Główne menu

Samotność w związku – to nie tak miało wyglądać

Samotność ma wiele twarzy. Jedną z najbardziej paradoksalnych jest samotność w związku, czyli sytuacja, kiedy jest obok Ciebie ktoś, kto jest obecny ciałem, ale nie duchem.

Niby masz męża/partnera, ale tak naprawdę Wasz związek w wersji, którą z wielkim zaangażowaniem tworzyliście, dawno się rozpadł. Czujesz się tak, jakbyś była uwięziona w świecie iluzji, dla świata „zajęta”, formalnie „związana”, ale psychicznie pozostawiona sama sobie.

Nie ma do kogo się spontanicznie przytulić, komu wygadać z poczuciem, że zostanie się zrozumianym, nie ma z kim wyjść i po prostu pożyć. Zewnętrznie może nawet wszystko gra, rodzina i przyjaciele nie widzą problemu, co nie znaczy, że go nie ma… Wieczorem płaczesz w poduszkę lub z bezsilności rozkładasz ręce. To nie tak miało wyglądać, do cholery!

Człowiek nie jest stworzony do samotności

Człowiek nie lubi samotności, zwłaszcza, jeśli wybrał życie we dwoje. Gdy wchodzi w związek, wybiera przecież coś innego, samotność jest ostatnią rzeczą, jakiej pragnie. To dlatego pustka i poczucie, że można polegać tylko na sobie bardzo ciążą. Trudno sobie z nimi poradzić, bez ciągłych frustracji i pytania – dlaczego tak to wygląda. Potrzeba dzielenia radości i problemów jest bowiem tak silna, że nie sposób o niej zapomnieć. Ciągle czegoś brakuje, związek przestaje być satysfakcjonujący.

samotność w związku

Niestety samotność czasami uderza w zadziwiających okolicznościach – w tłumie, w gronie bliskich osób, a nawet w związku – tam, gdzie nikt jej nie zapraszał. Można usychać w samotności, leżąc w łóżku obok mężczyzny, z którym kiedyś tak wiele Ciebie łączyło. Niby jesteście na wyciągnięcie ręki, ale oddaleni o tysiące kilometrów…

W martwym punkcie

Samotność w związku to taki stan, który należałoby nazwać martwym, pozostawionym bez większych nadziei. Przypomina czystą postacią wegetacji. Dzień mija za dniem i nic się nie zmienia.

Cały czas ponosi się koszty życia we dwoje, prowadzi gospodarstwo domowe, jeśli ma się szczęście, można dzielić się obowiązkami, być może wychowywać wspólnie dzieci (jeśli ma się pecha, nawet z tym pozostaje się w pojedynkę), jednak nie można liczyć na prawdziwe korzyści wynikające z bycia we dwoje – czyli wszelkie „bonusy emocjonalne”. Nie ma się obok siebie bratniej duszy, osoby żywo zainteresowanej Twoim życiem, zdrowiem, potrzebami, planami, marzeniami. W miejscu ukochanego jest ktoś zupełnie obcy.

Rodzi się pytanie, co się stało, że tak się od siebie oddaliliście. Dlaczego zamiast rozmów do rana dzisiaj jest milczenie, lęk przed spojrzeniem głęboko w oczy, chłodny ton, zasłanianie się problemami w pracy, ciągłe unikanie konfrontacji? Czy można wyjść z tej patowej sytuacji?

Dlaczego się nie rozstaniecie? Samotność w związku jest gorsza…

Teoretycznie można zapytać, czemu się tak katujesz? Przecież nie na to się godziłaś!

Gdy zwierzasz się przyjaciółkom, radzą – postaw sprawę na ostrzu noża. Lepiej mieć czystą sytuację, niż tkwić w układzie, który nikogo nie satysfakcjonuje.  Nie marnuj najlepszych lat swojego życia…Po co Ci to? A może on Cię zdradza?

Dlaczego pozwalasz, by wyglądało to wszystko tak, a nie inaczej?

Marta na jednym z forum opisuje to tak:

Ci, co znają moją sytuację, bo przecież zewnętrznie wszystko wygląda ok, dziwią się, dlaczego nie odejdę. Dla mnie to proste. Nadal czuję, że warto walczyć i boję się… Samotność w związku jest okropna, ale daje cień szansy, że jednak coś się zmieni. Rozstanie kończy związek definitywnie. Teoretycznie otwiera drzwi do wejścia w nowy związek. Ja jednak wierzę, że uda się nam przetrwać ten kryzys. I nie chce nikogo innego.

Z kolei Iza tłumaczy to inaczej:

Mam już tak bardzo dość, że się nim brzydzę. Jednak nie mogę odejść, to na tę chwilę, by za wiele skomplikowało. Mamy małe dzieci, kredyt…Jeszcze nie teraz.

Jak do tego dochodzi – samotność w związku?

Na początku istnieje problem, który każdy z nas zna doskonale: brak czasu lub inaczej – zbyt niska determinacja, by go znaleźć na to, by być we dwoje. Nie ma wystarczającej siły do zgrania grafików. Nie udaje się znaleźć chwili na pobycie razem, wspólne wyjście, odkrycie siebie na nowo i zadbanie o relacje.

Kosztem związku wychowuje się dzieci, robi karierę, zatraca w wirtualnym świecie. Jest pośpiech i stres każdego dnia, a do tego pojawia się niebezpieczna myśl, że tak dzisiaj trzeba, że tak robią inni, a druga strona poczeka, bo musi. Na „gruchanie” i jedzenie sobie z ust zawsze przyjdzie czas….

To niestety pułapka.

Brak czasu na bycie razem niesie inne koszty – uderza bezpośrednio w związek i komunikację. Codzienne rozmowy koncentrują się wokół „służbowych” spraw, wyglądają jak krótkie wymiany zdań dotyczące codziennych obowiązków. Mówi się tyle, ile trzeba, dzieląc się najważniejszymi informacjami, to nie rozmowa, to zdawanie raportów.

Kolejny krok to już brak zrozumienia i zainteresowania drugą stroną. Światy, które tworzyły jeden wspólny ląd rozłamują się, znacznie od siebie oddalając. Osoba, która żyje obok, staje się obojętna. Już nie tylko brakuje komunikacji, przychodzi czas, kiedy pojawiają się kłótnie o byle głupstwo: krzyk i dogryzanie sobie na każdym kroku.

Jednak póki są emocje, spięcia – istnieje szansa, że coś się zmieni, że gniew zamieni się w namiętność, a krzyk w oczyszczającą rozmowę. Najgorsza jest obojętność.

Jak poradzić sobie z samotnością w związku?

Samotność w związku szczególnie często pojawia się w okresach zmian, życiowych rewolucji, kiedy stajemy przed nowymi wyzwaniami, na przykład takim jakim jest wychowywanie dzieci. Na szczęście niezależnie od tego, na jakim etapie się pojawi, można sobie z nią poradzić. Nie jest to jednak proste i wymaga wielu kompromisów, a często również pomocy od bliskich, przyjaciół czy terapii…

Samotność w związku to nie „wina” jednej strony. To wyzwanie dla dwóch osób i tak należy na nią patrzeć, jak na problem pary, a nie przewinienia mężczyzny czy kobiety. Trzeba wyjść od siebie, krytycznie spojrzeć na swoje zachowania i próbować je zmienić. Poza tym równocześnie trzeba być dla siebie wymagającą, ale również wyrozumiałą – zacząć myśleć o własnych potrzebach, kochać siebie, każdego dnia sprawiając sobie drobne przyjemności. Zdrowy egoizm pozwoli złapać dystans i odpowiednie proporcje w życiu. Nauczy również na poważnie traktować potrzeby drugiej strony, bez bagatelizowania ich i znajdywaniu ciągle nowych wymówek, dla których partner ma żyć tak, jak my tego chcemy.

Kluczem do przełamania lodów jest szczera rozmowa, bez oceniania, atakowania, ale taka, w której wykażemy się zrozumieniem i próbą wczucia się w sytuację drugiej osoby. Być może partner również czuje się samotny, nie akceptuje aktualnego układu, pragnie coś zmienić, ale nie wie, kiedy i jak postawić pierwszy krok…Stoi w martwym punkcie i czeka na przełom, który pozwoli wszystko zmienić.

W takich momentach warto wyjść poza swoją strefę komfortu, zostawić dzieci u babci, cioci, zdecydować się na weekend we dwoje, pobyć w miejscach, które znacie i lubicie, przypominając sobie początki związku. Oznaką dojrzałości jest również wybranie się do psychologa, który pozwoli spojrzeć na sytuację z innej perspektywy.

    54 komentarze

  • agawa

    Jakbym o swoim życiu czytała. Tylko aby coś zmienić, muszą chcieć obie strony…Ileż razy próbowałam odmienić nasze życie i za każdym razem napotykam na mur nie do przebicia, nie do przeskoczenia.

    • Aldona

      tak przedstawia sie moj zwiazek mimo ze wychowuje corke czuje sie samotna we wszystkim, w obcym kraju, czesto mam watpliwosci co ja tu robie wiec zdecydowalam sie odejsc, tylko jak to rozegrac? Facet nic nie podejrzewa, jest super ojcem,wiem ze mu sprawie przykrosc, ale po co mma tkwic w tym co mi nie daje szczescia i satysfakcji…

    • Nati

      Tak to najczęściej jest. Ileż można się starać, jeśli to wynika tylko z jednej strony? W końcu się poddajesz. Nie jesteś szczęśliwa w związki, nie widzisz wyjścia. Czasem możesz sobie pozwolić na rozstanie a czasem nie, i to jest najgorsze. Wiesz, że tak już będzie wyglądało twoje… Moje życie 🙁

    • Anna

      U mnie jest tak samo.

    • Ja

      Też żyję w takim związku…wszystko zaczęło się zmieniać,jak mąż zmienił pracę(którą ja mu załatwiłam,żebyśmy częściej byli razem)Oddalał się odemnie z każdym tygodniem,coraz bardziej.Po 32 latach związku,bardzo przeżyłam,kiedy wyprowadził się do kochanki.Po pół roku,błagał mnie,żebym przyjęła go spowrotem.To był błąd z mojej strony,że uległam jego przeprosinom,przysięgom,że się zmieni.Odkryłam szokujacą prawdę…będąc ze mną wysyłał kochance co miesiąc pieniądze na jej konto.Mnie zwracał uwagę,że za dużo wydaję…Męża kochanką okazała się ukrainka,dużo młodsza od niego,wyjechała,dlatego chciał wrócić.Po około pół roku,była następna kochanka!Tym razem,kazałam mu się wynieść do niej!Nie mieszka z nią(pewnie mężatka),wynajął pokój w innym mieście i żali się,że przezemnie „cierpi”,bo ma teraz bardzo daleko do pracy!Gdybym wiedziała,że zmiana pracy przez męża,tak się dla mnie skończy…ciągle słyszę,cyt.to wszystko przez ciebie!W poprzedniej pracy byli sami mężczyźni,tutaj większość,to kobiety.

      • Olkaaa

        Niech pani o nim zapomni. Nie jest wart pani miłości. Właśnie bardzo dobrze się stało że zalatwila pani mężowi pracę. Pokazał swoją prawdziwą żałosną twarz . życzę siły powodzenia i miłości.

      • Samotna

        Mam bardzo podobną sytuację. Tylko u mnie to dopiero początki. Mąż w sierpniu zmienił pracę, gdzie pracuje z samymi kobietami. No i się zaczęło. Wcześniejsze wychodzenie do pracy, późniejsze powroty. Przesiadywanie w innym pokoju na telefonie. Brak wspolnych wieczorów i rozmów. Nawet jak śpimy, to dzieli nas pół metra, a kiedyś spaliśmy zawsze na łyżeczkę. Wiem jak to się skończy… jedynie marzę, by potrwało to jeszcze kilka lat, by nasze roczne dziecko zaznało życia w pełnej rodzinie. Wytrzymam, popłaczę w łazience, schudnę kolejne kilogramy, ale dam radę. Jeszcze kilka lat…

  • Katarzyna

    Najgorsze co.może zaistnieć w związku…taka stagnacja, życie w rutynie z dnia na dzień…a kiedy sie pojawi świadomość życia w takiej matni …ech…Póki nie ma dziecka można z tego się wyrwać, z trudem bo emocjonalnie rezerwami ,ale mozna…bo gdy jest już dziecko….ojojojj to pojawia się problem…no bo jak tu dziecko unieszczesliwic….a tak naprawę trzeba się zastanowis czy ono jest szczęśliwe
    ..bo przecież widzi i czuje podskornie ze jest coś nie tak… bo się mamą z tatą nie przytulaja, ze warcza na siebie albo wogole nic do siebie nie mówią poza komunikatami codziennymi … samotność w związku to okropnie depresyjna sytuacja z której trzeba się jak najszybciej wyrwać…

  • Agnes

    Najgorsze jest to że większość kobiet myśli,iż najlepszym wyjściem z sytuacji…jest nic nie robienie…i pozostawanie w takiej pustej matni dłuugi czas a nawet do końca życia.Bo żyjemy w takim chorym społeczeństwie „a co ludzie powiedzą?”,”a co będą o mnie myśleć?gadać?”A kogo to tak naprawdę obchodzi?Żyjemy dla siebie nie dla innych a czas…miga nam za oknami coraz szybciej,nie ma co się oszukiwać.Osobiście uważam,że jeśli kobieta czuje się samotna,nieszczęśliwa i oszukana takim życiem,nie powinna się męczyć bo to niema sensu.Tak naprawdę jesteśmy silne i jeśli chcemy potrafimy zmienić i unieść wszystko co nam życie stawia pod nogami.Ale to moje zdanie,każdy ma prawo do swojego.

  • Joanna

    Wiele osób tak ma,najgorsze jest to że sama musisz z tym poradzić,smutne

  • Magdalena

    Nie rozumiem tylko jak można w takim związku trwać.. Ja bym nie mogła tak żyć..

  • Urszula

    Jestem sama i samotna lecz bycie samotnym w związku to zapewne coś gorszego

    • Monika

      Bycie samej nie jest aż tak straszne jak bycie z kimś i bycie jednocześnie samotnym. Masz racje. Jest tyle skrzywdzonych kobiet przez mężczyzn… ciagle czytam na takich forach… zrób cos dla niego… załóż seksi bieliznę, przygotuj kolacje, zadbaj o atmosferę…. wszystko my kobiety. Mam dość bycia z mezczynami bo to są egoiści i tyrani. Są wyjątki. Ja nie miałam aż tyle szczęścia by na takiego trafić.

  • Kasia

    Coś w tym jest…

  • agawa

    Ciężko jest tak żyć, ale człowiek głupio łudzi się, że przyjdą lepsze dni, że będą dzieci starsze to może będzie łatwiej…

  • Ania Obojętna :(

    Samotność w związku…znam to na teraz mam córkę i jest mi ciężko pozbawić ojca dla mojego dziecka pomimo że jestem nieszczęśliwa w tym „związku”mając oboje po 32 żyjemy jak dziadkowie osobne łóżka,rozmowy…. raczej zdawanie raportu nic pustka.Ja gosposia On bankomat tyle co mamy z „siebie”

    • dorota

      Aniu, na pewno próbowałaś to zmienić?

      • Ania Obojętna :(

        do doroty~~ tak próbowałam odeszłam nawet jeszcze długo przed przyjściem mojego dziecka na świat i co wróciłam byłam głupia myśląc że On się zmieni i co i nic jest gorzej ..ja nawet go nie kocham denerwuje mnie jak jest w pobliżu odeszła bym ale gdzie? rodzice mi nie pomogą mieszkają na drugim końcu Polski nie mają nawet jak mi pomóc sami mają trudno a tu gdzie mieszkam nie mam osób i miejsca gdzie mogłabym chociaz przeczekać najgorsze..czyli zmianę mieszkania pracy ogarnąc jakoś to wszystko Ciężko 🙁

  • Marta

    Byłam samotna w związku. Ta chora sytuacja trwała blisko 4 lata i doprowadziła mnie do depresji. Mimo, że mam dwójkę małych dzieci, to postanowiłam odejść i uważam to za najlepszą decyzję w swoim życiu. Teraz powolutku odbudowuję swoje życie i zaczynam cieszyć się drobiazgami.

  • Młoda mama

    Jestem w takiej sytuacji.
    To przykre, ale prawdziwe.
    Pozdrawiam

  • Maja

    Ja mam za sobą taki związek, w dodatku pojawiło się dziecko. Prawie trzy lata dojrzewałam do decyzji o odejściu. Bałam się…nienawidziłam tej stagnacji razem, ale przynajmniej ją znałam a odejście oznaczało taką rewolucję, że potrzebowałam dużo czasu na podjęcie decyzji. Odeszłam z dzieckiem i workiem wypełnionym naszymi rzeczami zapakowanym do bagażnika samochodu. Wróciłam do mojego rodzinnego miasta…300 km od tamtego związku…
    Można ale to trudne i bolesne…

  • panikara

    Czasami też przez to przechodzę 🙁 Chyba najważniejsze jest jednak to co napisałaś w ostatnim akapicie. No bo kurcze, gdy się kogoś kocha, trzeba walczyć o tą miłość! To nie jest tak, że to łatwe i przyjdzie samo..

  • Jolanta

    Witajcie ja wlasnie w tej chwili mam taka sytuacje ,ale to juz nie pierwszy raz ,ale teraz coraz gorzej to znosze ,moj maz jest skorpionem ja baranem te znaki mowia same o sobie ,nigdy wiecej skorpiona !!!! dzieci mam dorosle ,ale mamy wspolny dom w kredycie ,a ja zeby sie rozstac definitywnie (a marze o tym) to najlepiej jak bym tego faceta nie widziala bo tak bardzo znam jego mowe ciala ze bardzo sie denerwuje jak go widze ,prosze o jakas porade jak ja mam zyc !!!! Pozdrawiam zmeczona smutna Jolanta

  • Jolanta

    Witajcie ja wlasnie w tej chwili mam taka sytuacje ,ale to juz nie pierwszy raz ,ale teraz coraz gorzej to znosze ,moj maz jest skorpionem ja baranem te znaki mowia same o sobie ,nigdy wiecej skorpiona !!!! dzieci mam dorosle ,ale mamy wspolny dom w kredycie ,a ja zeby sie rozstac definitywnie (a marze o tym) to najlepiej jak bym tego faceta nie widziala bo tak bardzo znam jego mowe ciala ze bardzo sie denerwuje jak go widze ,prosze o jakas porade jak ja mam zyc !!!! Pozdrawiam zmeczona smutna Jolanta

  • ~blue

    Ostatni rok tak wyglądał totalnie razem ale osobno- choc reasumując to zbierało sie od dawna… Pojawiła sie depresja… Pewnego dnia pobawiła sie nie wiadomo skąd oferta pracy i zmiana całkowita miasta dla mnie. To był po tych wszystkich miesiącach pierwszy pretekst do rozmowy. Zostałam… On tłumaczył ze to był kryzys którego nie mógł przełamać nawet by porozmawiać, próbować. Zostałam by nie burzyć życia dzieciom – jednak to była ostatnia szansa kolejnych blokad nie zniosę

  • starsza pani po 30

    a nie macie takich okresów, że najchętniej walnąłby ich w diabły, a za kilka dni – mimo tego, ze niewiele się w nich zmieniło, myślicie, ze to jednak ten? ja mam często pretensje o brak emocjonalnych wybuchów, ale sama już tez jakoś nie dbam o te bliskość – na pewno nie tak jak to miało miejsce na początku, więc ON też miałby święte prawo zarzucić mi, ze nie jest tak samo jak kiedyś:D Najbardziej wkurzam się po spotkaniu z jakąś para „znajomych”, którzy sprawiają wrażenie wiecznie zakochanych – oni budują na chwilę we mnie takie przeświadczenie, ze tak wyglądają zakochani ludzie, ale skąd pewność, ze tak to wygląda na codzien, że to nie pod publike? Mój mąż jest oszczędny w czułościach, ale nigdy nie był mega wylewny. Dla mnie najważniejsze jest, ze wypracowaliśmy sobie wspólnie taką dobrze działajacą instytucje rodziny, bez podziału na role, bez ograniczeń ale z ogromem szczerości, szacunku dla własnych ułomności i takim poczuciem z tyłu głowy, ze jest nam dobrze w tym stanie (mimo tego, że od lat straszymy się wzajemnie rozwodem ;))

    • dorota

      Nie ma wzoru miłości, związku, każdy buduje swoją bliskość na swój sposób. Byłoby przerażająco, gdyby ktoś odgórnie mówił nam „jak ma być”. Dobrze, że to tak nie działa…
      Druga sprawa – związek się zmienia na przestrzeni lat. I dobrze to akceptować. Także wszelkie porównania do innych są bez sensu, zwłaszcza, że tak jak piszesz, nie wiesz na pewno jak jest. Odbierasz tylko jakieś szczątkowe informacje na dany temat.

  • annaa

    Niestety my kobiety tylko to rozumiemy i tak bardzo czujemy …..

  • MIKA

    JESTEŚMY PO ŚLUBIE 4 LATA MAMY 3 LENIE DZIECKO .NIC JUŻ NAS NIE ŁĄCZY ,KAŻDY ŻYJE SWOIM ŻYCIEM .WSPÓLNY MAMY TYLKO BUDŻET (CHOCIAŻ I O TO JEST WIELKIE HALO).NAWET SYPIAMY OSOBNO.ŁASKĘ ROBI ŻE WYRZUCI ŚMIECI.MOJĄ MIŁOŚCIĄ JEST MOJA CÓRCIA DLA NIEJ JESZCZE TO CIĄGNĘ

  • facet

    Przepraszam, ale jak to wszystko czytam to nie mogę się wyzbyć wrażenia, że to nic innego jak sianie popeliny… Bo to przez niego się od siebie oddalamy, bo ciągle się czymś wykręca itp. Jest tak z jednego względu – mogę się założyć, że każda z Was przegapiła moment, kiedy Wasz facet próbował coś zrobić – nas pierwszych dopada to co Was z opóźnieniem… Każda z Was przypomni sobie moment kiedy to jej „zły mąż” został zbyty brakiem czasu, innymi powodami do zmartwień etc. Macie tych wymówek cały wachlarz. Potem pewnie każdy próbował przez łóżko – no, ale tutaj też się nie mogło udać, bo przecież Wy takie zmęczone i niedocenione… Każdy ma swój próg wytrzymałości i w końcu odpuszcza temat na tzw. lepszy czas – do którego zazwyczaj nie wraca, bo sprawy mają się coraz gorzej…. A Wy bidulki/męczennice/matki Polki czekacie aż facet się domyśli… Przestańcie patrzeć przez pryzmat własnego nosa… Nie będziecie potem zdziwione samotnością w związku, zdradami i innymi bzdurami którymi się wzajemnie karmicie…

  • Darek

    Potwierdzam brak mi słów…

    • taka sobie jedna ...

      facet – brak słów. Mój mąż do dnia ślubu był facetem idealnym. Gotował, prał, sprzątał, dbał o siebie itp. Dzień po ślubie oznajmił mi, że potrzebuje 6h dziennie na gry komputerowe. Przestał o siebie dbać, chodził w wymiętych, brudnych rzeczach, koszule to już widziałam u niego tylko na wieszaku, bo tylko T-shirty nosił. Jak chciałam się przytulić, albo pocałować go to mnie odtrącał, w łóżku już nie zwracał na mnie uwagi, byłam jak worek na spermę. Ja kończyłam studia i pracowałam, on tylko pracował, ale nagle dostał dwóch lewych rąk i nic w domu nie chciał robić.
      Nic z tego nie rozumiałam. Pytałam co się stało, czy czymś go uraziłam, czy ma jakieś problemy, ale zawsze było „nic” , wymyślasz, nie marudź. Pojawiły się chwilowe problemy z alkoholem, że niby zapija smutek , bo brakuje mu brata z którym mieszkał w jednym pokoju przez prawie 30 lat . Przy obciążających studiach i po pół roku bycia odtrącaną przez męża, po wielu rozmowach, prośbach, a potem już awanturach trafiłam z depresją do psychiatry. Rozpoczęłam psychoterapię i powoli dochodziłam do siebie, dojrzewałam też do myśli o rozstaniu. On musiał zmienić pracę, firma upadała. Nagle stał się znowu dobry bo byłam mu potrzebna, oczekiwał wsparcia. Pomyślałam dam mu szansę, chwilę było dobrze, a potem od nowa to samo,a nawet gorzej. Wcześniej seks był beznadziejny, ale był. Potem odtrącał mnie nawet w łóżku. To ja słyszałam nie teraz , jestem głodny, jestem pojedzony, boli mnie głowa , zróbmy lepiej teraz zakupy, jutro, w weekend itp. Nigdy mojemu mężowi wcześniej seksu nie odmówiłam, żeby musiał się odkrywać, należę do kobiet z dużym libido i dużym poczuciem własnej kobiecości, czy seksulaności, lubiłam eksperymenty i nie wstydziłam się swojego ciała, ani swoich fantazji. Wymyślałam jakeiś randki, wyjścia. Zawsze też dbałam o siebie, nosze rozmiar XS/S , regularnie ćwiczę, dbam o dietę, maluję się itp. mam bardzo kobiecy styl ubioru.
      Miałam poczucie winy, ze może powinnam jeszcze lepiej wyglądać, może zmienić kolor włosów, może pójść na drugie studia nie wiem cokolwiek, żeby mnie zauważył, szukałam winy w sobie. Nie chodziło mi o sam seks, ale o poczucie bliskości i intymności, Bardzo go kochałam i chciałam być blisko, a przez unikanie seksu oddalaliśmy się coraz bardziej, tak mu to tłumaczyłam, nie chciałam, żeby myślał, że naciskam na seks, bo traktuje go jak przedmiot itp. natomiast on wpędzał mnie w poczucie winy. Po czasie przypadkiem okazało się, że codziennie ogląda porno, o ktorym mówił kiedyś, że się brzydzi, chociaż wiedział, że tego nie potępiam jeżeli mieści się w granicach rozsądku . Poczułam się zdradzona, szukałam z nim kontaktu , bliskości , próbowałam rozwiązać problem , mówiłam też jaka jestem samotna, a on miał to w nosie tylko wolał załączyć sobie porno. Nie rozumiałam po co, dlaczego skoro jestem zadbana, skoro mu nie odmawiam, sama tez inicjuje seks . Nie rozumiałam jak mógł patrzeć jak cierpię , jak nasze małżeństwo rozpada się i nic z tym nie robić. Były rozmowy, mówiłam co czuję , jak się czuje kiedy on woli porno od seksu ze mna, pytałam dlaczego tak postępuje i nic. Niczego się nie dowiedziałam, a dalej robił to samo, tylko bardziej się ukrywał. Trwało to z rok . Zachorował mój ojciec, nie miałam głowy do wielu spraw. 3 tygodnie po śmierci ojca musiałam zająć się pisaniem pracy mgr. W domu po pracy byłam o 17:30. Zjadłam i do 24 pisałam. W weekendy zajęcia i tak przez 2 miesiące. Prosiłam po miesiącu, żeby w domu posprzątał, bo ja nie miała kiedy – z fochami odkurzał. Przed obroną po kolejnym miesiącu drugi raz go o to poprosiłam i już nic nie zrobił, poczekał aż się obronię i ja posprzątam ten cały pierdolnik sama, jakby on mieszkał w hotelu, a nie u siebie i miał służbę. Poza tym wiedział, że jestem miesiąc po żałobie i mi ciężko, więc nie chcę być w domu sama nawet jak pisze pracę, ale on brał swój tyłek i 4 dni w tygodniu spędzał u swoich rodziców, bo zdecydował za mnie, że dla mnie tak będzie lepiej . Zyliśmy na kanapkach , bo ja nie miałam czasu na gotowanie, a królewicz nie zamierzał nic robić. Uporałam się z żałobą, obroniłam się i zaniepokoiły mnie nasze finanse. Wcześniej każdy miał osobne konto , bo na moim miałam mieć zabezpieczone pieniądze na studia. Studia się skończyły i mogliśmy mieć jedno wspólne, ale on się wzbraniał. Po kilku miesiącach wymusiłam dostęp do jego konta i okazało sie, że przez rok wyprowadził 7 tyś. na gry komputerowe. Przy czym zbieraliśmy pieniądze na większe mieszkanie i niby oszczędzaliśmy – znowu poczułam się oszukana i zdradzona. Jak się dowiedziałam i zażądałam jego karty to odwrócił kota ogonem i stwierdził, że to ja jestem beznadziejna więc odchodzi. Nie ugięłam się życzyłam wszystkiego dobrego. Sam przyszedł później z tą kartą do mnie. Byłam zdecydowana na rozstanie , tego wszystkiego było już za dużo. Poinformowałam mamę o mojej decyzji i przyczynach. Umówiłam się , że przyniesie mi klucze do pustego mieszkania po babci, bo chciałam się wyprowadzić, jednak już od tygodnia gorzej się czułam, jak mama do mnie jechała to coś mnie tknęło , kupiłam test w aptece i okazało się, że jestem w ciąży.
      Ucieszył się , bo chciał mieć dziecko i planowaliśmy je w sumie bardziej z jego inicjatywy. Staraliśmy się jeden miesiąc, a w zasadzie jeden raz , zanim dowiedziałam się o tych wydanych pieniądzach na gry – jaka ironia losu niektórzy starają się miesiącami cudują, a nam wystarczył jeden raz. Myślałam, że chociaż to go zmieni. Nic bardziej mylnego. W ciąży ogólnie zero seksu chociaż codziennie ćwiczyłam, dbałam o siebie, ładnie się ubierałam i przytyłam ogólnie tyko 10 kg. On tak zdecydował, bo tak chociaż jeszcze wtedy nie było problemów z ciążą. Nawet nie chciał mnie całować, dotykać zupełnie nic. W domu robiłam wszystko sama chociaż miałam duże dolegliwości bólowe i nawet w pewnym okresie miałam zalecone oszczędzanie się.Później byłam na L-4 z powodu kiepskich wyników i złego samopoczucia, ale to ja od rana latałam po sklepach, dźwigałam ciężary , gotowałam obiady, a Pan i Władca wstawał o 11, pokręcił się po mieszkaniu zjadł obiad podstawiony pod nos i tyle go widziałam, bo na 14 do pracy. W domu kot, a byliśmy w trakcie sprzedaży mieszkania , więc jak mąż wychodził to ja codziennie odkurzacz w rękę i sprzątałam ,żeby przygotować mieszkanie dla kolejnych klientów, mimo, że czułam jak brzuch boli. Wiedział, że mnie boli, wiedział, że przyjmowałam luteinę na podtrzymanie, jak prosiłam o pomoc w domu to mówił, że mam sobie usiąść i jutro posprzątać. W weekendy nie mogłam się doprosić o wspólny spacer, chodziłam sama z naszym dzieckiem pod sercem i płakałam w parku na widok rodzin z dziećmi, ale całymi dniami opowiadał jak to się cieszył, że będzie tatą. W końcu trafiłam na patologię ciąży, musiałam wyłącznie leżeć, ciąża zagrożona przedwczesnym porodem i rzeczywiście w 35 tyg, cc z powodu zagrożenia życia dziecka. Wielki lament z jego strony, ojej jak to on się o nas martwił itp. Tak się martwił, że ja pocięta z komplikacjami po operacji jeżdżąca na wózku inwalidzkim , bo po 2 samodzielnych krokach mdlałam i mająca 1 raz w życiu jakiekolwiek małe dziecko na ręce , którego nawet nie miałam siły utrzymać, a co dopiero się nim zajmować prawie przez cały dzień byłam sama na oddziale. Mąż wpadł na góra godzinkę i tyle. Raz byl nawet tylko na 30 min , bo ważniejsza była impreza urodzinowa mamusi niż dziecko wcześniak w inkubatorze i żona, która prawie zeszła z tego świata. Moja mama przychodziła i mi przynosiła jedzenia, pomagała mi się wykąpać, zająć trochę dzieckiem.
      Dalej mi się pisać nie chce, a uwierz, że byłoby o czym. np o tym jak 2 razy w miesiącu odbębniał ze mną seks po rozmowach, a potem jak prosiłam o pomoc przy dziecku to wymigiwał się, że miałam seks to o co mi chodzi, powinnam być zadowolona i niczego już nie oczekiwać więcej, a ja znowu coś chcę.
      Także faktycznie radze Ci dalej pisać z ironią o umęczonych matkach i litować się nad tymi biednymi facetami, którzy pewnie tyle robią dla małżeństwa, a są jeszcze pokrzywdzeni brakiem seksu , ale kobieta nic nie widzi, nie docenia, przegapiła moment.
      Pozdrawiam

  • facet

    Cóż mogę powiedzieć – bardzo mi przykro – Twój mąż jest w takim razie ciężkim frajerem – nie pisałem o nim – nie ma jaj, więc nie jest facetem. Ciężko mi również wyzbyć się wrażenia (i naprawdę przepraszam Cię za to), że i Ty jesteś trochę frajerką… – jeśli jeszcze tego nie zrobiłaś – odejdź od niego – zrób to dla siebie i paradoksalnie dla dziecka. Z tego co napisałaś wnioskuję, że niczego Ci nie brakuje – jesteś inteligentną, atrakcyjną, zadbaną i zaradną kobietą – a jednak… jesteś z nim… Zmień to, bo zalatuje toksyczną relacją…

  • Elisabeth

    cóż mam Ci powiedzieć Izo…
    widuje się nieraz na ulicy takie pary które zioną nienawiścią do współmałżonka. gdyby wzrok mógł zabijać na pewno byłyby trupy.
    w imię czego to ciągną? i co wyrośnie z dzieci wychowanych w takiej atmosferze? nie wiem.
    pewnie będą chodzić latami do terapeutów i zastanawiać się w nieskończoność czemu rodzice się nienawidzili i czemu się nie rozstali. a odpowiedź będzie „zrobiliśmy to dla waszego dobra, powinniście być nam wdzięczni…”

  • Nati

    U nas jest już 10letni staż.
    Na początku było wielkie zakochanie, miłosne uniesienie mimo problemów osobistych i wspólnych.
    Później nasze życie stawało się coraz bardziej ustabilizowane ale tez płytkie. Brak chęci na seks z jego strony. Ja stawałam na głowie by być dla niego atrakcyjna, w końcu wtedy i mnie przestało zależeć. Różnice wartości, poglądów itp zaczęły rosnąć jak grzyby po deszczu. Brak czasu dla mnie z jego stroby. W międzyczasie pojawiła się dwójka dzieci. Drugie już nawet nie przyszło na świat z miłości. Zwyczajnie wiedziałam, że mając z nim jedno dziecko i tak nie odejde, zawsze chciałam mieć więcej dzieci. On nie jest zły. Nie traktuje mnie źle. Kocha nasze dzieci i mnie niby tez. Ciężko pracuje, czuje się zmęczony, nie ma ochoty na nic. Nie mogę go winić. Ale nie jestem szczęśliwa. Jesteśmy sobie prawie obcy. Mało czasu spędzamy razem bo on praca a ja dzieci w tym jedno chore. Ale nawet kiedy jesteśmy razem on potrafi popsuć każda chwilę swoimi humorami, naburmyszona mina i wiecznym narzekaniem na wszystko wokół. Nie ma zadnych marzeń, zainteresowań itp. Nie obchodzimy rocznic, urodzin , nic … Bo dla niego to bez sensu. Odkąd ja odpuściłam sobie seks on chce go czasem mieć. Ale czuję się wtedy jak prostytutka bo to co on robi w łóżku ciężko nazwać uprawianiem miłości. Mnóstwo razy z nim na ten temat rozmawiałam ale u niego kończy się zawsze na słowach. Nie mamy tematów poza dziecmi. Nawet się nie kłócimy często bo nam się nie chce. Mieszkam za granica i nikogo tutaj nie nam. Zaprzepaściłam sobie zycie. Jedyna radość dają mi dzieci. Dla nich żyje. Boje sie, że kiedyś tego nie wytrzymam i go zdradzę.
    Czasem chciałabym, żeby to on mnie zostawił bo ja nie mam odwagi. Ale wiem, że on tego nie zrobi.

  • Magdalena

    Ja tak żyłam przez długi okres swojego życia. Dlatego wiem że warto to zmienić. Bo to nie życie.

  • Kasia

    lepsza jest samotność w pojedynkę, niestety

  • Beata

    Chyba najgorszy rodzaj samotności

  • Dorothy

    To cholernie wredne uczucie zostac samym…ja mam twarda dupe ale miekkie serce…zycie nauczylo mnie naprawde wiele i dlatego nie zamykam sie w czterech scianach tylko wchodze do pomieszczenia i zamykajac za soba drzwi mysle jak je rozpierdolic zeby za nimi zastac kolejna szanse na lepsze jutro

  • Kasia

    najgorzej w świecie, wypala człowieka najbardziej.

  • Katarzyna

    Ja właśnie tak żyłam

  • Kamila

    To taki rodzaj samotności… Dopiero rozstanie uszczeliwia, kiedy sie juz do niego dojrzeje co łatwo nie przychodzi

  • Małgorzata

    Całkiem życiowo ujęte

  • Kasik

    Tylko ze ja go kocham i co?

  • Marlena

    Tak, to jest straszne być w związku samotnym, ale tak wcale nie musi być, zawsze można to zmienić, popatrzeć z boku znaleźć problem i naprawić relacje z partnerem, najgorsze co można zrobić to milczeć i zamiatać problemy pod dywan.

  • Xoxo

    On 20 lat starszy, rozwiedziony, dzieciaty. Ja bez zobowiązań. Myslalam, ze jestem silna, ale on potrafi sie nie odezwac kilka dni, nawet jak jechaliśmy za granice na urlop nie odzywal sie w samochodzie. Myslalam, ze ma problemy, probowalam pomagać. W koncu zaczelam go nienawidziec do mnie sie nie odzywa a jak dzowni córcia w moim wieku to tak jej slodzi, ze mnie trafia. Skonczy ja cos pytam – nie odpowie. Eh…..duzo tego. Zazdosc z jego strony, upokarzanie….i ten spryt jak nagle staje sie dobry na zakupach, czy jak gotuje….ja mam romans nawet w kolejce w tesco. Na wycieczce rowerowej jade za wolno bo faceci jacys są….czestonsie go boje a mimo wszytsko cos mnie trzyma, ze nie odchodze ( mam gdzie). Boje sie samotnosci .

  • Alfa

    Żyje w takim związku. Mieszkamy zagranicą. Ja pracuję, on ogarnia dom. Mamy prawie dorosłego syna. Pracuje tylko na nocki, sama układam grafik, wszystkie weekendy, święta, urodziny, rocznicę ślubu wolę być w pracy. Nasze wieczory wyglądają tak, ja siedzę w salonie , on w kuchni. Jestem silna kobietą i poradzę sobie. W zasadzie radzę sobie cały czas, bo on nie zna języka, nie ma jakoś ochoty się uczyć. Przyzwyczaiłam się. Na zewnątrz wygląda super, własny dom, dwa samochody, urlopy w egzotycznych krajach, dobre zarobki I co z tego? Tak naprawdę nie mam nic.

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>