Główne menu

Skąd się bierze niezgodność charakterów?

Mamy dwie drogi: szczere przywiązanie albo rozczarowanie. Ta pierwsza prowadzi do udanego związku, ta druga… Stoją na niej pary, które kiedyś były niczym jedność, teraz różni ich niemal wszystko.

Mydlenie oczu

Hormony hormonami, ale na początku związku nierzadko oszukujemy drugą stronę z premedytacją. Tak, ja też to potępiam/pochwalam, nie chodzę/chodzę do kościoła, popieram partię X/Y, sądzę to/tamto, coś mi się podoba/nie podoba…

Niekoniecznie te deklaracje muszą być zgodne z prawdą, bo jeśli chcemy zrobić na kimś dobre wrażenie, lubimy podkoloryzować życiorys, by wydać się fajniejszym, milszym, spokojniejszym czy też bardziej szalonym, w zależności od preferencji ukochanej osoby. Ergo – ktoś poznaje nie tyle nas, ile nasz wyidealizowany wizerunek. Bo normalnie coś by nas zirytowało, ale zagryzamy zęby, żeby nie wyjść na mruka czy sztywniarę. Bądź też wyrzekamy się jakiejś przyjemności, bo ona w oczach partnera jest prostacka i przyziemna. Prawdziwe „ja” wychodzi po czasie, gdy już nie ma sił na udawanie bądź też dochodzimy do wniosku, że cel osiągnięty, czas zakończyć szopkę.

Nie zawsze musi to być makiaweliczne wyrachowanie. Po prostu, na początku znajomości, gdy bardzo nam zależy, bardzo się staramy. Facet na etapie „świata poza tobą nie widzę” będzie pamiętał o koszu na skarpetki, zaskoczy pomysłem na randkę, uwagę zwróci taktownie, wyrazi chęć do pomocy i w każdej kryzysowej sytuacji okaże wyrozumiałość. Niemal ideał.

Ale jak mu dziewczyna spowszednieje, w głowie się przestawi. Dziecko – nie teraz, kłopoty w pracy – znowu nudzisz o tym samym, wzmianka o domowym obowiązku – zrzędzisz niemiłosiernie. Na niczym się nie znasz, nie rozumiesz, gadasz głupoty. Boszzz, czego ty ode babo mnie chcesz? Ten niegdyś czarujący facet coraz częściej wybucha, chodzi z nachmurzonym czołem, robi się opryskliwy, przestał się zwierzać, słuchać też nie ma ochoty, na kolację brak mu sił ale na meczyk z kolegami i owszem, ciągle coś wytyka lub w ogóle nie zwraca uwagi, bo najwyraźniej ma cały świat w wiadomym miejscu.

Nie, nie zmienił się z dnia na dzień. Zawsze taki był, tyle że wcześniej uskrzydlała go świeża miłość. My też, gwoli sprawiedliwości, po jakimś czasie wychodzimy z roli idealnej kochanki i przyjaciółki, a do głosu dochodzą nasze fochy oraz zniecierpliwienie. Koniec sielanki, rozpoczyna się zimna wojna. Albo ktoś komuś robi jesień średniowiecza.

I żyli długo i (nie)szczęśliwie…

Nić porozumienia tak trudno utrzymać, jako że z wiekiem zmienia się nie tylko postrzeganie związku, ale i my sami. Nabieramy doświadczenia. Oceniamy wydarzenia z nowej perspektywy.

Nasz światopogląd ewoluuje, inaczej podchodzimy do religii, polityki, pieniędzy, relacji międzyludzkich. Robimy się wygodni i wielu rzeczy już po prostu nam się nie chce. Niepowodzenia i stresy w pracy też przekładają się na charakter i prowadzą do nieporozumień. Do tego męczy nas codzienna szarówka, dzieci dają w kość, kredyt na głowie, znowu nie udało się wyjechać na wakacje, a od swojej drugiej połówki wsparcia jakby coraz mniej. W takim stanie byle iskra wywoła burzę. Ktoś się wkurzy, ktoś nie przeprosi, kolejnym razem ten sam scenariusz i ziarnko do ziarnka…

Jakby tego było mało, para nie musi się rozwijać w tym samym kierunku. Choć oboje startowali z tego samego poziomu, to jedno może chcieć dalej piąć się w górę, kształcić, bogacić i uczyć, drugie zadowoli się tym, co ma. Spuszcza z tonu, zamieniając biegówki na kapcie. Lub odwrotnie, odnajduje nagle wielką pasję, przez co partner schodzi na dalszy plan. Wreszcie, widzimy że coś, co było słodkie naście lat temu, do dorosłego faceta czy dorosłej kobiety totalnie nie pasuje, jest infantylne, szkodliwe i głupie. Tak czy owak, mamy konflikt osobowości. Czy też może: konflikt interesów.

Bywa i tak, że niezgodność charakterów towarzyszy dwójce ludzi od samego początku. Latka lecą, a tu jak na dłoni widać rażące różnice w podejściu do czegokolwiek.

I pada klasyk: gdzie ja miałam oczy? Dlaczego nie dostrzegłam tego wcześniej? Otóż, dostrzegłaś – tyle że wtedy wydawało ci się to błahostką. Sądziłaś, że go zmienisz lub że nie będzie ci to wcale przeszkadzać. A nawet jeśli przeszkadzało, warto było się poświęcić, bo chwile szczęścia rekompensowały wszelkie straty.

Jakże często dla dobra związku przymykamy oczy na czyjeś przywary, widzimy, że coś nie gra, ale milczymy, żeby nie zrazić do siebie, nie wystraszyć. Konsekwencją tej zapobiegliwości są późniejsze niesnaski, bo ileż można znosić człowieka o tak skrajnie odmiennym charakterze? Przypomina to trybiki z różnych mechanizmów połączone na siłę – ząbki z ogromnym trudem zaskakują na siebie, coraz częściej zgrzyta, aż chce się to w końcu rozwalić w diabły, tak drażni.

Ludzie to nie magnesy

Stare przysłowie mówi, iż przeciwieństwa się przyciągają. Hollywood na każdym kroku próbuje nas przekonać, że lód zawsze pasuje do ognia, ale rzeczywistość ma zupełnie inny pogląd na tę sprawę.

Statystycznie większe szanse na przetrwanie mają związki osób, które są do siebie podobne. Tacy ludzie lepiej się rozumieją, mają zbliżone poglądy i system wartości, dążą do tego samego celu, rzadziej muszą iść na ustępstwa. To cementuje ich związek, gdy pożądanie słabnie. Gdy natomiast pod jednym dachem zamieszka dwójka o skrajnie różnych temperamentach i charakterach, nierzadko dochodzi do katastrofy.

W pierwszej fazie łatwo się zachłysnąć czyjąś odmiennością, bo egzotyka zawsze wydaje się pociągająca. Jak jesteś wybuchowa i nerwowa, zaimponuje ci facet, który jest oazą spokoju i nigdy nie traci zimnej krwi. Jeśli twoim największym życiowym szaleństwem było przejście na czerwonym świetle, zauroczy cię facet, w którego żyłach płynie czysta adrenalina.

Dzięki tak różnym od nas osobom odrywamy się od przygnębiającej rutyny, wchodzimy do nowego, ekscytującego świata, wszystko nas zachwyca. Do czasu.

Gdy mózg wróci na normalne łącza, najpewniej pojawi się tęsknota za wcześniejszym, ustabilizowanym trybem. Odmienna osobowość przestaje fascynować, teraz głównie irytuje.

No jak to tak, ja wychodzę z siebie, roznoszą mnie emocje, a on ze stoickim spokojem wzrusza tylko ramionami, czy on nie ma żadnych uczuć?! I dlaczego nie da mi spokojnie spędzić długiego weekendu na kanapie, tylko ciągnie na wspinaczkę po Alpach, przecież ja wcale tego nie lubię! Jego myśli są podobne, zatem gdy każdy uprze się przy swoim, awantura gotowa. Ktoś się więc musi ugiąć i tym samym pogłębić swoje nieszczęście, aż czara goryczy się przeleje.

Wysoki sądzie, nie możemy być razem

Niezgodność charakterów to najczęstsza przyczyna rozwodów w Polsce. Częstsza niż alkoholizm. Częstsza niż zdrada. Nie potrafimy się ze sobą dogadać, małżeństwo powoli przeradza się w piekło, lepiej to uciąć, póki nie doszło do prawdziwej tragedii. A że rozwód dzisiaj nie jest taką klęską jak dawniej, rośnie liczba osób gotowych na tak radykalne rozwiązanie problemu. Przybywa też związków nieformalnych, a to dodatkowo ułatwia rozstanie, bo nie trzeba powiewać brudami przed sądem. Lecz ta łatwość to po trosze pułapka. Wystarczy wspomnieć, że nie możemy ze swoim partnerem dojść do ładu i każdy kiwa ze zrozumieniem głową – tak, tak, nie ma co tego ciągnąć na siłę, ludzie muszą do siebie pasować.

Ale nawet prawnicy specjalizujący się w rozwodach przyznają, że owe deklarowane rozbieżności w charakterach są jedynie przykrywką, prawdziwe przyczyny leżą nierzadko zupełnie gdzie indziej, tyle że trudno je przed sądem udowodnić bądź nie są to wystarczająco istotne powody, by orzec rozkład pożycia.

No i wielu małżonkom wcale nie zależy na ratowaniu uczucia, okopują się na swoich pozycjach, pielęgnują własne urazy, w ogóle się nie komunikują ze sobą w sprawach fundamentalnych. Nie dogadują się, bo nie ma w nich choćby szczypty dobrej woli. Jest też kłopot z definicją.

Pod „niezgodność charakterów” da się podciągnąć niemal wszystko, w dodatku są to oceny subiektywne. Ludzie nigdy nie są identyczni i nawet gdy mają podobne charaktery, zawsze jest choć kilka kwestii, co do których mają odmienne podejście. Czy to już powód do rozstania? I od którego miejsca można mówić, że rozbieżności charakterologiczne są zbyt duże, by dało się uratować związek? Które różnice są kluczowe dla wspólnej przyszłości, a na które wypadałoby przymknąć oko? Przecież jedni potrafią jakąś wadę zaakceptować, dla innych jest ona nie do przyjęcia. Jak zatem tą niezgodność zmierzyć, zważyć i osądzić?

I jeszcze to zamiłowanie do romantyzmu. Lubimy randki w świetle księżyca, a do takiej scenerii nie pasują pragmatyczne zachowania. One wręcz miłość zabijają. Poważna rozmowa o wartościach, wychowywaniu dzieci, planach na przyszłość? Odgórne ustalanie wspólnych zasad? Nie budujemy fabryki śrubek, na Boga! Ale właśnie dlatego potem wychodzą takie kwiatki.

Idziemy na żywioł, jakoś to będzie, a gdy problemy stają na drodze, zamiast je przedyskutować, udajemy, że nie istnieją. To oczywiście pogłębia niechęć do współmałżonka. Jasne, nie da się kompletnie zmienić czyjegoś charakteru, lecz pewne nawyki można wyeliminować. Można wypracować sprawiedliwy kompromis.

Wiele par mogłoby się w ten sposób uratować, mimo różnic, ale biorą się za to zbyt późno, gdy pretensji jest cała kopa, a zapał do ratowania szczątków dawnej miłości zerowy.

Zawalczyć o siebie

Niezgodności zaczynają się zwykle z chwilą przeprowadzki do wspólnego domu. Tu już trudno ukryć swoje słabostki, osobliwe przyzwyczajenia i zły humor. Tylko dlaczego to od razu musi skazywać związek na niepowodzenie? Każdy ma swoje dziwactwa i słabe chwile, przy odrobinie empatii można je zaakceptować, pamiętając o plusach.

    24 komentarze

  • Olenka

    jednak ten stan zakochania się Bogu nie udał…za bardzo przycmiewa zmysly

    • Edyta

      To prawda, ale na szczęście jest też wiele par, którym udało się to przyćmienie przetrwać i po prostu być szczęśliwym 🙂

  • Panna Joanna

    Ależ się spisałaś… ale to bardzo dobry artykuł! Odmienność charakterów to bardzo duży problem dla relacji… szczególnie tych zawieranych na dłuższą metę. Bo chociaż początkowo można się uzupełniać z czasem w większości takich związków zaangażowanie spada. Nie mniej jednak są i takie, które mimo róźnic trwają latami… ale czy każda z tych osób tak naprawdę jest szczęśliwa na drodze wiecznych kompromisów? Wątpię…

    Ja osobiście postawiłam na podobieństwo charakterów… ale nieuniknionych róźnic w funkcjonowaniu charakterystycznym dla danej płci,z pewnością nigdy nie zniweluje… a raczej będę musiała zaakceptować. Charakterystyczne męskie jednozdaniowe odpowiedzi na większość poważnych tematów, mniejsza empatia, mniejsza potrzeba codziennych czułości, ogromna potrzeba snu tuż po zbliżeniu, itd….

    Mimo upływu lat cały czas staram się inwestować w swoją relację i mam poczucie ogromnej wzajemności. I wydaje mi się, że właśnie o taką wzajemność chodzi w życiu 🙂

    Pozdrawiam ciepło,

    Panna Joanna

  • Ja Optymistyczna

    Mi się takie „odkrycie”, że jednak ten ktoś do mnie nie pasuje nie zdarzyło. Może to kwestia tego, że mam nudne życie sercowe i tylko jednego Mojego M. przy boku 😉

    Pozdrawiam! 🙂

  • Rebecca Sharp

    Jak dla mnie super artykuł. Rewelacyjnie ujęłaś wszystkie etapy związku!
    Jesteśmy jakimś dziwnym pokoleniem, które nie potrafi się dogadać nawet z osobą, którą się kocha. Niestety!
    Niezgodność charakterów wynika z tego, że my myślimy, że ktoś jest inny, lub druga osoba na tyle gra, że nie jesteśmy w stanie odkryć jej prawdziwych intencji. I zgadzam się z tym, że po ślubie już nie zmienimy druga osobę i nie staramy się ratować naszych związków. Wolimy się poddać i zacząć nowe życie bez tzw. balastu.
    Pozdrawiam i czekam na dalsze trafne artykuły!!!

  • panikara

    Kiedyś czytałam, że podobno dopiero po dziewięciu miesiącach zauroczenie znika i możemy myśleć logicznie 😉

  • Urszula

    „[…] jak się kogoś szczerze kocha, akceptuje się go bezwarunkowo. Wystarczy się dotrzeć, a chcieć to móc […] – z naciskiem na slowo „dotrzec”. Tyle ze ludzie nie lubia ciezkiej pracy, sa szczesliwi tak dlugo jak dlugo maja podane na tacy, problemy zaczynaja sie wraz z koniecznoscia pracy (czyt.: pracy nad zwiazkiem). Osobiscie uwazam to za totalny debilizm. Z drugiej strony, czasami plomien po prostu gasnie i nic na to nie poradzimy. Tylko dlaczego ludzie traca wtedy swoja klase? Dlaczego staja sie dla siebie zwyklymi swiniami? (nie obrazajac zwierzat) hmmm coz, mysle ze po prostu udawali kogos innego i wcale sie nie dziwie hehehe tez bym sie wstydzila gdybym byla swinia!!! hahaha (Rozwody kulturalne istnieja, wiem to po sobie)

  • Hanna

    Ze zgodności z innym charakterem.
    Jak ludzie mają tylko sobie, zawsze się dogadają, bo chcą… bo bycie razem inaczej byłoby nie do zniesienia.
    Przestają chcieć się dogadywać, jak pojawia się ktoś trzeci…

  • Anna

    No właśnie, zbyt często mylimy miłość z zauroczeniem….jeżeli miłość jest prawdziwa to ona nie minie…acha i jeszcze coś – po tym jak ludzie porozumiewają się ze sobą po rozstaniu poznać klasę człowieka – wcale nie potrzeba schodzić sobie z drogi

  • Pati

    Nie ma czegoś takiego jak niezgodność charakterów. Ludzie się zmieniają pod wpływem innych ludzi, sytuacji. Następstwem tego są brak czasu dla siebie, odmienne zdania i w związek wkradają się nieporozumienia. Co powoduje ciche dni a następnie rozpad związku.

  • Paula

    Rozwiodlam się w grudniu. Z ex mężem w styczniu siedlismy przy winie i zaczęliśmy OTWARCIE rozmawiać co nas wkurzalo z czego się cieszyliśmy, co się popsulo. Skończyliśmy nad ranem. Po 2 dniach oznajmił, że bierze ślub. Pomagalam wybierać obrączki. Co za ironia….
    Życzyłam mu szczęścia na nowej drodze życia. Można? Można 🙂 i nie było tak ciężko. Rozmowy są ważne.

  • aga

    Artykuł bardzo trafny i jakże życiowy , tyle że wszyscy wiedza o co chodzi a nikt nic z tym nie robi bo i po co. Bycie z drogą osoba to kawałek ciężkiej pracy , niestety nie każdy ma na to ochotę bo są prostsze metody.

  • Koza domowa

    Ciekawy artykuł, z przyjemnością przeczytałam!

  • Paulina

    Myślę, że najważniejsze to oddzielić zakochanie od miłości. Bo zakochanie to emocja, stan, chemia. Miłość natomiast to postawa względem drugiego człowieka. Przynajmniej takie jest moje zdanie. Wydaje mi się że to jest przepis na przezwyciężenie niezgodności charakterów.

  • foudre

    Oj niezgodności niekoniecznie muszą być takie złe 😀 Jest dzięki temu ciekawiej, o ile nie dochodzi do jakiś ekstremalnych sytuacji 😛

  • Baska

    Dobry artykuł. Bycie razem na dłuższą metę jest szczególnie trudne. Lubimy osiadać na laurach, wszystko od nas wymaga wysiłku – kariera, rodzicielstwo – w efekcie chcielibyśmy uznać stabilizację w związku za coś, co nam się należy, bo przecież to już wywalczyliśmy, bo nie da się rozwijać na wszystkich płaszczyznach, zawsze trzymać rękę na pulsie, dlatego często jest tak, że zdobycie partnera traktujemy jako finisz, jako te bajkowe „żyli długo i szczęśliwie”, a prawda jest taka, że człowiek, jako żywa istota dojrzewa, rozwija się całe życie i jeśli chce się być z nim, trzeba być świadomym jego zmian. Do tego trzeba rozmów, przebywania razem. Słyszałam paru geniuszy, którzy twierdzili, że „tęsknota wzmacnia związek”. Według mnie – długie rozstania doprowadzają do tego, że uodparniamy się na samotność i w efekcie odzwyczajamy się od drugiego człowieka.
    Nie jesteśmy idealną parą. Żremy się, wkurzają nas stale te same wady, których nie potrafimy zmienić, ale zawsze, choćby nie wiem, co się działo, kiedy pada stwierdzenie: „Skoro ci tak źle, to możesz iść!” (i jest to zupełnie szczere, już dawno ustaliliśmy, że nie będziemy ze sobą na siłę), to pojawia się uśmiech, że jednak jeszcze nie.
    Co do tych przeciwieństw tak uzupełnię jeszcze – pociąga mnie w Leniu to, czego nie mam ja (spokój), jego we mnie – coś, czego jemu brakuje (emocjonalne podejście do każdej pierdoły), oprócz tego te wszystkie cechy, szczególnie fizyczne, które są typowe dla danej płci, więc można powiedzieć, że przeciwieństwa się przyciągają. Ale priorytety zawsze mieliśmy podobne. My nie walczymy o lepsze auto, o wakacje w tropikach, o status społeczny. Od początku przede wszystkich chcieliśmy być razem. Nie, żebyśmy musieli być w związku z kimkolwiek. Ale to, co wtedy nam się wydawało wyjątkowe między nami – ustawiliśmy na pierwszym miejscu.

  • Opole kancelaria prawna

    Bycie razem to tak na prawdę sztuka kompromisów. Dopasowanie pod względem charakterów jest bardzo ważne. Jeżeli zwracamy uwagę jedynie na wygląd naszego partnera, a nie na charakter czy cele życiowe może nasz związek skończyć się rozwodem. Pary poznają się przez lata bycia razem w różnych sytuacjach. Wiemy, jak nasz partner reaguje w nerwowych sytuacjach co daje nam informacje, czy możemy stworzyć z nim relację. Niezgodność charakterów jest najczęstszą przyczyną rozpadu związku. Dlatego musimy poświęcić czas na poznanie się i decyzję, czy z tą osobą chcemy iść przez życie.

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>