Główne menu

Jak się dzisiaj chodzi na randki? Współczesne randkowanie

Ciężko zacząć związek bez chodzenia na randki. To naturalny wstęp do czegoś poważniejszego, ale dokładnie tak samo jak romanse i małżeństwa, randki przeszły w ciągu ostatnich dekad prawdziwą rewolucję. I nie brak głosów, że zmiana jest wyraźnie na gorsze – jest coraz mniej romantyzmu, dobrych manier, zaangażowania. Ot, zaliczyć wyjście i wyciągnąć z niego najwięcej korzyści wyłącznie dla siebie. Czysta konsumpcja.

Ale czy rzeczywiście mamy czego zazdrościć swoim przodkiniom? Ludzie starej daty wydają się bardziej romantyczni, gdy się jednak spojrzy z bliska to widać, jak strasznie byli skrępowani konwenansami i jak często ich wybór był tak naprawdę wyborem innych. Więc może współczesne randkowanie nie jest wcale tak złe?

Randka we dwoje?

Choć miłość jest stara jak świat, to zakochani chodzą na randki tak naprawdę od niedawna, przynajmniej gdy mowa o randkach w takim współczesnym rozumieniu. Wcześniej przyszli małżonkowie spotykali się pod czujnym okiem wszelkiej maści przyzwoitek, rzadko kiedy spędzali czas sam na sam, bez żadnych świadków, a jeśli do tego dochodziło, przeważnie kończyło się skandalem.

Konkurent musiał oficjalnie wyrazić chęć spotkania się ze swoją wybranką, zapytać o zgodę rodziców, a podczas randki trzeba było zrobić dobre wrażenie nie tylko na dziewczynie, ale i na całym otoczeniu, które bacznie obserwowało postępy. Do tego raczej nie do pomyślenia była schadzka z kimś z zupełnie innego kręgu, co mocno ograniczało wybór.

Ten społeczny nadzór w pewnym sensie dodawał randkom uroku, bo jak wiadomo, zakazany owoc kusi. Kradzione pocałunki, ściskane ukradkiem pod stołem dłonie, przypadkowe muśnięcie palcami – to wszystko smakowało bardziej, gdy było trudno dostępne. Dostarczało niesamowitych emocji, ale… tylko wtedy, gdy młodzi faktycznie darzyli się uczuciem. To zaś wcale nie było takie oczywiste.

Dziewczyna z posagiem

Mówiąc o dawnych czasach, często zapominamy, że w sprawach damsko-męskich panowało kiedyś chyba jeszcze większe wyrachowanie niż teraz. Większość małżeństw nie opierała się na miłości – ich podstawą były kwestie jak najbardziej praktyczne. Co gorsza, kobieta nierzadko była ‘dobrem nabytym’, miała wnieść do nowej rodziny posag, wypełniać określone obowiązki i zapewnić mężczyźnie potomstwo, jej uczucia nikogo nie interesowały. Mało to romantyczne.

Uwodzenie? Przemyślne podchody? Zdobywanie kobiety ‘po rycersku’? Nie zawsze wyglądało to tak filmowo. Dzisiaj strasznie irytujące wydają się randkowe przesłuchania, wypytywanie o zarobki, stanowisko, samochód, metraż domu. Ludzie wydają się płytkimi materialistami, tymczasem to właśnie nasi przodkowie na pierwszym miejscu stawiali interes i dosłownie handlowali swoimi dziećmi, wystawiając je niczym na targu – to moja córka, tyle i tyle warta, bierz pan, widzisz, że ładna i robotna.

Wystarczy poprzeglądać przedwojenną prasę i ogłoszenia matrymonialne, w których jasno i rzeczowo przedstawiano swój wkład (zdrowa, przystojna brunetka z dwupokojowym mieszkaniem i na dobrej posadzie) oraz oczekiwania (kawaler z zasadami, najlepiej oficer, z większym kapitałem). Oczywiście, romantycy też się trafiali, niemniej bardzo często układ handlowy wygrywał z miłosną chemią.

współczesne randkowanie

Biznesowe podejście do związków nie było zresztą najgorsze, bo przynajmniej obie strony wiedziały na co się piszą. Większym problemem były spotkania, na których ‘poważne zamiary’ służyły wyłącznie za przykrywkę do celów jak najbardziej niecnych – i dawniej spotykało się bawidamków nawijających makaron na uszy, byle tylko zaciągnąć niczego nieświadomą dziewczynę gdzieś w ciemny zakątek i po wszystkim porzucić.

Więcej dostępnych opcji

Trzeba jednak przyznać, że tak ogólnie to randki kiedyś były większym wydarzeniem, bo kontakt z płcią przeciwną pozostawał ograniczony – dziewczyny zwykle chodziły do szkół żeńskich, chłopcy do męskich, w pracy też zazwyczaj pracowało się w jednopłciowym gronie. Najłatwiej było nawiązać kontakt na wspólnej zabawie, te jednak nie odbywały się codziennie. A do wielu lokali, gdzie ewentualnie dałoby się kogoś poznać, porządnym dziewczynom po prostu nie wypadało chodzić.

Ale z czasem oba światy zazębiały się coraz bardziej, płciowe podziały przestały być tak wyraźne, nawiązywanie znajomości stało się łatwiejsze. Rewolucja seksualna i wprowadzenie na rynek pigułki antykoncepcyjnej dało kobietom znacznie więcej swobody i to zachęciło je do wyjścia poza konserwatywny schemat. Kobiety zaczęły, podobnie jak mężczyźni, szukać przygód.

Niektórych to gorszy, ale bez wątpienia rozluźnienie obyczajów ma swoje plusy. Przede wszystkim zwiększył się wybór. Nie ma już kandydatów narzucanych przez rodziców i nie trzeba się ograniczać wyłącznie do swojego zamkniętego środowiska. Opinia wciąż jest ważna, ale raczej nie zepsuje jej to, że chodzi się na randki z różnymi mężczyznami. Wolno się pocałować, objąć, powiedzieć coś sprośnego, złapać za nogę.

Jasne, można powiedzieć, że ten większy przerób zachęca do powierzchownych ocen i zbyt konsumpcyjnego podejścia do związków, ale z drugiej strony, właśnie dzięki temu nie traci się czasu na nieodpowiednich partnerów. Kiedyś rzeczywiście randki częściej prowadziły do ślubu, pytanie tylko, czy zawsze było to efektem prawdziwego uczucia, czy może raczej braku innych opcji, bo nie wypadało, zwłaszcza dziewczynie, co i rusz prowadzać się z innym chłopakiem.

Teraz randki nie muszą być wcale przedsionkiem do małżeństwa. Dostarczają miłych chwil, ale są też testem, pokazują, kim jest drugi człowiek, dają jakieś pojęcie o wspólnym życiu. Czy warto kończyć etap randek przysięgą małżeńską bez względu na to, czy partner spełnił oczekiwania? Może jednak lepiej zaryzykować i poszukać szczęścia gdzie indziej?

Miłość znaleziona w sieci

Nie powinno być z tym problemu, gdyż pojawił się internet, narzędzie bardzo wygodne, choć zarazem troszkę demoralizujące. Poznać kogoś w sieci to żadna filozofia, a bariera w postaci ekranu przyspiesza przełamywanie lodów. W parę minut da się ogarnąć najważniejsze informacje, obejrzeć zdjęcia, poczytać komentarze. I zanim dojdzie do spotkania twarzą w twarz, można sobie porandkować online, nawet z kilkoma osobami jednocześnie.

Ale ten łatwy dostęp, jak kij, ma dwa końce. Niekiedy randkowanie przenosi się niemal całkowicie do komputera i komórki, są maile, czaty, sms-y, wysyłanie zdjęć i filmików. Fajnie, lecz nawet tysiąc fotek nie zastąpi jednego dotyku, przez co ta bliskość jest jakaś taka drugiej kategorii. Do tego konkurencja jest ogromna, a dziewczyny nie przebierają w środkach i stąd te profile ociekające seksem. I randki, które po godzinie kończą się w łóżku.

Taka rzeczywistość zachęca niestety do desperacji. Dziewczyn jest na pęczki, co jedna to młodsza i ładniejsza, tylko wybierać i przebierać, wystarczy umiejętnie zagadać, a po pięciu minutach już dostanie się nudeska. Krótko mówiąc, zmieniły się reguły gry i wiele kobiet tak obniżyło poprzeczkę, że o romantycznym księciu mogą sobie jedynie poczytać w książkach.

Czy to w ogóle randka?

Strach przed samotnością bywa niekiedy tak wielki, że kobieta godzi się nawet na randkę nie-randkę. Po prostu, jest spotkanie, ale to nic zobowiązującego, żadnych deklaracji, jesteśmy tylko znajomymi, niczego sobie nie obiecuj i nie wyciągaj pochopnych wniosków. Taka furtka do innych znajomości, randkowania równolegle z różnymi osobami, bo po co się ograniczać do monogamii? A gdy komuś bardzo zależy, pójdzie na taki układ, zawsze to lepsze niż nic.

Tych spotkań może być choćby pięćdziesiąt, a i tak niechętna stałym związkom osoba powie, że to żadna randka. Czas spędzony we dwójkę niczego w sumie nie musi oznaczać– dawniej wspólne wyjścia zazwyczaj potwierdzały status znajomości, para była razem, a im więcej randek się odbyło, tym poważniejszy stawał się związek. Teraz to już żadna reguła, a niektóre pary z góry ustalają, że na schadzkach się skończy i nic poważnego się z tego nie urodzi.

Niesprawiedliwością byłoby jednak stwierdzenie, że wszyscy są tak zepsuci i zamknięci na głębsze uczucia. Nawet jeśli takich osób jest sporo, to wciąż jest pokaźne grono ludzi wyznających zupełnie inne wartości i choć trudniej im znaleźć pokrewną duszę, nie jest to niemożliwe – gdyby było, to ci wszyscy krytykujący upadek moralności krytykowaliby w gruncie rzeczy samych siebie.

Dzisiaj kontra wczoraj

Jak więc jest z tym randkowaniem, kiedyś było fajniejsze? I tak, i nie. Na przeszłość najczęściej patrzy się dużo łaskawszym okiem, dostrzegając tylko to, co pasuje do własnych wyobrażeń, pomijając cienie, których wcale nie brakowało. W minionych czasach nie wszyscy byli szlachetni i uprzejmi. Nie każdy prawił komplementy i też nie każdy chciał to robić. Jedni się starali o względy swojej damy, inni uważali, że wszystko się im należy bez żadnej łaski. Mężczyźni bywali bardziej szarmanccy, ale i niespecjalnie można było liczyć na prawdziwe partnerstwo. Wręczali kwiaty, przepuszczali w drzwiach, podawali ramię i jednocześnie uważali kobiety za głupsze i z natury podległe facetom, więc co kto lubi.

Nie mówiąc już o tym, że niejeden mężczyzna, gdy już odprowadził do domu swoją skromną narzeczoną, udawał się w miejsca odwiedzane przez dziewczęta mniej niewinne – i nie widział w tych przedmałżeńskich romansach niczego zdrożnego.

Panowie bardziej się starali? Większość działała według określonego schematu i rzadko kiedy randka była naprawdę oryginalna; gwoli sprawiedliwości, niekoniecznie z winy samych mężczyzn, raczej z powodu ograniczonych możliwości. To dzisiaj dużo łatwiej oczarować partnerkę ciekawym pomysłem – wyobraża ktoś sobie randkę 50 lat temu zorganizowaną na ściance wspinaczkowej? Wystarczy chcieć.

Tylko, no właśnie, czy warto się tak starać? Kobiety narzekają na brak prawdziwych mężczyzn, ci odpowiadają, że gdyby było o kogo walczyć, to na pewno by to robili. Marne randki, marne związki – za to wszystko notorycznie obwinia się kobiety, bo to one są za łatwe i obniżają standardy, mężczyźni jedynie się temu poddają. Może więc pora, by ktoś wyszedł z inicjatywą i do współczesnych możliwości dodał odrobinę starej magii?

    9 komentarzy

  • jotka

    Zawsze warto się starać, a randkować nawet po ślubie 🙂

  • Mru

    Mnie zawsze przeraża, jak czytam jakieś stare książki i 20-latki są określane jako stare panny 🙂

  • Jola (Pixel Kolor)

    Jak to jest przepaść miedzy tamtymi, a obecnymi czasami. Aż czasami trudno w to wierzyć. Znam jedno małżeństwo, poznali się przez internet i od wielu lat są szczęśliwi ze sobą. Inni miał mniej szczęścia i trafiał na dziwne panie.

  • oko

    inne czasy, inne możliwości i oczekiwania. to chyba naturalne – my się dziwimy przedwojennym obyczajom, za sto lat będą się dziwić dzisiejszym. nie robiłbym z tego dramatu.
    randki adekwatne do rzeczywistości bieżącej. Chociaż w Rzeszowie pojawił się rycerz chwilowy, żeby się oświadczyć swojej pani.

  • domka

    randkowac sie powinno do konca zycia! 😀 <3
    z męzem, chłopakiem! 😀

  • Ultra

    Jaki człowiek, taka randka. To od nas zależy, w jaki sposób wykorzystamy wspólnie spędzony czas. Nawet małżeństwa chodzą na ciekawe randki, spędzają razem cudowne chwile w niezwykłych miejscach, zaskakują siebie. Żeby tylko chciało się chcieć.
    Serdecznie pozdrawiam

  • Zwykła Matka

    Dawno już nie byłam na randce 🙂 Jak gdzieś wychodzimy to córkę zabieramy ze sobą 🙂

  • bagienny

    hehe
    Ubawiłem się setnie. Niestety, masz rację. Ten korowód przesłuchania odnośnie sfery materialnej jest całkowicie z dupy i kompletnie nie trafiony, jeżeli tym się współczesna kobieta kieruję, to z racji swego wieku, że jeżeli dopnie swego, to za lat 10 – 20 za to zapłaci.
    Takie łowczynie „wygodnego życia” spławiam jednym pytaniem „co wnosi w posagu” ;]

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>