Główne menu

Gdy to kobieta zarabia więcej….

Nowy model rodziny

Kobieta, która bardzo dobrze zarabia to najczęściej osoba pracująca ponad normę. Siłą rzeczy nie jest więc w stanie zająć się domem na sposób tradycyjny. Co wtedy? Może część rodzinnych obowiązków scedować na męża, co w praktyce nie jest wcale takie proste. Sprzątanie, zakupy i odbieranie dzieci z przedszkola to w końcu babskie zajęcia i dlaczego facet ma się tym zajmować? Bo ona pracuje? On też!

Efekt jest taki, że kiedy wreszcie kobieta sama finansuje swoje potrzeby i zachcianki, to jakoś nie potrafi się z tego cieszyć. Bynajmniej nie dlatego, że przewróciło się jej w głowie. Ją zwyczajnie irytuje brak symetrii. Pracujący mąż i ojciec ma prawo oczekiwać, że po powrocie do domu czekać będzie na niego wysprzątane mieszkanie i gorący obiad na stole. W przypadku ciężko pracującej żony takie oczekiwania są, delikatnie mówiąc, niestosowne. Może i dzięki jej pensji cała rodzina jeździ komfortowym SUV-em i mieszka w pięknie urządzonym apartamencie, ale to jej nie upoważnia do zaniedbywania prac domowych. Mąż to nie służący, no bądź poważna i nie oczekuj, że po przyjściu z pracy zasiądziesz w kapcioszkach w fotelu, z talerzem pysznej sałatki przygotowanej przez pana domu. A żeby było jeszcze śmieszniej, kobiety oddane karierze pracują w domu nawet więcej, niż ich koleżanki o „normalnych” dochodach. Po co? Ano po to, by udowodnić całemu światu, że przez karierę nie zaniedbują dzieci, a mąż biedactwo nie musi z ich winy myć podłóg.

Wygląda to mało zachęcająco, ale warto pamiętać, że odwróconych ról w związkach dopiero się uczymy, nic dziwnego zatem, że napotykamy trudności i niepowodzenia. Pewnie dopiero za ileś lat ludzie przyzwyczają się do tego schematu, zmieni się mentalność i nastawienie do pracujących matek oraz ojców-gospodyń domowych. Na szczęście pozytywne przykłady znajdziemy i dziś.

W związkach nastawionych na partnerstwo mężczyźni godzą się na zajmowanie domem i dziećmi, jeśli ich życiowa towarzyszka ma lepszą pracę. Co więcej, spora część tych mężczyzn jest autentycznie zadowolona z takiego układu, bo bardzo ceni sobie bliski kontakt z dzieciakami i może spokojnie pracować w domu, z dala od wrednego szefa i upierdliwych kolegów. I okazuje się, że pieniądze od żony nie palą w rękach, można nawet szczerze cieszyć się z jej sukcesów.

Samica alfa

A jak to wygląda w parach bez ślubu i dzieci? Czy i wtedy wyższa pensja kobiety jest solą w oku? Jak najbardziej. Duże pieniądze idą w parze z prestiżowym stanowiskiem. Jak, będąc szeregowym pracownikiem, zaimponować dyrektorce w międzynarodowej korporacji, specjalistce wysokiej klasy, dziewczynie posiadającej własną firmę? Prosta droga do kompleksów, co nie wróży dobrze na przyszłość.

Druga sprawa to styl życia. Kobieta z pokaźnym kontem bankowym zazwyczaj lubi jadać w dobrych restauracjach, podróżować klasą biznes, wypoczywać w dobrych hotelach, chodzić na modne wydarzenia kulturalne. To kosztuje, więc przez wzgląd na mniej zamożnego chłopaka musi ona albo zrezygnować z części rozrywek albo płacić za dwie osoby. Żeby nie drażnić swoim sukcesem, kobieta powstrzymuje się od rozmów o pracy i ukrywa oznaki swojego finansowego statusu. Często w ogóle nie przyznaje się do zarobków, by nie odstraszyć potencjalnego partnera. Generalnie robi wiele, by mężczyzna nie poczuł się zastraszony i onieśmielony, w czym utwierdzają ją irytujące porady, niczym z poradnika naszych babć: pod żadnym pozorem nie dawaj mu odczuć, że jesteś w czymś od niego lepsza. Zupełnie jak gdyby trzeba było się tłumaczyć z udanej kariery i odczuwać z jej powodu wstyd.

Uciążliwa dbałość o dobre samopoczucie partnera to tylko jedna z przeszkód na drodze do udanego związku. Kolejna trudność to rozbieżności w oczekiwaniach. Kobiecie sukcesu nie przeszkadza, że mężczyzna zarabia mniej. Złości ją raczej to, co za niską pensją stoi.

Żaden problem, jeśli partner przynosi do domu grosze, ale imponuje nietuzinkową osobowością i ma ciekawe, pożyteczne zajęcie: jest artystą, naukowcem, aktywistą społecznym. Gdy jednak niskie zarobki są konsekwencją braku ambicji, a jedynym hobby jest wieczór z Ligą Mistrzów i sobotnie piwko z kolegami, to o szczęśliwym pożyciu nie ma mowy. Tym bardziej, kiedy na sugestię, by może zająć się czymś bardziej wartościowym, jedyną odpowiedzią są pretensje.

W wielu przypadkach decydująca jest nie sama przepaść pomiędzy dochodami, ile wysokość męskiej pensji. Jeżeli mężczyzna zarabia mniej od partnerki, ale ciągle jest to pokaźna kwota, umożliwiająca życie na dobrym poziomie, łatwiej uniknąć konfliktów. Poważny zgrzyt jest zwykle wtedy, gdy męska pensja wystarcza jedynie na skromny byt od pierwszego do pierwszego.

Zasmucone męskie ego

Równouprawnienie płci nieco rozleniwiło mężczyzn. Skoro panie tak doskonale radzą sobie w pojedynkę, nie ma sensu wypruwać sobie żyły, by coś tam udowodnić. To nawet dobrze, że nie trzeba męczyć się z kobietami-bluszczami, które lecą wyłącznie na kasę, choć jednocześnie przerażająca jest myśl, że ona ma fajniejsze mieszkanie i droższy samochód. Idealnie byłoby więc, gdyby kobieta potrafiła sfinansować swoje finansowe potrzeby sama, bez obciążania męskiego portfela, ale jednocześnie dla przyzwoitości legitymowała się niższą pensją.

Jeszcze trudniej jest, kiedy różnice w zarobkach pojawiają się w trakcie związku.

Mężczyzna z góry zakłada, że straci szacunek, więc zaczyna się bronić agresją, krytyką, brakiem wsparcia, obwiniając przy okazji drugą stronę za swoje niepowodzenia. Niektórzy idą krok dalej i są wręcz przekonani, że ta wyższa pozycja kobiet i ich większe zarobki to nic innego, jak wynik dyktatury feminizmu, który – jak wiadomo – nie kieruje się żadną społeczną sprawiedliwością, lecz chęcią dokopania facetom za wszelką cenę.

Pojawiają się również zarzuty o brak konsekwencji. Chcecie, drogie panie, być samodzielne i utrzymywać dom? Ok, ale płaćcie za to taką cenę, jak faceci. To wy teraz kupujcie prezenty swoim małżonkom, płaćcie alimenty, sponsorujcie nasze zachcianki.

Martwicie się cały czas o pieniądze? Dobrze wam tak! My, mężczyźni, żyliśmy w takim strachu przez wieki i dawaliśmy radę, dajcie i wy. Szkoda tylko, że w tych wyrzutach panowie zapominają o jednym – zarabiając na życie nie musieli oni zawracać sobie głowy takimi drobiazgami jak robienie zakupów na bazarku czy odrabianie z dziećmi lekcji, a w trudnych chwilach mogli liczyć na wsparcie swoich żon. Dobrze zarabiające kobiety, póki co, muszą najczęściej cały ciężar swojego sukcesu dźwigać na własnych barkach.

    3 komentarze

  • grzegorz

    Naprawdę jestem wściekły kiedy czytam takie rzeczy.
    Nie pracuje mało. Od lat walczę o karierę. Skończyłem dobre studia, potem podyplomowe potem MBA.
    Wiele lat pracowałem w trybie 12 godzin dziennie.
    Niejedna przepracowana noc.
    Powiodło mi się.
    Ale miałem miałem marzenie dalszego rozwoju. Nie ukrywam , że czuje że pieniądze sa wymiernym docenieniem pracy popartej kompetencjami.
    I moja zona po zaocznych i nic więcej. Żadnego języka obcego. Ale przyznaje że inteligętna i z dużym doświadczeniem w branży sprzedaży kredytów. I zaczęła zarabiąć w ostatnich latach 2x więcej niż ja.
    Zarabia tyle ile ja bardzo nieśmiało marzyłem, że może dochrapie się jako dyrektor operacyjny albo w cichych marzeniach zostania prezesem. Ona to dostaje bez żadnego stanowiska, żadnego własnego ryzyka finasowego czy ponad przecietnymi kompetencjami.
    I kiedy czytam taki artykuł to gotuje sie we mnie bo tu przyjmujes ie ze kobieta jak zarabia to zasluzyla ciezka praca a facet to despotyczny samiec.
    Cholera! Zbyt duze zarobki bez wzgledu na plaec to cholerne przegiecie! Natomiast poniewaz jestem facetem to zgłaszanie sprzeciwu z tego powodu z góry ma etykiete wrednego samca!
    Drogie ludzie nawet zarobki kobiet muszą mieć swoje uzasadnienie.
    Ale przyznaje ze to bardziej problem zepsutego rynku w niektórych branżach.

    • Cyr4x

      Pomyśl jakie ona daje zyski pracodawcy, a jakie ty. Jeżeli sporo większe, to i więcej zarabia, to normalne. Czasami doświadczenie i wykształcenie nie ma nic do rzeczy. Poza tym skoro robi w sprzedaży kredytów, to pewnie spora część jej wypłaty to prowizja od sprzedaży. Na takich stanowiskach zarabia się naprawdę dobre pieniądze, ale trzeba wyrabiać nie raz drakońskie normy.

  • Nat

    W takiej sytuacji łatwo łatwo jest zauważyć, w jakim stanie jest związek. Jeśli pojawia się pomiatanie drugą stroną i narzucanie swojego zdania, wręcz swego rodzaju ekonomiczna niewola, no to w sumie bardzo cenna informacja o związku, mówiąca o tym, kiedy warto się z niego ulotnić. Jeśli komuś paranoicznie zależy, żeby być tym lepszym, to nie wiem, czy jest to materiał na drugą połówkę. Inna rzecz, że jak mężczyźnie nie uda się w tej sytuacji by górą, to koledzy mu szczerze współczują, a kobiecie jeszcze każdy dopiecze, że niezależnie od swoich ambicji, możliwości i wkładu pracy ,,powinna być zadowolona”.
    Doświadczyłam przez kilka lat zarabiania znacznie mniej od męża i o ile były na tle gospodarowania budżetem drobne sprzeczki, o tyle on miał do tego neutralny stosunek i nie jego podejście, ale teściów, sprawiało mi najwięcej przykrości. Przy każdej okazji powtarzali jaki syn zdolny, jaka pozycja, ile zarabia, jaką ma godną pracę. W języku teściów mieszkanie i samochód były syna, tylko dzieci nasze wspólne. Po obronie doktoratu coś mi wewnątrz pękło i założyłam firmę w nadziei, że kiedyś mój wkład pracy przełoży się na pieniądze. Przełożył się, zdecydowanie. Teraz zarabiam więcej od męża i jak łatwo się domyślić, mąż nie ma z tym problemu. Mają za to teściowie 😛 Nie potrafią rozmawiać o mojej pracy wprost, nie pytają, jak idzie, już nawet męża nie pochwalą podczas wspólnej rozmowy, tak ich to gryzie.
    Prawda jest taka, że jeśli ludzie nie traktują się przedmiotowo, to dadzą sobie radę, Gorzej, kiedy on miałby być tylko portfelem, a ona odkurzaczem, zmywarką i pardon, gumową pochwą.

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>