Główne menu

Jak przepraszać? To sztuka, oj sztuka!

Przeprosiny to gest piękny, odważny i dojrzały, ale lepiej, gdy to ktoś inny, nie ja, musi się na nie zdobyć. Bo przepraszanie to piekielnie trudne zadanie. Przepraszać znaczy poniekąd przegrać. Przyznać się do porażki, błędu, słabości. Ukorzyć się przed przeciwnikiem, który w tym momencie przeżywa swoje chwile triumfu.

„Przepraszam” to słowo, które wielu osobom po prostu nie może przejść przez gardło, nawet gdy czują, że to jedyna słuszna reakcja na zaistniałą sytuację. Ale i wtedy, gdy szczerze chce się przeprosić, nie bardzo wiadomo jak to zrobić, jak pozbyć się poczucia winy i jednocześnie zadośćuczynić skrzywdzonej osobie. Czy jest w ogóle jakiś idealny sposób na okazanie skruchy?

Potrzebne, ale niechciane. Jak przepraszać?

Przeprosiny są po to, by oczyścić napiętą atmosferę, naprawić szkody wywołane nagannymi słowami bądź czynami. Przepraszając staramy się odzyskać czyjeś zaufanie, żeby ów ktoś nie myślał o nas źle i nie chował urazy, która może popchnąć do działań odwetowych. Osoby, które nie potrafią zdobyć się na taki gest, zwykle mają problem z nawiązywaniem normalnych stosunków międzyludzkich, co jeszcze bardziej napędza ich upór, by pod żadnym pozorem nigdy nie przyznawać się do błędu.

Umieć przepraszać to postawa szeroko chwalona, dowód na dojrzałość, na cywilną odwagę. Tak robi człowiek honoru, prawdziwie silny i prawy, kto nie musi maskować kompleksów agresją i pójściem w zaparte.

Jednak w głębi ducha przeprosiny wcale nie jawią się jako szlachetny gest, jeśli to właśnie ja jestem sprawcą nieszczęścia. Często fakt, że kogoś trzeba przeprosić, traktuje się jak osobistą porażkę. Więc próbuje się te przeprosiny skonstruować tak, by zachować choć resztki twarzy, by nie wyjść na kogoś, kto musi skamleć o przebaczenie, uginać karku przed drugim człowiekiem. Owszem, pokrzywdzony ma swoje racje, ale… czy nie dałoby się tego załatwić w jakiś mniej upokarzający sposób?

Jak ja mogłabym się mylić?

Oczywiście to nie tak, że zawsze przepraszający ma się za największego przegranego na Ziemi, niemniej rzadko kiedy ta czynność jest miła sercu. Pierwszą reakcją jest zwykle bunt, i jest on jak najbardziej zrozumiały – jako ludzie lubimy myśleć o sobie dobrze i minimalizować własne przewiny. Jako strona przepraszająca jesteśmy stroną w pewnym sensie pokonaną i słabszą. Co innego, gdy krzywda dosięgnie nas, wtedy kryteria oceny są dużo, dużo surowsze.

W przeprosinach kluczowe jest zrozumienie popełnionych błędów, lecz kiedy zaczyna się je analizować, często odzywa się wewnętrzny głos krzyczący „to nie było aż takie straszne, bez przesady, nic wielkiego się nie stało, o co to całe zamieszanie?!”. W takim momencie lepiej darować sobie płomienne przemowy, ponieważ poczucie niesprawiedliwości każe się skupić właśnie na szukaniu najróżniejszych wymówek, a nie na sednie problemu.

Mózg musi przetrawić ten nieprzyjemny komunikat: zachowałam się karygodnie, nie jestem ideałem i teraz muszę oznajmić to na głos. Ale bez tego przeprosiny nie będą wartościowe, wszak chodzi w nich dokładnie o to, o odpowiedzialność za własne uczynki i świadomość dokonanej krzywdy.

Wiem, że postąpiłam niewłaściwie

Dobre przeprosiny jasno wskazują, kto jest winowajcą. Przepraszający wie, co ma na sumieniu, i wie, dlaczego komuś sprawiło to taką przykrość. Nie tłumaczy się przymusem, okolicznościami, złą pogodą i czymkolwiek innym – to ja zachowałam się nie w porządku i tyle, nie ma co szukać kozłów ofiarnych. Po prostu przepraszam. Przykro mi.

Takie postawienie sprawy pokazuje, że winny naprawdę żałuje swojego zachowania czy rzuconych w gniewie słów. Szczerość w przeprosinach to podstawa – trzeba uczciwie wytłumaczyć się przed sobą i przed tą drugą osobą. Bez żadnego „ale”.

jak przepraszać

Warto też zaznaczyć, że rozumie się czyjeś uczucia, ma się świadomość tej rany – całkiem łatwo to sobie wyobrazić, stawiając siebie w omawianej sytuacji, tym razem po stronie ofiary. Empatyczne osoby w mig pojmą, dlaczego czyjaś reakcja była taka, a nie inna, i że nie bez powodu ktoś oczekuje przeprosin. Do tego dochodzą jeszcze dodatkowe czynniki, jak stara trauma, złe doświadczenia z poprzednich związków, duże przywiązanie do określonych wartości – nawet gdy nie do końca się je rozumie czy podziela, z szacunku do tej osoby powinno się wziąć je pod uwagę.

Przepraszam wszystkich urażonych. Jak przepraszać?

W przeprosinach wcale nie chodzi o to, by kajać się godzinami i podawać milion argumentów, bo taki słowotok zazwyczaj brzmi nieszczerze i zupełnie pomija to, co w całym sporze jest najważniejsze. A dzieje się tak na ogół wtedy, gdy przeprasza się pod przymusem lub bez wcześniejszego rachunku sumienia – kłopotliwą sytuację chce się po prostu zagadać, tak żeby ostatecznie nie wziąć pełnej winy na siebie.

Pseudo-przeprosiny to standard, gdy nie dostrzega się absolutnie niczego niestosownego we własnym postępowaniu. Widać to często w mediach społecznościowych i w przestrzeni publicznej – ktoś przeprasza, ponieważ jest pod presją otoczenia, ale ni w ząb nie rozumie całego zamieszania. Bądź wręcz twierdzi, że to zamach na jego światopogląd, no ale polityczna poprawność, to trzeba zareagować.

I przeprosić tych, co poczuli się urażeni. Tyle że „przepraszam, ale…” nie załatwia sprawy. Formalnie „przepraszam” padło, lecz w takiej formie, że pokrzywdzeni wcale nie czują się lepiej, bo wyszło, że nie mają dystansu, są przewrażliwieni i mają dziwny system wartości. Więc niech będzie, bardzo mi przykro, skoro dotknęło to was do żywego z jakiegoś niezrozumiałego powodu. Macie, nażryjcie się tymi przeprosinami – to oczywiście nie pada, ale ton wypowiedzi jest właśnie mniej więcej taki. Przeproszę, ale przy okazji trochę poszydzę.

A bo ty zawsze…

Również w prywatnych rozmowach niby-przeprosiny dość często dryfują w takim kierunku. To były żarty, ale po co tak na poważnie, ojeju, już nic nie wolno powiedzieć, bo zaraz obraza majestatu. Skrucha jest udawana, z czystego wyrachowania, co zresztą druga strona przeważnie wyczuwa, dlatego przeprosiny zostają przyjęte, ale burza ciągle wisi w powietrzu. Temat nie został zapomniany i prędzej czy później powróci, w jeszcze gwałtowniejszej formie.

To wyjątkowo perfidna forma przeprosin, ponieważ sprawca teoretycznie uznaje swój występek, ale stara się zrzucić przynajmniej część winy na osobę poszkodowaną. To bardziej szukanie wymówek, tłumaczenie złego zachowania „prowokacjami” drugiej strony. „Przykro mi, ale ty to i tamto” wcale nie brzmi, jakby było komuś naprawdę przykro. Raczej jak ukryty wyrzut – widzisz, do czego doprowadziłaś, co z tobą jest nie tak, dlaczego zawsze szukasz dziury w całym? I jeszcze wygodnie można zamknąć ofierze usta – no przecież przepraszam, jeszcze ci mało, czego ty chcesz ode mnie?

Płynące z serca przeprosiny nie powinny się koncentrować na zachowaniu osoby przepraszanej, bo to sugeruje, że tak na dobrą sprawę nie zrobiło się niczego nagannego, tylko ona jest przewrażliwiona i czepia się bez powodu. A to też nie brzmi jak przeprosiny. One nie mogą być oskarżycielskie ani stawiać warunków, na zasadzie: przeproszę, jeśli ty zrobisz to, na czym mi zależy.

Wmawianie skrzywdzonej osobie, że sama jest sobie winna, jest bardzo toksyczne i często szkodzi bardziej niż milczenie. Robi się z tego jakaś chora próba sił – dobra, ja zacznę, wyciągnę rękę, ale już zaraz pożałujesz, że mnie do tego zmusiłaś, sama zobaczysz co z ciebie za ziółko, to ty za chwilę będziesz prosić o przebaczenie. To nic innego jak manipulacja, by ofiara poczuła się głupio. Ułagodzić kogoś i zarazem nie dać mu żadnej satysfakcji, a to się przecież kłóci z całą ideą przepraszania.

Nieszczere przeprosiny, po których zostaje niesmak, zwykle ciążą także osobie, która zawiniła. Bo czuje ona, że to był zwykły teatrzyk, który niczego nie rozwiązał, nie przyniósł nikomu ulgi, jest jak było, a może nawet jest gorzej. Po fałszywych przeprosinach nikomu kamień z serca nie spada, jeśli więc nie umiemy się przemóc, by uczciwie wyznać popełniony grzech i wziąć za niego odpowiedzialność, to chyba lepiej w ogóle darować sobie poruszanie tego tematu. I przy okazji zastanowić się, dlaczego jest z tym taki kłopot.

Pogódźmy się

Kolejny krok to chęć pogodzenia się z drugą osobą. Szczerość bardzo do tego przybliża, bo choć nie od razu zapomina się o przykrym wydarzeniu, to jednak dzięki niej dużo łatwiej komuś wybaczyć. Ból jest mniejszy, gdy widać, że komuś autentycznie jest przykro, chce to naprawić, stara się, jego słowa nie były puste.

Po przeprosinach warto zapytać, co można zrobić dla drugiej osoby, jak chciałaby zostać wynagrodzona za doznaną krzywdę, czego teraz oczekuje. I obiecać, że to się więcej nie powtórzy. To dobra chwila, by poprosić o wyjaśnienie, co drugiej osobie sprawia ból i dlaczego coś wydaje się niefajne, bo ludzie mają różną wrażliwość i nie zawsze nawzajem się rozumieją, a żeby uniknąć w przyszłości podobnych kłopotów trzeba wpierw wiedzieć, co jest ich przyczyną. Z drugiej strony, lepiej nie porywać się na obietnice trudne do spełnienia, bo deklaracja wielkiego gestu brzmi pięknie, ale prowadzi do gorzkich rozczarowań, kiedy nie uda się słowa dotrzymać.

I dobrze mieć na uwadze, że przeprosiny nie wymazują przeszłości. Mają ją naprawić, ale mleko się już rozlało i nie każdy umie po pięciu minutach się z tego otrząsnąć. Tymczasem wiele osób wychodzi z założenia, że skoro zdobyli się na taki gest, to przeproszona osoba powinna im teraz ładnie podziękować i jakoś się odwdzięczyć.

Nie daj się wmanewrować

Na przeproszoną osobę nie wolno naciskać, zmuszać ją, by nagle wszystko wróciło na dawne tory, żądać pełnego przebaczenia. Nie o to chodzi. Jest jednak pewien problem – bywa i tak, że przeprosiny stają się elementem rozgrywek, na przykład w związku.

Zdarza się, że kłótnie są zawsze przez jedną tylko osobę. To ona zawsze musi przepraszać. Ponosić karę niewspółmierną do winy. Musi brać całą odpowiedzialność na siebie, pierwsza wyciągać rękę na zgodę, szukać sposobów, by ugłaskać „ofiarę”. A kiedy przeprasza, musi się gęsto tłumaczyć, żebrać o łaskę – drugiej stronie wcale nie chodzi o sprawiedliwość, ile o upokorzenie, demonstrację swojej przewagi.

To ważne, by umieć przyznać się do błędu, ale pod warunkiem, że to naprawdę nasz błąd. Nie warto poświęcać się „dla dobra związku” – to żadne dobro, gdy jedna strona wykorzystuje emocje drugiej, stawiając się w roli sędziego i kata.

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>