Główne menu

Kontrola w związku – jakie są granice wolności partnerów?

Nikt nie lubi być pod stałym nadzorem. Żyć ze świadomością, że z każdego gestu, słowa czy uśmiechu trzeba się przed kimś rozliczać. Cenimy sobie wolność osobistą i staramy się nie wchodzić z butami w cudze sprawy, a naruszanie tych zasad uznajemy za naganne.

Ale… gdy przychodzi do związków, to lubimy mieć rękę na pulsie. Licho nie śpi. Dlatego czasami korci nas, żeby zerknąć w jego telefon, podpytać znajomych, co ukochany robił pod naszą nieobecność, wpaść z niezapowiedzianą wizytą „tak na wszelki wypadek”. Jednocześnie drażni nas, gdy druga strona robi to samo.

Związek nie ma być więzieniem, jednak wolnoamerykanka też nie wchodzi w grę. Decydując się na niego, siłą rzeczy rezygnujemy z cząstki swojej wolności na rzecz zobowiązań wobec życiowego partnera. Tylko jak wyznaczać te granice swobody? I czy w ogóle trzeba to robić?

W sidłach

Kontrola ma wykluczyć wszelką konkurencję. Nie lubimy, gdy biuściasta panna raczy się drinkiem w towarzystwie naszego męża, ostentacyjnie śmieje się z jego dowcipów i „przypadkowo” muska go po ramieniu.

Rzucamy ostrzegawcze spojrzenie, a jeśli to nie pomaga, wkraczamy do akcji. To doświadczenie uczy nas jednego – faceta nie można na chwilę zostawić samego. Więc prewencyjnie ograniczamy mu dostęp do kobiet i robimy awantury o każde zbyt przychylne spojrzenie w stronę atrakcyjnej dziewczyny. Faceci nie są lepsi. Czego on chciał od ciebie? Jasne, niczego! Może chcesz się z nim umówić, bo tak się wdzięczyłaś?

Gdy są uczucia, od zazdrości nie da się całkowicie uciec. Ale co robić, gdy najmniejszy gest sympatii w kierunku płci przeciwnej traktowany jest jak zdrada? Podejrzenia narastają, zaczyna się kontrola. I fochy o byle co. A bo spojrzał komuś w dekolt. A bo ona uśmiechnęła się zbyt zalotnie. Niepewność co do intencji partnera zamienia nas w śledczych. Nie ma zwykłych pytań, jest klasyczne przesłuchanie. Co dzisiaj robiłeś? Z kim, jak długo, po co? Dlaczego ona do ciebie dzwoniła? Po co idziesz na to spotkanie? Dlaczego dzisiaj nie masz dla mnie czasu? I tak godzinami, dzień w dzień. Wypytywanie, drążenie, szukanie podtekstów, łapanie za słówka, by udowodnić, że on/ona kłamie, ma coś na sumieniu i chce to ukryć. A na koniec sakramentalne: pewnie i tak nie mówisz mi wszystkiego, coś ukrywasz.

Z czasem te utarczki słowne męczą tak bardzo, że od razu przytakujemy i przepraszamy, byle tylko mieć święty spokój. Unikamy płci przeciwnej, ale czy to jest wyjście? Na pewno nie na dłuższą metę. Zresztą, ta powściągliwość i tak nie wystarcza – pewnie robisz to, jak nie patrzę, a znajomi cię kryją. Niezbędne jest zatem pełne osaczenie. Bez chwili wytchnienia. Trafiony, zatopiony. Frustracja narasta i czekamy już tylko na wybuch bomby.

Bez tajemnic

Kontrola spokrewniona jest z zazdrością. Tą niezdrową zazdrością, dodajmy, która jest niebezpiecznie blisko obsesji. To normalne, że interesują nas sprawy partnera, ale w dojrzałym związku każdy wie, że druga osoba ma prawo do prywatności. Jednak nie wszyscy są tego zdania. Wolność może i była dobra w czasach hippisów, teraz rozsądniej jest mieć oczy i uszy otwarte. Wszak jak mawiali dawni towarzysze – należy ufać i sprawdzać. Dlaczego nie pokażesz, co napisałeś koledze? Masz coś do ukrycia? Nie pokażesz? Acha, czyli masz.

kontrola telefonu

„Kontroler” sądzi, że ma prawo śledzić każdy krok. Przegląda cudzy telefon, pocztę, konta na portalach internetowych, bez skrępowania podsłuchuje rozmowy. Nie widzi w tym niczego nagannego, choćby druga strona wyraźnie mówiła, że sobie tego nie życzy.

Są pary, które dzielą się dosłownie wszystkim. Lecz są i takie, dla których własność prywatna to świętość. Dramat jest wtedy, gdy poglądy na temat wolności w związku diametralnie się różnią. Jeśli ktoś w ogóle nie dopuszcza nas do swojego życia, może to wywołać rozgoryczenie, bo najprawdopodobniej albo nie myśli o nas poważnie, albo kompletnie nam nie ufa. Ale czy można się obrażać za to, że partner nie zdradza hasła do konta bankowego, nie pozwala czytać prywatnych e-maili, nie opowiada o wszystkich rodzinnych tajemnicach? Są też pewne różnice płciowe.

Kobiety generalnie mają większą skłonność do opowiadania o swoich sprawach, chętniej się zwierzają, łatwiej wpuszczają innych do swojego świata i często wyznają zasadę „co moje to twoje”. Mężczyźni z natury są bardziej skryci i nierzadko nawet nie mają świadomości, że przemilczenie czegoś, co ich zdaniem jest mało istotne, kobieta może odebrać tak personalnie. Uproszczenie, ale mniej więcej tak to działa. Dopóki więc para jasno nie określi: to moje, a to wspólne, a kawałek przestrzeni wyłącznie dla mnie nie oznacza braku miłości do ciebie, konflikty nie znikną.

Mówi się też, że to kobiety są bardziej zaborcze i mają większe skłonności do kontrolowania swoich partnerów, co chyba nie pokrywa się z rzeczywistością. Kobieca zaborczość brała się głównie z poczucia większego zagrożenia – dla niepracującej żony, zwłaszcza posiadającej małe dzieci, utrata męża oznaczała poważne kłopoty, bo traciła ona opiekę i środki do życia, dlatego tak zajadle zwalczała wszelkie konkurentki w najbliższym otoczeniu. Ale strach przed zdradą i podejrzenia z nią związane wcale nie są rzadkością wśród mężczyzn. Jedyna różnica to ta, że u mężczyzn chorobliwa skłonność do kontroli częściej przeradza się w przemoc fizyczną. Kobiety uciekają się raczej do szantażu emocjonalnego – płaczą, grożą odejściem, wzbudzają poczucie winy. Mężczyźni zazwyczaj wpadają w gniew.

Daj mi odetchnąć!

Początki kontroli są niewinne. To słodkie sms-y z pytaniem „co robisz?”. Telefony przepełnione tęsknotą. Coraz częstsze, natarczywe, zabarwione pretensjami. Oj, coś nie słychać, by krzyczeli, że gol, na pewno jesteś z kolegami? A kto tam tak się śmieje w tle? Dlaczego mówisz takim dziwnym tonem? Aż dochodzi do nas, że to nie chęć usłyszenia naszego głosu, lecz próba potwierdzenia, że faktycznie jesteśmy w pracy/u rodziny/kładziemy się spać. Co gorsza, telefony powtarzają się z taką częstotliwością, że zamiast uśmiechnąć się na dźwięk dzwonka, jedyne co przychodzi nam do głowy to: rany, znowu…

    6 komentarzy

  • Madzia

    Niektórzy myślą że na związku kończy się życie. . Kobiety nie puszczają partnerów nigdzie, Mężczyżni tak samo.. są kłótnie zarzuty o zdradę, zazdrość, strach… to wszystko niszczy związek. .. trzeba sobie uświadomić że jak ktoś chce cię zdradzić, to itak ti zrobi.. weźmie wolne powie że idzie do pracy i tyle. ..
    A prawo na przyjaciół, spotkania czy inne różne zajęcia nie powinno się kończyć tylko na tym że się kogoś kocha, i wchodzi się w związek. . To nie więzienie. .. Mamy tylko jedno życie i musimy je żyć szczęśliwie.

  • Anka

    szczęście „ten”czas już za mną. Niejednokrotnie słyszałam, że to miłość, okazuje ja kontrolą na każdym kroku. Bycie samym teraz wydaję się największą nagrodą po tych frustrujacych przeżyciach.

  • Olka

    Miałam dokładnie tak samo: kontrolowanie , sprawdzanie telefonu , wyjścia z synkiem były dla mnie relaksem ale chwilowym bo co chwilę dzwonił i pytał gdzie jestesmy . Uwolniłam nas od tego 🙂 teraz mamy nowe lepsze życie bez kontrolowania

  • Baśka

    Najważniejsze jest to, żeby obydwie strony miały świadomość, jakie są granice i jak bardzo ta druga chce kontrolować. Przyznaję, że sama należę do ludzi, którzy lubią (nie: „lubią” to złe słowo, samą mnie to męczy) mieć rękę na pulsie. Oczywiście jakieś sprawdzanie poczty, smsów, czy niezapowiedziane wizyty nigdy nie wchodziły w grę. Z tym, że wiążąc się ze mną, mój mąż wiedział o tym i nie przeszkadza mu to.

  • Romi

    Jedyna słuszna droga w takim przypadku on/ona na terapię i praca nad poczuciem własnej wartości. Osoba która ceni i lubi siebie nie weszy wszędzie zdrady.

  • gdzie zarzuty są bezpodstawne?

    A co jak prośby o zwykłe informowanie „wiem, że miałe/am wrócić za chwilę, ale zejdzie mi jeszcze parę godzin” sprawia, że robi problem i twierdzi że już chcę kontrolować, bo proszę o zwykłe uprzedzanie lub informowanie, że wróci dużo później niż można się było spodziewać? Nosz kurde, czy to normalne że mam czekać, bo ma za chwilę wrócić, ale nie wraca już 4 godziny a nie raczy ani uprzedzić ani nic? (I po trafieniu do danego miejsca wie, że jednak zostanie/zejdzie się dłużej, więc może dać znać, tylko tego nie robi) Czy o za wiele proszę? Nosz kurde, akurat ze mną kontroli i braku zaufania nie ma i nigdy nie było… czy to przez to tak przegina z tratowaniem takiej błahostki? czy to ja się mylę i o złe proszę?

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>