla siebie domowego ciepełka, wywiązywał się z tego obowiązku wobec społeczeństwa.

Bywało, że brak dzieci był dla kobiety prawdziwą hańbą, aż w końcu XX wiek przyniósł wyzwolenie od tego prokreacyjnego jarzma. A przynajmniej tak by się mogło wydawać.

Przekaz feministek jest jasny: kobieta to nie inkubator, to nie dostarczycielka nowych podatników i wnuków. Jej ciało, jej sprawa i dajcie wreszcie spokój! Ale jest i drugi, równie silny głos: natury nie oszukasz. Wolność wolnością, ale jak tak solidarnie będziemy gardzić rodzicielstwem, to wymrzemy. Już wymieramy. A cały ten dramat wywołały kobiety, które zamiast rodzić, zajmują się bzdurami i rywalizacją z mężczyznami, zaniedbując naturalne obowiązki, za co później wszyscy zapłacimy. Skąd w ogóle się ta nieracjonalna niechęć do dzieci bierze?

bez dzieci

Dziecko to luksus

Demografowie biją na alarm: nasze społeczeństwo się starzeje, a liczba mieszkańców dramatycznie spada. Jeśli więc, drogie panie, nie zaczniecie zachodzić w ciążę, czeka nas prawdziwa katastrofa i bynajmniej nie chodzi tylko o ową mityczną szklankę wody. Będzie znacznie, znacznie gorzej – nie będzie komu tej szklanki wyprodukować, nie będzie lekarzy, nie będzie emerytur, nic nie będzie. Kobiety oczywiście nie są samobójczyniami, do zagłady doprowadzić nie chcą, lecz te niby rozsądne argumenty jakoś do nich nie trafiają. Na dziecko decyduje się coraz mniej osób, a jak zapytać o powód tej decyzji, to zazwyczaj pada argument: „bo mnie na to nie stać”.

Brak pieniędzy jest główną przeszkodą dla potencjalnych rodziców. Swego czasu lawinę komentarzy wywołała kampania „nie zdążyłam zostać mamą”. Od razu pojawiła się odpowiedź: „zdążyłam zostać mamą, teraz ledwo wiążę koniec z końcem”. Często słychać: ja nawet bym chciała, ale… Zarabiam za mało. Mam niepewną pracę. Boję się bezrobocia. Nie stać mnie na mieszkanie. Mam mieszkanie, ale przez kredyt hipoteczny nie śpię po nocach, jak jeszcze do tego dołożyć kosmiczne wydatki na dziecko? Nikt rozsądny nie zajdzie przecież w ciążę, pracując na śmieciówce, żyjąc w wynajętej kawalerce, gdy perspektywy na poprawę bytu są bardzo mgliste.

Do tego dochodzi beznadziejna opieka instytucjonalna, mocno ograniczony dostęp do tanich żłobków i przedszkoli. Oraz niechęć pracodawców do młodych matek. Dla niektórych pracujących kobiet zajście w ciążę to prawdziwa tragedia.

Łączenie macierzyństwa z pracą wydaje się zadaniem ponad siły i nie chodzi nawet o jakieś niewyobrażalne ambicje, a zwykłe, codzienne sprawy, na przykład możliwość odebrania dziecka z przedszkola o 17-tej, gdy szef każe siedzieć po godzinach. Kobiety boją się utraty pracy, tego, że nie będą miały do czego wracać, gdy skończy się urlop macierzyński.

Raz zdobytej niezależności finansowej oddać nie chcą, a często im to grozi. Innymi słowy, kobiety są złe, że z jednej strony nakazuje się im rodzenie dzieci, a z drugiej kompletnie się ich w tym nie wspiera. Więc skoro tak, to dzieci nie będzie wcale. Że są matki, które dają radę ogarnąć dom i pracę? Są, są, tylko popatrzcie, jaką cenę za to płacą. Ciągle mają pod górkę, a ich problemy nikogo nie obchodzą.

Era egoistek

Pieniądze, pieniądze… Pokolenie naszych rodziców to dopiero miało problemy mieszkaniowe, wieloosobowe rodziny gnieździły się w maciupeńkich klitkach lub na pięterku u rodziców. W zbytki też nie opływali – pamiętacie kartki na mięso, rajstopy spod lady i kilometrowe kolejki? I jakoś dzieci nie brakowało.

Zresztą, spójrzmy na dzisiejszą Europę, bo cały Stary Kontynent boryka się z kryzysem demograficznym. Niemki czy Dunki na niską stopę życiową narzekać nie mogą, a do macierzyństwa wcale się nie wyrywają. W Polsce również znajdziemy kobiety z własnym apartamentem, samochodem, wysokim stanowiskiem i domową siłownią w miejsce pokoju dziecięcego. Więc czy to aby na pewno tylko brak pieniędzy powstrzymuje kobiety od rodzenia dzieci? Czy nie stoi za tym zwykły egoizm?

Lenistwo i myślenie wyłącznie o sobie, płytkość i powierzchowność – to w powszechnym mniemaniu cechuje kobiety nie-matki. Żadne tam świadome wybory, zwykłe wygodnictwo. Co jest dość niesprawiedliwym potraktowaniem tematu, bo świadoma rezygnacja z dzieci niekoniecznie wiąże się z zamiłowaniem do próżniaczego życia i niechęcią do podejmowania kolejnych obowiązków.

Kobieta, dla której numerem jeden jest kariera, wie, że w pracowniczym reżimie miejsca na dzidzię nie ma. Ona czuje, że dla tego hipotecznego dziecka nie miałaby czasu, zapominałaby o szkolnych przedstawieniach, a brak uwagi rekompensowałaby drogimi prezentami, więc decyduje, że dla dobra wszystkich pozostanie samotna. Inna odsuwa myśl o dziecku, bo nie chce niszczyć swojego związku. Jeszcze inna boi się, że przekaże potomstwu swoje genetycznie uwarunkowane choroby.

Są i takie kobiety, które przerażone rzeczywistością zaobserwowaną dookoła nie chcą wprowadzać własnego dziecka w ten koszmarny świat lub sądzą, że dzieci i tak jest za dużo, wystarczy spojrzeć na przytułki i ulice. Bądź najzwyczajniej w świecie sądzą, że się do tego nie nadają – nie lubią dzieci i już.

Może i nie patrzą na niemowlaki z obrzydzeniem, ale nie nachodzi ich przy tym myśl: „ach, jak ja bym takiego słodziutkiego szkraba chciała mieć!”.

Wprawdzie zewsząd słyszy – jak już zaciążysz, zobaczysz kruszynkę w swoich ramionach, odmieni ci się. A co jeśli nie? Pomatkuje na próbę i odda do sklepu?

Wiele kobiet twierdzi, że nie czuje w sobie żadnego instynktu macierzyńskiego, cokolwiek świat by im próbował wmówić. Nie chcą posmakować tego doświadczenia, bo ich zdaniem, to właśnie powołanie nowego życia na zasadzie „jakoś to będzie” jest przejawem skrajnej lekkomyślności. Dołóżmy do tego wspomniany czynnik finansowy i wyjdzie, że nie da się wszystkiego wytłumaczyć samolubstwem.

Dzieci, relikt patriarchatu

Ale trzeba uczciwie przyznać, że wśród bezdzietnych kobiet są i takie, które kierują się wyłącznie egoizmem. Dla nich liczy się pełna wolność, wygodne życie i minimum obowiązków.

Macierzyństwo ogranicza. W czym utwierdza je część tzw. środowisk liberalnych, przedstawiając dzieci jako kulę u nogi. Może i dla Rzymianki Kornelii dzieci były jej jedynymi klejnotami, ale współczesnej kobiecie tak myśleć nie wypada. Dzieci to niemal synonim życiowej porażki – zostałaś matką, bo nic innego robić nie potrafisz. Co, dzięki temu czujesz się spełniona? To żałosne, doprawdy. Oczywiście, współczesne feministki nie wykluczają jednoznacznie macierzyństwa, jednak w pewnych kręgach da się wyczuć, że bycie matką, zwłaszcza TYLKO matką, to trochę powielanie staroświeckich, potępianych dzisiaj wzorców. W domyśle – chcesz mieć dzieci i co gorsza się nimi zajmować kosztem pracy i własnych pasji, jesteś ciemnogrodem. A kto by chciał mieć taką łatkę?

„Równościowa” narracja skupia się wyłącznie na cieniach, a to naprawdę może zniechęcić do macierzyństwa. Trudno się nie przerazić, słysząc, że dzieci to zniewolenie, próba zamknięcia kobiet w domach. Okupacja macic, które mają służyć opresyjnemu, patriarchalnemu państwu, a nie ich właścicielkom. Pasmo wyrzeczeń, ból, stracony czas plus obwisłe piersi, z powodu których facet zostawi cię dla młodszej. Katorga. Teraz liczy się samorealizacja, poświęcić się komuś to takie nienowoczesne!

Decydując się na ciążę, musisz zatem mieć jakieś ubytki w inteligencji, bo myśląca kobieta nie wpędza się w pieluchy, ona zrywa z niechlubną tradycją. Myśli o sobie, a nie jakichś bachorach. Zupełnie jak gdyby w życiu człowieka jakikolwiek obowiązek był ujmą na honorze, a zajęcie się kimś innym niż tylko sobą uwłaczało ludzkiej godności.

Po części takie myślenie można zrozumieć, bo tyle lat wpajano dziewczynkom, że ich najważniejszym i w zasadzie jedynym sensownym zajęciem jest wyjście za mąż i rozmnażanie, a tylko matka może nazwać się pełnowartościową kobietą. Ale czy nie byłoby rozsądniej pokazywać młodym kobietom, że macierzyństwo wcale nie zamyka wszystkich drzwi, zamiast je straszyć i przekonywać, że z powodu dzieci staną się bezmózgimi kuchtami? Tym bardziej, że tak radykalną postawę anty-dzieciową reprezentuje stosunkowo wąski margines kobiet i są to głównie młode dziewczyny, którym z wiekiem optyka się zmienia. Nie zawsze, to prawda, bo sporo dojrzałych kobiet podtrzymuje pierwotną wersję, dzieci mieć nie zamierza i żaden zegar im nie tyka.

Matka Roku

Demotywujące dla niedoszłych matek jest właśnie to przekonanie, że macierzyństwo wyklucza całą resztę. Czas nie jest z gumy, jak w tym natłoku zajęć znaleźć miejsce na pracę, o własnym hobby nie wspominając? Co z tego, że tysiące przykładów potwierdzają, że da się pogodzić karierę z dziećmi – jak się tak z bliska przyjrzeć, czar pryska. Kobiety w pracy myślą o dzieciach, w domu zamartwiają się pracą. Pomocny mąż jest jak los na loterii, trafia się jedynie szczęściarom, reszta musi dźwigać cały wychowawczy trud na swoich barkach. Aż wreszcie szczęśliwym mamusiom puszczają nerwy i mają dość całego świata, łącznie ze swoimi ukochanymi dzieciaczkami. To tylko wycinki rzeczywistości, ale mocno przemawiające do wyobraźni.

Kobiety boją się, że nie podołają. Słyszą, że jak już koniecznie chcą być matkami, to muszą być matkami doskonałymi. Dopóki są same, konsekwencje ich błędów spadają wyłącznie na nie. Przy dziecku złe decyzje rzutują także na przyszłość drugiej osoby, całkowicie niewinnej. Lepiej odpuścić. Zwłaszcza, że czasy takie niepewne. Wręcz depresyjne. Po co przenosić swoje lęki na dziecko? Pamięć o własnych doświadczeniach też robi swoje. Kto dorastał w domu bez miłości, nie zachował wielu przyjemnych wspomnień z dzieciństwa i nie zamierza powielać tego patologicznego schematu. Można sobie przysięgać „ja będę inna niż moja matka”, jednak doskonale widać, że wchodzenie w buty rodziców to reguła, nie wyjątek. Pamięć o toksycznych relacjach z rodzicami sprawia, że niechętnie myśli się o założeniu własnej rodziny. Zafundować komuś takie samo piekło na ziemi? Co jeśli zamiast radosnej, normalnej osoby wypuszczę w świat człowieka, który pierwsze kroki w dorosłym życiu skieruje do psychiatry? Nie ma mowy, za duże ryzyko.

Czyja to wina?

Zastanawiając się nad przyczynami niskiej dzietności, trudno nie mieć wrażenia, iż całą winą za owo zjawisko obarcza się kobiety. To one nie chcą rodzić. One. One odeszły od naturalnych ról, teraz im w głowach kariery i podróże. Rzecz jasna, one nie są całkowicie bez winy, wydaje się jednak, że większość kobiet w pewnym momencie zaczyna poważnie myśleć o macierzyństwie, problem w tym, że ich partnerzy niekoniecznie podzielają ten punkt widzenia.

Mężczyźni cenią sobie życie bez poważnych zobowiązań. Ociągają się z zakładaniem rodziny. Fakt, nie zawsze wzbraniają się przed dziećmi, ale mają przy tym nadzieję, że to matka się nimi zajmie, szczególnie w zakresie kup, wycierania nosów, robienia przecierów i prasowania śpioszków.

Próżno jednak szukać kampanii w stylu „nie zdążyłem zostać ojcem”. Społeczne apele mają za zadanie poruszyć przede wszystkim kobiece sumienia, w stronę mężczyzn nawoływań „zostań tatą” jest jakby mniej.

Media chętnie rozwodzą się nad przyczynami kobiecej niechęci do posiadania dzieci, ale tego, dlaczego mężczyźni rezygnują z potomstwa, już tak drobiazgowo się nie roztrząsa. Rzadko się mówi, że panowie są pod tym względem egoistami (a często są) oraz że stawiają karierę przed rodziną (a często stawiają). Dlatego widząc, jak niesprawiedliwie traktuje się obie płcie, nietrudno zrozumieć upór, w jakim tkwią bezdzietne kobiety.

Na szczęście przybywa mężczyzn, którzy chętnie biorą na siebie rodzicielskie obowiązki i nie wyobrażają sobie wręcz, by mieli być ojcami na podobieństwo przodków. Lecz grupa wygodnych singli jest wciąż imponująca.

Na dziecko jest zawsze za wcześnie, a zbyt silne naciski kończą się zwykle rozstaniem. Kobiety przyznają, że ciężko im znaleźć odpowiedniego faceta, który sprawdzi się jako ojciec.

Zajść w ciążę to nie sztuka, ale co potem? Samotne macierzyństwo to mało kusząca wizja, a pozostanie w trakcyjnym układzie (czyli tylko dziecko i dom) już nie wchodzi w grę, bo co jeśli tatusiowi nagle się odwidzi? Zostać z maluchem na ręku, bez pracy, bez alimentów?

Będziesz tego żałować…

Dlaczego posiadanie/nieposiadanie dzieci budzi takie kontrowersje? Bez nowych obywateli społeczeństwa przestają się rozwijać, więc to rzeczywiście nie jest tak do końca tylko nasza prywatna sprawa. Z drugiej strony jednak, czy można komuś coś odgórnie narzucić dla dobra ogółu? Bez pełnej zastępowalności pokoleń trudno się spodziewać stabilizacji i dobrobytu, ale znowu, co z wolnością jednostki i prawem do decydowania o sobie? Wreszcie nieśmiertelny argument: będziesz tego kiedyś żałować. Zostaniesz sama i pies z kulawą nogą nie spojrzy życzliwie w twoją stronę. Ale tę piłeczkę akurat łatwo odbić – zobaczcie, jak wielu staruszków pędzi samotny żywot, bo dzieci nie mają dla nich czasu, odwiedzanie starych rodziców to przykry obowiązek, o zabraniu ich do siebie nawet nie ma mowy.

Kwestia dzieci jest tak drażliwa, bo mało kto zawraca sobie głowę powodami, jakie kierują kobietą – najprościej jest powiedzieć, że to głupota, niedojrzałość i egoizm. Stanowczo za rzadko poświęca się uwagę środkom, które zachęciłyby do rodzicielstwa. No i trudno zrozumieć, dlaczego kobiety muszą się ze swojej decyzji w jakikolwiek sposób tłumaczyć.

Bo cudze dzieci będą je na starość utrzymywać? Pudło, ludzie bez dzieci też składają się na emerytury, ubezpieczenia zdrowotne, podatki. Poza tym, patrząc na liczbę ludności świata, problemem jest raczej nie tyle brak dzieci, ile – brzydko mówiąc – ich „dystrybucja”. Świadoma rezygnacja z własnego potomstwa może więc być cenniejsza niż głupie i nieodpowiedzialne macierzyństwo. Wszak trudno o większe nieszczęście niż bycie niekochanym, niepotrzebnym nikomu dzieckiem.

    31 komentarzy

  • panikara

    Świetny artykuł! Poruszasz w min chyba wszystkie najważniejsze kwestie. Ja nawet widzę siebie jako matkę odwożącą dzieciaki do szkoły, szykującą pełnowartościowe obiady, czekającą na powrót męża z pracy.. Problem w tym, że do tego potrzebna jest bardzo dobrze płatna praca owego męża, a społeczeństwo wręcz potępia taki model rodziny: mąż w pracy, żona zajmuje się domem. A widzę jak ciężko mają moje koleżanki, które pracują i mają dzieci. Po ośmiu godzinach harówki ich praca dopiero się rozpoczyna. Muszą gotować, sprzątać, pomagać dzieciom w lekcjach.. I po prostu są wykończone. Nie chciałabym tak żyć, mimo że kiedyś chciałabym mieć dzieci 😉

  • Asai

    Witam,
    Posiadanie dziecka naprawdę wiąże się z wieloma wyrzeczeniami, co jest zresztą powszechną prawdą. W moim przypadku musiałam zrezygnować z kontynuacji studiów doktoranckich i zająć się niemowlakiem. Mam wspaniałego męża, co nie zmienia jednak faktu, że zwyczajnie za mało zarabia, abyśmy godnie żyli. Nasze życie to zapłata wszelkich rachunków po otrzymaniu wypłaty i życie pełne oszczędności do kolejnej wypłaty. Żyjemy skromnie, oboje pochodzimy z rodzin, gdzie się przysłowiowo „nie przelewało”, więc nie mamy żadnych wygórowanych wymagań. Ot, byle rachunki popłacone, lodówka była pełna, starczyło na leki, paliwo i inne, codzienne sprawy. Ale często starcza na styk, mimo że żywimy się bardzo skromnie, dziecko ubieramy w sklepach z używaną odzieżą, nie korzystamy z płatnej opieki zdrowotnej itd. Nie pracuję zawodowo….. tak, tutaj posypie się pewnie lawina potępienia. Dlaczego? Bo mieszkamy w małej miejscowości, gdzie przedszkole funkcjonuje do 16, nie mamy żadnej rodziny, córka częśto choruje i zwyczajnie nie stać nas na nianię czy kogoś, kto zdecydowałby się zająć/zawozić/przywozić małą. Bardziej kalkuluje się, gdy jestem w domu i co miesiąc sama dorabiam w różny sposób. Są to niewielkie pieniądze, ale 100-200 zł dodatku z mojej strony do pensji Meza, który codziennie dojeżdża do pracy 100km , to dla nas naprawdę dużo. Organizuje się tak, aby zawsze potrzeby córki były zaspokojone w pierwszej kolejności. Nie narzekamy. bardzo się kochamy, doceniamy to, że mimo mojej niepełnosprawności, jakoś wszystko się toczy do przodu. Nie mamy długów. Czy wart mieć dziecko? Warto. Fakt. Jakkolwiek to zabrzmi – pojawienie się córki na świecie wymagało ode mnie najwięcej poświecenia…dziś jestem zupełnie inną osobą niż te 5 lat temu. Gdy patrzę na wyróżnienia naukowe, wydaje mi się, że to chyba było w jakimś innym świecie… ALE jadę do przedszkola kilka km, czekam pod salą, aż córka zje podwieczorek i sobie tak myślę, że tego swojego życia z nią, na nic innego bym nie zamieniła. Rozpisałam się, wybaczcie. Przez ten swój monolog chciałam tylko powiedzieć, że warto mieć dziecko, przynajmniej jedno, Bo wtedy człowiekowi nie jest już ani tak zimno, ani samotnie;-)))))))) Pozdrawiam!

    • dorota

      Asai, zgadzam się z Tobą, w 100%. Sama mam dwie córki i wiem ile energii, poświęcenia, cierpliwości potrzeba, żeby dom funkcjonował dobrze, bez trzęsień ziemi. Sama mam tak zwany „wolny zawód”, dlatego teoretycznie jest łatwiej, ale z drugiej strony ciężko oddzielić życie zawodowe od prywatnego. Mimo że mam wielkie wsparcie w mężu, to są dni, kiedy o 18 już nie mam kompletnie siły na nic. Nie narzekam, staram się działać dalej. U nas dodatkowe obowiązki wynikają z nietolerancji córki i diety bezglutenowej – pieczemy chleby, wiele produktów robimy samodzielnie – np. wędliny. To też wymaga niezłej organizacji. A choroby to już odrębny temat – w listopadzie miesiąc mieliśmy ospę na pokładzie – najpierw starsza, potem młodsza 😉
      Zgadzam się – mimo że mam ciężej niż wiele koleżanek bez dzieci – nie wyobrażam sobie innego życia.

  • Lucja

    Czasem nie ma dzieci z banalnego powodu, brak partnera. Albo taki partner, który dzieci mieć nie chce.
    Osobiście znam może ze dwie kobiety, niezamężne, bezdzietne, które faktycznie postawiły na karierę. Z resztą i dobrze dla nich,
    skoro tego chcą, niech każdy wybierze swoją drogę. Nie każdy musi mieć dzieci i jeśli nie chce to po co go zmuszać.
    Pozostale „singielki” czy tam stare panny chciałyby mieć dzieci, rodzinę, ale najzwyczajniej nie mają z kim. Nie, że brak pracy, chęci, wygodnictwo, słabe finanse czy co tam jeszcze. Nie ma z kim.
    No właśnie, a dlaczego nikt sie nie czepia mężczyzn, że nie mają i nie chcą mieć dzieci?

  • Martyna

    Bardzo mądre podejście 🙂 Nie podoba mi się też tekst, że przecież nie problem zrobić sobie dziecko, ale jak tłumaczę, że dziecko powinno mieć dwoje kochających rodziców to zazwyczaj słyszę o tym, że samotne matki też dobrze mogą wychować dziecko. Nie do końca chodzi tylko o wychowanie, ale też o wsparcie w podstawowych obowiązkach. Nie zawsze jest to więc tylko kwestia wyboru własnego ale też sytuacji „rodzinnej”.

  • Ania

    Zaryzykować to ja mogę kupując los za 5 zł i może nie stracę :)) macierzyństwo czy też rodzicielstwo powinno być przemyślana decyzja. Chcesz dzieci Ok, nie chcesz dzieci, też Ok… Nie wszyscy nadają się do tego by posiadać dzieci…… Ludzie i tak będą gadać … Jedno dziecko… Kurczę mało, fajnie jakby była parka. Troje dzieci… Hmmm sporo… Czworo i więcej… Na ch** tyle dzieci ? Więc może niech każdy decyduje jak uważa za słuszne

  • Amee

    Nawet mimo chęci dopiero czas pokaze czy to byla dobra decyzja.. Dziecko w teorii, marzeniach czy wyobrażeniach to jest kompletnie inna sytuacja niz w praktyce – jak widzieć spadochron na zdjęciu a skoczyć ze spadochronem z helikoptera 🙂 jeden nie załuje i mu mało, drugi sie ze*ra ze strachu i żałuje 🙂 ale dopoki nie skoczysz – nie wiesz tego 🙂 chec posiadania dziecka nie jest gwarantem bycia dobrym rodzicem – niestety..

  • Ewelina

    Macierzyństwo to najpiekniejsza przygoda na świecie, wiele problemów dopiero wtedy przestaje istnieć, polecam jednak zaryzykować:-)warto

    • Anka

      Wiele problemów dopiero wtedy przestaje istnieć? Zgadza się! Ale napisz proszę całą prawdę – pojawiają się nowe, wcale nie mniejsze…

  • Dorota

    Współczuję dzieciom, na które zdecydowano się ze strachu przed tym, co ludzie powiedzą albo ze strachu przed samotna starością. Chociaż oczywiście czasami po drodze odkrywa się bardziej pozytywną motywację. Poza tym większość ludzi nie podejmowała świadomie decyzji o dziecku (co jest dużo trudniejsze), ale ciąża im się po prostu przytrafiła i dalej”już jakoś poszło”.

  • Katarzyna

    Są też kobiety, które chciałyby mieć dzieci, ale nie mają po prostu z kim mieć. Zrobić z byle kim to żadne rozwiązanie. Czasami lepiej poczekać na kogoś wartościowego,odpowiedzialnego niż zostać samotną matką. Jeśli się nie da, trudno, można też żyć bez dzieci. Nic na siłę. Presję otoczenia należy mieć gdzieś.

  • Sabina

    Ja oddalam peace.Karriere dla dziecka bo to jedyna wartosc na swiecie. Pieniadze to tylko bezduszne papierki a usmiech dziecka i wyznanie jak bardzo Cie kocha bezcenne. Niezaluje!!!

  • Karolina

    Indywidualna decyzja kazdej kobiety (i faceta tez)- jedni chca miec 4, inni zero, inni jeszcze z jakiegos powodu nie moga miec, nie ma sie co komu w prywatne zycie w z buciorami pchac.

  • Ilona

    pardon… ale szlag mnie trafił:

    „już wymieramy. A cały ten dramat wywołały kobiety, które zamiast rodzić, zajmują się bzdurami i rywalizacją z mężczyznami, zaniedbując naturalne obowiązki, za co później wszyscy zapłacimy.”

    SŁUCHAM? ratuje autorkę artykułu zakończenie, bo w trakcie lektury aż mi kły rosły do podłogi. pozwolę sobie przedstawić mój punkt widzenia.

    za półtora miesiąca skończę 33 lata. mam pracę na uczelni, robię też doktorat (obrona w tym roku). nic to jednak, kobiety w mojej sytuacji często mają dzieci. ja sama nie znoszę dzieci. nawet, kiedy byłam dzieckiem, nie znosiłam towarzystwa rówieśników i nie umiałam się z nimi bawić. nie cierpiałam, kiedy ktoś mówił do mnie infantylnym językiem. moi rodzice zafundowali mi rodzeństwo w wieku 13 lat. widząc z bliska i na co dzień, jak to wygląda w praktyce, tylko utwierdziłam się w moim przekonaniu, że NIGDY nie chcę mieć dzieci.

    ponadto, jestem wstrętną egoistką, dobrze mi z tym i nikomu nie pozwolę w to ingerować. nie chcę poświęcać figury, czasu, pieniędzy ani wolności. i mam do tego prawo. bo to moje życie i nikt nie przeżyje go za mnie. w imię czego miałabym robić z siebie cierpiętnicę? mam być sama nieszczęśliwa w imię jakiegoś „wyższego dobra społeczeństwa”? w nosie mam to dobro. tak samo, jak frustracje i żale tych, którzy poniewczasie zorientowali się, że „kierat” rodzinny ich przerasta.

    • Anna

      Pani Ilono, gratuluję mądrości i dojrzałości w podejmowaniu decyzji na rzutujących na całe życie. Ja jestem właśnie taką frustratką i to podwójną. Wyszłam wcześnie za mąż z miłości, ale przede wszystkim uciekając przed patologią domu rodzinnego. Po roku, jak przystało postaraliśmy się o dziecko, Urodziłam w wieku 24 lat i byłam skrajnie nieszczęśliwa, bo dopiero wtedy do mnie dotarło, co to znaczy być matką. Kiedy już „odchowaliśmy” syna i byłam po trzydziestce, zgłupiałam po raz drugi. Teraz myślę, że włączył się jakiś fałszywy instynkt, że to niby jest dla mnie ostatni dzwonek. Urodziła się córka, o której marzyłam. Przez pierwsze cztery, pięć lat prawdziwa euforia, spełniałam się jako dojrzała matka, opowiadałam wszystkim, jak to jest cudownie mieć dziecko po trzydziestce. Ale teraz mam już 44 lata i tak bardzo chciałabym żyć dla siebie, realizować wreszcie własne marzenia, a nie tylko marzenia dzieci. Niestety nic z tego. Moje życie to praca zawodowa (dzieci kosztują i to nie mało), wieczna praca w domu, problemy z bezczelnym, prawie dorosłym facetem i małą, sfochowaną, chorowitą dziewczynką, walka o wykonywanie obowiązków domowych. Kiedy kładę się do łóżka nie mam nawet ochoty na sex, zastanawiam się, jak cudowne byłoby życie tylko z mężem, który sprawiedliwie uczestniczy w tym kieracie. Kocham nasze dzieci, ale gdybym kiedyś w przeszłości miała możliwość zobaczyć moje przyszłe życie, nigdy nie decydowałabym się na zakładanie rodziny. Wiem,że okazując swoją frustrację, krzywdzę własne dzieci, nie prosiły się na świat same na świat. Ale wiem też, że przez macierzyństwo zatraciłam własne ja i nie wiem, kiedy je odnajdę.
      Piszą to dla przestrogi wszystkich dziewczyn, które mają wątpliwości. Nie warto podejmować pochopnych decyzji z uwagi na presję otoczenia lub szalejące hormony. Życie jest tylko jedno, a dzieci będą jego częścią do końca naszych dni. Pozdrawiam.

  • Justyna

    Bo nie ma z kim 🙁

  • Królowa Karo

    A już się chciałam zapytać, gdzie w tym wszystkim ojciec, bo mi go zabrakło, ale pojawił się na końcu. Ja obalę wszystkie teorie.
    Wychowuje dziecko sama, bo sama świadomie odeszłam od ojca mojego dziecka. Wynajęłam mieszkanie, zmieniłam pracę, rozpoczęłam studia. Nie czuję się w żaden sposób ograniczona dzieckiem, a wręcz dzięki niemu mogę odkrywać świat na nowo. Nie demonizujmy macierzyństwa, bo przeżyły to setki kobiet przed nami i setki po przeżyją. Wszystko sobie można poukładać. Oczywiście, że na początku dziecko pewne rzeczy ogranicza, ale należy pamiętać, że to osobny byt i z każdym rokiem jest bardziej niezależne, a nam wraca ta nasza wolność.
    Ja nie żałuję, choć też sobie nie wyobrażałam, jak to jest mieć dzieci. Teraz nie wyobrażam sobie, jak to jest ich nie mieć.

  • Sara

    Mam dziecko,odeszlam od ojca synka sama i musze bardzo ciezko pracowac, zeby wystarczylo od 1-go do 1-go. Matki nie maja wsparcia ani od mężów ani niemezow i muszą pracować,bo jak nie pracują to sa darmozjadami i nic nie robią. Jak ktos nie chce miec dzieci to dkaczego wszyscy na okolo czlowieka zmuszaja? Chyba juz nie żyjemy w sredniowieczu. Kobieta nie musi miec dzieci jezeli ich nie chce. A nikt nie ma prawa jej mówić ze jest egoistka czy leniwa. Ma do tego prawo. Nie dajcie sie kobietki zmanipulować. Nasze ciało i nasza decyzja!!!

  • GlamGirlAndMore

    Częściowo przemyślenia wyjęte z mojej głowy:)
    Kobieta z dzieckiem w domu w dzisiejszych czasach różni się bardzo od dawnych „matek-polek”, które tylko prały, sprzątały i gotowały dzieciom i mężowi. One faktycznie musiały zrezygnować z siebie i z zawodu. My nie. Nasze czasy są inne, bardziej luksusowe. My spędzamy czas z dzieckiem aktywnie, chodzimy do klubokawiarni, rozmawiamy z innymi mamami, dbamy o siebie i odpoczywamy z książką. Wiele z nas oczywiście udaje nieszczęśliwe i pozbawione możliwości pracy, ale to mit! dziś jest na dobrze, zwłaszcza jak mąż ma dobrą pracę albo my możemy sobie dorabiać zleceniami czy pracą dorywczą. Bo takie są czasy, że pracy jest dużo, na różnych polach i „chcieć, to móc”, więc zawsze się coś wykombinuje:) Wcześniej czy później.
    A jak nie? to też OK! bo jesteś cała dla dziecka, dla meża i siebie. I to się ma nijak to bycia „matką-polką”. Dziś posiadanie dziecka jest cool. Poświęcenia są mniejsze i cena za macierzyństwo mniejsza. I niejeden ojciec by się zamienił. Nawet za cenę porodu! Czas więc się otrząsnąć i po prostu zrobić sobie dziecko dla dobra prokreacji. 🙂

    • dorota

      Teoretycznie tak, ale nie wszystkie jesteśmy takie przebojowe, a szkoda. Nadal sporo mam „zamyka się z dzieckiem w domu” i czuje się z powodu malucha uwiązana. Nierzadko z powodu temperamentu dziecka, czasami kłopotów z karmieniem, czy innych. Na szczęście wiele z nich to tylko kłopoty przejściowe a po przełamaniu się okazuje się, że z dzieckiem na rękach można całkiem sporo.

  • Paulina

    Problemem tez sa pieniadze i swiadomosc tego, jak one dzisiaj wiele znacza…Dzieci pewnie tez beda bardzo szczęśliwe i Ty z nimi. W dzisiejszych czasach zeby Twoje dziecko było przygotowane do samodzielności, dorosłości i osiągało duże sukcesy w zyciu zawodowym musisz w nie inwestować finansowo od małego i to sporo. To się tyczy inwestycji w języki , pasje , jakieś dodatkowe lekcje kierunkowe np biznes dla dzieci. Zeby kiedy bedzie miało 23 lata miało juz wpojone wartości, podstawy życiowe które sa dzis do zycia potrzebne jak języki, wiedza podstawowa biznesowa i oczywiscie prawo jazdy. Nie można wychować inteligentnego szczęśliwego dziecka bez konkretnego zaplecza finansowego. Inaczej – dziecko bedzie szczęśliwe póki bedzie dzieckiem i nie bedzie rozumiało rzeczywistości – jak dorośnie zada pytanie – mamo ? Dlaczego nie stworzyłaś mi warunków do tego abym mógł byc w zyciu człowiekiem na poziomie? Dlaczego uważasz ze skoro Ty harujesz na mopie to przyniesie mi to szczęście? ..

  • Hosting

    W czasach naszych pra – pradziadkow sytuacja byla prosta – mezczyzna zarabial, kobieta wychowywala dzieci, zajmowala sie domem. Kobiety zapragnely takze pracowac, rozwijac sie zawodowo, a nie tylko prywatnie. Wiele mlodych kobiet zadaje sobie dzis pytanie dziecko czy kariera? Tylko czy trzeba wybierac?

  • Ola M.

    A ja chciałabym mieć dziecko, odczuwam instynkt macierzyński i myślę, że gdybym miała, to bardzo bym je kochała. Ale mam też nerwicę lękową, skłonności depresyjne (być może wrodzone, bo w bliskiej rodzinie mam przypadek ciężkiej depresji, odpornej na wieloletnie leczenie, a jeden mój wujek wyskoczył z okna i się zabił), jestem dość mocno introwertyczna (lubię spędzać czas samotnie, obecność ludzi mnie szybko męczy i wysysa z energii) i łatwo wypadam z równowagi emocjonalnej. Dlatego myśląc odpowiedzialnie, nie chciałabym mojemu dziecku fundować dorastania z taką matką. Wiadomo, nie jestem jakaś najgorsza, np. nie jestem pijaczką, ani nie mam skłonności do agresji. Mogło być więc gorzej. Ale… do czego się mam porównywać? Do najgorszej patologii czy do normalnych ludzi? Patrząc na tych, którzy w życiu sobie dobrze radzą, są komunikatywni, uśmiechnięci, energiczni – ja wypadam bardzo blado. Największy mój strach jest taki, że dziecko mogłoby być podobne do mnie i równie w życiu cierpieć. Jak matka z silną nerwicą może wychowac zdrowe psychicznie dziecko? Przecież dzieci świetnie czują i odbierają emocje matki. Ja wciąż się boję, wciąż czuję się zestresowana, smutna, roztrzęsiona wewenętrznie… Nawet jeśli tego starałabym się nie pokazywać po sobie, na siłę bym się uśmiechała, na siłę do ludzi wychodziła, starałabym się być inna – to dziecka przecież nie nabiorę takim udawaniem. Wyczuje wszystko, a co najgorsze – może to przejść na niego. Jeśli matka żyje w stanie lęku i napięcia wewnętrznego, to czy dziecko wychowa się na spokojne, zrównoważone i pewne siebie? Śmiem wątpić… Dlatego raczej nie zostanę matką. Byłoby to nieodpowiedzialne i egoistyczne. Poszłabym za SWOIMI zachciankami, a nie za myśleniem co będzie dobre dla drugiego człowieka, tego małego. I jest mi przykro kiedy słyszę takie opinie, ze jak kobieta nie ma dziecka, to jest egoistką. A żeby było śmieszniej, nieraz mówią to osoby, które zwyczajnie zaliczyły wpadkę. Albo zrobiły sobie te dzieci bezmyślnie, nie myśląc o niczym, tylko swojej własnej chęci, że one chcą. W czym te osoby są niby lepsze? Bo chciały i swoim chęciom dogodziły? A ile z nich potrafi spojrzeć na siebie krytycznie? Czy dlugo myślały nad tym, czy będą dobrymi matkami, czy zapewnią dziecku wszystko, czego ono potrzebuje (nie tylko materialnie)? Myślę, że osoby długo i krytycznie myślące nad tą (jakże ważną) decyzją, są w mniejszości. Większość ludzi dzieci ma, bo chce, a nie z jakichś altruistycznych powodów. Altruistyczne to by było wyjechać gdzieś do Afryki i pomagać ludziom, albo jak ci lekarze w Syrii, co narażają własne życie. A nie ma nic altruistycznego w spełnianiu własnych chęci i pragnień – takich, czy innych. Nie ma w tym oczywiście także nic złego. Ale nie jest to coś, dzięki czemu ktoś powinien czuć się jakiś lepszy od innych.

    • dorota

      Olu, bardzo dojrzałe podejście…Nie ma mowy o egoizmie, gdy myśli się o dobru drugiej osoby, w tym wypadku hipotetycznego dziecka. Piszesz o trudności w leczeniu w rodzinie…może warto byłoby szukać pomocy gdzie indziej?

  • Ania

    Niestety w moim przypadku to kwestia choroby dziedzicznej. 50% szans, że przekażę ją dziecku, a to niestety nie jest byle jaka choroba – pląsawica huntingtona. Mozna nieco zmniejszyć objawy, ale prawda jest taka, że uaktywnia się w wieku ok. 30 lat i z czasem jest coraz gorzej. Mój ojciec po 30-tce był praktycznie na „łasce” mamy. Taka osoba wymaga opieki 24h na dobę. Nie wyobrażam sobie posiadania dziecka wiedząc, że za kilka lat będę niedołężna.

  • marika

    moja odrębna chora życiowa kwestia mam 28 lat pochodzę z rozbitego domu z zimnym wychowaniem . Mam męża który chce dziecka jego brak rozwijania się zawodowo i tego że od 9 lat wynajmuje mieszkanie . Perspektywy na własne sa nikłe cięzko uzbierac na kredyt jak mój facet zarabia raptem dwa tys . miesiecznie i buja w obłokach . Ja od dłuszego czasu chce dziecka lecz mówie sobie ze nie mam warunkow mieszkania nie chce biedy dla dziecka. Co istotne zyła bym w strachu jak facet utrzyma mnie za te marne grosze . Jestem rok po slubie i czuje że to pomyłka że miłość oby dobry to za mało . Trzeba patrzeć na to co facet ma i moze zaoferować kobiecie bo inaczej będzie tak jak u mnie …. czuje się jak bym była w petli pytań bez odpowiedzi .Wspomnę żę byłam juz w ciązy i poroniołam po miesiącu z stresu . Jesli takie zycie stawia sytułacje lepiej zapomniec o dziecku i pomyslec o rozwodzie .

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>