Główne menu

Tak łatwo się rozstać – dlaczego nie chce się nam walczyć o związki?

Z każdym rokiem zwiększa się liczba rozwodów. Nieformalne związki też niekoniecznie są na śmierć i życie. W sumie to nic zaskakującego, ludzie są tylko ludźmi, nie zawsze się dogadują, a teraz mamy ten komfort, że nie musimy czyichś dziwactw tolerować w nieskończoność. Po prostu się rozstajemy, nierzadko w trybie ekspresowym.

Czasami podejmujemy heroiczną walkę o swoją miłość, ale coraz częściej na kryzys reagujemy krótkim „nie warto”. Szkoda sił, skoro partner nas zawiódł, to nie jest godzien uczucia, jakim go darzymy. Nie ma sensu tkwić w związku, w którym nie wszystko układa się po naszej myśli, w końcu życie jest tylko jedno, nie marnujmy go na faceta niepotrafiącego kochać. Więc odchodzimy. Wierząc, że zerwanie jest lepszym rozwiązaniem, bo idzie przecież o nasze własne szczęście. Ale czy to przypadkiem nie jest przegięcie w drugą stronę?

dlaczego się rozstajemy

Każde więzy można zerwać

Związek mężczyzny z kobietą nigdy nie był prostą sprawą. Przez długie wieki względy praktyczne i ambicje rodziców zagłuszały porywy serca, zakochani cierpieli, a zakazane romanse kończyły się tragicznie. Dzisiaj teoretycznie jest lepiej. Same wybieramy swoich mężów, podobnie jak mężczyźni szukają żon wedle własnego gustu, a nie podług woli rodziny. Tylko dziwnym trafem te dobrowolne małżeństwa okazują się mniej satysfakcjonujące. I mniej trwałe.

Przybywa par, które rozwodzą się przed piątą rocznicą ślubu. W nieformalnych związkach te wskaźniki są podobne, zresztą, często nie mówi się nawet o związkach, a o „znajomościach”, tak na wszelki wypadek, by dało się niepostrzeżenie zniknąć, gdy coś pójdzie nie po naszej myśli.

Odchodzimy, bo dlaczego nie? Nikt nie wymaga bezwzględnej wierności. To niby dobrze, że nic nas siłą nie trzyma w nieudanym związku, ale gdy po raz kolejny pokazujemy komuś drzwi, zamiast poczucia zadowolenia pojawia się refleksja: „kurczę, chyba coś jest nie tak”.

Rozstajemy się z niebywałą łatwością, przynajmniej jeśli chodzi o kwestie formalne. Bo emocjonalnie, to te zerwania zostawiają głębokie rysy. Ciężko się pozbierać, gdy nagle znika osoba, z którą spędziłyśmy znaczną część swojego życia. Ale wcale nie jest łatwiej, gdy rozstanie następuje po kilkunastu miesiącach, zwłaszcza gdy takie krótkotrwałe, nieudane związki zaczynają być smutną regułą. Dlaczego się nie udaje? Mamy pecha i trafiamy na samych dupków, czy może chodzi o coś zupełnie innego?

    18 komentarzy

  • Barbara

    Nie można uogólniać związków, każdy jest inny tak jak ludzie są różni. Czasem rozstanie to najlepsze wyjście nie z wygodnictwa czy z próżności ale dla własnego bezpieczeństwa, dla bezpieczeństwa dzieci…

  • Katarzyna

    Ludzie sa teraz zbyt wygodni…i wogole zanikla komunikacja…jedna i druga strona mysli ze powinno sie czytac w myslach zamiast powiedziec pewne rzeczy wprost.Zreszta wydaje mi sie ze teraz to rzadko sa ludzie dorosli tylko dzieci bezwzgledu ile maja lat

  • Baśka

    Świetny artykuł – jako taka ciekawostka. Jestem w związku, w którym cały czas walczymy o to, żeby być razem. Do dzisiaj, po prawie czternastu latach potrafimy rozdrażnić się na tyle, że chciałoby się gdzieś iść, byle dalej, ale na chwilę (dla większości znajomych to niepojęte, że MY TEŻ tak mamy, bo widzą nas przez pryzmat właśnie tego, że co by nie było, zawsze jedno staje za drugim). Na szczęście zawsze walczymy po jednej stronie. Teoretycznie zaakceptowaliśmy to, ale w praktyce bywa różnie. Mimo to – dopóki nadrzędną sprawą jest to, że chcemy być razem, będziemy próbować i nie rozstaniemy się. Kluczem jest rozmowa (czasem burzliwa, owszem…) i to, że zawsze twierdziliśmy, że nie kocha się „za wszystko”, czy „pomimo wszystko”, a „przede wszystkim”. (Chociaż tak też mogą mówić kobiety, które pozostają w związku, choć są maltretowane…)

  • Anna

    Myślę, że nie o walkę tu chodzi a raczej o kompromisy, jeśli do związku podjedziemy jak do pola bitwy, to nikt z tego zwycięsko nie wyjdzie.
    Dla mnie kompromis kończy się wraz ze zdradą- ona ucina możliwość jakiejkolwiek dyskusji o wspólnej przyszłości.

  • Paulina

    Warto zawsze walczyć! Ja podjęłam taką próbę. Ratowałam naszą rodzinę.Niestety po drugiej stronie stały dwie osoby. Mój mąż i jego mama. Niestety trzymał jej stronę. Taka nierówna walka 1 na 2 nie ma szans powodzenia….

  • Beata

    Właściwie nigdy nie warto bo się nie opłaca, a świat się kręci wokół zasad opłacalności. Problem w tym, że drugi człowiek nie daje szczęścia, którego sami nie mamy w sobie. Szukanie więc szczęścia z innym/ inną jest gonitwą za króliczkiem. Ale przekonani o własnej wspaniałości, przewartościowani przez własne ego podejmujemy wyzwanie i… ponosimy porażki 🙂

  • Ew Ka

    Czasem nie warto walczyc. A byc tylko z przyzwyczajenia albo przed strachem bycia samotnym to najwiekszy blad jaki popelniamy.

  • Anna

    Takie jest życie! Nie zawsze układa się tak jak chemy a po drugie też nie można dawać w nieskończoność szans, jak nie widać rezultatu, pisze ze swojego doświadczenia 12 lat po ślubie ale teraz, będę czekała na sprawę rozwodową!!!!

  • Marcelina

    Zawsze warto walczyć. Rozmawiać ze sobą. ..nawet dać chwile wytchnienia…ale walczyć

  • Monika

    Niestety w tych czasach jest również łatwiej ukryć swoją prawdziwą osobowość, udawać kogoś kim się nie jest. Niby pięknie i kolorowo a potem pojawia się taki Mr. Hyde.

    • Alexandra

      Wydaje mi się, ze kobiety nie muszą w dzisiejszych czasach tkwić w relacjach, które są dla nich toksyczne. Kiedyś było dokładnie tak, jak teraz, tylko odejść od mężczyzny było kobiecie trudniej, ze względów finansowych i złego pózniej postrzegania w lokalnym społeczeństwie. Brak środków do życia i towarzyszący skandal to wystarczający hamulec do niepodejmowania żadnych kroków w kwestii rozstania, czy rozwodu. Dziś kobiety są samowystarczalne, potrafią zarabiać więcej niż mężowie, rozwód nie jest już tak piętnowany- dlaczego mają się zgadzać na traktowanie ich, jak to musiały znosić ich babki i prababki? Przecież rozstajemy się od zawsze z tych samych powodów.

  • Renata

    Ja caly czas walcze o malzenstwo,robie wszystko zeby maz byl ze mnie zadowolony,ale czasem zastanawiam sie czy on tez robi wszystko zeby mi bylo dobrze i czy rowniez walczy o to malzenstwo?Czasem jest super,ale czasem chce odejsc bo on ma swoje glupie humory i nie wie co chce.Wmawiam sobie ze zlozylam przysiege przed Bogiem”na dobre i na zle dopoki smierc nas nie rozlaczy” i dzieciom nie moge tego zrobic.Czsem moze lepiej zacisnac zeby i udawac ze jest wszystko dobrze chociaz nie jest.Nie wiem tez czy naprawde potrafilabym odejsc

  • Sylwia

    Pierwszy..Wolę nie pamiętac.W drugi weszłam ostrożnie, uważnie nie tylko za siebie byłam odpowiedzialna.Zaczęło się od braku zrozumienia , a potem była tylko cisza…Wspólna decyzja o rozstaniu .Nie walczył nie zrobił absolutnie nic.W naszym życiu zawsze był obecny jego brat…I nie zdziwiło mnie to ,że potem zaczął żyć jego życiem.Nie bolało samotna walka z kłopotami i brak oparcia.Zabolała obojętność.I fakt ,że urażone męskie ego potrafi przybrać wielkość tsunami.

  • Emilia

    Walczy się wtedy gdy warto , ale są sytuacje że już nie ma o co walczyć . I w takich sytuacjach warto zacząć gdzie indziej na nowo 🙂

  • Magda

    Bardzo dobry artykuł,daje do myślenia…zgadzam się jedna opinia,jaki związek taka walka

  • Agnieszka

    Ja uważam, że związek trzeba pielęgnować przez cały czas. Nieważne jak długo jest się razem, pewne rzeczy zawsze muszą pozostać takie same. To takie rytuały jak „dzień dobry kochanie” po pobudce, czy całus po przyjściu lub przed wyjściem, krótki „przytulak”, gdy się mija w przejściu. Banalne, prawda? Ale od braku tych drobiazgów wszystko zaczyna się psuć. Więcej czułości, szczerych rozmów, zaufanie, to jest według mnie najważniejsze.

  • Magdalena

    Myslalam, ze juz nie ma dla nas ratunku, piec miesiecy w stanie „wlasciwie-to-nie-jestesmy-juz-razem”. A jednak. Probujemy raz jeszcze. Wspolny wyjazd, wspolne realizowanie pasji przypomina nam, dlaczego jestesmy dla siebie wazni. Wlasnie mija drugi dzien takiego wyjazdu, wracamy pojutrze i mysle, ze sprobujemy raz jeszcze. Fakt, ze nie umiemy odpuscic, jednak chyba ma znaczenie

  • Olka

    Przeżyłam dwa związki : pierwszy 8lat a drugi 6lat i tu pojawiło się moje dziecko 🙂 pierwszy związek rozpadł się bo partner nie był gotowy do zamieszkania razem a był starszy o 9lat drugi związek w którym pojawił się mój synek także się rozpadł bo było źle gdy partner zachorował na zazdrość ktora przerodziła się na bardzo chorą która nie pozwalała normalnie żyć i funkcjonować. to nie jest wygoda tylko jedyne rozwiązanie . złe traktowanie kobiety w obecności dziecka jest bolesne zwłaszcza gdy krzyki i wyzwiska źle wpływają na rozwój kochanego bombla . Ślub nie jest mi potrzebny 🙂 po wielu miesiącach bycia samej poznałam faceta bardzo miłego także po przeżyciach i wręcz przepadamy za sobą 🙂 spotykamy się a synek bardzo go polubił 🙂

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>