Główne menu

Czy kobiety są coraz bardziej roszczeniowe i agresywne?

Patriarchat. Dla statystycznej feministki w tym jednym złowieszczym słowie kryje się jeśli nie całe zło, to na pewno masa nieszczęść, jakie dotykały kobiety na przestrzeni dziejów. Ucisk, wyzysk, przemoc i redukowanie do roli jednostki podrzędnej, inkubatora, kucharki i służebnej. Oczywiście, można sobie z tych żarliwych, feministycznych manifestów żartować, ale ciężka dola kobiet to fakt. I trudno się dziwić, że w pewnym momencie panie zaczęły się domagać dla siebie… No właśnie, czego?

Kobiety mówią, że chcą jedynie równości i traktowania z szacunkiem, chcą mieć wybór, takie same szanse i tak dalej. Męska część populacji jest innego zdania – kobietom nie chodzi o żaden egalitaryzm. One chcą być lepsze, dostawać punkty za płeć i korzystać z rozlicznych przywilejów wyłącznie na podstawie tego, że urodziły się z jajnikami. Związki mają być teraz pod kontrolą kobiet i wyłącznie według ich reguł. Dlatego kobiety odrzucają dawne obowiązki i powinności jako opresyjne, jednocześnie żądając, by mężczyźni brali na swoje barki więcej i więcej. W ramach sprawiedliwości, ale co to za sprawiedliwość, gdy jedna płeć wyzyskuje drugą?

Nieoczekiwana zamiana miejsc

Im bardziej wojna płci przybiera na sile, tym więcej zastrzeżeń budzi. Kobiety już dawno przestały się ograniczać do podstawowych żądań, a w swoich oczekiwaniach posuwają się na tyle daleko, że coraz głośniej rozbrzmiewa tęsknota za starymi, dobrymi czasami, kiedy to kobieta wiedziała, gdzie jej miejsce, do czego jest stworzona i nie nabijała swojej ślicznej główki jakimiś głupotami. I była szczęśliwa, podczas gdy dzisiaj, pławiąc się w tej swojej wolności i niezależności, jedynie pogłębia własną frustrację i cierpi na tak zwany syndrom niedopchnięcia. Tyle jej to dało.

Słowem, ma gorzej, bo łudzi się, że te wszystkie hasełka z gazetek i seriali to prawda, że ona faktycznie może mierzyć bardzo wysoko, a nawet powinna, bo jej się to zwyczajnie należy. Te mrzonki nie byłyby może tak szkodliwe gdyby nie fakt, iż rozbudzają one niezdrowe tęsknoty. Za pięknym życiem, porywającymi przygodami, ładniejszym domem, lepszym kochankiem. Ona potem tak siedzi, niezadowolona, bo jakby niezupełnie jej życiorys wzbudza szmer zachwytu i zazdrości u postronnych. Zaczyna więc kombinować, co by tu ulepszyć, a każdy przecież wie, że lepsze jest wrogiem dobrego. Najgorsze jednak jest to, że za swoje wyimaginowane smutki i cierpienia obwinia mężczyznę.

Koncert życzeń

Na tym nie koniec. Kobieta nie tylko faceta obwinia, ale też stawia przed nim zupełnie nowe zadania. On, biedaczek, coraz więcej musi, bo jak nie, to ona poszuka takiego, co podoła, a po drodze jeszcze oskarży nieudacznika o seksizm, mizoginizm i cholera wie co jeszcze, lecz na pewno nie będą to przyjemne słowa. Dla współczesnej kobiety mężczyzna musi bowiem być wcieleniem bardzo wielu cnót. Tak wielu, że aż nie chce się wierzyć, by ktoś taki istniał naprawdę, a nie tylko na kartach rycerskich opowieści.

Kobiecie mężczyzna generalnie nie jest do niczego potrzebny, bo ona tak świetnie ze wszystkim daje sobie radę, no ale jak już ma być, na przykład do rozpowszechnionej męskiej służby domowej, to niech udowodni, że warto nim sobie głowę zawracać. Kobieta nie poprzestanie na tym, by z facetem było jej po prostu dobrze. O nie, „dobrze” to może uszczęśliwić jakąś tam zacofaną bździągwę, nowoczesna kobieta ma inną koncepcję. Ma być idealnie. Jej mężczyzna ma być przystojny, zadbany, oczytany, bez nałogów i niezdrowych dziwactw. Usłużny, czuły i wrażliwy, ale zarazem trochę dziki i nieokrzesany, stanowczy, lecz szanujący jej zdanie. Z pasją, jednak nie taką, która będzie go odciągać od ukochanej. Odpowiedzialny, zorientowany na karierę, lecz gotowy w każdej chwili na rodzicielstwo. Z mieszkaniem, samochodem i oszczędnościami, no ale to oczywista oczywistość. Plus jakieś tam jeszcze indywidualne preferencje. Generalnie sporo tego i wystarczy że dwa, trzy punkciki z tej listy nie pokryją się z rzeczywistością, żeby panna pokręciła nosem, iż on jakiś niedorobiony.

love_53

Do boju siostry!

Zdaniem facetów, kobiety deczko się zagalopowały w swoich oczekiwaniach względem potencjalnych partnerów. To już nie są normalne pragnienia, to bardzo wyśrubowane kryteria. Autorki tych wytycznych są wyjątkowo roszczeniowe i w ogóle nie chcą przyjąć do wiadomości, że facet też człowiek i miewa swoje słabości. Miewa też swoje samcze upodobania, które jednakowoż nie są z automatu próbą stłamszenia kobiety. Ale tak się to dzisiaj postrzega i choć mężczyzna ma być męski, to powinna to być męskość według babskiego widzimisię.

I jest w tym trochę prawdy. Część kobiet, uwiedziona hasłami o równouprawnieniu, zaczęła wdrażać w życie zasadę „teraz k… my!”. Odbijemy sobie te lata krzywd naszych matek i prababek! Lecz nie chodzi o taką zwykłą rekompensatę. Chodzi o to, by odebrać sobie z nawiązką. W zasadzie każdą męską prośbę traktują one jak niczym nieuzasadnione roszczenie, bo czasy tych samczych żądań bezpowrotnie minęły. Każde słowo krytyki to wredny seksizm i poniżanie. Każde męskie pragnienie to opresja, zboczenie i seksizm. Każda próba zwrócenia uwagi, że nie na tym chyba polega równość, jest zamachem na kobiecość, na godność i rozum człowieka, jak również seksizmem, bo kobiet się nie poucza. I słysząc to wszystko nawet trudno się dziwić, że dla męskiej braci to coś spod znaku ‚żeście sfiksowały boście chłopa dawno nie miały’. Bo te kobiety naprawdę chcą seksmisji, takiej z ligą, co rządzi i radzi, gdzie niepokornych samców należałoby wykastrować, by siostrom nie zakłócali nowego ładu.

Panowie mają chodzić jak w zegarku i prezentować cechy w danym momencie pożądane. Spełniać kobiece zachcianki. Prezentować odpowiedni poziom, bez mentalnej dżungli. I ok, niech będzie, sęk w tym, że roszczeniowe bojowniczki ze swojej strony oferują wyłącznie absolutne minimum. Tylko się im wydaje, że są księżniczkami, dlatego zamiast księcia przyciągają samych parobków, ale i oni szybko tracą ochotę na bliższą zażyłość, nikt przecież nie chce spędzać życia u boku kobiety agresywnej, nastawionej wyłącznie na branie. Kobiety, która tak bardzo chce obalić stereotypy, że zamienia związek w karykaturę.

Same królewny

Roszczeniowość objawia się również w klasycznym same-nie-wiecie-czego-chcecie. Bo panie chcą być traktowane na równi z mężczyznami, ale jak co do czego, to mają focha, że facet w drzwiach nie przepuścił, nie zapłacił za pierwszą kolację, nie pomógł z walizką w pociągu, nie ustąpił miejsca. No cham. Ale jak kto zechce mieć nowoczesność w poważaniu i weźmie tę walizkę, to też dostanie po głowie, bo dopuścił się nikomu niepotrzebnej manifestacji męskości. A więc i tak źle, i tak niedobrze. Totalny brak konsekwencji i w sumie to żadne zaskoczenie, że faceci głupieją. Zrozumiała jest ich irytacja, że niby równość równością, ale w pewnych rzeczach faceci powinni wyręczać kobiety, no bo to kobiety, im należy się szczególne traktowanie. Czyli: szarmanckość i szanowanie kobiecości mają być naturalne, ale już łechtanie męskiego ego to wyłącznie przejaw dobrej woli dziewczyny, która jedynie może, a nie musi.

Przywilejem wynikającym z płci ma być również samo podejście do związku. Kobieta ma prawo się nie angażować i to dowodzi jej nowoczesności, facet nieangażujący się jest jedynie smętnym dupkiem. Kobieta ma prawo nie chcieć dzieci, facet odrzucający myśl o ojcostwie to samolub. Kobieta ma prawo realizować się w swoich pasjach, bo facet nie może jej w niczym ograniczać, jednak ten sam facet powinien ukrócić działalność pozadomową, bo związek wymaga pewnych poświęceń. Rzeczywiście jest trochę tak, jak gdyby wahadełko wychyliło się w drugą stronę i teraz to kobiecie wypada być egoistką, natomiast ze strony faceta mile widziana jest ofiarność i podporządkowanie. Takie jest przynajmniej to liberalne stanowisko, zakładające „równość płci”.

Konkurencja się zaostrza

Wystarczy jednak uważniej wsłuchać się w psioczenia panów, by pojąć, że kobieca roszczeniowość jest w bardzo wielu przypadkach jedynie wygodną wymówką. Cokolwiek kobieta zapragnie dla siebie, zawsze może się spodziewać zarzutu o roszczeniowość. Ona chce faceta bez ciąży spożywczej? Roszczeniowa. Żeby on miał porządną pracę? Roszczeniowa. Żeby nie przychodził co weekend do domu nastukany jak wieprz? Roszczeniowa. Żeby on pochwalił jej pomysł studiów wieczorowych i zajął się w weekendy dzieciakami? Roszczeniowa do sześcianu. Kwiatka bez okazji? Roszczeniowa i w dodatku sentymentalna gęś. Niech no tylko babeczka zacznie swojemu misiowi stawiać jakieś wymagania, w 9 na 10 przypadków usłyszy, że ale o co jej chodzi, czego się czepia i co też znowu jej nie pasuje. I naprawdę nie chodzi tu o nierealne życzenia gwiazdki z nieba dla naburmuszonej księżniczki, tej prawdziwie roszczeniowej. Chodzi o zwykłe niezadowalanie się byle czym.

Dla całej rzeszy facetów problemem stało się najwyraźniej to, że kobiety podniosły poprzeczkę. Byle nie pił i byle nie bił to już nie szczyt marzeń. Panie chcą kogoś, kto będzie w stanie zaimponować im czymś więcej, niż wybekaniem alfabetu czy wyrecytowaniem pełnego składu kadry na Euro. Kto swoimi życiowymi osiągnięciami będzie na tym samym poziomie co ona. Albo chociaż rokuje jakiś sensowny rozwój w niedalekiej przyszłości. Te „roszczenia” sprawiają jednak, że z rynku wypadają faceci, którzy niespecjalnie mają jakieś ambicje, niewiele potrafią, nie chce się im nawet pójść na siłkę, by wyrzeźbić choćby zarys kaloryfera. Kiedyś jakoś udałoby się im znaleźć niewiastę na wspólne życie, bo kobietki co do zasady nie wybrzydzały jak teraz. I to właśnie głównie oni mają najwięcej do powiedzenia w kwestii kobiecej roszczeniowości, bo czują, że muszą się starać i pracować nad sobą, miast zalegać z pilotem w brudnym podkoszulku. Facetom bardziej ogarniętym zwykle nie przeszkadza to, że dziewczyna się ceni i nie leci na byle leszcza, biorą to wręcz za powód do dumy, iż fajna laska uznała ich za kogoś godnego uwagi.

Nie kłóć się z naturą

Tak po prawdzie, roszczeniowość chętnie przypisywana kobietom, nie jest bynajmniej jakiś rzadkim zjawiskiem u płci przeciwnej. Mężczyźni pomstują na wymagające kobiety, ale sami ze swojej strony szukają partnerek wybijających się wyraźnie ponad średnią. Również wtedy, gdy sami są dalecy od ideału. No bo jaka powinna być ta idealna kobieta? Oczywiście ładna, zgrabna, miła, dobra, posłuszna i zdolna ogarnąć wspólny dom bez płaczu, że się tipsy połamią, a w ogóle to ona nie jest od gotowania i sprzątania. Męczenie buły o cokolwiek jest absolutnie niedopuszczalne, bo prawdziwie kobieca kobieta akceptuje swojego faceta takim, jaki jest. Co, że inni faceci mają ciekawszą osobowość? Nie doceniasz prawdziwego dobra, tylko szukasz jakichś egzaltowanych picusiów szpanerów. Lepsze auta, wyższe pensje? Nie bądź blacharą. Ładniejsze ciała? Jesteś powierzchowna. Ze swojej strony laska musi się jednak starać, bo brzydka i nierobotna to żadna partia, a te krzyczące o swoich prawach i potrzebach to wiadomo, niewyżyte feministki z włosami na łydkach.

Wymagania mężczyzn są jednak czymś naturalnym i zrozumiałym. Tak jest od wieków, po grzyba to zmieniać? Nie ma się co boczyć, facet poluje na mięso i nie potrzebuje doktorantki, tylko Grażynki, która mu w kwadrans usmaży miskę schabowych. I umyje potem patelnię. Tak kiedyś było, panie dbały o dom, troszczyły się o małżonka, miały wartości i to dawało im szczęście. Teraz hrabianki stroją fochy i oczekują mitycznego partnerstwa, czego osiągnąć się nie da, bo to niezgodne z naturą.

Tak, natura jest nader wygodnym argumentem. Faceci rządzą, faceci potrzebują, faceci mogą to i tamto, bo tak się to kręci od tysięcy lat, to naturalna kolej rzeczy. Dziwnym trafem jednak owa zasada ‘według natury’ nie działa, gdy analizuje się poczynania strony żeńskiej. Bo gdyby trzymać się tej pierwotnej natury kobiety, to ona, jak wszystkie samice w królestwie zwierząt, szuka dla siebie samca najlepszego, z turbo genami, słabszych osobników odpędzając. U ludzi oznacza to pociąg do mężczyzn zamożnych, z pozycją albo bardzo przystojnych. Lecz gdy kobiety się tym wrodzonym pociągiem kierują, to dziwnym trafem wychodzą na złe i wyrachowane, bo powinny przecież wspaniałomyślnie wybierać tych przeciętnych. Nieważne, że to wbrew tej umiłowanej przez facetów naturze. Wychodzi na to, że słuchanie głosu tej kobiecej natury to po prostu zwykła roszczeniowość.

    22 komentarze

  • Marta

    Mam wrazenie, ze mezczyzni, ktorzy z domu wyniesli patriarchalny wzorzec malzenstwa/zwiazku (rodzice) nie potrafia zrozumiec kobiet oczekujacych rownowagi, sprawiedliwosci i dostrzegaja w nich zagrozenie. Tacy najwiecej krzycza, ze feminizm jest „be” i tacy obrazaja kobiety walczace o swoje prawa. To strach wynikajacy z niezrozumienia, z pogwalcenia wzorca z dziecinstwa…

  • Monika

    Po tym jak opadnie moje kobiece oburzenie, może nie tyle na fakty ile na sposób w jaki zostały przedstawione, trzeba obiektywnie przyznać, że coś w tym jest. Najbardziej w życiu drażni mnie i powoduje ogromny sprzeciw niesprawiedliwość. W życiu należy dążyć do równowagi, przechylanie szali na którąkolwiek że stron nie będzie decydowało o zwycięstwie tejże, bo zostaliśmy stworzeni jeśli nie do wspólnego życia to do życia w swoim towarzystwie, a nie zależności.

  • Agnieszka

    Dziewczyny, zamiast narzekać jak Wam jest źle i ile to macie obowiązków , to przestańcie wyręczać waszego partnera ze wszystkiego, usługiwać mu i nadskakiwać, a zacznijcie wymagać!!! Ot, całe rozwiązanie

  • Agnieszka

    To niech sobie sobie mężczyźni daje szukają kucharska, sprzątaczka i inkubatorów. Ja się na to nie piszę

  • Zbyszek

    Jedyna rada jest taka ! !aby mezczyzni angazowali sie w prace w domu !odciazali kobiete od nadmiaru obowiazkow bo czasami idzie dostac na glowe pracujac !dzieci np 2 jest co robic i dom aby lsnil partner tez musi byc zaangazowany w obowiazki !

  • Zbyszek

    Na kobietach spoczywa bardzo duzo wymagan ,obowiazkow !facet co pojdzie do pracy ,wraca i co tv ,piwo ,absurdem jest rowniez to ,ze jak zabiera dziecko to idzie na plac zabaw itp.a kobieta ogarnia w tym czasie dom ! ! !to jest CHORE ! !A POTEM SIE DZIWIA FACECI ,ZE MILEJ DZIEWCZYNY ROBI SIE WREDNA ZOLZA ,SFRUSTROWANA ,ZANIEDBANA,PRZEMECZONA Z ODROSTEM I BRZYDKIMI PAZURKAMI !

  • Magdalena

    Bulwers jest na konkretne sytuacje. Na przykład:
    kobieta prosi o odkurzenie podłogi „bo jest brudno”, a mężczyzna odpowiada, że mu nie przeszkadza, więc „sama posprzątaj jak ci przeszkadza”. Kobieta nie chcąc kłótni, zostawia sprawę, też nie sprząta. W niedzielę jadą do jego rodziców, a tam mężczyzna zapytany „jak wam się układa?” wspomina, że „ona nie sprząta w domu”. Matka od razu sypie epitetami i sugeruje, by ją zostawił „w końcu i tak nie jesteście po ślubie”.
    Kto nie rozumie tej sytuacji, niech poprosi o komentarz.

    • Dawid

      Koleżanko Magdaleno 🙂

      Teraz moja sytuacja z dnia dzisiejszego ! Żona prosi mnie rano abym poodkurzał oględnie całe mieszkanie. Wiesz co zrobiłem ?
      Podźwigałem wszystkie krzesła, uprzątnąłem wszystkie pokoje poodkurzałem kuchnię, łazienkę, mały pokój, przedpokój i duży pokój. Zrobiłem więcej niż było wymagane. Zrobiłem to po to aby jak żona wróci z pracy mogła swobodnie jeszcze wszystkie podłogi poprzecierać. Pojechałem więc o 14 po żonę z pracy i mówię jej że zrobiłem więcej niż wymagała i oczekuje tylko że powyciera bo wiem że robi to dobrze i dokładnie. Dokładnie ładny podział zadań w małżeństwie ? Wiesz jaką zjeb** otrzymałem ?
      Dostałem opierdziel za to że miałem tylko oględnie poodkurzać a teraz Ona musi wrócić do domu i jeszcze wycierać (zaznaczam że wszystko ma ogarnięte). Normalna kobieta chyba by się cieszyła z tego faktu nie ? Może ze mną jest coś nie tak ? Słucham kto w tym wszystkim ma rację 🙂 ?

  • Optymizm Plus

    Temat dość trudny. Ja uważam, że kobiety pod wieloma względami borykają się jednak z większą ilością oczekiwań od świata i obowiązków aniżeli mężczyźni.

  • Ryszard

    Faceci już znaleźli eleganckie rozwiązanie problemu roszczeniowości kobiet – MGTOW 😛

    W skrócie – facet żyje dla siebie i realizuje swoje marzenia i aspiracje, odrzucając przy tym całkowicie poświęcanie czasu i środków na zaspokajanie zachcianek kobiet. Nie znaczy to że unika całkowicie kontaktów z płcią piękną, ogranicza je tylko do przelotnych znajomości tudzież FwB. Jestem trzydziestoletnim MGTOW i uważam że to obecnie najlepsze wyjście jeśli chce się uniknąć zmarnowania sobie życia na zaspokajanie zachcianek głupich bab które uważają że mają prawo oczekiwać od mężczyzn gruszek na wierzbie, nie mając jednocześnie nic do zaoferowania. Obecnie odsetek wartościowych kobiet mieści się w granicach błędu statystycznego, niezobowiązujący seks jest dostępny łatwiej i szybciej niż dobry fachowiec od hydrauliki, a statystyki zdrad małżeńskich i rozwodów pną się niestrudzenie w górę – coraz więcej mężczyzn wie że związanie się na poważnie to strzelenie sobie samemu nie w stopę, tylkow rdzeń kręgowy.

    Powodzenia w poszukiwanie „księcia” drogie księżniczki, dla większości z Was skończy się to samotną starością w towarzystwie stadka kotów i własnego zegara biologicznego który już dawno przestał tykać 😛

    • porta celeste

      Odsetek wartościowych kobiet mieści się w granicach błędu statystycznego? LOL. Wartościowych kobiet jest mnóstwo, tylko że gdy poznają faceta z takim nastawieniem, na ogół nie widzą powodu, dla którego miałyby rozkładać cały wachlarz swoich zalet – szkoda życia na mizdrzenie się do mizoginów.

  • L. B.

    A co złego jest w domaganiu się równych praw? Myślę, że to jest tak, że kiedyś kobiety siedziały cicho, jak myszy pod miotłą, bo miały słuchać jedynie rozkazów mężczyzn, czy to ojca, czy męża, potem zaczęły domagać się praw wyborczych itd. I od razu agresywne i roszczeniowe? To uległość jest lepsza? Nie sądzę.

    • Edyta

      Właśnie, równych praw 🙂 Oczywiście, że uległość nie jest lepsza, ale chodzi też o to, by nie przeginać w drugą stronę, a niektóre kobiety taką mają postawę, chcą tylko żądać i dostawać. Niech kobiety walczą o swoje, niech wymagają od mężczyzn, ale niech dają też coś od siebie 🙂

    • Ryszard

      Jedyna zaletą bycia w stałym związku jest regularny seks, poza tym nie ma żadnych obiektywnych powodów do bycia w związku 😛 Pasje można realizować samemu, życie towarzyskie prowadzić ze znajomymi, zainteresowania dzielić w różnych grupach czy na forach dyskusyjnych. A jedynym powodem który powinien wpływać na wejście w poważny związek jest posiadanie potomstwa – i tu dochodzimy do tego że większość „współczesnych” kobiet w ogóle nie nadaje się na matki. Sorry, ale jeśli babka zdecydowała się mieć dziecko to nie niech nie wyjeżdża do faceta ze „studiami wieczorowymi”. Niestety nie brakuje kretynów którzy spełniają tego typu absurdalne żądania i zgadzają się na przejmowanie większości obowiązków matki – bo ona „musi się realizować”.

      Skoro tak wielu facetów nawet nie zadaje sobie trudu żeby sprostać tym absurdalnym wymaganiom nasuwa się tylko jeden wniosek – NIE MA PO CO 😛 Przecież gdyby opłacało się wypruwać sobie flaki w robocie a po niej jeszcze skakać na siłkę bo babka chce mieć gościa z hajsem i kaloryferem to większość facetów to by właśnie robiła 😛 Widać zostanie niewolnikiem w korpo, z kredytem na 30 lat i roszczeniową babą która rzuci faceta kiedy tylko pojawi się ktoś, kto ma więcej hajsu, a niemal na pewno zdradzi go z tym nowym gościem, nie jest dla wielu atrakcyjne 😀

      I nie jestem żadnym mizoginem – lubię kobiety ale traktuję moje relacje z nimi w kategoriach niezobowiązującej rozrywki 😛 Nie zwiążę się nigdy na stałe z babką która wymaga żebym przejmował jakieś obowiązki typu gotowanie czy sprzątanie. Mój przyszły syn nie zasługuje na to żeby mieć ojca-pantoflarza 😛

    • Ryszard

      Ano tak 😛 Skoro tyle babek po 30 nie ma nikogo/są samotnymi matkami to widać nie warto się z nimi związywać. Możecie tu sobie wypisywać androny ale babka po 30 to już towar drugiego sortu, laski które miały olej w głowie powychodziły za maż przed trzydziestką, więc istotnie, wolnych babek które coś sobą reprezentują jest jak na lekarstwo 😛

      • porta celeste

        Nie, to w ogóle nie mizoginia 😀
        A nie wpadłeś na to, że babki po 30, które nie mają nikogo, mogą być – uwaga – WGTOW?… Jako towar drugiego sortu (zaprawdę, z żadnym facetem, który tak się wyraża, nie poszłabym do łóżka), po 30 zdecydowanie, mam znakomite i różnorodne życie erotyczne, a z wolności rezygnować nie zamierzam, choć mogłabym. Niemniej ponieważ zapewne masz 17 lat, a nie 30 – przynajmniej na taki poziom dojrzałości wskazują powyższe komentarze – liczę, że rzeczywistość uświadomi ci z czasem, dlaczego warto odnosić się do kobiet z szacunkiem. Nawet jeśli sądzi się, że te fajne to raptem błąd statystyczny. Ja tam mam nadzieję, że tak rozumujący faceci to błąd statystyczny.

      • dorota

        Ryszard, cóż za megalomiania 🙂 Jestem pod wrażeniem

  • RademenesII

    Cholera, a ja na zmywaku i w garach… Tak to się porobiło.

  • Dorotka

    Oj są agresywne ale wydaje mi się, że zawsze były tylko teraz o tym zaczęło się mówić.

  • Marek C.

    Napiszę złośliwie: Potrafię sobie sam ugotować, wyprać, wyprasować. Z pracą sobie radzę, sam załatwię sprawę w każdym urzędzie i świetnie organizuję sobie wolny czas. Co w takim razie kobieta może mi zaoferować? No właśnie…
    Roszczeniowość wielu kobiet jest niestety przykrym faktem. I nie ma co usprawiedliwiać tekstami takimi, jak ostatnie dwa akapity. Wielu jest dzisiaj takich mężczyzn, jak ja – samodzielnych, którzy bynajmniej nie szukają w kobiecie połączenia kucharki i materaca. Chcemy, by kobieta dawała coś z siebie. Jest równouprawnienie – nie tylko my musimy się starać. Ale gdzie takie kobiety znaleźć?

  • Mike

    Osobiście nie pochwalam ani skrajnego feminizmu(3rd wave) ani MGTOW, z racji że takie podejścia są sprzeczne z naturą i mogą prowadzić do podobnych problemów jakie możemy zaobserwować np w Eksperymencie Calhouna.

    Dlatego najważniejszy powinien być dialog, z którego wynika zrozumienie i poszanowanie dla potrzeb obu stron. W oparciu o to ja w zasadzie wszystkim znajomym proponuje system matematyczny, z racji że najbardziej preferuję zdrową logiczną dyskusję.

    Taki system polega na punktowaniu np czynności do wykonania w domu. Para siada i dyskutuje na temat przyznania odpowiedniej punktacji do różnych czynności, następnie zapisują sobie na liście kto ile wykonał w danym okresie z tych czynności które ustaliliście razem jako obowiązkowe do wykonania np. w tygodniu. Następnie leci podsumowanie, po którym osoba z mniejszą ilością punktów musi „rozpieścić” swoją drugą połówkę na równowartość różnicy punktów między nimi , a „poziom nagród” rozpisać zależnie od wysokości w różnicy punktowej np 5pkt. za kino, 10pkt za kolacje itp.(punktacja jak i rodzaj nagród powinna być ustalona wspólnie!)

    Z góry zakładam że drugie połówki to osoby z którymi możemy otwarcie porozmawiać, dlatego podejść do tego na luzie i skupiać się na wzajemnym odciążaniu, a „kara” przy podliczeniu punktów ma działać jako docenienie większej ilości starań drugiej osoby.(win-win)

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>