Główne menu

„Rób to, co uważasz w swoim sercu za właściwe. I tak będziesz krytykowana”

Tytułowy cytat to słowa Eleanor Roosevelt. Trafne i oddające sens życia wielu z nas. Łatwiej krytykować, trudniej przemilczeć, a jeszcze trudniej zrozumieć. Trochę w innym tonie ujął to Stanisław Jerzy Lec – „wszyscy chcą Twojego szczęścia, nie daj sobie go odebrać”.

Można spędzić życie na próbach zadowolenia wszystkich i spijaniu każdego ranka kawy po brzegi wypełnionej goryczą i frustracją. Można też przyjąć inną zasadę – działam zgodnie z tym, co podpowiada mi serce, bo choćbym stanęła na głowie i tak wszystkich nie zadowolę. Na każdym etapie życia będę krytykowana. Nie tylko przez innych. Ale również dowalać sobie będę sama. Bo tak stworzona jest ludzka psychika. I można te destrukcyjne cechy oswoić, rozumiejąc ich mechanizm, ale nie wyeliminujemy ich w pełni…

Z krytyką trzeba nauczyć się żyć.

Ważniejsze  to, co dla mnie ważne, czy dla Ciebie?

Życie to sztuka wyboru. Ileż to razy mieliśmy dylemat – postąpić tak, jak uważam za stosowne, a może tak jak  chcą tego ode mnie inni? Działać po swojemu, a może tak, jak wypada, jednak kosztem własnego samopoczucia i komfortu? Nie chodzi nawet o chwilowy spadek nastroju, drobne wyrzeczenie czy po prostu poświęcenie, w dobrym słowa tego znaczenia, ale prawdziwą rysę na własnej psychice, działanie wbrew sobie, by zadowolić innych, nierzadko przez lata, dzień w dzień. Aż w końcu dochodzisz do takiego stanu, że już nie wiesz, czego pragniesz. Gdzie jest Twoje życie? Kto Ci je zaplanował? Kto ustawił je według swoich potrzeb i wymagań? Brzmi nieciekawie, prawda?

A często tak właśnie się dzieje. Tak robimy. Właśnie my kobiety. Wyrzekamy się siebie, odkładamy na bok własne samopoczucie, potrzeby, marzenia, plany nie myślimy o tym, co podpowiada nam serce. Działamy tak, jak chcą tego inni. Często wmawiający nam i przekonujący nas, że wiedzą, co jest dla nas lepsze. Siłą argumentów, perswazją, a nawet szantażem emocjonalnym. Robimy to po to, by przypodobać się innym, by innych zadowolić. Czasami dla świętego spokoju, ze zmęczenia, czy z osiągnięcia stanu pod tytułem – a co mi tam, może oni mają rację, może lepiej, jak mną pokierują, nie będę musiała podejmować ryzykownych decyzji. Bo w głębi serca czujemy, że potrzeby innych są ważniejsze. Że inni wiedzą lepiej.

Era egoistów czy dbających o siebie kobiet?

Każdy wybór jest trudny. Z jednej strony mamy bowiem wizję bycia egoistką, która myśli tylko o sobie, widzi nie dalej niż czubek swojego nosa. Któż lubi łatkę egocentrycznej laluni? Z drugiej strony tworzy nam się styl życia sztandarowej męczennicy, która nie liczy się z własnymi uczuciami, opiniami, planami, marzeniami, i spędza każdy dzień w pocie czoła na służenie innym. Czyli dylemat pod tytułem – ja czy oni?

Egoistka i życiowa męczennica – to dwie skrajności.

Na szczęście gdzieś pomiędzy jest masa stanów pośrednich, wśród nich postawa, do której wiele stara się dojrzeć – żyć w zgodzie z sobą, ale z szeroko otwartymi oczami na potrzeby innych osób. Nie wyrzekać się siebie, ale również brać pod uwagę potrzeby bliskich osób.

Nie da się przecież zbudować dojrzałej miłości partnerskiej czy rodzicielskiej na egoizmie. Z drugiej strony destrukcyjne jest też budowanie jej na poświęcaniu się po kres sił. Jak w wielu przypadkach ideałem jest równowaga, złoty środek. Prosty, ale tak trudny do osiągnięcia.

I tak mnie skrytykujesz

Działać w zgodzie z sobą. Żyć tak, jak tego pragniemy. Dla siebie, ale też dla innych. Mieć na uwadze własne potrzeby, ale nie zapominać o innych. Czy to da nam gwarancję szczęścia? Spokój i akceptację otoczenia?

Okazuje się, że nie.

Nie ma takiej recepty, która uchroni nas od krytykantów.

Cokolwiek zrobimy i tak komuś się to nie spodoba. Nawet jeśli będziemy stawać na rzęsach, ktoś może poczuć się urażony, pominięty, niewystarczająco „zauważony”.

Co gorsza musimy mierzyć się z krytyką nie tylko otoczenia, ale nauczyć się chronić przed ciosami z całkiem innego kierunku.

Obrywamy… same od siebie. Każdego dnia, bez litości, krytykując i wskazując na miejsca, które należałoby naprawić.

My kobiety mamy specjalizację w zauważaniu za dużych tyłków, za małych piersi, za grubych ud i za mało gładkich twarzy. Uwielbiamy się biczować i żyć w poczuciu winy. Wymagamy od siebie sporo, by być idealną żoną, matką, pracownicą, córką, przyjaciółką.  Ustawiamy poprzeczkę wysoko – tak, że łatwiej przejść pod nią niż ją przeskoczyć. Z biegiem lat, z podciętymi skrzydłami, nie umiemy skakać, idziemy, ciągnąć nogę za nogą…z nosem wbitym w ziemię, już bez umiejętności patrzenia dalej, głębiej i celniej. Krytyka wielu z nas dobija. Żeby nie napisać – zabija.

    6 komentarzy

  • Asia

    Jestem po czterdziestce

    W tym wieku stawia się na własne ideały
    Chyba przestałam się przejmować opiniami innych
    Taki świat
    Ci „miętcy” zawsze będą krytykować innych stawiając
    siebie na świeczniku
    Po tym poznasz frustrata
    Od takich ludzi stronię

  • Zwykła Matka

    Ja zawsze mówię, że jak mam być krytykowana to chociaż będe wiedzieć za co, jesli wypowiem to co myślę 🙂

  • Jaga

    O własnie – w pewnym wieku ma się już gdzieś krytykę świata 🙂 i szkoda że nie rodzimy się z tą mądrością bo ile szczęśliwsi by byli ludzie :)))

  • Amelia

    Najtrudniejsze zadanie…pokonać wewnętrznego krytyka 😉

  • Ania

    Jestem juz w jakimś tam wieku i parę rzeczy w życiu widziałam i doświadczyłam i czasami mam wielką ochotę być tą egoistką bo chyba takim jest lepiej w życiu i wygodniej. Ja niestety jestem typem męczennicy 🙁

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>