Główne menu

Jak się zazwyczaj kończy romans w pracy?

Praca to miejsce, w którym niezwykle często dochodzi do zacieśniania relacji damsko- męskich. Wiele osób właśnie tutaj poznało swojego przyszłego współmałżonka, wspólna praca także podatny grunt pod zdrady, bo spędza się z obcymi, atrakcyjnymi osobami dużo czasu, łączy wspólny stres i wspólne radości, delegacje, służbowe lunche, sam na sam w
pustym archiwum, i tak dalej.

Okazji do flirtowania jest całe mnóstwo, więc liczby dotyczące romansów w pracy raczej nie powinny szokować – prawie 40 proc. dorosłych miało taką przygodę, a dla co piątego był to poważniejszy związek. I generalnie większość nie ma problemu z tym, że współpracownicy umawiają się ze sobą na randki, dopóki nie wpływa to negatywnie na relacje zawodowe i wykonywanie obowiązków. Tylko czy da się te dwie sfery skutecznie oddzielić?

Czy warto mieć romans w pracy?

Czy wolno umawiać się ze współpracownikami?

Krótko mówiąc: wolno. W Polsce prawo nie zabrania współpracownikom nawiązywania intymnych relacji, nie można też zwolnić kogoś z tego powodu, że sypiał z koleżanką czy z kolegą. Ewentualne konsekwencje prawne wynikają raczej z nadużycia władzy, czyli kiedy np. szef przymusza pracowniczkę do seksu, no ale wtedy nie mówimy tak naprawdę o
romansowaniu, tylko molestowaniu lub przemocy seksualnej.

Nie znaczy to jednak, że pracodawca nie ma żadnych narzędzi do kontrolowania życia uczuciowego swoich podwładnych. Oprócz Kodeksu pracy jest jeszcze regulamin wewnętrzny firmy, a ten może odnosić się do zasad neutralności zawodowej i profesjonalnego zachowania, dlatego zakochana para będzie musiała bardzo uważać z okazywaniem sobie czułości.

Absolutnie też nie ma mowy o tym, by swojego partnera faworyzować przy awansach bądź nagrodach, prócz tego wiele firm wprowadza obowiązek informowania o związku między współpracownikami, szczególnie gdy dotyczą one osób na stanowiskach zależnych od siebie – w żadnym razie firmowy romans nie powinien prowadzić do konfliktu interesów. O ile więc pracodawca nie może ingerować w pozapracowe życie prywatne swoich podwładnych, tak
ma prawo oczekiwać od nich, że prywatne relacje nie będą zakłócać pracy i psuć atmosfery – konsekwencje są wyłącznie za negatywne skutki romansowania w pracy, a nie za sam fakt randkowania.

Jednak w praktyce są to często kwestie bardzo trudne do zinterpretowania, bo jak udowodnić, że pracownik oddelegowany do ważnej prezentacji zawdzięcza to faktycznie własnym osiągnięciom, a nie temu, że wieczorami uprzyjemnia czas kierowniczce zespołu? No i czy pracownicy są w stanie zostawić za drzwiami wszystkie problemy i nie przenosić ich na grunt zawodowy? To strasznie trudne, zwłaszcza gdy obiekt uczuć siedzi obok, i tak samo nie jest
pozbawionym emocji robotem.

Dlaczego romansujemy w pracy?

To akurat bardzo proste. Praca zbliża. Spędzamy w niej średnio po osiem godzin dziennie, nierzadko więcej. Podczas pracy nad wspólnym projektem łatwo nawiązać bliższy kontakt i wyjść poza relacje czysto służbowe, a ta bliskość może okazać się czymś więcej niż zwykłą sympatią. Kilka godzin biurko w biurko to świetna okazja do wymiany spojrzeń, uśmiechów, coraz odważniejszych żarcików, wspólnej kawki, częstowania cukierkami, rozmów o sprawach osobistych.

Wspólne doświadczenia zawodowe plus ciągle podtrzymywana nić porozumienia skłaniają w pewnym momencie do tego, by na współpracownika spojrzeć pod całkiem innym kątem. Nie zawodowym, a romantycznym. A kiedy współpraca zawodowa układa się pomyślnie, to tylko podbija atrakcyjność kolegi bądź koleżanki, bo przecież tak świetnie się rozumiemy, mamy swoje inside jokes, udzielamy sobie wsparcia w trudnych chwilach.

Dobrą stroną romansu w pracy jest często właśnie to, że spotykamy człowieka o zbliżonych zainteresowaniach, podobnie wykształconego, który rozumie branżowe niuanse, specyficzny slang, zawodowe wyzwania – da się z nim porozmawiać o tym wszystkim, co dla laików jest niedostępne, nudne, niezrozumiałe. Praca obnaża wiele cech charakteru i podbija te, które w cywilnych warunkach nie zawsze mają szansę się ujawnić, co pogłębia obraz drugiej osoby.

I mimo że w pracy zachowujemy się zazwyczaj inaczej, to wciąż współpracownik wydaje się mniejszym ryzykiem – idąc z nim na randkę wiemy już całkiem sporo, więc raczej nie powinno dojść do tak nieprzyjemnej niespodzianki jak przy dopiero co poznanej na Tinderze osobie. Mile spędzony w pracy czas wydaje się po prostu dobrym prognostykiem na
przyszłość, bo skoro zaiskrzyło w trudnych, stresujących warunkach, to poza pracą powinno być jeszcze lepiej.

Dużo ryzyka, mało zabawy

Wyobrażenia o romansie to jedno, a rzeczywistość to drugie. I niestety, bardzo często fascynacja kolegami z pracy kończy się twardym lądowaniem, bo jak już emocje opadną, to więcej z tym flirtem kłopotu niż korzyści. Owszem, niektórym udaje się spotkać w pracy drugą połówkę na całe życie, zazwyczaj jednak biurowe związki kończą się szybko, bo nie chodziło o żadną miłość, tylko o pożądanie, które lubi nasycony wyzwaniami klimat. I dopiero wtedy startuje prawdziwe rodeo.

Sytuacja między współpracownikami po rozstaniu zwykle mocno się komplikuje. Ciężko bowiem udawać, że nic się nie stało i nic nas wcześniej nie łączyło, a jak jeszcze między dawnymi kochankami istnieje zawodowa rywalizacja, robi się naprawdę nieciekawie. Do tego plotki, których nie sposób uniknąć, bo one towarzyszą romansującej parze odkąd po raz pierwszy załoga zauważyła, że mają się ku sobie. Po rozstaniu plotki oczywiście nie cichną, a
w zależności od towarzyskich układów w miejscu pracy, mogą jeszcze dodatkowo zaogniać konflikt. Zresztą nawet te miłe komentarze często wcale nie pomagają, bo za dużo w nich litości i ciągłego przypominania o doznanym bólu.

Wprawdzie trudno dokładnie oszacować skalę, niemniej rozstania w pokojowej atmosferze to raczej rzadkość. Często właśnie przez to, że partnerzy nie rozchodzą się każde w swoją stronę, tylko dalej widzą się codziennie i muszą współpracować. A jak jeszcze firmowe otoczenie podzieli się na kluby i będzie kibicować wybranej stronie, to trzeba się mierzyć dodatkowo z niechęcią pozostałych współpracowników.

Nieplanowane odejście

W niektórych przypadkach firma sama interweniuje i na przykład przenosi skonfliktowanych pracowników, ale bywa, że rozwiązanie problemu kończy się po prostu zwolnieniem.

Oczywiście powód jest inny niż romans, jak chociażby naruszenie kodeksu etycznego, złamanie regulaminu, zachowanie godzące w dobro zakładu pracy. Ale najczęściej pracownicy wyprzedzają ruch firmy i składają wypowiedzenie z własnej woli, bo przez nieudany romans ominęła ich szansa na awans, pogorszyły się relacje z zespołem, spięcia z ex stały się tak męczące, że nie ma sensu babrać się w tym błocie dalej.

Zranione uczucia zwykle na tyle przeszkadzają w pracy, że albo staje się ona wieloletnim koszmarem, albo kończy się szukaniem nowego zatrudnienia żeby na nowo odzyskać święty spokój. Najgorzej przeżywają nieudany romans ci, którzy byli zadowoleni z dotychczasowej posady, i gdyby się tak w uczuciach nie posypało, pewnie czekałaby ich tutaj niezła kariera – teraz muszą zaczynać od nowa, i to z ryzykiem, że zła opinia o nadmiernej kochliwości przejdzie do nowego miejsca.

Co jednak ciekawe, problem z pracą może pojawić się również w sytuacji, gdy związek wypali. Dlaczego? Po pierwsze, pracowanie razem jako para nie jest wcale tak dobre – partnerzy cały czas są ze sobą, nie mają od siebie wytchnienia, a to nie zawsze jest zdrowe.

Po drugie, kiedy jedno jest szefem drugiego, często robi się niezręcznie i dochodzi ryzyko niepotrzebnych konfliktów na tle osobistym. I po trzecie, taki związek jest trochę sprawą publiczną, bo nie zawsze udaje się trafić na załogę, która nie wsadza nosa w cudze sprawy.

Czy mając to wszystko na uwadze lepiej definitywnie odpuścić sobie szukanie miłości w pracy? Statystyki rzeczywiście nie prezentują się obiecująco, ale wielu parom jednak się udaje – wystarczy po prostu mieć świadomość, czym taki romans w pracy może zaowocować.

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>