Jak istotne dla związku jest robienie wspólnych planów?
Naprawdę ciężko jest wyczuć, zwłaszcza na początku znajomości, prawdziwe intencje drugiej osoby. W miarę upływu czasu można jednak wychwycić pewne subtelne sygnały, które sporo mówią o podejściu do stworzonej między dwójką ludzi więzi – to, co ukryte między wierszami, często bliższe jest rzeczywistości niż wygłoszona otwartym tekstem deklaracja.
O czym mowa? Ano choćby o tym, jak nasz partner widzi przyszłość. Czy ten temat u niego w ogóle istnieje. Oraz przede wszystkim – kto pojawia się w tych wizjach, „ja” czy „my”? Brak rozmów o wspólnej przyszłości może bowiem sugerować, że prawdopodobnie jej wcale nie ma, bo w parach raczej naturalne jest wspólne snucie planów, a nie koncentrowanie się wyłącznie na sobie.

Jak istotne dla związku jest robienie wspólnych planów?
Nie wiadomo, co będzie
Związki rzadko kiedy rozpadają się z dnia na dzień. Zwykle to proces, aż w końcu pojawi się ta kropla przelewająca czarę i następuje koniec. Analizując nieudany związek z perspektywy czasu, dostrzegamy, że sygnały o początku końca były. Może nie jakoś bardzo czytelne, ale były. Sęk w tym, że będąc w danej sytuacji „na żywo” naprawdę łatwo je przegapić lub wydają się one mało istotne. I jednym z takich prognostyków jest właśnie zerowe zainteresowanie tematem przyszłości. Nie ma żadnych nowych planów, żadnych marzeń we dwoje. Jak gdyby jutro nie istniało.
A kiedyś przecież było inaczej. Dużo mówiło się o tym, co zrobimy, gdzie pojedziemy, jak byłoby fajnie, gdybyśmy mogli, i tak dalej. Jak owo MY znika, to raczej nie bez powodu – jedna ze stron najpewniej przestała się emocjonalnie angażować. Para jeszcze jest razem, ale to tylko fasada, bo trzyma nie chęć bycia razem, a przyzwyczajenie, dziecko, kredyt, strach przed samotnością, wygoda. Wiadomo w głębi ducha, że to wkrótce padnie. Kwestia czasu, aż pojawi się odpowiedni impuls – może nowa osoba, może o to jedno rozczarowanie za dużo albo po prostu coś pęknie i nie będzie odwrotu.
Przy nowych znajomościach o charakterze romantycznym jest podobnie. Wiadomo, planowanie ślubu na pierwszej randce brzmi troszkę dziwne, niemniej już podczas pierwszych spotkań wiadomo mniej więcej, w którą stronę chciałoby się z tą znajomością skręcić. I jeśli jest na nadzieja na coś poważniejszego, to w głowie automatycznie się wyświetlają sielskie obrazki z nowym partnerem w roli głównej.
Można tego nie mówić głośno, ale te fantazje są. Są i dają o sobie znać jako gdzieś rzucone w formie luźnego komentarza do obserwowanej sytuacji. Coś w stylu „naszym dzieciom bym nie pozwolił chodzić z komórką do szkoły” albo „musimy pojechać do Włoch, spodobałyby ci się tamtejsze galerie sztuki”. Niby pierdoły, które oczywiście mogą nie mieć żadnego głębszego znaczenia, jednak rzadko kiedy wybiega się w ten sposób w przyszłość z osobą traktowaną mało poważnie.
Bo to jest właśnie jeden z przejawów emocjonalnego zaangażowania – nowy partner zostaje dopisany do scenariusza i to on pojawia się w marzeniach o wakacjach, to z nim popija się kawkę na tarasie budowanego w myślach domu, to on, jako hipotetyczny ojciec, klaszcze na przedstawieniu waszych dzieci, które zamierzasz wkrótce urodzić. I wreszcie, gdy związek okrzepnie na tyle, by można było przejść na wyższy level, zaczyna się te plany artykułować bardziej wprost. No chyba że druga strona nie podziela entuzjazmu i uparcie unika rozmów pt. „co dalej?”.
Żyjmy chwilą, w czym problem?
Niechęć do snucia planów to niekoniecznie musi być twardy dowód na zerowe zaangażowanie w związek, choć pewną przesłanką jest. Im dłużej bowiem trwa znajomość, tym mocniej sprecyzowany powinien być pogląd na nią. I jest jednak dziwne, gdy po wielu miesiącach spotykania druga strona wciąż nie wie jak będzie, a na każde pytanie o przyszłość odpowiada: zobaczymy. Bez konkretów, bez jakiegokolwiek planu.
„Zobaczymy jak się ułoży” to wygodny wykręt, żeby nie mówić wprost „nie”, ale też nie składać pustych deklaracji – w razie czego można powiedzieć „ja ci przecież niczego nie obiecywałem”. Przyszłość pod znakiem ciągłej niewiadomej to skuteczny sposób na zmanipulowanie drugiej osoby, bo nie ma że ktoś nie chce – chce, tylko nie teraz. Związek tkwi w zawieszeniu, a druga strona cierpliwie czeka, a że już tyle zainwestowała, nie warto się nagle wycofywać – choć zdecydowanie właśnie to powinno się zrobić.
Bo jakieś plany robi każdy, nawet jeśli lubi żyć chwilą. Nie musi być to jasny, rozpisany na drobne punkty harmonogram, ale chociaż mgliście wiadomo, czego się oczekuje. Są jakieś pragnienia, inspiracje, ambicje. Tylko niespodzianki, co życie właśnie przyniesie? Jasne, ale w przypadku więzi międzyludzkich to niezupełnie tak działa – możesz nie myśleć, gdzie wylądujesz za 10 lat, wiesz jednak, że chciałbyś mieć wtedy przy sobie bliskich, żeby z nimi się cieszyć, przeżywać chwile, znaleźć wsparcie i zrozumienie.
Gdyby chciał, to by wiedział
Niesprecyzowane plany na przyszłość potrafią zamieszać w głowie i wiele osób upatruje w nich swojej nadziei na lepsze jutro – bo nie odszedł, czyli coś musi czuć, po prostu trzeba mu dać trochę czasu. Łatwo w takich przypadkach usprawiedliwiać niechęć do robienia wspólnych planów, że on pewnie nieśmiały, albo że ona się kiedyś sparzyła, więc teraz woli być bardzo ostrożna. I spokojnie, w końcu się przełamie, nie warto naciskać, żeby nie spłoszyć.
Rzecz w tym, że tylko w naprawdę skrajnych sytuacjach ktoś się wzbrania przed wspólną przyszłością, mimo że kocha drugą osobę. Większość, kiedy czuje, że to ten właściwy partner, musi raczej się powstrzymywać przed nadmiernym entuzjazmem, żeby nie wyjść na desperata skłonnego oświadczyć się po miesiącu randkowania. Dlatego jeszcze nie mówi wszystkiego wprost, ale czuć w nim zainteresowanie przyszłością, czego dowodem są wspomniane wcześniej komunikaty w stylu „fajnie gdybyśmy kiedyś też mogli sadzić pomidory przed naszym domem”.
Bo nie jest tajemnicą, że wspólne cele, marzenia i podejmowane razem działania są tym, co spaja dwoje ludzi. Nawet kiedy z planów ostatecznie nic nie wyszło, wcale nie musi się to kończyć tragedią, ponieważ byliśmy w tym we dwoje i to był nasz plan, a teraz możemy stworzyć nowy. Mówiąc „chciałbym żebyśmy…” partner daje do zrozumienia, że nam ufa i to z nami chce iść dalej.
Rozbieżne oczekiwania
Ludzie tak mają, że kiedy czegoś autentycznie pragną, to ciągle o tym myślą i chętnie o tym rozmawiają. Mając u boku właściwego partnera zwykle nie chcą na nic czekać, nie muszą się latami upewniać, nie potrzebują „czasu do namysłu”, który w rzeczywistości jest głównie po to, bo odwlec w czasie nieprzyjemną rozmowę. A wspólne plany to już jakaś deklaracja, chyba że ktoś nie ma problemu z rzucaniem słów na wiatr. Ciężko zatem zrozumieć, czemu ktoś miałby tak uparcie migać się od tematu i złościć na pytania o przyszłoroczne wakacje czy wspólny najem mieszkania po czterech latach znajomości.
„Podoba mi się tak jak jest” brzmi przyjemnie, lecz po chwili znowu wraca pytanie – to dlaczego nie chcesz więcej? I czemu „więcej” miałoby popsuć to, co tak dobrze (rzekomo) funkcjonuje? Każda kolejna niejasna odpowiedź podsyca wątpliwości, bo fajnie, że teraźniejszość jest spoko, jednak w pewnym momencie życia niepewność przestaje być ekscytująca. Usprawiedliwienia brzmią coraz mniej wiarygodnie i powoli staje się jasne, że przyszłości razem z tego nie będzie.
Unikanie za wszelką cenę rozmów „o nas” najczęściej oznacza, że partner nie jest aż tak wkręcony w związek, i po paru miesiącach wykrętów powinna się w naszej głowie zapalić czerwona lampka. To, że do tej pory nie odszedł, nie musi wcale oznaczać wielkiej miłości – o tym dużo bardziej świadczyłoby właśnie planowanie co dalej. Oraz realizacja tych planów. A już zwłaszcza podejrzane powinny się wydać rozmowy sugerujące zbieżność pragnień, tylko z jakiegoś powodu „nie teraz” – jak wtedy, gdy on bardzo chciałby założyć rodzinę, a ty będziesz kiedyś świetną żoną dla kogoś, lecz dziwnym trafem nie dla niego.


Dlaczego wiążemy się z ludźmi, którzy wcale nie chcą stałego związku?
Randki po 30 mogą Cię zaskoczyć. Wyglądają inaczej niż wcześniej
Skąd bierze się popularność swatek?
Czy warto starać się o osobę, która jest już w związku?
Czy po ślubie naprawdę zawsze zmienia się na gorzej?
Czy brak urody przeszkadza w znalezieniu miłości?
Czy współczesne związki nie dają już mężczyznom żadnych korzyści?
Czy kobiety nie lubią, jak się im mówi przykrą prawdę?
Czy wspólny urlop to próba dla związku?
Czy naszyjnik z diamentem pasuje do każdego typu kolorystycznego?
Czy współczesne randkowanie wygląda inaczej niż kiedyś?
Czy mężczyźni naprawdę wolą głupsze kobiety?
Dlaczego niektórzy podrywają zajęte osoby?
Dlaczego mężczyzna nie chce ślubu, ale po rozstaniu bardzo szybko się żeni?
Kim jest almond mom?
Zostaw komentarz