Główne menu

Skąd się bierze alkoholizm u kobiet?

Picie to już nie jest czysto męska rzecz. Po alkohol coraz chętniej sięgają kobiety i nie patrzy się na to z taką dezaprobatą jak dawniej, no chyba że pani pod wpływem procentów zaczyna bełkotać i oddawać mocz na ulicy. Niestety, takie obrazki także się widuje – kobiece spożywanie alkoholu nie ogranicza się do kulturalnych wieczorków przy lampce dobrego wina, niekiedy to naprawdę ostre picie.

I podobnie jak u panów, nadmierne zamiłowanie do mocnych trunków staje się przyczyną życiowych dramatów. W niechlubnych statystykach dotyczących alkoholizmu kobiety powoli doganiają mężczyzn. Są jeszcze wyraźnie w mniejszości, ale zdaniem specjalistów to tylko kwestia czasu, gdy w pijaństwie osiągniemy pełne równouprawnienie.

Smutne liczby

Jeszcze kilka dekad temu kobieta pijąca publicznie alkohol w większych ilościach budziła społeczny sprzeciw, nawet na domowych imprezach nie bardzo to uchodziło, powszechniejszy był raczej obrazek, kiedy to trzeźwa żona holowała do domu zataczającego się małżonka.

Ale im bardziej równouprawnienie stawało się faktem, tym częściej kobiety widywano z kieliszkiem. Dopuszczalne stało się picie w wyłącznie kobiecym gronie – mało kogo dziś szokuje grupka dziewczyn wesoło osuszająca butelkę jakiegoś trunku w barze albo klubie. Oczywiście, widok pijanej kobiety wciąż jest nieprzyjemny dla oka i wywołuje ostrzejsze reakcje niż w przypadku pijanych mężczyzn, ale fakt pozostaje faktem – dziewczyn na bani jest w przestrzeni publicznej niewiele mniej niż zawianych chłopaków.

alkoholizm u kobiet

Ta emancypacja ma swoje ciemne strony. Według danych Ministerstwa Zdrowia, alkoholicy to około 2 procent polskiego społeczeństwa. Kobiety to około jedna czwarta albo jedna trzecia tej grupy – póki co, bardzo trudno jest określić dokładnie skalę tego zjawiska. To nie koniec złych danych, ponieważ obok alkoholików podejmujących leczenie są i tacy, u których choroby jeszcze nie zdiagnozowano, oraz osoby, które alkoholikami jeszcze nie są, ale spożywają regularnie alkohol w ilościach wyraźnie przekraczających dopuszczalne dawki. I jak wynika z najnowszych danych, w grupie ludzi będących na najlepszej drodze do alkoholizmu jest coraz więcej kobiet.

Kobiety ze słabością do napojów wyskokowych potrafią pójść w tango dokładnie jak mężczyźni, podłoże takiego zachowania jest jednak inne. Statystycznie, w przypadku mężczyzn największe spożycie alkoholu dotyczy osób w wieku od 30 do 49 lat, z wykształceniem zasadniczym zawodowym, zajmujących niskie stanowiska, mieszkających w miastach, źle oceniających swoją pozycję zawodową i materialną, istotną grupą są też rozwodnicy. Grupa kobiet, w której spożycie alkoholu jest największe, to mieszkanki miast, w wieku od 18 do 39 lat, z wykształceniem wyższym lub w trakcie nauki, pracujące umysłowo, dobrze oceniające swoją sytuację materialną, singielki oraz gospodynie domowe (dane za PARPA).

A cóż to za okazja?

Przyczyny sięgania po alkohol są bardzo różne, ale znowu, statystycznie, mężczyźni najczęściej chcą zagłuszyć poczucie życiowej klęski i brak sukcesów w pracy, zapijają emocje, bo to bardziej „męskie” niż rozmowa o duchowych rozterkach. Kobiety piją głównie z powodu samotności, poczucia niespełnienia, przeraża je upływ czasu i przekonanie, że coś ważnego ominęło je w życiu i nie da się już tego odrobić. Czasami to ich sposób na uporanie się z traumą z dzieciństwa albo jakimś tragicznym wydarzeniem, jak gwałt, molestowanie, śmierć ukochanej osoby.

Kobiety sukcesu są zmęczone pogonią za pieniędzmi i rywalizacją z mężczyznami, dobija je przewlekły stres, czują się źle w swoim pustym domu, tęsknią za udanym związkiem, brakuje im własnej rodziny. Niezależność, o którą tak walczyły, nagle staje się bezwartościowa. Z kolei te, które postawiły na rodzinę, są rozczarowane, że małżeńskie życie nie wygląda tak ładnie jak na filmach, mąż nie stara się jak na początku znajomości, dzieci dają w kość i nikt nie docenia trudu włożonego w prowadzenie domu. Alkohol staje się remedium na smutki, zapewnia przyjemne odprężenie, ułatwia zasypianie, codzienne problemy wydają się dzięki piciu łatwiejsze do strawienia albo po prostu przestaje się je dostrzegać.

Naprawdę łatwo znaleźć usprawiedliwienie, by sięgnąć po coś mocniejszego, bo piąteczek, bo parapetówka, wieczór panieński koleżanki, imieniny, świętowanie awansu, rozpaczanie po zerwaniu z chłopakiem, zaliczona/zawalona sesja, karnawał, pierwszy dzień wiosny, ostatni dzień wakacji, koszmarny tydzień w robocie, wyjazd integracyjny… długo by wymieniać. Te, które prowadzą mało intensywne życie towarzyskie, też mają mnóstwo okazji – kłótnia z mężem, kolejna jedynka syna, popalająca papierosy zbuntowana córka, choroba babci, nieprzyjemna rozmowa teściami, spalone kotlety, zmęczenie sprzątaniem domu, poczucie niedocenienia… I te alkohole, takie kolorowe, w eleganckich butelkach, setki wymyślnych smaków, coraz częściej opatrzone etykietą „specjalnie dla kobiet”.

Życia nie ułatwia ciągła presja na bycie superwoman, która ogarnia wszystko z olśniewającym uśmiechem na ustach – wiele kobiet bierze sobie na barki tak wiele obowiązków i tak bardzo nie pozwala sobie na najmniejsze choćby potknięcie, że wreszcie pęka i znajduje ukojenie w niewielkiej buteleczce schowanej gdzieś w komodzie za zimowymi rajstopami.

Żeby nikt nie widział

Bo choć alarmujące reportaże o pijących kobietach ilustrowane są zazwyczaj szokującymi obrazkami, to tak ogólnie, kobiecy alkoholizm jest raczej dyskretny. Oczywiście, pijane w sztok dziewczyny można spotkać w każdy weekend pod nocnymi klubami, ale spora część alkoholiczek to kobiety zachowujące się o wiele bardziej wstrzemięźliwie. Nawet z klasą, można powiedzieć, ponieważ początkowo kobieta dba o zachowanie pozorów, sięga wyłącznie po drogie, markowe trunki, nie pozwala sobie na wulgarne zachowanie, a już na pewno nie w szerszym gronie, wśród ludzi, których opinia jest bardzo istotna.

Popijające gospodynie domowe przez długi czas ograniczają się do niewielkich dawek alkoholu, ot tak, żeby tylko leciutko być na rauszu. Przeważnie robią to, gdy dzieci śpią albo są w szkole. Ta dyskrecja widoczna jest także w kolejnych statystykach – w 2017 roku do izb wytrzeźwień trafiło blisko 146 tysięcy osób, z czego przytłaczająca większość to mężczyźni, ok. 131 tys. przypadków. Ale gdy spojrzy się na nieletnich, te rozbieżności są już mniejsze – na zatrzymanych 329 nietrzeźwych chłopców przypada 79 nietrzeźwych dziewcząt. Prawdopodobnie dlatego, że bardzo młode kobiety i nastoletnie dziewczyny są skłonniejsze do zachowań ocierających się o tzw. alkoholowe sponiewieranie, czym zresztą niektóre same się chwalą, oznajmiając publicznie w mediach społecznościowych o swoim „narąbaniu się jak stodoła”.

Kryzys wieku średniego

Oczywiście, dorosłym kobietom też zdarza się pójść po bandzie, przede wszystkim wtedy, gdy picie stało się już prawdziwym nałogiem albo kobiecie po prostu przestało zależeć, by jakoś się trzymać. To stosunkowo nowa strona kobiecego alkoholizmu – seniorki bardzo rzadko trafiały do tego typu statystyk, zwłaszcza te z niepatologicznych domów. Dzisiaj starsze panie coraz odważniej sięgają po alkohol. Z niedawnych badań przeprowadzonych w Wielkiej Brytanii wynika wręcz, że u nastolatek – choć problem wciąż jest poważny – notuje się mniej przypadków pijaństwa czy alkoholizmu, za to rośnie liczba kobiet w średnim i starszym wieku, które trafiają na odwyk bądź do szpitali w wyniku przedawkowania mocnych trunków – w 2015 roku wśród hospitalizowanych kobiet z problemami alkoholowymi 44 procent stanowiły panie po 55 roku życia.

W tej grupie pretekstem do sięgnięcia po alkohol przeważnie jest nieudane życie rodzinne oraz syndrom pustego gniazda. Gospodyni domowa czuje się niedoceniona, zazdrości koleżankom, które zrobiły karierę, mąż jest bliską osobą już tylko z nazwy, a teraz nie ma nawet dzieci, które trzeba rano odwieźć do szkoły i wieczorem zrobić kolację. Dla kobiety pracującej zawodowo takim punktem zwrotnym może być przejście na emeryturę. Do tego dochodzi jeszcze poczucie malejącej atrakcyjności i przekonanie, że jest się bezużyteczną, starą babą, która nikogo nie obchodzi. Tak zwyczajnie, boli starość.

Są również kobiety, które piją dla męża, aby zatrzymać go w domu – wychodzą z założenia, że skoro nie mogą go odzwyczaić od wódki, to przynajmniej sprawią, że picie będzie „lepsze”. Więc jeśli on musi pić, to niech robi to w domu zamiast łazić nie wiadomo gdzie i nie wiadomo z kim, niech nie śpi po melinach i parkowych ławkach, w domu napije się kulturalnie z żoną przy własnym stole, zagryzając domowym obiadem, a potem do własnego łóżka. Kobieta ma wrażenie, że kontroluje picie męża, a że sama się przy okazji wciąga? No cóż, taki koszt miłości.

Kobieta szybciej się stacza

Alkohol zniszczy każdego, kto nie umie go pić z umiarem. Jednak w przypadku kobiet ten koszt jest znacznie wyższy i nie chodzi tu wcale o zszarganą reputację – kobietom picie po prostu szkodzi bardziej ze względu na różnice w budowie ciała. W porównaniu do mężczyzny kobieta ma więcej tkanki tłuszczowej, co oznacza, że w jej organizmie jest niższa zawartość wody, a ponieważ alkohol rozpuszcza się właśnie w wodzie, po wypiciu tej samej ilości alkoholu jego stężenie we krwi kobiety będzie wyższe niż u mężczyzny. Dodatkowo, metabolizm alkoholu w kobiecym organizmie przebiega wolniej.

Dlatego kobiety uzależniają się szybciej, czasami już po kilku miesiącach systematycznego picia, marskość wątroby może wystąpić po zaledwie pięciu latach – dla porównania, u mężczyzn dojście do takiego stanu zajmuje czasami nawet 20 lat. Każdy przypadek jest rzecz jasna indywidualny, niemniej picie łeb w łeb z mężczyznami zazwyczaj kończy się tym, że kobieta jako pierwsza spada na dno. I niezwykle trudno jest jej się stamtąd wygrzebać.

Z reguły to kobietom jest łatwiej poprosić o pomoc, ale akurat w przypadku alkoholizmu ten mechanizm nie zawsze działa – alkoholizm w wydaniu kobiecym jest bowiem czymś tak obrzydliwym dla opinii publicznej, że większość kobiet zwyczajnie się wstydzi przyznać, że nie kontroluje swojego picia i wymaga leczenia. Kobietom łatwiej też się łudzić, że ich problem to wcale nie problem, właśnie ze względu na wspomnianą wcześniej dyskrecję w piciu – rzadziej niż mężczyźni upijają się do nieprzytomności, preferują raczej małe dawki, pojedyncze łyki między gotowaniem, sprzątaniem i prasowaniem, w przerwie na lunch, kieliszeczek do obiadu, do kolacji, dla odprężenia przed snem. Żaden kłopot powiedzieć sobie wtedy: przecież to nic takiego, nie zataczam się, nie obsikuję bram, nie zaniedbuję obowiązków, zasłużyłam na małą nagrodę.

Bo sztukę kamuflażu alkoholiczki mają często opanowaną do perfekcji. We wczesnym stadium rozwoju choroby wiele pijących kobiet nie daje po sobie niczego poznać – są starannie umalowane, pachnące perfumami, dotrzymują w pracy deadline’ów, w domu czysto, dzieci nakarmione. Tyle że w pewnym momencie łyczki z piersiówki przestają wystarczać i iluzja perfekcyjnej pani domu czy doskonałej kobiety sukcesu rozsypuje się jak domek z kart. A ludzie się odwracają.

Jak mogłaś do tego dopuścić?

Choroba alkoholowa jest naprawdę paskudna, bo nie dość, że niszczy fizycznie, to jeszcze odziera z godności. Dla kobiety te straty moralne bywają nieodwracalne, otoczenie ma wielki kłopot, by zaakceptować alkoholiczkę. Nadużywające alkoholu kobiety są strasznie stygmatyzowane i to dodatkowo utrudnia wyjście na prostą. Jasne, alkoholizm dla mężczyzny to też średni powód do domy, ale mimo wszystko, prędzej właśnie jemu ludzie będą współczuć, usprawiedliwiać, dopingować.

Alkoholiczka natomiast często zostaje sama. Kwestionuje się jej kobiecość, przypisuje cały szereg najokropniejszych cech, piętnuje. I przeważnie sama jest sobie winna. To ciekawe, że mężczyźnie wybacza się rozpicie przez kobietę i naturalnie nałóg faceta jest wtedy przede wszystkim jej winą, jednak w drugą stronę podobnych tłumaczeń raczej się nie przyjmuje – mogła przecież uważać komu serce oddaje, wybrała łajdaka to ma za swoje. Jeśli kobieta pije z samotności, to znowuż, sama tego chciała, zachciało się kariery, to teraz trzeba płacić za swój egoizm, tak to jest, gdy baba kłóci się z naturą. Pije, bo w rodzinie się nie układa? Też jej wina, mogła się bardziej postarać.

Przez takie podejście wiele kobiet nie otrzymuje rzetelnego wsparcia, a to mocno komplikuje terapię. W leczenie alkoholika zwykle angażuje się kilka osób, alkoholiczki terapię nierzadko przechodzą zupełnie same, na wsparcie bliskich muszą sobie dopiero zasłużyć. Od alkoholików żony odchodzą rzadko, ale większość alkoholiczek zostaje opuszczona przez mężów – jeśli ktoś je wspiera, to przeważnie tylko dzieci lub matka. To głównie mężczyznom stwarza się idealne warunki do leczenia, nagradza za postępy, organizuje rodzinne życie tak, by alkoholika w żaden sposób nie spłoszyć, nie sprowokować do picia.

U kobiet przeciwnie. Mało kto chodzi wokół trzeźwiejącej alkoholiczki na palcach, nie odbiera się jej obowiązków, żeby pomóc w terapii, nie bije braw za to, że miesiąc, rok, pięć lat nie wypiła ani kropli wódki czy piwa. Czasami wręcz uniemożliwia się profesjonalne leczenie, bo co to za kompromitacja dla rodziny, kobieta w AA, co sobie ludzie pomyślą, i jeszcze tyle czasu to zajmuje, jakieś ośrodki, spotkania, kluby wsparcia. To ona częściej napotyka wrogie spojrzenia, słyszy pretensje, jest wbijana w poczucie winy. A może gdyby zamiast pogardy więcej ludzi okazywało wsparcie, problemy z piciem dałoby się jakoś sensowniej rozwiązać?

    2 komentarze

  • Magdalena Szymańska

    Strasznie widac po kobiecie, że pije…najgorsze jest jesli dana osoba uważa, że to nic złego, że nie ma wcale problemu…..mam taki przykład w rodzinie ;(

  • oko

    znakomity artykuł. odbiera głos. i trudno z nim dyskutować. okropieństwo.

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>