Główne menu

Sponsoring czy zwykła prostytucja?

Seks za pieniądze jest tak stary jak ludzkość. Cywilizacje padają jedna po drugiej, postęp technologiczny galopuje w szaleńczym tempie, obie płcie powoli zrównują się w swoich prawach, schemat mężczyzna/pieniądze plus kobieta/seks jest ciągle ten sam. Faceci, nie mogąc lub nie chcąc znaleźć sobie życiowej partnerki, płacą kobietom za rozkosze łoża. Od niepamiętnych czasów nazywa się to prostytucją, ale dla niektórych to określenie na wyrost.

Nie brak dziewczyn, które swój majątek chcą zbudować według starych, sprawdzonych metod – wchodząc z seksualno-finansowy układ z mężczyzną, lecz nie rozpatrują swojego zachowania w kategoriach prostytucji. Mamy po prostu sponsora, chyba widać różnicę, prawda? No właśnie, czy widać?

Spór o definicję

Sponsoring to taka elegancka nazwa dla prostytucji. Ale niektórych oburza, że ktoś w ogóle te dwa pojęcia zestawia. Przecież prostytutki włóczą się po ulicach, pracują w podejrzanych lokalach, zwykłe tirówki, „jagodzianki” czy jak się tam je nazywa.

Tyle że prostytucją nazywamy uprawianie seksu w zamian za pieniądze, bez zaangażowania emocjonalnego, a dokładnie o to w sponsoringu chodzi. Dziewczyny decydujące się na to rozwiązanie nie idą za głosem serca. Szukają faceta, który zapewni im godziwy byt w zamian za usługi seksualne i towarzyskie. Ich związek wprawdzie nie prowadzi do ołtarza, lecz ten seks nie jest taki całkowicie bezosobowy i dlatego beneficjentki sponsoringu zwykle oburzają się za nazywanie ich prostytutkami. Są na wyłączność dla jednego faceta, na swój sposób stają się jego partnerką, więc o czym w ogóle mowa?

Tylko znowu, jakie to ma znaczenie, że sypia się za pieniądze tylko z jednym zamiast obsługiwać klientów hurtem w hotelowym pokoju? Ktoś, kto zrobi spektakularny napad na bank jest koniec końców złodziejem tak samo jak drobny kieszonkowiec na dworcu kolejowym, można go co najwyżej uznać za lepszego w swoim fachu.

Tak, w sponsoringu nie szlifuje się bruków, utrzymanki to często dziewczyny wykształcone, świetnie ubrane, niemające w sobie niczego z taniej łajdaczki. Jednak co do istoty nie różnią od tych pogardzanych prostytutek. Robią to samo, tyle że w ładniejszych wnętrzach i na czystej pościeli. Dokładają też usługi dodatkowe, typu wyjście do opery. Dokładnie to samo robiła Julia Roberts w „Pretty Woman”, a przecież dla każdego była ona zwykłą prostytutką, której po prostu się poszczęściło.

Ja jestem inna

Nie zmienia to faktu, że utrzymanki swój styl życia uważają za dużo lepszy. Są kilka szczebli wyżej, zapewniają wręcz, że gdyby chodziło o pracę w agencji albo łapanie klientów na trasie szybkiego ruchu, w życiu by się na to nie zdecydowały, to nawet nie wchodzi w grę.

Sponsoring jest dla nich układem handlowym, jasnym i czytelnym, w gruncie rzeczy nie różni się od wielu formalnych związków, gdzie kobieta też oczekuje określonych benefitów, za które zazwyczaj odpłaca się seksem. Innymi słowy, między kobietami a mężczyznami praktycznie nie ma bezinteresownych relacji, sponsoring przynajmniej wyklucza rozczarowanie, nikt nie ściemnia, nie udaje, że chodzi o coś wznioślejszego.

A co o swoich dziewczynach mówią sami sponsorzy?

Oni również nie używają słowa „prostytutki”, choć z grubsza tak właśnie te kobiety traktują. To prawda, często odnoszą się do nich z szacunkiem, są mili, zapraszają na wakacje i obiady w restauracji, ale granica jest wyraźnie zaznaczona – masz zapewnić miło spędzony czas, a głównym wypełniaczem w trakcie spotkań jest seks. To wszystko. Uczucia zostają za drzwiami, żaden ze sponsorów nie szuka w ten sposób miłości, a tym bardziej żony. Gdyby pragnął związku i kobiety do zakochania, wybrałby inną drogę do celu. Mężczyzna płaci za seks, bo nie chce żadnych emocjonalnych roszczeń. Dziewczyna ma spełniać jego męskie zachcianki, w zamian za to otrzymuje finansowe gratyfikacje.

sponsoring

kadr z filmu „Sponsoring”

Więc dlaczego nie prostytutka? Utrzymanki są lepiej dopasowane pod względem intelektualnym. To studentki lub dziewczyny po studiach, nierzadko pracujące w prestiżowych, ale mało dochodowych branżach, jak dajmy na to historyk sztuki. Sponsor, który obraca się w świecie wielkiego biznesu, potrzebuje dziewczyny znającej języki, obeznanej w towarzyskiej etykiecie, gruntownie wykształconej, oczytanej, po prostu takiej, która podbije wartość faceta i nie narobi mu wstydu. Prostytutka rzadziej spełnia te oczekiwania, poza tym w sponsoringu jest mniejsze ryzyko nieprzyjemnych niespodzianek – sponsor dobrze zna swoją utrzymankę, wie, jak się ona zachowuje i czego się po niej spodziewać.

Jakie motywy?

Tym, co może odróżnia sponsoring od prostytucji, jest stosunek kochanki do płatnika. Dziewczyny-utrzymanki dość często pochodzą z rodzin, w których dominowała matka, natomiast z ojcem relacje były luźne i zwykle nie miał on żadnego autorytetu.

Sponsor, zazwyczaj dojrzały mężczyzna, w wieku ojca, wydaje się ciekawszym partnerem niż rówieśnik. W pewnym sensie pełni rolę opiekuna. Nie żeby te relacje były jakieś serdeczne i podszyte głębszym uczuciem, bardziej chodzi o to, że taki mężczyzna ma silną pozycję, władczą osobowość, wie czego chce i jest człowiekiem sukcesu, czyli mężczyzną, z którym trzeba się liczyć i którego aprobata ma jakąś wartość. Jest wzorcem, prawdziwym facetem, takim jaki powinien on być, a czego tak brakowało w domu. Choć oczywiście reguły nie ma, bo wśród utrzymanek są i dziewczyny po zawodach miłosnych, które teraz zamierzają się kierować czystym wyrachowaniem, czy po prostu kobiety chcące poprawić materialny byt, bez żadnych psychologicznych podtekstów.

sponsoring 1

Nie zawsze też sponsorem jest mężczyzna po 40-tce, zdarzają się i bardzo młodzi panowie, którzy teoretycznie nie mieliby żadnego problemu z seksem za darmo. Mimo to decydują się na handlowy układ. Ich motywacja nie zaskakuje – nie chcą się uczuciowo wiązać, a stała kochanka jest zwyczajnie bezpieczniejsza od przelotnych znajomości. Jest seks w chwili potrzeby, sympatyczne towarzystwo, reprezentacyjna kobieta u boku, gdy wypada pojawić się w parze. Ale co najważniejsze, w sponsoringu da się utrzymać dystans, którego brak przeszkadza w normalnych związkach. Przed utrzymanką nie trzeba się z niczego tłumaczyć, nie ma kłótni o wspólne weekendy, nie ma nacisków o dziecko. Same przyjemności, zero stresów. A jak dziewczyna zacznie kręcić nosem, wystarczy ją wymienić na inną. Młodszą, ładniejszą i bardziej ugodową.

Sponsoring to konieczność?

Sponsoring to domena studentek. W końcu co ma zrobić dziewczyna z mało zamożnego domu, marząca o tytule magistra i społecznym awansie?

Utrzymanki zgodnie przyznają – trochę nie mamy wyjścia. Nie stać nas na życie w dużym mieście, rodzice przysyłają marne grosze, łączenie dziennych studiów z pracą na pełen etat zwyczajnie nie jest możliwe. Poza tym, praca jako kelnerka czy wiszenie na telefonie w call center to zajęcie poniżej aspiracji, w dodatku mało dochodowe.

Sponsoring jest mniej uciążliwy, a zyski większe. To proste, gdyby warunki życia były lepsze, a „wychodzenie na ludzi” nie wymagało takich nakładów finansowych, mogłybyśmy prowadzić się bardziej obyczajnie. Do sponsoringu zmusza nas życie, dlatego czujemy się usprawiedliwione, zresztą nikogo tym nie krzywdzimy. Ale dokładnie ten sam motyw przyświeca większości prostytutek – sprzedają swoje ciało z biedy.

Lub stawiają sprawę zgoła inaczej: nie jesteśmy do płatnego seksu zmuszone, robimy to, bo chcemy. Część z nich wybiera taki styl życia z premedytacją, bo wydaje się on niesamowicie tajemniczy i dorosły, to znacznie bardziej emocjonujące niż standardowe studenckie miłości obserwowane u znajomych z uczelni.

Sponsoring to także swego rodzaju bunt przeciwko traktowaniu kobiecego ciała niczym świątyni, której wrota otwierają się wyłącznie dla męża. Sponsoring to łamanie tabu. Dzisiaj mamy inne czasy, w cenie jest rozwiązłość, wręcz wypada być trochę zepsutą, to bardziej szczere od udawania cnotki. Czas zerwać z mitem, że jak seks, to tylko w parze z uczuciem. Mając bogatego kochanka, wchodzi się w pociągający świat rozpusty, ale nie tak głęboko jak przy prostytucji, a przynajmniej te dziewczyny tak właśnie myślą.

Dopóki konto nas nie rozłączy

Jeszcze bardziej zawiłe są układy, w których co prawda magnesem są pieniądze, jednak na zewnątrz kochankowie wyglądają jak zwyczajna para. Są ze sobą oficjalnie, często nawet razem mieszkają. Dziewczyna nie dostaje pieniędzy po każdym spotkaniu, lecz jest jasne jak słońce, że gdyby liczba zer na koncie faceta była mniejsza, wielka miłość pomiędzy tą dwójką pewnie nigdy by się nie narodziła. Niby kobieta idzie do łóżka z przyjemnością i nie oddycha z ulgą, gdy za kochankiem zamykają się drzwi, ale jej ciało w dalszym ciągu jest towarem. Istotne staje się w zasadzie tylko to, czy robisz to otwarcie, czy pokątnie.

Prostytucja jest niemoralna, jednak gdy seksualno-finansowy układ jest zalegalizowany, skłonność do piętnowania zdecydowanie maleje. Żyjemy w czasach konsumpcji, wartość człowieka oceniana jest powszechnie poprzez pryzmat pieniędzy, szczere porywy serca wydają się naiwne. Można więc powiedzieć, że dziewczyna, która umie spieniężyć dar natury, ma po prostu głowę na karku. Wie, jak się ustawić. Nie ma powodu, by piętnować związki dla pieniędzy, a kto krytykuje, to pewno zazdrośnik.

Mężczyźni są zwykle wyrozumiali dla życiowych wyborów sponsora. Rozumieją jego intencje, rzadko się zdarza, by któryś zarzucił kupowanie miłości, niegodne postępowanie czy coś w tym stylu.

Najwięcej zarzutów pada ze strony kobiet. One są krytyczne wobec takich układów, dla nich to prostytucja, koniec, kropka. „Jesteś z nim dla pieniędzy” to ewidentne oskarżenie, które może przekreślić wszystko.

Obojętne, czy to sponsoring, czy małżeństwo z wyrachowania, konsekwencją jest najczęściej utrata koleżanek, chyba że one też poszły tą samą drogą. Pozostają jeszcze znajome z nowego kręgu, czyli partnerki kolegów sponsora. Ale w takich realiach ciężko o przyjaźń. Kobiety boją się konkurencji, wiedzą doskonale, że mężczyzna z pieniędzmi szybko się nudzi, a o nową zdobycz nietrudno.

To normalne, że on mnie utrzymuje

W sponsoringu dziewczyny nie widzą niczego złego także z innego powodu – wychodzą z założenia, że facet zawsze powinien łożyć na kobietę, jeśli chce mieć dostęp do seksu. To normalne, że kobieta dostaje od kochanka prezenty, że to on płaci za wspólne wakacje, wieczorne wyjścia, mieszkanie. Tak szczerze, czym to się różni od małżeństwa? Chyba tylko tym, że seks jest drożej wyceniony.

Takie podejście może szokować, ale utrzymanki trzymają się swojej wersji. Miłość miłością, ale rachunki same się nie opłacą. Powielanie dawnych schematów nie wchodzi w grę, bo niby dlaczego mam skrupulatnie wyliczać każdą złotówkę, gdy można inaczej? Po co oddawać się facetowi za darmo, skoro można z tego czerpać profity?

To postawa coraz powszechniejsza, choć może należałoby powiedzieć – dzisiaj częściej mówi się o niej głośno, bo dziewczyny ze sponsoringu bynajmniej nie odkryły Ameryki. Nie chcą jednak pogodzić się z zaliczaniem ich do sprzedajnych dziwek.

Prostytutki muszą sypiać z każdym, kto się nawinie, utrzymanki mają wybór. Nieważne, że związek jest tak naprawdę na zasadach określonych przez faceta. One są górą, bo nie zostają na lodzie jak te nieszczęśnice, zakochane i z wiecznym debetem na koncie.

Czy to naprawdę lepszy świat?

Wbrew pozorom, sponsoring nie gwarantuje wejścia w jakiś świat niewyobrażalnego luksusu, chociaż dziewczyny biorące w tym udział chętnie sprawiają takie wrażenie. W Polsce trudno znaleźć sponsora, który wynajmie bądź kupi mieszkanie, da samochód, zabierze na zakupy do ekskluzywnych butików. Tylko garstka utrzymanek żyje na naprawdę wysokiej stopie, reszta zarabia w ciągu miesiąca około 2-4 tysiące zł plus bonusy. Dla statystycznego młodego człowieka to oczywiście majątek, ale pamiętajmy, że utrzymanka z każdym rokiem traci na wartości, a rywalizacja o smakowitsze kąski jest coraz bardziej zażarta. Można zwiększyć dochód, mając kilku sponsorów, ale to wcale nie jest takie łatwe, bo sponsor przeważnie oczekuje pełnej dyspozycyjności i wierności.

A co z bezpieczeństwem kobiety? Prostytutki notorycznie są narażone na kontakt z nieprzewidywalnymi klientami, spotkania różnie się kończą, a i kupler bywa daleki od opiekuńczości, jeśli coś się mu nie spodoba. W sponsoringu dziewczyna sama decyduje z kim, nikt jej niechcianego kochanka nie narzuci. Jak potem ta relacja się układa, to osobna historia, bo w sponsoringu, podobnie jak w prostytucji, mężczyzna dyktuje warunki.

On płaci i swoją przewagę może demonstrować na różne, także mało sympatyczne sposoby, zwłaszcza gdy wie, że dziewczyna jest od niego finansowo uzależniona, a tak przeważnie jest. W sponsoringu też trzeba zaciskać zęby i choć teoretycznie związek można w każdej chwili zakończyć, to w rzeczywistości ciężko zerwać te więzy, bo wtedy nagle zostaje się bez dochodu, a nowy kochanek z pękatym portfelem niekoniecznie jest na pstryknięcie palcami.

Kłopot z uczuciami

Sponsoring bywa pod pewnymi względami bardziej dewastujący dla uczuć niż prostytucja. Tam seks jest czysto mechaniczny, nie ma specjalnie czasu na bliższe znajomości, nawet gdy dziewczyna ma stałych klientów i staje się ich ulubienicą. Panowie najczęściej przychodzą w jednym celu, a wizyta trwa krótko. W ciągu dnia przez łóżko przewijają się kolejni faceci, na nich się trzeba skupić, to odwraca uwagę od jednego szczególnego kochanka, więc prostytutka może się przyzwyczaić do swojej pracy, ale nie do konkretnego partnera.

W sponsoringu łatwiej wpaść w pułapkę uczuć. Kochanek zazwyczaj jest tylko jeden, a długi związek z często widzianym mężczyzną może zakończyć się emocjonalnym przywiązaniem. Wielka miłość? Niezupełnie, choć dziewczyny lubią się łudzić, że sponsorowi zbrzydnie chłodny układ i zechce go sformalizować. Co zdarza się niezwykle rzadko, bo facetom korzystającym ze sponsoringu daleko do wizji romantycznego kochanka, który wyrwie swoją ukochaną ze szponów grzechu. To nie koniec kłopotów. Wystarczy kilka lat takiego życia, by potem mieć trudności ze zbudowaniem prawdziwego związku, w którym spoiwem jest szczera miłość, a nie regularnie wystawiane czeki. Nie da się wyzwolić z dawnych zależności z dnia na dzień i w głębi duszy tkwi jeszcze przekonanie, że związek musi się opłacać.

Dlaczego się z tym kryjesz?

Sponsoring jest na chwilę, przelotnie, jedynie by się dorobić, mieć udany start. Potem koniec. Prostytutki mówią dokładnie tak samo, po czym tkwią w swoim zawodzie latami, a im są starsze, tym trudniej wyrwać się im z tego przeklętego kręgu.

Sponsoring bywa równie zabójczy. Niby tęskni się momentami za bezinteresowną miłością, ale dopóki dziewczyna jest młoda i atrakcyjna, chce wykorzystać te atuty do maksimum. I ani się nie obejrzy, a już jest po trzydziestce i teraz to dopiero zaczyna się dramat. Koleżanki ciułające grosze w beznadziejnej robocie zdążyły awansować, utrzymanka, bez zawodowego doświadczenia, jest na gorszej pozycji. Jeśli wcześniej nie zdecydowała się pójść do normalnej pracy, wyjście ze sponsoringu będzie dla niej bardzo bolesne. Bo chociaż na sprzedawaniu ciała nie zarabiają kokosów, odcięcie się od sponsorów mogłoby ewidentnie obniżyć standard życia, do którego się przyzwyczaiły.

Dokucza też coraz mocniej świadomość, że to, co robią, tak do końca uczciwe i wartościowe nie jest. I nawet jeśli same zainteresowane twierdzą, że to praca jak każda, nie hańbi, nie deprawuje, to wcale nie wyrywają się z opowieściami, jaką częścią ciała zarabiają na siebie, nie pochwalą się seksem za pieniądze podczas rodzinnego obiadu. Pozornie wcale się swego zajęcia nie wstydzą, ale gdy mogą, ukrywają je przed obcymi i nie lubią pytań o to, jakim cudem stać je na drogie ciuchy, skoro nie pracują. To chyba najlepszy argument za tym, że sponsoring i prostytucja to w zasadzie jeden czort. I ostatecznie, czy od własnych córek też oczekiwałyby pójścia tą samą drogą?

    17 komentarzy

  • Traveling Rockhopper

    Ciekawe przemyślenia!
    Poprzez ostatnie pytanie można by wiele zmienić, prawda?

  • Ernest

    Można użyć słów „płatna miłość” napewno lepiej brzmi ,ale nie zmienia to faktu ze to dalej prostytucja. A za porównanie go do małżeństwa ukrzyżuje Cię większość mężatek.

  • Agnieszka

    A dla mnie sprzedawanie się za kasę, to zwykle kur….wo i trzeba rzeczy nazywać po imieniu. Ale kobieto po 30, trochę przesadziłas porównując sponsoring do małżeństwa.

  • Alexandra

    Jak to mówią coś za coś…nie zmienimy tego jeżeli kobiety same sie nie zmienią…kurestwo było jest i będzie ale ja bym nie oddała sie facetowi za torebkę za 700 czu też biżuterię no madakra jakaś no ale jesteśmy różniste,takie niewinne

    • dorota

      Tak, kazdy jest inny. Jednak biorąc pod uwage, ze do dobrobytu sie czlowiek przyzwyczaja, to z czasem ta ekskluzywna torebka tez traci na wartosci a prezenty pewnie mniej ciesza, co nie znaczy, ze latwo bez nich zyc

  • Nath

    A jak to inaczej można nazwać jak nie sprzedajną dziwą

  • Szpilka

    każdy jest Panem swojego życia. Ich wybór, ale to przykre. Kobiety są sprowadzane do rzeczowego traktowania :<

    • dorota

      Kobiety w wielu kulturach nadal traktuje się jak rzeczy i to jest gorzej niż przykre. Zwlaszcza, gdy same sobie na to pracują…Takimi wlasnie praktykami. Zawsze jest wyjscie.

  • Paulina

    Absolutnie nie rozumiem tego, jak można się chwalić lub usprawiedliwiać w ten sposób. Sprzedawanie ciała bogatemu kochankowi lub w krzakach za 100 złotych to dla mnie jedno i to samo. Pewne rzeczy nie są na sprzedaż, nie powinny być. Inne podejście do mydlenie oczu i wybielanie siebie. Pewnie taka reakcja psychologiczna

    • dorota

      Jestem takiego samego zdania. Choć rozumiem, poniekąd, rozumienie kobiet, które sprzedają swoje ciało „drogo”, tylko jednemu kochankowi.

  • Magdalena

    Twój post daje do myślenia. Wiele młodych dziewczyn to bawi, bo myślą o tym jak to w „łatwy i przyjemny” sposób zarobią pieniądze. Szkoda, że nie myślą o konsekwencjach…

  • jacek

    Dorotko 🙂 napisalas ” Jestem takiego samego zdania. Choć rozumiem, poniekąd, rozumienie kobiet, które sprzedają swoje ciało „drogo”, tylko jednemu kochankowi”. 🙂 no no tego sie nie spodziewalem 🙂 za tak potrafisz sie wczuc 🙂 nie ja wszystko rozumiem i Ciebie i wszystkie inne kobiety cokolwiek by robily potrafie tez sie wczuc nawet mnie to kreci pewnie i jakies kobiety tez to kreci bo z obrzydzenem napewno tego sie robic nie da !!! tylko szlak mnie trafia jak z facetow robi sie tych najgorszych stempelek benc !!! ale „pociesze” facetow jak to czytaja 🙂 na „zgnilym zachodzie” rozkrecil sie totalnie sex Pan dla Pani odkiedy kobiety odkryly ze woww tez maja orgazm bez milosci 🙂 da sie ? ano da sie 🙂 za 500 lat swiata nie poznacie 🙂 tylko prosze prosze niech wkoncu kobiety odrobinke zrozumieja facetow ze z tym sexem ta sami sobie tego tak nie wymyslilismy ze taki jest kod genetyczny i jak odpali to nic i nikt tego nie zatrzyma facet jak w filmie wlazi na drzewo i krzyczy „kobiety kobiety” 🙂 to przenosnia oczywiscie bo naprawde jest jeszcze ciekawiej tylko nikt sie nie przyzna ze stoi przy kasie albo aptece czy banku i ma takie wizje z tymi Paniami ze odlot poprostu odlot w glowie oczywiscie 🙂 sa kobiety ktore to czuja i ba potrafia docenic ba nawet „cos” zaradzic 🙂 ale wiekszosc laduje u prostytutek 🙁 lenistwo, wygoda, no i rachunek za hotel kwiaty, perfumy, prezenciki, bielizne, objadki, kawiarnie, i jeszcze sie musi gimnastykowac 🙂 tak drogie Panie doceniajcie tych co sie gimnastykuja doceniajcie 🙂

  • Mariusz

    Dziwka to dziwka i tyle jak by nie nazwać. Jest potrzebna i nie ma co kombinować. Marudzą ci których nie stać lub te które się nie nadają 😀

    • MAGDALENA

      Ha ha ha… Krótko, zwięźle i na temat. A atrakcyjna, zadbana kobieta i tak w oczach zazdrosnych przedstawicielek swojej płci wychodzi na dziwkę… Takie realia. Nasz kraj to czarna dziura… Tu się nie można wybić, nie można zrobić kariery bez odpowiednich koneksji… To ten kraj i dzisiejsze realia nie pozostawiają wyboru. Wiele kobiet, które zajmują wysokie stanowiska, robią karierę zaczynało właśnie od sponsoringu. I to żaden wstyd. Kiedy nie ma się wyjścia to łapie się każdą okazję. Nie ma co oceniać innych, a najwięcej do powiedzenia w tej kwestii mają osoby, którym niczego nigdy w życiu nie brakowało i nie brakuje.

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>