Główne menu

Kobiety w popkulturze – czyli z jednej strony chochla, z drugiej stojak na piwo

Samce, wszędzie samce

Kilka lat temu znana aktorka Geena Davis powołała do życia instytut zajmujący się równością płci w mediach. Instytut ów przygotował raport na temat roli kobiet w filmach wyświetlanych w 11 państwach (USA, Wielka Brytania, Niemcy, Chiny, Brazylia, Australia, Indie, Japonia, Rosja, Korea Południowa, Francja).

W ocenionych filmach zagrało ponad dwukrotnie więcej aktorów niż aktorek i tylko 23,3 procent tych obrazów miało dziewczynę lub kobietę za główną bohaterkę opowieści. I tylko w co dziesiątym filmie obsada była „zrównoważona”, to znaczy grało tyle samo kobiet, co mężczyzn, co odpowiada naturalnej strukturze każdego społeczeństwa. Kwestie związane z wyglądem i seksualną atrakcyjnością pięć razy częściej dotyczyły bohaterek kobiecych, one też prawie dwukrotnie częściej występowały na ekranie nago.

Rola kobiet marginalizowana jest także na dalszym planie. Gdy pokazywane jest np. jakieś duże biuro, większość pracowników (ok. 77,5 proc.) jest płci męskiej, mimo że w realnym świecie żeński personel stanowi blisko 40 procent zatrudnionych. Jeszcze gorzej wygląda to przy portretowaniu środowiska władzy, biznesu, firm prawniczych – tutaj reprezentacja kobiet stanowi zaledwie 10-11 procent ogółu. Generalnie, im wyższe i bardziej prestiżowe stanowisko, tym większa szansa, że będzie to rola męska.

Jakie to ma znaczenie po wyjściu z kina? Ano takie, że młodym dziewczynom brak wartościowych wzorców. Nie czarujmy się, dziewczynki nie biorą przykładu wyłącznie z mamy i babci, idolek szukają też w kulturze masowej. Kiedy więc widzą, że sens życia ulubionych filmowych bohaterek to modne ciuchy, randki i urządzanie kuchni, nie ma się co dziwić, że i one mają takie priorytety. Za to wystarczy, że pojawi się serial z atrakcyjną, niezłomną panią prokurator albo antropolożką rozwikłującą skomplikowane zagadki kryminalne, by przynajmniej część nastolatek zapragnęła zająć się czymś ambitniejszym od dobierania lakieru pod kolor bluzeczki. Wyraziste, mądre i dowcipne bohaterki filmów i seriali mogą zainspirować również dojrzałe kobiety. By odejść od złego męża, zacząć nowe studia, rzucić wszystko i pojechać zwiedzać Indie. Skoro ona mogła, to dlaczego nie ja? Co z tego, że to tylko fikcja? Jakkolwiek śmiesznie by to zabrzmiało, takie historie naprawdę się zdarzają.

Kim jest pani z TV?

A telewizja? Jakość seriali wyraźnie się poprawia, także pod kątem kobiecych charakterów. Standardowo dostajemy dobre, ciepłe mamuśki, krwiożercze bizneswoman z nieudanym życiem osobistym, mało bystre licealne uwodzicielki i kujonki w workowatych ciuchach.

Jednocześnie rośnie liczba bohaterek o mniej oczywistym profilu, by wspomnieć tylko Mad Men, The Good Wife albo Grę o Tron. Serialowe kobiety są mniej lub bardziej sympatyczne, ale przede wszystkim są „jakieś”. Ciągle jednak najbardziej zapadają w pamięć bohaterowie męscy, bo w większości najlepszych produkcji to oni grają pierwsze skrzypce i mają lepiej skonstruowane role. O ile jednak w produkcjach brytyjskich czy amerykańskich przynajmniej częściowo kobiety wyzwoliły się ze swoich stereotypowych ról, tak w polskich serialach ciągle dostajemy całą plejadę doskonale znanych wzorców.

Nieważne, czy bohaterka mieszka na wsi, czy w wielkim mieście, czy pracuje w stołecznej klinice, czy w sklepie na prowincji – numerem jeden będzie dla niej facet. Może mieć teoretycznie świetną pracę i niebanalne zainteresowania, jednak główną osią akcji serialu będzie szukanie chłopaka, płakanie po nim, przeżywanie zdrady i układanie życia na nowo. Plus odwieczny dylemat – urodzę dzieci, będę zapuszczoną kurą domową, oddam się karierze, nie mam szans na macierzyństwo. Tak czy tak, zostanę nieszczęśliwą frajerką. Zupełnie jak gdyby w prawdziwym świecie nie było normalnych kobiet, które mają i dom, i satysfakcjonującą pracę, i potrafią mówić o czymś innym niż o sercowych rozterkach.

Magda, pocałuj pana

Poza serialami, kobiety telewizji to głównie ozdoby męskich programów. Nie prowadzą teleturnieju, jedynie wręczają nagrody i pięknie się uśmiechają. Prezentują pogodę w skąpych sukienkach. Robią za „wodzianki”. I znowu – czy to źle być ładną i zadbaną? Nie, jeśli jednak pokazuje się dziewczynom, że nie trzeba mówić, tylko wyglądać, zaś zgrabna pupa to najlepszy i najskuteczniejszy środek do zrobienia kariery, to nie miejmy później pretensji, że uważa się nas na głupie i pozbawione ambicji.

    2 komentarze

  • xx

    Myślę ze to troche przesada…w kinie jest sporo ciekawych kreacji kobiet, nie dazmy do parytetow na sile, a na pewno nie w kulturze

  • Zbigniew Jerzy

    Powiem krótko, zmień dostawcę towaru. Nie masz jeszcze, to znajdź, zapal dobrego jointa i napisz coś co będzie czymś innym aniżeli uzewnetrznieniem twoich frustracji oraz chaotycznej galopady ulotnych i niespójnych myśli.

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>