Główne menu

Przemoc seksualna wobec kobiet

Przemoc seksualna to niezwykle trudny temat. Również dlatego, że często się go bagatelizuje, ośmiesza i sprowadza do absurdu. Nawet w kwestii tak oczywistego wydawałoby się przestępstwa, jakim jest gwałt, nie widać jednoznacznego potępienia dla sprawców. Bo gdzieś tam zawsze ciśnie się na usta znamienne: „sama się o to prosiła”.

Słychać też głosy, że przemocą dla kobiet jest dzisiaj każdy przejaw męskości i próba negacji różnic pomiędzy płciami. Bo to normalne, że kobiety podniecają facetów, a że czasem okazują oni swój zachwyt nazbyt entuzjastycznie? No nie zamieniajmy mężczyzn w eunuchów.

Więc jak to jest z tą przemocą? Dotyka nas czy mamy urojenia? I dlaczego tak powszechnie uważa się nas za współwinne tego zjawiska?

Masz na co zasłużyłaś

Gwałt. Bardzo, bardzo przykre przeżycie. Tym bardziej traumatyczne, że nie wszyscy się nad biedną dziewczyną litują. Bo teoretycznie każdy przyzna, że to obrzydliwy występek, ale gdy zaczyna się kwestię gwałtów analizować bardziej drobiazgowo, to wychodzi, że owszem, on postąpił źle, ale ona…

Ona w gruncie rzeczy nie jest taką niewinną ofiarą. Bo nie igra się z męskimi instynktami, a do gwałtów dochodzi przecież dlatego, że tą biedną męską naturę wystawia się na ciężkie próby i człowiek zwyczajnie nie daje rady nad tym zapanować. Zgoda, tylko że to samo można powiedzieć o dosłownie każdym aspekcie życia.

Jeździsz Porsche? Nie płacz potem, że ci je ukradli, drogie auta budzą pożądanie u tych, których stać jedynie na używanego Fiata. Zabrali Ci siłą najnowsze Adidasy? Było kupić trampki w Lidlu, a nie kłuć w oczy markowymi butami. I tak dalej. Oczywiście, można dyskutować czy dziewczyna w mini z biustem na wierzchu przypadkiem nie przekracza pewnych granic przyzwoitości, ale mimo wszystko trudno usprawiedliwić czyjś kompletny brak opanowania wyglądem drugiej osoby.

przemoc wobec kobiet

Gdy dochodzi do przestępstw, zwykle jest zgoda – oprawców karać, bezwzględnie. I tylko ten gwałt budzi wątpliwości. Wszak kobiety mogłyby wielu nieprzyjemności uniknąć, gdyby nie kusiły losu.

Zawsze są jakieś okoliczności łagodzące dla gwałciciela. A to za krótka spódnica, a to głęboki dekolt, a to nierozważna wycieczka do parku. No strasznie się stało, ale czy przypadkiem ona nie wysyłała zachęcających sygnałów? Może przesadziła z flirtem? Może uśmiechała się kokieteryjnie? Może gdyby nie szła tą ulicą sama, ubrana w sukienkę…

No to wyobraźmy sobie, że tą ulicą idzie nie dziewczyna, ale młody chłopak. Po prostu sobie idzie, ale dwóch łysych byczków przechodzących obok dochodzi do wniosku, że ów chłopak sprowokował ich do zaczepki. Bo spojrzał na nich. Uśmiechnął się ironicznie. Wyglądał jak pedzio. Nieważne co zrobił, napastnicy wytłumaczą się prostym hasłem: sprowokował nas, dlatego zebrał oklep. Mógł dla własnego bezpieczeństwa zostać w domu. Mógł niżej spuścić głowę, mógł mieć pokorniejszy wyraz twarzy, mógł ubrać się inaczej. Nie zrobił tego, więc nie miejcie do nas pretensji. Czy zwolennicy teorii o winy ofiary będą owego chłopaka oskarżać, że sam się o pobicie prosił? Ktoś pewnie powie, że obie te sytuacje nie są analogiczne, ale w sumie dlaczego? Bo kobiety prowokują bardziej?

Wystarczy, że jesteś

Cała ta teoria o prowokowaniu do przemocy seksualnej kuleje, jeśli sprawdzi się okoliczności, w jakich do gwałtów najczęściej dochodzi. To naprawdę nie jest tak, że gwałcone są wyłącznie dziewczyny jadące z obcymi chłopakami do podejrzanej willi za miastem oraz pijane imprezowiczki tańczące na barze bez majtek.

Według policyjnych statystyk, ok. 80 proc. zgłoszonych gwałtów dopuszczają się znajomi, których dobrowolnie wpuszcza się do domu, bo nie podejrzewa się ich o niecne zamiary. Natomiast przestępstwa seksualne dokonywane na ulicy, w parku czy innych odludnych miejscach niekoniecznie wynikają z tego, że jakaś spragniona wrażeń dziewczyna paradowała w kusej kiecce – zazwyczaj w takich okolicznościach gwałcone są kobiety, które wracają z pracy, zmęczone, myślące raczej o ciepłej kąpieli i kolacji, a nie o strzelaniu zalotnie oczami w stronę mijanych facetów. Również ich wygląd nie ma nic wspólnego z zarzucanym kuszeniem – mnóstwo zgwałconych dziewczyn miało na sobie w chwili przestępstwa grubą kurtkę, dresy, szeroki sweter, ani grama makijażu.

Skoro tak, najwyraźniej kobiety rzeczywiście powinny chodzić odziane w burki wzorem mieszkanek krajów arabskich. One bez wątpienia nie wabią, nie zachęcają, w ogóle nie wchodzą mężczyznom w drogę. Tak się jednak dziwnie składa, że przemoc w państwach islamskich ma się świetnie, do gwałtów jak najbardziej tam dochodzi i nierzadko są one niezwykle brutalne.

Więc jak to, kobiety mimo tej zasłony i skromności nadal prowokują? Czyżby przyczynkiem do gwałtu była po prostu ich obecność i to wystarczy, by z faceta wyszło zwierzę?

Najwyraźniej zatem to nie w prowokowaniu ubiorem czy zachowaniem leży sedno problemu. Jest nim raczej wychowanie samych mężczyzn, którym pozwala się na agresję wobec płci przeciwnej. A dopóki takie myślenie jest akceptowane, kobiety mogą nosić na sobie pokutne worki, mieć oddzielne sale i chadzać wydzielonymi chodnikami, a i tak znajdzie się ktoś, kto zechce sięgnąć bez pytania „po swoje”.

Ustalenie granic ostrożności jest dość trudne, zwłaszcza jeśli chodzi o strój. Są mężczyźni, których niesamowicie podniecają stopy, zatem co, założenie sandałków też może być zachętą do gwałtu? Nie mówiąc o tym, że usprawiedliwienia przemocy seksualnej rzekomą kokieterią kobiet są tak po prawdzie uwłaczające dla samych mężczyzn, bo w rzeczywistości znakomita większość z nich potrafi kontrolować własne popędy nawet w bardzo gorących sytuacjach. A jeśli któryś tego nie potrafi, znaczy, że sam ma problem i powinien się leczyć, a nie głupio tłumaczyć.

Możesz, ale czy musisz?

Lecz w tych nawoływaniach do zachowania ostrożności jest ziarno słuszności. Niektóre obrończynie kobiecych praw najwyraźniej trochę opacznie rozumieją swoją walkę, bo zamiast dążyć do zminimalizowania liczby gwałtów skupiają się raczej na testowaniu granic cudzej wrażliwości.

Żeby było jasne – przemoc to przemoc, nie ma tłumaczenia, winny jest zawsze oprawca. Zawsze. Jednak nie można odmówić racjonalności argumentom typu „bądź ostrożna, nie chodź sama po nocy, nie ufaj obcym mężczyznom, zachowuj się rozsądnie na imprezie”. Nie chodzi tu wcale o wpajanie poczucia winy za gwałt, ile o elementarną ostrożność. Zostawmy na bok porady dla dziewczyn.

Wyobraźmy sobie, że nasz syn idzie na mecz. Naprawdę powiemy mu: idź na stadion Legii w szaliku Lecha i krzyknij, że stolica to cieniasy, bo masz prawo do własnych opinii? Czy może raczej poprosimy go, żeby nie pchał się niepotrzebnie w kłopoty? Czy powiemy małemu dziecku: jak są pasy, wchodź na nie śmiało, bo masz pierwszeństwo i żaden kierowca nie ma prawa zajechać ci drogi, czy może jednak dodamy: mimo pasów i świateł, zachowaj ostrożność, spójrz w lewo, spójrz w prawo i dopiero wejdź na jezdnię?

Dokładnie tak samo jest z przemocą seksualną. Zgodnie z prawem możemy sobie chodzić po zmierzchu po podejrzanej okolicy ubrane w miniówki, ale zdrowy rozsądek podpowiada, że to równie głupie jak zostawianie otwartego auta na parkingu pod sklepem. Jeśli ktoś nas w takiej sytuacji skrzywdzi, wina będzie bezsprzecznie jego. Ale to my poniesiemy bolesne konsekwencje własnej chęci udowodnienia, że prawo jest po naszej stronie.

Co oczywiście nie znaczy, że upomnienia należą się wyłącznie nam. Potencjalny złoczyńca powinien na każdym kroku słyszeć: nie czyń zła. To on powinien czuć się zagrożony. I tak jak kobiety ciągle się poucza, że mają na siebie uważać, tak jednocześnie powinno się przestrzegać mężczyzn, że nie wszystko im wolno – nie panujesz nad emocjami to zostań w domu, unikaj towarzystwa kobiet, nie chodź na plażę, nie pij alkoholu, dodawaj bromu do zupy. Brzmi idiotycznie? Dokładnie to samo można powiedzieć o komunikatach dla kobiet typu „nie maluj ust na czerwono, nie noś spódniczek, nie uśmiechaj się do obcych, unikaj mężczyzn”.

Jak można prostytutkę zgwałcić?

Za te słowa Andrzejowi Lepperowi nieźle się oberwało. Ale czy przypadkiem spora grupa ludzi nie myśli podobnie? W tym sensie, że przecież są kobiety, które w zasadzie mają obowiązek świadczyć wszelkie usługi seksualne zawsze, gdy pan sobie zażyczy.

Prostytutka, wiadomo od czego jest, jak to może się jej nie chcieć? Nie trzeba jednak posuwać się aż tak daleko. Weźmy małżeństwo. Niby jest jasne, że żona to nie własność męża, lecz pojęcie gwałtu małżeńskiego dla wielu brzmi jak świetny dowcip.

Jednym z filarów związku jest przecież seks, zatem żona powinna być w każdej chwili gotowa na zaspokojenie potrzeb małżonka. To prawda, że są kobiety traktujące seks w związku jako walutę. Ale jest i mnóstwo takich, które są do seksu zmuszane, bite z powodu odmowy, traktowane przedmiotowo. Jak się poskarżą, że mąż je gwałci, to usłyszą, że „od tego właśnie są”. Nie podoba się seks z mężem? Droga wolna, on pójdzie do innej, ty zostaniesz sama i jeszcze za tym przymuszaniem zatęsknisz, jak zobaczysz, że nie jesteś nikim wyjątkowym.

Podobny schemat myślowy dotyczy wielu relacji towarzyskich, gdzieś w klubie, na dyskotece, publicznej imprezie. Ludzie często korzystają wtedy z okazji, by kogoś poznać, ale czy to oznacza, że zbliżą się do kogokolwiek?

Dziewczyna wychodząc na imprezę, stara się wyglądać ładnie, daje sygnał – jestem gotowa do zawarcia nowej znajomości. Może i nawet do seksu, czemu nie? Ale nie z każdym, to chyba zrozumiałe? Otóż nie bardzo.

Dla części mężczyzn atrakcyjny wygląd kobiety jest tożsamy z przyzwoleniem na seks. Skoro się stroi, to wiadomo w jakim celu. Dlaczego więc, gdy ja ją podrywam, ona odmawia, oskarża mnie wręcz o agresję i molestowanie? Co, odwidziało się jej? To po co tu przylazła taka wypindrzona?

No to ponownie, odwróćmy role. Mężczyźni też dbają o wygląd. I można przyjąć, że w dużej mierze robią to po to, by spodobać się kobietom. Kiedy ładna barmanka mrugnie w ich stronę z wyraźną sympatią, poczują się podbudowani. Ale co gdyby to oczko puściła kobieta kompletnie nie w ich typie? Taki żeński odpowiednik wąsatego, brzuchatego pana Zdziśka? I gdyby ona razem z koleżankami na głos komentowała jędrne pośladki i chęć, hehehe, ujeżdżenia kawalera do upadłego, a potem próbowała siłą zaciągnąć go gdzieś na zaplecze i wykorzystać? No przecież przyszedł do klubu (wiadomo po co), ubrał się atrakcyjnie (wiadomo po co), rozglądał się po sali (wiadomo po co). Mówicie więc, że ta pani była nachalna i nie miała do tego prawa, bo on nie był nią zainteresowany? Hm…

Słowa też bolą

Przemoc seksualna to nie tylko gwałt. To również słowne zaczepki, poklepywanie, nieprzystojne propozycje. I właśnie na tym obszarze dochodzi do największych sporów. Bo co złego w powiedzeniu koleżance, że ma ładne nogi? To taki grzech, że facet się za nią obejrzy? Czy kobiety nie oczekują od mężczyzn atencji? Czy nie po to ubierają spódnice, obcisłe sweterki i dopasowane dżinsy, by przyciągnąć na siebie męskie spojrzenia?

Najgorzej jest w pracy, bo tam kobietom zwykle zależy na tym, by oddzielić sprawy zawodowe od kwestii damsko-męskich. A to się nie zawsze udaje. Koledzy z biura każdą rzecz mogą wziąć za zachętę do flirtowania. Ubranie to tylko jeden z pretekstów, erotyczne bodźce płyną zewsząd. A bo ona się schyliła. Bo kucnęła. Bo przysiadła na biurku. Podbiegła do windy. Uśmiechnęła się. Jak nie spojrzeć, z każdej strony te straszne baby kuszą, no nie można się skupić. No nie da się nie skomentować. Nie zaczepić. Bo może one specjalnie tak?

Miły, subtelny komplement raczej nie urazi kobiecej dumy, ale sprośne dowcipy, seksualne aluzje, nieproszony dotyk już tak. Dziewczyny na podobne molestowanie reagują wymuszonym uśmiechem, niechętnie protestują, bo nie chcą wyjść na histeryczki, wojujące feministki i zarozumiałe damulki bez poczucia humoru. Albo boją się nieprzyjemnej atmosfery w pracy czy wręcz wypowiedzenia umowy. Kiedy zaś zwrócą uwagę, słyszą tylko, że nic takiego przecież się nie stało, bez przesady, nie jesteśmy w klasztorze.

Mężczyźni oskarżenia o molestowanie zbywają tłumaczeniem: „nie sądziłem, że ona może to tak odebrać”. Warto więc zaproponować prostą receptę – jeśli nie wiesz, czy kobieta na twoje zaczepki zareaguje ze zrozumieniem, po prostu zrezygnuj. To, czy ktoś czuje się komfortowo i podoba mu się słowna gierka z erotycznym zabarwieniem, naprawdę da się zauważyć. Może i Zosia lubi, jak ją miziasz po kolanku, gdy przynosi ci dokumenty, ale Kasia może sobie nie życzyć nawet zwykłego komplementu. Myśl sobie o niej co chcesz, ale uszanuj, że ona postawiła granicę w tym miejscu i domaga się jej przestrzegania. I tak, jeśli tą granicę naruszysz, dopuszczasz się przemocy.

Żeście całkiem sfiksowały

Według raportu Agencji Praw Podstawowych Unii Europejskiej (FRA), średnio co trzecia mieszkanka unijnej wspólnoty doświadczyła przemocy seksualnej. Poza Europą te dane są jeszcze smutniejsze.

W niektórych krajach, np. Egipcie, ofiarą molestowania padła prawie każda obywatelka. Nie wygląda to przyjemnie, ale sceptycy zadają pytanie – czy aby na pewno zawsze chodzi o przemoc seksualną? A może dziewczyny przesadzają? Może zwyczajnie się mszczą na facetach?

W dzisiejszych czasach molestowaniem może być dosłownie wszystko, łącznie ze spojrzeniem i przepuszczeniem w drzwiach. Każde męskie zachowanie zabarwione uprzejmością płeć żeńska ma prawo zinterpretować jako oznakę wyższości, chęć poniżenia i sprowadzenia kobiety do roli seksualnego obiektu. I tak jak dla nieogarniętych facetów wyjście na drinka jest równoznaczne z seksem na pierwszej randce, tak dla niektórych pań byle gest ze strony faceta jest seksizmem, molestowaniem i preludium do gwałtu. A to niestety nie pomaga całej sprawie, bo zamiast mówić o prawdziwej przemocy, uwaga publiczna skupia się na ekstremalnych wypowiedziach.

Nie da się nie zauważyć, że w pewnych kręgach definicja przemocy seksualnej obejmuje cokolwiek za wiele. I łatwo wtedy zrozumieć irytację mężczyzn, bo właściwie czego nie zrobią, da się to podciągnąć pod molestowanie bądź gwałt.

Słysząc o modelu skandynawskim, w myśl którego kobieta musi dać werbalną, czytelną, wyraźną i jednoznaczną zgodę na seks, w zasadzie to najlepiej na piśmie i z pieczątką, można być nieco rozbawionym. Przecież dorośli ludzie wiedzą bez słów, że chcą wylądować w sypialni, czy wszystko trzeba oznajmiać tak prosto z mostu? Gdzie romantyzm, już nawet randki będziemy potwierdzać notarialnie?

Problem w tym, że nie wszyscy są tacy dorośli i tych sygnałów nie odczytują jak należy, lecz robią to wedle własnego uznania. Dlatego wiele tych niezbyt mądrych pomysłów powstaje nie po to, by dokopać mężczyznom, ale w dobrej wierze – kobiety tak wiele wycierpiały, że lepiej dmuchać na zimne. Może to i absurdalne, jednak doświadczenie pokazuje, że bez jasno określonych zasad druga strona zawsze będzie szukać wytłumaczeń dla swoich występków.

Jeśli mężczyzna dyskretnie i przelotnie zerknie w dekolt koleżanki – niech będzie, że taka jego natura. Ale jednak nieskrępowane wgapianie się w ten biust to już co innego. Podobnie jak głośna uwaga, co by się z nim chciało zrobić. O tym, gdzie zaczyna się przemoc seksualna, często decyduje kultura osobista i empatia, nie trzeba do tego żadnej specjalistycznej wiedzy ani kursów. Jak ktoś chce, łatwo dostrzeże znak „stop”. Dobra zabawa jest wtedy, gdy śmieją się wszyscy, jeśli zaś jedna strona cierpi, to już zwykłe nękanie. I wystarczy się tego trzymać, by nikt nie miał do nikogo pretensji.

To nie przemoc, to zazdrość

W przypadku przemocy seksualnej największym problemem jest mentalność. Wystarczy posłuchać niektórych męskich rozmów albo przejrzeć pierwsze lepsze forum w necie pod tekstem poruszającym kwestie molestowania.

Nader często można przeczytać w komentarzach: dlaczego o przemocy seksualnej mówią zawsze tylko brzydkie feministki? I od razu jest odpowiedź: mówią tak, bo są zazdrosne, bo same by chciały być pomolestowane, ale nikt ich kijem nie tknie, o gwałcie mogą sobie tylko pomarzyć, to czepiają się reszty.

Nie wiadomo wprawdzie, skąd to przekonanie, ale stereotyp idzie w świat. Nawet w poważnych, publicystycznych debatach w tv można usłyszeć żarciki w rodzaju: wiecie co było powodem potopu szwedzkiego? Szwedzi mieli już dość swoich brzydkich kobiet, haha, dlatego Szwedki do dzisiaj mają hopla na punkcie molestowania, z zazdrości, proszę pana, haha. No a skoro tak, to jesteśmy rozgrzeszeni, normalnym kobietom takie zachowanie nie przeszkadza, nienormalnymi nie ma się co przejmować, bo sobie całą tą przemoc wymyśliły w ramach zemsty. I wszystko zostaje po staremu.

    6 komentarzy

  • panikara

    Uważam, że przemoc seksualna to ogromny problem i to nie tylko w stosunku do kobiet. Przygotowując się do matury czytałam książkę, w której podano bardzo wysoki odsetek molestowania seksualnego dzieci przez ich najbliższych (jeżeli się nie mylę dotyka to co piąte dziecko?). I tu już nie można powiedzieć, że dziesięciolatka sama się o to prosiła. Bardzo dużym problemem jest też chyba nieświadomość starszych ludzi, którzy wyrośli w przekonaniu, że dziecko to własność rodzica, który może z nim robić co chce..

  • Rebecca Sharp

    Mam wrażenie, że przemoc psychiczna jest najgorsza. Zadaje się ciosy psychice. Jak fizyczne rany można wyleczyć (chociaż nie bagatelizuje tego problemu) to z psychiką pójdzie nam już o wiele gorzej. Powrót do równowagi psychicznej czasami trwa bardzo długo i bardzo często musi iść w parze z bardzo intensywną psychoterapią.
    Poza tym jak dowieść, że np. mąż znęcał się nad żoną psychicznie. Jest to o wiele trudniejsze niż udowodnienie przemocy domowej.

    • dorota

      Rebecca, to niestety fakt. Przemoc psychiczna, znęcanie się w ten sposób jest potwornie bolesne i trudno się od tego uwolnić, nie wspominając o udowadnianiu…

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>