Główne menu

Toksyczna matka, czyli o relacji matka-córka, która niszczy wszystko

Toksyczna matka rzadko zdaje sobie sprawę ze swojej „toksyczności”. Gdy ją o to zapytać, ze zdumieniem otwiera oczy, nie wie o czym mowa. Denerwuje się lub zaczyna się tłumaczyć. Najczęściej utrzymuje, że robi wszystko, by było dobrze, niekiedy podkreśla, jak bardzo się poświęca, jak wiele daje i nic z tego nie ma. Narzeka, że zamiast wdzięczności mierzy się z niewdzięcznością…Wpada w słowotok, być może wybucha płaczem…lub się obraża.

Toksyczna matka ma szczytne zamiary, piękne wizje, kieruje się idealnymi założeniami. Chce, żeby było dobrze. Jednak jej definicja „dobra rodziny” nie zawsze jest równa z wizją dzieci a nawet męża i tego faktu nie chce lub nie umie zaakceptować.

Toksyczna matka zazwyczaj sobie nie radzi. Sama ze sobą…

Nie umiemy się dogadać…w rodzinie

Dlaczego w najbliższej rodzinie tak często nie możemy się dogadać? Wydawać by się mogło, że powinno być wprost przeciwnie. Przecież zazwyczaj się kochamy, mamy dobre chęci, zależy nam, by stosunki układały się w prawidłowy sposób.

Jasne, pojawiają się konflikty, jednak nic nie stoi na przeszkodzie, by były na bieżąco wyjaśniane. Szczerze i uczciwie, tak by cieszyć się pełnią relacji na linii matka-córka.

Jak jest w życiu?

Niestety okazuje się, że nawet dobre chęci i pokrewieństwo to za mało, by relacje były ciepłe. Z różnych powodów, jednym z nich są zachowania, które znane są pod znaczącym terminem: „toksyczna matka”….Termin ten wiele wyjaśnia i stawia pod znakiem zapytania możliwość zdrowego funkcjonowania w rodzinie.

Emocjonalne zaniedbania matek mają daleko idące skutki

Badania opublikowane w 2014 roku w American Psychological Association przyniosły dość zaskakujący dla wielu osób wniosek, że zaniedbania emocjonalne są równie bolesne dla dzieci jak krzywdy fizyczne. Naukowcy dowiedli, że dzieci, nad którymi rodzice znęcali się psychicznie doświadczyli tych samych lęków, poczucia strachu i niskiej wartości, jak dzieci doświadczające przemocy fizycznej i seksualnej.

Emocjonalne zaniedbana matek mają długoletnie skutki. W „Psychology Today” Peg Streep wskazuje, że konsekwencją są: poczucie bezsensu, bycia niegodną uwagi, z jednoczesną wielką tęsknotą za miłością i szukaniem jej często zbyt zachłannie i z mizernym skutkiem.

toksyczna matka

Toksyczna matka nie radzi sobie z własnymi emocjami

Skąd się bierze toksyczność?

Najczęściej z nieradzenia sobie z własnymi emocjami i oczekiwaniami. Toksyczna matka nie staje się nią dlatego, bo tego pragnie, ale zazwyczaj dlatego, że:

  • panicznie boi się o dziecko,
  • nadmiernie obawia się o to, co ludzie powiedzą,
  • jest zazdrosna o dziecko,
  • bardzo boi się porzucenia,
  • wierzy, że jest w stanie uchronić dziecko przed porażkami,
  • obawia się przemijalności,
  • nie zauważa, że dziecko rośnie i staje się samodzielnie,
  • sama została wychowana przez toksycznych rodziców.

Toksyczna matka dorosłej córki

Toksyczność rodzi się ze strachu, poczucia zagrożenia. Bagaż emocjonalny i cała masa oczekiwań kierowana w stronę dziecka nie ułatwia zadania. Problem pojawia się nie tylko wtedy, kiedy dziecko jest małe, ale szczególnie wtedy, gdy bardzo zatroskana, w pełni oddana wychowaniu dziecka mama czuje, że traci kontrolę nad wyborami już dorosłego dziecka. Gdy matka zdaje sobie sprawę, że jej rola jest coraz mniejsza, często ujawniają się toksyczne zachowania.

Z racji większego utożsamiania z kobietą wyrastającą pod skrzydłami toksycznej matki, najczęściej negatywne emocje kierowane są w stronę córek, od których wymaga się więcej. Toksyczna matka często nie umie zaakceptować odmiennych wyborów dorosłej już kobiety, która chce żyć inaczej. Im bardziej córka różni się od swojej mamy, tym większe ryzyko pojawienia się trudnych relacji.

10 sygnałów, że to toksyczna matka

  • nie szanuje Twoich wyborów, nie zauważa, że jesteś dorosła – traktuje Cię jak dziecko, uważa, że tak trzeba, bo ktoś musi Cię pilnować, nie daje Ci prawa do prywatności, czy własnych decyzji, jest zdania, że sama wie, co dla Ciebie jest najlepsze. Psychologowie mówią o takich osobach i relacjach „wplątani” i szukają przyczyn nierespektowania granic w strachu przed porzuceniem.
  • chce, żebyś czuła się odpowiedzialna za jej szczęście – żadne dziecko, nawet to dorosłe, nie może odpowiadać za szczęście rodzica, nie może być wciągane w grę mającą na celu wypełnianie roli narzuconej przez nieszczęśliwą mamę. Każdy jest odpowiedzialny sam za siebie i pokazywanie swoim zachowaniem, że jest przypomina znęcanie. Rodzic nie ma prawa wymagać, by dziecko rezygnowało ze swojego życia, rzeczy, które sprawiają mu radość dla niego. Nie daj sobie wmówić, że jesteś egoistką, bo chcesz być szczęśliwa.
  • jest nadmiernie krytyczna – krytykowanie, choć niezbyt miłe, czasami jest niezbędne. Znaczenie ma skala tego typu zachowań. Toksyczny rodzic jest nadmiernie krytyczny, to typ, któremu trudno dogodzić, wiecznie niezadowolony. Jeszcze bardziej dołujące jest to, że krytyczna matka jest taka w…dobrej wierze. Jest pewna, że jej „rady” pozwolą dziecku uniknąć przykrych błędów.
  • żąda nadmiernej uwagi i często sięga po manipulację i szantaż emocjonalny – ma być tak, jak sobie to zaplanowała, nie znosi sprzeciwu, a gdy widzi, że nie chcesz spełnić jej żądań, robi wszystko, by to zmienić.
  • uważa, że miała/ma gorzej niż Ty a Ty przesadzasz – nie daje Ci prawda do narzekania, gorszych emocji, bo bagatelizuje Twoje problemy. Uważa, że ona miała gorzej. I już na tym polu konkuruje z Tobą i stara Ci się udowodnić, że „przesadzasz”.
  • wywołuje poczucie winy, by sterować Twoim zachowaniem – toksyczny rodzic będzie próbował postawić na swoim, sięgając po argument „tyle dla Ciebie zrobiłam”, „przez to wszystko nie ułożyłam sobie życia…”, itd.
  • próbuje wymusić pewne zachowania drogimi prezentami – wręcza pieniądze, drogie prezenty, by wymusić pewne decyzje, zachowania, na jakich mu zależy, chce mieć nad Tobą kontrolę.
  • sięga po przykre żarty, by przekazać trudne informacje. To zagranie z kategorii: „nie powiem Ci wprost, to ubiorę komunikat w formę żartu, z którego tylko ja będę się śmiać”. W ten sposób przekaże informację, że jesteś głupia, brzydka, niewystarczająco dobra i będzie czerpać z tego okrutną satysfakcję. Tego typu zachowania są bardzo częste u toksycznych rodziców,
  • stawia swoje uczucia ponad Twoimi – nie pozwala wyrażać Ci swoich uczuć, nie zgadza się zwłaszcza na okazywanie negatywnych uczuć, bo one ją ranią. W ten sposób pokazuje, że jej dobre samopoczucie jest najważniejsze,
  • sięga po formy biernej agresji – czyli strzela tak zwane „fochy”, karze Cię ucinaniem wszelkich rozmów, milczeniem.

Toksyczna matka wcale nie jest matką niekochającą. To osoba zagubiona, zlękniona, pełna wewnętrznych obaw i strachu. Na swój sposób kocha swoje dziecko, jednak nie potrafi tego okazać. Nie umie się też pogodzić, że jej dziecko ma prawo do własnych przekonań, decyzji, błędów. Często kocha, ale nie lubi, bo dziecko, także to dorosłe, jest inne niż tego by oczekiwała…

    119 komentarzy

  • Pani KoModa

    Przeraża mnie że wszystkie 10 pkt się zgadza…

    • Doro

      Jakbym czytała o sobie… Niestety… Udało mi się w jakimś stopniu pogodzić z tym że tego nie zmienię i staram się to wszystko bardziej olewac, ale niestety ciągle próbuje zrozumieć dlaczego… Dlaczego tylko w stosunku do mnie… Dlaczego do wszystkich innych jest całkiem inna i wszystkim wydaje się że to chyba że mną coś jest nie tak, że mam jakąś paranoje czy coś bo to przecież taka wspaniała kobieta i matka…

      • Claudia

        Ja mam to samo zawsze miałam przez to wrażenie że jestem jakaś dziwna z całego rodzeństwa zawsze mi to wmawiala na szczęście odcielam się od tego z perspektywy ciesze się że uwolnilam się od tej toksycznej relacji

      • Pytanie

        Cyt.:”Jakbym czytała o sobie… Niestety… Dlaczego do wszystkich innych jest całkiem inna i wszystkim wydaje się że to chyba że mną coś jest nie tak, …”

        No to w końcu to jest o tobie, czy twojej matce?

    • Dorota

      ja też mam toksyczną matkę to straszna kobieta,matka, żona i babcia

    • Nikt wazny

      Tak mam tak samo niestety

  • oironio

    Nie mam do czynienia z żadną toksyczną matką. Całe szczęście.

  • Gaja

    Wiem jak to klasycznie zabrzmi, ale moja teściowa była taką toksyczna matką – zresztą wszystkie punkty do niej pasują. Teraz jest toksyczna babcią. Od kiedy moje dzieci ukończyły 20 lat, bez przerwy robi im wykłady o konieczności rychlego ozenku, bo tylko ozenek ochroni je przed zmarnowaniem się, a zresztą Bóg po to stworzył mężczyzne i kobietę. Później, kiedy już założą te rodziny, będzie im trula o wnukach dla niej. A wszystko poparte groźbą: bo ja w grobie nie będę leżała spokojnie.

  • Anna

    Całe szczęście moja mama jest całkowicie normalna 😉

  • Gąska

    Uff, moja mama na szczęście nie ma żadnej z wymienionych cech.

  • Futka

    Niestety często najlepszym rozwiązaniem jest odcięcie emocjonalne od toksycznej matki. Często zmiana miejsca zamieszkania (nawet wybór innego kraju czy kontynentu) oraz duże ograniczenie kontaktu mogą spowodować uwolnienie się od takiej wyniszczającej relacji.

    • Doro

      Niestety nawet przeprowadzka ponad 1000km nie spowodowała że problem zniknął. Został zepchniety trochę na bok ze względu na dystans ale w trudnych chwilach wszystkie emocje wysypaly się ze zdwojoną siłą. Tak że niestety ucieczka jest tylko rozwiązaniem doraźnym ale nie zmienia faktu że człowiek ma ślad na psychice z którym zmaga się całe życie…

    • Beata

      Futka: niestety, ale masz rację . Ja zerwałam kontakt z moją matką i na dobre mi to wyszło (psychicznie czuję się wspaniale), choć uważam ,że zrobiłam to za pózno , bo miałam 39 lat …zaczęłam żyć własnym życiem i ułożyłam sobie nareszcie życie , wyszłam za mąż za wspaniałego człowieka, nie mam dzieci no cóż takie życie , ale czuję ,że mam kontrolę nad swoim życiem:))) Wiem jedno : nie jest łatwo to zrobić ale po 15 latach czuję ulgę i jestem wolna !!! (robię co chcę i jak chcę , nikt mi nie mówi codziennie ,że jesteś beznadziejna , głupia i nie kontroluje mnie nikt przez cały dzień( telefon, wyjścia do przyjaciół itd) ech przeszłam z moją matką straszne rzeczy od wyzwisk , urząd skarbowy , podała mnie do sądu ech to był ciężki czas ze starsznym traumatycznym przeżyciem , matka przez to ,że wyprowadziłąm się z domu , wyrzuciła mojego tatę z domu razem ze mną , a on po trzech tygodniach zmarła na zawał serca :((( Po tylu latach wiem jedno od takiej matki trzeba uciekać jak najdalej fizycznie i psychicznie . I jeszcze jedno może to się wydawać staraszne ale matka stała się dla mnie obcą osobą …i zazdroszczę wszystkim normalnych matek ?! to tak w skrócie , ale szczerze te lata były koszmarem , samo odcięcie pępowiny trwało 10 lat i właściwie trwają nadal , choć wolna to sama świadomość ,że mam taką matkę boli …!!!

      • magda

        Hej tak czytam Twoja wypowiedź i myślę że byłaś w takiej samej sytuacji jak ja jestem czy moglibyśmy porozmawiać o tym , może mogłabyś mi coś poradzić bo ja już naprawdę nie wiem co mam robić .. przerasta mnie to .. zostaw może jakiś namiar na siebie cokolwiek a odezwę się napewno . Pozdrawiam

  • MATKA

    OK,WYCHODZI NA TO,ZE JESTEM TOKSYCZNA MATKA…..JAK TO ZMIENIC?

    • Aga

      Polecam terapię 🙂
      Warto pracować nad sobą. Nie tylko dzieciom będzie z nami łatwiej, ale nam samym ze sobą też 🙂

    • Mirka

      Bardzo Ci zazdroszczę. Niestety nie mogę sobie ułożyć życia i odciąć się, wyjechać, uciec. Obracam się wciąż w kręgu tych samych osób i nie mam jak poznać kogoś. Wydaje się, że to jedyne wyjście z tej toksycznej relacji. Bardzo Ci zazdroszczę. Moja matka chyba prędzej mnie pochowa niż da mi choć odrobinę swobody. Najgorsze, że ja sama nie umiem sobie z nią poradzić. Nie mam siły wciąż się wykłócać na kolanach o odrobinę prywatności. Siedzi kołkiem w domu a jak wychodzi to tylko wtedy, gdy ja jestem w pracy. Po powrocie już w progu staję się małą dziewczynką, jej służącą, nikim, więźniem w celi swojego pokoju.

    • Olka

      Niedawna terapia uswiadomila mi,ze to nie ja jestem najgorsza i cale zlo tego swiata nie jest moim wylacznym przewinieniem,jak wczesniej myslalam.

      • hanna

        Mam identyczną sytuację. Moja matka ma w tej chwili 95 lat, przeszła udar i poza wyjściem do łazienki przeważnie leży, ale to wciąż nie przeszkadza jej trzymac mnie pod ścisłą kontrolą. To straszne, mam 60 lat i wciąż, od wielu, wielu lat staram sie wyrwać z tego reżimu matczynej chorej miłości. Sprawiła że rozwiodłam się z mężem, króry nie zniósł jej wyzwisk i wypedzania z domu ( mieszkaliśmy niestety razem w jednym domu) zaczął pić i moje małżeństwo przestało istnieć. Dzieci dorosły i wyniosły się z domu a ja z nią zostałam jako jedyna z czterech jej córek. To, co ze mna wyprawia jest wprost nie do opisania. Jakiekolwiek wyjście z domu kończy sie wielką draką po moim powrocie, mowy nie ma o jakimś związku z facetem, tylko ja i ona i tak jej jest najlepiej. Nie mam juz siła z tym walczyć i też myśle, że mimo różnicy wieku to ona sprawi, ze ja sie pierwsza wykończę. Nie mam litości jej zostawić bo jest chora i leżąca, nie ma kto się nią zająć poza mną ale to jest koszmar. Zero pokory w tej chorobie, zero tolerancji a każdy, kto się w moim życiu pojawi i zajmuje mój czas jest jej wrogiem. Mam wrażenie że ta nienawiśc trzyma ja przy życie. Jak żyć?

  • córka

    z przykrością stwierdzam, że całkowicie rozumiem ten artykuł… taką sytuację miałam w domu, krzyki, wrzaski, nerwy i to co najgorsze, czyli poczucie, że to ja jestem winna, że źle się zachowuję, choć tak naprawdę nic złego nie zrobiłam. jako dorosła osoba, niemieszkająca z matką niestety nic się nie zmieniło, każde spotkanie było okazją do wytykania mi błędu, choćby to był błąd pt. za bardzo przyprawiony rosół bądź źle ustawione meble w moim własnym mieszkaniu (serio!)

    wyjście? jak dla mnie jedynie zerwanie kontaktów, rozmowy nie pomagały, teraz mam spokój, nikt mnie nie obraża, buduję swoje poczucie wartości, bo niestety sama siebie miałam za nic nie wartą osobę…

    przykre, ale ludzi nie zmienimy, a ja nie jestem workiem treningowym.

    • xxx

      też to samo przeszłam. mieszkam teraz w innym mieście, zero jakiś kontaktów, wnukiem się nawet nie interesuje (nawet na ręce nie chciała wziąć). plus taki, że psychicznie lepiej się czuję, brak nerwowości, stresu. wiecznego przytakiwania glowa ojca bo matka ma racje, moje zdanie fe jest. nie ważne co robiłam to zawsze było źle. byłam u psychologa, napisałam list co mnie boli. na wigilie. nic to nie zmieniło. czytałam też ksiązki toksyczni rodzice czy tzw. szantaż emocjonalny by lepiej rozumiec to w czym tkwilam. najgorsze dla mnie obecnie są momenty jak znajomi pytają „a rodzice, dziadkowie”. nie ukrywam czasem jak jestem w rodzinnym mieście to rozglądam się, może a noż są na mieście na zakupach, by sprawdzić czy zdrowi są. nie wiadomo kiedy będą potrzebować szklanki wody… mi nie pomogą nie mam na co liczyć. moj syn wie ze ma obu dziadkow, wie jak wygladaja…z zdjec i opowiadan.

      • dorota

        xxx, strasznie przykre…nie wiem co Ci napisać…Psycholog widzi szansę na porozumienie z rodzicami? Czy jedynym rozwiązaniem jest zerwanie kontaktów?

    • Ayres

      Porównując wymienione punkty w artykule i opis, jest to lekka wersja mojej matki.
      Jestem dorosłą kobietą, której matka zniszczyła samoocenę, dręczeniem psychicznym, biciem, wyzwiskami, oskarżeniami o cudzołóstwo, smutną wyobraźnią co do moich zachowań, nasyłaniem mojego ojca aby mnie dotkliwie bił, ostatecznie próbując umieścić w zakładzie psychiatrycznym, a wszystko pod okrasą „muszę to robić bo inaczej co ze mnie za matka, musisz wyjść na ludzi”. Rozganiała każdy mój związek, uważając, że każdy mężczyzna jest ze mną tylko dlatego, żeby ze mną sypiać, bo nie ma czego we mnie kochać.
      Teraz wiem, a zajęło mi to pare lat, że to nie ja byłam/jestem problemem, który tkwi w jej głowie tylko ona sama i jej smutna wyobraźnia. To bardzo chora osoba, która z jednej strony mnie kocha a drugiej nienawidzi, w bardzo chory patologiczny sposób.
      Teraz uczęszczam na terapię, bo chociaż jestem silna i szłam dalej przez życie, co jakiś czas to wszystko wraca jak fala.
      Jeśli miałabym podawać dziecku taką „witaminę M”, to wolę nie mieć dzieci.

    • Ania79

      Jeśli jest możliwość zatrudnić opiekunkę i żyć swoim życiem.Opiekunkę można zatrudnić na kilka godzin lub na cały dzień.Proszę nie rezygnować ze swojego życia prywatnego.Żadna kochając matka nie chce aby dziecko się dla Niej poświęcało.Pozdrawiam.

  • Natalie Forever

    Świetnie to przedstawiłaś. Na szczęście moja mama nie jest toksyczna 🙂 Oglądałam kiedyś taki film ,w którym była taka „toksyczna” matka i cały czas chciała manipulować swoim synem.
    Zapraszam http://natalie-forever.blogspot.com

  • majka

    Wychowywalam sie z toksyczna matka. Najgorszemu wrogowi nie zycze. Teraz mam tokksyczna tesciowa, ktora manipuluje swoim jedynakiem az przykro patrzec. Mimo mojego uswiadamiania- jak grochem o sciane, maz uwaza, ze przesadzam, czepiam sie, I w ogole zobacze jak to jest gdy sama bede schorowana siedemdziesieciolatka. Zal patrzec jak matka nim manipuluje.

  • L. B.

    Straszne to jest. Współczuję tym osobom, które muszą się mierzyć z takim zachowaniem. To wpędzanie w poczucie winy, to jest naprawdę okropne.

  • matka

    To coś o mnie, jak pozbyć się tego zachowania,co zrobić żeby złe myśli nas opuściły, jak żyć żeby dać spokój dzieciom.

    • Aga

      Terapia 🙂
      Ja mam toksyczną matkę, współuzależnioną od ojca alkoholika. A ja współuzależniona od toksycznej matki.
      Niestety na poczatku mojego macierzyństwa ( choć obiecywałam sobie, że nigdy nie będę) też miałam tendencję do takich zachowań. To było silniejsze.
      Dopiero terapie a zwłaszcza terapia dla osób współuzależnionych mi pomogła.
      Dziś jestem inną osobą i moja 14- latka powtarza mi co dzień, jaką jestem wspaniałą matką i jak bardzo mnie kocha
      🙂

  • Córka

    Pasuje i do matki i do teściowej. Help.

  • żeby pisać

    Czytałam kiedyś książkę Suzan Forward „toksyczni rodzice”. To przerażające, że takie zachowania mają miejsce. Tacy rodzice niszczą życie nie tylko dzieciom ale i sobie. Często nawet nieświadomie.

  • Matka na Szczycie

    Wg mnie relacja matki z córką zawsze jest relacją trudną, nawet, gdy wiele w niej miłości i zrozumienia.

  • Aga

    Nie mam takiej Mamy, ale za to mam taką teściową. I każdy punkt się zgadza z tym, jak traktuje mojego Męża, a swojego syna, który jest jedynakiem. 8 lat mi zajęło udowodnienie mu, co ona z nim wyprawia, dopiero na chrzcinach naszej córki, gdy zaczęła się na niego drzeć przy całej mojej rodzinie, spadły mu klapki z oczu. Teraz mamy okres obrażenia i milczenia. I nagle między Mężem a mną zaczęło się układać, przestaliśmy się kłócić. Teraz czekam, kiedy teściowa zacznie go znowu mamić pięknymi słówkami, bo prędzej czy później znowu się zacznie.

  • cheneelle

    Wygląda na to że trafiła mi się cudowna mama i toksyczny ojciec.Na szczęście się rozwiedli. Przez toksyczność ojca nie utrzymuje z nim kontaktu od 11 lat.I wiecie co? Znakomicie mi z tym.

  • Jagódka

    Dobrze jest mieć świadomość z kim ma się do czynienia. Dla mnie ten artykuł mógłby mieć tytuł Toksyczny Ojciec. Też kocha, ale w ten chory sposób..

  • Marzena Kud

    Bardzo rzetelny artykuł, sumiennie wyczerpujący temat:)

  • Meg

    Niestety znam to. Ja dziś po serii obrażających mnie zdań, na które śmiałam coś odpowiedzieć, usłyszałam: „za co Bóg mnie pokarał takim dzieckiem?”. Na szczęście jestem już na takim etapie, że takie teksty bardziej mnie śmieszą niż ranią.

  • Basia

    Też mam toksyczną matkę, która nawet nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo mnie krzywdzi. Przecież ona jest super!!! Wszystko jej u mnie przeszkadza, wszystko robię, mówię źle. Nigdy nie mam racji. Już nawet nie staram się jej do niczego przekonywać. Obrażona, że wyjeżdżam na rehabilitacją (mam rzs), bo ją „najlepszą” matkę zostawiam samą. Dzięki niej co jakiś czas „trochę” – jakieś 8-10 kg chudnę. Dwa lata temu wyrzuciła mnie z domu w święto bożego narodzenia, bo nie rozmawiam z jej kochanym wnukiem-udaje, że mnie nie zna. Musiałam wyjść, bo zagroziła, że się powiesi. Chyba zaczynam (a może już?) ją nienawidzić. I coraz częściej unikam spotkań, nie dzwonie – staram się żyć mimo wszystko szczęśliwie – z przyjaciółmi.

    • dorota

      Basiu, strasznie to smutne. Może Twoja mama nie potrafi sobie poradzić z tym wszystkim, co się dzieje w jej/Twoim życiu? Na pewno jej zachowanie jest niedopuszczalne

  • emma

    To ja tez sie przyłacze bo mam tokyczna matke i kazdy tu opisany element do niej pasuje.Na szczescie juz sie od niej wyprowadziłam, co nie przeszkadza jej dalej psuc mi krwi.Dla dzieci utrzymuje z nia kontakty, choc coraz czesciej sie zastanawiam czy warto.Ostatnio nawet mi powiedziała ze mam nie mówic do niej mamo( na szczescie juz te teksty jak ktos madrze u góry napisał juz bardziej mnie smiesza niz ranią), tylko dlatego ze moj punkt patrzenia w kwesti wychowania MOICH dzieci był inny niz jej. Polały sie łzy, były szantarze płacze i lamenty ale ja nauczyłam się stac twardo przy swoim, to jedyna broń na toksycznsc, inaczej sie nie da.

  • Paweł

    Toksyczne matki to niszczarki do dzieci niszczą ich jak tylko mogą podkresląjąc że ona jest matka urodziła cie i może. Nikt mnie nie przekona że ojców toksycznych jest wiecej od matek. Toksycznych matek jest od skurwysyna.

    Wiem co czujecie też mam toksyczną matke
    Podawajcie adresy zamieszkania matek będziemy wysyłać im miliony produktów kurierem wklejcie zdjęcia będziemy rozsyłać na całym internecie i opisywać je kim są będziemy wysyłać pogróżki pokazywać co sądzą o nich ludzie na internecie dawajcie imiona i nazwiska i nie czujcie wyrzutów sumienia. Trzeba je wykonczyc za to co nam zrobiły uwierzcie mi że to pomoże na 99% one są tylko cwane w swoich środowiskach sąsiadkach znajomych przy których psuli wam opinie nieustanie a ludzie są tępi i sie na to nabierają. Toksyczne matki boją sie ludzi wykształconych którzy mówią na głos o przemocy domowej unikają takich osob.

  • DDTM

    Trafilam tu 3 dni temu… co noc placze, dociera do mnie, ze mam toksyczna matke. Trafnosc 9/10…
    Jak moglam tego nie zauwazyc przez prawie 40 lat… ciagle fochy, szantaze emocjonalne, wbijanie w poczucie winy, krytyka na kazdym kroku, wciskanie pieniedzy mimo ze ich nie potrzebuje i ciagle „ja mialam trudniej”….

    i te wspomnienia z dziecinstwa… „dzieci i ryby glosu nie maja”. Do dzis jak cos mowie, przerywa mi bez ceregieli i wyglasza swoje zdanie, oczywiscie krytykujac mnie na kazdym kroku. Nigdy nie uslyszalam dobrego slowa. Marze zeby przynjmniej nie krytykowala, na to ze kiedykolwiek pochwali nie licze, takie cuda sie nie zdarzaja.
    Byla pielegniarka, czasami bywalam u niej w pracy i widzialam z jaka troska sie odnosi do pacjentow. Jak mialam z 10 lat zachorowalam na angine, bardzo mnie bolalo gardlo. Poszlam do mamy i mowie, ze bardzo mnie boli jak przelykam sline. I co uslyszalam? „To nie przelykaj, nie bedzie bolalo”… poszlam do pokoju i zaczelam sie zastanawiac, jak to jest, ze do obcych oblechow jest taka opiekuncza, troskliwa, dbajaca, a dla mnie jest taka zimna, opryskliwa, nieczula…. zastanawiam sie do dzis, ciagle nie znam odpowiedzi. Przy tej anginie zainteresowala sie mna dopiero jak zaczelam majaczyc z goraczki.
    Ja mam siedziec w swoim pokoju i nie przeszkadzac, by ona w spokoju mogla palic Carmeny…
    Teraz ma do do mnie pretensje, ze dla obcych np. Tesciowej potrafię byc taka mila a do niej jestem opryskliwa… heloł Mamo, to Ty mnie tego nauczylas… pamietasz pacjentow o ktorych tak dbalas i corke ktorej potrzeby zawsze olewalas? Bo musisz ugotowac, posprzatac, bo sa goscie, bo dziennik leci, bo…. wszystko inne?

    Ech, duzo mam do przepracowania, zeby wdrukowanych toksycznych zachowan na swoje dziecko nie przenosic…

    • dorota

      DDTM, strasznie przykro to się czyta….
      Na pewno ciężko o tym wszystkim zapomnieć, co się wydarzyło…. Jednak teraz jesteś dorosła. Możesz zadbać sama o siebie i uwolnić się od krzywd z przeszłości. Mocno trzymam kciuki, żeby to się udało!

  • Pati23

    Witam,
    Bardzo Ciekawy artykuł, dzięki niemu zrozumiałam co jest przyczyną mojego nieustającego cierpienia. Zacznę od tego że mam toksyczną teściową. Sama ma toksyczną matkę a żeby tego było mało, od wielu lat też nie utrzymuje kontaktów z własną teściową. Zaczęło się od tego że po urodzeniu dziecka stała się w stosunku do mnie zupełnie inna. Zaczęła mi dokuczać, pouczać, wtrącać się do wszystkiego, żądała spisania intercyzy po ślubie (ślub wzięliśmy gdy mała miała rok). zle traktuje moją rodzinę i moich znajomych. Zepsuła nam całe wesele podobno najważniejszy dzień w życiu Wiele razy w życiu mnie poniżyła przed innymi osobami. Najbardziej przykre jest dla mnie to że próbuje wciągać w swoje gierki moją półtoraroczną córeczkę, stawiając na pierwsze miejsce adoptowane dziecko jej córki. Jak mam wytłumaczyć swojemu dziecku że babcia kocha lepiej xxx? Ostatnio była sytuacja w której zadzwoniła do mojego męża prosząc o termin żeby spotkać się z małą. Razem ustaliliśmy że będzie to pewien dzień, gdzie mieliśmy załatwić pewne zaległe sprawy. Jak się później okazało szanowna teściowa zaprosiła swoją córeczkę wraz z jej „ukochaną wnuczką” tłumacząc że nie ma czasu bo musi gotować dla nich obiad, a przecież wcześniej ustaliliśmy że zawieziemy do niej naszą córeczkę. Wieczne obrażanie się i udawanie ofiary to jej typowe atrybuty. Na obecną chwilę nie wyobrażam sobie mieć coś wspólnego z tą kobietą . Podejrzewam że jej własna córka też jest toksyczna, teraz ma satysfakcje że to jej dziecko jest bardziej kochane. Szkoda mi tylko męża i córeczki bo wiem, że to co dzieje się teraz to początek prawdziwego piekła. Mam nadzieje że spełni się moje marzenie i uda nam się wyprowadzić gdzieś daleko od niej.

  • Kasia

    Czytałam opinie, że toksyczne matki robią nam krzywdę nieświadomie. Gdyby moja matka również toksyczna robiła to nieświadomie łatwiej by mi było z nią żyć. Wg mnie matki toksyczne robią to świadomie, jedno dziecko traktują dobrze a drugie gorzej (jakby byłyby nieświadome, wg mnie zachowywałyby się w stosunku do każdego dziecka tak samo). Niestety ja jestem jedyną córką i na wszystko jest argument bo jesteś dziewczyną… a co Wy o tym myślicie?

    • dorota

      Kasiu, myślę, że wiele mam w ten sposób chce paradoksalnie uchronić swoje córki, bo zwyczajnie wierzą, że kobiety mają gorzej, dlatego wymagają od nich więcej. Tak „hartują je”, przygotowując do życia

  • Qwe

    Dziewczyny czytam Wasze komentarze że lzami w oczach bo ja to przeszłam z obojgiem rodziców od dziecka słyszałam że jestem inna że zawsze muszę mieć swoje zdanie a ja tylko chciałam mieć prawo do własnych decyzji które nigdy im nie odpowiadały nawet wybór chłopaka czy koleżanki które były oknieodpowiednie dla nich nawet wybór kierunku studiów nie mógł pozostać w mojej decyzji. Rozpieprzyli mi niejeden związek bo zawsze albo brzydki, to za mały,że bez studiów obrzydzali do granic możliwości w końcu poznałam faceta o którym nie powiedziałam słowa i jestem z nim do dzis, pomógł mi uwolnić się z tego piekła w którym byłam tylko niewolnica bez prawa głosu, już od kilku lat pozostaje z nimi bez kontaktu. Postanowiłam że wyjadę za granicę i wtedy zostalam pobita przez własnego ojca, po czym usłyszałam że nie mam już prawa powrotu, co tylko utwierdziło mnie jak dobra decyzję wtedy podjęłam. Odzyskałam własne życie i nie utrzymuje kontaktu z rodzinka, bo nawet rodzeństwo się ode mnie odwróciło.

    • Rebeka

      Bardzo przykre. Jak przeczytałam, miałam zaraz ochotę zapytać, czy nie zgłosiłaś tego nigdzie, że zostałaś pobita. Ale potem sobie przypomniałam, że i w mojej „świętej rodzince” też dochodziło do rękoczynów i nikt nigdzie tego nie zgłaszał, a nawet nikomu na zewnątrz nie mówił… Jedyna szansa na wygraną z toksykami to zacząć żyć własnym życiem – coś, co na początku oni nazywali egoizmem, mówiąc, że „życie mi jeszcze pokaże”, ale gdy zobaczyli, że epitety nie działają, zmienili strategię na bardziej kulturalną. Myślę, że takie zachowania – manipulacja, obrażanie itd. – biorą się z tego, że toksyczni ludzie sami ze sobą nie potrafią sobie poradzić, są jak przerośnięte dzieci, których zaskoczyło tempo życia, a oni nie mieli czasu na myślenie (proszę zwrócić uwagę, że nasi rodzice wychowywali się jako „bananowa młodzież” w peerelu, a potem zrzuciła im się na głowę transformacja, nagle trzeba się było wziąć do roboty).

  • Anna

    Ja ograniczyłam kontakt z matką i mam wyrzuty sumienia. Z drugiej strony było to konieczne, bo jej ciągłe narzekanie i krytykanctwo mnie przytłaczało. Zrozumiałam, że moja matka jest dorosłą osobą i sama musi zadbać o swoje życie, nie mogę być jej „marionetką” do uszczęśliwiania, muszę zająć się sobą, a nie ciągle myśleć o niej jak o dziecku, które może sobie nie poradzi. Oczywiście obraziła się strasznie na mnie za to „odcięcie” i nadal mam wyrzuty sumienia, ale nie chce jej już wtajemniczać w swoje życie i sprawy, bo przynajmniej nie mam mętliku w głowie i poczucia, że robię coś nie tak, bo mama tego nie chce. Jest cholernie ciężko, bo jednak to moja mama, która się mną opiekowała (niestety tylko fizycznie…), ale chyba inaczej nie umiała.

    • dorota

      Aniu, bo zerwanie kontaktu z rodzicem to czasami jedyny sposób, żeby wytrwać, żeby poradzić sobie z sytuacją, jednak to również rozwiązanie, które przypomina odcięcie chorej nogi…Do końca życia pozostaną bóle fantomowe.

  • G.

    Cześć Wam, u mnie też się zgadza tak 9/10, ale chyba trochę inaczej przeżywam te ataki i „akcje” ze strony mojej matki. Tzn. opisane symptomy też mam (wszystkie), ale poza tym to się stawiam i z nią kłócę ciągle.
    Doroto, bardzo dobry artykuł i pozwolił mi uświadomić sobie parę rzeczy, ale zajrzałam tu też dlatego, żeby dowiedzieć się co zrobić.
    Nie chcę zrywać kontaktu, bo nie czuję że moja matka jest taka non stop, ale faktycznie często i o byle bzdety się na mnie wyżywa. Doroto, co jeszcze można zrobić w takiej sytuacji poza zrywabiem czy ograniczaniem kontaktu? A może Wy, Czytelniczki i Czytelnicy macir jakieś pomysły?
    Pozdrawiam Was wszystkich z miłością!
    G.

  • anna

    Matka mojej synowej nie potrafi zrozumiec ze ona jest dorosla i chce sama decydowac o swoim zyciu.ciagle ja poucza i za nic nie pochwali .synowa ma jezdzc dzwonic do niej co dzien. Jesli tego nie zrobi to uwaza ze sie nie interesuje ze moze umzec a one nie bedzie wiedziala.(matka mieszka z mezem i synem)teraz jak synowa zaczela sie buntowac to zapowiedziala ze chce wnuka na wekendy.synowa sie nie zgadza i powiedziLa ze ma odwiedzac wnuki kiedy chce ale u nie .wiec matka zagrozila ze pojdzie do sadu i sad jej przyzna wekendy synowa wiedzac jak toksyczna jes matka boi sie o syna.i juz sobie nie radzi namowilam ja na psychologa. Co jeszcze moge dla nie zrobic?

  • Anna

    Witam też mam problem z toksyczna matka,mieszkam razem i nie potrafię się uwolnić,proszę o radę,pomoc,wskazówkę,już nie daje rady,straciłam wiele lat,pomóżcie nie wiem co robic.Anna

  • Ania

    Ja rownież mam toksyczna mamę która sprawia mi mnóstwo przykrości . Bez przerwy krytykuje wiecznie niezadowolona nieszczęśliwa a przy jakimkolwiek zwróceniu uwagi czy postawieniu sie jej jest wielce zdumiona i kompletnie nie widzi u siebie żadnego błędu . Wpędza wszystkich dookoła w poczucie winy robi z siebie ofiarę i użala nad sobą wygłaszając głośno ze ona wszystko robi dla nas a tu zero wdzięczności … Gdzie mam szukać pomocy jak przestać sie tym przejmować i odciąć od tego ? Nie chce być przez to nieszczęśliwa przez całe życie .

  • Ina

    Wszystkie pkt. zgadzają się z tym jak zachowuje się moja matka. Ojciec jej przytakuje, chyba dla świętego spokoju. On też ma niektóre z podanych cech. Chciałabym ograniczyć kontakty, ponieważ po każdej wizycie w domu czuję się sponiewierana psychicznie, ale boję się, że zostanę sama. Mam 26 lat i nie mam jeszcze własnej rodziny, tylko kilka koleżanek, ale też niezbyt bliskich. Boję się, że nie poradziła bym sobie sama, bez rodziców, gdybym np. straciła pracę itp. Nie mam na kogo liczyć. Mój młodszy brat też dostrzega problem, ale jest ulubieńcem matki i chyba trochę lepiej to znosi. Choć to mądry chlopak i widzi, że w domu coś jest nie tak. Boję się też wyrzutów sumienia, nie potrafiłbym sobie sama z nimi poradzić. Towarzyszyły mi zawsze, gdy tylko robiłam coś inaczej niż matka chce.

  • toksycznamatka

    A toksyczna córka? Moim zdaniem jest to obustronnie toksyczny związek

  • Domulek

    Toksyczna córka nie powstanie bez toksycznej matki. Poza tym matce zawsze łatwiej postawić granicę

  • Gosia

    Czytam to wszystko i bardzo placze zgadza sie 10.Jestem ofiara toksycznej matki tyranki prosze o porade pomoc..Wyprowadzilam sie z domu wyjechalam za granice jednakze przez kilkanascie lat robila ze mna co chcoala bila,poniewierala,wyzywala,karmila na potege do okropnej otylosci z ktora walcze do dzisiaj,wszczynala okropne awantury prxy czym bila rowniez mojego tate.Wtraca sie wszedzie probuje ustawic moje zycie kazda osoba poznana w moim zyciu dla mojej matki jest nienormalna..Codziennie kaze mi sie meldowac dzwonic bo inaczej dostaje sms w ktorych pisze ze jestem niewdzieczna..Nigdy nie mialam ciuchow bo.mi ich nie kupowala.Od dziecka pracowalam ciężko.Mialam zakaz kontaktu z rowiesnikami.Siostre moja zaprowadzila sila na aborcję poniewaz siostra nie miala jeszcze 18 lat w rezultacie po kilku latach siostra popoelnila samobojstwo.Matka po kilku latach stwierdzila ze to przeze mnie.Mam 8 letniego syna rozmawiajac z nim przez telefon mowi. Twoja matka jest glupia..poucza mnie w co mam go ubierac jak wychowywac i kiedy jest u niej bardzo go karmi tak jak robila to ze mną..Mam ochote nie utrzymywac z nia kontaktu nie dzwonic alesyn cidziennie o babcie pyta chce rozmawiac jestem po rozwodzie wiec moj syn jakby najwiekszy kontakt ma z babcia ktira kocha..Prosze pomozcie napiszcie co mam robic..Nie moge pozwolic zeby jeszcze zawladnela zyciem mojego syna..

  • Gosc

    Gosia badz silna i nie pozwol aby odebrala Ci syna, ktory jest jeszcze maly i podatny na manipulacje. Jestes za granica wiec masz szanse bardzo ograniczyc wasze relacje a jak sie nie da uciac je. Nie pozwol aby Teoje dziecko wybralo babcie zamiast Ciebie bo do tego wlasnie to zmierza. Babcia ojca mu nie zastapi, nie ludz sie. To Ty musisz byc dla niego najwazniejsza osoba. Uwierz w siebie a ulozysz sobie zycie.

  • kaska

    Cześć. Widzę, że jest na wiele. Najgorzej , że stoję ja słup, by miec spokoj, swiety spokoj i z pokora wykonuje polecenia i wyslychuje krytyki. Przede mna wesele- nie pytajcie ile nocy przeplakalam przez moja matkę. Zniszczyla nasz dzien, ani ja ani Moj narzeczony nie cieszymy sie tym, chcemy to odfajkowac ja sie wyprowadze i spokoj. Choc obawiam sie ze wyprowadzka wiele nie zmieni. Wielokrotnie moj MAZ chcial zrobic z tym porzadek, ale ja go stopuje, dla swietego spokoju tj bez awantur i fochow. Obgaduje mnie do rodziny, bo juz nie ejstem sluzką – nojgorsze nie przez to, ze sie postawilam, a przez to, ze pracuje do wieczora. Jestem wsciekla na siebie i widze ile to kosztuje mojego narzeczonego – obawia sie, ze to sie nie zmieni i nie przetrwamy jako malzenstwo – a ja wcale mu sie nie dziwie, bo tez sie boje, czy dam rade odciac pepowine mimo stalych ponizan. Tak jest odkad pamietam, strach od dziecka, klamstwa, zeby dala mi swiety spokoj, raz nawet sie pocielam butelka jak wracalam ze szkoly, zeby sie zajela mna a nie 3ka z klasowki (bylam 5tkowa uczennica) oczywiscie to nie pomoglo, awantura i pas czekakl na wejsciu. Psychicznie ejstem uzalezniona od niej, nawet buty kupuje z mysla, zeby jej sie spodobaly. Nie umiem z tego wyjsc, wyprowadzka moze pomoze, ale nie zerwe kontaktow, to w koncu rodzina. Co dziwne babcia to wspaniala i ciepla kobieta, ktora sama nie wie, czemu jej corka taka jest. Ojciec biernie patrzy a czasem nawet jej broni.

  • tuśka

    Pani Doroto, proszę o komentarz. U mnie wszytskie punkty się nie zgadzają, ale są pewne inne zachowania, np. moje rodzeństwo – brat i siostra zostali przez mamę wsparci – brat dostał pieniądze na pół domu, siostra na samochód. Ja kiedy zapytalam czy mam pożyczy mi pieniądze na spłatę kredytu zostałam spławiona i określona jako osoba roszczeniowa. Kiedy studiowałam , wyjeżdzałam do Francji, kupiłam sobie nowe kapcie na targu za 10 zł, za karę za marnowanie pieniędzy na drogę dostałam chyba tylko 10 euro, co nawet w razie kłopotów nie starczało na drogę powrotną (jechcałam tam pierwszy raz). Teraz ma być wesele w rodzinie, tyle, że na drugim końcu kraju, drugi ślub z przyjęciem bierze syn siostry mojej mamy. Po rozważaniu stwieredziliśmy, że nie jedziemy. Dałąm znać cioci i powiedziała, że ok rozumie. Natosmiast matka zbulwersowała się i zaczęła wyjeżdżac z wyrzutami, że zrywam więzy rodzinne, że dbam tylko o dobry kontakt z rodziną mojego męża, że zeszłe lato kiedy się przeorowadzaliśm y (200 km od miejsca, gdzie mieszkają moi rodzice), siedziałąm u teścicy (tak mówi o mojej teściowej i strasznie mnie na nią buntuje). Moją siostrą tak nastawiła na teściową, że mają mega kosę, nawet nigdy nie byli u niej na święta, mimo że syn jej teściowej to jedynak. A jak powiedziałam matce , że narzuca komuś yjazd na wesele , i w ogóle inne rzeczy, to ona do mnie : jak ktoś śmie tak mówić (to akurat o weselu, na które pojechali tok temu brat i bratowa). Cały czs podkreśla, że za to , że ona dała lub może dać pieniądze, to należy się wdzięczność. Oczywiście często słyszeliśmy – wszyscy troje – brat i siostra, ze jesteśmy nieumioły i lepsze słowa. Tato jest stłamszony przez mamę, nie ma do dyspozycji swoich pieniędzy i w ogóle stosowana jest wobec niego od wielu lat przemoc psychiczna. ogólnie wymiana zdań z moją matką to jak kopanie się z koniem. Co mogę zrobić, żeby pomóc sobie i ojcu?

    • dorota

      Tuśka, ja na Twoim miejscu na pewno nie przyjmowałabym pieniędzy od swojej Mamy. Wiem, łatwo napisać, jeśli ma się potrzeby finansowe, kredyt, terminy…Wszystko rozumiem. Biorąc jednak pieniądze, szybko tego pożałujesz i myślę, że nie warto. Pomagać też trzeba umieć, a wszystko na to wskazuje, że Twoja Mama tego nie potrafi. Dlatego jeśli przyjdzie taki moment, że jednak będzie chciała pożyczyć, naprawdę mocno się zastanów. Co do wesela – jesteś dorosła, to Twoja decyzja i Mama nie powinna jej komentować, a na pewno nie w ten sposób. Pewnie Mama bardzo liczy się z opinią innych, zwłaszcza dalszej rodziny, dlatego chciałaby, żeby wszystko było idealne. Prawda jednak, że wesele to wydatek, a ślub na drugim końcu Polski wymaga również odbycia męczącej podróży.
      To, co mogę poradzić – nie tłumacz się i rozmawiaj z Mamą o przysłowiowej pogodzie. Nie dziel się swoimi problemami, troskami. Im mniej Mama będzie wiedzieć tym lepiej. Wprowadzając Mamę do swojego świata dajesz jej prawo do komentowania. Nie pozwól na to. Gdy Mama będzie Cię obrażać, czy sprawiać Ci przykrość powiedz stanowczo: „Mamo, nie chcę tego słuchać. Jeśli nie przestaniesz, wyjdę”. I tu najważniejsze – powiedz to raz, spokojnie. Jeśli Mama nie przestanie wyjść. Spotkaj się z Mamą ponownie za jakiś czas i postępuj w ten sposób do skutku. Nie daj się wciągnąć w pyskówki. Tylko konsekwentne działania pozwolą Ci zakończyć tego typu sytuacje. Powodzenia.

      • Tuska

        Dziękuję, czy moja matka jest toksyczna? Mam 35 lat i powoli zaczyna do mnie to docierać, zaczynam rozumieć, dlaczego mam mega niska samoocenę i totalny brak wiary w siebie:(

  • corka renaty

    mam taka matke – Renate, jeszcz e wodatku zajmuje sie coachingiem i poradami a sama zniszczylo rodzine i mnie jako corke. Ale to jest chory mozg takim osobom nic nie da sie powiedziec.

    • dorota

      Niestety często osoby zajmujące się tematami z zakresu rozwoju osobistego, psychologią mają mnóstwo osobistych problemów…Najczęściej sobie to uświadamiają…

  • Maja

    A może idzie ku lepszemu – mamy Internet, coraz więcej osób ma do niego łatwy dostęp, może dzięki temu coraz więcej zechce popracować nad sobą? Poza tym są kursy, warsztaty, terapie – mnie sie wydaje że grunt to uświadomić sobie istnienie problemu i zechcieć dokonać w sobie zmiany. Może większośc z takich osób podjęłaby się tego dowiedziaszy, że czyni źle?

    • Maja

      „Dopóki nie uczynisz nieświadomego świadomym, dopóty będzie ono sterowało Twoim życiem” – jak mądrze zauważył Carl Jung.

  • ona

    Mam pytanie, bo może to ja jestem jakaś dziwna…. Mieszkam za granicą, odwiedzam rodziców 2 razy do roku, zimą i latem. Czasem wypadają trzy razy, jak się zdarzy, że przyjadę na Boże Narodzenie. I jestem ok. 7 dni za każdym razem. Kocham moich rodziców. Nie miałam idealnego dzieciństwa, było w nim dość dużo agresji i braku doświadczenia rodziców. Ale teraz to się zmieniło. Moje podejście i ich. Pomagamy sobie, rozmawiamy często i jest dobrze.
    Jednakże na urlopie w Polsce jestem zmęczona psychicznie moją rodziną… Głupio mi to mówić, ale często jestem bardzo spięta, czuję każdy mięsień. Otóż wydaje mi się, że nadal traktują mnie jak dziecko a jestem prawie w połowie mojej 30-stki….Żyję samodzielnie, radzę sobie ostatnio dobrze jak nigdy. Najbardziej wkurzają mnie teksty typu ” nie jedz tylko dużo w mieście!”. Codziennie. Nie kupuj tego, nie jedz tego i tamtego. kiedyś mi wręcz planowali dni. Ale jednego dnia się zdenerwowałam i powiedziałam głośno, że ja tutaj też coś mam do gadania i akurat mam inne plany. Lubię mamy obiady, są pyszne, ale to też mój urlop, Biorę ze sobą pieniądze, nie wymagam gotowania dla mnie, sama czasem też coś ugotuję. Muszę się wręcz kryć z tym, że akurat miałam ochotę na Mcdonalda albo wpadłam na jedzenie do jakiejś knajpki, bo akurat miałam na to ochotę. Czy przesadzam??

  • pika

    Dosłownie czytam o mojej bratowej. Ciągle znęca się psychicznie nad swoją córką. Teraz obraziła się również na mnie bo ośmieliłam się stanąć po stronie dziewczyny. Jak sobie z nią radzić? Wiem że najlepsza byłaby terapia, ale jak ją do tego nakłonić, gdybym o czymś takim jej wspomniała ….. Nawet nie chcę myśleć co by się działo.

  • Emma

    Ja jestem alkoholiczka. Nie pijaca. Trzezwiejaca. Podczas terapii doqiedzialam sie ze wplyw na moje zycie miala matka. Jak sie okazuje, toksyczna. Nigdy tego w ten sposob nie postrzegalam.
    Umarl moj ojciec. Bylo nas czworo w wieku 8 do 19 lat. Matka zawsze powtarzala ze poswiecila sie dla dzieci..ja jej na to ze to „jej zasrany obowiazek” nas wyvhowac. Nie bylismy adoptowani. Gdy bylam w 2 ciazy powiedziala cos w tym stylu ze nastawilam sie na produkcje dzieci. Bedziesz jak tamta , patologia. Sama miala 26 lat majac juz 4 dzieci.
    Ale to zlo mniejszej wagi.
    Nie cierpi sprzeciwu i niedomowien. W sensie wy zgadnijcie o co mi chodzi. Ale wy mowcie mi gdzie jedziecie i co robicie. A jak nie …… to ja na was morde wydre.
    Przyszla do mojej corki pod pretekstem wywiedzenia sie czegokolwiek. Zobaczyla ze spi wiec sie wsciekla, bo nam nie wolno bylo w dzien spac, i rzucila batonem w jej glowe. I poszla. Tyle.
    Dodam ze moja corka jest pelnoletnia swietnie sie uczy i nie sprawia zadnych klopotow wychowawczych. Babci nie podoba sie ze do niej nie lata. Najlepiej z informacjami. Ale kto taka babke bedzie lubil?
    Najgorsze jest to ze to moja matka. Kocham ja. I chcialabym zeby zachowywala sie normalnie. A potrafi. Przy obcych potrafi.

  • Iwona

    Przykro mi to stwierdzić, ale artykuł idealnie pasuje do mojej mamy. Myślałam, że tylko moja taka jest, eh… aż serce boli jak to wszystko czytam, Moja mama jest identyczna. Ciągle wpędza mnie w poczucie winy, że jestem niewdzięczna i ciągle nic nie robię, a ona całe życie haruje na to żebym ja miała lepiej. Nie znosi sprzeciwu i odmiennego zdania. Ona zawsze ma racje. Kiedyś już nie wytrzymałam i wyprowadziłam się do mojego chłopaka, niestety okazało się, że to nie i musiałam wrócić do domu… wypomina mi to od 8 lat. A nie mówiłam… bo on był taki siaki i owaki, a Ty się puściłaś. Ja to z chłopakiem poszłam do łóżka dopiero po ślubie, a Ty się nie szanujesz. Teraz jestem juz z kimś innym i robi dokładnie to samo, ciągle krytykuje, że to leń i takie tam… Dała mi ultimatum, że po tylu latach związku to ślub albo się rozchodzicie. Gdy się zaczynam bronić i nie pozwalać na takie teksty to słyszę: zamknij mordę, jesteś dziwką, puszczalską, jeszcze nabierze Ci się wody w uszy. Wszystko robię źle, nie przypominam sobie żebym usłyszała jakieś dobre słowo lub pochwałę od niej Nikt nie jest idealny, ja też, ale takie słowa w życiu nie przeszły by mi przez gardło żeby powiedzieć do swojego dziecka. Dziś na przykład jak znowu mi wykrzykiwała różnie „miłe rzeczy” i zaczęłam się bronić , to powiedziała żebym przypadkiem nie przychodziła na jej pogrzeb tylko nasrała na jej grób. Zastanawiam się czy ja na prawdę jest taka niedobra??????!!!!!! Chciałabym razem usiąść, spokojnie porozmawiać, zwierzyć, ale niestety nie da się bo z czasem i tak wykrzyczy jak coś jej opowiem.Chciałam się dokładać do budżetu domowego żeby nie było wypominania, to usłyszałam: nie, nie, dopóki nas stać to nie trzeba, a za jakiś czasu juz wykrzyczane i wypomniane, że ja o opał na zimę się nie martwię, ona musiała w zimę jechać do lasu, a ja kupiłam sobie kostium za 30zł i już myślę o kolejnych wakacjach. Mój brat też kiedyś wyprowadził się z domu, nie powiedział o tym, że planuje bo wiedział jaka będzie reakcja, tylko spakował się i wyszedł. Tego roku gdy się wyprowadził nie przyjechał na wigilię, to potem mi powiedziała, że to była moja wina, że nie przyjechał. Możecie sobie tylko wyobrazić jak można poczuci się po takim tekście. Gdy jej to za jakiś czas przypomniałam jak powiedziała, to oczywiście wszystkiego się wyparła. Pretensje o wszystko… o ja niewdzięczna i podła… Gdy ja do niej dzwonię to słyszę: haloo, ale takim tonem głosu, że najchętniej odłożyłabym słuchawkę, a gdy dzwoni ktoś inny, to jest milutka i tekst: cześć, co słychać… Przykłady można mnożyć, serce pęka z bólu i łzy same płyną eh… Wyprowadziłabym się do mojego chłopaka, ale on mieszka 300km ode mnie i obawiam się jak to będzie z pracą. Kocham swoich rodziców i na prawdę jestem im wdzięczna, ale ja chcę żyć po swojemu i człowiek chce się uczyć na swoich błędach. Oni nie przeżyją za mnie życia, ani za mnie nie umrą. Czuję się zaszczuta, czasami nie chce mi się żyć. Brakuje mi jakiegoś wsparcia żeby to wszystko zmienić. Przepraszam za tak chaotyczne pisanie, ale musiałam się gdzieś wyżalić.

    • dorota

      Iwono, wiem, że możesz to różnie odebrać. Ale wyprowadź się, usamodzielnij. Nie czekaj ani chwili dłużej. Nie możesz pozwolić sobie na takie traktowanie. Ja rozumiem stres, praca, pieniądze, ale uwierz, tak będzie lepiej. Gdy spojrzysz na sytuację z perspektywy, sama dojdziesz do takich wniosków za jakiś czas.

  • Gloria

    Pytanie do wszystkich,czemu mentalnie nie odcinacie się od tego co robią i mówią,czemu podswiadomomie czekacie na ich zmianę,czemu boicie sie pójść własną drogą-szukacie ciągle akceptacji swoich decyzji,chociaż przez tyle lat wiecie,ze to niemożliwe. Boicie sie,ze wam nie pomogą,chociaż tyle ludzi nie ma fizycznie rodziców i żyje. Raz lepiej raz gorzej,czasem skromniej. Większość z nas miało takich rodziców,bo oni wnieśli to z domu własnego. Ale dali nam życie i jak mamy nim zarządzać sami to się boimy.Znam temat z autopsji. Z Mamą sobie poradzilam,z teściową nie,mój mąż nie zrozumiał i nie rozumie tematu,więc małżeństwo nie przetrwało. Nic nie jest proste,ale stancie obok o przyjrzyjcie się z perspektywy obserwatora,wtedy prościej.

  • Kate

    Tez mam toksyczną matkę, przykre, żyjemy razem , mam 8 letniego syna, dochodzę do wniosku że jest toksyczną matką i babką. Nie potrafi rozmawaić spokojnie, tylko wrzaski, wypominania, mojego synka traktuje jak mnie kiedyś jak byłam dzieckiem. Czasami zastanawiam czy ona w ogóle ma wgląd w to co mówi, jakie słowa wychodzą jej z ust, ale nie, nie ma żadnej refleksji ze to rani, ona jest najważniejsza. Jak jest odpowiedz kontra to wrzaski i fochy. Mam jej dość. Dość takiego swojego życia i dość takiego życia jakie funduje mojemu synkowi. Chce się od niej uwolnić ale dopada mnie poczucie winy wobec niej- i tu jest odpowiedz- toksyczne relacje. Do jej śmierci albo mojej. Nie potrfaię się od niej uwolnić. Strasznie to trudne…..

  • Marija

    Artykuł opisuje dokładnie moją sytuację. Doświadczyłam wszystkiego co jest w nim opisane. Obecnie zajmuję się medytacją i zgłębiam tajniki buddyzmu. To pomaga mi bardzo znaleźć siłę i prawdziwą świetlistą radość kreowania swojego życia. Czuję po raz pierwszy w życiu że naprawdę, naprawdę mam wpływ na jego jakość! Mogłabym pisać jeszcze dużo na temat radości jaka płynie z poczucia wolności wyboru, wyboru kształtowania swojego życia, z poczucia nieustraszoności, które bardzo pomaga podejmować decyzje. Naprawdę. Niestety jednak z moją mamą kontaktu konsekwentnie mniej lub bardziej ale unikam. Mieszkam za granicą, to ułatwia odcięcie się. Mimo to dostaję toksyczne mejle, na które już nie reaguję.

    Nie wiem jednak czy to dobra droga. Ale być może rok przerwy w kontaktach (już 3 miesiące bez skajpowania zaliczyłam) naprawi sytuację. A może pogorszy, bo jej poczucie zranienia wzrośnie. Powiedziałam 3 miesiące temu, że potrzebuję czasu dla siebie itd. Niby okej, ale po chwili znowu toksyczne zagrywki. Czyli nie uszanowała ponraz kolejny mojej decyzji. Raz tylko odpisałam w ciągu 3 miesięcy dłuższy tekst, że jestem obecnie bardzo szczęśliwa i nie wiem czym ona się martwi. Oczywiście dostałam tekst toksyczny, którego nawet całego nie czytałam. Niestety moją siostrę ściągnęła na swoją stronę i teraz obie trzymają sztamę, co na pewno ich nie uszczęśliwia, ale są przekonane że robią dobrze.

    Nie mam ochoty już główkować jak sobie z nimi poradzić. Mam prawie 32 lata i dość już mam oczekiwania od mamy, siostry, że się zmienią, że przestaną osadzać i zaakceptują mnie taką jaka jestem, a może nawet zaczną się cieszyć że mają mnie w rodzinie, widzieć mnie jako wzbogacenie ich życia i promieniującą pozytywną, czystą,świetlistą energią. Jedynie ja się mogę zmienić, co właśnie czynię. Tyle że potrzebuję do tego wolności, a ta sytuacja przerasta moją mamę.

    Ale ja nie jestem odpowiedzialna za jej szczęście. Życzę Ci Mamo, odkryj szczęście w sobie. Potrafisz być szczęśliwa. Wiem to i tego też doświadczyłam. I Ty, Droga Siostro, również. Z jakiegoś powodu o tym zapomniałyście. Bardzo Was kocham i wiem, że będziemy sobie służyły ciepłem, akceptacją, życzliwym zainteresowaniem, pełnym szacunku traktowaniem. Bez osądzania. Za tonz podkreśleniem tego, co w nas dobre, by to piękno w nas rozkwitało gdy się widzimy. A może już tak jest? Może wystarczy tylko spróbować?

  • Anita

    Witam,
    Przeczytałam ten artykuł oraz komentarze i się przerazilam. To znaczy ,że jestem toksyczną matką. Mój mąż tak naprawdę nigdy nie brał udziału w wychowaniu córki bo zawsze miał inne rzeczy do zrobienia. Często przy córce mnie obrażał. To ja przez 28 lat małżeństwa zawsze pierwsza wyciagalam rękę na zgodę a on z wielką łaską ją przyjmował. Nigdy przy córce mnie nie przeprosił bo nie miał za co . Ok.pracował ,nie pije, pomagał i pomaga w sprzątaniu. Tak oczywiscie to są Jego plusy. A co ja oprócz etatu ,dom ,sprzątanie. Od małego starałam się w córce rozwijać jej zainteresowania,siedziałam przy lekcjach, rozmawiałam.Teraz okazuje się ze jestem toksyczna bo powiem mojej osiemnastoletniej córce ,że nie podoba mi się jej makijaż, że jej sylwetka raczej nie umożliwia noszenia niektórych fasonów ubrań. To ja proszę aby się uczyła ,bo jest zdolną dziewczyną. Nie musi być przymusem, bo tego od Niej nie oczekuję. To ja proszę aby posprzatala swój pokój i proszę o pomoc czasami w kuchni, bo sama się na e domyśli aby to zrobić.To ja proszę a raczej wymagam aby nie wloczyla się gdzies i nie przychodziła pod wpływem alkocholu.
    To ja czasami w złości coś powiem czego później żałuję ale ja przeproszę. Córka nie ma mnie nigdy za co przeprosić bo uważa że nie ma za co.A teraz się okazuje ze muszę iść na terapię bo jestem toksyczna .

  • Beata

    Mam 51 lat, dwie dorosłe córki i wspierającego męża. Jestem córką toksycznych rodziców. Świadomość relacji, w jakich dorastałam, pojawiła się po ukończeniu studiów i gdy założyłam własną rodzinę. Niepokojącą prawdę odnalazłam w słowach
    S. Forward: „Toksyczny system rodziny jest jak łańcuch pojazdów w karambolu na autostradzie – produkuje jedną spaczoną generację za drugą.” Zaczęła się trudna praca nad samą sobą. Trwa ona nieustannie. Jestem przekonana, że moim toksycznym rodzicom „zawdzięczam” świadomość, jak nie postępować w stosunku do moich dzieci, aby czuły się ranione. Bardzo się starałam i czynię to nadal. Nie jest to łatwe. Kiedyś usłyszałam z ust moich dzieci: „Mamuś, ty jesteś inna niż babcia”.
    Chyba coś mi się jednak udało…

  • Joanna

    Witam. Mam 47 lat. I jestem córką toksycznej matki. 10/10 punktów z tego artykułu to moja mama. Uświadomiłam sobie ten fakt chyba 4 lata temu jak przeczytałam książkę S.Foward „Toksyczni rodzice” zrozpaczona po kolejnej awanturze. Z całego serca polecam lekturę wszystkim zagubionym. Analizując przypadek mojej mamy to z perspektywy czasu widzę, że ona sama jest właśnie córką niezwykle toksycznych rodziców, którzy kompletnie wypaczyli jej osobowość. Bita, upokarzana psychicznie powieliła zachowania na swoim dziecku — na mnie. Uświadomienie sobie tej relacji to pierwszy stopień. Walczę na co dzień o przetrwanie. O wszystko. O te 10 punktów z artykułów. Niestety. Ciągle ma wyrzuty sumienia. Jestem od niej uzależniona. Sytuacja sprzed godziny – bardzo chcę jechać z mężem na wycieczkę do innego miasta i wiedząc, że ona się dowie, że jej nie zaprosiliśmy i się obrazi dzwonię jak ta głupia z propozycją wycieczki. W duchu modlę się żeby odmówiła. Ona się kryguje kilka minut, ja nalegam (z bólem żołądka) i mama oczywiście się zgadza, a ja zaczynam modlić się o deszcz żeby nie jechać. Łatwo pisze się porady, ale jak realnie wyjść z tych relacji? Jest coraz gorzej. Ona jest coraz starsza i jej charakter daje się coraz bardziej we znaki. Co robić? Mieszkam w małej miejscowości. Nie stać mnie na psychoanalityków.

    • dorota

      Tak, to ważna cecha, toksyczne matki wychowują toksyczne córki, które potem są toksycznymi matkami. Dlatego tak ważne jest, by znać ten mechanizm…

  • Rocksett

    Bardzo dobrze to znam. Te podpunkty prawie całości pasują do mojej mamy. U mnie jednak jest trochę inaczej niż wy piszecie. Moja matka całe życie opiekowała się nami sama. Ojca wiecznie nie było a jak już to po to żeby na nas nawrzeszczeć. W końcu matka nie wytrzymała i na szczęście rozwiodła się. Myślałam że to koniec koszmaru, że będzie lepiej. Stało się inaczej. Moja matka pamicznie boi się utraty mnie, robi więc wszystko by mnie nie stracić. Zawsze była nadopiekuńcza i wyręczała mnie w wielu rzeczach. Później gdy dorosłam nagle zaczeła ode mnie wymagać zrób to czy tamto bo mnie nie ma nie am rady tego zrobić. I co? I okazało się, że sobie nie radzę z wieloma rzeczami bo nikt mnie tego nie nauczył. Zaczęło się więc czepiamie i robienie ze mnie niepełnosprawnego dziecka. Wmawianie mi że nie dam rady lepiej jak ona to zrobi. W związku z tym ustawia mi życie. Szuka dla mnie pracy, szkoły itd. Doprowadziła swym zachowaniem do tego, że każda decyzja jaką podejmuję jest w oparciu o matkę. A więc robię przed nią wszystko to co ona chcę. Dzisiaj mam 23 lata. Kończę studia takie jakie zaakceptowała moja mama. Pracy nie mam bo studia najpierw miszę skończyć. Znajomych nie mam bo wszyscy mają mnie za wariatkę. Iedy chcę wyjść z domu to zawszę muszę zdać całą relacje dokąd idę kiedy wrócę no i po powrocie powiedzieć co robiłam. Niby pozwala mi wychodzić ale to wszystko to gra. Kiedyś wydzwamiała do mnie po 20 razy bo martwi się. Teraz nie robi już tego. Teraz ma nową strategię. Nie odzywa się wcale. Ale jak tylko nie wrócę do domu przed 21.00 to zaraz akcja. Telefony do mnie po znajomych jak ma numery do nich, telefony na policję bo mogłam zaginąć. Jak już wrócę do domu to zastaję matkę często leżącą i umęczoną bo zamiast poczekać na mnie musiała ogarnąć sama wszystko w naszym wielkim i dookoła niego. Nie ma siły wstać. W ten sposób pojawiają się wyrzuty sumienia. Często udaje chorą żebym tylko została z nią w domu. Kiedy się buntuję to twierdzi,że to ja mam problem nie ona. Nie przyjmuje nic do wiadomości. A ja nie umiem się z tego uwolnić. Ciągle mam obawy że jak to zrobie to ona coś sobie zrobi, że nie zniesie straty i np. Popełni samobójstwo. Boję się zwłaszcza, że jest po . nie wiem co robić. Nawet jeśli jestem świadoma tego co dzieję się to nie umiem odciąć tej pempowiny. Jak żyć pomimo wyrzutów?

  • Marek

    Też powylewam swoje żale.
    Moja matka jest na tyle rasistowska, że największy szacunek ma głównie do jasnookich ludzi.
    Tak się składa, że ja mam brązowe tęczówki i traktuje mnie niepoważnie.
    Całe życie ma do mnie podejście jak do niedorozwiniętego.
    Ale mam świadomość, że nie uda mi się tego zmienić.
    Jest osobą chorą na tym punkcie i szalenie zawiedzioną, że nie jestem blondynem o jasnych oczkach.
    Co gorsze jestem jedynakiem i wychowałem się bez ojca.
    Rezultat?
    Niska samoocena, brak powodzenia u kobiet i na płaszczyźnie zawodowym.

  • Mi

    ‚Toksyczna matka nie jest niekochajaca’ – tu jest falsz, bo toksyczne matki to czesto osobowosci narcystyczne, czyli kochaja wylacznie siebie. Moja matka urzadzila mi pieklo na Ziemi, a jak skonfrontowalam sie z nia po latach, bo chcialam wyjsc z depresji wybaczyc itp, to zobaczylam tylko zlosliwy usmieszek i prosto w oczy powiedziala ‚Wiem, ze taka jestem i co mi zrobisz?’. W tym momencie wiedzialam,ze sa osoby na wskros zle ktore doskonale wiedza co robia. Moja matka bla najszczesliwsza jak udalo jej sie doprowadzic mnie do lez, to byl zawsze jej moment triumfu, niewazne,czy mialam 8 lat czy 28. Potrafila tak klamac i manipulowac,ze myslalam,ze mam sama cos nie tak z glowa, az zaczelam dokladnie zapamietywac szczegoly, sytuacje, uzywalam logki przeciwko niej, bo jesli myslisz logicznie i masz dobra pamiec, do zaden klamca nie wcisnie ci kitu, ani nie zmanipuluje. Musialam to robic juz jako dziecko, bo po prostu oskarzala mnie o zmyslone rzeczy zeby mnie karac. Jak jej udowodnilam,ze to niemozliwe,zebym ja cos zrobila, bo np bylam w tym czasie w szkole to i tak mnie karala za to,ze jestem bezczelna, kompletnie nie robilo jej,ze zdemaskowalam jej klamstwo, bo wiedziala od poczatku ze to tylko taka gra z klamstwem w tle…. Przeszlam pieklo na Ziemi i dopiero poczulam ulge jak zaczelam czytac o toksycznych matkach, one sa jak klony, te same tricki, te same numery. Pomoglo tez to,ze wiem juz ze NIE MUSZE niczego wybaczac, bo z tym sie latami meczylam, chcialam wybaczyc i zapomniec. Ale potem pomyslalam ile mam wybaczac, przeciez ona sie nie zmienila, ma w d moje wybaczenie, mam je j wybaczac jak, co miesiac czy co tydzien… I to mnie uwolnilo, nie musze wybaczac, nie jestem jej nic winna, nie musze do niej wydzwaniac ani sie o nia martwic. Ona sobie w piekle poradzi, poustawia wszystkie diably w rownym rzadku.Ograniczylam kontakt i zaczelam zyc, ale nawet jak z nia rozmawiam co pare miesiecy to pozniej musze sie psychicznie zbierac po jej szpilach. Kazda rozmowe zaczyna od wzbudzania we mnie poczucia winy a konczy sugestiami jakie to ze mnie ludzkie zero, bo nie mieszkam z nia zeby jej uslugiwac.

    • dorota

      MI, rzeczywiście nic nie musisz…Pewnych rzeczy pewnie nie da się wybaczyć…choć wybaczenie jest o tyle dobre, że pozwala pozbyć się przykrych emocji. Wybaczenie to nie zapomnienie…

  • Joanna

    moja historia jest tak bardzo podobna do Waszych … Tyle, ze ja mam juz 34 lata i dopiero teraz stawiam granice mojej matce. Bardzo chciałabym sie od niej uwolnić raz na zawsze, odciąć, nie spotykać jej juz nigdy, moim największym marzeniem jest sie od niej po prostu wyprowadzić , tyle , ze to musi jeszcze trwać pare lat … Czuje jak wysysa ze mnie życie , moja energię , to co było we mnie najlepszego . Jestem wrakiem człowieka , a to wszystko jej wina. Zwyczajnie czuje do niej złość , niechęć, a nawet oobrzydzenie . Nie jestem w stanie wymienić co złego mi zrobiła, bo to temat rzeka . Począwszy od lat dzieciństwa po teraz kiedy mam juz swoje dziecko . Czasami mam wrazenie, ze ona powinna sie leczyć psychiatrycznie , tak sie zachowuje. Nie jestem w stanie namnożyć ile krzywdy mi zrobiła . Ale juz postanowiłam : wyprowadzam sie wkrotce i nigdy sie juz nie odeżwe , nigdy!!! Szklanka wody nie z moich rąk.

    • dorota

      Joanno, przykre to…Dlaczego nie możesz już teraz się wyprowadzić? Może uniezależnienie się pozwoli Ci zbudować tą relację na innych fundamentach?

  • xyz

    mam 16 lat nie wiem co w tej sytuacji zrobić.te 10 punktów to dokładnie to wszystko co przeżywam na co dzień, boli mnie to nie mogę nic z tym zrobić moja matka mówi, że nie dostaje szacunku jednak ja też go nie dostaję, mówi że jestem niewdzięczna, że inne dzieci są lepsze ode mnie, mówi mi że źle wyglądam bo przecież moje koleżanki są jak z obrazka, mówiąc jej o tym co czuję ona twierdzi ze to własnie ja jestem egoistką myślę tylko o sobie. dlaczego tak wiele razy jestem obwiniana za głupoty np. zjedzenie czegoś. Ma pretensje o moich znajomych więc nie wychodzę z nimi, jak nie wychodzę mówi że jestem chamska dlatego nikt mnie nie lubi. Boli mnie to strasznie jak chce iść się ”wybawić” (chodzi o małe koncerty i festiwale) ona mi nie pozwala z ”miłości” bo się o mnie ”martwi” a tak naprawdę martwi ją to co inni pomyślą i zazdrości tego że sama takich rzeczy nie miała . Moje zdanie się nie liczy. Naprawdę jestem w kropce nie mam pojęcia co robić ona się nie zmieni, nawet po rozmowie na ten temat wyśmiała mnie i powiedziała że ja się jej nie odwdzięczam. Nie zna moich pasji ani nie chce mnie w nich wspierać ”bo w moich czasach takiego czegoś nie było i żyłam więc po co ci to?” to mnie boli najbardziej nie zna swojego dziecka a twierdzi ze jest odwrotnie. Chce opanować jakiś nowy język ” to zapłać i załatw samochód to będziesz się uczyć”. To jest straszne sądzę, że prędzej czy później zerwę z nią kontakt jednak do tego jeszcze 3 lata…

  • Alan

    Byłem w związku z kobieta, która wolała 1 dzień w tygodniu wolny dla nas spędzić na obiedzie niedzielnym podczas którego panowała atmosfera beznadziejna- ta rodzina w ogóle nie rozmawia ze sobą. Obied trwa 4 h plus ciasto, kawa, Uwierzcie, ze matka mojej kobiety potrafi zarzucić facetowi, ze nie pije wódki kiedy przyjechał autem, uzna partnera córki za największe zło i bedzie robić absolutnie wszystko żeby codziennie powtarzać swojej córce, ze ten facet jest najgorszy z najgorszych i powiem Wam więcej, ze partnerka zaczyna w to wierzyć. Kiedy poprosiłem żeby porozmawiała z matka, jak pózniej mi powiedziała skończyło sie totalna awantura rodzinna. Mimo ze odizolowała sie czasowo od matki codziennie widać bulo ogromna tęsknotę za rodzina. Frustracje przelewała na mnie bo jak sie domyślam ma wpisane do głowy ze matka jest najważniejsza i nikt inny. Byla na każde jej zawołanie, czasem zwalniała sie z pracy żeby zadbać o dobre samopoczucie matki. Na początku tak bardzo tego nie widać ale każdy krok do usamodzielnienia mojej byłej był okupiony wojna i aroganckim zachowaniem. Była kobieta po kilku rozmowach ze mna powiedziała jedno ona i tak bedzie do nich jeździć mimo to ze jej i mnie tam nie szanują bo jak powiedziała-rodzina jest najważniejsza. Było za dużo kłótni i nie zgadzałem sie na moje wyjazdy do tej „rodziny” ale wywierała naciski na mnie abym to robił. Odpuściłem wyprowadziłem sie bo już w końcu zrozumiałem ze ani nie chce iść do psychologa i nic z tego nie bedzie. Już całe szczęście osobno. Życzę jej partnera, którego zaakceptuje matka bo to i tak wszystko od niej zależy w jej życiu ale mam świadomość ze nie ma takich ludzi. Jej matka rozwali wszystko w pył a ona na to pozwoli bo tak ci ludzie maja. Pozdrawiam i każdemu radzę uciekać bardzo szybko z takiego układu.

    • dorota

      Alan, to bardzo przykre, co piszesz…W związku partner powinien być na zdecydowanie lepszej pozycji. Niestety wszystko wskazuje na to, że Partnerka nie dała Ci wyboru…Dlatego skończyło się tak, a nie inaczej

  • Alan

    Ludzie tu piszą o rade ja powiem Wam jakie rady albo miękkie serce albo twarda pupa. Zagryźć zęby i uciekać. Absolutnie nic innego. Takie moje odczucia bo zniszczycie sobie życie a żyje sie tylko raz

  • meg

    Alan,
    Nie uwierzysz ale dokladnie takie pieklo ja przeszlam przez dlugi czas …. bylam partnerka doroslego, ale nie dojrzalego dziecka i skonczylo sie podobnie. Bolalo- bardzo bolao, ale on wybral matke – a intryg, wyzwisk i ublizen co do mojej osoby oraz moich bliskich – ktorych nawet nie znala nie jestem w stanie tutaj przytoczyc. On niestety uwierzyl …. ale boli jak dziecko – dorosly mezczyzna wierzy w rzeczy ktore nawet nie mialy miejsca. Wazniejsze bylo to , ze sprzeciwilam sie i tym sprzeciwem do obelg i wyzwisk – uslsyszalam ze nie wolno mowic prawdy, nie wolno sie sprzeciwiac.
    Historia nadaje sie na film – ale zyc trzeba dalej….. JEdyna madra lekcja to niestety odejsc bo mimo milosci – nawet najwiekszej taka osoba nigdy nie odetnie sie od toksycznej matki…. ktora nigdy nie zaakceptuje, nawet mimo udawania i stawania na rzesach.

    Wierze, ze ciezko mnie tez nie jest latwo ale to najmadrzejsze co mogles zrobic dla samego siebie

  • Melja

    Moja matka nie radzi sobie sama ze sobą, od zawsze. Od zawsze tez podkreślała ile dla mnie zrobiła jak w wieku 4 lat byłam w szpitalu i groziła mi utrata wzroku. Jak sie poświęcała szukając dobrych lekarzy i ile zdrowia ja kosztował mój pobyt tam. A potem było jeszcze gorzej, bo ja dużo chorowałam … przeziębiała sie po prostu. Matka twierdziła, ze to przez pobyt w szpitalu mam tak niska odporność i przez podawane mi tam leki oraz sposób leczenia medycyny tradycyjnej. Dlatego od kąd pamietam byłam leczona jedynie lekami homeopatycznymi i ziołami. Anginy ciągnęły mi sie tygodniami, do tej pory mam pamiątkę w postaci pozdzieranych strun głosowych od ich nadwerężania przy wiecznie chorym gardle. Nie wspomnę juz o ciaglym bólu, ktory matka kazała mi wytrzymywać. Podczas choroby bolalo mnie wszystko, bo leki przeciwbólowe były zabronione, jako bardzo szkodliwe dla organizmu. Na niektóre zioła reagowałam odruchem wymiotnym, wtedy zatykała mi nos, żebym je wypijala. Jak byłam chora, nieważne czy z gorączka czy bez, musialam leżeć cały czas w łożku, tygodniami. Pamietam do dzis jak z rozpacza patrzyłam na dzieci bawiące sie w zaspach na śniegu …tylko przez okno … Uwielbiałam szkole i dzieci. Ale ponieważ chorowałam, to byłam wysyłana do babci na całe miesiące. Babcia była nauczycielka i przerabiała ze mną wszystkie lekcje, a sprawdziany zaliczałam pózniej w szkole. Jak tylko zaczynało bolec mnie gardło to bałam sie powiedzieć o tym mamie. Miałam poczucie winy sięgające Everestu „znowu sie załatwiłaś a ja mam teraz koło ciebie latać!” Słyszałam. W szkole dzieci mnie wytykały, ze nie chodzę do szkoły a mam same piątki. A ja mimo to jakoś potrafiłam sie z nimi zaprzyjaźnić i bawić, uwielbiałam byc wśród rówieśników. Pewnie dlatego, ze większość dzieciństwa przesiedziałam w domu sama lub ze starymi dziadkami. Zamykałam sie w swoim świecie wyobraźni, książek i fantazji. Byłam bardzo grzecznym dzieckiem. Dużo pomagałam w domu. Od małego miałam swoje obowiązki i była za wiele rzeczy odpowiedzialna. Od wieku chyba 13-14 lat zauważyłam, ze to ja jestem chyba bardziej odpowiedzialna od mojej własnej matki. Zawsze sie o nią bałam, ze sobie z czymś nie poradzi, albo, ze sobie coś zrobi. Miałam byc jej służąca od wykonywania rozkazów i uszczęśliwiania. Ponieważ matka była notorycznie nieszczęśliwa. Ja byłam wychowana na niewolnika, ktory nie zwraca uwagi na swoje potrzeby i pragnienia. Ojciec nie miał nic do gadania i robił co kazała. Ostatecznie to ona go zostawiła i wtedy dopiero sie zaczelo … Wmówiła mi, ze to wszystko jego wina, a ja zerwałem z nim kontakt na długie lata. Musiałam jej bezkrytycznie słuchać i wykonywać wszystkie polecenia, wierzyć, ze jak matka mówi, ze żółte jest czerwone to tak własnej jest. Wieczny chaos w głowie, brak poczucia własnej wartości, zagubienie i poczucie wewnętrznego napięcia, to była moja codzienność. Całe liceum cierpiałam na bulimię, a ona tylko robiła mi awantury „jak chcesz żygać to zygaj, ale ja nie bede bez sensu na jedzenie pieniędzy wydawała!”. Potem były papierosy i alkohol, zeby nie myślec, zeby chociaż na chwile pozbyć sie tego wewnętrznego napięcia. Matka udawał, ze nie widzi. Nigdy tez nie umiała zadbać o siebie i swoje życie. To wszystko przez zle osoby wokoło – w tym mnie, która ja denerwowała, przez która nie mogła spać po nocach po najmniejszej oznace mojego nieposłuszeństwa. Wieczne kłamstwa, manipulacje. I moje poczucie winy i brak poczucia szczęścia, bo jak moge byc szczęśliwa, kiedy matka tak cierpi… Moze namowie ja na terapie? Moze coś do niej dotrze? Moze to jednak ja sie pomyliłam? Co jest ze mną nie tak, ze taka jestem pokręcona … Tysiące pytań i straconych lat. Czekałam wciąż na zmianę, naiwnie marząc o mamie jaka zawsze chciałam mieć. Wyprowadziłam sie jak miałam 19 lat, ale emocjonalnie wciąż byłam niewolnikiem. Skończyłam studia, znalazłam prace, w której nie osiągałam wyników na miarę moich możliwości, bo nie umiałam o siebie zawalczyć, ciagle byłam zastraszona ofiara. Kilkanaście związków bez przyszłości, z facetami, którzy mną poniewierali. W tym czasie długa i bolesna terapia. Kiedy ja leczyłam sie z depresji ona oznajmiła, ze ma raka … Balam sie o nią strasznie, bo o siebie nigdy sie nie troszczyłam. Potem okazało sie, ze jej rak to wymysł. Ograniczyłam z nią kontakt do minimum. Po kolei zrywałam ze wszystkimi nałogami. Przestałam brać psychotropy, palić, nadużywać alkoholu. Nie wiem skąd znalazłam w sobie na to sile. Bo byłam z tym sama. Ale robiłam to krok po kroku. Udało mi sie spotkać wspaniałego faceta. Kiedy byłam w zagrożonej ciąży znów wymyśliła chorobę i zadręczała mnie telefonami. Kiedy wyszło na jaw, ze znów kłamie coś we mnie pękło. Nie rozumiem jak mogła narażać moje nienarodzone dziecko…. Ona w ogóle nie rozumie z kolei tego, co mi zrobiła. Jakie mi piekło zgotowała. Próbowałam z nią o tym rozmawiać, ale jak grochem o ścianę. Przecież ona mnie tak kocha i wnuczke tez! To ja jestem jakaś nienormalna, w końcu leczyłam sie psychiatrycznie ….

  • Krzysztof

    Przeczytałem artykuł. Muszę z przykrością stwierdzić, że u mnie wszystkie punkty się zgadzają.
    Wszędzie pod podobnymi publikacjami (nie tylko na tej stronie) widzę w 95% komentarze kobiet.
    A co z mężczyznami? Ich to nie dotyka? dotyka mniej/łagodniej? Mnie dotknęło niestety w 100%.
    Moja matka nic nigdy w życiu nie osiągnęła (nawet żaden partner z nią nie wytrzymał), jednak nie przeszkadza jej to w ciągłej krytyce.
    Gdyby nie ja nie miałaby nawet dachu nad głową, albo mieszkała w okropnych warunkach, a mimo to zawsze coś jest źle. ZAWSZE.
    To ja pracuje, to ja dbam o dom jak tylko mogę, nie pamiętam kiedy miałem wolny weekend czy popołudnie.
    Ostatnio byłem bardzo chory, w pracy wziąłem L4. Na drugi dzień po tym jak nie miałem siły wychodzić z łóżka usłyszałem: ,,Dlaczego nie wstajesz? Długo tak będziesz leżał? Dlaczego nic nie robisz? Masz zamiar cały czas leżeć?”
    Milion pytań, zero zrozumienia. Prowadzi monologi, a nie dialogi.
    Codzienne kłótnie, pretensje-szczerze: już sam nie wiem o co.
    To wszystko bardzo mi ciąży, chociaż nauczyłem się jej nie słuchać i tak dociera.

  • Jadwiga

    witam, ja mam 56 lat, jestem już babcią. zawsze zajmowałam sie dziećmi a mam ich dwoje( dzis dorosłe) wychowywałam je sama, bo mąz albo w pracy albo miał wiele innych rzeczy do zrobienia w tym przegrywanie ostatnich pieniedzy na życie(wpadł w hazard) narobił 120 tys długu a sam odszedł do 20 letniej kochanki ( on miał wtedy 35 lat) i w rezultacie zrobił jej dziecko. taką „pomoc miałam od niego” teraz jest za granicą od wielu lat, spłacił dlugi, a ja jak byłam sama tak jestem. córka wyszła za mąz i mieszka na swoim, a syn jeszcze mieszka ze mną, ale pracuje i studiuje. przez te wszyskie przezycia z mężem zachorowałam na rzs, choruje od 20 lat, w miedzy czasie miałam 3 operacje w jamie brzusznej z 4 miesieczna stomią. ciągle leki immunosupresyjne, sterydy zniszczyły mi zdrowie. moja mama nigdy przy dzieciach mi nie pomagała, nawet jak byłam w ciezkiej depresji gdy mąż odszedł do kochanki. jak płakałam jej do słuchawki to oddawała ja mojemu bratu zeby on mnie pocieszył. w całym moim 56 letnim zyciu, mama przytuliła mnie 2 razy, słownie dwa. nigdy mnie nie pocieszyła, nie wsparła. jak jeszcze mieszkałam w domu rodzinnym to biła mnie, ciągneła za włosy, rzucała we mnie butami, wyzywała, tylko dlatego ze miałam inne zdanie. moja mama pracowała, ale nie radziła sobie z wychowaniem dzieci(3-ka), ani z prowadzeniem domu.chociaz tata prał, gotował chodził z nami do lekarza na wywiadówki. w domu był wieczny bród, ze wstydziałam sie kogos zaprosic. mama była zaniedbana, brudna i śmierdziało od niej. ja od małego dziecka juz sprzatałam w domu, zajmowałam sie braćmi i sama musiałam o siebie zadbac, chociaz to było trudne, bo nie miałam majtek, moze ze 2 pary, skarpetek, spalismy bez powleczonej pościeli, pod gołymi kołdrami i poduszkami które smierdziały juz z brudu. nie mielismy nigdy prezentów, nawet na gwiazdke. były paczki ze słodyczami z zakłdów pracy rodziców. nikt nie pamietał o naszch urodzinach czy imieninach. pamietam jak mój brat uczył sie pisac i krzywo mu to wychodziło, jak mama go wyzywała i biła po głowie. albo ja jak zachorowałam na świnke zaraziłam sie od brata, to mama mnie wyzywała ze teraz nie zdam do nastepnej klasy. moja mama nie radziała sobie z naszymi chorobami, a my bylismy zdrowi, tylko jakis katar, czy angina czy choroby zakaźne, wtedy wprowadzała taka atmosfere w domu jakby ktos umarł, nie mierzyła nam gorączki bo bała sie zobaczyc ile mamy. siedziała w kuchni i nie pozwalała światła zapalic. w domu nic nie robiła, był potworny bałagan. nigdy nie usmiechneła sie do nas jak bylismy chorzy, wiec czasmi myslielismy ze juz z tej choroby nie wyjdziemy. zawsze mówiła: a moze to zapalenie opon mózgowych, albo jeszcze jakies straszne choroby wymyslala. póxniej zeby tego nie przechodzic, jak mieliśmy katar to ukrwlismy to przed mama a jak kaszel to kasłało sie w poduszke albo w szafie w ciuchy. do dzis to nam zostało ze jak sie zakaszle, to mama juz sie patrzy i odrazu sie tłumaczymy ze cos nas w gardle zadrapało. to tak w skrócie, bo mogła bym wiele jeszcze pisac. dzis mama ma 78 lat jest chora tez na rzs, ale choruje od 5 lat, poza tym fizycznie nic jej nie dolega, ale zawsze mówi ze ma 15 chorób. tata ma demencje, a ma 84 lata, mama nie radzi sobie z jego choroba do tego stopnia ze bije go po głowie i robi straszne awantury, wyzywa go od azchajmerów, ze ja zamordował, nie wiem o co chodzi. ja musze przychodzic do nich i pomagac, ja przychodze ale zawsze jest za mało mimo ze moi bracia tez pomagają. musze dzwonic do niej co drugi dzień a jak zapomne, to dzwoni z wyrzutami ze oni by umarli a ja bym nie wiedziała. mówi ze ja w zyciu miałam i mam lepiej od niej, bo ona pracowała,a ja nie. dzwoni do mnie bez przerwy obojetnie ktora jest godzina i opowiada te swoje torie, ze moze ojciec ma raka, albo ona pewnie ma raka. ciągle jej trzeba tłumaczyc ze nie, ze wszystko bedzie dobrze, a ona na to ze nie bedzie dobrze. ten mój biedny tata cofa sie w rozwoju, mówi od rzeczy, mama mu wmawia ze juz umrze, nie snuje zadnych planów na przyszłosc, niczym sie nie interesuje, robi mi ciagle wyrzuty, ze powinnam z nimi mieszkac i pomagac. ja jak wracam od rodziców to mam depresje bo tak mnie zdołuje. nie posiada ani krzty optymizmu. jak kiedys miała operacje na przpukline i była w szpitalu 3 dni w innym miescie ale nie tak daleko, to zadzwoniła rano i wyzwała mnie ze do niej nie przyjade, a aj porostu nie miałam czym dojechac. to corka koczyła prace o 18-tej i musiała mnie zawieźc do mamy bo sie obraziła, a na drugi dzien była juz w domu. kiedys pokłóciłysmy sie przez tel to juz wkrzyczałam jej, ze nidy mi nie powiedziałas ze jestes ze mnie dumna, a ona na to: bo ja nie jestem z ciebie dumna 🙁 jestem sama bo syn ma swoje życie, jestem chora, chodze pomagam jej, kupiłam jest ostatnio laptop zeby sie czym zajeła, koszyczki do leków bo porozawlane po całym mieszkaniu były, sprzatam, zmywam, układam cichy w szafach a za chwile i tak wszystko powywalane i wepchniete do szafy i wiele innych rzeczy, ale ma tez swój dom, córce tez pomagam przy dziecku( pół roczku) czesto sie źle czuje, ale zbieram sie i ide do mamay dla switego spokoju i cały czas za mało i za mało, i na kzde zawołanie musze byc, rzucac wszystko. nie daj boze ze nie zgodze sie z mamy zdaniem albo powiem ze nie moge przyjsc, to juz mnie wyzywa i wymusza na mnie. kiedys nie odzywałam sie do niej 4 mce bo tak mnie wyzwała, ale zblizał sie slub corki, to musiałam ja przeprosic za niewinnosc zeby jakosc było na tym slubie. ja najchetniej bym odcieła sie od niej na zawsze, ale przeciez byłabym najgorsza córka wszyscy bym mnie przekleli. ona do braci tak nie wydzwania i nie wyzywa ich bo co by synowe powiedziały, a po mnie jezdzi jak po łysej kobyle, bo za mna nikt nie stoi, maz za granica i nawet jak mu opowiadam to wyczuwam jakby myslał ze to jednak jest moja wina. gdybym do mamy przestała chodzic i dwonic to mama siedziała by w domu nieszczesliwa. pałakała by, jaka to jestem niewdzieczna. a za co ja mam byc wdzieczna, bo nie wiem???

  • Andrzej

    Ja mam pytanie jak radzić sobie z jeszcze trudniejszym przypadkiem toksycznej matki – wojującej feministki, która wychowała swoją córkę – jedynaczkę (a moją żonę i matkę mojego dziecka) w duchu również wojującego (ekstremalnego) feminizmu. Moja żona ma 2-3 cechy:
    – jest pod wplywem swojej toksycznej matki i nie umie/nie chce się tej relacji jakkolwiek przeciwstawić,
    – jest wojującą feministką i jedynaczką. Absolutnie nikt nie liczy się dla niej – zwłaszcza facet. Nasze małżeństwo się praktycznie rozpadło a teraz to już gnije. Żona wyniosła bardzo zly wzorzec rodziny ze swojego domu (jej ojciec mial służyć jedynie jako reproduktor do zrobienia dziecka a teraz ma robić w polu – autentycznie a moja tesciowa ubiera się w najdroższe ciuchy u jeździ na operetki) i z każdym szczegółem naszego życia małżeńskiego (intymne, łóżkowe, wyimaginowane) relacjonuje swojej matce dodając przy tym kolejne konfabulacje.

    Jak radzic sobie z takim patologicznym przypadkiem – córki toksycznej matki ?

  • Alan

    Według mnie są dwie drogi bo sam to przechodziłem:
    1 odejść od toksycznej relacji
    2 zacząć budować inna relacje z kimś innym
    Są to osobiste odczucia ja postąpiłem najpierw 1 pózniej 2.

  • Marta

    Mam 32 lata… 7 lat w małżeństwie oczywiście nie udanym…
    9 lat prawie w związku który odbija mi się czkawką ale mimo to mam tak duży sentyment ze ciężko mi zapomnieć …. na zmianę strach ból złość smutek rozdarcie żal przygnębienie …
    poznałam faceta który wiem ze może dać mi to czego chce z czasem. bo na wszystko trzeba czasu…
    Moja matka zawsze mnie kontrolowała… urodziłam w wieku 17 lat ( nie nie byłam jakim tam puszczalskie dziewczęciem…poprostu tak wyszło. nie chodziłam nigdzie a moim pierwszym chłopakiem i później mężem był mój sąsiad o 4 lata starszy.
    Niestety wszystko się rozpadło…może i dobrze… ale wszystkim zajmowała się moja matka mimo ze nie chciałam tak drastycznie postępować z byłym mężem…. alimenty widzenia …. masakra to o a namawiała mnie na wszystko …. nie pozwalała się widywać synowi z ojcem gdy mnie nie było….była nie do zatrzymania… ona wie najlepiej….mąż jak okazało się tez ze miał już kogoś…

    poznałam faceta po roku… bylo zle … matka odradzała …to nie facet dla ciebie… może miała racje ale nie widziałam wyjścia bałam się ze nikogo już więcej nie spotkam i nikt nie będzie mnie chciał… Rodzice z bratem( górnik) wzięli kredyt na dom hipoteczny …. i zaczęły się schody … firma która remontowała nam dom wyrokowała nas ….doradca finansowy tez… nie miałam wyjścia wiec pojechałam za granice z facetem zarabiać. ciężko pracowałam .. przy mięsie w zimnie… z patologia na mieszkaniach … pijaki ćpuny … bandyci … dilerzy …. ja pierdziele…. patologia taka ze nie można tego opisać. wysyłałam pieniądze do domu jeździłam co jakiś czas…. w między czasie miałam 3 wypadki. złamana ręka 2’5 miesiąca w gipsie… napad na domek firmowy gdzie mieszkaliśmy… koszmar który śni mi się do dziś… mniejsza o większość.
    Pisze o tym dlatego ze czuje ze się poświęciłam, ze powinnam coś z tego mieć mimo to było gorzej… używki mojego faceta jak i sąd grzywny kary zawiasy ( nawet 6 miesięcy w zakładzie karnym…gdyby nie ja siedział by z 10 lat) które zaczęły się już w Pl. dawały się odczuwać tam.. alkohol…itp.
    mimo to wiem ze człowiek łatwo się gubi i mimo ze jest jaki jest nie można się poddawać wiec dawałam szanse za szansa… zdrady jakie mnie mijały po drodze wybaczyłam ale ile można…. będąc już w takim stanie emocjonalnym w jakim byłam w grudniu…. przeszło wszystko moje oczekiwania…. byłam w pl robiąc w końcu prawo jazdy…. gdy dowiedziałam się ze mój facet pojechał na dwa dni do siostry tam mnie zdradził z jej przyjaciółka i pojechał spowrotem za granice…. po czym mnie zostawił przez tel… znajomy który naprawiał mojemu bratu samochód był świadkiem moich łez krzyków złości żalu bólu…. znałam go i owszem ale nie sądziłam ze można kogoś tak uszczęśliwić…
    W między czasie moja matka trzymała rękę na pulsie i k….. teraz widzę jak bardzo… po wypadku ojca …zaczął częściej siedziec w domu … teraz to standard… ona jeździ z ciotka do francji po alpach wycieczki …. koleżanki… gdy wyjechałam jakiś czas miała moja kartę do bankomatu z zagranicy …. kartę z polski miała cały czas… kartę mojego dziecka z alimentami tez … dlatego ze to ona płaci rachunki zakupy itp…. mieszkam z nimi chodź remontuje poddasze… kartę brata tez ma…. trochę się zadłużyła gdy miałam te wypadki za granica bo przysyłałam mniej ….
    Myślałam ze mogę wrócić do byłego za granice ale pojechałam na miesiąc i zaczęłam tęsknić za K. który prawie o mnie zapomniał bo olałam go dla byłego…
    wpadłam w depresje z zaburzeniami lękowymi i brakiem adaptacji… nagle stałam się z stojącej na nogach leżąca na podłodze…
    brak chęci jakich kolwiek pomocy czy rozmów doradzania …rób co chcesz ale na twoim miejscu….
    Nie wiem co mam ze sobą zrobic… matka z rodzina twierdzą ze jestem beznadziejna ze ze mną wszystko ok tylko muszę się wsiąść w garść…. chłopak który chciał postawić mnie na nogi sam zauważymy ze matka mną steruje … przez to zniszczyłem relacje między mną a K. jak by mi żalu i bólu było mało po zpierdzielonych latach życia…za którymi ubolewam…. były się odzywał a K. był tak wkurzony ze nie dawał sobie z tym rady…. i słowa matki ten facet nie jest dla ciebie skoro jest taki zazdrosny, pamiętaj ze przy nim nie pojedziesz już za granice….
    później kolejny mój wypadek losowy który skłócił K. i moja matkę…
    ona namawiał mnie na wyjazd …. ja czułam coś do K. do byłego tez ale nie było to samo tylko jakieś wyobrażenie ze może będzie dobrze…. sytuacja między mną a rodzina teraz jest tak napięta ze matka okrzyknęła mnie wyrodna córka …ojciec nie rozmawia ze mną brat tez nie o K. wyrażają się bardzo złe …. i właśnie… jest jeszcze moje dziecko Biedne między tym wszystkim które nie miało matki bo się uczyła bo pracowała bo wyjechała… mimo to mnie wspiera ale …i jest to ale bez względu co zrobię odbije mu się to na psychice…. ma 15 lat nie jest mały, dużo rozumie… ale i nie chce się wtrącać życie dorosłych i ja go tez nie chce wtrącać.
    dostałam od K. propozycje wyprowadzki lecz Syn nie chce tu ma szkole i znajomych a tam musiał by mieć przesiadkę i później 2 km do szkoły. wiec mówią mi (siostra taty i drugidziadek) żebym się wyprowadziła sama bez niego on jest z dziadkami bezpieczny a ja będę tylko 20 km od niego … stanę na nogi…. i znowu schody ze zadzwoni do opieki ze nie wpuści mnie do domu i nie dostanę nic od nich a wszystko przepiszą bratu… odmówiłam im wszystkiego…. ale dalej bije się z myślami czy zostać … czy się wyprowadzić czy …..
    Przepraszam za zanudzenie…ale inaczej się chyba nie dało… oczywiście nie wszystko jest napisane, ale jedno mnie martwi każdy punkt opisany w artykule łączy się w moim życiu i nawet więcej… i nie mam nikogo kto by mi pomógł czy był ze mną teraz… smutne

    • Marta

      Wiem, ze to chaotycznie napisane… ale wylewając uczucia nie jestem w stanie nawet skupić się w myślach … mimo iż chce być szczęśliwa zapewnić godne życie dziecku nie jestem w stanie racjonalnie myslec. Czy to ja powinnam się postawić chodź dziecko może cierpieć i mogę mieć kłopoty z rodzina.. czy cierpieć i poddać się… bo mimo mojego uporu i chęci robienia czegoś dla siebie zdaje sobie sprawę ze mam jeszcze dziecko… które tez ma swoje potrzeby i mnie potrzebuje… mimo ze nie wie o wszystkim co złe mnie spotkało martwi sie o mnie a powinien mieć swoje życie.
      Ja naprawdę już nie wiem jak mam pogodzić wszystko… a uwierzcie nie mam nawet jednej osoby znajomej z która mogę porozmawiać.

  • Lena

    Mam 58 lat. Dwie wspaniałe udane córki, od których bardzo często słyszę, że jestem najwspanialszą matką na świecie. Za mną 15 lat małżeństwa z alkoholikiem, 18 lat wychodzenia ze uzależnienia psychicznego od byłego męża. Nie ułożyłam sobie życia z nowym mężczyzną. No i mam … toksyczną matkę. Ma 95 lat…, która wymaga dzisiaj wzmożonej opieki. Zapewniłam jej opiekę w postaci dwóch opiekunek. W opiece pomaga mi również moja kuzynka. Mieszkam osobno. Mimo presji ze strony rodziny (która tylko potrafi wymagać od innych), postawiłam sprawę jasno, że nie zamieszkam z matką. Przejęłam cały bagaż administrowania (zakupy, rachunki, etc). Moja matka pożyczyła wszystkie oszczędności synom mojej siostry. Nie muszę pisać oczywiście o tym, że o zwrocie pieniędzy nie ma mowy, podobnie jak i o tym, że zainteresowanie babcią ze strony wnuków, jak i mojej siostry ustało całkowicie. Standard.
    I właściwie mógłby ktoś powiedzieć, że i tak dobrze sobie radze w tej sytuacji. Ale nie do końca. Nie radzę sobie z uczuciami. Chodząc do niej często się wściekam. Złość i ta cholerna odpowiedzialność….Ale złość w takiej sytuacji jest normalna, spotęgowana jest dodatkowo tym, że mimo wszystko czuję zbyt obciążona i po prostu zmęczona. Ale staram się nie zatracać i dbam również o siebie. Wyjeżdżam na urlopy i ograniczyłam wizyty u niej. Ostatnio dałam upust i wykrzyczałam jej całe zło jakie mi wyrządziła oraz to że poprzez swoje różne decyzje zabawiła się uczuciami moich córek. Trochę mi ulżyło. Ale widząc jej samotność, czasami mi jej żal. Karuzela uczuć….
    Prawda jest taka że nie było jej dane przeżyć fajnej relacji i więzi z bliskimi, które tak bardzo ubogacają nasze życie i pozostawiają w pamięci dobre wspomnienia. Ja mam ich mnóstwo. A ona nie i na tym polega jej bieda…, ale sama jest sobie winna. Pozdrawiam

  • Monika

    Pierwszy raz postanowiłam poczytać”coś”na ten temat.Mam 45 lat,męża 21-letniego syna i 10-latka. Od dziecka (pamiętam ,że miałam ok.5 lat) o to,że chciałam uniknąć sprzątania zaczęła mnie wyzywać i porównywała do dzieci sąsiadów,które są rzekomo takie pracowite,ładnie zawsze uczesane .A ja wiem do dziś,że to ja byłam tą zdolniejszą w szkole i nie tylko(choć to nie ma znaczenia bo każdy z nas jest inny).Takie sytuacje powtarzały się co najmniej co dwa miesiące. Potrafiła się do mnie wówczas nie odzywać nawet przez miesiąc.Dobrze,że miałam cudownych dziadków ,którzy z nami mieszkali i tatę.Rodzeństwo traktowała inaczej(Brat i sistra mniej więcej w tym samym wieku co ja.często płakałam i zastanawiałam się kiedy to się skończy.Tak mi jej brakowała,ale jako prawdziwej matki.Nigdy nie powiedziała ,że mnie kocha i nie przytuliła.Swemu dorosłemu synowi potrafię to mówić często i okazywać a młodszemu również Mogłabym napisać książkę z mojego pożycia z matką bo jestem już dojrzałą kobietą.Skłoniła mnie ostatnia sytuacja….o jakieś głupstwo przestała się odzywać.Po prostu miałam inne zdanie na pewną sytuację.Zaczęłam płakać,odczuwać straszny ból w sercu i wylądowałam w szpitalu z podejrzeniem zawału serca.Miałam okazje opowiedzieć tę historie psycholożce .MOJA WŁASNA MATKA,KTÓRA MNIE NIE BIŁA DOPROWADZIŁA DO NERWICY.”Ogarniam się”,jestem zbyt dojrzała aby nie rozumieć sytuacji.Kocham Ją ,ale będę najlepszą matką dla dzieci i dobrą żoną dla męża bo ich kocham. Dziwny ten świat….

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>