Główne menu

Mężczyźni po 30 nie chcą stabilizacji? Mają czas?

30-tka to dobry wiek dla mężczyzny. Już nie tak pstro w głowie, młodzieńcza para częściowo zeszła, ale to jeszcze nie pora na bycie nudnym, statecznym seniorem myślącym tylko o kapciach i poobiedniej drzemce. To moment, gdy zaczyna świtać w głowie, że może zabawa to nie wszystko, co liczy się w życiu. Przydałby się też dom, żona, dzieci, albo przynajmniej poważny związek z jedną osobą.

Mówi się jednak, że dzisiaj trzydziestolatkom nieśpieszno do żeniaczki i zobowiązań w ogóle. Nasi ojcowie i dziadkowie zazwyczaj mieli już w tym wieku rodziny, dzisiaj mężczyzna po 30-tce sądzi, że ma jeszcze czas. Albo że wcale taka droga życiowa go nie interesuje. Czy rzeczywiście trzydziestolatkowie tak niechętnie myślą o stabilizacji?

Samemu po prostu wygodniej

Młode osoby posądza się często o egoizm i stawianie przede wszystkim na siebie, czego efektem jest plaga rozwodów i pogłębiające się problemy z demografią. Ale czy rzeczywiście dzisiaj parcie na karierę jest większe? W przypadku mężczyzn tak naprawdę niewiele się zmieniło, oni zawsze mieli tego typu ambicje, świat poza domem to był właśnie ich świat. Tyle że kiedyś kobiety zachowywały się inaczej. Dom był w zasadzie jedynym miejscem, w którym mogły cokolwiek znaczyć.

Odkąd kobiety masowo poszły do pracy, zmienił się model rodziny. Od mężów oczekuje się przejęcia części domowych obowiązków, z żoną należy po partnersku, a nie tylko wydawać rozkazy i uciszać, gdy mówi coś niewygodnego, to zaś oznacza, że facet z rodziną ma znacznie więcej na głowie. A skoro tak, to nie ma co przedwcześnie rezygnować z wolności, tym bardziej, że biologia jest po stronie mężczyzn, bo nawet gdy chcą mieć dzieci, to mogą to zrobić i po 50-tce.

mężczyzna po 30

Dojrzewanie wygląda po prostu nieco inaczej. Inny jest też świat wokół, daje więcej możliwości, nie ma jednej słusznej drogi dla dorosłego człowieka. Zmiany zaś są tak gwałtowne, że nie sposób przewidzieć, jak ułoży się jutro. Ma to swoje plusy, ale i minusy, przede wszystkim takie, że trudniej o stabilną przyszłość, a brak poczucia bezpieczeństwa nie zachęca do poważnych decyzji. No i jest coś w tym, że lubimy, kiedy jest nam wygodnie, a teraz jest na taką postawę większe przyzwolenie.

Jakim mężczyzną być?

Brak jasnej ścieżki życiowej jest z jednej strony wybawieniem, z drugiej jednak tworzy nowe zagrożenia. Młodzi mężczyźni często czują się zagubieni, rozdarci pomiędzy stereotypem sfeminizowanego chłopca w rurkach, który zbiera cięgi i pewnie wcale nie podoba się kobietom, a stereotypem stuprocentowego samca przepełnionego agresją. Jak gdyby nie było niczego ciekawego pośrodku. Oczekuje się od mężczyzn wrażliwości i empatii, ale zaraz potem słyszą, że prawdziwy facet swoje problemy rozwiązuje pięścią i półlitrówką.

Nie do końca rozumieją, co oznacza „nowoczesność” i odejście od tradycyjnych ról. Mają nie być słabi, ale z siłą też nie wolno przesadzać. W cenie jest stanowczość i zaradność, lecz bez narzucania kobiecie swojej woli. I może dałoby się to jakoś pogodzić, gdyby ktoś umiał im to pokazać na konkretnych przykładach, a takich wzorców jest jak na lekarstwo. Więc niby fajnie, że już nie trzeba być twardym, nieustraszonym wojownikiem i jedynym żywicielem rodziny, ale czym w takim razie zaimponować potencjalnej partnerce? Jak ją przekonać do własnej „użyteczności”, skoro ona sama umie zatroszczyć się o siebie?

Ojciec mógłby być przykładem, ale te więzi wydają się dziś znacznie słabsze – gdy skończyły się wojny, mężczyzn od domu odciągała praca zawodowa, swoje robi także zwiększająca się liczba rozwodów, co najczęściej oznacza rzadszy i gorszy kontakt z tatą. A współczesne matki nie zawsze pozwalają swoim synkom dorosnąć, czasem trzęsą się nad nimi przez całe życie albo co gorsza wychowują na rozpieszczonych królewiczów, podsuwając wszystko pod nos.

Dorosły i niedojrzały

Ale rodziców nie da się obarczyć całą winą. To nie te czasy, kiedy starość była poważana, kojarzyła się z wysoką pozycją, prestiżem, doświadczeniem, wiedzą, szacunkiem. Dzisiaj obowiązuje kult młodości, a dorosłe życie nie jest wcale tak fajne. Wśród młodych mężczyzn obserwuje się takie tendencje, by jak najdłużej pozostać chłopcem – owszem, jest praca, własne pieniądze, umiejętność załatwiania spraw urzędowych i tym podobne praktyczne kwestie, ale zarazem styl życia, rozrywki, sposób ubierania się są wybitnie młodzieżowe.

Czasem idzie to jeszcze dalej. Trzydziestoletni „nastolatek” wciąż mieszka z mamą i tatą, w ogóle nie troszczy się o swoją przyszłość (ma przecież rodziców), nie w głowie mu kariera, nie po drodze z kobietami. Trzeba jednak dodać, że nie zawsze to efekt zdziecinnienia i braku odpowiedzialności – w wielu przypadkach wynika to po prostu z trudnej sytuacji finansowej.

Trzydziestolatek tak przywiązany do swojej przeciągniętej młodości nie myśli o rodzinie. Jest mu teraz nawet lepiej niż w czasach szkolnych, bo nie trzeba się prosić o kasę ani tłumaczyć na co poszła, nikt nie pyta „o której wrócisz” i „dlaczego tak późno?”, do ogarnięcia bajzlu w pokoju można zamówić panią sprzątającą. Randki? Ok, nie są złe, ale bez zobowiązań i deklaracji o wyłączności. Nikt nie brzęczy nad głową, nie wymaga, nie czepia się, nie robi scen zazdrości. Dojrzewać nie ma po prostu po co.

A może kiedyś było za szybko?

A co jeśli to nie jest tak, że mężczyzna nie chce dojrzeć, ile właśnie teraz robi to w swoim tempie? Dawniej uważano, że dojrzałość osiągano w wieku 25 lat, a osobowość była w pełni ukształtowana około 35 roku życia. Według najnowszych badań dojrzałość ma najprawdopodobniej związek z płcią – przeciętna kobieta dojrzałość emocjonalną osiąga mając 32 lata, mężczyzna dopiero po przekroczeniu 40-tki. Czyli w zasadzie nie dość dorosły trzydziestolatek płci męskiej nie powinien nikogo dziwić.

Niewykluczone, że to dawniej ludzie musieli dojrzewać szybciej bądź wręcz udawać dorosłych, ponieważ żyli krócej, częściej ginęli na wojnach, społeczeństwo miało wobec nich bardzo konkretne oczekiwania. I jak się tak dobrze popatrzy w przeszłość, to wcale nie tak rzadko zdarzało się, iż mężczyzna zostawał głową rodziny w dość zaawansowanym wieku, dopiero gdy osiągnął pożądany status materialny i społeczny, co niektórym zajmowało sporo czasu. A dochodzenie do wyższej pozycji też niekoniecznie upływało wyłącznie na ciężkiej pracy.

Może więc to nawet dobrze, gdy ktoś w wieku trzydziestu lat woli odpuścić poważne zobowiązania do czasu, aż poczuje, że naprawdę tego chce i jest gotowy? Kłopot jedynie jest w tym, że rówieśniczki dojrzewających trzydziestolatków mogą się niecierpliwić.

Smutny singiel

Niesprawiedliwie jest jednak mówić, że panowie po 30-tce to duże dzieci. W ogóle obraz starszego singla jest w naszej świadomości mocno wypaczony. Utarło się, że singiel to hedonista, skoncentrowany na sobie, z alergią na głębsze uczucia. Tymczasem z wielu badań wyłania się zupełnie inna twarz osób niebędących w związkach.

Rzeczywiście, gdy idzie o singli z wyboru, to w grupie trzydziestolatków przeważają panowie. Ale prawie co drugi samotny mężczyzna w tym wieku wcale nie cieszy się ze swojej wolności, a rodzina jest dla nich jedną z najważniejszych wartości. Dlaczego zatem są sami? Powody zazwyczaj są dwa: boją się, że nie będą w stanie utrzymać swojej rodziny, i do tej pory nie znaleźli kobiety, która nadawałaby się na żonę. Więc owszem, wielu singli-mężczyzn nie chce się ustatkować, ponieważ samemu przyjemniej, a kobieta to same kłopoty, nawał obowiązków i roszczeniowość na każdym kroku, ale często to tylko deklaracje i wymuszona poza.

Rozwiązłość nie jest bynajmniej cechą charakterystyczną trzydziestoletnich singli. Wielu pewnie by chciało, lecz rzeczywistość jest bardziej prozaiczna, a im dłużej niezamierzona samotność trwa, tym bardziej tęskni się za bliskością drugiej osoby, a nie za przypadkowym seksem – trzydziestolatkowie częściej przyznają, że chcą, by za łóżkowym zbliżeniem szło coś więcej niż sama fizyczna przyjemność i niezobowiązująca zabawa.

Żadna się nie nadaje

Jest i tęsknota za dziećmi, a o ile samotna kobieta, jak się mocno uprze, jest w stanie zajść w ciążę z przypadkowym dawcą nasienia, tak mężczyzna tego marzenia w pojedynkę raczej nie zrealizuje. Potrzebuje partnerki, lecz nie każdy wie, jak się za to zabrać. Tak mężczyźni, jak i kobiety, nie chcą się dzisiaj wiązać z byle kim. Poszukują bratniej duszy. Wymagania rosną z jednej i z drugiej strony, ale na szczęście po 30-tce kompromisy już tak nie brzydzą.

Jak zostało wspomniane, spora część samotnych panów twierdzi, że nie znaleźli dotąd odpowiedniej partnerki. Odpowiedniej, czyli jakiej? Tu właśnie zaczynają się schody. Znamienne, że wśród mężczyzn-singli bardzo wielu jest takich wyznających tzw. tradycyjne wartości – chcą klasycznej rodziny z jasnym podziałem ról, chodzą do kościoła, mają prawicowe poglądy. To jeszcze nie jest przeszkoda, ponieważ wiele kobiet myśli całkiem podobnie, z jedną wszakże różnicą – tradycyjną rolę chcą one połączyć jeszcze z czymś „nowocześniejszym”. Na co z kolei nie godzą się ci najbardziej zatwardziali tradycjonaliści, przekonani, że miejsce kobiety jest w domu, kariera to fanaberia, na koleżanki był czas w liceum, a mąż ma zawsze ostatnie słowo, jest mądrzejszy i musi rządzić. Oni chcieliby wejść w związek, ale trudno znaleźć im kobietę chętną na taki układ.

Nie widzą też absolutnie winy po swojej stronie. Winny jest rzecz jasna feminizm, pranie mózgów młodym dziewczynom, brak poszanowania dla prawa naturalnego i wrodzona kobieca podłość, którą należy ujarzmić twardą, męską ręką. Bo jak nie, to mamy co mamy, upadek świata i zgniliznę moralną.

Świat się zmienia, trzeba się z tym pogodzić

Podobne myślenie jest jednak bardziej typowe dla młodziaków wchodzących dopiero w dorosłe życie. Trzydziestolatkowie powoli z niego wyrastają, stać ich na refleksję, że może i ze swojej strony powinni pójść na jakieś ustępstwa, zamiast tylko psioczyć na beznadziejne baby albo szukać posłusznej żony na Ukrainie. Częściej do nich dociera, że mocna pozycja w związku wynika z osobistych osiągnięć, a nie z samego faktu bycia facetem. W kobietach dostrzega się człowieka, i to człowieka całkiem sensownego, ale wciąż kluczowe jest osobiste doświadczenie – kto został w młodości zraniony i nie przepracował tego w swojej głowie, wszędzie będzie widział „roszczeniowe szmaty lecące tylko na kasę”.

Po 30-tce masa mężczyzn wychodzi z młodzieńczego marazmu – wśród dwudziestolatków to kobiety są zdecydowanie bardziej aktywne, częściej biorą udział w protestach i akcjach społecznych, dużo się angażują. Młodzi faceci w większości mają to w nosie i dlatego strasznie trudno jest się im dogadać z rówieśniczkami – chociażby ostatnie wybory w Polsce pokazały, jak postawy młodych dziewczyn i chłopaków dramatycznie się rozjeżdżają.

W okolicach 30-tki panowie „mądrzeją”, co zresztą widać po statystykach – blisko trzy czwarte dwudziestolatków to kawalerowie, w grupie o dekadę starszą odsetek ten spada do około 28 procent. Znaczy, da się jednak znaleźć swoją drugą połówkę. Jest z tym łatwiej, jako że trzydziestolatkom przybywa pewności siebie, spora ich część jest bardziej ogarnięta niż za młodu, i niejeden z trójką na przedzie wymyślił już chociaż zarys swojego wzorca męskości, ciężko pracuje, rozwija się, ma ciekawe zainteresowania – nie wszyscy pozostają mentalnymi nastolatkami.

Należy jednak dodać, że zmiana stanu cywilnego nie zawsze idzie w parze ze zmianą poglądów czy sympatyczniejszym usposobieniem, bo są i statystyki pokazujące, że wśród bezrobotnych panów odsetek singli sięga ponad 70 procent, a ci, którzy mają wysoką pensję, na ogół nie są sami bądź są, ale z wyboru. Więc chyba jeszcze nie tak zupełnie wszystko się w naszych głowach zmieniło.

    6 komentarzy

  • Daniel

    Są też tacy faceci, którzy którzy właśnie do 30tki odkładali swoje potrzeby na później i stawiali na stałe związki. Ja miałem 3 kilkuletnie. We wszystkie wkładałem maks siebie tzw. serce na dłonie, pracowałem ciężko i nie sknerzyłem, frajerem też nie byłem bo z drugiej strony było też zaangażowanie, może nie na równi bo uważałem że muszę dawać troszku więcej jako facet. Mimo to wszystkie 3 panie (zaznaczam że każda była między 20-30) mnie zawiodły i przeskakiwały na lepsze gałęzie gdy takie pojawiły się w zasięgu. Ok ja też nie byłem idealny, zdarzało się do późna popykać na kompie czy pracować tyle że na twarzy był 7 dniowy zarost, ale wszyscy jesteśmy ludźmi i nie każdy musi być non stop tip top. U kobiet też akceptowałem gorsze formy fizyczne (zaniedbanie się z figurą, czy chodzenie w dresach, bo przecież nie bedzie caly czas w szpilach chodziła, bo to bezsensu) czy marnowanie czasu na portalach plotkarskich czy lazenie po sklepach kilka godzin aby ostatecznie nic nie kupic. I mezczyzni i kobiety maja swoje dziwactwa niezrozumiale dla drugiej strony. Wiadomo. Jak mowilem to ja bylem porzucany mimo ze sam tez mialem okazje do przeskoczenia na nowsze gałęzie i nie korzystałem. Ktoś powie, a bo co Ty kobiet poznales… nie wszystkie takie są… A te 3 to gowno warte były…
    Super, tylko ze ja nie mam czasu byc w związku ze wszystkimi kobietami aby je testować, bo kazdej z nich oddalem po kilka lat i w sumie oddałem ich kilkanascie. To duzo dla kazdego czlowieka i nikt mi ich nie zwroci. Teraz po 30tce olałem całą presję otoczenia aby byc w związku i stawiam na siebie. Byc moze sprobuje jeszcze jak znowh będe gotowy. Na razie nie chcę. Musze wstac z kolan, a musze zrobic to sam, bo spoleczenstwo (a tym bardziej kobiety wbrew temu co mówią) nie toleruja meskich slabosci. Jak kobieta zobaczy placzacego mezczyzne bo go kobieta porzucila, to taki facet z miejsca jest skreslony jako potencjalny partner i na pewno pożądania to nie wywoła a jedynie politowanie. Drogie panie, radze sie wiecej nad sobą też zastanowic. Bo moze to nie tak ze faceci niedojrzali są. Byc moze ta ktora płacze teraz bo facet nie chce sie angażować powinna zlozyc podziekowania tym ktore skutecznie zamordowały jego do angazowania sie w relacje. Teraz zastanow sie kobietko czy czasami i Ty jakiemus serca nie zlamalas, i pomysl ze za jakis czas jakas inna bedzie chciala tamto serducho, ale go nie dostanie. Pozdrawiam wszystkie kobiety i Edytę ktora czasem pisze mega a czasem bzdury. Obyscie nie chłonęły jak gąbeczki całej tej medialnej propagandy, którą Wam na codzień się serwuje bo inaczej feminizm i lewactwo zaprowadzi nas wszystkich do miejsca w ktorym wszyscy bedziemy samotni i bezradni.

  • Żaneta

    Bardzo ciekawe spostrzeżenia. Tak naprawdę uważam, że wiele rzeczy nie zależy od płci, tylko od człowieka. Jestem też pewna, że niektórzy po prostu nie dorastają nigdy, zaś inni są dojrzali pomimo młodego wieku.
    Otaczajmy się mądrymi i dobrymi ludźmi. 🙂

  • Królowa Karo

    Ojciec mojego dziecka jest w moim wieku i okazało się, że do życia się nie nadaje zupełni. Wydawało mu się, że ma mnie na własność i może decydować o wszystkim za mnie i za siebie, a to, że nie chcę się podporządkować bardzo go frustrowało. Mój obecny parter jest pokolenie starszy – traktuje mnie po partnersku i jak kobietę. Nie wiem czy to kwestia dojrzałości czy po prostu pokolenia, które było wychowywane inaczej, w duchu innych wartości. A może kwestia życiowych doświadczeń…

  • re

    No faktycznie.. Wejście w związek to oznaka mądrości i stabilizacja ze fest. W życiu nie ma niczego pewnego.

  • nn

    „Trzydziestoletni „nastolatek” wciąż mieszka z mamą i tatą, w ogóle nie troszczy się o swoją przyszłość (ma przecież rodziców), nie w głowie mu kariera, nie po drodze z kobietami.”

    Czytając to domyślam się ze pisała to kobieta. Ciekawe co wy robicie w tym czasie. Pewnie kariery i umawiacie i się co chwila na randki a mieszkacie w własnych wielko powierzchniowych apartamentach.

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>