Główne menu

Nieodwzajemniona miłość – walczyć czy nie?

Na filmach historia jest zawsze prosta. Ludzie źle lokują swoje uczucia, przeżywają miłosne zawody, nie mogą liczyć na wzajemność, ale w końcu, mimo ewidentnych różnic w charakterach i silnej początkowej niechęci, wszystko gładko się układa, parka się schodzi. Fajerwerki, pocałunek, the end. W realu o takie szczęśliwe zakończenia znacznie trudniej. Jeśli zauroczenie jest obustronne, to generalnie wystarczy tego nie popsuć, ale gdy Amor ustrzelił tylko jedną stronę, mamy wstęp do tragedii, bo pojawia się nieodwzajemniona miłość. Odpuścić? Łatwo powiedzieć, z miłości nie da się przecież ot tak zrezygnować. Trzeba walczyć! Lecz jak długo? Do kiedy to zwykłe staranie się, a kiedy po prostu nękanie?

Nieodwzajemniona miłość? Każdy to przeżył

Nieodwzajemnionej miłości doświadczył chyba każdy, ale powszechność tego zjawiska w niczym nie ułatwia sprawy. Własny ból wydaje się największy na świecie, co z tego, że inni też nieszczęśliwie zakochani, na pewno żaden z nich nawet na kilometr nie zbliżył się do bezmiaru naszego cierpienia. Teraz tylko kwestia tego, jak sobie ze złamanym sercem poradzić. Tradycyjnie szkoły są dwie: dać sobie na wstrzymanie albo walczyć o swoje. I co charakterystyczne, pierwsza szkoła gromadzi przede wszystkim teoretyków.

Tego kwiatu jest pół światu – tak może powiedzieć tylko ktoś, kto nigdy prawdziwie nie kochał, bo co to za miłość, jeśli upragnioną osobę da się bez żalu wymienić na konkurencję? Dlatego większość nieszczęśników, zamiast wzruszyć ramionami, próbuje walczyć z wrednym losem. Ignoruje się czytelne znaki z informacją, że sorry, niczego nie będzie. Bardzo chętnie za to czerpie się nadzieję z przypadkowych, sympatycznych gestów, przelotnych uśmiechów czy zachowań, które tylko w głowie nieszczęśliwie zakochanego mogą doprowadzić do konkluzji ‘coś ewidentnie jest na rzeczy’. Niekiedy desperacja jest na tyle silna, że zakochany posuwa się do uczynków, delikatnie mówiąc, etycznie wątpliwych.

nieodwzajemniona miłość

Problem bowiem wcale nie dotyczy tylko osoby nieszczęśliwie zakochanej. Tak jest, dopóki kocha się w ukryciu, płacząc samotnie w poduszkę i rozpamiętując przelotne spotkania, a dookoła nikt się nawet nie domyśla, jak głębokie są te nieodwzajemnione uczucia. Ale gdy nie zamierza się bezczynnie siedzieć w oczekiwaniu na cud, sprawa się komplikuje, bo jak daleko wolno się posunąć w swojej walce o miłość? Na pozór urocze zaloty mogą być dla drugiej osoby krępujące, niemiłe, męczące. To, co wydaje się pięknym i romantycznym dowodem miłości, jeśli jest nieproszone, będzie zwyczajnie irytować albo i przerażać. Mnóstwo ludzi wcale nie lubi się napawać czyimś poddaństwem, a danie komuś kosza to w gruncie rzeczy mało komfortowa sytuacja. Raz czy dwa można te starania zrozumieć, to nawet schlebia, że komuś tak zależy, ale gdy jasno się daje do zrozumienia brak wzajemności, kolejne próby będą się w końcu jawić jako prześladowanie.

Bo niestety, tak jak szczęśliwa miłość potrafi uskrzydlić i zachęcić do dobrych uczynków, tak odrzucone uczucia są w stanie obudzić najmroczniejsze zakątki duszy. Są natrętne telefony i sms-y, są tony wiadomości wysyłanych przez internet, śledzenie, wpadanie na siebie ‘zupełnie przypadkowo’, zadręczanie własnym cierpieniem, błaganie o łaskę, grożenie, szantażowanie. Zresztą, nie musi wcale dojść do patologii, nachalne okazywanie zainteresowania również mocno daje w kość.

Nieodwzajemniona miłość? Trzeba się postarać

Niestety, do takich zachowań trochę zachęca nas kultura. Fakt, kobieta uganiająca się bez pamięci za facetem jest raczej godna pożałowania, ale u mężczyzny podobne zachowania uchodzą za miłe, wręcz pożądane gesty. On nie daje jej żyć, na każdym kroku manifestuje wielkie oddanie, wymyśla coraz to nowe sposoby by zdobyć upatrzoną niewiastę. Tak się stara! Musi bardzo kochać. I wręcz ma się pretensje do kobiety, która podobne zaloty odrzuca – no weź, on się tak wysila, a ty jak kamień, nienormalna jesteś czy co, gdyby za mną tak który latał, to bym się nawet nie zastanawiała, dlaczego się z nim nie umówisz? I na nic tłumaczenie, że ten ktoś po prostu się nie podoba.

Dla podrywanej dziewczyny to upierdliwy adorator, który nie rozumie słowa ‘nie’, dla pozostałych romantyczny facet, co to nie poddaje się po pierwszej porażce. Klasyczny przypadek pseudo-miłego gościa – skoro on się zakochał i chodzi za kobietą, to jej obowiązkiem jest uczucie odwzajemnić. Pewnie dlatego tak często można usłyszeć, że ktoś ‘wychodził sobie żonę’. Chodził za nią dwa lata, aż się zgodziła, tylko czy owa zgoda wynikała z tego, że ona wreszcie odkryła jego wspaniałą naturę i też się zakochała, czy może facet nie chciał się odczepić, więc uległa mu bardziej dla świętego spokoju, pod presją? Jasne, można powiedzieć, że przecież siłą zmuszona nie została, poszła za nim dobrowolnie. Ale co jeśli zamiast szczerego uczucia to była raczej kalkulacja na zasadzie – a jak nikt inny mnie nie zechce? Ten przynajmniej się stara.

Oczywiście, nie tylko facet nie pojmuje, że do miłości nie da się zmusić. Kobiety też tak robią, choć ten mechanizm wygląda nieco inaczej. Nieszczęśliwie zakochana kobieta najczęściej doskonale wie, że obiekt jej westchnień nic nie czuje. Po prostu nie chce się z tym pogodzić i naiwnie wierzy, że swoją dobrocią i oddaniem skruszy twarde serce. Brak reakcji zawsze sobie ‘racjonalnie’ wytłumaczy, że pewnie nie miał humoru, że zgubił numer telefonu, że jest nieśmiały, że nie chce się spieszyć, że ma trudny okres w swoim życiu. Kobieta będzie się tak oszukiwać długimi miesiącami i wiele, wiele będzie się musiało wydarzyć, by dotarło do niej, że on nie robi kroku do przodu, ponieważ zwyczajnie tego nie chce.

Niektóre kobiety są uzależnione od takich dramatów, pragną nawrócić łobuza, poświęcić się dla niego, sprowadzić na właściwą drogę. Wierzą w cudowną przemianę, taka jest przecież siła prawdziwej miłości. No a on nie jest z kamienia, wreszcie zrozumie, choć częściej kończy się tym, że druga strona wprawdzie ulega, ale bynajmniej nie z miłości. Z wyrachowania raczej, bo jeśli ktoś mnie tak szaleńczo kocha, to całkiem wygodnie można się urządzić. Mamy związek, miłość wreszcie zdobyta, lecz rozwija się ona cały czas na zasadach strony silniejszej, która rozdaje karty. I dopóki spełnia się jej zachcianki, jest fajnie. A co jeśli ukochana osoba zacznie stawiać nierealne żądania, w zamian dając tylko prawo do łaskawego uwielbiania? Jakoś nie wygląda to na prawdziwie odwzajemnioną miłość i chyba już lepiej by było, gdyby zatrzymało się na etapie ‘niezdobytej twierdzy’.

Naprawić co zepsute

Nieodwzajemniona miłość zdarza się nie tylko w erze przed-związkowej, ale także w parach, które kiedyś zapałały do siebie wielkim uczuciem. Tyle że po latach bycia razem komuś się uczucie wypaliło. I co teraz? Może to tylko przejściowy kryzys, może da się to jeszcze na nowo skleić? Tak wiele się mówi o tym, że związki rozpadają się zbyt łatwo, ale jest i odwrotny dylemat – jak bardzo trzeba próbować, a kiedy jest moment, gdy należy powiedzieć ‘dość’? Im dłuższy związek, tym więcej rzeczy, do których da się odwołać, ale druga osoba może czuć się wtedy przymuszana, szantażowana emocjonalnie, i efekt końcowy będzie jeszcze gorszy – nie tylko nie udało się uratować związku, ale przy okazji jeszcze całkowicie się obrzydziło własną osobę w oczach dawnej miłości.

Próba bycia za wszelką cenę z kimś, kto nie kocha, mija się z celem. Tu się walczy w sumie nie wiadomo o co, bo jeśli związek się posypał, to rzadko kiedy jest to wina tylko jednej osoby, a skoro tak, to odbudową nie może się zajmować tylko jeden człowiek. Owszem, warto zrobić pierwszy krok, zrobić coś na zachętę, wykazać się dobrą wolą, jednak partner musi wtedy jakoś zareagować. I jeśli nie garnie się do współpracy, to trzeba odpuścić. W przeciwnym razie to będzie nie tyle odzyskanie miłości, ile jej wyżebranie, wymuszenie, zdobycie podstępem. Granicą jest właśnie druga osoba i jej zachowanie.

Nieodwzajemniona miłość? Kochanie do szaleństwa

Miłość zawsze zakłada klapki na oczy, ale ta odwzajemniona wypacza trzeźwy osąd wyjątkowo mocno. Będąc w związku, chcąc nie chcąc, poznajesz drugiego człowieka, jego prawdziwe oblicze, reakcje, wady i zalety. Nieodwzajemniona miłość opiera się głównie na wyobrażeniach, a im dłużej ten stan trwa, tym więcej własnych interpretacji niż faktów. Obiekt uczuć jest idealizowany, dopowiada się mu pożądane cechy, łatwiej usprawiedliwić naganne zachowania. To ktoś, kogo by się chciało mieć, więc gdy nawet uda się ostatecznie dopiąć swego, może wyjść, że walczyło się o urojenia, a nie prawdziwą osobę. Co gorsza, miłosny obłęd zamyka na inne, znacznie lepsze możliwości, na miłość prawdziwszą i bardziej szczęśliwą.

Ale… powiedzieć łatwo. Jak miłość zaślepi, rozum nie ma wiele do gadania. Nie da się żyć bez ukochanej osoby, nawet nie dopuszcza się do siebie podobnego scenariusza. Ból jest tak realny, tak przeszywający, i ukoić go może jedynie osoba za ten ból odpowiedzialna. I niestety, czasem tak się pragnie tego lekarstwa, że jest się gotowym zdobyć go bez względu na ponoszone koszty. Nie liczy się szacunek do własnej osoby, poczucie godności, wyznawane zasady. To schodzi na dalszy plan. Naciska się coraz mocniej, coraz rozpaczliwiej, dla miłości daje się poniżyć, nie widzi się niczego złego w płaszczeniu przed drugą osobą, napraszaniu. Aż w końcu nieodwzajemniona miłość przemienia się w nienawiść do ukochanej osoby i do siebie, za te wszystkie wywołujące rumieniec wstydu zachowania. Bo choć bardzo by się chciało, nie da się kochać za dwoje.

    4 komentarze

  • Marta

    Fajny artykuł, mi taka właśnie miłość namieszała w życiu. Zakochałam się będąc już mężatką, nie chciałam tego ale się stało. Na początku myślałam że z wzajemnością. Rok się męczyłam, robiłam wszystko żeby być z nim. W końcu odeszłam od męża. To wszystko działo się w Grecji gdzie mieszkałam. Tak więc musiałam opuścić ten kraj. Długo byłam zdołowana ale czas leczy rany

  • Pojedyncza

    Coś rzeczywiście jest w tym, że facet potrafi „wychodzić sobie żonę”. Ale w drugą stronę to raczej nie działa – jeśli to kobieta kocha faceta, a on tego nie odwzajemnia to nigdy nic z tego nie będzie. Sama przeżyłam oba przypadki, więc coś jest na rzeczy. 😉

  • Megly

    Zastanowiłam się nad tym, że coś takiego może się też zdarzać w związkach, gdzie początkowo to uczucie było.
    Ciekawe podejście. Czy miłość jest wieczna? No właśnie…
    Podobno nigdy nie ustaje…
    Pozdrawiam.

  • Ewelina

    Bardzo fajny tekst i u mnie niestety „na czasie”. Człowiek płaszczacy się przed drugą osobą pozbawia się własnej dumy i godności. Można zejść w tej paranoi bardzo, bardzo nisko, a były partner i tak nie doceni naszych starań, tak jak byśmy chcieli.
    Daremny trud…

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>