Główne menu

Rodzice po rozwodzie – co jeśli dziecko nie akceptuje nowego partnera?

Rozwód to zakończenie związku, oficjalne i definitywne. Nie wyszło, trzeba się z tym pogodzić, iść dalej. Niewykluczone, że z nowym partnerem u boku. Jak najbardziej da się odnaleźć miłość po tak bolesnych przejściach, jest jednak coś, co może poważnie przeszkodzić w układaniu sobie życia od początku.

A raczej – ktoś. Bo choć poprzedni związek staje się przeszłością, to dzieci rozwiedzionych rodziców wciąż istnieją. I muszą stawić czoła nowej rzeczywistości. Tej, w której mama idzie swoją drogą, a tata swoją, w dodatku z jakimiś obcymi ludźmi, nie wiadomo dlaczego i po co. I to właśnie często jest głównym problemem przy wchodzeniu w kolejny związek. Własny potomek jest temu bardzo przeciwny, niekiedy tak bardzo, że rodzic staje przed wyborem: miłość czy dziecko. Ale czy to w ogóle powinno być kwestią takiego wyboru?

Nowy etap w miłosnym życiu

Nie jest łatwo pozbierać się po rozwodzie, bo takie rozstania bywają wyjątkowo paskudne. Ciągnie się to za człowiekiem, niektórzy bez profesjonalnej terapii w ogóle nie byliby zdolni stanąć na nogi. Ale gdy uda się już otrząsnąć z koszmarnych wspomnień, wraca pragnienie bliskości. Sprawa się jednak komplikuje, gdy są małe dzieci.

Bo dla nich rozwód rodziców to taka sama trauma, a nawet i większa. Kiedy rodzina definitywnie się rozpada, dla dzieci to straszna tragedia. Pomijając skrajnie patologiczne przypadki, gdzie rozstanie rzeczywiście przynosi ulgę i wyraźną poprawę jakości życia, wyprowadzka mamy bądź taty jest ciosem, z którego przez długie lata nie można się otrząsnąć. Ale tu jeszcze na dokładkę mama przedstawia „wujka”, a u taty mieszka jakaś obca pani.

Z dorosłym dzieckiem zwykle da się sensownie pogadać, zresztą ono ma już swoje życie, też się ze swoich uczuciowych wyborów nie tłumaczy, można oczekiwać wyrozumiałości. Ale dziecko, które jeszcze z rodzicami mieszka? No, tu z wyrozumiałością jest zdecydowanie gorzej. W dziecku rodzi się bunt, bo niemal zawsze ma ono nadzieję, że biologiczni rodzice się zejdą, będzie jak dawniej, i pewnie tak by się stało, gdyby nie ci intruzi. Ktoś trzeci psuje to wszystko. Więc i trudno się dziwić niechęci.

Poznaj nowego domownika

Ciężko zrezygnować z osobistego szczęścia mimo wielkiej miłości do dziecka, dlatego wielu dorosłych próbuje jakoś te dwie sfery pogodzić. Zła wiadomość: jednej skutecznej recepty na taki problem nie ma. To, jak się dane relacje ułożą, zależy od mnóstwa czynników, choćby od tego, w jakiej atmosferze przebiegał rozwód i co było jego przyczyną. Jaki kontakt ma dziecko z drugim rodzicem i jak sami rodzice odnoszą się wobec siebie. Ile czasu minęło od rozstania. Może być też tak, że na przykład syn zaakceptuje nową partnerkę ojca, ale nie zniesie żadnego mężczyzny kręcącego się koło mamy.

Druga rzecz to samo zapoznanie obu stron. Zaleca się, by dzieciom przedstawiać tylko tych partnerów, z którymi planuje się poważną przyszłość. Nie trzeba ukrywać chodzenia na randki, zwłaszcza że to często po prostu widać – jest nagłe wyjście wieczorem, strój zupełnie inny niż zwykle, do tego zmiana w zachowaniu. Snute przez dziecko domysły są zazwyczaj gorsze od rzeczywistości, dlatego szczera rozmowa pomoże oczyścić atmosferę.

Czym innym jest jednak fizyczne przedstawienie obiektu zainteresowań. Jeśli rodzic po rozwodzie prowadzi dość bujne życie towarzyskie, dziecko nie musi tych wszystkich osób poznawać, to niepotrzebnie wprowadzi chaos w jego życie i zaburzy postrzeganie romantycznych związków. Gdy jednak sprawy posuwają się w kierunku wspólnego zamieszkania czy ślubu, to moment, w którym warto dziecko wtajemniczyć w plany dorosłych.

Proces ten nie powinien przebiegać gwałtownie, dziecko musi mieć czas na oswojenie się z nową sytuacją. Raczej odradza się przyprowadzanie partnera do domu – dzieci lepiej znoszą takie spotkania zapoznawcze na neutralnym gruncie. Z czasem spotkań może być więcej, również na gruncie domowym albo podczas wspólnych wyjazdów – rodzic musi po prostu obserwować reakcje dziecka i to, jak mu się układa z „obcą” osobą.

Na pewno nie jest wskazany pośpiech, a tym bardziej stawianie dziecka przed faktem dokonanym, bez żadnych konsultacji, pytania, rozmowy, jak gdyby najmłodszy członek zgromadzenia zupełnie się nie liczył. To zdecydowanie nie sprzyja budowaniu przyjacielskich relacji.

Nie lubię i już!

Niestety, nawet gdy dorośli wykazują się wielkim taktem i zaangażowaniem, dziecku wcale nie musi się podobać sposób, w jaki mama bądź tata próbują osiągnąć wymarzone szczęście. Niezależnie od okoliczności, nowy partner rodzica jest kimś obcym. Jest intruzem. Z rodzicami bywa różnie, czasem szczerze się ich nie nosi, ale to rodzice. Ktoś, kto zawsze był, nieodłączna część życia, nawet gdy fizycznie jest nieobecny.

A nowy partner? W pewnym sensie wchodzi „na gotowe”, pojawia się w trakcie, zawsze jakoś zaburza ułożone rodzinne relacje. Może być spoko osobą, jednak już przez samo swoje pojawienie się na horyzoncie wymusza określone zmiany. Przede wszystkim mama/tata nie jest już wyłącznie dla dziecka – teraz część uwagi poświęca właśnie „obcemu”. To wielkie zagrożenie, bo jakoś udało się pozbierać po rozwodzie, jest przynajmniej ta pewność, że rodzica się nie straci, a tu proszę, wcale pewności nie ma.

I do tego mama taka radosna, maluje się, kupuje ładne sukienki. Tata zadowolony, gotuje jakieś wymyślne dania, czego nigdy wcześniej nie robił. Rodzice wyglądają całkiem inaczej niż w tych ponurych czasach okołorozwodowych, a dziecko jeszcze nie rozumie, jak skomplikowane są związki, więc ma proste odpowiedzi na dręczące pytania – gdyby mama była taka wcześniej, tata by nie odszedł, a teraz jeszcze ten małpiszon przylazł i wszystko psuje.

Przepełnione złością dziecko nie chce, żeby mama spotykała się z tym panem ani żeby tata zapraszał tamtą panią na obiad. I nie jest to tylko naburmuszona mina. W słodkiego dzieciaczka wstępuje diabełek, jest niegrzeczne zachowanie, agresja, chęć skłócenia dorosłych, podstępy, obraźliwe słowa. Jest daleko, oj naprawdę daleko od rodzinnej sielanki.

Niewłaściwe metody

Dziecko często będzie chciało zrazić nowego partnera swoim wrednym zachowaniem i dać do wiwatu rodzicowi, który dopuścił się zdrady. Potrafią być w swojej walce bezlitosne, ale też trudno się im dziwić, skoro domowe życie wywraca się do góry nogami. Szczególnie wtedy, gdy trzeba zamieszkać z obcym dorosłym. Dla dziecka to koniec pewnej swobody – jak wejść w samych majtkach do kuchni, gdy tam siedzi tam jakiś facet?

Bez odpowiedniego przygotowania dziecko czuje się jak intruz we własnym domu. Czuje, że musi rywalizować o uwagę mamy lub taty. A czuje, bo rodzic nie zapewnił dość mocno o sile swojej miłości i sięga po kompletnie nietrafione metody.

Nie musi to być wynik złej woli, dorośli sami nie wiedzą jak rozładować napięcie. Próbują, ale czasami to nie wychodzi, bo na przykład tak chcą zintegrować nową rodzinę, że zapominają o tym, by pobyć sam na sam ze swoim dzieckiem, co dla niego najczęściej oznacza porzucenie i lekceważenie. Albo rekompensują straty moralne przekupstwem i zgodą na rzeczy, które normalnie spotkałyby się z odmową, ale nie chcą zaognić konfliktu. To zaś uczy zagrywek w postaci focha – dziecko wie, że płaczem albo upartą odmową może wynegocjować atrakcyjną nagrodę.

Jest próba zaprzyjaźnienia się na siłę, wychodzenie z przysługami, wyręczanie przy domowych obowiązkach, co tak samo kończy się awanturą, kiedy dziecko wyczuje słabość i posunie się za daleko w swoich wymaganiach. Czasem też nowa osoba nie wie, jak chce się przedstawić i kim chce być w tym układzie, więc za bardzo matkuje, ma zbyt kumpelskie podejście albo w dobrej wierze trzyma się mocno na dystans, co jednak dla drugiej strony może wyglądać na wrogość.

Powszechnym błędem jest przekonanie, że dzieci nic nie rozumieją i nie ma sensu z nimi tego omawiać, choć właśnie podczas szczerej, spokojnej rozmowy wyjaśnia się szereg nieporozumień i można odkryć, że niechęć dziecka ma „błahe” podłoże – w tym sensie, że jak najbardziej problem jest do rozwiązania i to całkiem prosto. Z drugiej strony, część dorosłych zapomina, że dzieci nie myślą jak one i nie pojmują zawiłej natury romantycznych związków, więc przekazują sprawę jak koleżance.

Czy dziecko jest najważniejsze?

W teorii wydaje się to trudne, ale do przeprowadzenia, wystarczy dobra wola, przygotowanie, właściwe podejście i sporo cierpliwości. A jednak mimo najszczerszych chęci nie zawsze udaje się naprawić wrogie stosunki między bliskimi osobami. Dziecko staje okoniem, jest kategorycznie na „nie”, żadnym sposobem nie daje się udobruchać. Odmawia współpracy. Dramatyczna sytuacja, z której jedynym wyjściem wydaje się sprawienie komuś ogromnego bólu – albo rodzic postawi na swoim i zniszczy dzieciakowi życie, albo dla dobra potomka wyrzeknie się miłości.

Wiadomo, że dobro dziecka jest dla każdego odpowiedzialnego rodzica priorytetem, ale to zagadnienie różni rodzice różnie pojmują. Dla jednej grupy naturalnym rozwiązaniem będzie opcja druga – to oczywiste, masz dziecko, ono jest numerem jeden, nie każ mu płacić za błędy dorosłych, inaczej zryjesz mu psychę na zawsze, za co ono cię znienawidzi.

Ale dla innych takie stawianie sprawy jest przesadą. Owszem, jako opiekun nieletniego nie możesz się zachowywać jak beztroski singiel, czy jednak dziecko ma prawo ustawiać ci całe życie? A może też powinno mieć jakieś zobowiązania względem rodzica? Zrozumiała jest złość, gdy rodzic zaniedbuje malucha i jest niesłowny, ale gdy troszczy się o niego bez zarzutu i ciągle się stara wraz z partnerem ułatwić adaptację do nowych warunków, to czy każdy grymas potomka powinien być powodem do zmiany decyzji?

Szantaż emocjonalny stawia rodzica w strasznie trudnym położeniu, bo pragnie nowego związku i dobrze się układa, ale przecież nie chce tego robić kosztem dziecka. Tyle że czasem to prowadzi po prostu do tego, że dziecko pokazuje kto rządzi w domu i może całkiem sterroryzować rodzica, bazując właśnie na tym, że jako ofiara rozbitej rodziny potrzebuje specjalnego traktowania. Dzieci dość szybko wyczuwają, jak dorośli im nadskakują, i widzą w tym własną przewagę. I bynajmniej nie gwarantuje to spokoju, wszak tak uległego rodzica najczęściej w ogóle się nie szanuje.

Dlatego tak ważne jest ustalenie granic – trzeba zrozumieć cierpienie młodego człowieka i zadbać o jego emocje, ale to nie jest równoznaczne z nadskakiwaniem mu i kapitulacją po każdym nieprzyjemnym starciu. Wielkie poświęcenia mają to do siebie, że rzadko kiedy dają spodziewany efekt, a czy rodzic, który wszystko podporządkował synowi bądź córce, naprawdę swoją postawą robi dziecku przysługę?

    8 komentarzy

  • Izabela

    To z tym partnerem cos jest nietak to bylo najwazniejsze dla mnie, akceptacja ze strony dzieci i to byla słuszna decyzja

  • Monika

    Zmienia się partnera, dziecko też musi czuć się bezpiecznie i komfortowo

  • Aleksandra

    To wszystko zależy od nowego partnera/partnerki. Po ich stronie leży żeby dziecko dobrze czuło się w ich towarzystwie. A jeszcze więcej zależy od tego jak jest nastawiane przez rodzica.

  • Jola

    Moje corki zaakceptowały moj związek a teraz maja tate takiego jak powinno mieć dziecko

  • Malwina

    Ja nie miałam takiego problemu , mój syn uwielbia mojego partnera

  • Ewelina

    Dziecko musi sie przyzwyczaic i zaakceptowac , mama pracuje dziecko nie lubi, tez musi przestac??

  • Kasia

    Ja po rozwodzie związałam się z cudownym mężczyzna jednak dwójka dzieci z poprzedniego małżeństwa akceptowały go do czasu kiedy zaszłam w ciążę młodsza córka źle zareagowała była zazdrosna jednak psycholog nam pomógł teraz jesteśmy wspaniałą rodzinka i cieszymy się szczęściem mamy wkoncu spokój w domu a tego nam brakowalo

  • Kasia

    Chciałam dodać że starsza córka przez rozwód zbuntowała się i weszła w źle towarzystwo i to spowodowało problemy w wychowaniu jednak kiedy wzięliśmy ślub i urodziłam dziecko córka zmieniła się nie do poznania na lepsze zauważyła ze mozna być szczęśliwym ma wsparcie i nas obojga natomiast prawdziwy ojciec alkoholik dalej daje zły przyklad

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>