Główne menu

Przyjaźń po 30. Co się tak naprawdę zmienia?

Przyjaźń to jedna z najwspanialszych więzi międzyludzkich, a jednak poświęcamy jej zaskakująco mało czasu. Często wszystko jest ważniejsze od przyjaciół, choć to właśnie na nich można liczyć w ciężkich chwilach, to oni znają nas na wylot, są wyrozumiali, serdeczni, po prostu niezbędni.

U bardzo młodych ludzi przyjaciele są zazwyczaj numerem jeden i wydaje się, że to na zawsze, bo jak to tak, żyć dalej bez najlepszych psiapsiółek? To przecież niemożliwe! A jednak. Im więcej lat na karku, tym częściej przyjaciele spychani są na dalszy plan. Stali się zbędni czy po prostu brakuje dla nich czasu?

Razem na całe życie!

Przyjaciółmi jesteśmy z wyboru. Nie jesteśmy na nich skazani jak na rodzeństwo. Nie trzeba na ich widok zaciskać zębów jak w przypadku upierdliwych współpracowników czy sąsiadów, od których teoretycznie można się uwolnić, ale niestety, nie jest to takie proste. Przyjaźń jest związkiem, którego się nie formalizuje, nie ma na to żadnych papierów, ale lubimy myśleć, że ona nigdy nie przeminie, że ten ktoś niezawodny, kto wesprze w kryzysie i szczerze cieszy się z naszych sukcesów, zawsze będzie gdzieś z boku.

przyjaźń po 30

O prawdziwą przyjaźń równie trudno jak o prawdziwą miłość. Takich ludzi w naszym życiu jest niewielu, i to właśnie dowodzi ich wyjątkowości. Przychodzi jednak taki moment, gdy na pielęgnowanie tych cennych więzi brakuje czasu. Nie to, że przyjaciele stają się niepotrzebni, tylko jakoś tak wychodzi, że rozmawia się z nimi coraz rzadziej i jeszcze rzadziej się z nimi spotyka.

Następuje to mniej więcej w okolicach trzydziestki. To oczywiście umowna granica, ale nie wzięła się z powietrza – dla bardzo wielu ludzi to moment, gdy w życiu sporo się zmienia. Można powiedzieć, że dorosłe życie zaczyna się wtedy „na poważnie”, a dorosłość weryfikuje mnóstwo przekonań z wczesnej młodości.

Koło trzydziestki grono znajomych osób wyraźnie się kurczy. Wiadomo już, z kim połączyła naprawdę głęboka więź, a z kim można się rozstać bez większego żalu. Oczywiście, czasem te rozstania bywają bardzo bolesne, bo ciężko się pogodzić z faktem, że ktoś dawniej tak bliski nagle okazuje prawie obcą osobą. Dlaczego?

Wcale tak wiele nas nie łączy

W dzieciństwie przyjaźń jest prosta. Dzieci lubią tych, z którymi fajnie się bawi, i jeśli coś psuje dziecięcą znajomość, to raczej rodzice, a nie sami zainteresowani – maluchy nie patrzą na status społeczny, nie oceniają jak dorośli. W szkole przyjaźń ma ogromne znacznie, ponieważ to czas, gdy bardzo potrzebuje się akceptacji rówieśników, bliskości osób, które rozumieją jak jest, w przeciwieństwie do starych i ich durnych zakazów, wiecznych pretensji, oderwania od rzeczywistości.

Ale ta potrzeba często skutkuje tym, że za przyjaciół bierze się ludzi, którzy niekoniecznie nimi są. Na początku tego nie widać, bo paczkę łączą młodzieńcze przygody, wspólne cele, knucie spisków przeciwko wrogom. Niektórzy tak bardzo chcą się przypodobać jakiejś grupie, że godzą się na różne rzeczy w imię przyjaźni i dopiero po długim czasie dociera do nich, jak powierzchowne, czy wręcz toksyczne były to znajomości.

Po zakończeniu edukacji zmieniają się priorytety. I może się okazać, że fajna koleżanka z ławki wybiera tak inną drogę, że coraz trudniej znaleźć punkty wspólne. Nie zawsze wygrywa charakter, ale na przykład status – jedna została fryzjerką, druga dyrektorką finansową, i czy teraz da się pogodzić te dwa odmienne światy, z innymi ambicjami, oczekiwaniami, standardem życia? Może być naprawdę trudno.

Ponadto z wiekiem zmienia się nasza tolerancja. Młodzi zazwyczaj są bardziej otwarci na zmiany, na akceptację inności, jeszcze szukają siebie, a ich poglądy dopiero się krystalizują. Owszem, młodzi bywają radykalni, bo widzą świat w czarno-białych barwach, ale jednocześnie można odnieść wrażenie, że częściej są skłonni komuś coś wybaczyć albo wierzą, że mogą drugą osobę przekonać do zmiany zdania.

Im człowiek jest starszy, tym dobitniej dociera do niego, że innych nie da się tak łatwo „naprawić”, zresztą nie bardzo jest po co, no i widzi się szerszy kontekst, dostrzega się konsekwencje cudzych działań. I przede wszystkim nie znajduje powodu, by znosić czyjeś niedostatki w imię dziwnie pojmowanej przyjaźni.

Bo to nie była prawdziwa przyjaźń

Z perspektywy czasu można dostrzec, że niektórych znajomych tolerowało się tak długo, ponieważ byli częścią grupy. Kolega z klasy był bliski, bo codziennie spędzało się z nim kilka godzin, chodziło razem na wagary, jeździło na wycieczki, spotykało po szkole – to podtrzymywało więź, mimo że wiele jego zachowań strasznie irytowało. Dla dobra paczki nie robiło się z tego dramatu, ale w dorosłym życiu, gdy siłą rzeczy nie można już tyle czasu spędzać razem całą grupą, odsuwa się takich ludzi od siebie.

Cenniejsze stają się spotkania kameralne, z tymi, których towarzystwo tak nie męczy. Dorosłość po prostu otwiera oczy. Także na to, czy ktoś kumpluje się ze mną, bo mnie lubi, czy może dlatego, że mam pieniądze, fajne mieszkanie, wpływowych rodziców albo wysoko postawionych znajomych. I co w ogóle robimy razem? Może tylko imprezujemy?

Po trzydziestce organizm zwalnia, już nie da się zarywać pięciu nocy w tygodniu, kac jest boleśniejszy, a obowiązków przybywa, nie ma siły na słuchanie po raz setny tych wszystkich bzdetów, że komuś oczko poleciało przed ważnym spotkaniem. Rozpoczyna się selekcja, a własna wygoda staje się ważniejsza. Ceni się ludzi, którzy oferują coś więcej niż piątkowe wyjście do klubu.

Nie chce się mieć przyjaciół, którzy w trudnych momentach zawodzą. Fajnie jest być lubianym i prowadzić bujne życie towarzyskie, ale co z tego, jeśli towarzysze zabawy wymigują się brakiem czasu, gdy potrzebuje się ich pomocy. Okazuje się, że druga strona wcale nie jest tak zaangażowana w znajomość, jak to się wydawało – jedna osoba zawsze pierwsza wychodzi z inicjatywą spotkania, interesuje się czyimś życiem, druga tylko odpowiada, a gdy robi się gorąco, znika bez śladu. I wraca, gdy szuka rozrywki lub sama ma jakiś problem.

Rodzina na pierwszym miejscu

Największą przeszkodą dla przyjaźni często okazuje się rodzina. Współmałżonek, dzieci – to im poświęca się najwięcej czasu i energii. Większość osób po trzydziestce ma takie zobowiązania albo właśnie się do nich przymierza, a dodając do tego pracę zawodową i resztę obowiązków, niewiele czasu pozostaje na inne aktywności.

Gdy trafi się wolna chwila, spędza się ją zazwyczaj z rodziną. Od czasu do czasu planuje się wyjście z przyjaciółkami, ale życie bywa wredne – wyskoczą nieplanowane nadgodziny, dzieciak złapie anginę albo trzeba mu przygotować strój na szkolne przedstawienie, partner ma jakiś kłopot i trzeba się nim zająć. Kiedy coś wyskakuje, najłatwiej przełożyć/odwołać spotkanie z przyjacielem, on przecież zrozumie, poczeka, nie odejdzie z tego powodu.

Jeszcze gorzej, gdy przyjaciele są na różnych etapach życia. Problemy drugiej osoby nie zawsze wydają się poważne, nie rozumie się tych mechanizmów, jakie rządzą jej życiem. Co mnie obchodzi, jak jej poszło z raportem, skoro mojemu dziecku grozi jedynka z polskiego? Ileż można słuchać o bachorach, jakby nic ważniejszego na świecie się nie działo? Przyjaźń jest wystawiona na ciężką próbę i niekoniecznie udaje się jej wyjść z tego zwycięsko.

Jest tym trudniej, że spotkania z przyjaciółmi wciąż bywają traktowane jak zaniedbywanie rodziny. Mąż ma szlaban na kolegów, bo w domu jest tyle do zrobienia. Żona musi w pierwszej kolejności zatroszczyć się o potrzeby domowników. Nie ma tak, że wychodzimy na plotki, a dzieci zostają z opiekunką – czy dobry rodzic zachowuje się w ten sposób? Niech się potem nie dziwi, że syneczek wpadł w narkotyki, a córunia wróciła z imprezy z brzuchem.

Wyrzuty sumienia zmuszają do pozostania w domu, tym bardziej, że lepiej się narazić na gniew przyjaciela niż pretensje urażonej żony bądź męża. Poza tym, nauczeni własnym doświadczeniem ludzie wiedzą, jak cenna jest choćby minuta wytchnienia, dlatego nie chcą innym zawracać głowy swoimi sprawami, nie dzwonią, nie piszą, nie zapraszają do siebie. Czekają, aż stanie się coś naprawdę złego, ale takie podejście często sprawia, że więzi się osłabiają. Znika to, co kiedyś łączyło przyjaciół: zwierzenia, wsparcie, proszenie o rady.

Nie tak fajni, ale są pod ręką

Dość często się zdarza, że gdy wejdzie się w poważny związek, przyjaciele stanu wolnego wydają się ludźmi z nieco innego świata. Dochodzi do przegrupowania – małżeństwa chętniej spotykają się z innymi małżeństwami, single wolą trzymać się razem. Z różnych powodów. Samotna koleżanka w gronie zaobrączkowanych? Jeszcze zapoluje na cudzego męża, lepiej nie ryzykować. Samotny kolega też troszkę podejrzany i sprowadza mężów na złą drogę. Niech idzie gdzie indziej.

Poza tym, pary preferują nieco inny sposób spędzania wolnego czasu, nie potrzebują wychodzić na miasto z zamiarem poznania kogoś, zwykle nie mogą zabalować tak, że będą to odsypiać przez cały weekend, często muszą w swoich planach uwzględnić dzieci. Wspólne wakacje, weekendy, święta? Dla samotnych osób perspektywa spędzenia kilku dni w gronie rozwrzeszczanych, obcych maluchów jest mało kusząca.

W przypadku par nie ma tego problemu, że przyjaciółeczki są ważniejsze, bo drugie małżeństwo to związek jak nasz, tu nie ma takiej konkurencji o uwagę. A singiel może budzić zazdrość, że zabiera czas, że zna więcej sekretów współmałżonka, że pamięta czasy „sprzed”, ma z naszą żoną/mężem te swoje żarciki, których się nie chwyta.

Bezpieczniejszą i wygodniejszą opcją stają się osoby z tego samego kręgu. Może nie jest z nimi aż tak ekscytująco jak z przyjaciółmi z wczesnej młodości, ale nie trzeba kombinować ze zgraniem grafików, no i oni borykają się z tymi samymi trudnościami. Przyjaciół zastępują ludzie z pracy, inni rodzice ze szkoły dzieci, rodzice z zajęć pozalekcyjnych, sąsiedzi z placu zabaw. Wydają się ok, ale o sile tych więzi wiele mówi to, co dzieje się po zmianie środowiska – dobra koleżanka z pracy zupełnie zniknęła z radaru, gdy poszło się do nowej firmy, a po przeprowadzce starych sąsiadów z powodzeniem zastąpili nowi. Bez szału, ale też nie ma co narzekać.

A jednak przetrwało

Pocieszające jest to, że jeśli stara przyjaźń przetrwa perturbacje związane z wejściem w dorosłe życie, to już niewiele rzeczy jest w stanie ją zniszczyć. Bo zmiany mogą na przyjaźń wpłynąć, ale wcale nie muszą. Nie w tym negatywnym sensie. Po trzydziestce przyjaciół zostaje wyraźnie mniej, ale są oni zazwyczaj bardziej wartościowi. Czy też inaczej – zostają właśnie ci, którzy naprawdę na to miano zasługują.

Pociesza i to, że w wieku przedemerytalnym i później na nowo odkrywa się siłę przyjaźni – dzieci już odchowane i dociera powoli, że od pracy jednak ważniejsi są ludzie. A przyjaźń ma tę zaletę, że potrafi przetrwać długie lata posuchy, nie potrzebuje ciągłego podsycania płomienia co związek miłosny, jest więc szansa, że nawet po kilkunastu latach przyjaciele się odnajdą, jak gdyby rozstali się tylko na chwilę.

Może rozczarowywać, że ze starej paczki ostała się tylko jedna przyjaciółka, ale nie ma się co smucić, jeśli jest ona na dobre i na złe. Przyjaźnie na całe życie istnieją, wystarczy nieco zmienić swoje podejście, nie oczekiwać cudów jak na filmach i wczuć się w sytuację drugiej osoby, jak na przyjaciela przystało. Właśnie te przyjaźnie już nieco starszych ludzi często okazują się dużo głębsze.

Poniekąd dlatego, że w dorosłym życiu przyjaźń wystawiana jest na poważniejsze próby – czy przyjaciółka przyjmie mnie pod swój dach, bo właściciel wywalił mnie nagle z mieszkania, czy pożyczy pieniądze, kiedy stracę robotę, czy pomoże mi z dzieckiem, gdy wypadnie gardłowa sprawa. W młodym wieku takich wyzwań zazwyczaj jest mniej, choć oczywiście dramaty także się zdarzają – i właśnie gdy, wtedy połączy na przykład śmierć rodzica czy inna tragedia, przyjaźń ma większe szanse na przetrwanie niż znajomość bazująca głównie na malowaniu sobie paznokci i całonocnych pogaduchach o chłopakach. Dla takich przyjaciół będzie się umiało znaleźć chwilę w najbardziej zapchanym grafiku. A przynajmniej powinno się ją umieć znaleźć.

    6 komentarzy

  • Ona

    Nie mam dzieci, ale dla mnie moj maz to najwiekszy przyjaciel w tej chwili. Kochamy sie, rozumiemy, o wszystkim rozmawiamy, klocimy czasem i nie mozemy zyc bez siebie. Mam tez dwie przyjaciolki jeszcze z czasow liceum, ale nasza przyjazn wciaz sie weryfikuje, bo zaczelysmy na siebie patrzec przez pryzmat doswiadczen i stylu zycia. A kazda z nas ma zupelnie inny.

  • Julita

    Każdy ma inne spojrzenie na przyjaźń. U nas trwa nieprzerwanie i będzie trwać mimo upływu lat nawet dom kupiliśmy na ich wiosce ,żeby być bliżej siebie. Ja nie wyobrażam sobie dalszego życia bez niej tej mojej jedynej przecież jest dla mnie jak siostra, a znamy się całe życie i kocham ją Ola La
    ☺️

  • Jan

    Tak zwłaszcza przyjaciółka ,zawsze warto mieć, potrafi pomóc wtedy kiedy trzeba wylać nadmiar.

  • Karolina

    Po 30 zmienia się o tyle, ze widząc coraz bardziej materialistyczne podejście, niby małe kłamstewka, na które dotąd przymykalo się oko udając, że się ich nie widzi (no jaka głupia, nie zjarzyła się- a owszem, zjarzyła niestety), człowiekowi się w końcu nie chce w tym cyrku uczestniczyć i się najnormalniej w świecie wycofuje. Dla dobra swojego i tej osoby.

  • Joanna

    Ja osobiście w przyjaźń nie wierzę…..nie w tych czasach…..

  • Mariola

    Po 30tce uklada sie w glowie kto jest prawdziwym przyjacielem a kto kolezanką ja mam taka przyjaciolke niezmiennie od 20 lat i nic nigdy nie stanelo nam na drodze. Po tylu latach juz nie widze w niej zadnych wad tylko same zalety

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>