Główne menu

Jak rozmawiać o pieniądzach?

Gdy wypływa temat pieniędzy, najczęściej robi się niezręcznie. Wstyd przyznać się, że ich nie ma, ale i chwalić się nimi jakoś głupio. Kto stwierdzi, że kasa jest dla niego bardzo ważna, wyjdzie na płytkiego materialistę, ale powiedz, że nie ma żadnego znaczenia, to nazwą Cię hipokrytą. Dlatego najlepiej, wzorem prawdziwych dżentelmenów, o pieniądzach nie rozmawiać wcale.

Tylko czy dzięki temu nabierze się do nich zdrowego podejścia? Raczej nie, bo choć dyskrecja w temacie pieniędzy bywa niekiedy wysoce pożądana, to robienie z nich tabu niczemu tak naprawdę nie służy. Bo cóż złego jest w chwaleniu się finansowym sukcesem? No tak, to rzekomo żadna wartość. Tylko dlaczego właśnie pieniądze są na czele listy rzeczy, których bliźnim zazdrościmy najbardziej?

Forsa nie ma znaczenia

Z pieniędzmi jest trochę jak z wyglądem. Nie, nie, absolutnie nie ma to znaczenia, są rzeczy dużo ważniejsze, tylko ludzie powierzchowni i mało wartościowi zwracają uwagę na ładną buzię i grubość portfela. Dużo zer na koncie nie jest przecież gwarancją udanego życia, miłości za pieniądze nie kupisz, nie staniesz się dzięki nim człowiekiem z klasą. Koncentrowanie się na kasie to dowód na emocjonalne ubóstwo, a im więcej jej masz, tym bardziej niemoralny się stajesz.

Tyle że gdy przychodzi co do czego, to właśnie pieniądze budzą często największe pożądanie i mało czego innym zazdrości się tak mocno, jak finansowego powodzenia. Bo większość ludzi skrycie marzy, by wreszcie opływać w dostatki. Poradniki w stylu „jak zarobić milion” cieszą się o wiele większym zainteresowaniem niż książki prowadzące do duchowego rozwoju. Oczywiście, nie wszystkim chodzi o to, by mieć złotą muszlę klozetową i podpalać kubańskie cygara studolarówkami, często to po prostu pragnienie życia bez stresu, bez widma niezapłaconych rachunków i ściskającego za gardło kredytu hipotecznego. Ale to także pokazuje, że pieniądze nie są wcale tak błahą sprawą, jak to wielokrotnie próbuje się przedstawić. I dlatego sukces innych stoi kością w gardle, bo im to dobrze, nie miga im przed oczami stale wydłużająca się lista niezbędnych sprawunków, oni nie znają tego strachu. A to wydaje się strasznie niesprawiedliwe.

Stąd zasada, by nie wypytywać w towarzystwie o zarobki i wydatki, chwalenie się własnymi jest tak samo w złym tonie. Ale czy zawsze należy zachowywać taką wstrzemięźliwość? Fakt, ostentacyjne obnoszenie się drogimi gadżetami i opowiadanie o wakacjach w luksusowym kurorcie z dokładnym podawaniem cen za wyszukane posiłki trochę w oczy razi, dlaczego jednak nie wolno mi opowiedzieć o tym, że kupiłam sobie wymarzoną, skórzaną kanapę i te przecudne, czerwone szpilki? Co niestosownego jest w zdaniu: zrobiłam super projekt, dostałam premię i wreszcie zmieniam samochód? Niczego nie ukradłam, nikogo nie oszukałam, zarobiłam ciężką pracą. I teraz nie wolno mi o tym nawet wspomnieć?

jak rozmawiać o pieniądzach

I co z tego, że zarabiasz?

Pieniądze to o tyle śliski temat, że do życia potrzebują ich wszyscy, dlatego umiejętność ich zarabiania jest jakimś tam wyznacznikiem wartości człowieka. Nie jedynym, to na pewno, co jednak pomyślimy sobie o rodzicach, których dzieci nie dojadają i chodzą w ubraniach z PCK? Oczywiście, bieda nie jest zawsze wynikiem lenistwa, ale mimo wszystko, każdy pewnie wolałby trafić na rodziców, którzy nawet w trudnych czasach potrafią zapewnić normalne warunki do życia. Ktoś zaradny, bystry, ze smykałką do interesów ma po prostu łatwiej, i jego najbliżsi zazwyczaj też.

Lecz osoby, które umieją robić pieniądze, budzą bardzo niejednoznaczne uczucia. Podziwia się ich, że potrafią zrobić coś z niczego, i jednocześnie zazdrości. Niekiedy tak mocno, że z zalety robi się wadę – no patrz, ten to matkę, by sprzedał, żeby zarobić, na wszystkim kasę trzepie, pazerny jaki, i tylko zmienia te samochody, a żonie pomoc najął, żeby się sama nie męczyła, oj w głowach się przewraca. Zupełnie jak ten obrzydliwy kupiec z XIX-wiecznej powieści, z kasą w miejscu mózgu.

Złościć potrafią nawet drobne przejawy zdrowego rozsądku przy wydawaniu pieniędzy, to na przykład, że ktoś korzysta z promocji, ciągle szuka okazji, drobiazgowo rozlicza się co do grosza, no chytrus taki, nie ma gestu. A to, że pod koniec roku jego zapobiegliwość przynosi efekty, bo nie musi się zapożyczać, żeby urządzić święta, kupić prezenty i spędzić Sylwestra w miłym miejscu wkurza jeszcze bardziej. No tak ciskać w oczy swoją zaradnością i dyscypliną!

No właśnie, dlaczego ktoś opowiada o swoim sukcesie? Chce pokazać, że coś osiągnął, czy chodzi mu jedynie o upokorzenie tych, którym ta sztuka się nie udała? Kto się chełpi bez umiaru, na każdym kroku podkreśla swój finansowy status i daje do zrozumienia, że szanuje tylko tych z wysokimi dochodami, jest przeważnie nie do zniesienia. Ale gdy wspomni się o własnych osiągnięciach od czasu do czasu, bez tonu wyższości? Nie, też nie wolno, gdyż można urazić tych mniej zaradnych i mniej pracowitych, choć to przecież nie wina tego chwalącego się, że reszcie się nie poszczęściło.

Jak to powiedzieć?

Sprawę komplikuje fakt, że w zależności od rozmówcy temat pieniędzy powinno się poruszać nieco inaczej. Dorośli nie muszą ukrywać przed dzieckiem, zwłaszcza tym nastoletnim, że w domu krucho, dlatego nie da się kupić tego i tamtego, tymczasem masa rodziców zaciska zęby i ostatkiem sił nabywa jakieś dobra, co może przyzwyczaić dzieci do tego, że pieniądze biorą się z nieba i bez wysiłku, a wartość człowieka budują gadżety. Albo wylicza się potomkowi każdą wydaną na niego złotówkę, żeby smark wiedział, ile trudu wymaga jego wychowanie i lepiej niech okaże swoją wdzięczność w określony sposób.

W związku wskazana jest pełna otwartość, chyba że para ustali sobie, iż każdy odpowiada wyłącznie za siebie i nikomu nic do tego, co drugie ma na koncie. Im więcej niedomówień, tym silniejsze poczucie niesprawiedliwości, że inwestuje się we wspólną przyszłość pokaźniejsze środki. I czy w ogóle zarobki mogą decydować o układzie sił?

W pracy liczą się konkrety i nie ma tu miejsca na fałszywą skromność. Wśród znajomych liczy się z kolei wyczucie, bo to jednak trochę nie w porządku, wpaść do zadłużonej po uszy koleżanki na kawę, by opowiedzieć, jak to właśnie pół pensji przepuściło się na duperele.

Skąd się wziął mój sukces?

Demonizowanie pieniędzy i sukcesów z nimi związanych kończy się tym, że kompletnie nie wiemy, jak ten temat ugryźć. Większość brzmi jak czcze przechwałki albo udawana na siłę skromność, choć tak naprawdę wystarczy pamiętać o kilku zasadach:

  • mówić o konkretnych wydarzeniach, a nie ogólnikach (np. „miałam najlepszy projekt i wygrałam ten konkurs” zamiast „jestem najlepszym architektem”);
  • nie umniejszać innych ludzi, czyli żadnych „och, dla mnie to była pestka, ale głąby do dzisiaj się męczą, żeby dojść do mojego poziomu”;
  • docenić pomoc z zewnątrz („gdyby nie wsparcie rodziców, rozkręcenie firmy pewnie zajęłoby mi dwa razy więcej czasu”);
  • nie przesadzać z samozachwytem, ale i nie udawać, że to nic takiego.

O ile jednak w rozmowach twarzą w twarz można wyczuć czyjeś intencje, tak w internecie, tej kopalni ekshibicjonistów i atencjuszy, łatwo kogoś posądzić o tani szpan. I łatwo dać mu to dobitnie do zrozumienia. Bo oczywiście, że są w sieci osoby, które celowo drażnią biedniejszych od siebie, nawet się ze swoją pogardą nie kryją, i przez nich rykoszetem obrywa się też tej normalniejszej reszcie. Do tego stopnia, że gdy ktoś w miarę często wspomina o pieniądzach albo wrzuca fotki sugerujące, że żyje mu się nieco lepiej niż tym zarabiającym średnią krajową, bardzo szybko tworzy się grupa prześwietlająca jego przeszłość, i to z uporem godnym GRU. A jakaż satysfakcja, gdy uda się przyłapać chwalipiętę na czymś zdrożnym! Można teraz pisać, że tak, ma powiązania z firmą, która zabija delfiny albo wyzyskuje małe dzieci w Bangladeszu, no ale czego się spodziewać po lasce pozującej na tle sportowego samochodu.

Chwalić biedę

Bogaci i biedni byli zawsze, ale kiedyś można było się pocieszać, że tych gorzej sytuowanych było więcej. Dzisiaj można odnieść wrażenie, że to w luksusie żyje większość, oczywiście z wyjątkiem mnie. To zaś sprzyja gloryfikacji biedy i przypisywaniu bogatszym od siebie samych najgorszych cech. Ma kasę? Pewnie zepsuta moralnie. Że niby zarobiła uczciwie? O, tu mi czołg jedzie. Wcale jej się ten majątek nie należy.

Przez brak szczerych rozmów o pieniądzach mnóstwo osób nie ma w ogóle pojęcia o wartości pracy oraz skali jej „ciężkości”. Zamożni są po prostu darmozjadami, nie znają życia, mają zawsze z górki. Kradną i oszukują, te bajeczki o głowie do interesów i podnoszeniu kompetencji mogą wciskać reszcie naiwniaków. A ci co protestują o wyższe płace? Wiadomo, roszczeniowi, na co oni narzekają, no ja też bym chciała jeść sushi na obiad i mieć torebkę z Burberry, taka to ich bieda!

Każdy przegrany mecz polskiej kadry kończy się gorącą debatą o skandalicznie wysokich zarobkach piłkarzy, na które oni rzecz jasna sobie nie zasłużyli. Aktor grający w reklamie? Sprzedał się, wiecznie mu mało. I jakim prawem autor tego pseudoliterackiego gniota ma tak dobre wyniki sprzedaży i jeszcze sponsor podarował mu nowy samochód? Niebywałe, jak niektórym los daje wszystko za darmo, a ci uczciwi, bez układów, za to z twardymi zasadami, muszą żyć od pierwszego do pierwszego.

Możesz tak jak ja

To, dlaczego ludziom się nie przelewa, ma mnóstwo przeróżnych przyczyn, ale bardzo ciężko jest się z tymi problemami uporać, jeśli w przestrzeni publicznej dominują w zasadzie tylko dwie teorie: bieda jest szlachetna, a bogaci swój majątek zawdzięczają machlojkom albo bieda jest wyłącznie Twoją winą, jesteś nieudacznikiem, pasożytem, bez talentu, charakteru i silnej woli. A receptą na sukces jest głównie pseudomotywacyjny bełkot bez żadnej merytorycznej treści.

Stosunkowo niewiele się mówi o tym, by uczynić z zazdrości inspirację, a takich właśnie ludzi słucha się najchętniej – najmniej drażnią ci, którzy pokazują swoje osiągnięcia i jednocześnie przekazują konkretne porady, które faktycznie można zastosować w swoim życiu. Nie zachęcają słownie do pracy nad sobą, ile dają przykład własnym postępowaniem. Nie patrzą z góry, ale i nie litują się nad biednym plebsem. Nie przedstawiają się jako chodzące ideały – są lepsi w jakiejś dziedzinie, lecz wciąż są tylko ludźmi.

Podobnie jest wśród znajomych. Najgorszy jest mentorski ton, uwagi w rodzaju „ja na twoim miejscu zrobiłabym to lepiej’, krytyczne komentarze pełne dezaprobaty i nieprzyjemnego zdziwienia, że dorosły człowiek może być tak niekumaty. Oraz przypominanie (które brzmi jak wytykanie) gorszej sytuacji finansowej, czyli nie „przy Twoich zarobkach, lepiej rób zakupy w X”, a raczej „w X mają fajne ceny, sprawdź sobie”.

To nie powód do wstydu

Osoby z pokaźnym kontem są na cenzurowanym, ale to wcale nie znaczy, że warto się przyznawać do finansowych kłopotów czy w jakikolwiek sposób sugerować, że mnie na coś nie stać i muszę oszczędzać. Co to, to nie, nie należę do kasty próżniaków, ale i nie muszę liczyć się z każdą złotówką. Efekt? Czasem głupio zapytać o jakieś ważne sprawy, które mogłyby ułatwić życie, a ponieważ druga strona często myśli tak samo, pewnie poczułaby się dotknięta takim indagowaniem. Bo wyobraźmy sobie, że ktoś mieszka w Wałbrzychu i spotyka dobrą koleżankę, która przyjechała z Warszawy odwiedzić rodziców. Ten ktoś też myśli o wyjeździe, ale to nie takie hop siup, a tu właśnie ma żywą osobę, która tego dokonała, czy może być lepsze źródło informacji? Więc pyta: ile kosztuje mieszkanie, co z dojazdami, jak wyglądają wydatki na jedzenie, czy da się coś z pensji odłożyć? I co druga strona ma odpowiedzieć? Przyznać się, że lekko nie jest, czy zapozować na człowieka sukcesu? I czy naprawdę są to aż tak nietaktowne pytania?

Cywilizowana rozmowa o pieniądzach jest potrzebna, bo bez tego ciężko jest ogarnąć świat transakcji finansowych. Głupio prosić o pożyczkę. Głupio upomnieć się o jej zwrot. Ciężko przyznać, że za jakąś poważniejszą usługę czy pomoc chciałoby się tyle a tyle pieniędzy, więc zamiast tego robi się coś za darmo albo jakiś zbędny prezent, przeklinając w duchu własne frajerstwo. Nie wiadomo jak powiedzieć, że uprzejmość względem znajomych ma swoje granice i to, że prowadzi się myjnię samochodową nie oznacza, że każdy znajomy może sobie pucować auto za darmo, po koleżeńsku.

Wstydliwe podejście do pieniędzy prowadzi wręcz do tego, że nie umiemy zapytać, ile zarobimy w przyszłej pracy, niemal udając, że zarobki kompletnie nie są powodem, dla którego staramy się o angaż. Potem niezręcznie poprosić o podwyżkę. I tak zostaje tylko złość na tych, którzy podobnych skrupułów nie mają. Może czas najwyższy zacząć brać z nich przykład?

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>