Główne menu

Jak internet zakłamuje naszą rzeczywistość?

Prawda naszych czasów brzmi: jeśli czegoś nie ma w internecie, to znaczy, że nie istnieje. Wirtualny świat tak mocno wrósł już w naszą rzeczywistość, że ciężko sobie wyobrazić życie bez niego. A skoro jest ogólnie dostępny i tworzą go zwykli ludzie, to pewnie pokazuje świat taki, jakim on jest, bez niedomówień i przekłamań, prawda?

Tak właśnie mnóstwo ludzi postrzega internetową przestrzeń. To miejsce, gdzie można szczerze i uczciwie przedstawić fakty. Gdzie szary człowiek może dotrzeć ze swoim przekazem do innych szarych. Tu jest życie, tu się mówi jak jest, nie owija w bawełnę. A człowiek tak patrzy, patrzy i patrzy, ze zdumieniem odkrywając, że jakoś tak niezbyt przystaje do opisywanej ‘rzeczywistości’.

Moje (nie)idealne życie

Podobno gdy wyświetlano „Wjazd pociągu na stację w La Ciotat” ludzie w popłochu uciekali z foteli, myśląc, że wjeżdża w nich prawdziwa lokomotywa. My dzisiaj możemy z pobłażliwym uśmieszkiem pokiwać głową nad ich zacofaniem, ale czy jesteśmy tacy znowuż inni? Internetowe wpisy traktujemy jak prawdę objawioną, nawet gdy rozsądek krzyczy, że to niemożliwe.

Media społecznościowe to chyba najdobitniejszy dowód na to, jak łatwo nas oszukać albo jak bardzo lubimy być oszukiwani. Te wszystkie zdjęcia z idealną fryzurą, pokojem dopieszczonym w najdrobniejszych szczegółach, muffinkami godnymi Nigelli Lawson. Jak relaks, to żadne tam siedzenie w dresach przed telewizorem, tylko ambitna książka czytana w hamaku rozpiętym pomiędzy palmami albo doglądanie agrestu w ogródku przed własnoręcznie zbudowaną chatą na Mazurach. A zawodowa kariera? Efektowne, obco brzmiące stanowisko, relacje z zagranicznych delegacji, selfie z Bardzo Ważnym Człowiekiem. Jest pięknie, wysmakowanie, bez ostentacyjnego przepychu, ale tak, by każdy widział, jak mi się powodzi, jak cudowne i ciekawe jest moje życie.

W erze obrazkowo-filmowej ciężko uciec przed wszechobecną perfekcyjnością. Gdyby to był tylko opis, to łatwo zbyć, że czcze przechwałki, ale nie, ona wrzuca zdjęcia i naprawdę ma brzuch płaski jak deska, jej dziecko naprawdę brzdęka na pianinie, jest filmik jak w pięć minut ogarnąć bajzel w łazience, a w kolejne pięć jak zrobić mini-przyjęcie dla niespodziewanych gości. Oni to zrobili, na serio, są dowody. Oni to zrobili… a ja mam problem z głupią pomidorową, moje kupione w bólach mieszkanko wygląda jak rupieciarnia, a praca jak praca, niewiele w niej ekscytacji. Boziu, ależ ja jestem beznadziejna! Napiję się na pociechę wina, będzie łatwiej przeglądać kolejne zdjęcia. Rany, jak ona to robi, że jej kieliszek nie nosi śladów po palcach, jedząc ciasto w łóżku nie zostawia okruchów, a wszystko wokół jest nieskazitelnie białe?! Eeee, to nie może być prawda. Ale spróbuj tak powiedzieć, a wyjdziesz na zazdrośnicę, co tylko na kanapie zalega, a w ogóle to zrób lepiej, pokaż swoje, a jeśli nie, to się zamknij.

Najładniejsze wycinki

Porównywanie się do innych to naturalny mechanizm, ale internet jest pod tym względem wyjątkowo zdradliwy, bo ludzie wrzucają do sieci tylko to, co chcą publiczności pokazać. I niby każdy to wie, a jednak wciąż się na to nabieramy. I kopiemy dalej, a tam znowu piękne zdjęcia, głębokie przemyślenia, fascynujące przygody, śmiałe plany na nadchodzący dzień i cały kolejny rok. Frustracja rośnie, kompleksy się nasilają i coraz trudniej być zadowolonym z własnego życia.

W tym rozżaleniu łatwo zapomnieć, że masa cukierkowych przekazów to coś, za czym stoją bardzo staranne przygotowania. Żaden tam spontan, co usiłują wmówić autorzy. No i są jeszcze takie magiczne narzędzia jak programy graficzne, dzięki którym talia robi się szczuplejsza, bicepsy ładniej zarysowane, samochód bardziej czerwony, a dom pięknie umeblowany. Nawet gdy coś jest bez retuszu, to i tak niewiele w tym naturalności, raczej stylizuje się seksowną niedbałość o poranku, artystyczny nieład w kuchni, układa na podłodze poduszki, by podkreślić twórczy chaos.

Internet po prostu daje możliwość stworzenia ulepszonej wersji siebie, i to w wersji turbo. Prostą rzecz można przecież kwieciście opisać, a spośród setki zdjęć wybrać to najkorzystniejsze. Ten mechanizm świetnie widać też u internetowych graczy – tam nie jest się zwyczajnym sobą, ale ma się dodatkowo przeróżne moce. I nie tylko te w oczywisty sposób zmyślone, jak niewidzialność czy umiejętność strzelania piorunami, ale też takie bardziej ludzkie cnoty, jak odwaga, szlachetność, opanowanie – cechy, których w prawdziwym życiu brakuje, a bardzo by się je chciało mieć.

Przecież wszyscy nie kłamią…

Dlaczego w to wierzymy? Bo jest tego strasznie dużo. Przykłady perfekcji spotyka się niemal na każdym kroku, więc ciężko je uznać za fenomen, wyjątek – skala sugeruje, że to raczej standard. Budzące zazdrość zdjęcia liczone są w milionach. Tysiące jutuberów i blogerów z oryginalnymi pomysłami na życie. Wszyscy dookoła zdają się mieć lepiej, są ambitniejsi, zaradniejsi, bardziej pomysłowi, ładniejsi, dowcipniejsi. Idzie im jak z płatka, a tylko mnie jak po grudzie.

Ich wiarygodność podnosi fakt, że są to przekazy prywatne. Telewizja, wiadomo, kłamie. Dziennikarze piszą za pieniądze. A internet to taka ostoja prawdy, miejsce dla niepokornych bojowników o prawdę i wolność, ludzie to robią za darmo, dlaczego mieliby oszukiwać? Chwalą się jedynie, a widać, że mają czym. To nie reklama, gdzie wszystko jest na niby, bo wielka firma chce coś sprzedać. To nie film, w którym aktorzy udają emocje, korzystają z pomocy kaskaderów, a nad ich wyglądem pracował sztab specjalistów. Internet to rzeczywistość. Wirtualna, ale rzeczywistość.

Ciężko uwierzyć, by miała być wykreowana jedynie po to, by innych skręcało z zawiści. By nabierali się oni na sztuczki sprytnych marketingowców. A tak się dzieje – perfekcyjna wizja świata nie jest inspiracją do wysiłku, lecz wpędza w kompleksy i zachęca do szukania łatwych, szybkich rozwiązań. Tak właśnie, rozwiązań podsuwanych przez sprzedawców.

Porażka też musi być fajna

I choć większość czuje, że realne życie jest znacznie mniej bajkowe, to świat przedstawiony na jpeg-ach kusi. Bo i też nie każdy szczegół został wymyślony – piękni ludzie to nie tylko dzieła grafików, palmy rosną naprawdę, żądni wrażeń mogą pojechać nawet na Antarktydę. Słowem, te wspaniałości istnieją w naturze. Tyle że zwykle doświadcza się ich w skromnych dawkach, od czasu do czasu, i to właśnie tak miesza w głowach – w sieci nie bardzo widać, co dzieje się pomiędzy pocztówkowymi kadrami, dociera przede wszystkim kolorowa zabawa. Jak tu nie mieć wrażenia, że czegoś brakuje, że jest się gorszą w porównaniu do innych?

Tym bardziej, że własna szczerość nie zawsze się opłaca. Jak obnażysz w sieci swoją przeciętność, raczej nie znajdziesz zrozumienia. Nie, internetowa publiczność utwierdzi cię w przekonaniu, że tak, faktycznie masz niedostatki i z czym do ludzi, no naprawdę, tu nie ma miejsca na paździerzowych nudziarzy. Nie podoba ci się krytyka? No to po co tu wchodzisz, publikujesz, wystawiasz się na oceny? Wchodzisz do sieci, naucz się przyjmować szyderę. Trzeba mieć do siebie dystans.

Bo niepowodzenia, jeśli mają zostać przez internetową brać ‘docenione’, też muszą być podane w określony sposób. Jest od pewnego czasu, w kontrze do dyktatu idealności, moda na przedstawianie swojego życia jako pasma porażek – a to najgorsza pani domu, a to najbardziej zaśniedziała złota rączka, a to parodia zdjęć modelek w kuszących pozach. Czego się ci ludzie nie tkną, to spaprzą, na każdym kroku widać, jak daleko im do ideału, no słowem, mogliby posłużyć za wzorzec z Sevres, gdyby istniała oficjalna jednostka ludzkiej nieudolności. Ale nic to, oni zawsze na swoje ułomności reagują śmiechem, stać ich na autoironię, że patrzcie, co ze mnie za gamoń, no tylko boki zrywać. Są w swojej nieudaczności tacy fajni. I znowu, patrząc na to ma się poczucie porażki, że nawet jak się w moim życiu chrzani, to nie tak spektakularnie, ot zwykły ludzki upadek, a nie piękna katastrofa. Nie umiem nawet z wdziękiem i humorem przegrać.

Jest więc hiper-super albo totalna bylejakość, a przecież większość z nas żyje pośrodku. Ale właśnie dlatego, że ten środek jest taki powszechny, taki normalny, w sieci niespecjalnie jest dla niego miejsce. No bo co w tym interesującego? W końcu internet ma dostarczać rozrywki. Tyle że oglądając to na okrągło, traci się perspektywę, już nie ma poczucia przynależności do większej grupy, skrajności stają się normalnością – własna zwyczajność staje się czymś o wiele gorszym niż jest w rzeczywistości, powodem do wstydu i przygnębienia.

Moja racja najmojsza

Internet wypacza nam też ogląd rzeczywistości przez nadmiar stronniczych informacji. Wybór źródeł jest przeogromny, co zwiększa przekonanie o ich prawdziwości, zwłaszcza że ‘tylko u nas przeczytasz o…’, ‘tego nie dowiesz się z oficjalnych podręczników’, ‘o tym nie mówią mainstreamowe media’. Tak się jednak składa, że wirtualną rzeczywistość nader chętnie naginamy do własnego widzimisię – najchętniej wyszukiwane są opinie pod tezę. Zresztą, to nie tylko wina niechęci do zapoznania się z innymi poglądami – na wielu serwisach nowe teksty podrzucane są dzięki algorytmom, które wyszukują treści podobne do tych ostatnio czytanych.

Zatem, jeśli chce się znaleźć w sieci potwierdzenie dla własnych teorii, naprawdę nic prostszego. Kobiety są głupie? No jasne, że są! Internet ma na to mnóstwo niezbitych dowodów – mamy zdjęcia parkujących kaleczniaków (same kobiety), idiotyczne wpisy obnażające brak podstawowej wiedzy (same kobiety), filmiki obrazujące absurdalne zachowania (same kobiety). I już, taka jest prawda, baby są tępe, czarno na białym, potwierdzenia płyną ze wszystkich stron świata, to same sytuacje z życia wzięte. I oczywiście, że nie ma mowy o jakiejkolwiek tendencyjności w doborze materiałów źródłowych. To dowody z realu! Internet jedynie je upublicznia.

W ten sposób da się obśmiać wszystkich, których się nie lubi – katolików, feministki, prawaków, lewaków, mięsożerców i wegan. A że lubimy mieć swoje zdanie i się z nim zgadzać, to przez większość czasu obracamy się w określonych kręgach. W internecie ta jednostronność jest dużo łatwiejsza do osiągnięcia, bo w pracy trudno wyminąć koleżankę o skrajnie odmiennych poglądach, ale w sieci wystarczy zamknąć stronę z nielubianą treścią i po kłopocie. I im dłużej się przebywa w swoim kręgu, tym bardziej ma się wrażenie, że to jest normalność, a reszta to wypaczenia i margines. I że dokładnie to samo zobaczy się po odejściu od komputera. Partia X ma tak wysokie poparcie? Niemożliwe, przecież ja czytam tyle wpisów potępiających, 95 procent moich rozmówców wyraźnie jest przeciw, skąd więc ci zwolennicy? To musi być spisek!

    2 komentarze

  • Anna

    Tylko my już „jesteśmy” internetem

  • Marta z Mikrożycie

    Pisałam też o tym kiedyś u siebie i mam podobne odczucia, co do internetu i pokazywanej tam prawdy. Zresztą sama mam bloga, konto na Facebooku i Instagramie i prawa jest taka, że od pewnej kreacji własnej osoby nie ucieknę. Zabawne jednak wydaje mi się to, że zrzucamy na kolorowe magazyny winę o to, że wiele kobiet ma tak zaburzony obraz własnego ciała, a to właśnie „zwykłe dziewczyny” z Instagrama są moim zdaniem bardziej niebezpieczne w tym przypadku. Bo w gazecie to wiadomo, Photoshop itp., ale tutaj jest dziewczyna z mojego liceum i ona naprawdę ma sześciopak.
    Z drugiej strony jeśli się potraktuje to rozsądnie, takie zdjęcia mogą służyć jako inspiracja i motywacja. Chyba po prostu musimy się nauczyć mądrze korzystać z internetu – i obyśmy zdążyli, zanim przejdzie kolejną transformację.

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>