Jak dorośli stają się uzależnieni od smartfonów?
Ach ci młodzi! Wszyscy z nosami w telefonach, zero interakcji z drugim człowiekiem, zero zainteresowania prawdziwym światem dokoła… I niestety, w tym standardowym narzekaniu na młodych jest ziarno prawdy – korzystanie ze smartfona jest dla nich równie naturalne jak jedzenie i picie. Nie potrafią się bez niego obejść. Nie potrafią i nie chcą.
Smartfon z dostępem do internetu stał się po prostu urządzeniem, bez którego ciężko dzisiaj funkcjonować. A że jeszcze dostarcza masę rozrywki i da się go schować do kieszeni? Tylko głupi by nie skorzystał. Lecz owszem, rodzi to poważne zagrożenia. Myli się jednak ten, kto twierdzi, że to problem wyłącznie najmłodszego pokolenia.
Przeczytaj: Czym jest efekt FOMO?

Scrollowanie bez końca
Każdy, kto spędził w przestrzeni publicznej chociaż jeden dzień, poczyni taką obserwację: dziesiątki osób wpatrzonych w ekraniki swoich smartfonów, czy to na ulicy, czy w autobusie, kawiarni, podczas przerwy w pracy, na zakupach, nawet na spacerze w parku. Rozmów niewiele, bo nawet w grupkach znajomych ludzie zdają się być bardziej zainteresowani przeglądaniem telefonu niż własnym towarzystwem. Co jest z tymi młodymi nie tak???
Otóż nie jest to pytanie do końca uczciwe, bo chociaż młodzi rzeczywiście używają smartfonów przez kilka godzin dziennie, to starsi wcale nie mają powodów do demonstrowania takiej moralnej wyższości – osoby 30+ również siedzą w internecie niepokojąco długo, a telefon stał się naturalnym przedłużeniem ich ręki.
Smartfonoza dopada niezależnie od wieku, i ci sami dorośli, którzy tyle grzmią o „zepsutej młodzieży”, coraz częściej mają identyczny problem. O ile bowiem młodsze pokolenia faktycznie spędzają średnio więcej czasu online, kompulsywne scrollowanie staje się ulubionym zajęciem również wśród starszych. Choć może to już nie tyle lubienie, co nawyk – i to taki irytujący, szkodliwy, pożerający czas.
Czemu więc przyklejenie do telefonu utożsamiamy niemal wyłącznie z dzieciakami? To kwestia stylu – młodzi wydają się bardziej uzależnieni, bo żyją TikTokiem, wrzucają bazyliony selfie, głośniej przeżywają internetowe dramy, częściej mają FOMO bo „wszyscy z klasy widzieli”. Smartfonowa aktywność dorosłych z reguły jest „cichsza” – to bardziej grupki na Facebooku, oglądanie godzinnych wywodów na YouTube, przeglądanie wiadomości, zakupy, maile, WhatsApp. A kiedy dorośli wdają się w gorące awantury, to częściej są one banieczkowe, i dopóki ktoś tego nie wyniesie na zewnątrz, większość „starczych” dram umyka szerokiej publiczności.
Pokusa ciągłego sprawdzania
Różnica w czasie scrollowania nie jest wcale tak ogromna, jak to dorośli lubią sobie wmawiać. Po drugie – istotna jest też jakość tego czasu. Starsi wygodnie pomijają fakt, że dzisiaj smartfon to nie tylko odmóżdżająca rozrywka. Dziewczyna w autobusie, wpatrzona w telefon, może śledzić influencerskie bzdury, ale może też czytać noblowską literaturę, uczyć się do egzaminu, szukać informacji o przesadzaniu kwiatków, oglądać tutorial poświęcony szydełkowaniu.
Dorośli nie są z definicji mądrzejsi w sieci, a smartfon dodatkowo zaciera różnice – to nie komputer, który trzeba włączyć i który jest bardziej nieporęczny, tylko niewielkie urządzonko leżące dosłownie obok, wystarczy wziąć do ręki, dwa ruchy palcem, i wszystko wiadomo.
Dlatego za smartfony chętnie chwytają również seniorzy, bo można zabić czas podczas reklam w telewizji, szybko coś sprawdzić, wysłać wiadomość, pochwalić się znalezionym w lesie grzybem albo perfekcyjnie upieczonym sernikiem. Wnuczek pokazał, gdzie kliknąć, i teraz leci.
Systematycznie rośnie grupa użytkowników, którzy sięgają po smartfona przy każdej możliwej okazji, a wieczorem nie zasną bez dawki scrollowania. I co najsmutniejsze, przybywa seniorów, dla których internet w komórce to jedyny skuteczny sposób na walkę z samotnością, bo rodzina daleko, a będąc na emeryturze, masz wprawdzie więcej czasu wolnego, ale rzadziej spotykasz rówieśników, z którymi możesz nawiązać społeczne relacje.
Za moich czasów…
Często jednak smartfon wcale nie jest koniecznością – jest osobistym wyborem. Opcją atrakcyjniejszą, bo ok, ludzie fajni, ale na social mediach można mocniej pójść po bandzie, łatwiej podkręcić swój wizerunek, a imby toczone na grupkach wciągają bez reszty. Jest grupa osiedlowa, grupa dla rodziców przedszkolaków, dla działkowców, o gotowaniu, o renowacjimebli, o muzyce biesiadnej, o geopolityce – i wszędzie można swobodnie wyrażać własne zdanie. Do tego na mobilnym urządzeniu da się obejrzeć film albo mecz, posłuchać podcastu, poszukać idealnych butów na wesele. Jest od groma treści na praktycznie każdy temat, i to jeszcze dostępnych za darmo. Są gierki. Są miejsca, w których poczujemy się znacznie swobodniej niż towarzystwie żywych ludzi. Można napisać „gratuluję, ale moja córka studiuje prawo”.
Komputeryzacja życia jest po prostu pod wieloma względami bardzo fajna, i nie ma się co oszukiwać, że „my całe dnie spędzaliśmy na trzepaku, a nie przed komputerem” – bo jak tylko się te komputery pojawiły, prawie każdy je wolał od mitycznego trzepaka. To nie jest bowiem kwestia danego pokolenia – technologia uwodzi każdego, po prostu celuje w inne obszary, a wiek sam z siebie wcale tak bardzo nie chroni przed cyfrowymi zagrożeniami.
Wpływa natomiast na odbiór. Nastolatkowie, dzieci, młodzi dorośli są silniej przywiązani do wirtualnego świata, bo dla nich to coś, co istniało od zawsze, jak prąd, woda w kranie czy samochody. Głównym niebezpieczeństwem jest to, że do 25 roku życia mózg pozostaje w fazie rozwoju, dlatego nadmierne przywiązanie do smartfona istotnie może ów rozwój „upośledzić” – stąd m.in. trudności z koncentracją, z zapamiętywaniem, nieumiejętność radzenia sobie z nudą.
U dorosłych widać mniej przebodźcowania czystą rozrywką, jest raczej przeciążenie wielozadaniowością – starsi przez cały dzień przełączają się między pracą, życiem prywatnym, wiadomościami, social mediami, nie mogą się w pełni skupić na obowiązkach przez stale dźwięczące powiadomienia, lecz mimo stresu z tym związanego często nie potrafią bądź nie chcą odłożyć telefonów, no bo „trzeba trzymać rękę na pulsie”. A że strumień informacji zdaje się nie mieć końca, to mamy „jeszcze minutka”, „jeszcze tylko X”, „jeszcze tylko sprawdzę maila”.
Smartfon prawie jak wódka
Rzecz jasna nie każdy posiadacz smartfona jest nałogowcem, ale problem bez wątpienia istnieje. Mnóstwo ludzi, młodych i starych, używa telefonu zdecydowanie częściej niż powinni, a kiedy go nie mają przy sobie, czują dyskomfort. Sytuację komplikuje fakt, że smartfony rzeczywiście stały się niezbędne, ponieważ mamy w nich blika, apki bankowe, mObywatela, bilety, rezerwacje, kody do paczkomatu, zamawiamy w ten sposób Ubera albo zakupy z dostawą do domu. To już po prostu nie te czasy, kiedy dało się być ciągle offline bez
uszczerbku na komforcie codziennego życia.
I to właśnie rodzi pokusę, bo jak już zrobisz notatki, skończysz audiobooka albo raport do pracy, to czemu nie sprawdzić co w trawie piszczy? A jak już zanurkujesz do króliczej nory, ciężko się wygrzebać. Młodzi wyglądają na silniej uzależnionych od cyfrowej dopaminy, ponieważ ich zachowania są bardziej ekshibicjonistyczne, bardziej „próżne”, nastawione na robienie wrażenia, zdobywania popularności i lajków, żeby się pochwalić, pokazać, zbudować
tożsamość, szukać walidacji.
Z kolei dorośli znacznie rzadziej scrollują dla bodźców – zazwyczaj robią to w ramach ucieczki, chcą przestać myśleć o pracy, rachunkach, dzieciach, kolejnych obowiązkach, a że ich forma przeglądania internetu na ogół jest inna, łatwiej sobie zracjonalizować, że „ja tylko sprawdzam”, „ja tylko czytam wiadomości”, „to mi się przyda do pracy”, „to ważne”.
Dlatego ich pierwszy odruch po przebudzeniu to złapanie smartfona. Dlatego zabierają go ze sobą wszędzie – także do toalety. I podobnie jak młodzi, wpadają w dopaminową pułapkę, bo coraz trudniej się im skupić na jednej rzeczy – nawet oglądając ulubiony serial muszą scrollować telefon, to silniejsze od nich.
Nie dziwi więc, że specjaliści posługują się już terminem „fonoholizmu” – potocznie, bo nie widnieje to oficjalnie w kwalifikacjach medycznych jako jednostka chorobowa, pokazuje jednak skalę problemu. Że mamy do czynienia z poważnym zagrożeniem XXI wieku, które wymaga podjęcia jakichś kroków. Ale wbrew pozorom, na uzależnienie od technologii cyfrowych wcale nie są zagrożone jedynie nastolatki i młodzi dorośli, urodzeni w erze
internetu. To także starsi, bo oni mają pieniądze, stres, różne życiowe wyzwania, więc algorytmy ich kochają – kup, zamów, zainwestuj, pomyśl o dzieciach, zbuduj biznes, pokaż, że masz rację, obejrzyj chałkonia, zaangażuj się w politykę. I koniec końców, to nagle dzieci mówią: mamo, weź odłóż ten telefon.


Czy szefową można lubić?
Dlaczego kobiety są tak kiepskie w negocjowaniu podwyżek?
Czy kobiety bardziej dbają o wygląd domu?
„Metoda 5 minut” na zatrzymanie czasu. Dlaczego pielęgnowanie wspomnień to najtańsza i najskuteczniejsza forma dbania o dobrostan?
Dlaczego warto odwiedzić Marrakesz? Poczuj magię „czerwonego miasta”
Dlaczego praca zawodowa zmienia ludzi na gorsze?
Jak się zazwyczaj kończy romans w pracy?
7 naprawdę skutecznych metod nauki języków
Idealne lustro łazienkowe – co wybrać?
Kemping zamiast hotelu – 6 powodów, dla których warto zmienić przyzwyczajenia
Jak usunąć plamy z kurkumy?
Gdzie wyjechać na wakacje w marcu?
Łóżko kontynentalne 140 × 200 cm, czyli królewski sen na kompaktowym posłaniu
Praca zdalna dla kobiet – idealna opcja?
Czy projektor zamiast telewizora to dobry wybór?
Zostaw komentarz