Główne menu

Skąd się bierze kobieca religijność?

Drugi dom

Kobiety to istoty wybitnie społeczne. Ogólnie rzecz biorąc, w większym stopniu niż mężczyźni potrzebują towarzystwa i jego akceptacji. Kościół zaś często bywa dla nich jedynym miejscem, w którym mogą znaleźć przyjaciół, co tłumaczy w dużej mierze, czemu w świątyniach widzimy głównie emerytki. Starsze panie, które odchowały dzieci, pochowały męża, a wnuki widzą od święta, cierpią z powodu swojej samotności i szukają czegoś, co pomoże ją zwalczyć. Jedne w poszukiwaniu towarzystwa jadą do Ciechocinka, inne wybierają mszę.

Kongregacja to nie tylko przyjaciółki, ale i zachęta do aktywności, a nie każdy chce na starość całymi dniami smętnie wyglądać przez okno. Przykościelne organizacje to doskonała szansa na wykazanie się i pomoc innym. Panie wspólnie przystrajają kościół, pieką świąteczne mazurki, sprzątają kapliczki, wyszywają obrusy. Mają z kim rozmawiać i pośpiewać. Plus cała ta otoczka związana z wyjściem do świątyni – trzeba się ładnie ubrać, uczesać, przygotować do spotkania. Z kolei dla młodych kobiet niedzielna msza to często jedyna szansa na oderwanie się od codziennej rutyny i spędzenie dnia z kimś innym niż członkowie rodziny.

Nie znaczy to oczywiście, że kobiety są religijne wyłącznie z wyrachowania i idą do kościoła po to, by poplotkować i pochwalić się nową sukienką. Ich potrzeba wiary jest często szczera, bliskość innych kobiet to raczej wartość dodana, która utwierdza w przekonaniu, iż religia faktycznie może zmienić życie na lepsze. Dzięki niej kobieta czuje się potrzebna, ma powód, by rano wstać z łóżka, a wieczorem zasypia z przyjemną myślą o dobrze wypełnionym obowiązku. Biorąc głęboko do serca zalecenia wiary, próbuje stać się lepszym człowiekiem, rozmyśla nad sobą i szuka odpowiedzi na trapiące ją wątpliwości.

Łatwiej dźwignąć swój krzyż

Za religijnością kobiet kryje się też bardzo banalne wytłumaczenie – po prostu pozwala im ona jakoś pogodzić się z ciężkim losem. Kobiety, zwłaszcza te mieszkające na wsi, przez długie wieki miały pod górkę. Nie stanowiły żadnej wartości, można było nimi pomiatać, bić je, zdradzać. Ich ciężkiej harówki nikt nie doceniał, cały czas pozostawały na łasce męża. Życie w takim kieracie było trudne do zniesienia, religia dawała pewne ukojenie – teraz znosisz męki, ale potem będziesz zbawiona. Dziś podobnie. Cierpisz, masz złego męża, ledwo wiążesz koniec z końcem, ale ratuje cię świadomość, że to męczeństwo ma jakiś głębszy sens. Z jednej strony głębokie przywiązanie do wartości religijnych nie pozwala rzucić wszystkiego w czorty, z drugiej ten sam rygor pomaga znieść najgorsze. To poświęcenie, jakiego oczekuje się od kobiet na rzecz męża i dzieci uczy pokory, a w religii właśnie o to chodzi, o odrzucenie egoizmu i służenie innym.

Kobieta, mając niewielką władzę, bez pełnego prawa decydowania o sobie, chętnie uwierzy, że jakaś boska siła kieruje jej żywotem i decyduje o drodze do nieba. Samo zbawienie zdaje się mieć dla niej olbrzymią wartość, bo tu, na Ziemi, dostaje tak mało, a TAM czeka nagroda, której warto się poświęcić. Dla mężczyzny, który może tu i teraz korzystać z wszelkich ziemskich uciech, jakiś bliżej nieokreślony raj nie jest aż tak kuszącą wizją. Druga rzecz to sam sposób przeżywania wiary. Kobiety, z lepiej rozwiniętą sferą emocjonalną, świetnie się odnajdują w religijnym misterium, nie potrzebują dowodów, one po prostu obecność swojego Boga czują i rozumieją, mają z nim niemal osobistą relację. Mężczyznom te tajemnice wiary trochę trudniej przyjąć na samo słowo, prościej byłoby wykazać się jakimś czynem jak dawniej, gdy religii broniło się mieczem.

Ograniczenia uwalniają

Tyle że oddanie wierze nie dotyczy bynajmniej wyłącznie tej grupy kobiet, którą pogardliwie nazywa się „ciemnogrodem”. Religijność staje się sposobem na życie także wśród mieszkanek wielkich miast, świetnie wykształconych, oczytanych, światłych, wychowanych z dala od bogobojnej atmosfery. Czasami to efekt traumatycznego doświadczenia: śmierci kogoś bliskiego, ciężkiej choroby, dramatycznego wypadku. Ale może to być po prostu znużenie patologicznie pojmowaną wolnością.

W krajach wysoko rozwiniętych, gdzie wszystko wolno i nic nie gorszy, pojawia się jakaś podświadoma tęsknota za pewnego rodzaju reżimem obyczajowym. Dotyka to i mężczyzn, lecz u kobiet zdaje się przybierać bardziej radykalne formy. Choćby dlatego, że to właśnie od kobiet oczekuje się definitywnego zerwania z tradycją, na co nie wszystkie są gotowe. Nie brak dziewczyn, które nie marzą o niczym innym, jak o założeniu rodziny i wychowywaniu dzieci. Nie interesuje ich bycie dyrektorką wielkiej firmy i nie mają ochoty żyć pełną piersią, do czego zachęcają feministki. Albo przeciwnie, prowadzą mocno rozrywkowe życie, tyle że nie daje im już ono żadnej satysfakcji, a jedynie uczucie przerażającej pustki. Dołączenie do kościoła oznacza nowy system wartości i wystarczy się do niego stosować, by odzyskać szacunek do samej siebie. W końcu pojawia się ta satysfakcja, że robi się coś pożytecznego.

Europejki idą nawet krok dalej i zamiast wrócić do chrześcijaństwa przechodzą na islam. Dokładnie z tych samych powodów; zwyczajnie mierzi je już ta swoboda i zamiłowanie do hedonizmu. Islam, z racji swoich zewnętrznych atrybutów, staje się pewnego rodzaju manifestacją – nie chcę żyć jak zwierzę, mam surowe zasady. Które potrafią, przynajmniej na początku, wzbudzać wielkie emocje, jakich świat bez wyższej idei nie zapewni nigdy. Islam narzuca jeszcze większe ograniczenia i kłóci się z równościową europejskością, dzięki czemu wydaje się idealnym remedium na duchowe bolączki zmęczonej konsumpcyjnym stylem życia kobiety.

W poszukiwaniu prawdziwej miłości

Surowa religia jawi się też jako skuteczna metoda na zdobycie wartościowego partnera. W czasach, kiedy przelotne znajomości są na porządku dziennym, coraz trudniej zachęcić kogoś do monogamii. Nie ma związków po grób, rodzina przestała być czymś nierozerwalnym, a posiadanie potomstwa to pragnienie nielicznej garstki mężczyzn. Współczesne kobiety nie zawsze odnajdują się w tej rzeczywistości, bo wolałyby „po bożemu”, a tu klops. Wspólnoty religijne podchodzą do tych kwestii zupełnie inaczej: dziecko to powinność, a seks dopiero po ślubie. Wiara ułatwia zdobycie partnera z poważnymi zamiarami, a w bonusie zyskuje się jego liczną rodzinę. On się tak stara, otacza uwielbieniem, a jego bliscy tacy mili, pomocni i pełni dobrych chęci – inna sprawa, jak to wygląda po ślubie. Jeśli jednak partner poważnie traktuje wspólnie wyznawany system wartości można mieć pewność, że nie opuści z byle powodu, okaże wsparcie w kryzysie, a opiekę nad żoną będzie pojmował jako największy obowiązek, który wykona z radością.

Wiele kobiet przyznaje, że to wejście w religię dało poczucie bezpieczeństwa, pomogło pokonać największe trudności i odciąć się od życia pełnego rozczarowań, przelotnych romansów, alkoholu i depresji. Teraz jest jakiś cel, wzór, do którego się dąży. Stosując się do religijnych zasad, np. abstynencji czy wstrzemięźliwości seksualnej, trzeba wykazać się samodyscypliną i odwagą, co też jakoś tam uszlachetnia i dodaje wartości.

Moja własna droga

Ta chęć wykazania się „czystością” to taka trochę pamiątka po przeszłości, gdy bezwzględnie wymagało się od kobiet obyczajnego prowadzenia, a pobożność była wyjątkowo cenionym przymiotem żeńskiego charakteru. Dzisiaj też to kobiecie łatwiej popsuć sobie reputację i to ona ma większe problemy z przekonaniem otoczenia do własnego sposobu na życie, stąd większa skłonność do religijności.

Ale pamiętajmy, że w naszej kulturze przynależność do wspólnoty wyznaniowej, jakiejkolwiek, jest w pełni dobrowolna. Nie idziesz tam pod pistoletem, świadomie godzisz się na określone reguły. I kobiety doskonale wiedzą, czego religia od nich wymaga. I widzą też, że daje im ona coś w zamian i nie jest to jedynie uznanie sąsiadki-dewotki, lecz coś znacznie wznioślejszego. Kobiety kierują swoją uwagę w stronę religii, bo autentycznie wierzą w jej przekaz. Nie podzielają opinii, by religia je tłamsiła, przeciwnie, teraz mogą rozwinąć skrzydła. Czują, że ich wysiłek przynosi znacznie słodsze owoce, podczas gdy łatwo dostępnymi przyjemnościami nie mogły się nasycić. Nie odcinają się też definitywnie od zdobyczy emancypacji, co widać po tym, że wcale nie zamierzają tylko bezmyślnie klepać pacierze, ale chcą swój kościół tworzyć, kształtować opinie, dyskutować, pogłębiać wiedzę. Że to śmieszne, by w XXI wieku wierzyć w historie spisane na papirusie? Cóż, gdy będziemy „po drugiej stronie”, okaże się, kto miał rację.

    7 komentarzy

  • Monika

    Nie jestem wierząca, ale mam dużą empatię i rozumiem potrzeby osób wierzących. Wychowywałam się w katolickiej rodzinie, więc znam rytuały, radości i przyjemności płynące z celebrowania świąt kościelnych. Bycie we wspólnocie, uniesienie wspólną modlitwą. To jest bardzo pociągające i dające poczucie siły i wartości i bycia częścią większej całości.
    Bardzo głęboką analizę zrobiłaś, podziwiam.
    Monika

  • Prawa ręka

    ja dodam jeszcze jedno, zanim przeczytam na stronie więcej – kobiety dłużej żyją od mężczyzn, co za tym idzie – zostają wdowami, co za tym idzie, są samotne, co za tym idzie – szukają towarzystwa i wspólnot, a w Polsce jest najłatwiej o wspólnotę religijną.

  • klodi

    tzw. religijność stała się pojęciem pejoratywnym, gdyż jak wiadomo już od średniowiecza aż po dziś dzień, że ci co naczęściej latają do kościoła,(niezależnie od płci)demonstrując całemu światu swą pobożność – najwięcej psują krwi innym. Z drugiej zaś strony jest to logiczne, skoro tak grzeszą, muszą częściej pojawiać się w kościele

  • Emilia

    Ciekawe spokrzenie, artykuł godny polecenia

  • Marjola

    Wiara jest dla mnie drogą którą podążam. Porządkiem wytyczonym przez Pismo Święte. To po nie sięgam, gdy jest mi dobrze, gdy jest źle, gdy potrzebuję pomocy, gdy nie wiem jak postąpić. Pismo Święte jest dla mnie lekturą na każdy czas.
    Kobieca religijność, o co chodzi?
    W tym pytaniu jest podtekst, a tym bardziej feministyczna, kobieca religijność. W ogóle nie rozumiem słowa religijność. Dla mnie istnieje słowo wiara. Religijność kojarzy mi się z etyką postępowania wytyczoną przez społeczność kółka parafialnego, najczęściej w kościołach katolickich. Dla mnie ktoś postępuje zgodnie ze Słowem Bożym lub nie. Oczywiście nie oceniam feministek walczących o swoje prawa. Z podziwem patrzę na młode dziewczyny, które jeszcze jako studentki odprawiają Nabożeństwa. Byłam na kilku takich w Kościele Ewangelicko- Augsburskim w Zgierzu (zgierz-luteranie.pl) . Często czytam na FB publikacje Pani Prymas kościoła w Szwecji Antje Jackelén. Widziałam te gimnastyki papieża by się z nią nie spotkać, gdy gościł w Szwecji podczas święta 500-lecia reformacji. To z pewnością było prawdziwe podejście religijne do ekumenizmu.
    Wytłumaczcie mi proszę co to według Was znaczy religijność. Dla mnie to określenie, które z definicji łamie przykazanie „Nie będziesz mieć cudzych Bogów przede mną”

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>