Główne menu

Młodość kontra doświadczenie. Tęsknota za przeszłością nie ma sensu?

Jakże często mamy poczucie, że od teraźniejszości dużo lepszy byłby zupełnie inny moment naszego życia. Gdy mamy 16 lat, za wszelką cenę pragniemy być dorosłe. A dobijając do 40-tki nachodzi nas refleksja: ach, jak cudownie byłoby znowu stać się nastolatką! Młodą, piękną, beztroską, ze światem u swoich stóp. Tęsknota za młodością bywa szczególnie dotkliwa, ponieważ nie umiemy pozbyć się wrażenia, że nie wykorzystałyśmy do maksimum dostępnych możliwości, a teraz już jest za późno.

Rzeczywiście jest za czym tęsknić? I czy to prawda, że po 30-tce najlepsze mamy już za sobą? Oj nie…

Stare, dobre czasy…

O ile naiwne dziewczęta o tej wspaniałej dorosłości kompletnie nic nie wiedzą i mają tylko swoje fałszywe wyobrażenia, tak dojrzała kobieta na własnej skórze doświadczyła uroków młodości i jest świadoma, że w tym okresie życia nie zawsze jest łatwo i wesoło. Ale chętnie o tych ciemnych stronach zapominamy, bo przecież dobrego było znacznie więcej.

tesknota za przeszłością

Czy miło wspominasz bycie nastolatką? Większość odruchowo przytaknie. Jasne, kto nie wspomina z łezką w oku czasu szkoły i studiów? To w końcu pierwsze pocałunki, pierwsze przyjaźnie, pierwsze sukcesy i porażki, pierwsze wino w parku, szalone wyprawy pod namiot i tak dalej. Nostalgia ma jednak to do siebie, że z przeszłości najchętniej wyciągamy te dobre rzeczy. Gdy zaś mocniej wgryziemy się w te wspomnienia, już tak wesoło nie jest.

Dla bardzo wielu dziewczyn liceum to czas niebywałych kompleksów, zazdrość o ładniejsze koleżanki, wieczna rywalizacja pomiędzy klasowymi koteriami, strach przed odrzuceniem, nieszczęśliwe miłości i wynikające z nich upokorzenia, ciągła chęć zaimponowania, masa uczynków (nierzadko głupich i podłych) robionych wbrew sobie, wyłącznie po to, by przypodobać się jakiejś grupie oraz przekonanie o własnej beznadziejności. Rzeczywiście, „cudowne lata”.

Chłopcy rówieśnicy? Prawdziwy koszmar. Do wyboru – z grubsza – napalony pryszczaty idiota albo kujon, też napalony, ale na dokładkę jakiś dziwny i wstyd się z nim pokazać. Nie wiadomo co gorsze. Znaleźć kogoś normalnego „pośrodku” było wielką sztuką. I tak składając to wszystko do kupki, wychodzi, że okres dojrzewania to prawdziwa katorga. Tak, trochę dobrej zabawy też było, ale raczej oddychamy z ulgą, że mamy to już za sobą.

Masa koleżanek – jedna przyjaciółka

Szkoła jest świetna, bo swoich przyjaciół widujemy codziennie, przez kilka godzin. W dorosłym życiu miewamy problem, by znaleźć wolny wieczór raz w tygodniu. Po opuszczeniu szkolnych murów krąg znajomych zwykle mocno się zawęża, bo nie mamy czasu na pielęgnowanie więzów towarzyskich, zresztą i innym brakuje dla nas czasu.

Wesołe wieczory w gronie rówieśników zastępuje wymagająca praca, rodzina, nowe obowiązki. I choć za młodu przysięgamy sobie przyjaźń do grobowej deski, nasze drogi rozchodzą się nadspodziewanie szybko. Kończą się te wielkie przyjaźnie, chociaż… No właśnie, czy to aby na pewno byli prawdziwi przyjaciele? Czy gdyby nasze psiapsiółki faktycznie były takie na śmierć i życie, to rozłączyłaby nas proza życia? Skąd to rozczarowanie?

    2 komentarze

  • m.

    Boże, jaki stereotypowy tekst. I ponury. Aż ciary przechodzą. Ma się wrażenie, że to jakaś 50-latka po przejściach napisała.

  • Lawenda

    A mi ten wpis przyniósł jakąś ulgę… Mam właśnie 34 lata i smucę się bo „co było nie wróci” i nie odzyskam tego co kiedyś zmarnowałam. Warto jednak pomyśleć że najcenniejsza jest wiedza jaką dzięki temu posiadłam. Dziękuję za ten wpis.

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>