Główne menu

Jak dorosłe dzieci radzą sobie z drugim życiem swoich rodziców?

Kiedy dzieci dorastają i idą na swoje, dla rodziców to bardzo trudna chwila. Narzeczona syna jest zawsze nie dość dobra. Przyszły zięć zawsze mógłby bardziej się postarać. Ale do sercowych wyborów dzieci nie wolno się wtrącać, bo one chcą samodzielnie układać sobie życie i dobrych rad rodziców słuchają z lekką irytacją. To moje życie, nie jestem już dzieckiem, pozwólcie mi żyć po mojemu!

A jak to wygląda w odwrotnym kierunku? Nie wszystkie małżeństwa są do grobowej deski, a nawet jeśli, to drugi rodzic zostaje wtedy sam i często myśli o tym, by jeszcze raz ułożyć sobie z kimś życie albo w ogóle spróbować czegoś innego, szalonego. I nagle wyskakują dzieci, te dorosłe, którym strasznie trudno jest pogodzić się z nowymi planami rodziców.

Dzieci to dzieci

Rodzin patchworkowych przybywa. Święty węzeł małżeński już nie jest nierozerwalny, co nie zmienia faktu, że rozpad rodziny zawsze jest wielką traumą. Stąd rosnąca liczba poradników, jak ułożyć poprawne stosunki z ex-małżonkami, jak dogadać się z ich partnerami, i przede wszystkim – co robić, by dzieci możliwie najmniej ucierpiały i odnalazły się w nowej sytuacji. Niewiele się jednak mówi o dorosłych dzieciach. Wychodzimy z założenia, że trzydziestoletnia kobieta to nie siedmioletnia dziewczynka, więc nie jest to dla niej tak wielkim szokiem, że tata ma drugą żonę. Dorosła córka mieszka przecież sama, ma inną wrażliwość, macocha czy ojczym nie wywraca jej świata do góry nogami.

Okazuje się jednak, że dorosłe dzieci przeżywają nowe związki swoich rodziców prawie tak samo jak maluchy. Tak, nie żyje się już pod jednym dachem, inaczej się ze sobą rozmawia, ale rodzice nie przestali być rodzicami. Istota związku pozostała ta sama. Małemu dziecku cierpliwie się wyjaśnia, że we wzajemnych relacjach absolutnie nic się nie zmieniło, nowy członek rodziny nie odbierze miłości rodzica. Próbuje się jakoś zrekompensować przeżyty stres. Dba się o to, by mały człowieczek nie przeżywał tak bardzo rodzinnego dramatu. Dziecko dorosłe? No co tu tłumaczyć! Jest duże, rozumie sytuację, nie ma się co roztkliwiać. Rzadko więc padają deklaracje ‘nic się między nami nie zmieniło’, jest tylko informacja, że rodzic sobie kogoś znalazł.

W efekcie dorosłe dzieci tak samo jak przedszkolaki czują się odrzucone, zdradzone, mniej kochane. Co z tego, że znają życie? Wciąż są dziećmi swoich rodziców i tak właśnie chcą się czuć. Gdy rodzic zaczyna nowy etap, jest strach, że traci się coś ważnego, zrywa się więź. Cokolwiek w życiu się działo, rodzice zapewniali jakąś stabilizację, po prostu zawsze byli. Teraz do tego świata wdziera się ktoś obcy, zaburza znany od lat porządek. Kradnie mamę czy tatę. Co z tego, że widzi się ich tylko od czasu do czasu, i tak nie można znieść widoku obcej baby kręcącej się po kuchni, gdzie wcześniej mama robiła swoje słynne gołąbki. Nie da się patrzeć na gościa, jak się rozsiaduje w ulubionym fotelu taty i jeszcze pali w nim te obrzydliwe papierosy. Ten wrogi stosunek widać też w słowach – gdy dziecko jest małe, najczęściej o małżonkach rodziców mówi ‘ciocia’, ‘wujek’, ‘Ela’, ‘Zbyszek’, zdarza się nawet ‘mama’ i ‘tata’, natomiast dorośli zwykle używają takich sformułowań jak ‘mąż mojej matki’, ‘żona mojego ojca’, żeby jasno podkreślić odrębność.

Nie godzę się na intruza

Rozmowa jest niezbędna, jednak nie zawsze pomaga. Matka może sobie mówić, że właśnie odnalazła szczęście i bardzo by chciała, aby dzieci to uszanowały. Ojciec może sobie prosić, żeby dzieci zaakceptowały jego nową wybrankę. Potomstwo niespecjalnie się tym przejmuje i stawia sprawę jasno: akceptacji dla obcych nie będzie. To właśnie dorosłe dzieci potrafią skutecznie zaszantażować rodziców, stawiają ultimatum, są nieprzejednane. Choć same oburzają się na pytania o ślub i wnuki, to interwencja w drugą stronę w żadnym razie nie wydaje się im wtykaniem nosa w nieswoje sprawy.

Ojcowie są z reguły bardziej nieugięci, bo też rzadziej czują, że muszą swoim dzieciom poświęcić się bezgranicznie. Matki niestety ten gen męczeństwa w sobie mają i bywa, że pod naciskiem dorosłych dzieci rezygnują z nowego związku albo wchodzą w niego na zasadach podyktowanych przez potomstwo, na przykład nie zapraszając drugiego męża na urodziny wnuczki. Wszystko, żeby tylko córki/syna nie urazić.

Konflikty są tym ostrzejsze, że dorosłe dziecko na więcej może sobie pozwolić i już się tak nie boi mówić tego co myśli. No bo co, za karę dostanie szlaban na telewizję i mniejsze kieszonkowe? Łatwiej rodzicowi wygarnąć. I na nic się zdają tłumaczenia, że ojczym nie jest ich ojcem i wcale nie mają go tak traktować, chodzi jedynie o to, by nie odnosić się do niego z tak jawną niechęcią. Nawiązanie przyjaźniejszych stosunków jest jednak bardzo trudne, bo tutaj dobrą wolę wykazać muszą wszystkie strony, a dorosłe dzieci bywają nieugięte. Maluchy czy nastolatki wydają się strasznie kapryśne, humorzaste i ciężkie do okiełznania, lecz mimo wszystko da się je do siebie przekonać albo chociaż przekupić. Z dorosłymi sztuczki ‘na cukierka’ nie działają.

Miłość do dziecka ma wystarczyć

U nieletnich niechęć do nowych partnerów rodziców wynika głównie z tego, że traci się normalny dom, tata bądź mama jest tylko na weekendy, a po domu kręci się teraz ktoś obcy z prawem do ingerowania w dziecięce sprawy. U dorosłych dzieci jest trochę inaczej. Też traci się normalnych rodziców, ale po drodze widzi się jeszcze, że rodzic to zwykły człowiek, któremu sfera erotyczna w żadnym razie nie jest obca. Tego zaś dzieci często w ogóle nie są w stanie zaakceptować. Nawet seks rodzonych rodziców wydaje się dziwny, nie do pomyślenia jest, by tata mamie mógł robić jakieś świńskie rzeczy. A co dopiero gdy rodzice robią to z zupełnie obcymi ludźmi! Jakby to było sprzeczne z rodzicielską naturą.

Dzieci oczywiście wiedzą, że nie wzięły się z kapusty, jednak taką prawdziwie seksualną naturę związku rodziców w pełni pojmują zwykle dopiero wtedy, gdy mają już swoje lata. I nie zawsze dobrze im z tą wiedzą. Dla wielu dorosłych dzieci seks ich rodziców jest wręcz jakąś fanaberią. Nie są już pierwszej młodości, to chyba mogliby dać sobie spokój? Jest trochę tak, że małżeństwo ma sens, bo wychowuje się wspólnie dzieci, skoro jednak one są już duże, to rodzic nie potrzebuje poważnego związku. Bliskość? Są dzieci, wnuki, znajomi, dalsza rodzina, to mało?

Rodzice są po prostu szczególną kategorią ludzi. Nie potrzebują romansowania. A jeśli nie mogą się obejść bez łóżkowych zabaw, to na bogów, niech robią to dyskretnie! Czułe gesty, pocałunki, namiętne spojrzenia doprowadzają dzieci do szału. Jak ten oblech może tykać moją matkę! Dlaczego ona tak się łasi do ojca! Ob-rzy-dli-we.

Skąd oni się tu wzięli?

Dorośli tak samo jak dzieci mają wielki problem z akceptacją ‘nowej mamy’ i ‘nowego taty’. Wcale nie są bardziej wyrozumiali, też mają konflikt lojalności. Do kogo pojechać na święta? Czy zaprosić na urodziny mamę z jej nowym facetem i w ten sposób sprawić tacie przykrość? Pójść na zakupy z macochą, bo tata poprosił, czy odmówić, żeby zadowolić mamę? Jest masa takich dylematów i choć wszyscy są tu dorośli, to ciężko im znaleźć wspólny język i rozsądne rozwiązanie dla pojawiających się konfliktów.

Nowy partner rodzica jawi się bardzo często jako wysłannik samego diabła. Facet matki? Lepszy cwaniak, zachowuje się jak idiota, pewnie ją zdradza, omotał ją sobie wokół palca, a ona szczebiocze jak gimnazjalistka. Dziewczyna ojca? Widać od razu, że fałszywa żmija, manipulantka, leci na kasę. Cokolwiek zrobi, od początku zakłada się nieczyste intencje. Odpowiada za całe zło, łącznie z błędami rodziców – jeśli ojciec robi coś nie po myśli dzieci, to na sto procent ta wiedźma go przekabaciła, matka w życiu by na tak idiotyczny pomysł nie wpadła, gdyby nie ten pacan.

Nie chce się uwierzyć, że ci ludzie mogliby naszych rodziców szczerze pokochać. Dorosłe dzieci bardzo często widzą w takich związkach wyrachowanie, układy, brak symetrii w uczuciach. Dlatego wykazują się dokładnie taką samą nadopiekuńczością, która w wydaniu rodziców drażni. Czują się w obowiązku zainterweniować, wyrazić opinię i uważają, że mają do tego święte prawo, to przecież ich rodzice. W wielu przypadkach nie pozwalają rodzicom na samodzielne decyzje i związane z tym ryzyko pomyłki, albo w ogóle mają swoich rodziców za głupków niepotrafiących wybrać sobie odpowiedniego życiowego partnera.

Oczywiście, bywa że mają rację. I wtedy pojawia się dylemat – co robić? Czy wolno dorosłemu dziecku wkroczyć do akcji? Nakłonić do zerwania? Co wtedy powiedzieć i jak powiedzieć? Jak daleko można się posunąć w ratowaniu nieszczęśliwie zakochanego rodzica? I skąd ta pewność, że prawidłowo ocenia się sytuację?

Zabierają, co moje

Relacje z nowymi partnerami rodziców bardzo komplikują także kwestie finansowe. Smutne jest właśnie to, że interwencja dzieci nierzadko dotyczy nie uczuć, ale pieniędzy i własnych interesów. Jasne, trudno się im dziwić, tracą to, co wcześniej się im należało, a teraz do podziału majątku dochodzą nowe osoby. Osoby, które nierzadko zainteresowały się naszym rodzicem wyłącznie z chciwości i z premedytacją odciągają go od starszych dzieci.

Ale też łatwo zrozumieć punkt widzenia drugiego współmałżonka – dlaczego ma on rezygnować na przykład z mieszkania, skoro mieszkał w nim 20 lat, dbał o niego i tworzył prawdziwą rodzinę? Czy tylko dlatego, że dla pasierbów jest obcy, ma im wszystko oddać bez gadania? Zwłaszcza, że pasierbowie też nie zawsze są święci. Zdarza się, że oczekują od macochy/ojczyma wkupnego, finansowej pomocy, przeróżnych przysług, no taka opłata za to, że wszedł do rodziny. I nawet nie trzeba za to dziękować, to ich powinność.

To często bardzo niejednoznaczne sytuacje, gdzie łatwo kogoś posądzić o materializm i zostać niesłusznie pozbawionym praw. A że dotyczy to relacji z najbliższymi osobami, niemożliwością jest trzeźwa, obiektywna ocena rzeczywistości. Do tego stopnia, że mnóstwo podobnych konfliktów musi rozstrzygać sąd.

Rodzicu, co ty robisz?

Ale nie trzeba ludzi z zewnątrz, rodzice czasem ‘głupieją’ sami z siebie. Odkrywają nagle pasję do podróżowania, chcą się przeprowadzić w jakieś dziwne miejsce, wkręcają się w oryginalne hobby. I może być tak, że ich zachowanie mocno komplikuje plany dorosłych dzieci. Bo co jeśli rodzice sprzedadzą swój duży dom, kupią kawalerkę i resztę pieniędzy wydadzą na kilkuletnie wakacje w najciekawszych zakątkach świata? Teoretycznie mają do tego prawo, jednak dla wielu dorosłych dzieci to gorzka pigułka do przełknięcia. Rodzice nie mogą być tak samolubni! Lecz czy takie roszczenia nie są dowodem także na egoizm dzieci? Jak to jest, że wtrącać się do życia dorosłych dzieci nie można, ale zapewnianie im pomocy jest wysoce wskazane? W którym dokładnie miejscu odpowiedzialność rodziców się kończy?

A co jeśli pomysły rodziców faktycznie wyglądają mało rozsądnie? Ojciec po śmierci mamy nie może się odnaleźć, więc wpadł na pomysł, że spienięży cały swój dobytek i zainwestuje w jakieś ryzykowne przedsięwzięcie. Szanse zarobku są niewielkie i w ogóle wygląda to bardzo podejrzanie. Można mu zabronić? I jakie kroki są dozwolone? Obrazić się, zaszantażować, a może wystąpić o ubezwłasnowolnienie? Kiedy to troska, a kiedy przekroczenie granic?

Można zrozumieć oburzenie, gdy mąż córki ciężko chory, nie jest w stanie pracować, ona też, bo zajmuje się mężem i na dokładkę jeszcze małym dzieckiem. Są przyparci do ściany, w dramatycznej sytuacji, rzeczywiście trochę to niemoralne, gdy rodzice mają to w nosie i kupują wakacyjny domek na Mazurach. Ale gdy córka chce zamienić mieszkanie na dom, to czy ma prawo żądać, by rodzice zrezygnowali z własnych marzeń i zamiast tego dołożyli się do marzeń dziecka? Czy syn ma rację obrażając się na mamę, że ona nie pali się do codziennej opieki nad wnukiem, przez co on połowę wypłaty musi oddawać opiekunce?

Zawsze pada wtedy argument – wypinasz się na nas, ok, żyj sobie po swojemu, ale gdy na starość będziesz potrzebować pomocy, odpowiemy ci tym samym, sorry. Na pozór brzmi uczciwie, lecz co z okresem dzieciństwa? Czy tamto wieloletnie poświęcenie rodziców przestaje mieć znaczenie, nie wystarcza do tego, by dorosłe dzieci odwzajemniły się opieką? Brak oczekiwanego wsparcia z lat późniejszych anuluje wcześniejszy wysiłek? Potrzeby dzieci mają być zawsze ważniejsze od potrzeb rodziców? Strasznie to przykre, gdy miłość pomiędzy najbliższymi sprowadza się do wyliczeń z Excela.

    5 komentarzy

  • Zwykła Matka

    Moja mama jest po rozwodzie. To ja, mając 13 lat , pchałąm ją do wyprowadzki z domu! Potem pchałam ją, by zaufała i związała się z kimś. Zawsze chciałam, by ułozyła sobie życie, by w końcu była szczęśliwa 🙂

  • Noel

    Taka sytuacja mnie nie dotyczy.

  • aksinia

    Żeby w naszym kraju kogoś ubezwłasnowolnić trzeba się dobrze postarać, więc ten punkt można spokojnie wykreślić z wyliczanki ‚co robić’. Rodzic też człowiek, a dziecko zwykle jednak kojarzy, skąd się wzięło. Pieniądze to nie wszystko, skąd wniosek, że rodzic ma zostawiać cokolwiek w spadku? Może woli przekazać na fundację ratowania białych myszek z laboratoriów, bo śliczne są!
    …i tylko co zrobić z tą flądrą, co rządzi się w kuchni mamy 😉 ?

  • Rebecca Sharp

    Myślę, że te „dzieci” są bardziej nieprzejednane i nie rozumieją, że ich rodzice maja prawo do własnego życia. Chyba to jest główny problem. Poza tym trudno jest zaakceptować kogoś, kto będzie nam zastępował inna osobę, do której przez lata się przyzwyczailiśmy, czyli do naszej rodzonej mamy lub taty. Szybciej są w stanie to zaakceptować dzieci, gdyż one same potrzebują akceptacji drugiej osoby i są bardziej „przekupne”. I na koniec jak można zaufać komuś nowemu, kto wchodzi do naszej rodziny – jakie on/ona ma intencje!

  • Elisabeth

    może to i prawda, że w każdej relacji czy to rodzicielskiej czy przyjacielskiej w przypadku jakichś zmian zastanawiamy się jak to będzie i potrzebujemy takiego zapewnienia -„nic się między nami nie zmieniło, nadal możesz na mnie liczyć”
    niestety często osoby w trakcie zmian nie zauważają że inni tego potrzebują, a potrzebujący nie umieją tego wyartykułować…

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

malinowy dwór konkurs