Główne menu

Skąd się bierze niezgodność charakterów?

Tak, zżymam się gdy on po raz milionowy kompromituje się w towarzystwie żenującym dowcipem, ale gdy moja kariera zawisła na włosku, zarywał noce, by mnie pocieszać, mimo że o szóstej rano musiał jechać do pracy, opiekował się mną, gdy byłam chora, przewiózł mnie przez pół Polski, bym zdążyła pożegnać się z chorą babcią.

A ona? Może wierci dziurę w brzuchu o bzdety i wierzy w horoskopy, jednak gdy przychodzi co do czego, staje za mną murem i zawsze mogę na nią liczyć. Czy dla takich korzyści nie opłaca się przymknąć oko na pewne niedociągnięcia?

Lenistwo potrafi jednak wziąć górę. W zasadzie to nie żadna niezgodność charakterów, ile zwykłe olewanie potrzeb drugiej strony. Bo zaklepany, bo już mi się znudziło, cokolwiek. Wiadomo, że on lubi to, ona tamto, to złości, a tego wprost nie cierpi, ale w dobre relacje trzeba włożyć trochę wysiłku, a mi się nie chce i tak naprawdę w głębi ducha wolę się pokłócić, przynajmniej chwilowo mi ulży.

Konflikty piętrzą się, piętrzą, aż w końcu mur wzajemnych dąsów runie i nie będzie czego zbierać. Znaczy, może i by było, ale po co, prościej i taniej jest zacząć jakąś nową budowę od podstaw, bez ryzyka, że gdzieś tam przy naprawie fundamentów dogrzebiemy się jakieś paskudnej pamiątki z przeszłości, o której lepiej byłoby już nigdy nie wspominać.

Czy ktoś mnie słucha?

Oficjalnie różnica charakterów oznacza, że nie da się z kimś żyć pod jednym dachem. Ale nierzadko wychodzi, iż to nie w różnicach pies pogrzebany, a w niechęci do rozwiązywania konfliktów.

Nieumiejętności prowadzenia poważnych rozmów. Jak się dobrze przyjrzeć, za niedogadaniem często stoją drobnostki, które czynią szkody dlatego, że są w wielkiej masie. Gdyby obie strony usiadły naprzeciwko siebie i szczerze wyznały, co zatruwa im wątrobę, to przynajmniej część tych przeszkód nie do pokonania udałoby się pewnie jakimś cudem obalić. A jednak wolimy się poddać. Wymawiamy się brakiem czasu. Nie wiemy co robić, bo nikt nas nie nauczył współpracy.

Jest i inna przyczyna. Przesadnie wygórowane oczekiwania. Zdrowy egoizm niebezpiecznie dryfuje w stronę egocentryzmu, przez co za niezgodność charakterów uważa się po prostu brak poddaństwa u drugiej strony. W takim przypadku mediacje nie wchodzą w grę. Co tu negocjować? Nie dogadujemy się i tyle. A dlaczego nie? Bo on/ona mnie nie słucha.

Egocentryk jest skupiony na sobie i własnych przyjemnościach. Kompromisy? Hahaha! Ma być po mojemu, to oczywiste, reszta to fanaberie. Moja wygoda to priorytet. Tu nie ma miejsca na partnerstwo, tu wskazany jest wierny fan, wyznawca i sługa. Jeśli potrzeby egocentryka nie są zaspokajane, pojawia się frustracja. O co chodzi? Czemu druga strona mnie nie słucha, robi mi na przekór, jest niezadowolona? Ma zaszczyt być ze mną, a się biesi? Co tu się wyrabia, u licha? I tak dziesiąty z rzędu związek się rozpada, rzecz jasna, z powodu „różnic w charakterach”.

Jako że za rozstaniem nie pójdzie żadna głębsza refleksja, można obstawiać w ciemno, jak wyglądać będzie związek numer 11. I też winna będzie inna osoba, z którą nie idzie się dogadać.

Nie chcę i nie muszę

Współczesna wizja związków niewiele ma wspólnego z twardą rzeczywistością. Niby jesteśmy tacy rozwinięci, nowocześni i oczytani, a wierzymy w bajki.

Karmimy się naiwnymi wyobrażeniami o idealnych małżeństwach z reklamy, filmu i mało ambitnej książki. Nagłówki krzyczą: stać cię na szczęście! Sięgaj nieba! Nie rezygnuj z marzeń! Zerkamy znowu na telewizor, a tam faktycznie, nie ma bomby, której nie da się rozbroić, faceci czytają w kobiecych myślach, a kobiety uwielbiają spełniać męskie zachcianki. Ale jak się spojrzy na własne życie, to aż tak pięknie się to nie układa. I wystarczy jedna bariera, której nie da się przeskoczyć jednym susem, by padło stwierdzenie o niedopasowaniu charakterów.

Należy jednak wyraźnie podkreślić – niezgodność charakterów nie jest wyłącznie wymysłem leni, samolubów, Piotrusiów Panów i nadąsanych księżniczek. Jest jak najbardziej realna. Mogła być od początku, mogła wpaść po dwunastej rocznicy ślubu, to bez znaczenia, jest i już, i nijak nie można się jej pozbyć, mimo wielu prób i wysiłków. A my nie mamy obowiązku tkwić w nieudanym związku w imię jakiegoś niezdefiniowanego wyższego dobra.

Jak nam ktoś nie pasuje, rozchodzimy się, a przynajmniej mamy taką możliwość. Nie musimy godzić się potulnie na warunki dyktowane przez pana i władcę, znosić cudze muchy w nosie, ustępować dla świętego spokoju, udawać wymyślony ideał, byle uniknąć przykrej bitwy. Pytanie tylko, czy za każdym razem sięgając po ten argument mamy do czynienia z prawdziwym konfliktem osobowości, czy szukamy jedynie wygodnej wymówki.

    23 komentarze

  • Olenka

    jednak ten stan zakochania się Bogu nie udał…za bardzo przycmiewa zmysly

    • Edyta

      To prawda, ale na szczęście jest też wiele par, którym udało się to przyćmienie przetrwać i po prostu być szczęśliwym 🙂

  • Panna Joanna

    Ależ się spisałaś… ale to bardzo dobry artykuł! Odmienność charakterów to bardzo duży problem dla relacji… szczególnie tych zawieranych na dłuższą metę. Bo chociaż początkowo można się uzupełniać z czasem w większości takich związków zaangażowanie spada. Nie mniej jednak są i takie, które mimo róźnic trwają latami… ale czy każda z tych osób tak naprawdę jest szczęśliwa na drodze wiecznych kompromisów? Wątpię…

    Ja osobiście postawiłam na podobieństwo charakterów… ale nieuniknionych róźnic w funkcjonowaniu charakterystycznym dla danej płci,z pewnością nigdy nie zniweluje… a raczej będę musiała zaakceptować. Charakterystyczne męskie jednozdaniowe odpowiedzi na większość poważnych tematów, mniejsza empatia, mniejsza potrzeba codziennych czułości, ogromna potrzeba snu tuż po zbliżeniu, itd….

    Mimo upływu lat cały czas staram się inwestować w swoją relację i mam poczucie ogromnej wzajemności. I wydaje mi się, że właśnie o taką wzajemność chodzi w życiu 🙂

    Pozdrawiam ciepło,

    Panna Joanna

  • Ja Optymistyczna

    Mi się takie „odkrycie”, że jednak ten ktoś do mnie nie pasuje nie zdarzyło. Może to kwestia tego, że mam nudne życie sercowe i tylko jednego Mojego M. przy boku 😉

    Pozdrawiam! 🙂

  • Rebecca Sharp

    Jak dla mnie super artykuł. Rewelacyjnie ujęłaś wszystkie etapy związku!
    Jesteśmy jakimś dziwnym pokoleniem, które nie potrafi się dogadać nawet z osobą, którą się kocha. Niestety!
    Niezgodność charakterów wynika z tego, że my myślimy, że ktoś jest inny, lub druga osoba na tyle gra, że nie jesteśmy w stanie odkryć jej prawdziwych intencji. I zgadzam się z tym, że po ślubie już nie zmienimy druga osobę i nie staramy się ratować naszych związków. Wolimy się poddać i zacząć nowe życie bez tzw. balastu.
    Pozdrawiam i czekam na dalsze trafne artykuły!!!

  • panikara

    Kiedyś czytałam, że podobno dopiero po dziewięciu miesiącach zauroczenie znika i możemy myśleć logicznie 😉

  • Urszula

    „[…] jak się kogoś szczerze kocha, akceptuje się go bezwarunkowo. Wystarczy się dotrzeć, a chcieć to móc […] – z naciskiem na slowo „dotrzec”. Tyle ze ludzie nie lubia ciezkiej pracy, sa szczesliwi tak dlugo jak dlugo maja podane na tacy, problemy zaczynaja sie wraz z koniecznoscia pracy (czyt.: pracy nad zwiazkiem). Osobiscie uwazam to za totalny debilizm. Z drugiej strony, czasami plomien po prostu gasnie i nic na to nie poradzimy. Tylko dlaczego ludzie traca wtedy swoja klase? Dlaczego staja sie dla siebie zwyklymi swiniami? (nie obrazajac zwierzat) hmmm coz, mysle ze po prostu udawali kogos innego i wcale sie nie dziwie hehehe tez bym sie wstydzila gdybym byla swinia!!! hahaha (Rozwody kulturalne istnieja, wiem to po sobie)

  • Hanna

    Ze zgodności z innym charakterem.
    Jak ludzie mają tylko sobie, zawsze się dogadają, bo chcą… bo bycie razem inaczej byłoby nie do zniesienia.
    Przestają chcieć się dogadywać, jak pojawia się ktoś trzeci…

  • Anna

    No właśnie, zbyt często mylimy miłość z zauroczeniem….jeżeli miłość jest prawdziwa to ona nie minie…acha i jeszcze coś – po tym jak ludzie porozumiewają się ze sobą po rozstaniu poznać klasę człowieka – wcale nie potrzeba schodzić sobie z drogi

  • Pati

    Nie ma czegoś takiego jak niezgodność charakterów. Ludzie się zmieniają pod wpływem innych ludzi, sytuacji. Następstwem tego są brak czasu dla siebie, odmienne zdania i w związek wkradają się nieporozumienia. Co powoduje ciche dni a następnie rozpad związku.

  • Paula

    Rozwiodlam się w grudniu. Z ex mężem w styczniu siedlismy przy winie i zaczęliśmy OTWARCIE rozmawiać co nas wkurzalo z czego się cieszyliśmy, co się popsulo. Skończyliśmy nad ranem. Po 2 dniach oznajmił, że bierze ślub. Pomagalam wybierać obrączki. Co za ironia….
    Życzyłam mu szczęścia na nowej drodze życia. Można? Można 🙂 i nie było tak ciężko. Rozmowy są ważne.

  • aga

    Artykuł bardzo trafny i jakże życiowy , tyle że wszyscy wiedza o co chodzi a nikt nic z tym nie robi bo i po co. Bycie z drogą osoba to kawałek ciężkiej pracy , niestety nie każdy ma na to ochotę bo są prostsze metody.

  • Koza domowa

    Ciekawy artykuł, z przyjemnością przeczytałam!

  • Paulina

    Myślę, że najważniejsze to oddzielić zakochanie od miłości. Bo zakochanie to emocja, stan, chemia. Miłość natomiast to postawa względem drugiego człowieka. Przynajmniej takie jest moje zdanie. Wydaje mi się że to jest przepis na przezwyciężenie niezgodności charakterów.

  • foudre

    Oj niezgodności niekoniecznie muszą być takie złe 😀 Jest dzięki temu ciekawiej, o ile nie dochodzi do jakiś ekstremalnych sytuacji 😛

  • Baska

    Dobry artykuł. Bycie razem na dłuższą metę jest szczególnie trudne. Lubimy osiadać na laurach, wszystko od nas wymaga wysiłku – kariera, rodzicielstwo – w efekcie chcielibyśmy uznać stabilizację w związku za coś, co nam się należy, bo przecież to już wywalczyliśmy, bo nie da się rozwijać na wszystkich płaszczyznach, zawsze trzymać rękę na pulsie, dlatego często jest tak, że zdobycie partnera traktujemy jako finisz, jako te bajkowe „żyli długo i szczęśliwie”, a prawda jest taka, że człowiek, jako żywa istota dojrzewa, rozwija się całe życie i jeśli chce się być z nim, trzeba być świadomym jego zmian. Do tego trzeba rozmów, przebywania razem. Słyszałam paru geniuszy, którzy twierdzili, że „tęsknota wzmacnia związek”. Według mnie – długie rozstania doprowadzają do tego, że uodparniamy się na samotność i w efekcie odzwyczajamy się od drugiego człowieka.
    Nie jesteśmy idealną parą. Żremy się, wkurzają nas stale te same wady, których nie potrafimy zmienić, ale zawsze, choćby nie wiem, co się działo, kiedy pada stwierdzenie: „Skoro ci tak źle, to możesz iść!” (i jest to zupełnie szczere, już dawno ustaliliśmy, że nie będziemy ze sobą na siłę), to pojawia się uśmiech, że jednak jeszcze nie.
    Co do tych przeciwieństw tak uzupełnię jeszcze – pociąga mnie w Leniu to, czego nie mam ja (spokój), jego we mnie – coś, czego jemu brakuje (emocjonalne podejście do każdej pierdoły), oprócz tego te wszystkie cechy, szczególnie fizyczne, które są typowe dla danej płci, więc można powiedzieć, że przeciwieństwa się przyciągają. Ale priorytety zawsze mieliśmy podobne. My nie walczymy o lepsze auto, o wakacje w tropikach, o status społeczny. Od początku przede wszystkich chcieliśmy być razem. Nie, żebyśmy musieli być w związku z kimkolwiek. Ale to, co wtedy nam się wydawało wyjątkowe między nami – ustawiliśmy na pierwszym miejscu.

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>