Główne menu

Skąd się bierze zgorzknienie?

Jest taki moment w życiu, kiedy człowieka dopada zgorzknienie. Nie każdego rzecz jasna, ale nie jest to bynajmniej rzadka przypadłość. I widać, że im starsza grupa wiekowa, tym częściej spotyka się ów stan, przeżyte lata przygniatają swoim ciężarem do ziemi. Choć patrząc na ludzi dzisiaj, to wiek jest bardziej kwestią umowną, można mieć nieco ponad 20 lat i już nienawidzić całego świata wokół, bo po prostu tyle się nałożyło na siebie niekorzystnych splotów okoliczności.

Zgorzkniali ludzie nie są przyjemni. Zarażają swoim pesymizmem, gaszą nastrój ilekroć tylko pojawiają się w towarzystwie. Nikt taki nie chce być, a jednak wielu takimi się staje. I co najsmutniejsze, często nawet nie próbują się z tego wyrwać, bo użalać się nad sobą jest wygodniej.

zgorzknienie

Ziarnko do ziarnka

Gorycz w sercu nie jest cechą wrodzoną. I też nie pojawia się znienacka, lecz narasta powolutku, żywiąc się kolejnymi niepowodzeniami. To najpierw jedno rozczarowanie, potem drugie, trzecie i tak dalej, smutna seria tylko sporadycznie przerywana optymistycznymi epizodami. Wreszcie tyle klęsk nałoży się na siebie, że nie sposób uciec od poczucia tkwienia w strasznie ciemnym i ponurym dole.

Dole, z którego chyba nie da się wygrzebać, bo wprawdzie czasem jakiś promyk nadziei zamigota, ale gaśnie zanim mógłby cokolwiek rozpalić. Nieszczęścia niosą niczym fala, już nawet się nie wierzy w odzyskanie kontroli nad życiem. Właśnie ta rezygnacja napędza gorycz, bo dopóki jest motywacja do działania, to porażki nie są w stanie zdominować wszystkich myśli, po ich przetrawieniu zostają przykrym, ale jednak tylko wspomnieniem.

A w zgorzknieniu zdecydowaną większość czasu poświęca się na przemielanie po raz setny każdej doświadczonej katastrofy. Ale jest to proces całkowicie bezproduktywny, bo nie wyciąga się z porażek żadnych wniosków, raczej wchodzi się w rolę bezwolnej ofiary, która przestała czuć, że jeszcze ma jakąkolwiek kontrolę nad swoim życiem.

Zgorzkniali ludzie najczęściej są apatyczni, nawet ich agresja jest nie tyle wyrazem buntu wobec podłej rzeczywistości, co wylaniem frustracji, już bez nadziei, że cokolwiek dałoby się zmienić. Bo jak? Zresztą i tak bez sensu. Optymiści to zwykli idioci i naiwniacy, jeszcze sami się przekonają ile faktycznie mogą. W zasadzie każdy, kto jakoś próbuje się mocować ze swoim życiem, jest w oczach zgorzkniałej osoby przegranym – szarpią się ci biedacy, a na koniec i tak wylądują gdzie reszta. Choć jednocześnie widzą ludzi sukcesu i bardzo im tego zazdroszczą, ale najczęściej też dopatrują się w cudzym powodzeniu brudnego dna – kiedyś im też noga się powinie albo mają dobrze, bo kradną, bo klika, bo najwyraźniej premiowane są głównie anty-wartości.

Co tak zatruwa myśli?

Głęboka niechęć do świata i ludzi w nim przebywających rodzi się zawsze z jakiejś niegodziwości. Coś takiego się stało, co odebrało radość z życia, i to pewnie każdy rozumie. Trudniej jest jednak zrozumieć pielęgnowanie urazy. Zgorzknienie jest złe, bo jest trwałe, jest skupieniem na własnej krzywdzie. Jest rezygnacją, ale bez pokojowego pogodzenia się z losem.

Dojrzałość polega też na tym, że już się rozumie pewne mechanizmy, jak właśnie to, że los nie zawsze jest sprawiedliwy, ludzie potrafią wbić nóż w plecy, niepowodzenia są nieodłączną częścią człowieczeństwa. I że wolno mieć okresy dołkowe, ale po tym warto wziąć się na powrót w garść, bo zła passa się sama nie przerwie. Tego jednak brakuje w zgorzknieniu, tu jest głównie życie przeszłością i rozdrapywanie starych ran, użalanie się nad sobą, zawiść. Bez chęci do zmian, przez co ten stan się ciągle pogłębia.

Czy więcej jest dzisiaj zgorzknienia niż kiedyś? To trudno orzec, ale jest faktem, że nie brak okoliczności sprzyjających. Gorycz jest napędzana zazdrością, przed którą ciężko się dzisiaj obronić, bo w telewizji, na okładkach gazet czy w internecie mnóstwo pięknych i uśmiechniętych twarzy, a zgodnie z przekazem, wygodne życie jest dosłownie na wyciągnięcie ręki, wystarczy nie być leniwym.

Więc kiedy patrzy się na osobiste osiągnięcia, często dalekie od perfekcyjnego obrazu z mediów, świadomość własnej niedoskonałości podcina skrzydła. Jednych to może dodatkowo zmobilizować, ale spora część popada w coraz większe zniechęcenie, bo widzą, że mimo starań wcale nie wszystko jest możliwe i spełnianie wyśrubowanych standardów przekracza możliwości przeciętnego człowieka.

Dlatego właśnie to się nasila z wiekiem. W dorosłe życie zazwyczaj wchodzi się z dużym optymizmem. Owszem, jest strach przed nieznanym, lecz młodych rozpiera energia, czują się wszechmocni i absolutnie nie chcą skończyć jak ich starzy, przyklapnięci i zrezygnowani. Sądzą, że świat stoi przed nimi otworem, i jak w tym dowcipie, gdy zrozumieją, co to za otwór, ogarnia ich zniechęcenie.

Pogodzić się z nieuniknionym

Jednak ta przykra nauka, że życie nie jest dywanem usłanym różami, wcale nie musi się kończyć beznadzieją. I nie kończy, wszak są też na świecie osoby, które mimo przeżytych dramatów zachowały pogodę ducha. To jest możliwe, gdy zaakceptuje się rozczarowania i nauczy dostrzegać nie tylko złe, ale i dobre rzeczy – szczęśliwi ludzie budują się właśnie na dobrych momentach, w nich widzą fundament pod przyszłość.

Zgorzkniały człowiek nie przyjmuje do wiadomości, że w życiu nie wszystko pójdzie po jego myśli. I co najbardziej utrudnia mu wyjście na prostą, nie widzi w potknięciach nawet cienia własnej winy, nie dostrzega konsekwencji nietrafionych decyzji. Skupia się na przegranej i to w sumie koniec – przegrałem, zawiodłem, życie jest podłe. Nie potrafi sobie wybaczyć żadnego błędu i w jeszcze większym stopniu nie wybacza innym.

A kiedy coś zżera od środka nieustannie, latami, nie sposób nie pogrążyć się w nienawiści. Zgorzknienie nie pozwala zaznać spokoju i taki człowiek już nawet nie chce spojrzeć na rzeczywistość przychylniejszym okiem, ponieważ boi się, że za chwilę radosnej naiwności znowu zapłacić ciosem w głowę.

Ludzie w takim stanie nie akceptują siebie, wręcz się nienawidzą, dostrzegając wyłącznie wady. Mogą nawet odnosić jakieś sukcesy, ale to nie zmienia ich podejścia, bo tak mocno są skoncentrowani na przegranych oraz na tym, że komuś innemu powiodło się jeszcze lepiej. Tych innych zresztą również odrzucają, choćby niczym nie zawinili, po prostu za to, że myślą po swojemu i zachowują się niezgodnie z oczekiwaniami.

Nic już się nie zmieni

Zgorzkniali ludzie są skrajnymi pesymistami. W ich własnym mniemaniu to po prostu realizm, ale nic bardziej mylnego – to, co mają za fakty, jest najczęściej wyłącznie wytworem ich skażonej goryczą wyobraźni. Czasami jest to świadoma taktyka, bo zwalnia od aktywności, przecież z góry wiadomo, że się nie uda. Można darować sobie wyzwania i mieć satysfakcję „a co, nie mówiłam?”.

Zły scenariusz jest tym domyślnym. I sporo jest w tym samospełniającej się przepowiedni, co daje usprawiedliwienie do dalszej bezczynności. Oraz wylewania kolejnych porcji frustracji. Poczucie niesprawiedliwości jest tak mocno rozwinięte, że nie ma mowy, by ucieszyć się sukcesami innych – ich osiągnięcia komentuje się z jadem i zarzutami do bliżej nieokreślonej siły, dlaczego tamci mogli, a ja nie.

Zrozumieć nieszczęśnika

Gorycz jest taką emocją, co działa jak narkotyk, wprawdzie o destrukcyjnym działaniu, ale zbyt wciągającym, by dało się szybko wyrwać z nienawistnej spirali. Jest bowiem jakaś perwersyjna przyjemność z katowania się złymi rzeczami, także dlatego, że one stały się czymś normalnym, znanym i oswojonym. Nieważne, czego by dotyczyła uraza, normalnie człowiek dawno puściłby ją w niepamięć, ale nie, coś każe przy byle okazji przypominać sobie, jak koleżanka z pracy pięć lat temu zrobiła przykrość. Co z tego, że tylko ten raz, że przeprosiła i teraz stosunki są całkiem poprawne – niechby i było bardzo sympatycznie, to wciąż się pamięta starą sprzeczkę, rozbudza złość na nowo. Plus oczywiście cała masa innych tego typu epizodów, które razem tworzą potężną, gorzką gulę dławiącą gardło.

Nie dziwi zatem niechęć do zgorzkniałych ludzi. Taka osoba strasznie męczy, nie da się z nią normalnie pogadać, wykrzesać choć cień entuzjazmu i pozytywnego spojrzenia na życie. Zgorzkniała osoba nie trzyma emocji w sobie, jest bardzo otwarta w swojej nienawiści, jeśli nie słowami, to przynajmniej miną albo spojrzeniem.

Tym jeszcze bardziej zraża ludzi do siebie. Odpycha i te przyjazne dusze, często przypisując im nieuczciwe intencje lub wściekając się na to, że zamiast rozczulać się nad nieszczęśnikiem oni próbują go jakoś zachęcić do działania. A samotność jest niezwykle demotywująca. Kiedy się widzi, jak jedna po drugiej bliskie osoby zaczynają odchodzić, to tylko mocniej można się upewnić we własnej krzywdzie i że ludzie to swołocz, niegodna zaufania.

Zgorzkniałe osoby mają ten problem, że niemal zawsze uważają się za ofiary, pokrzywdzone niesłusznie, bo same z siebie przecież na pewno nie zrobiły nic złego, to świat się na nich uwziął. Oni są dobrymi rodzicami i partnerami. Są dobrymi rodzicami. Dobrymi ludźmi. Fakt, los potrafi niesłusznie dokopać, ale też nie jest tak, że kompletnie na nic nie ma się wpływu.

Ale rozgoryczeni ludzie, artykułując głośno swoją nienawiść, nierzadko właśnie w ten sposób poszukują pomocy. Kłopot polega na tym, że otrzymują ją w „niewłaściwej” formie i przez to czują się niezrozumiani. Błędem bywa zresztą i to, jak łatwo uznaje się rozgoryczonych ludzi za zbyt toksycznych, nie próbując zrozumieć co stoi za ich wrogą postawą. Zgorzkniałej osobie, jeśli to jest ktoś ważny, warto pomóc, wysłuchać i jakoś sensownie zmotywować, być może to okazanie sympatii jakoś wrogą barierę przełamie. Ale ktoś musi naprawdę chcieć wyjść ze swojej mrocznej otchłani – do dobrego samopoczucia nie da się nikogo zmusić.

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>