Główne menu

Po co nam wesela? A może da się inaczej?

Ślub to jeden z najszczęśliwszych dni w życiu. Wesele to z kolei często jeden z największych koszmarów. Może nie od razu jak z filmu Smarzowskiego, ale też na jego wspomnienie po plecach przebiegają ciarki. To po prostu w wielu przypadkach dość dziwna impreza, niby huczna i bardzo radosna, ale zarazem obfitująca w żenujące wydarzenia.

Oczywiście, wesela są różne, niemniej w naszej tradycji pierwszym skojarzeniem jest wciąż wielkie przyjęcie z rzeką alkoholu, rosołem, schabowymi i fontanną z czekolady. Z pociągiem i sprośnymi zabawami. Wielu to mierzi, dlatego próbują zerwać ze starą tradycją. To jednak wcale nie jest takie proste.

Jedyna taka noc w życiu

Dość rzadko się zdarza, by para po zakończeniu ceremonii ślubnej tak po prostu poszła sobie do domu. Wesele jest w zasadzie naturalną konsekwencją zmiany stanu cywilnego – wprawdzie przybywa par, które biorą ślub cichy i w gronie zaledwie kilku najbliższych osób, jednak większość nowożeńców po wyjściu z kościoła udaje się do domu weselnego, a wraz z nimi kilkudziesięciu gości.

Po co to zamieszanie? Wiadomo, chcemy świętować szczęście pary młodej, świętować hucznie, wszak to jedyna taka okazja w życiu (no, zazwyczaj tak jest). Zresztą, czy naprawdę trzeba szukać usprawiedliwień dla zabawy trwającej dwa dni? Jak gdyby takie okazje trafiały się ludziom bez przerwy… Wesele nie jest zwykłą imprezą z paluszkami i sernikiem na zimno. O nie, to najczęściej okazja, by pójść na całość, choćby to oznaczało wyczyszczenie konta i zaciągnięcie kredytu.

Bo jak nie teraz, to kiedy? Co innego można uczcić płatkami róż, gołębiami, rzeźbami z lodu, morzem kwiatów, wypuszczeniem motyli, czerwonym dywanem, karocą, fajerwerkami? No właśnie, ten wybór atrakcji to jeden z pierwszych problemów. Nie tylko finansowy. Również „estetyczny”. Ślub ma być piękny, oryginalny, z klasą, a wychodzi… no często dość kiczowaty obrazek, jakby chciało się w jeden wieczór upchnąć wszystko, co kojarzy się z romantyczną miłością. Obrazek zupełnie nieprzystający do tego, z czym młoda para kojarzy się na co dzień.

wesela

Musi być perfekcyjnie

Tandetnie czy nie, wesele potrafi wydrenować portfel. A ile czasu zajmuje jego organizacja! Trzeba wybrać jakie kwiaty, obrusy, krzesła, dywan, co do picia, co do jedzenia, jakie przekąski, jakie upominki dla gości, czym jechać do ślubu, w jakim lokalu zorganizować przyjęcie, jak przystroić salę, jaka muzyka, jakie atrakcje, kto świadkiem, kto poniesie obrączki… Długie, długie miesiące planowania.

Można zatrudnić wedding plannera, to coraz popularniejsza usługa, ale ktoś taki kosztuje. A i bez wynajętego organizatora wydatki są spore, zwłaszcza gdy ma być luksusowo. Na polskim rynku usług weselnych to prężnie rozwijający się segment, bo mnóstwo osób pragnie wesela naprawdę na bogato, ale i ze smakiem. Tyle że z tym „smakiem” różnie wygląda, bo nie wszystkim podoba się wesele w klimacie Dynastii albo z przebierankami w duchu jakiejś epoki, z kolei minimalistyczne przyjęcia w industrialnej scenerii to niepotrzebne cudowanie i udowadnianie na siłę, jacy to nowożeńcy nie są postępowi. Poza tym można odnieść wrażenie, że wesele ciągle jest głównie po to, by pokazać, że ma się gest.

Dlatego tak często wszystkiego jest za dużo i „za bardzo”. Wesele ma być tak wyjątkowe, że staje się festiwalem przesady, bo najmniejszy drobiazg musi mieć weselny charakter i zachwycać swoją oryginalnością.

Jest też pewnego rodzaju rywalizacja, wszak ludzie widzą i komentują, a głupio być parą, która gości rozczarowała.  O to zaś naprawdę wyjątkowo łatwo, bo w takim tłumie spokojnie znajdzie się przynajmniej jedna niezadowolona osoba. Która powie, że źle, bo staropolskim zwyczajem na stole galaretki drobiowe i wódka z colą, no nie wysilili się młodzi, no poskąpili grosza na nowocześniejszą kuchnię. Albo źle, bo jakieś wegetariańskie wynalazki, a gdzie normalne mięso, co to za dziwne ciasta, jak jeść te roladko-kanapeczki, gdzie kompot? Co to za idiotyczne ustawienie stołów? Różowo-biały wystrój? Ale bezguście!

Ileż to wesele kosztuje!

Ta krytyka wkurza, wszak organizacja wesela idzie w dziesiątki tysięcy złotych. Co gorsza, niemal wszystko z przymiotnikiem „ślubny” jest dużo droższe niż w normalnej wersji. Makijaż, fryzura, paznokcie – powiesz, że na wesele, a cena najpewniej pójdzie do góry. Za auto na wesele tak samo policzą ekstra. A jak nie zaznaczysz, że usługa związana jest z przyjęciem ślubnym, to usługodawca potrafi się obrazić, że klient bezczelnie go okradł.

Goście też mają swoje dylematy. W co się ubrać, skoro to nie przyjęcie w tradycyjnym lokalu? Ile włożyć do koperty? Jaki prezent będzie w sam raz, by nie wyjść na skąpiradło? Co z noclegiem? Co z transportem?

Przy takich wydatkach obie strony mają swoje oczekiwania. Wielu gościom wydaje się, że to właśnie oni są bohaterami wieczoru, wokół których należy skakać i spełniać ich wymyślne życzenia, na przykład żeby zamiast gulaszu podać brązowy ryż. Obrażają się, że na zaproszeniu stało „z osobą towarzyszącą”, a nie z imienia i nazwiska. Ostentacyjnie komentują przyjęcie i pozostałych gości, kręcą nosem na muzykę i że wódka za ciepła, a tort za czekoladowy. Mówią, że nocleg załatwią sobie sami, po czym o trzeciej nad ranem pytają, gdzie będą spać.

Państwo młodzi, ze swojej strony, chcą, żeby wesele wypadło idealnie. I wkurzają się, gdy byle drobiazg wyłamie się z ustalonego wcześniej schematu. Drażnią najmniejsze głupoty, humor na dobre może się zgasić, bo ciocia miała sukienkę bez ramiączek i nieogolone pachy, dziadek męża przygwoździł znajomych i zamęczał ich opowieściami o okropieństwach wojny, a kolega zamówił u zespołu festyniarską piosenkę spoza oficjalnej playlisty.

Komu wysłać zaproszenie?

Tak, goście potrafią zirytować. Tym bardziej, że niekoniecznie są to osoby, które zaprasza się na wesele ze szczerego serca. Ooo, lista gości to zaczątek niejednej karczemnej awantury. Rodzice, najbliżsi przyjaciele – tu zwykle sporu nie ma. Ale dalsza rodzina? Och, musisz zaprosić wujostwo z Podlasia! I co z tego, że widziałaś ich trzy razy w życiu, ostatnio gdzieś dekadę temu. Musisz, bo się obrażą. No a jak zaprosiło się tych z Podlasia, to trzeba jeszcze tych z Gdańska, bo też się obrażą. Oraz ich dzieci, samych rodziców przecież nie wypada. Rodzina po prostu ma być, w komplecie, i osobiste sympatie zdają się nie mieć najmniejszego znaczenia.

A kiedy budżet jest ograniczony, to ktoś z listy wypaść musi. Najczęściej znajomi, których się lubi, mają oni jednak obce nazwisko, dlatego nie ma dla nich miejsca na rodzinnej imprezie. Albo jeszcze inaczej – to nie wielka miłość do rodziny, a czyste wyrachowanie. Koleżanki widzisz codziennie, a ta ciotka, co w Stanach siedziała 40 lat, sporo do koperty wrzuca. Dalecy krewni z Lublina lubią się popisać, więc co z tego, że ich prawie nie znasz – przyjadą, to część kosztów się zwróci.

Teraz znajomi. Też bywa ostro, ponieważ kręgi znajomych panny i pana młodego nie zawsze się pokrywają. Ba, zdarza się, iż narzeczona nie cierpi kilku kolegów przyszłego męża, bo to buce, za dużo piją, pewnie będą podrywać nieletnie kuzynki i zaczepiać kelnerki. Koleżanki narzeczonej nie lepsze, jazgoczą jak oszalałe, a po pięciu drinkach na bank się jakoś wygłupią. Plus jeszcze te mało ciekawe osoby towarzyszące zapraszanych gości.

Niby można się postawić, państwo młodzi to w końcu dorośli ludzie, ta niezależność może jednak sprowadzić na ich głowy gniew rodziców, babci i dziadka. Gniew wielki, prawie na śmierć i życie, z groźbą wydziedziczenia. Nawet fakt, że narzeczeni sami sponsorują swoje wesele, nie musi oznaczać wolnej ręki przy doborze gości.

Wszyscy wynocha do domu

I nierzadko te niewesołe prognozy się sprawdzają. A to odpali ululany wujek z wąsem obściskujący na siłę koleżanki panny młodej. Jakaś wścibska ciotka, ze swoim monologiem: a dzieci panienki nie mają?, a na co czekają, tylu tu kawalerów, a ty kochanieńki, ile zarabiasz, zobacz jaka pani ładna, zatańcz z nią, no zatańcz, sama przyszła, co się ma dziewczyna marnować. Podpici goście besztający obsługę, bo nie taki talerz i za mało sosu. Wymioty na środku parkietu, striptiz na stole, prowokacje do bójki.

Atmosfera robi się aż nazbyt swobodna, co dla części gości jest bardzo krępujące. Krępuje też zacięta walka o miejsca przy stole, choć krzeseł jest tyle, że wszyscy się zmieszczą. Drażnią niesforne dzieci, które puszczone samopas przeszkadzają dorosłym. Zdumiewają kobiety, które swoim strojem ewidentnie chcą przyćmić pannę młodą i skraść całą uwagę towarzystwa. Nowożeńców złoszczą dziesiątki „złotych rad” i uwagi w rodzaju „że też wam się chciało w tych czasach brać ślub”, „no, teraz to wszystko się zmieni”, „stary, z Cerberem u boku już nigdy cię nie zobaczymy”, „kochana, wreszcie możesz jeść co chcesz, chłop zaklepany, wolno ci przytyć”.

Ciężko przewidzieć, czy ktoś nie wyskoczy z jakąś wstydliwą historyjką z życia młodej pary, nie pokaże publiczności żenujących zdjęć, nie wygłosi idiotycznej przemowy. Niby to nic strasznego, na weselu nie takie rzeczy się dzieją, ale trudno się w takiej atmosferze rozluźnić i dobrze bawić.

I nie wiadomo, co gorsze: goście, którzy nie chcą się bratać z resztą, czy ci, którzy zaprzyjaźniają się na siłę. Sztywniacy, z nadąsaną miną, czy ci przesadzający z piciem, podrywaniem i rubasznymi żartami. A rodzina okazuje się czasem wcale nie taka zgrana, wesele to dla nich świetna okazja, by rozpalić na nowo stare spory, wyciągnąć dawne brudy, pokłócić się, pobić, demonstracyjnie opuścić salę. Słowem, za zaproszonych gości trzeba świecić oczami.

U nas moda taka, że całują na stojaka

Goście to jedno, styl wesela to drugie. Dawniej w zasadzie nie było dyskusji – rodzice płacili, więc decydowali o przebiegu całej imprezy. Dzisiaj spora część młodych ludzi chętnie odeszłaby od starych zwyczajów, ale nie bardzo mogą, bo znowu presja ze strony rodziców. Co to znaczy, że tak nie chcecie? Na rodzinę się wypinacie? Jaka „zwykła impreza przy ognisku”? Jak bez oczepin? Pogłupieliście do reszty? Co o nas ludzie pomyślą! Zgodnie z tradycją nie łaska?

A właśnie te tradycyjne obyczaje i zabawy budzą ogromne kontrowersje. Dla bardzo wielu osób są one zwyczajnie nie do przełknięcia. Wiadomo, że po kilku głębszych napięcie spada i nagle wszyscy znają słowa do piosenek disco polo, ale wciąż nie każdemu podobają się gierki z obmacywaniem, krępujące konkursy, picie na wyścigi, sprawdzanie panny młodej po kolanku, symulowanie kopulacji z obcym facetem, pokazywanie bielizny żeby wygrać butelkę wódki. I wybuchają gorące spory, bo dla jednych to zbyt przaśne i nierzadko seksistowskie, dla drugich to idealna zabawa i wyjmijcie wreszcie te kołki z tyłków, no korona z głowy księżniczce nie spadnie, jak da się klepnąć po pupie.

Nie zawsze też da się wymigać z wykupin panny młodej i trzeba odgrywać całą szopkę z chowaniem się po pokojach, licytowaniem, uciekaniem i porywaniem, co część rozbawi, a nawet wzruszy, a drugiej części wyda się upokarzające i głupie. Pociągi i węże wydają się niewinną rozrywką, ale i w tej zabawie nie każdy się odnajdzie, tak samo jak nie wszystkie panny chcą bić się o wiązankę.

Co oni chcą od schabowego i rosołu?

Z drugiej strony to zrozumiałe, że ludzie zaproszeni na weselną imprezę chcą się na niej porządnie wybawić – bo dla nich to także niemały wydatek. Nie są jedynie tłem, które ma klaskać na widok młodej pary. Jak to jednak pogodzić, wyważyć? Czy można obrażać się na babcię, że nie docenia wyszukanej, japońskiej kuchni? Na krewnych, którzy nie potrafią tańczyć do nowoczesnej muzyki i brakuje im orkiestry? Na tych znajomych, którzy zamiast siedzieć grzecznie jak w operze woleliby alko-grę?

Wesele rzadko kiedy jest przyjęciem dla bardzo hermetycznej grupy o niemal identycznych preferencjach. To zwykle duże rozbieżności wiekowe – są i młodziaki po dwudziestce, i tacy dobiegający siedemdziesiątki. Ludzie z różnych środowisk. Z różnych kultur. O różnych poglądach.

Łatwo powiedzieć, że polskie wesele jest wieśniackie, a jego „atrakcje” to zamach na rozum i godność człowieka. Bo dla wielu to właśnie prosiak ze sztucznymi ogniami w zadku jest gwarancją udanego wieczoru, podczas gdy nowoczesne, wyrafinowane przyjęcia to mordęga, towarzystwo nadęte, ąę, pogadać nie można, głupi żart to obraza majestatu. Napalonego wujka można przecież spławić, wścibską ciotkę zgasić celną ripostą, zresztą z Januszami i Grażynkami idzie się dogadać, bywają całkiem spoko, a nikt nie mówi, że po weselu trzeba podtrzymywać znajomość.

I co z tego, że nie jest kiczowato, a na Instagramie wszyscy pieją z zachwytu nad zdjęciami z perfekcyjnego przyjęcia, jeśli wiało na nim nudą? Jak ktoś mógł nazwać udanym wesele, na którym nikt nie dał sobie po gębie, nikt się nie wywalił podczas tańców, nikt nie wyskoczył z głupawą przyśpiewką, żadnej pannie kiecka nie podciągnęła się do góry? No dajcie spokój, wesele to, czy stypa?

A może w ogóle zrezygnować?

Jest po prostu kłopot, by w stu procentach wpasować się w oczekiwania zaproszonych gości i niemal zawsze ktoś będzie zawiedziony charakterem weselnej imprezy. Nie sposób pogodzić radosny, kiczowaty folklor z przyjęciem, na którym ludzie trzymają język za zębami, a ręce przy sobie. Nie ma też co liczyć na to, że zapanuje się nad tak dużą grupą ludzi, w dodatku podchmieloną, to w końcu zabawa, a nie musztra.

Może właśnie dlatego, by odpuścić sobie podobne dylematy, coraz więcej młodych par decyduje się na zupełnie inne rozwiązanie – brak wesela i zamiast tego na przykład drogą podróż poślubną albo zakup czegoś praktyczniejszego niż sto skrzynek z alkoholem. A jeśli robią wesele, to bardzo skromne, w gronie ludzi, z którymi naprawdę chcą dzielić ten szczególny dzień swojego życia. Chcą sobie oszczędzić „tego całego cyrku” – jak sami to nazywają, i trudno ich za to winić, piękny ślub to przecież taki, który podoba się przede wszystkim głównym bohaterom wieczoru.

    11 komentarzy

  • kloszard

    …a po to by było coś na poważnie , coś z wysiłkiem, z trudem , z chociaż małym podejściem pod górę a nie li tylko turlanie się w dół bez wysiłku bez obowiązku, odpowiedzialności itp.

  • Greenelka

    Powiem Ci, że niedawno byłam na weselu pół polsko pół niemieckim i Niemcy byli sztywni jak kołki w płocie, dopiero polskie disco polo ich wyrwało do tańca i potem słyszałąm, ż enigdy tak się nie bawili jak na tym weselu:)

    • kloszard

      …przyszło mi na myśl, że poznałam kiedyś kobietę, która przeżyła prawdziwą noc poślubną a z pozoru wydawała się być jak większość ….jak to pozory czasem mylą. Opowiedziała mi a ja zazdrościłam.

  • Magdalena Szymańska

    Ja miałąm ochotę na wyjazd w podróż poślubną, taki porządny wyjazd, ale rodzina się uparła, że wesele musi być…..

  • jotka

    Wesele to sprawa indywidualna, jedni chcą, inni wcale, to zależy też od zasobności portfela. My akurat po weselu, wspominamy dobrze, wszystko się udało, nikt się nie upił, a młodzi wyręczyli nas w przygotowaniach i starali sie ograniczać wydatki maksymalnie.
    Znam też takie pary, które pobierają się i weselą kameralnie, bez tańców do rana.

  • Gaja

    Wesele to wielki przemysł, nie tani. jedni chcą mieć wszystko tradycyjnie, bez względu na koszty. Inni nie chcą topic w coś takiego kasy i nie chcą tego całego zamieszania i tłumu. Kwestia podejścia, ja wybrałabym ten drugi, niestety miałam pierwszy, gdyż dawno temu rodzice za mnie wybrali. Takie to były czasy :-/

  • Mozaika Rzeczywistości

    Widzę w telewizji jak wiele jest programów dotyczących wesel. Jak dla mnie to trochę rozdmuchiwanie sztuczne pewnych rzeczy. Bo niektóre z propozycji bardziej nadają się do cyrku albo na jakiś festiwal niż na uroczystość rodzinną.

    Dopiero jak ktoś osiem godzin przy biurku posiedzi zrozumie jak to męczy. Bez tego ciężko sobie to wyobrazić.

    Pozdrawiam!

  • Asia

    Najlepsze wesela są na Śląsku.
    Czujesz rodzinną atmosferę, zabawę, miłość i jesteś najedzony jak bąk

  • Ona

    Da sie. Nie mialam, bo z mezem nie chcielismy. I nie zalujemy- przeciez to byla kolejna swiadoma I przemyslana decyzja. Wesela maja to do siebie, ze nawet jak sa organizowane w nowoczsnym miejscu, panstwo mlodzi maja nowoczesne wdzianka, to i tak pozniej koncza sie na tych dziwnych zabawach i disco polo ;-). Chociaz bylam na weselach bez disco polo i ludzie tez sie bawili.
    Swoja droga, lubie wesela, bo mozna spotkac sie z rodzinka, poobserwowac ludzi, najesc sie. Bylam na kilku w rodzinie i bylo spoko.

  • gg

    a ja miałam małe przyjęcie i Postanowiliśmy jechać w świat !!! RODOS i Malediwy !!!!!

  • January

    Byliśmy zaproszeni całą rodziną na ślub i wesele na Śląsku. Ślub odbył się w kościele, do którego od pokoleń rodzina uczęszczała. Wszystkie potrzebne dokumenty były więc w tamtejszej kancelarii. Przyjaciele państwa młodych zorganizowali oprawę liturgiczną mszy.
    Następnie młodożeńcy ślubowali sobie miłość, wierność i uczciwość małżeńską w asyście zaprzyjaźnionego młodego kapłana. Było to wydarzenie wzruszające dla nich i dla nas obecnych Poczucie wspólnoty nie opuszczało nas również później w domu weselnym. Świetnie się bawiliśmy i tańczyliśmy do białego rana ( lipiec). Był czas dla siebie nawzajem i na rozmowy i na zabawę. Zapewniono nam nocleg, a rano w niedzielę wspólne śniadanie, też w domu weselnym i msza św. w pobliskim kościele.
    Powrót pendolino do domu i cudowne, niczym nie zmącone wspomnienia z wesela pełnego radości i miłości. 100 lat kochani !

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>