Główne menu

Co się dzieje, gdy kobieta robi pierwszy krok?

Stosunki damsko-męskie przeszły w ostatnim stuleciu prawdziwą rewolucję. Lista rzeczy, których kobiecie robić nie wypada, wyraźnie się skróciła. Rodzina, choć z oporami, odchodzi od tradycyjnych wzorców i dziś mało kogo dziwi facet z niemowlakiem w nosidełku czy kobieta kosząca trawnik. W pewnych sprawach wciąż jednak pozostajemy mentalnie w ‘starej epoce’ i wykazujemy się zaskakująco konserwatywnym podejściem.

To między innymi kwestia pierwszego kroku. Bo związki są wprawdzie coraz bardziej partnerskie, ale by do nich doszło, niezbędna jest śmiałość mężczyzny, gdyż to właśnie na nim spoczywa obowiązek zagajenia rozmowy, zaproponowania pierwszej randki, wyznania miłości, zaproszenia do sypialni i wreszcie wręczenia pierścionka. Kobieta? Oficjalnie tak, też jej wolno, tyle że bardzo skromny odsetek pań korzysta z owego przywileju, większość w tym akurat względzie zdaje się na męską inicjatywę. Skąd ta nagła niechęć do samodzielności?

Mysz nie gania za pułapką

Przez długie lata panny na wydaniu niewiele miały do powiedzenia w kwestii wyboru przyszłego małżonka. A nawet gdy mogły swobodnie rozporządzać swoją ręką, nie wypadało im afiszować się ze swoim afektem. W dobrym tonie było wyłącznie przyjmowanie zasłużonych hołdów. No, ewentualnie upuszczanie chusteczki, znaczące wachlowanie, zakulisowe intrygi, ale wszystko tak, by nikt nie pomyślał, że jej na kimś zależy. Oczywiście, że nie. Ona tylko pozwala się wielbić. I trzeba przyznać, że trochę z tego myślenia siedzi w nas do dzisiaj.

Podejść pierwsza do faceta? Można, ale po co? To urąga kobiecej godności. Wychodzenie z inicjatywą to rola faceta, kobiecie to nie przystoi. Do niej należy decyzja, czy z tej mąki chleb będzie, a nie szukanie piekarza, bez przesady. Owszem, samo stanie w kącie i wyglądanie pięknie jest przegięciem w drugą stronę, niemniej pierwszy ruch musi wyjść od faceta. Dlaczego? Bo pokazanie, że jej zależy, oznacza jedno – dziewczyna przepadła. Przegrała. Skoro on jej nie musi zdobywać, to tylko nasyci pierwszy głód i pójdzie szukać wykwintniejszego dania. I tyle zostanie z tej jej przebojowości.

To facet ma się starać i zabiegać o względy. Im trudniej, tym bardziej podsyci to jego apetyt, bowiem nic nie rozpala mężczyzn mocniej niż kobieca oziębłość. To rzucane z automatu ‘nie’, potem trochę łaskawsze, od niechcenia, ‘może’. Oni wtedy wariują. Słowem, nie żadne tam zagadywanie, branie spraw w swoje ręce. Wyłącznie udawanie, że ma się go w poważaniu, nie interesuje się nim wcale i w ogóle to z każdym, tylko nie z nim. Przetrzymać w niepewności, to go nakręci. Ach, jak to go nakręci! Mówią, że nie znoszą lodowych księżniczek, ale właśnie dla nich tracą głowy i dają się im wodzić za nosy jak dzieci.

Skoro musisz się starać…

Oczywiście, cała armia mężczyzn stanowczo temu zaprzeczy. Pierwszy krok wychodzi od dziewczyny? Wspaniale! Tylko się z tego cieszyć. Jak równouprawnienie, to równouprawnienie, na całego, a nie jedynie tam, gdzie wam się to opłaca. Zobaczcie, jak to jest po drugiej stronie, posmakujcie tego stresu. Nam to jak najbardziej na rękę. Nie każdy urodził się uwodzicielem, a zagadać do obcej kobiety to wcale nie jest bułka z masłem, zwłaszcza gdy ma się już na koncie dziesiątki odmów. Więc droga wolna, szanowne panie, podrywajcie upatrzonych panów. Ale czy ta strategia faktycznie się kobietom opłaca?

Cokolwiek się nie mówi o nowoczesnych związkach, to zawsze gdzieś tam w tle przewija się mit o mężczyźnie zdobywcy. Więc z jednej strony zachęca się do łamania konwenansów, z drugiej doradza się pielęgnowanie męskiego genu łowcy i wojownika. I jak się okazuje, na tym polu cenimy jednak tradycję, a nie nowoczesność. On kocha walczyć, no to niech sobie walczy o wymarzoną kobietę. Niech czuje, że to, co ma w bokserkach, nie zostało mu dane przez pomyłkę. Pytanie tylko – a dlaczego w tej konkretnej kwestii tak bardzo dba się o pierwotnie pojmowaną męskość? Czy to przypadkiem nie z wygody? Po części chyba tak, bo ci, którzy wychodzą z inicjatywą, częściej doświadczają porażki, jaką jest odrzucenie. Strona zdobywana takich upokorzeń znosić nie musi, a co by nie mówić, zawsze lepiej być tym, kto odmawia, niż dostać czarną polewkę.

Pierwszy krok ma fatalną renomę z jeszcze jednego powodu. Niejako udowadnia, że z atrakcyjnością danej kobiety jest chyba coś nie tak. Wszak ładne, interesujące kobiety nigdy nie narzekają na brak zainteresowania, wręcz przeciwnie, zwykle miewają przynajmniej kilku adoratorów, wystarczy dokonać selekcji i gotowe. Jeśli kobieta musi podbić do faceta pierwsza, najwyraźniej żaden z łowców nie uznał jej za zdobycz wartą trudów polowania. Uroda zresztą niewiele tu zmienia, budzi raczej dodatkowe wątpliwości – jak to, dlaczego nikt jej nie chciał, skoro nie jest wcale brzydka? Dlatego tak wiele kobiet prędzej padnie trupem niż zaczepi faceta, który wpadł im w oko.

Odwaga w cenie?

Na szczęście nie wszyscy mają tak radykalny osąd i choć kobiety wykonujące pierwszy krok wyraźnie są w mniejszości, ich działania często wzbudzają szczery entuzjazm. Są faceci, którym to niezwykle imponuje, bo doskonale wiedzą, ile odwagi trzeba mieć w sobie, by wyjść z podobną propozycją. Doceniają śmiałość, pomysłowość, podoba im się, że dziewczyna to żadna mimoza, co chce, ale zarazem i nie chce, zwariować można od tych sprzecznych sygnałów. Po prostu, kobieta, która robi pierwszy krok, uchodzi za mniej problematyczną. Wydaje się konkretna, co oznacza, że nie będzie niczym primadonna stroić fochów i wymagać nie wiadomo czego, robić jakieś testy na miłość i tym podobne. Co za miła odmiana! Nie mówiąc już o tym, jak bardzo połechtane zostało męskie ego, jak on poczuł się tym gestem wyróżniony. W żadnym razie nie odebrało to męskości, raczej na odwrót, podbudowało i ośmieliło. Teraz może góry przenosić by udowodnić, że ona lepiej trafić nie mogła.

Ale nie zawsze jest tak różowo. Wprawdzie wielu facetów deklaruje, że nie ma nic przeciwko damskiej inicjatywie i chętnie dałoby się poderwać, to gdy naprawdę ich to spotyka, nierzadko pojawiają się zupełnie inne uczucia niż zachwyt. Mężczyzna nieprzyzwyczajony do damskich zaczepek kompletnie nie wie, jak zareagować, co odpowiedzieć, przytłacza go jakaś niezrozumiała presja, nie jest nawet pewien, czy to na serio, czy może jakiś dowcip, zakład z koleżankami? Czy jej na pewno chodzi o to, co on sądzi, że ona ma na myśli? Plus najpoważniejszy problem: dziewczyna w ogóle podrywanego faceta nie kręci. Jak ją wtedy delikatnie odprawić i nie wyjść na buraka? No i bywa, że pierwszy krok ze strony kobiety interpretowany jest nie jako chęć zapoznania, lecz jako zaproszenie do szybkiego seksu – skoro ona taka nowoczesna, to pewnie nie interesują jej stałe związki, tylko gorące romanse.

Jak ci to powiedzieć…

Kłopot z pierwszym krokiem zwykle jest taki, że trudno wskazać idealną strategię. Posłużyć się wyszukaną aluzją czy mówić otwartym tekstem? Wysłać kilka dyskretnych sygnałów i czekać, aż połknie haczyk, a może zadziałać w pakiecie, podejść pierwsza, zaproponować od razu wymianę numerów i wyjście na randkę? Jak daleko wypada się posunąć?

Idealnej recepty oczywiście nie ma, bo jednego ucieszy komunikat prosto z mostu, inny będzie wolał wielopiętrowe podchody. Generalnie jednak w babskim podrywie mężczyźni cenią bardziej subtelne formy i właśnie tu kryje się źródło licznych problemów związanych z pierwszym krokiem wykonywanym przez dziewczyny. Bo do inicjującej znajomość kobiety zniechęca nie tyle fakt, iż przejęła ona męską rolę, ile to, że zbyt dosłownie ją potraktowała. Czyli? Niezbyt mile widziane są podrywy ‘bardzo po męsku’. Odstraszająca jest przede wszystkim agresja, przesadna bezpośredniość, wulgarność, nadmierna pewność siebie. Desperacka chęć poderwania kogokolwiek, byle móc zapisać na swoim koncie jakikolwiek sukcesik. Zero flirtu, zero kokieterii. W zamian za to jest nachalność, bo wiele kobiet sądzi, że jak już zdobyły się na odwagę, to muszą dopiąć swego za wszelką cenę. I nie przyjmują do wiadomości, że facet nie jest zainteresowany, będą go urabiać, aż się złamie. Na granicy stalkingu.

Innymi słowy, kobietom zdarza się robić to, za co tak ostro krytykują u męskich podrywaczy. Stają się damską wersją chojraczków mających się za mistrzów uwodzenia, podczas gdy w oczach płci przeciwnej są niesympatycznymi prymitywami. A żeby było zabawniej, nierzadko robią tak, bo są święcie przekonane o słuszności tych działań. Przecież faceci bez przerwy utyskują na kobiece niezdecydowanie, nie znoszą tej fałszywej babskiej pruderii, mają w nosie domyślanie się, chcą jasnych deklaracji. Tymczasem okazuje się, że faceci też jedno mówią, a robią drugie. Albo po prostu kompletnie inaczej pojmują kobiecą otwartość i bezkonfliktowość.

To dopiero początek zabawy

Pierwszy krok traktuje się jako błąd, bo rzekomo odbiera kobiecie jej ogromny atut – niedostępność. Tak się utarło, że kobieta musi być niedostępna, to podnosi jej wartość i zmusza faceta do większego wysiłku, dzięki czemu on będzie ją szanował. Robiąc pierwszy krok kobieta gubi swoją tajemniczość. Teraz, drogi mężczyzno, wszystko jest jasne, nie tylko się jej podobasz, ale w dodatku podobasz się tak bardzo, że dla ciebie ona gotowa jest złamać powszechnie obowiązujące zasady i narazić się na śmieszność. Wiadomo, jak się ten związek dalej potoczy, ona będzie za nim latać, on pozwoli się uwielbiać. Festiwal żenady.

Skąd jednak pewność, że właśnie tak potoczą się dalsze losy odważnej łowczyni? Przyszłości związku nie określa przecież wyłącznie sam początek znajomości, ale i następne kroki prowadzące do jej zacieśnienia. Te zaś wcale nie muszą należeć wyłącznie do kobiety, mimo że od niej wyszła inicjatywa. Bo okazanie swojego zainteresowania to jedno, a wyłożenie się na talerzu to drugie. I to tu jest pies pogrzebany. Zagadanie faceta nie jest tożsame z pełną uległością. Można go poderwać tak, by sam zechciał drążyć temat głębiej. Pierwszy krok ma być ruchem, który rozbudza apetyt, jest zachętą, impulsem. Ona podeszła pierwsza, ale nie odkryła wszystkich kart, pozostała intrygująca. I niby jest tak blisko, a jednak wcale nie ma się jej jeszcze w ręku. Mówiąc krótko, pierwszy krok nie może sugerować, że ona już zdobyta. Że taka łatwa. Jest akcja, teraz pora na stosowną reakcję drugiej strony. Nie ma? Wycofujemy się po angielsku, zamiast brnąć dalej narażając się na śmieszność.

Bo to prawda, że mężczyźni lubią to, co trudno osiągalne i najbardziej pragną kobiet, które są dla nich wyzwaniem. Gdy nie muszą się starać, tracą zapał i nie cenią swoich zdobyczy, co zresztą w drugą stronę wygląda tak samo. Zatem, gdy za pierwszym krokiem idzie drugi, trzeci, dziesiąty, i to ona inicjuje pierwszą randkę, pierwszy pocałunek, pierwszy seks, pierwszy wspólny wyjazd, zamieszkanie, nawet się mu oświadcza, ciężko to nazwać udanym związkiem. Jednakże do stanu ‘jemu chyba wcale na mnie nie zależy’ nie doprowadził pierwszy krok, lecz przyzwolenie na to, by facet nie musiał robić nic i tylko pozwalał się rozpieszczać. A taki koniec może nastąpić również wtedy, gdy dziewczyna dziesięć razy odmówi pójścia na randkę i każe czekać na seks bite dwanaście miesięcy, po czym nagle obniża standardy i nie reaguje na ewidentne przewiny faceta, bo myśli, że jak była ‘trudna’ na początku, to wystarczy. Cóż, życie pokazuje, że niestety nie wystarczy.

    10 komentarzy

  • Kingsley

    To prawda, że utarło się przekonanie, że mężczyzna ma się starać, a kobieta udawać, że jej to nie obchodzi. Koniec kropka. Ale wydaje mi się, że taka opcja jest po prostu bardziej romantyczna, jak z filmu. Sytuacja, kiedy to kobieta się stara jest bardziej bezpośrednia, przez co nie tak efektywna, jak bieganie z kwiatami i biletami do kina.
    Zrobiłam pierwszy krok (albo i więcej, prawdziwe podchody :P) do mojego obecnego chłopaka i oboje jesteśmy teraz zadowoleni, a chłopak wydaje się chcieć „odbić” piłeczkę i cały czas się stara tak, jak miałby to robić na początku. 🙂

    Pozdrawiam! 🙂

  • Agnieszka Wieczorek

    W tej kwestii nadal pozostaję przy tradycji. Nigdy nie zrobiłabym pierwszego kroku i nie chodzi o to, że ktoś powinien mnie wielbić, a ja będę primadonną. Chodzi o to, że to facet powinien być tym „zdobywcą”, a kobieta tajemnicą, którą będzie powoli odkrywał. Taka ze mnie romantyczka 🙂

  • L.B.

    Raz mi się zdarzyło pierwszej wyjść z inicjatywą i mówię szczerze, że więcej tego nie powtórzę. Miałam potem do siebie pretensje, tym bardziej, że nic z tego nie wyszło. Pierwszy krok zdecydowanie powinien należeć do faceta. Niech on się wykazuje.

  • rxmeister

    Wyłącznie udawanie, że ma się go w poważaniu, nie interesuje się nim wcale i w ogóle to z każdym, tylko nie z nim. Przetrzymać w niepewności, to go nakręci. Ach, jak to go nakręci! Mówią, że nie znoszą lodowych księżniczek, ale właśnie dla nich tracą głowy i dają się im wodzić za nosy jak dzieci.

    Ciekawe, czy dożyję dnia, w których szczerość będzie cenniejsza, niż tanie gierki. Szczęśliwie, są również kobiety, które nie będą odwalały maniany z udawaniem kogoś, kim się nie jest.

  • Dorotka

    Ja ubolewam nad tym, że faceci niestety nie potrafią zrobić 1 kroku są nieśmiali – tak jestem z tych kobiet, które wolały być adorowane niż same starać się o mężczyznę . Wyszłam z inicjatywą i co? I nic bo nie wyszło nic z tego…

  • Dorota Syguła

    Myślę, że bardzo wiele zależy od naszego wewnętrznego nastawienia, które przede wszystkim widac. I tak jak jest kobieta, która robi pierwszy krok, ale podchodzi do tego na luzie i nie uzależnia się od faceta, to on to wyczuje i i tak będzie ją szanował, bo wie, że pierwszy krok tak naprawdę nie oznacza niczego oprócz sympatycznego zapoczątkowania znajomości, a na zaangażowanie będzie musiał sobie zasłużyć. Podobnie, jeśli kobieta udaje niedostępną, ale przy pierwszej okazji kiedy facet wykazuje inicjatywę, ona odkrywa się cała i pokazuje 100% zaangażowania, jest o wiele mniej szanowana… Tak więc, myślę, że najlepiej pracować nad własną pewnością siebie, poczucie własnej wartości i siłą charakteru, a wtedy bez względu na to, czy zrobimy pierwszy krok czy nie, będzie dało się w naswyczuć naturalność i brak negatywnego parcia na faceta.

  • makrela

    coś z tego trzepotania rzęs i potajemnych westchnień musi w nas zostać, by nie dać się złapać pierwszemu lepszemu 😉

  • Jotka

    Trochę nie rozumiem, jaka jest w końcu konkluzja artykułu. Robić ten pierwszy krok? NIe robić? Mam wrażenie, że pełno tu krzywdzących stereotypów. Że niby kobieta, która robi pierwszy krok, jest brzydka. Ja nigdy nie narzekałam na brak adoratorów, ale kiedy znalazłam tego jedynego, wiedziałam, że to ja muszę być bardziej zdecydowaną stroną. To ja mu się oświadczyłam… Za niecałe dwa miesiące będzie nasz ślub 🙂 Pierścionki zaręczynowe nosimy… oboje.

  • Seeker

    Od tych porad a propos bycia uciekającym króliczkiem, tajemniczą Królową Lodu i Zołzą, swego czasu pękała mi dosłownie głowa. I uznałam je za prawdę ostateczną. Ciekawa jestem, jak te rady mają się do mężczyzn z innych kultur? Możnaby pomyśleć, że na całym świecie kobiety i mężczyźni są zbudowani tak samo, ale przecież tak nie jest… Mój mąż pochodzi z Indii, a tam nikt nie bawi się w kotki i myszki… Są konkrety, albo ich nie ma i już!

  • anka 33

    To zależy od charakteru i przeznaczenia co bym nie zrobiła i tak zawsze jest źle. A teraz przede mną kolejne wzloty i upadki. odechciewa się po kolejnej porażce. Chociaż staram się być szczera przed sobą i nie krzywdzić innych to i tak nigdy nic nie wychodzi. Jestem zawsze sama . może już nie potrafię być z kimś. próbowałam wszystkiego, pierwszego kroku gdy mi ktoś mocno podobał się i niektórzy za mną latali i tak nic z tego nie wyszło nie wiem co ze mną jest.

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>