Główne menu

Tak łatwo się rozstać – dlaczego nie chce się nam walczyć o związki?

Niech żyje wolność i swoboda

Dlaczego tak szybko się rozstajemy? Mówiąc najkrócej – bo możemy. W przeszłości małżeństwa były trwałe, lecz bynajmniej nie z powodu wielkiej miłości. Rozwody, owszem, były dopuszczalne, jednak mało kto decydował się na ten krok, bo zwyczajnie się to nie opłacało. A dzisiaj rozwody, konkubinaty, przelotne romanse nie mają jakichś poważnych konsekwencji. Nie wyrzucają poza nawias społeczeństwa. Nie są żadnym grzechem, hańbą i moralnym upadkiem. Są czymś normalnym, wręcz się nas do tego zachęca, bo odejście od złego partnera jest oznaką dojrzałości – skoro facet ci nie pasuje, rzuć go w diabły, nie ma przymusu marnowania sobie życia u boku idioty. Rzecz w tym, iż z owego przywileju korzystamy nader skwapliwie.

Wątpliwości nie ma, gdy chodzi o sprawy największego kalibru, jak przemoc fizyczna, nałogi, psychiczne znęcanie, zdrada. Ale nie rozstajemy się tylko z takich powodów. Bardzo często główną przyczyną jest sławetne „nie możemy się dogadać”. To dość mgliste stwierdzenie, bo może się pod nim kryć cokolwiek, od poważnych sprzeczek o kwestie zasadnicze po zwykłą upierdliwość. A ta ostatnia opcja nie jest wcale rzadkością. Po czasie, gdy patrzymy na zakończony związek z dystansu, stwierdzamy ze smutkiem, że w gruncie rzeczy nie było o co kruszyć kopii. To, co wydawało się nie do zniesienia, można było naprawić bez większego trudu. Ale zabrakło dobrej woli obu stron. Lub po prostu się nie chciało, bo lenistwo to jeden z grzechów głównych nowoczesnych związków.

Tego kwiatu pół światu

To taka oczywista prawda, iż żyjemy w czasach konsumpcji. Nie naprawiamy pralek czy telewizorów, tylko kupujemy nowe, bo tak jest taniej i prościej. Podobnie ze związkami. Po co majstrować, szukać przyczyn usterki, tracić czas na grzebanie w zatartych mechanizmach, skoro bez większych trudności można przerzucić się na nowy model. Miłość, jeśli można to tak nazwać, jest na wyciągnięcie ręki. Nie czekamy z seksem do ślubu, a wielomiesięczne zdobywanie ukochanej wydaje się głupie i zajmuje stanowczo za dużo czasu, o wysiłku nie wspominając.

Nowych partnerów da się poznać nawet bez wychodzenia z domu, bo mamy internet, świetne miejsce do wstępnej selekcji i wirtualnych flirtów. W kolejne związki wchodzimy niemal z marszu, bo świetny seks, romantyczne randki i czułe sms-y o poranku, więc to na pewno ten jedyny. Jednak nie? Och, trudno, spróbuję jeszcze raz. I jeszcze. A potem znowu. Do skutku. Ktoś w końcu wypełni nasze kryteria i będzie idealnie.

Seryjna monogamia jednym odpowiada, innym mniej, ale również ci drudzy niespecjalnie uczą się na swoich błędach. Nie chcą przyjąć do wiadomości, że w każdym związku faza zauroczenia kiedyś mija. Że szaleńczą namiętność częściowo zastępują troski dnia codziennego, rutyna, obowiązki. Że nie zawsze jest łatwo, miło i przyjemne, a właśnie takie są nasze oczekiwania. Bo po co się męczyć? Więc z jednej strony gdzieś tam skrycie marzymy o miłości po grób, ale z drugiej, nie chce się nam tej miłości pielęgnować. Inwestować w nią. Coś poświęcić. Ten wysiłek traktujemy jak ograniczenie wolności, zatem rozsądniejszym wyjściem wydaje się rozstanie, przecież gdyby to była ta właściwa osoba, wszystko szłoby jak z płatka, prawda? Nie do końca nam to odpowiada, ale wybieramy – we własnym mniemaniu – mniejsze zło. Niektórzy wprawdzie zdążyli się już nauczyć, że związek wymaga pracy, wciąż jednak nie jest to miła ich sercu wizja. Wygodniej poszukać spełnienia gdzie indziej, wszak nowe jest bardziej podniecające.

    18 komentarzy

  • Barbara

    Nie można uogólniać związków, każdy jest inny tak jak ludzie są różni. Czasem rozstanie to najlepsze wyjście nie z wygodnictwa czy z próżności ale dla własnego bezpieczeństwa, dla bezpieczeństwa dzieci…

  • Katarzyna

    Ludzie sa teraz zbyt wygodni…i wogole zanikla komunikacja…jedna i druga strona mysli ze powinno sie czytac w myslach zamiast powiedziec pewne rzeczy wprost.Zreszta wydaje mi sie ze teraz to rzadko sa ludzie dorosli tylko dzieci bezwzgledu ile maja lat

  • Baśka

    Świetny artykuł – jako taka ciekawostka. Jestem w związku, w którym cały czas walczymy o to, żeby być razem. Do dzisiaj, po prawie czternastu latach potrafimy rozdrażnić się na tyle, że chciałoby się gdzieś iść, byle dalej, ale na chwilę (dla większości znajomych to niepojęte, że MY TEŻ tak mamy, bo widzą nas przez pryzmat właśnie tego, że co by nie było, zawsze jedno staje za drugim). Na szczęście zawsze walczymy po jednej stronie. Teoretycznie zaakceptowaliśmy to, ale w praktyce bywa różnie. Mimo to – dopóki nadrzędną sprawą jest to, że chcemy być razem, będziemy próbować i nie rozstaniemy się. Kluczem jest rozmowa (czasem burzliwa, owszem…) i to, że zawsze twierdziliśmy, że nie kocha się „za wszystko”, czy „pomimo wszystko”, a „przede wszystkim”. (Chociaż tak też mogą mówić kobiety, które pozostają w związku, choć są maltretowane…)

  • Anna

    Myślę, że nie o walkę tu chodzi a raczej o kompromisy, jeśli do związku podjedziemy jak do pola bitwy, to nikt z tego zwycięsko nie wyjdzie.
    Dla mnie kompromis kończy się wraz ze zdradą- ona ucina możliwość jakiejkolwiek dyskusji o wspólnej przyszłości.

  • Paulina

    Warto zawsze walczyć! Ja podjęłam taką próbę. Ratowałam naszą rodzinę.Niestety po drugiej stronie stały dwie osoby. Mój mąż i jego mama. Niestety trzymał jej stronę. Taka nierówna walka 1 na 2 nie ma szans powodzenia….

  • Beata

    Właściwie nigdy nie warto bo się nie opłaca, a świat się kręci wokół zasad opłacalności. Problem w tym, że drugi człowiek nie daje szczęścia, którego sami nie mamy w sobie. Szukanie więc szczęścia z innym/ inną jest gonitwą za króliczkiem. Ale przekonani o własnej wspaniałości, przewartościowani przez własne ego podejmujemy wyzwanie i… ponosimy porażki 🙂

  • Ew Ka

    Czasem nie warto walczyc. A byc tylko z przyzwyczajenia albo przed strachem bycia samotnym to najwiekszy blad jaki popelniamy.

  • Anna

    Takie jest życie! Nie zawsze układa się tak jak chemy a po drugie też nie można dawać w nieskończoność szans, jak nie widać rezultatu, pisze ze swojego doświadczenia 12 lat po ślubie ale teraz, będę czekała na sprawę rozwodową!!!!

  • Marcelina

    Zawsze warto walczyć. Rozmawiać ze sobą. ..nawet dać chwile wytchnienia…ale walczyć

  • Monika

    Niestety w tych czasach jest również łatwiej ukryć swoją prawdziwą osobowość, udawać kogoś kim się nie jest. Niby pięknie i kolorowo a potem pojawia się taki Mr. Hyde.

    • Alexandra

      Wydaje mi się, ze kobiety nie muszą w dzisiejszych czasach tkwić w relacjach, które są dla nich toksyczne. Kiedyś było dokładnie tak, jak teraz, tylko odejść od mężczyzny było kobiecie trudniej, ze względów finansowych i złego pózniej postrzegania w lokalnym społeczeństwie. Brak środków do życia i towarzyszący skandal to wystarczający hamulec do niepodejmowania żadnych kroków w kwestii rozstania, czy rozwodu. Dziś kobiety są samowystarczalne, potrafią zarabiać więcej niż mężowie, rozwód nie jest już tak piętnowany- dlaczego mają się zgadzać na traktowanie ich, jak to musiały znosić ich babki i prababki? Przecież rozstajemy się od zawsze z tych samych powodów.

  • Renata

    Ja caly czas walcze o malzenstwo,robie wszystko zeby maz byl ze mnie zadowolony,ale czasem zastanawiam sie czy on tez robi wszystko zeby mi bylo dobrze i czy rowniez walczy o to malzenstwo?Czasem jest super,ale czasem chce odejsc bo on ma swoje glupie humory i nie wie co chce.Wmawiam sobie ze zlozylam przysiege przed Bogiem”na dobre i na zle dopoki smierc nas nie rozlaczy” i dzieciom nie moge tego zrobic.Czsem moze lepiej zacisnac zeby i udawac ze jest wszystko dobrze chociaz nie jest.Nie wiem tez czy naprawde potrafilabym odejsc

  • Sylwia

    Pierwszy..Wolę nie pamiętac.W drugi weszłam ostrożnie, uważnie nie tylko za siebie byłam odpowiedzialna.Zaczęło się od braku zrozumienia , a potem była tylko cisza…Wspólna decyzja o rozstaniu .Nie walczył nie zrobił absolutnie nic.W naszym życiu zawsze był obecny jego brat…I nie zdziwiło mnie to ,że potem zaczął żyć jego życiem.Nie bolało samotna walka z kłopotami i brak oparcia.Zabolała obojętność.I fakt ,że urażone męskie ego potrafi przybrać wielkość tsunami.

  • Emilia

    Walczy się wtedy gdy warto , ale są sytuacje że już nie ma o co walczyć . I w takich sytuacjach warto zacząć gdzie indziej na nowo 🙂

  • Magda

    Bardzo dobry artykuł,daje do myślenia…zgadzam się jedna opinia,jaki związek taka walka

  • Agnieszka

    Ja uważam, że związek trzeba pielęgnować przez cały czas. Nieważne jak długo jest się razem, pewne rzeczy zawsze muszą pozostać takie same. To takie rytuały jak „dzień dobry kochanie” po pobudce, czy całus po przyjściu lub przed wyjściem, krótki „przytulak”, gdy się mija w przejściu. Banalne, prawda? Ale od braku tych drobiazgów wszystko zaczyna się psuć. Więcej czułości, szczerych rozmów, zaufanie, to jest według mnie najważniejsze.

  • Magdalena

    Myslalam, ze juz nie ma dla nas ratunku, piec miesiecy w stanie „wlasciwie-to-nie-jestesmy-juz-razem”. A jednak. Probujemy raz jeszcze. Wspolny wyjazd, wspolne realizowanie pasji przypomina nam, dlaczego jestesmy dla siebie wazni. Wlasnie mija drugi dzien takiego wyjazdu, wracamy pojutrze i mysle, ze sprobujemy raz jeszcze. Fakt, ze nie umiemy odpuscic, jednak chyba ma znaczenie

  • Olka

    Przeżyłam dwa związki : pierwszy 8lat a drugi 6lat i tu pojawiło się moje dziecko 🙂 pierwszy związek rozpadł się bo partner nie był gotowy do zamieszkania razem a był starszy o 9lat drugi związek w którym pojawił się mój synek także się rozpadł bo było źle gdy partner zachorował na zazdrość ktora przerodziła się na bardzo chorą która nie pozwalała normalnie żyć i funkcjonować. to nie jest wygoda tylko jedyne rozwiązanie . złe traktowanie kobiety w obecności dziecka jest bolesne zwłaszcza gdy krzyki i wyzwiska źle wpływają na rozwój kochanego bombla . Ślub nie jest mi potrzebny 🙂 po wielu miesiącach bycia samej poznałam faceta bardzo miłego także po przeżyciach i wręcz przepadamy za sobą 🙂 spotykamy się a synek bardzo go polubił 🙂

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>