Główne menu

Toksyczna matka, czyli o relacji matka-córka, która niszczy wszystko

Toksyczna matka rzadko zdaje sobie sprawę ze swojej „toksyczności”. Gdy ją o to zapytać, ze zdumieniem otwiera oczy, nie wie o czym mowa. Denerwuje się lub zaczyna się tłumaczyć. Najczęściej utrzymuje, że robi wszystko, by było dobrze, niekiedy podkreśla, jak bardzo się poświęca, jak wiele daje i nic z tego nie ma. Narzeka, że zamiast wdzięczności mierzy się z niewdzięcznością…Wpada w słowotok, być może wybucha płaczem…lub się obraża.

Toksyczna matka ma szczytne zamiary, piękne wizje, kieruje się idealnymi założeniami. Chce, żeby było dobrze. Jednak jej definicja „dobra rodziny” nie zawsze jest równa z wizją dzieci a nawet męża i tego faktu nie chce lub nie umie zaakceptować.

Toksyczna matka zazwyczaj sobie nie radzi. Sama ze sobą…

Nie umiemy się dogadać…w rodzinie

Dlaczego w najbliższej rodzinie tak często nie możemy się dogadać? Wydawać by się mogło, że powinno być wprost przeciwnie. Przecież zazwyczaj się kochamy, mamy dobre chęci, zależy nam, by stosunki układały się w prawidłowy sposób.

Jasne, pojawiają się konflikty, jednak nic nie stoi na przeszkodzie, by były na bieżąco wyjaśniane. Szczerze i uczciwie, tak by cieszyć się pełnią relacji na linii matka-córka.

Jak jest w życiu?

Niestety okazuje się, że nawet dobre chęci i pokrewieństwo to za mało, by relacje były ciepłe. Z różnych powodów, jednym z nich są zachowania, które znane są pod znaczącym terminem: „toksyczna matka”….Termin ten wiele wyjaśnia i stawia pod znakiem zapytania możliwość zdrowego funkcjonowania w rodzinie.

Emocjonalne zaniedbania matek mają daleko idące skutki

Badania opublikowane w 2014 roku w American Psychological Association przyniosły dość zaskakujący dla wielu osób wniosek, że zaniedbania emocjonalne są równie bolesne dla dzieci jak krzywdy fizyczne. Naukowcy dowiedli, że dzieci, nad którymi rodzice znęcali się psychicznie doświadczyli tych samych lęków, poczucia strachu i niskiej wartości, jak dzieci doświadczające przemocy fizycznej i seksualnej.

Emocjonalne zaniedbana matek mają długoletnie skutki. W „Psychology Today” Peg Streep wskazuje, że konsekwencją są: poczucie bezsensu, bycia niegodną uwagi, z jednoczesną wielką tęsknotą za miłością i szukaniem jej często zbyt zachłannie i z mizernym skutkiem.

toksyczna matka

Toksyczna matka nie radzi sobie z własnymi emocjami

Skąd się bierze toksyczność?

Najczęściej z nieradzenia sobie z własnymi emocjami i oczekiwaniami. Toksyczna matka nie staje się nią dlatego, bo tego pragnie, ale zazwyczaj dlatego, że:

  • panicznie boi się o dziecko,
  • nadmiernie obawia się o to, co ludzie powiedzą,
  • jest zazdrosna o dziecko,
  • bardzo boi się porzucenia,
  • wierzy, że jest w stanie uchronić dziecko przed porażkami,
  • obawia się przemijalności,
  • nie zauważa, że dziecko rośnie i staje się samodzielnie,
  • sama została wychowana przez toksycznych rodziców.

Toksyczna matka dorosłej córki

Toksyczność rodzi się ze strachu, poczucia zagrożenia. Bagaż emocjonalny i cała masa oczekiwań kierowana w stronę dziecka nie ułatwia zadania. Problem pojawia się nie tylko wtedy, kiedy dziecko jest małe, ale szczególnie wtedy, gdy bardzo zatroskana, w pełni oddana wychowaniu dziecka mama czuje, że traci kontrolę nad wyborami już dorosłego dziecka. Gdy matka zdaje sobie sprawę, że jej rola jest coraz mniejsza, często ujawniają się toksyczne zachowania.

Z racji większego utożsamiania z kobietą wyrastającą pod skrzydłami toksycznej matki, najczęściej negatywne emocje kierowane są w stronę córek, od których wymaga się więcej. Toksyczna matka często nie umie zaakceptować odmiennych wyborów dorosłej już kobiety, która chce żyć inaczej. Im bardziej córka różni się od swojej mamy, tym większe ryzyko pojawienia się trudnych relacji.

10 sygnałów, że to toksyczna matka

  • nie szanuje Twoich wyborów, nie zauważa, że jesteś dorosła – traktuje Cię jak dziecko, uważa, że tak trzeba, bo ktoś musi Cię pilnować, nie daje Ci prawa do prywatności, czy własnych decyzji, jest zdania, że sama wie, co dla Ciebie jest najlepsze. Psychologowie mówią o takich osobach i relacjach „wplątani” i szukają przyczyn nierespektowania granic w strachu przed porzuceniem.
  • chce, żebyś czuła się odpowiedzialna za jej szczęście – żadne dziecko, nawet to dorosłe, nie może odpowiadać za szczęście rodzica, nie może być wciągane w grę mającą na celu wypełnianie roli narzuconej przez nieszczęśliwą mamę. Każdy jest odpowiedzialny sam za siebie i pokazywanie swoim zachowaniem, że jest przypomina znęcanie. Rodzic nie ma prawa wymagać, by dziecko rezygnowało ze swojego życia, rzeczy, które sprawiają mu radość dla niego. Nie daj sobie wmówić, że jesteś egoistką, bo chcesz być szczęśliwa.
  • jest nadmiernie krytyczna – krytykowanie, choć niezbyt miłe, czasami jest niezbędne. Znaczenie ma skala tego typu zachowań. Toksyczny rodzic jest nadmiernie krytyczny, to typ, któremu trudno dogodzić, wiecznie niezadowolony. Jeszcze bardziej dołujące jest to, że krytyczna matka jest taka w…dobrej wierze. Jest pewna, że jej „rady” pozwolą dziecku uniknąć przykrych błędów.
  • żąda nadmiernej uwagi i często sięga po manipulację i szantaż emocjonalny – ma być tak, jak sobie to zaplanowała, nie znosi sprzeciwu, a gdy widzi, że nie chcesz spełnić jej żądań, robi wszystko, by to zmienić.
  • uważa, że miała/ma gorzej niż Ty a Ty przesadzasz – nie daje Ci prawda do narzekania, gorszych emocji, bo bagatelizuje Twoje problemy. Uważa, że ona miała gorzej. I już na tym polu konkuruje z Tobą i stara Ci się udowodnić, że „przesadzasz”.
  • wywołuje poczucie winy, by sterować Twoim zachowaniem – toksyczny rodzic będzie próbował postawić na swoim, sięgając po argument „tyle dla Ciebie zrobiłam”, „przez to wszystko nie ułożyłam sobie życia…”, itd.
  • próbuje wymusić pewne zachowania drogimi prezentami – wręcza pieniądze, drogie prezenty, by wymusić pewne decyzje, zachowania, na jakich mu zależy, chce mieć nad Tobą kontrolę.
  • sięga po przykre żarty, by przekazać trudne informacje. To zagranie z kategorii: „nie powiem Ci wprost, to ubiorę komunikat w formę żartu, z którego tylko ja będę się śmiać”. W ten sposób przekaże informację, że jesteś głupia, brzydka, niewystarczająco dobra i będzie czerpać z tego okrutną satysfakcję. Tego typu zachowania są bardzo częste u toksycznych rodziców,
  • stawia swoje uczucia ponad Twoimi – nie pozwala wyrażać Ci swoich uczuć, nie zgadza się zwłaszcza na okazywanie negatywnych uczuć, bo one ją ranią. W ten sposób pokazuje, że jej dobre samopoczucie jest najważniejsze,
  • sięga po formy biernej agresji – czyli strzela tak zwane „fochy”, karze Cię ucinaniem wszelkich rozmów, milczeniem.

Toksyczna matka wcale nie jest matką niekochającą. To osoba zagubiona, zlękniona, pełna wewnętrznych obaw i strachu. Na swój sposób kocha swoje dziecko, jednak nie potrafi tego okazać. Nie umie się też pogodzić, że jej dziecko ma prawo do własnych przekonań, decyzji, błędów. Często kocha, ale nie lubi, bo dziecko, także to dorosłe, jest inne niż tego by oczekiwała…

    158 komentarzy

  • Pani KoModa

    Przeraża mnie że wszystkie 10 pkt się zgadza…

    • Doro

      Jakbym czytała o sobie… Niestety… Udało mi się w jakimś stopniu pogodzić z tym że tego nie zmienię i staram się to wszystko bardziej olewac, ale niestety ciągle próbuje zrozumieć dlaczego… Dlaczego tylko w stosunku do mnie… Dlaczego do wszystkich innych jest całkiem inna i wszystkim wydaje się że to chyba że mną coś jest nie tak, że mam jakąś paranoje czy coś bo to przecież taka wspaniała kobieta i matka…

      • Claudia

        Ja mam to samo zawsze miałam przez to wrażenie że jestem jakaś dziwna z całego rodzeństwa zawsze mi to wmawiala na szczęście odcielam się od tego z perspektywy ciesze się że uwolnilam się od tej toksycznej relacji

      • Pytanie

        Cyt.:”Jakbym czytała o sobie… Niestety… Dlaczego do wszystkich innych jest całkiem inna i wszystkim wydaje się że to chyba że mną coś jest nie tak, …”

        No to w końcu to jest o tobie, czy twojej matce?

      • Wiola

        Ja mam niestety to samo…

    • Dorota

      ja też mam toksyczną matkę to straszna kobieta,matka, żona i babcia

    • Nikt wazny

      Tak mam tak samo niestety

  • oironio

    Nie mam do czynienia z żadną toksyczną matką. Całe szczęście.

  • Gaja

    Wiem jak to klasycznie zabrzmi, ale moja teściowa była taką toksyczna matką – zresztą wszystkie punkty do niej pasują. Teraz jest toksyczna babcią. Od kiedy moje dzieci ukończyły 20 lat, bez przerwy robi im wykłady o konieczności rychlego ozenku, bo tylko ozenek ochroni je przed zmarnowaniem się, a zresztą Bóg po to stworzył mężczyzne i kobietę. Później, kiedy już założą te rodziny, będzie im trula o wnukach dla niej. A wszystko poparte groźbą: bo ja w grobie nie będę leżała spokojnie.

  • Anna

    Całe szczęście moja mama jest całkowicie normalna 😉

  • Gąska

    Uff, moja mama na szczęście nie ma żadnej z wymienionych cech.

  • Futka

    Niestety często najlepszym rozwiązaniem jest odcięcie emocjonalne od toksycznej matki. Często zmiana miejsca zamieszkania (nawet wybór innego kraju czy kontynentu) oraz duże ograniczenie kontaktu mogą spowodować uwolnienie się od takiej wyniszczającej relacji.

    • Doro

      Niestety nawet przeprowadzka ponad 1000km nie spowodowała że problem zniknął. Został zepchniety trochę na bok ze względu na dystans ale w trudnych chwilach wszystkie emocje wysypaly się ze zdwojoną siłą. Tak że niestety ucieczka jest tylko rozwiązaniem doraźnym ale nie zmienia faktu że człowiek ma ślad na psychice z którym zmaga się całe życie…

    • Beata

      Futka: niestety, ale masz rację . Ja zerwałam kontakt z moją matką i na dobre mi to wyszło (psychicznie czuję się wspaniale), choć uważam ,że zrobiłam to za pózno , bo miałam 39 lat …zaczęłam żyć własnym życiem i ułożyłam sobie nareszcie życie , wyszłam za mąż za wspaniałego człowieka, nie mam dzieci no cóż takie życie , ale czuję ,że mam kontrolę nad swoim życiem:))) Wiem jedno : nie jest łatwo to zrobić ale po 15 latach czuję ulgę i jestem wolna !!! (robię co chcę i jak chcę , nikt mi nie mówi codziennie ,że jesteś beznadziejna , głupia i nie kontroluje mnie nikt przez cały dzień( telefon, wyjścia do przyjaciół itd) ech przeszłam z moją matką straszne rzeczy od wyzwisk , urząd skarbowy , podała mnie do sądu ech to był ciężki czas ze starsznym traumatycznym przeżyciem , matka przez to ,że wyprowadziłąm się z domu , wyrzuciła mojego tatę z domu razem ze mną , a on po trzech tygodniach zmarła na zawał serca :((( Po tylu latach wiem jedno od takiej matki trzeba uciekać jak najdalej fizycznie i psychicznie . I jeszcze jedno może to się wydawać staraszne ale matka stała się dla mnie obcą osobą …i zazdroszczę wszystkim normalnych matek ?! to tak w skrócie , ale szczerze te lata były koszmarem , samo odcięcie pępowiny trwało 10 lat i właściwie trwają nadal , choć wolna to sama świadomość ,że mam taką matkę boli …!!!

      • magda

        Hej tak czytam Twoja wypowiedź i myślę że byłaś w takiej samej sytuacji jak ja jestem czy moglibyśmy porozmawiać o tym , może mogłabyś mi coś poradzić bo ja już naprawdę nie wiem co mam robić .. przerasta mnie to .. zostaw może jakiś namiar na siebie cokolwiek a odezwę się napewno . Pozdrawiam

  • MATKA

    OK,WYCHODZI NA TO,ZE JESTEM TOKSYCZNA MATKA…..JAK TO ZMIENIC?

    • Aga

      Polecam terapię 🙂
      Warto pracować nad sobą. Nie tylko dzieciom będzie z nami łatwiej, ale nam samym ze sobą też 🙂

    • Mirka

      Bardzo Ci zazdroszczę. Niestety nie mogę sobie ułożyć życia i odciąć się, wyjechać, uciec. Obracam się wciąż w kręgu tych samych osób i nie mam jak poznać kogoś. Wydaje się, że to jedyne wyjście z tej toksycznej relacji. Bardzo Ci zazdroszczę. Moja matka chyba prędzej mnie pochowa niż da mi choć odrobinę swobody. Najgorsze, że ja sama nie umiem sobie z nią poradzić. Nie mam siły wciąż się wykłócać na kolanach o odrobinę prywatności. Siedzi kołkiem w domu a jak wychodzi to tylko wtedy, gdy ja jestem w pracy. Po powrocie już w progu staję się małą dziewczynką, jej służącą, nikim, więźniem w celi swojego pokoju.

    • Olka

      Niedawna terapia uswiadomila mi,ze to nie ja jestem najgorsza i cale zlo tego swiata nie jest moim wylacznym przewinieniem,jak wczesniej myslalam.

      • hanna

        Mam identyczną sytuację. Moja matka ma w tej chwili 95 lat, przeszła udar i poza wyjściem do łazienki przeważnie leży, ale to wciąż nie przeszkadza jej trzymac mnie pod ścisłą kontrolą. To straszne, mam 60 lat i wciąż, od wielu, wielu lat staram sie wyrwać z tego reżimu matczynej chorej miłości. Sprawiła że rozwiodłam się z mężem, króry nie zniósł jej wyzwisk i wypedzania z domu ( mieszkaliśmy niestety razem w jednym domu) zaczął pić i moje małżeństwo przestało istnieć. Dzieci dorosły i wyniosły się z domu a ja z nią zostałam jako jedyna z czterech jej córek. To, co ze mna wyprawia jest wprost nie do opisania. Jakiekolwiek wyjście z domu kończy sie wielką draką po moim powrocie, mowy nie ma o jakimś związku z facetem, tylko ja i ona i tak jej jest najlepiej. Nie mam juz siła z tym walczyć i też myśle, że mimo różnicy wieku to ona sprawi, ze ja sie pierwsza wykończę. Nie mam litości jej zostawić bo jest chora i leżąca, nie ma kto się nią zająć poza mną ale to jest koszmar. Zero pokory w tej chorobie, zero tolerancji a każdy, kto się w moim życiu pojawi i zajmuje mój czas jest jej wrogiem. Mam wrażenie że ta nienawiśc trzyma ja przy życie. Jak żyć?

        • Aliza

          A ja mam 55 lat i czytając Ciebie przechodzę właśnie to samo. Ale przynajmniej mam teraz tego świadomość bo do tej pory myślałam że tak ma być i jest to normalne

  • córka

    z przykrością stwierdzam, że całkowicie rozumiem ten artykuł… taką sytuację miałam w domu, krzyki, wrzaski, nerwy i to co najgorsze, czyli poczucie, że to ja jestem winna, że źle się zachowuję, choć tak naprawdę nic złego nie zrobiłam. jako dorosła osoba, niemieszkająca z matką niestety nic się nie zmieniło, każde spotkanie było okazją do wytykania mi błędu, choćby to był błąd pt. za bardzo przyprawiony rosół bądź źle ustawione meble w moim własnym mieszkaniu (serio!)

    wyjście? jak dla mnie jedynie zerwanie kontaktów, rozmowy nie pomagały, teraz mam spokój, nikt mnie nie obraża, buduję swoje poczucie wartości, bo niestety sama siebie miałam za nic nie wartą osobę…

    przykre, ale ludzi nie zmienimy, a ja nie jestem workiem treningowym.

    • xxx

      też to samo przeszłam. mieszkam teraz w innym mieście, zero jakiś kontaktów, wnukiem się nawet nie interesuje (nawet na ręce nie chciała wziąć). plus taki, że psychicznie lepiej się czuję, brak nerwowości, stresu. wiecznego przytakiwania glowa ojca bo matka ma racje, moje zdanie fe jest. nie ważne co robiłam to zawsze było źle. byłam u psychologa, napisałam list co mnie boli. na wigilie. nic to nie zmieniło. czytałam też ksiązki toksyczni rodzice czy tzw. szantaż emocjonalny by lepiej rozumiec to w czym tkwilam. najgorsze dla mnie obecnie są momenty jak znajomi pytają „a rodzice, dziadkowie”. nie ukrywam czasem jak jestem w rodzinnym mieście to rozglądam się, może a noż są na mieście na zakupach, by sprawdzić czy zdrowi są. nie wiadomo kiedy będą potrzebować szklanki wody… mi nie pomogą nie mam na co liczyć. moj syn wie ze ma obu dziadkow, wie jak wygladaja…z zdjec i opowiadan.

      • dorota

        xxx, strasznie przykre…nie wiem co Ci napisać…Psycholog widzi szansę na porozumienie z rodzicami? Czy jedynym rozwiązaniem jest zerwanie kontaktów?

    • Ayres

      Porównując wymienione punkty w artykule i opis, jest to lekka wersja mojej matki.
      Jestem dorosłą kobietą, której matka zniszczyła samoocenę, dręczeniem psychicznym, biciem, wyzwiskami, oskarżeniami o cudzołóstwo, smutną wyobraźnią co do moich zachowań, nasyłaniem mojego ojca aby mnie dotkliwie bił, ostatecznie próbując umieścić w zakładzie psychiatrycznym, a wszystko pod okrasą „muszę to robić bo inaczej co ze mnie za matka, musisz wyjść na ludzi”. Rozganiała każdy mój związek, uważając, że każdy mężczyzna jest ze mną tylko dlatego, żeby ze mną sypiać, bo nie ma czego we mnie kochać.
      Teraz wiem, a zajęło mi to pare lat, że to nie ja byłam/jestem problemem, który tkwi w jej głowie tylko ona sama i jej smutna wyobraźnia. To bardzo chora osoba, która z jednej strony mnie kocha a drugiej nienawidzi, w bardzo chory patologiczny sposób.
      Teraz uczęszczam na terapię, bo chociaż jestem silna i szłam dalej przez życie, co jakiś czas to wszystko wraca jak fala.
      Jeśli miałabym podawać dziecku taką „witaminę M”, to wolę nie mieć dzieci.

    • Ania79

      Jeśli jest możliwość zatrudnić opiekunkę i żyć swoim życiem.Opiekunkę można zatrudnić na kilka godzin lub na cały dzień.Proszę nie rezygnować ze swojego życia prywatnego.Żadna kochając matka nie chce aby dziecko się dla Niej poświęcało.Pozdrawiam.

  • Natalie Forever

    Świetnie to przedstawiłaś. Na szczęście moja mama nie jest toksyczna 🙂 Oglądałam kiedyś taki film ,w którym była taka „toksyczna” matka i cały czas chciała manipulować swoim synem.
    Zapraszam http://natalie-forever.blogspot.com

  • majka

    Wychowywalam sie z toksyczna matka. Najgorszemu wrogowi nie zycze. Teraz mam tokksyczna tesciowa, ktora manipuluje swoim jedynakiem az przykro patrzec. Mimo mojego uswiadamiania- jak grochem o sciane, maz uwaza, ze przesadzam, czepiam sie, I w ogole zobacze jak to jest gdy sama bede schorowana siedemdziesieciolatka. Zal patrzec jak matka nim manipuluje.

  • L. B.

    Straszne to jest. Współczuję tym osobom, które muszą się mierzyć z takim zachowaniem. To wpędzanie w poczucie winy, to jest naprawdę okropne.

  • matka

    To coś o mnie, jak pozbyć się tego zachowania,co zrobić żeby złe myśli nas opuściły, jak żyć żeby dać spokój dzieciom.

    • Aga

      Terapia 🙂
      Ja mam toksyczną matkę, współuzależnioną od ojca alkoholika. A ja współuzależniona od toksycznej matki.
      Niestety na poczatku mojego macierzyństwa ( choć obiecywałam sobie, że nigdy nie będę) też miałam tendencję do takich zachowań. To było silniejsze.
      Dopiero terapie a zwłaszcza terapia dla osób współuzależnionych mi pomogła.
      Dziś jestem inną osobą i moja 14- latka powtarza mi co dzień, jaką jestem wspaniałą matką i jak bardzo mnie kocha
      🙂

  • Córka

    Pasuje i do matki i do teściowej. Help.

  • żeby pisać

    Czytałam kiedyś książkę Suzan Forward „toksyczni rodzice”. To przerażające, że takie zachowania mają miejsce. Tacy rodzice niszczą życie nie tylko dzieciom ale i sobie. Często nawet nieświadomie.

  • Matka na Szczycie

    Wg mnie relacja matki z córką zawsze jest relacją trudną, nawet, gdy wiele w niej miłości i zrozumienia.

  • Aga

    Nie mam takiej Mamy, ale za to mam taką teściową. I każdy punkt się zgadza z tym, jak traktuje mojego Męża, a swojego syna, który jest jedynakiem. 8 lat mi zajęło udowodnienie mu, co ona z nim wyprawia, dopiero na chrzcinach naszej córki, gdy zaczęła się na niego drzeć przy całej mojej rodzinie, spadły mu klapki z oczu. Teraz mamy okres obrażenia i milczenia. I nagle między Mężem a mną zaczęło się układać, przestaliśmy się kłócić. Teraz czekam, kiedy teściowa zacznie go znowu mamić pięknymi słówkami, bo prędzej czy później znowu się zacznie.

  • cheneelle

    Wygląda na to że trafiła mi się cudowna mama i toksyczny ojciec.Na szczęście się rozwiedli. Przez toksyczność ojca nie utrzymuje z nim kontaktu od 11 lat.I wiecie co? Znakomicie mi z tym.

  • Jagódka

    Dobrze jest mieć świadomość z kim ma się do czynienia. Dla mnie ten artykuł mógłby mieć tytuł Toksyczny Ojciec. Też kocha, ale w ten chory sposób..

  • Marzena Kud

    Bardzo rzetelny artykuł, sumiennie wyczerpujący temat:)

    • dorota

      Dziękuję 🙂

      • Małgorzata

        Ja też mam toksyczną mamę, robiła z siebie ofiarę losu, choćbym starała się i tak było żle, w internacie próbowałam popełnić z ich powodu samobójstwo ale psycholog stwierdził,że sobie to wszystko wymysliłam, a po powrocie do domu rodzice po wypiciu kilku drinków zaczęli ze mną przeprowadzać poważne rozmowy, ogólnie często też musiałam godzić rodziców po ich kłótniach w stylu idz powiedz mamie ze przepraszam, a mama : idz powiedz tacie ze nic z tego itp. w końcu by uciec z domu wziełam ślub, rodzice rozpili mojego byłego już męża i stał się alkoholikiem, co w efekcie sprawiło, że mnie bił i dzieci sie go bały,a miałam dwóch synów, wyprowadziłam się z powrotem do rodziców gdzie nawet mówiąc mamie, że mam depresję i mi ciężko usłyszałam, że ona też ma i z tym żyje i nic mi nie będzie, musialam znów jak najsxybciej sie wyprowadzic i usłyszałam że powrotu nie mam powrotu, popadłam znów w toksyczny związek gdzie partner znęcał sie nade mną psychicznie i musiałam sxukać pomocy dla ofiar przemocy w rodzinie, udało mi sie wyprowadzic z tamtąd i z dziećmi zamieszkałm w wynajmowanym mieszkanku. W tej chwili mam wspaniałego partnera, tata niedawno zmarł, staramy się jej pomagać ale ona i tak twierdzi że nikt jej nie pomaga itp. Czasami już nie wiem co mam robić, tym bardziej że mieszka tam z nią mój brat młodszy i ptetensje którymi zarzucała ojca teraz padają na niego, widze że on jest bliski załanani a o ona nie chce nawet z nim gadać

  • Meg

    Niestety znam to. Ja dziś po serii obrażających mnie zdań, na które śmiałam coś odpowiedzieć, usłyszałam: „za co Bóg mnie pokarał takim dzieckiem?”. Na szczęście jestem już na takim etapie, że takie teksty bardziej mnie śmieszą niż ranią.

  • Basia

    Też mam toksyczną matkę, która nawet nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo mnie krzywdzi. Przecież ona jest super!!! Wszystko jej u mnie przeszkadza, wszystko robię, mówię źle. Nigdy nie mam racji. Już nawet nie staram się jej do niczego przekonywać. Obrażona, że wyjeżdżam na rehabilitacją (mam rzs), bo ją „najlepszą” matkę zostawiam samą. Dzięki niej co jakiś czas „trochę” – jakieś 8-10 kg chudnę. Dwa lata temu wyrzuciła mnie z domu w święto bożego narodzenia, bo nie rozmawiam z jej kochanym wnukiem-udaje, że mnie nie zna. Musiałam wyjść, bo zagroziła, że się powiesi. Chyba zaczynam (a może już?) ją nienawidzić. I coraz częściej unikam spotkań, nie dzwonie – staram się żyć mimo wszystko szczęśliwie – z przyjaciółmi.

    • dorota

      Basiu, strasznie to smutne. Może Twoja mama nie potrafi sobie poradzić z tym wszystkim, co się dzieje w jej/Twoim życiu? Na pewno jej zachowanie jest niedopuszczalne

  • emma

    To ja tez sie przyłacze bo mam tokyczna matke i kazdy tu opisany element do niej pasuje.Na szczescie juz sie od niej wyprowadziłam, co nie przeszkadza jej dalej psuc mi krwi.Dla dzieci utrzymuje z nia kontakty, choc coraz czesciej sie zastanawiam czy warto.Ostatnio nawet mi powiedziała ze mam nie mówic do niej mamo( na szczescie juz te teksty jak ktos madrze u góry napisał juz bardziej mnie smiesza niz ranią), tylko dlatego ze moj punkt patrzenia w kwesti wychowania MOICH dzieci był inny niz jej. Polały sie łzy, były szantarze płacze i lamenty ale ja nauczyłam się stac twardo przy swoim, to jedyna broń na toksycznsc, inaczej sie nie da.

  • Paweł

    Toksyczne matki to niszczarki do dzieci niszczą ich jak tylko mogą podkresląjąc że ona jest matka urodziła cie i może. Nikt mnie nie przekona że ojców toksycznych jest wiecej od matek. Toksycznych matek jest od skurwysyna.

    Wiem co czujecie też mam toksyczną matke
    Podawajcie adresy zamieszkania matek będziemy wysyłać im miliony produktów kurierem wklejcie zdjęcia będziemy rozsyłać na całym internecie i opisywać je kim są będziemy wysyłać pogróżki pokazywać co sądzą o nich ludzie na internecie dawajcie imiona i nazwiska i nie czujcie wyrzutów sumienia. Trzeba je wykonczyc za to co nam zrobiły uwierzcie mi że to pomoże na 99% one są tylko cwane w swoich środowiskach sąsiadkach znajomych przy których psuli wam opinie nieustanie a ludzie są tępi i sie na to nabierają. Toksyczne matki boją sie ludzi wykształconych którzy mówią na głos o przemocy domowej unikają takich osob.

  • DDTM

    Trafilam tu 3 dni temu… co noc placze, dociera do mnie, ze mam toksyczna matke. Trafnosc 9/10…
    Jak moglam tego nie zauwazyc przez prawie 40 lat… ciagle fochy, szantaze emocjonalne, wbijanie w poczucie winy, krytyka na kazdym kroku, wciskanie pieniedzy mimo ze ich nie potrzebuje i ciagle „ja mialam trudniej”….

    i te wspomnienia z dziecinstwa… „dzieci i ryby glosu nie maja”. Do dzis jak cos mowie, przerywa mi bez ceregieli i wyglasza swoje zdanie, oczywiscie krytykujac mnie na kazdym kroku. Nigdy nie uslyszalam dobrego slowa. Marze zeby przynjmniej nie krytykowala, na to ze kiedykolwiek pochwali nie licze, takie cuda sie nie zdarzaja.
    Byla pielegniarka, czasami bywalam u niej w pracy i widzialam z jaka troska sie odnosi do pacjentow. Jak mialam z 10 lat zachorowalam na angine, bardzo mnie bolalo gardlo. Poszlam do mamy i mowie, ze bardzo mnie boli jak przelykam sline. I co uslyszalam? „To nie przelykaj, nie bedzie bolalo”… poszlam do pokoju i zaczelam sie zastanawiac, jak to jest, ze do obcych oblechow jest taka opiekuncza, troskliwa, dbajaca, a dla mnie jest taka zimna, opryskliwa, nieczula…. zastanawiam sie do dzis, ciagle nie znam odpowiedzi. Przy tej anginie zainteresowala sie mna dopiero jak zaczelam majaczyc z goraczki.
    Ja mam siedziec w swoim pokoju i nie przeszkadzac, by ona w spokoju mogla palic Carmeny…
    Teraz ma do do mnie pretensje, ze dla obcych np. Tesciowej potrafię byc taka mila a do niej jestem opryskliwa… heloł Mamo, to Ty mnie tego nauczylas… pamietasz pacjentow o ktorych tak dbalas i corke ktorej potrzeby zawsze olewalas? Bo musisz ugotowac, posprzatac, bo sa goscie, bo dziennik leci, bo…. wszystko inne?

    Ech, duzo mam do przepracowania, zeby wdrukowanych toksycznych zachowan na swoje dziecko nie przenosic…

    • dorota

      DDTM, strasznie przykro to się czyta….
      Na pewno ciężko o tym wszystkim zapomnieć, co się wydarzyło…. Jednak teraz jesteś dorosła. Możesz zadbać sama o siebie i uwolnić się od krzywd z przeszłości. Mocno trzymam kciuki, żeby to się udało!

  • Pati23

    Witam,
    Bardzo Ciekawy artykuł, dzięki niemu zrozumiałam co jest przyczyną mojego nieustającego cierpienia. Zacznę od tego że mam toksyczną teściową. Sama ma toksyczną matkę a żeby tego było mało, od wielu lat też nie utrzymuje kontaktów z własną teściową. Zaczęło się od tego że po urodzeniu dziecka stała się w stosunku do mnie zupełnie inna. Zaczęła mi dokuczać, pouczać, wtrącać się do wszystkiego, żądała spisania intercyzy po ślubie (ślub wzięliśmy gdy mała miała rok). zle traktuje moją rodzinę i moich znajomych. Zepsuła nam całe wesele podobno najważniejszy dzień w życiu Wiele razy w życiu mnie poniżyła przed innymi osobami. Najbardziej przykre jest dla mnie to że próbuje wciągać w swoje gierki moją półtoraroczną córeczkę, stawiając na pierwsze miejsce adoptowane dziecko jej córki. Jak mam wytłumaczyć swojemu dziecku że babcia kocha lepiej xxx? Ostatnio była sytuacja w której zadzwoniła do mojego męża prosząc o termin żeby spotkać się z małą. Razem ustaliliśmy że będzie to pewien dzień, gdzie mieliśmy załatwić pewne zaległe sprawy. Jak się później okazało szanowna teściowa zaprosiła swoją córeczkę wraz z jej „ukochaną wnuczką” tłumacząc że nie ma czasu bo musi gotować dla nich obiad, a przecież wcześniej ustaliliśmy że zawieziemy do niej naszą córeczkę. Wieczne obrażanie się i udawanie ofiary to jej typowe atrybuty. Na obecną chwilę nie wyobrażam sobie mieć coś wspólnego z tą kobietą . Podejrzewam że jej własna córka też jest toksyczna, teraz ma satysfakcje że to jej dziecko jest bardziej kochane. Szkoda mi tylko męża i córeczki bo wiem, że to co dzieje się teraz to początek prawdziwego piekła. Mam nadzieje że spełni się moje marzenie i uda nam się wyprowadzić gdzieś daleko od niej.

  • Kasia

    Czytałam opinie, że toksyczne matki robią nam krzywdę nieświadomie. Gdyby moja matka również toksyczna robiła to nieświadomie łatwiej by mi było z nią żyć. Wg mnie matki toksyczne robią to świadomie, jedno dziecko traktują dobrze a drugie gorzej (jakby byłyby nieświadome, wg mnie zachowywałyby się w stosunku do każdego dziecka tak samo). Niestety ja jestem jedyną córką i na wszystko jest argument bo jesteś dziewczyną… a co Wy o tym myślicie?

    • dorota

      Kasiu, myślę, że wiele mam w ten sposób chce paradoksalnie uchronić swoje córki, bo zwyczajnie wierzą, że kobiety mają gorzej, dlatego wymagają od nich więcej. Tak „hartują je”, przygotowując do życia

      • Adam

        Po pierwsze kobiety biorąc pod uwage jak mają Mężczyzni to mają bardzo lekkie życie po drugie toksyczne matki robią to celowo one radzą sobie z własnymi chorymi emocjami i bólem waszym kosztem ale je to nie obchodzi że wam bardzo szkodzą takie świnie sie truje jak toksyczne matki

  • Qwe

    Dziewczyny czytam Wasze komentarze że lzami w oczach bo ja to przeszłam z obojgiem rodziców od dziecka słyszałam że jestem inna że zawsze muszę mieć swoje zdanie a ja tylko chciałam mieć prawo do własnych decyzji które nigdy im nie odpowiadały nawet wybór chłopaka czy koleżanki które były oknieodpowiednie dla nich nawet wybór kierunku studiów nie mógł pozostać w mojej decyzji. Rozpieprzyli mi niejeden związek bo zawsze albo brzydki, to za mały,że bez studiów obrzydzali do granic możliwości w końcu poznałam faceta o którym nie powiedziałam słowa i jestem z nim do dzis, pomógł mi uwolnić się z tego piekła w którym byłam tylko niewolnica bez prawa głosu, już od kilku lat pozostaje z nimi bez kontaktu. Postanowiłam że wyjadę za granicę i wtedy zostalam pobita przez własnego ojca, po czym usłyszałam że nie mam już prawa powrotu, co tylko utwierdziło mnie jak dobra decyzję wtedy podjęłam. Odzyskałam własne życie i nie utrzymuje kontaktu z rodzinka, bo nawet rodzeństwo się ode mnie odwróciło.

    • Rebeka

      Bardzo przykre. Jak przeczytałam, miałam zaraz ochotę zapytać, czy nie zgłosiłaś tego nigdzie, że zostałaś pobita. Ale potem sobie przypomniałam, że i w mojej „świętej rodzince” też dochodziło do rękoczynów i nikt nigdzie tego nie zgłaszał, a nawet nikomu na zewnątrz nie mówił… Jedyna szansa na wygraną z toksykami to zacząć żyć własnym życiem – coś, co na początku oni nazywali egoizmem, mówiąc, że „życie mi jeszcze pokaże”, ale gdy zobaczyli, że epitety nie działają, zmienili strategię na bardziej kulturalną. Myślę, że takie zachowania – manipulacja, obrażanie itd. – biorą się z tego, że toksyczni ludzie sami ze sobą nie potrafią sobie poradzić, są jak przerośnięte dzieci, których zaskoczyło tempo życia, a oni nie mieli czasu na myślenie (proszę zwrócić uwagę, że nasi rodzice wychowywali się jako „bananowa młodzież” w peerelu, a potem zrzuciła im się na głowę transformacja, nagle trzeba się było wziąć do roboty).

    • Adam

      Pojeb chciał dalej budować swoją wartość na tobie dlatego ciebie pobił bo mu to uniemożliwiłaś wyjazdem. Współczuje ja mam toksyczną matke i ojca ojciec na dodatek despota to jest horror za nazwami matka ojciec są ludzie człowiek za nazwą dzieci też jest człowiek niszczony przez innego człowieka ale jak sie doda mama tata to jakos tak brzmi inaczej w rzeczywistosci to bestie bez uczuc które nas niszczyły od małego a Polska daje im pewnosc siebie w tym co robią.

  • Anna

    Ja ograniczyłam kontakt z matką i mam wyrzuty sumienia. Z drugiej strony było to konieczne, bo jej ciągłe narzekanie i krytykanctwo mnie przytłaczało. Zrozumiałam, że moja matka jest dorosłą osobą i sama musi zadbać o swoje życie, nie mogę być jej „marionetką” do uszczęśliwiania, muszę zająć się sobą, a nie ciągle myśleć o niej jak o dziecku, które może sobie nie poradzi. Oczywiście obraziła się strasznie na mnie za to „odcięcie” i nadal mam wyrzuty sumienia, ale nie chce jej już wtajemniczać w swoje życie i sprawy, bo przynajmniej nie mam mętliku w głowie i poczucia, że robię coś nie tak, bo mama tego nie chce. Jest cholernie ciężko, bo jednak to moja mama, która się mną opiekowała (niestety tylko fizycznie…), ale chyba inaczej nie umiała.

    • dorota

      Aniu, bo zerwanie kontaktu z rodzicem to czasami jedyny sposób, żeby wytrwać, żeby poradzić sobie z sytuacją, jednak to również rozwiązanie, które przypomina odcięcie chorej nogi…Do końca życia pozostaną bóle fantomowe.

  • G.

    Cześć Wam, u mnie też się zgadza tak 9/10, ale chyba trochę inaczej przeżywam te ataki i „akcje” ze strony mojej matki. Tzn. opisane symptomy też mam (wszystkie), ale poza tym to się stawiam i z nią kłócę ciągle.
    Doroto, bardzo dobry artykuł i pozwolił mi uświadomić sobie parę rzeczy, ale zajrzałam tu też dlatego, żeby dowiedzieć się co zrobić.
    Nie chcę zrywać kontaktu, bo nie czuję że moja matka jest taka non stop, ale faktycznie często i o byle bzdety się na mnie wyżywa. Doroto, co jeszcze można zrobić w takiej sytuacji poza zrywabiem czy ograniczaniem kontaktu? A może Wy, Czytelniczki i Czytelnicy macir jakieś pomysły?
    Pozdrawiam Was wszystkich z miłością!
    G.

  • anna

    Matka mojej synowej nie potrafi zrozumiec ze ona jest dorosla i chce sama decydowac o swoim zyciu.ciagle ja poucza i za nic nie pochwali .synowa ma jezdzc dzwonic do niej co dzien. Jesli tego nie zrobi to uwaza ze sie nie interesuje ze moze umzec a one nie bedzie wiedziala.(matka mieszka z mezem i synem)teraz jak synowa zaczela sie buntowac to zapowiedziala ze chce wnuka na wekendy.synowa sie nie zgadza i powiedziLa ze ma odwiedzac wnuki kiedy chce ale u nie .wiec matka zagrozila ze pojdzie do sadu i sad jej przyzna wekendy synowa wiedzac jak toksyczna jes matka boi sie o syna.i juz sobie nie radzi namowilam ja na psychologa. Co jeszcze moge dla nie zrobic?

  • Anna

    Witam też mam problem z toksyczna matka,mieszkam razem i nie potrafię się uwolnić,proszę o radę,pomoc,wskazówkę,już nie daje rady,straciłam wiele lat,pomóżcie nie wiem co robic.Anna

  • Ania

    Ja rownież mam toksyczna mamę która sprawia mi mnóstwo przykrości . Bez przerwy krytykuje wiecznie niezadowolona nieszczęśliwa a przy jakimkolwiek zwróceniu uwagi czy postawieniu sie jej jest wielce zdumiona i kompletnie nie widzi u siebie żadnego błędu . Wpędza wszystkich dookoła w poczucie winy robi z siebie ofiarę i użala nad sobą wygłaszając głośno ze ona wszystko robi dla nas a tu zero wdzięczności … Gdzie mam szukać pomocy jak przestać sie tym przejmować i odciąć od tego ? Nie chce być przez to nieszczęśliwa przez całe życie .

  • Ina

    Wszystkie pkt. zgadzają się z tym jak zachowuje się moja matka. Ojciec jej przytakuje, chyba dla świętego spokoju. On też ma niektóre z podanych cech. Chciałabym ograniczyć kontakty, ponieważ po każdej wizycie w domu czuję się sponiewierana psychicznie, ale boję się, że zostanę sama. Mam 26 lat i nie mam jeszcze własnej rodziny, tylko kilka koleżanek, ale też niezbyt bliskich. Boję się, że nie poradziła bym sobie sama, bez rodziców, gdybym np. straciła pracę itp. Nie mam na kogo liczyć. Mój młodszy brat też dostrzega problem, ale jest ulubieńcem matki i chyba trochę lepiej to znosi. Choć to mądry chlopak i widzi, że w domu coś jest nie tak. Boję się też wyrzutów sumienia, nie potrafiłbym sobie sama z nimi poradzić. Towarzyszyły mi zawsze, gdy tylko robiłam coś inaczej niż matka chce.

  • toksycznamatka

    A toksyczna córka? Moim zdaniem jest to obustronnie toksyczny związek

  • Domulek

    Toksyczna córka nie powstanie bez toksycznej matki. Poza tym matce zawsze łatwiej postawić granicę

  • Gosia

    Czytam to wszystko i bardzo placze zgadza sie 10.Jestem ofiara toksycznej matki tyranki prosze o porade pomoc..Wyprowadzilam sie z domu wyjechalam za granice jednakze przez kilkanascie lat robila ze mna co chcoala bila,poniewierala,wyzywala,karmila na potege do okropnej otylosci z ktora walcze do dzisiaj,wszczynala okropne awantury prxy czym bila rowniez mojego tate.Wtraca sie wszedzie probuje ustawic moje zycie kazda osoba poznana w moim zyciu dla mojej matki jest nienormalna..Codziennie kaze mi sie meldowac dzwonic bo inaczej dostaje sms w ktorych pisze ze jestem niewdzieczna..Nigdy nie mialam ciuchow bo.mi ich nie kupowala.Od dziecka pracowalam ciężko.Mialam zakaz kontaktu z rowiesnikami.Siostre moja zaprowadzila sila na aborcję poniewaz siostra nie miala jeszcze 18 lat w rezultacie po kilku latach siostra popoelnila samobojstwo.Matka po kilku latach stwierdzila ze to przeze mnie.Mam 8 letniego syna rozmawiajac z nim przez telefon mowi. Twoja matka jest glupia..poucza mnie w co mam go ubierac jak wychowywac i kiedy jest u niej bardzo go karmi tak jak robila to ze mną..Mam ochote nie utrzymywac z nia kontaktu nie dzwonic alesyn cidziennie o babcie pyta chce rozmawiac jestem po rozwodzie wiec moj syn jakby najwiekszy kontakt ma z babcia ktira kocha..Prosze pomozcie napiszcie co mam robic..Nie moge pozwolic zeby jeszcze zawladnela zyciem mojego syna..

  • Gosc

    Gosia badz silna i nie pozwol aby odebrala Ci syna, ktory jest jeszcze maly i podatny na manipulacje. Jestes za granica wiec masz szanse bardzo ograniczyc wasze relacje a jak sie nie da uciac je. Nie pozwol aby Teoje dziecko wybralo babcie zamiast Ciebie bo do tego wlasnie to zmierza. Babcia ojca mu nie zastapi, nie ludz sie. To Ty musisz byc dla niego najwazniejsza osoba. Uwierz w siebie a ulozysz sobie zycie.

  • kaska

    Cześć. Widzę, że jest na wiele. Najgorzej , że stoję ja słup, by miec spokoj, swiety spokoj i z pokora wykonuje polecenia i wyslychuje krytyki. Przede mna wesele- nie pytajcie ile nocy przeplakalam przez moja matkę. Zniszczyla nasz dzien, ani ja ani Moj narzeczony nie cieszymy sie tym, chcemy to odfajkowac ja sie wyprowadze i spokoj. Choc obawiam sie ze wyprowadzka wiele nie zmieni. Wielokrotnie moj MAZ chcial zrobic z tym porzadek, ale ja go stopuje, dla swietego spokoju tj bez awantur i fochow. Obgaduje mnie do rodziny, bo juz nie ejstem sluzką – nojgorsze nie przez to, ze sie postawilam, a przez to, ze pracuje do wieczora. Jestem wsciekla na siebie i widze ile to kosztuje mojego narzeczonego – obawia sie, ze to sie nie zmieni i nie przetrwamy jako malzenstwo – a ja wcale mu sie nie dziwie, bo tez sie boje, czy dam rade odciac pepowine mimo stalych ponizan. Tak jest odkad pamietam, strach od dziecka, klamstwa, zeby dala mi swiety spokoj, raz nawet sie pocielam butelka jak wracalam ze szkoly, zeby sie zajela mna a nie 3ka z klasowki (bylam 5tkowa uczennica) oczywiscie to nie pomoglo, awantura i pas czekakl na wejsciu. Psychicznie ejstem uzalezniona od niej, nawet buty kupuje z mysla, zeby jej sie spodobaly. Nie umiem z tego wyjsc, wyprowadzka moze pomoze, ale nie zerwe kontaktow, to w koncu rodzina. Co dziwne babcia to wspaniala i ciepla kobieta, ktora sama nie wie, czemu jej corka taka jest. Ojciec biernie patrzy a czasem nawet jej broni.

  • tuśka

    Pani Doroto, proszę o komentarz. U mnie wszytskie punkty się nie zgadzają, ale są pewne inne zachowania, np. moje rodzeństwo – brat i siostra zostali przez mamę wsparci – brat dostał pieniądze na pół domu, siostra na samochód. Ja kiedy zapytalam czy mam pożyczy mi pieniądze na spłatę kredytu zostałam spławiona i określona jako osoba roszczeniowa. Kiedy studiowałam , wyjeżdzałam do Francji, kupiłam sobie nowe kapcie na targu za 10 zł, za karę za marnowanie pieniędzy na drogę dostałam chyba tylko 10 euro, co nawet w razie kłopotów nie starczało na drogę powrotną (jechcałam tam pierwszy raz). Teraz ma być wesele w rodzinie, tyle, że na drugim końcu kraju, drugi ślub z przyjęciem bierze syn siostry mojej mamy. Po rozważaniu stwieredziliśmy, że nie jedziemy. Dałąm znać cioci i powiedziała, że ok rozumie. Natosmiast matka zbulwersowała się i zaczęła wyjeżdżac z wyrzutami, że zrywam więzy rodzinne, że dbam tylko o dobry kontakt z rodziną mojego męża, że zeszłe lato kiedy się przeorowadzaliśm y (200 km od miejsca, gdzie mieszkają moi rodzice), siedziałąm u teścicy (tak mówi o mojej teściowej i strasznie mnie na nią buntuje). Moją siostrą tak nastawiła na teściową, że mają mega kosę, nawet nigdy nie byli u niej na święta, mimo że syn jej teściowej to jedynak. A jak powiedziałam matce , że narzuca komuś yjazd na wesele , i w ogóle inne rzeczy, to ona do mnie : jak ktoś śmie tak mówić (to akurat o weselu, na które pojechali tok temu brat i bratowa). Cały czs podkreśla, że za to , że ona dała lub może dać pieniądze, to należy się wdzięczność. Oczywiście często słyszeliśmy – wszyscy troje – brat i siostra, ze jesteśmy nieumioły i lepsze słowa. Tato jest stłamszony przez mamę, nie ma do dyspozycji swoich pieniędzy i w ogóle stosowana jest wobec niego od wielu lat przemoc psychiczna. ogólnie wymiana zdań z moją matką to jak kopanie się z koniem. Co mogę zrobić, żeby pomóc sobie i ojcu?

    • dorota

      Tuśka, ja na Twoim miejscu na pewno nie przyjmowałabym pieniędzy od swojej Mamy. Wiem, łatwo napisać, jeśli ma się potrzeby finansowe, kredyt, terminy…Wszystko rozumiem. Biorąc jednak pieniądze, szybko tego pożałujesz i myślę, że nie warto. Pomagać też trzeba umieć, a wszystko na to wskazuje, że Twoja Mama tego nie potrafi. Dlatego jeśli przyjdzie taki moment, że jednak będzie chciała pożyczyć, naprawdę mocno się zastanów. Co do wesela – jesteś dorosła, to Twoja decyzja i Mama nie powinna jej komentować, a na pewno nie w ten sposób. Pewnie Mama bardzo liczy się z opinią innych, zwłaszcza dalszej rodziny, dlatego chciałaby, żeby wszystko było idealne. Prawda jednak, że wesele to wydatek, a ślub na drugim końcu Polski wymaga również odbycia męczącej podróży.
      To, co mogę poradzić – nie tłumacz się i rozmawiaj z Mamą o przysłowiowej pogodzie. Nie dziel się swoimi problemami, troskami. Im mniej Mama będzie wiedzieć tym lepiej. Wprowadzając Mamę do swojego świata dajesz jej prawo do komentowania. Nie pozwól na to. Gdy Mama będzie Cię obrażać, czy sprawiać Ci przykrość powiedz stanowczo: „Mamo, nie chcę tego słuchać. Jeśli nie przestaniesz, wyjdę”. I tu najważniejsze – powiedz to raz, spokojnie. Jeśli Mama nie przestanie wyjść. Spotkaj się z Mamą ponownie za jakiś czas i postępuj w ten sposób do skutku. Nie daj się wciągnąć w pyskówki. Tylko konsekwentne działania pozwolą Ci zakończyć tego typu sytuacje. Powodzenia.

      • Tuska

        Dziękuję, czy moja matka jest toksyczna? Mam 35 lat i powoli zaczyna do mnie to docierać, zaczynam rozumieć, dlaczego mam mega niska samoocenę i totalny brak wiary w siebie:(

  • corka renaty

    mam taka matke – Renate, jeszcz e wodatku zajmuje sie coachingiem i poradami a sama zniszczylo rodzine i mnie jako corke. Ale to jest chory mozg takim osobom nic nie da sie powiedziec.

    • dorota

      Niestety często osoby zajmujące się tematami z zakresu rozwoju osobistego, psychologią mają mnóstwo osobistych problemów…Najczęściej sobie to uświadamiają…

  • Maja

    A może idzie ku lepszemu – mamy Internet, coraz więcej osób ma do niego łatwy dostęp, może dzięki temu coraz więcej zechce popracować nad sobą? Poza tym są kursy, warsztaty, terapie – mnie sie wydaje że grunt to uświadomić sobie istnienie problemu i zechcieć dokonać w sobie zmiany. Może większośc z takich osób podjęłaby się tego dowiedziaszy, że czyni źle?

    • Maja

      „Dopóki nie uczynisz nieświadomego świadomym, dopóty będzie ono sterowało Twoim życiem” – jak mądrze zauważył Carl Jung.

  • ona

    Mam pytanie, bo może to ja jestem jakaś dziwna…. Mieszkam za granicą, odwiedzam rodziców 2 razy do roku, zimą i latem. Czasem wypadają trzy razy, jak się zdarzy, że przyjadę na Boże Narodzenie. I jestem ok. 7 dni za każdym razem. Kocham moich rodziców. Nie miałam idealnego dzieciństwa, było w nim dość dużo agresji i braku doświadczenia rodziców. Ale teraz to się zmieniło. Moje podejście i ich. Pomagamy sobie, rozmawiamy często i jest dobrze.
    Jednakże na urlopie w Polsce jestem zmęczona psychicznie moją rodziną… Głupio mi to mówić, ale często jestem bardzo spięta, czuję każdy mięsień. Otóż wydaje mi się, że nadal traktują mnie jak dziecko a jestem prawie w połowie mojej 30-stki….Żyję samodzielnie, radzę sobie ostatnio dobrze jak nigdy. Najbardziej wkurzają mnie teksty typu ” nie jedz tylko dużo w mieście!”. Codziennie. Nie kupuj tego, nie jedz tego i tamtego. kiedyś mi wręcz planowali dni. Ale jednego dnia się zdenerwowałam i powiedziałam głośno, że ja tutaj też coś mam do gadania i akurat mam inne plany. Lubię mamy obiady, są pyszne, ale to też mój urlop, Biorę ze sobą pieniądze, nie wymagam gotowania dla mnie, sama czasem też coś ugotuję. Muszę się wręcz kryć z tym, że akurat miałam ochotę na Mcdonalda albo wpadłam na jedzenie do jakiejś knajpki, bo akurat miałam na to ochotę. Czy przesadzam??

  • pika

    Dosłownie czytam o mojej bratowej. Ciągle znęca się psychicznie nad swoją córką. Teraz obraziła się również na mnie bo ośmieliłam się stanąć po stronie dziewczyny. Jak sobie z nią radzić? Wiem że najlepsza byłaby terapia, ale jak ją do tego nakłonić, gdybym o czymś takim jej wspomniała ….. Nawet nie chcę myśleć co by się działo.

  • Emma

    Ja jestem alkoholiczka. Nie pijaca. Trzezwiejaca. Podczas terapii doqiedzialam sie ze wplyw na moje zycie miala matka. Jak sie okazuje, toksyczna. Nigdy tego w ten sposob nie postrzegalam.
    Umarl moj ojciec. Bylo nas czworo w wieku 8 do 19 lat. Matka zawsze powtarzala ze poswiecila sie dla dzieci..ja jej na to ze to „jej zasrany obowiazek” nas wyvhowac. Nie bylismy adoptowani. Gdy bylam w 2 ciazy powiedziala cos w tym stylu ze nastawilam sie na produkcje dzieci. Bedziesz jak tamta , patologia. Sama miala 26 lat majac juz 4 dzieci.
    Ale to zlo mniejszej wagi.
    Nie cierpi sprzeciwu i niedomowien. W sensie wy zgadnijcie o co mi chodzi. Ale wy mowcie mi gdzie jedziecie i co robicie. A jak nie …… to ja na was morde wydre.
    Przyszla do mojej corki pod pretekstem wywiedzenia sie czegokolwiek. Zobaczyla ze spi wiec sie wsciekla, bo nam nie wolno bylo w dzien spac, i rzucila batonem w jej glowe. I poszla. Tyle.
    Dodam ze moja corka jest pelnoletnia swietnie sie uczy i nie sprawia zadnych klopotow wychowawczych. Babci nie podoba sie ze do niej nie lata. Najlepiej z informacjami. Ale kto taka babke bedzie lubil?
    Najgorsze jest to ze to moja matka. Kocham ja. I chcialabym zeby zachowywala sie normalnie. A potrafi. Przy obcych potrafi.

  • Iwona

    Przykro mi to stwierdzić, ale artykuł idealnie pasuje do mojej mamy. Myślałam, że tylko moja taka jest, eh… aż serce boli jak to wszystko czytam, Moja mama jest identyczna. Ciągle wpędza mnie w poczucie winy, że jestem niewdzięczna i ciągle nic nie robię, a ona całe życie haruje na to żebym ja miała lepiej. Nie znosi sprzeciwu i odmiennego zdania. Ona zawsze ma racje. Kiedyś już nie wytrzymałam i wyprowadziłam się do mojego chłopaka, niestety okazało się, że to nie i musiałam wrócić do domu… wypomina mi to od 8 lat. A nie mówiłam… bo on był taki siaki i owaki, a Ty się puściłaś. Ja to z chłopakiem poszłam do łóżka dopiero po ślubie, a Ty się nie szanujesz. Teraz jestem juz z kimś innym i robi dokładnie to samo, ciągle krytykuje, że to leń i takie tam… Dała mi ultimatum, że po tylu latach związku to ślub albo się rozchodzicie. Gdy się zaczynam bronić i nie pozwalać na takie teksty to słyszę: zamknij mordę, jesteś dziwką, puszczalską, jeszcze nabierze Ci się wody w uszy. Wszystko robię źle, nie przypominam sobie żebym usłyszała jakieś dobre słowo lub pochwałę od niej Nikt nie jest idealny, ja też, ale takie słowa w życiu nie przeszły by mi przez gardło żeby powiedzieć do swojego dziecka. Dziś na przykład jak znowu mi wykrzykiwała różnie „miłe rzeczy” i zaczęłam się bronić , to powiedziała żebym przypadkiem nie przychodziła na jej pogrzeb tylko nasrała na jej grób. Zastanawiam się czy ja na prawdę jest taka niedobra??????!!!!!! Chciałabym razem usiąść, spokojnie porozmawiać, zwierzyć, ale niestety nie da się bo z czasem i tak wykrzyczy jak coś jej opowiem.Chciałam się dokładać do budżetu domowego żeby nie było wypominania, to usłyszałam: nie, nie, dopóki nas stać to nie trzeba, a za jakiś czasu juz wykrzyczane i wypomniane, że ja o opał na zimę się nie martwię, ona musiała w zimę jechać do lasu, a ja kupiłam sobie kostium za 30zł i już myślę o kolejnych wakacjach. Mój brat też kiedyś wyprowadził się z domu, nie powiedział o tym, że planuje bo wiedział jaka będzie reakcja, tylko spakował się i wyszedł. Tego roku gdy się wyprowadził nie przyjechał na wigilię, to potem mi powiedziała, że to była moja wina, że nie przyjechał. Możecie sobie tylko wyobrazić jak można poczuci się po takim tekście. Gdy jej to za jakiś czas przypomniałam jak powiedziała, to oczywiście wszystkiego się wyparła. Pretensje o wszystko… o ja niewdzięczna i podła… Gdy ja do niej dzwonię to słyszę: haloo, ale takim tonem głosu, że najchętniej odłożyłabym słuchawkę, a gdy dzwoni ktoś inny, to jest milutka i tekst: cześć, co słychać… Przykłady można mnożyć, serce pęka z bólu i łzy same płyną eh… Wyprowadziłabym się do mojego chłopaka, ale on mieszka 300km ode mnie i obawiam się jak to będzie z pracą. Kocham swoich rodziców i na prawdę jestem im wdzięczna, ale ja chcę żyć po swojemu i człowiek chce się uczyć na swoich błędach. Oni nie przeżyją za mnie życia, ani za mnie nie umrą. Czuję się zaszczuta, czasami nie chce mi się żyć. Brakuje mi jakiegoś wsparcia żeby to wszystko zmienić. Przepraszam za tak chaotyczne pisanie, ale musiałam się gdzieś wyżalić.

    • dorota

      Iwono, wiem, że możesz to różnie odebrać. Ale wyprowadź się, usamodzielnij. Nie czekaj ani chwili dłużej. Nie możesz pozwolić sobie na takie traktowanie. Ja rozumiem stres, praca, pieniądze, ale uwierz, tak będzie lepiej. Gdy spojrzysz na sytuację z perspektywy, sama dojdziesz do takich wniosków za jakiś czas.

  • Gloria

    Pytanie do wszystkich,czemu mentalnie nie odcinacie się od tego co robią i mówią,czemu podswiadomomie czekacie na ich zmianę,czemu boicie sie pójść własną drogą-szukacie ciągle akceptacji swoich decyzji,chociaż przez tyle lat wiecie,ze to niemożliwe. Boicie sie,ze wam nie pomogą,chociaż tyle ludzi nie ma fizycznie rodziców i żyje. Raz lepiej raz gorzej,czasem skromniej. Większość z nas miało takich rodziców,bo oni wnieśli to z domu własnego. Ale dali nam życie i jak mamy nim zarządzać sami to się boimy.Znam temat z autopsji. Z Mamą sobie poradzilam,z teściową nie,mój mąż nie zrozumiał i nie rozumie tematu,więc małżeństwo nie przetrwało. Nic nie jest proste,ale stancie obok o przyjrzyjcie się z perspektywy obserwatora,wtedy prościej.

  • Kate

    Tez mam toksyczną matkę, przykre, żyjemy razem , mam 8 letniego syna, dochodzę do wniosku że jest toksyczną matką i babką. Nie potrafi rozmawaić spokojnie, tylko wrzaski, wypominania, mojego synka traktuje jak mnie kiedyś jak byłam dzieckiem. Czasami zastanawiam czy ona w ogóle ma wgląd w to co mówi, jakie słowa wychodzą jej z ust, ale nie, nie ma żadnej refleksji ze to rani, ona jest najważniejsza. Jak jest odpowiedz kontra to wrzaski i fochy. Mam jej dość. Dość takiego swojego życia i dość takiego życia jakie funduje mojemu synkowi. Chce się od niej uwolnić ale dopada mnie poczucie winy wobec niej- i tu jest odpowiedz- toksyczne relacje. Do jej śmierci albo mojej. Nie potrfaię się od niej uwolnić. Strasznie to trudne…..

  • Marija

    Artykuł opisuje dokładnie moją sytuację. Doświadczyłam wszystkiego co jest w nim opisane. Obecnie zajmuję się medytacją i zgłębiam tajniki buddyzmu. To pomaga mi bardzo znaleźć siłę i prawdziwą świetlistą radość kreowania swojego życia. Czuję po raz pierwszy w życiu że naprawdę, naprawdę mam wpływ na jego jakość! Mogłabym pisać jeszcze dużo na temat radości jaka płynie z poczucia wolności wyboru, wyboru kształtowania swojego życia, z poczucia nieustraszoności, które bardzo pomaga podejmować decyzje. Naprawdę. Niestety jednak z moją mamą kontaktu konsekwentnie mniej lub bardziej ale unikam. Mieszkam za granicą, to ułatwia odcięcie się. Mimo to dostaję toksyczne mejle, na które już nie reaguję.

    Nie wiem jednak czy to dobra droga. Ale być może rok przerwy w kontaktach (już 3 miesiące bez skajpowania zaliczyłam) naprawi sytuację. A może pogorszy, bo jej poczucie zranienia wzrośnie. Powiedziałam 3 miesiące temu, że potrzebuję czasu dla siebie itd. Niby okej, ale po chwili znowu toksyczne zagrywki. Czyli nie uszanowała ponraz kolejny mojej decyzji. Raz tylko odpisałam w ciągu 3 miesięcy dłuższy tekst, że jestem obecnie bardzo szczęśliwa i nie wiem czym ona się martwi. Oczywiście dostałam tekst toksyczny, którego nawet całego nie czytałam. Niestety moją siostrę ściągnęła na swoją stronę i teraz obie trzymają sztamę, co na pewno ich nie uszczęśliwia, ale są przekonane że robią dobrze.

    Nie mam ochoty już główkować jak sobie z nimi poradzić. Mam prawie 32 lata i dość już mam oczekiwania od mamy, siostry, że się zmienią, że przestaną osadzać i zaakceptują mnie taką jaka jestem, a może nawet zaczną się cieszyć że mają mnie w rodzinie, widzieć mnie jako wzbogacenie ich życia i promieniującą pozytywną, czystą,świetlistą energią. Jedynie ja się mogę zmienić, co właśnie czynię. Tyle że potrzebuję do tego wolności, a ta sytuacja przerasta moją mamę.

    Ale ja nie jestem odpowiedzialna za jej szczęście. Życzę Ci Mamo, odkryj szczęście w sobie. Potrafisz być szczęśliwa. Wiem to i tego też doświadczyłam. I Ty, Droga Siostro, również. Z jakiegoś powodu o tym zapomniałyście. Bardzo Was kocham i wiem, że będziemy sobie służyły ciepłem, akceptacją, życzliwym zainteresowaniem, pełnym szacunku traktowaniem. Bez osądzania. Za tonz podkreśleniem tego, co w nas dobre, by to piękno w nas rozkwitało gdy się widzimy. A może już tak jest? Może wystarczy tylko spróbować?

  • Anita

    Witam,
    Przeczytałam ten artykuł oraz komentarze i się przerazilam. To znaczy ,że jestem toksyczną matką. Mój mąż tak naprawdę nigdy nie brał udziału w wychowaniu córki bo zawsze miał inne rzeczy do zrobienia. Często przy córce mnie obrażał. To ja przez 28 lat małżeństwa zawsze pierwsza wyciagalam rękę na zgodę a on z wielką łaską ją przyjmował. Nigdy przy córce mnie nie przeprosił bo nie miał za co . Ok.pracował ,nie pije, pomagał i pomaga w sprzątaniu. Tak oczywiscie to są Jego plusy. A co ja oprócz etatu ,dom ,sprzątanie. Od małego starałam się w córce rozwijać jej zainteresowania,siedziałam przy lekcjach, rozmawiałam.Teraz okazuje się ze jestem toksyczna bo powiem mojej osiemnastoletniej córce ,że nie podoba mi się jej makijaż, że jej sylwetka raczej nie umożliwia noszenia niektórych fasonów ubrań. To ja proszę aby się uczyła ,bo jest zdolną dziewczyną. Nie musi być przymusem, bo tego od Niej nie oczekuję. To ja proszę aby posprzatala swój pokój i proszę o pomoc czasami w kuchni, bo sama się na e domyśli aby to zrobić.To ja proszę a raczej wymagam aby nie wloczyla się gdzies i nie przychodziła pod wpływem alkocholu.
    To ja czasami w złości coś powiem czego później żałuję ale ja przeproszę. Córka nie ma mnie nigdy za co przeprosić bo uważa że nie ma za co.A teraz się okazuje ze muszę iść na terapię bo jestem toksyczna .

  • Beata

    Mam 51 lat, dwie dorosłe córki i wspierającego męża. Jestem córką toksycznych rodziców. Świadomość relacji, w jakich dorastałam, pojawiła się po ukończeniu studiów i gdy założyłam własną rodzinę. Niepokojącą prawdę odnalazłam w słowach
    S. Forward: „Toksyczny system rodziny jest jak łańcuch pojazdów w karambolu na autostradzie – produkuje jedną spaczoną generację za drugą.” Zaczęła się trudna praca nad samą sobą. Trwa ona nieustannie. Jestem przekonana, że moim toksycznym rodzicom „zawdzięczam” świadomość, jak nie postępować w stosunku do moich dzieci, aby czuły się ranione. Bardzo się starałam i czynię to nadal. Nie jest to łatwe. Kiedyś usłyszałam z ust moich dzieci: „Mamuś, ty jesteś inna niż babcia”.
    Chyba coś mi się jednak udało…

  • Joanna

    Witam. Mam 47 lat. I jestem córką toksycznej matki. 10/10 punktów z tego artykułu to moja mama. Uświadomiłam sobie ten fakt chyba 4 lata temu jak przeczytałam książkę S.Foward „Toksyczni rodzice” zrozpaczona po kolejnej awanturze. Z całego serca polecam lekturę wszystkim zagubionym. Analizując przypadek mojej mamy to z perspektywy czasu widzę, że ona sama jest właśnie córką niezwykle toksycznych rodziców, którzy kompletnie wypaczyli jej osobowość. Bita, upokarzana psychicznie powieliła zachowania na swoim dziecku — na mnie. Uświadomienie sobie tej relacji to pierwszy stopień. Walczę na co dzień o przetrwanie. O wszystko. O te 10 punktów z artykułów. Niestety. Ciągle ma wyrzuty sumienia. Jestem od niej uzależniona. Sytuacja sprzed godziny – bardzo chcę jechać z mężem na wycieczkę do innego miasta i wiedząc, że ona się dowie, że jej nie zaprosiliśmy i się obrazi dzwonię jak ta głupia z propozycją wycieczki. W duchu modlę się żeby odmówiła. Ona się kryguje kilka minut, ja nalegam (z bólem żołądka) i mama oczywiście się zgadza, a ja zaczynam modlić się o deszcz żeby nie jechać. Łatwo pisze się porady, ale jak realnie wyjść z tych relacji? Jest coraz gorzej. Ona jest coraz starsza i jej charakter daje się coraz bardziej we znaki. Co robić? Mieszkam w małej miejscowości. Nie stać mnie na psychoanalityków.

    • dorota

      Tak, to ważna cecha, toksyczne matki wychowują toksyczne córki, które potem są toksycznymi matkami. Dlatego tak ważne jest, by znać ten mechanizm…

      • Joanna

        Zrobiłam coś pierwszy raz w życiu! Powiedziałam, wykrzyczałam (niestety) matce o jej postępowaniu. Że mnie nie wspiera. Że w sytuacji kryzysowej zamiast pocieszyć to ze mnie wyzywa od histeryczek. Popłakałam się. Emocje wzięły górę. I wiecie co usłyszałam, że kiedy ona była mała i miała podobną sytuację to rodzice drąc się na nią stawiali ją do pionu. I najgorsze jest to, że ona przyznaje im rację, wierzy w tę metodę a mnie każe się leczyć ! To jakiś absurd. Błędne koło. Nie daję rady. POMOCY!

  • Rocksett

    Bardzo dobrze to znam. Te podpunkty prawie całości pasują do mojej mamy. U mnie jednak jest trochę inaczej niż wy piszecie. Moja matka całe życie opiekowała się nami sama. Ojca wiecznie nie było a jak już to po to żeby na nas nawrzeszczeć. W końcu matka nie wytrzymała i na szczęście rozwiodła się. Myślałam że to koniec koszmaru, że będzie lepiej. Stało się inaczej. Moja matka pamicznie boi się utraty mnie, robi więc wszystko by mnie nie stracić. Zawsze była nadopiekuńcza i wyręczała mnie w wielu rzeczach. Później gdy dorosłam nagle zaczeła ode mnie wymagać zrób to czy tamto bo mnie nie ma nie am rady tego zrobić. I co? I okazało się, że sobie nie radzę z wieloma rzeczami bo nikt mnie tego nie nauczył. Zaczęło się więc czepiamie i robienie ze mnie niepełnosprawnego dziecka. Wmawianie mi że nie dam rady lepiej jak ona to zrobi. W związku z tym ustawia mi życie. Szuka dla mnie pracy, szkoły itd. Doprowadziła swym zachowaniem do tego, że każda decyzja jaką podejmuję jest w oparciu o matkę. A więc robię przed nią wszystko to co ona chcę. Dzisiaj mam 23 lata. Kończę studia takie jakie zaakceptowała moja mama. Pracy nie mam bo studia najpierw miszę skończyć. Znajomych nie mam bo wszyscy mają mnie za wariatkę. Iedy chcę wyjść z domu to zawszę muszę zdać całą relacje dokąd idę kiedy wrócę no i po powrocie powiedzieć co robiłam. Niby pozwala mi wychodzić ale to wszystko to gra. Kiedyś wydzwamiała do mnie po 20 razy bo martwi się. Teraz nie robi już tego. Teraz ma nową strategię. Nie odzywa się wcale. Ale jak tylko nie wrócę do domu przed 21.00 to zaraz akcja. Telefony do mnie po znajomych jak ma numery do nich, telefony na policję bo mogłam zaginąć. Jak już wrócę do domu to zastaję matkę często leżącą i umęczoną bo zamiast poczekać na mnie musiała ogarnąć sama wszystko w naszym wielkim i dookoła niego. Nie ma siły wstać. W ten sposób pojawiają się wyrzuty sumienia. Często udaje chorą żebym tylko została z nią w domu. Kiedy się buntuję to twierdzi,że to ja mam problem nie ona. Nie przyjmuje nic do wiadomości. A ja nie umiem się z tego uwolnić. Ciągle mam obawy że jak to zrobie to ona coś sobie zrobi, że nie zniesie straty i np. Popełni samobójstwo. Boję się zwłaszcza, że jest po . nie wiem co robić. Nawet jeśli jestem świadoma tego co dzieję się to nie umiem odciąć tej pempowiny. Jak żyć pomimo wyrzutów?

  • Marek

    Też powylewam swoje żale.
    Moja matka jest na tyle rasistowska, że największy szacunek ma głównie do jasnookich ludzi.
    Tak się składa, że ja mam brązowe tęczówki i traktuje mnie niepoważnie.
    Całe życie ma do mnie podejście jak do niedorozwiniętego.
    Ale mam świadomość, że nie uda mi się tego zmienić.
    Jest osobą chorą na tym punkcie i szalenie zawiedzioną, że nie jestem blondynem o jasnych oczkach.
    Co gorsze jestem jedynakiem i wychowałem się bez ojca.
    Rezultat?
    Niska samoocena, brak powodzenia u kobiet i na płaszczyźnie zawodowym.

  • Mi

    ‚Toksyczna matka nie jest niekochajaca’ – tu jest falsz, bo toksyczne matki to czesto osobowosci narcystyczne, czyli kochaja wylacznie siebie. Moja matka urzadzila mi pieklo na Ziemi, a jak skonfrontowalam sie z nia po latach, bo chcialam wyjsc z depresji wybaczyc itp, to zobaczylam tylko zlosliwy usmieszek i prosto w oczy powiedziala ‚Wiem, ze taka jestem i co mi zrobisz?’. W tym momencie wiedzialam,ze sa osoby na wskros zle ktore doskonale wiedza co robia. Moja matka bla najszczesliwsza jak udalo jej sie doprowadzic mnie do lez, to byl zawsze jej moment triumfu, niewazne,czy mialam 8 lat czy 28. Potrafila tak klamac i manipulowac,ze myslalam,ze mam sama cos nie tak z glowa, az zaczelam dokladnie zapamietywac szczegoly, sytuacje, uzywalam logki przeciwko niej, bo jesli myslisz logicznie i masz dobra pamiec, do zaden klamca nie wcisnie ci kitu, ani nie zmanipuluje. Musialam to robic juz jako dziecko, bo po prostu oskarzala mnie o zmyslone rzeczy zeby mnie karac. Jak jej udowodnilam,ze to niemozliwe,zebym ja cos zrobila, bo np bylam w tym czasie w szkole to i tak mnie karala za to,ze jestem bezczelna, kompletnie nie robilo jej,ze zdemaskowalam jej klamstwo, bo wiedziala od poczatku ze to tylko taka gra z klamstwem w tle…. Przeszlam pieklo na Ziemi i dopiero poczulam ulge jak zaczelam czytac o toksycznych matkach, one sa jak klony, te same tricki, te same numery. Pomoglo tez to,ze wiem juz ze NIE MUSZE niczego wybaczac, bo z tym sie latami meczylam, chcialam wybaczyc i zapomniec. Ale potem pomyslalam ile mam wybaczac, przeciez ona sie nie zmienila, ma w d moje wybaczenie, mam je j wybaczac jak, co miesiac czy co tydzien… I to mnie uwolnilo, nie musze wybaczac, nie jestem jej nic winna, nie musze do niej wydzwaniac ani sie o nia martwic. Ona sobie w piekle poradzi, poustawia wszystkie diably w rownym rzadku.Ograniczylam kontakt i zaczelam zyc, ale nawet jak z nia rozmawiam co pare miesiecy to pozniej musze sie psychicznie zbierac po jej szpilach. Kazda rozmowe zaczyna od wzbudzania we mnie poczucia winy a konczy sugestiami jakie to ze mnie ludzkie zero, bo nie mieszkam z nia zeby jej uslugiwac.

    • dorota

      MI, rzeczywiście nic nie musisz…Pewnych rzeczy pewnie nie da się wybaczyć…choć wybaczenie jest o tyle dobre, że pozwala pozbyć się przykrych emocji. Wybaczenie to nie zapomnienie…

  • Joanna

    moja historia jest tak bardzo podobna do Waszych … Tyle, ze ja mam juz 34 lata i dopiero teraz stawiam granice mojej matce. Bardzo chciałabym sie od niej uwolnić raz na zawsze, odciąć, nie spotykać jej juz nigdy, moim największym marzeniem jest sie od niej po prostu wyprowadzić , tyle , ze to musi jeszcze trwać pare lat … Czuje jak wysysa ze mnie życie , moja energię , to co było we mnie najlepszego . Jestem wrakiem człowieka , a to wszystko jej wina. Zwyczajnie czuje do niej złość , niechęć, a nawet oobrzydzenie . Nie jestem w stanie wymienić co złego mi zrobiła, bo to temat rzeka . Począwszy od lat dzieciństwa po teraz kiedy mam juz swoje dziecko . Czasami mam wrazenie, ze ona powinna sie leczyć psychiatrycznie , tak sie zachowuje. Nie jestem w stanie namnożyć ile krzywdy mi zrobiła . Ale juz postanowiłam : wyprowadzam sie wkrotce i nigdy sie juz nie odeżwe , nigdy!!! Szklanka wody nie z moich rąk.

    • dorota

      Joanno, przykre to…Dlaczego nie możesz już teraz się wyprowadzić? Może uniezależnienie się pozwoli Ci zbudować tą relację na innych fundamentach?

    • Hanna

      Myślę, że najgorsze co może Pani robić to namawiać kogoś do wybaczenia. Nie wie Pani, co dokładnie ta osoba czuje i co będzie dla niej najlepsze. Proszę się nie obrażać, ale niestety takie rady kojarzą się z toksycznym rodzicem, który nie potrafi współodczuwać, ale wie, co jego zranione dziecko czuje i co ma zrobić. W ten sposób dyskwalifikuje jego cierpienie i prawo do własnych uczuć i decyzji.

  • xyz

    mam 16 lat nie wiem co w tej sytuacji zrobić.te 10 punktów to dokładnie to wszystko co przeżywam na co dzień, boli mnie to nie mogę nic z tym zrobić moja matka mówi, że nie dostaje szacunku jednak ja też go nie dostaję, mówi że jestem niewdzięczna, że inne dzieci są lepsze ode mnie, mówi mi że źle wyglądam bo przecież moje koleżanki są jak z obrazka, mówiąc jej o tym co czuję ona twierdzi ze to własnie ja jestem egoistką myślę tylko o sobie. dlaczego tak wiele razy jestem obwiniana za głupoty np. zjedzenie czegoś. Ma pretensje o moich znajomych więc nie wychodzę z nimi, jak nie wychodzę mówi że jestem chamska dlatego nikt mnie nie lubi. Boli mnie to strasznie jak chce iść się ”wybawić” (chodzi o małe koncerty i festiwale) ona mi nie pozwala z ”miłości” bo się o mnie ”martwi” a tak naprawdę martwi ją to co inni pomyślą i zazdrości tego że sama takich rzeczy nie miała . Moje zdanie się nie liczy. Naprawdę jestem w kropce nie mam pojęcia co robić ona się nie zmieni, nawet po rozmowie na ten temat wyśmiała mnie i powiedziała że ja się jej nie odwdzięczam. Nie zna moich pasji ani nie chce mnie w nich wspierać ”bo w moich czasach takiego czegoś nie było i żyłam więc po co ci to?” to mnie boli najbardziej nie zna swojego dziecka a twierdzi ze jest odwrotnie. Chce opanować jakiś nowy język ” to zapłać i załatw samochód to będziesz się uczyć”. To jest straszne sądzę, że prędzej czy później zerwę z nią kontakt jednak do tego jeszcze 3 lata…

  • Alan

    Byłem w związku z kobieta, która wolała 1 dzień w tygodniu wolny dla nas spędzić na obiedzie niedzielnym podczas którego panowała atmosfera beznadziejna- ta rodzina w ogóle nie rozmawia ze sobą. Obied trwa 4 h plus ciasto, kawa, Uwierzcie, ze matka mojej kobiety potrafi zarzucić facetowi, ze nie pije wódki kiedy przyjechał autem, uzna partnera córki za największe zło i bedzie robić absolutnie wszystko żeby codziennie powtarzać swojej córce, ze ten facet jest najgorszy z najgorszych i powiem Wam więcej, ze partnerka zaczyna w to wierzyć. Kiedy poprosiłem żeby porozmawiała z matka, jak pózniej mi powiedziała skończyło sie totalna awantura rodzinna. Mimo ze odizolowała sie czasowo od matki codziennie widać bulo ogromna tęsknotę za rodzina. Frustracje przelewała na mnie bo jak sie domyślam ma wpisane do głowy ze matka jest najważniejsza i nikt inny. Byla na każde jej zawołanie, czasem zwalniała sie z pracy żeby zadbać o dobre samopoczucie matki. Na początku tak bardzo tego nie widać ale każdy krok do usamodzielnienia mojej byłej był okupiony wojna i aroganckim zachowaniem. Była kobieta po kilku rozmowach ze mna powiedziała jedno ona i tak bedzie do nich jeździć mimo to ze jej i mnie tam nie szanują bo jak powiedziała-rodzina jest najważniejsza. Było za dużo kłótni i nie zgadzałem sie na moje wyjazdy do tej „rodziny” ale wywierała naciski na mnie abym to robił. Odpuściłem wyprowadziłem sie bo już w końcu zrozumiałem ze ani nie chce iść do psychologa i nic z tego nie bedzie. Już całe szczęście osobno. Życzę jej partnera, którego zaakceptuje matka bo to i tak wszystko od niej zależy w jej życiu ale mam świadomość ze nie ma takich ludzi. Jej matka rozwali wszystko w pył a ona na to pozwoli bo tak ci ludzie maja. Pozdrawiam i każdemu radzę uciekać bardzo szybko z takiego układu.

    • dorota

      Alan, to bardzo przykre, co piszesz…W związku partner powinien być na zdecydowanie lepszej pozycji. Niestety wszystko wskazuje na to, że Partnerka nie dała Ci wyboru…Dlatego skończyło się tak, a nie inaczej

  • Alan

    Ludzie tu piszą o rade ja powiem Wam jakie rady albo miękkie serce albo twarda pupa. Zagryźć zęby i uciekać. Absolutnie nic innego. Takie moje odczucia bo zniszczycie sobie życie a żyje sie tylko raz

  • meg

    Alan,
    Nie uwierzysz ale dokladnie takie pieklo ja przeszlam przez dlugi czas …. bylam partnerka doroslego, ale nie dojrzalego dziecka i skonczylo sie podobnie. Bolalo- bardzo bolao, ale on wybral matke – a intryg, wyzwisk i ublizen co do mojej osoby oraz moich bliskich – ktorych nawet nie znala nie jestem w stanie tutaj przytoczyc. On niestety uwierzyl …. ale boli jak dziecko – dorosly mezczyzna wierzy w rzeczy ktore nawet nie mialy miejsca. Wazniejsze bylo to , ze sprzeciwilam sie i tym sprzeciwem do obelg i wyzwisk – uslsyszalam ze nie wolno mowic prawdy, nie wolno sie sprzeciwiac.
    Historia nadaje sie na film – ale zyc trzeba dalej….. JEdyna madra lekcja to niestety odejsc bo mimo milosci – nawet najwiekszej taka osoba nigdy nie odetnie sie od toksycznej matki…. ktora nigdy nie zaakceptuje, nawet mimo udawania i stawania na rzesach.

    Wierze, ze ciezko mnie tez nie jest latwo ale to najmadrzejsze co mogles zrobic dla samego siebie

  • Melja

    Moja matka nie radzi sobie sama ze sobą, od zawsze. Od zawsze tez podkreślała ile dla mnie zrobiła jak w wieku 4 lat byłam w szpitalu i groziła mi utrata wzroku. Jak sie poświęcała szukając dobrych lekarzy i ile zdrowia ja kosztował mój pobyt tam. A potem było jeszcze gorzej, bo ja dużo chorowałam … przeziębiała sie po prostu. Matka twierdziła, ze to przez pobyt w szpitalu mam tak niska odporność i przez podawane mi tam leki oraz sposób leczenia medycyny tradycyjnej. Dlatego od kąd pamietam byłam leczona jedynie lekami homeopatycznymi i ziołami. Anginy ciągnęły mi sie tygodniami, do tej pory mam pamiątkę w postaci pozdzieranych strun głosowych od ich nadwerężania przy wiecznie chorym gardle. Nie wspomnę juz o ciaglym bólu, ktory matka kazała mi wytrzymywać. Podczas choroby bolalo mnie wszystko, bo leki przeciwbólowe były zabronione, jako bardzo szkodliwe dla organizmu. Na niektóre zioła reagowałam odruchem wymiotnym, wtedy zatykała mi nos, żebym je wypijala. Jak byłam chora, nieważne czy z gorączka czy bez, musialam leżeć cały czas w łożku, tygodniami. Pamietam do dzis jak z rozpacza patrzyłam na dzieci bawiące sie w zaspach na śniegu …tylko przez okno … Uwielbiałam szkole i dzieci. Ale ponieważ chorowałam, to byłam wysyłana do babci na całe miesiące. Babcia była nauczycielka i przerabiała ze mną wszystkie lekcje, a sprawdziany zaliczałam pózniej w szkole. Jak tylko zaczynało bolec mnie gardło to bałam sie powiedzieć o tym mamie. Miałam poczucie winy sięgające Everestu „znowu sie załatwiłaś a ja mam teraz koło ciebie latać!” Słyszałam. W szkole dzieci mnie wytykały, ze nie chodzę do szkoły a mam same piątki. A ja mimo to jakoś potrafiłam sie z nimi zaprzyjaźnić i bawić, uwielbiałam byc wśród rówieśników. Pewnie dlatego, ze większość dzieciństwa przesiedziałam w domu sama lub ze starymi dziadkami. Zamykałam sie w swoim świecie wyobraźni, książek i fantazji. Byłam bardzo grzecznym dzieckiem. Dużo pomagałam w domu. Od małego miałam swoje obowiązki i była za wiele rzeczy odpowiedzialna. Od wieku chyba 13-14 lat zauważyłam, ze to ja jestem chyba bardziej odpowiedzialna od mojej własnej matki. Zawsze sie o nią bałam, ze sobie z czymś nie poradzi, albo, ze sobie coś zrobi. Miałam byc jej służąca od wykonywania rozkazów i uszczęśliwiania. Ponieważ matka była notorycznie nieszczęśliwa. Ja byłam wychowana na niewolnika, ktory nie zwraca uwagi na swoje potrzeby i pragnienia. Ojciec nie miał nic do gadania i robił co kazała. Ostatecznie to ona go zostawiła i wtedy dopiero sie zaczelo … Wmówiła mi, ze to wszystko jego wina, a ja zerwałem z nim kontakt na długie lata. Musiałam jej bezkrytycznie słuchać i wykonywać wszystkie polecenia, wierzyć, ze jak matka mówi, ze żółte jest czerwone to tak własnej jest. Wieczny chaos w głowie, brak poczucia własnej wartości, zagubienie i poczucie wewnętrznego napięcia, to była moja codzienność. Całe liceum cierpiałam na bulimię, a ona tylko robiła mi awantury „jak chcesz żygać to zygaj, ale ja nie bede bez sensu na jedzenie pieniędzy wydawała!”. Potem były papierosy i alkohol, zeby nie myślec, zeby chociaż na chwile pozbyć sie tego wewnętrznego napięcia. Matka udawał, ze nie widzi. Nigdy tez nie umiała zadbać o siebie i swoje życie. To wszystko przez zle osoby wokoło – w tym mnie, która ja denerwowała, przez która nie mogła spać po nocach po najmniejszej oznace mojego nieposłuszeństwa. Wieczne kłamstwa, manipulacje. I moje poczucie winy i brak poczucia szczęścia, bo jak moge byc szczęśliwa, kiedy matka tak cierpi… Moze namowie ja na terapie? Moze coś do niej dotrze? Moze to jednak ja sie pomyliłam? Co jest ze mną nie tak, ze taka jestem pokręcona … Tysiące pytań i straconych lat. Czekałam wciąż na zmianę, naiwnie marząc o mamie jaka zawsze chciałam mieć. Wyprowadziłam sie jak miałam 19 lat, ale emocjonalnie wciąż byłam niewolnikiem. Skończyłam studia, znalazłam prace, w której nie osiągałam wyników na miarę moich możliwości, bo nie umiałam o siebie zawalczyć, ciagle byłam zastraszona ofiara. Kilkanaście związków bez przyszłości, z facetami, którzy mną poniewierali. W tym czasie długa i bolesna terapia. Kiedy ja leczyłam sie z depresji ona oznajmiła, ze ma raka … Balam sie o nią strasznie, bo o siebie nigdy sie nie troszczyłam. Potem okazało sie, ze jej rak to wymysł. Ograniczyłam z nią kontakt do minimum. Po kolei zrywałam ze wszystkimi nałogami. Przestałam brać psychotropy, palić, nadużywać alkoholu. Nie wiem skąd znalazłam w sobie na to sile. Bo byłam z tym sama. Ale robiłam to krok po kroku. Udało mi sie spotkać wspaniałego faceta. Kiedy byłam w zagrożonej ciąży znów wymyśliła chorobę i zadręczała mnie telefonami. Kiedy wyszło na jaw, ze znów kłamie coś we mnie pękło. Nie rozumiem jak mogła narażać moje nienarodzone dziecko…. Ona w ogóle nie rozumie z kolei tego, co mi zrobiła. Jakie mi piekło zgotowała. Próbowałam z nią o tym rozmawiać, ale jak grochem o ścianę. Przecież ona mnie tak kocha i wnuczke tez! To ja jestem jakaś nienormalna, w końcu leczyłam sie psychiatrycznie ….

  • Krzysztof

    Przeczytałem artykuł. Muszę z przykrością stwierdzić, że u mnie wszystkie punkty się zgadzają.
    Wszędzie pod podobnymi publikacjami (nie tylko na tej stronie) widzę w 95% komentarze kobiet.
    A co z mężczyznami? Ich to nie dotyka? dotyka mniej/łagodniej? Mnie dotknęło niestety w 100%.
    Moja matka nic nigdy w życiu nie osiągnęła (nawet żaden partner z nią nie wytrzymał), jednak nie przeszkadza jej to w ciągłej krytyce.
    Gdyby nie ja nie miałaby nawet dachu nad głową, albo mieszkała w okropnych warunkach, a mimo to zawsze coś jest źle. ZAWSZE.
    To ja pracuje, to ja dbam o dom jak tylko mogę, nie pamiętam kiedy miałem wolny weekend czy popołudnie.
    Ostatnio byłem bardzo chory, w pracy wziąłem L4. Na drugi dzień po tym jak nie miałem siły wychodzić z łóżka usłyszałem: ,,Dlaczego nie wstajesz? Długo tak będziesz leżał? Dlaczego nic nie robisz? Masz zamiar cały czas leżeć?”
    Milion pytań, zero zrozumienia. Prowadzi monologi, a nie dialogi.
    Codzienne kłótnie, pretensje-szczerze: już sam nie wiem o co.
    To wszystko bardzo mi ciąży, chociaż nauczyłem się jej nie słuchać i tak dociera.

  • Jadwiga

    witam, ja mam 56 lat, jestem już babcią. zawsze zajmowałam sie dziećmi a mam ich dwoje( dzis dorosłe) wychowywałam je sama, bo mąz albo w pracy albo miał wiele innych rzeczy do zrobienia w tym przegrywanie ostatnich pieniedzy na życie(wpadł w hazard) narobił 120 tys długu a sam odszedł do 20 letniej kochanki ( on miał wtedy 35 lat) i w rezultacie zrobił jej dziecko. taką „pomoc miałam od niego” teraz jest za granicą od wielu lat, spłacił dlugi, a ja jak byłam sama tak jestem. córka wyszła za mąz i mieszka na swoim, a syn jeszcze mieszka ze mną, ale pracuje i studiuje. przez te wszyskie przezycia z mężem zachorowałam na rzs, choruje od 20 lat, w miedzy czasie miałam 3 operacje w jamie brzusznej z 4 miesieczna stomią. ciągle leki immunosupresyjne, sterydy zniszczyły mi zdrowie. moja mama nigdy przy dzieciach mi nie pomagała, nawet jak byłam w ciezkiej depresji gdy mąż odszedł do kochanki. jak płakałam jej do słuchawki to oddawała ja mojemu bratu zeby on mnie pocieszył. w całym moim 56 letnim zyciu, mama przytuliła mnie 2 razy, słownie dwa. nigdy mnie nie pocieszyła, nie wsparła. jak jeszcze mieszkałam w domu rodzinnym to biła mnie, ciągneła za włosy, rzucała we mnie butami, wyzywała, tylko dlatego ze miałam inne zdanie. moja mama pracowała, ale nie radziła sobie z wychowaniem dzieci(3-ka), ani z prowadzeniem domu.chociaz tata prał, gotował chodził z nami do lekarza na wywiadówki. w domu był wieczny bród, ze wstydziałam sie kogos zaprosic. mama była zaniedbana, brudna i śmierdziało od niej. ja od małego dziecka juz sprzatałam w domu, zajmowałam sie braćmi i sama musiałam o siebie zadbac, chociaz to było trudne, bo nie miałam majtek, moze ze 2 pary, skarpetek, spalismy bez powleczonej pościeli, pod gołymi kołdrami i poduszkami które smierdziały juz z brudu. nie mielismy nigdy prezentów, nawet na gwiazdke. były paczki ze słodyczami z zakłdów pracy rodziców. nikt nie pamietał o naszch urodzinach czy imieninach. pamietam jak mój brat uczył sie pisac i krzywo mu to wychodziło, jak mama go wyzywała i biła po głowie. albo ja jak zachorowałam na świnke zaraziłam sie od brata, to mama mnie wyzywała ze teraz nie zdam do nastepnej klasy. moja mama nie radziała sobie z naszymi chorobami, a my bylismy zdrowi, tylko jakis katar, czy angina czy choroby zakaźne, wtedy wprowadzała taka atmosfere w domu jakby ktos umarł, nie mierzyła nam gorączki bo bała sie zobaczyc ile mamy. siedziała w kuchni i nie pozwalała światła zapalic. w domu nic nie robiła, był potworny bałagan. nigdy nie usmiechneła sie do nas jak bylismy chorzy, wiec czasmi myslielismy ze juz z tej choroby nie wyjdziemy. zawsze mówiła: a moze to zapalenie opon mózgowych, albo jeszcze jakies straszne choroby wymyslala. póxniej zeby tego nie przechodzic, jak mieliśmy katar to ukrwlismy to przed mama a jak kaszel to kasłało sie w poduszke albo w szafie w ciuchy. do dzis to nam zostało ze jak sie zakaszle, to mama juz sie patrzy i odrazu sie tłumaczymy ze cos nas w gardle zadrapało. to tak w skrócie, bo mogła bym wiele jeszcze pisac. dzis mama ma 78 lat jest chora tez na rzs, ale choruje od 5 lat, poza tym fizycznie nic jej nie dolega, ale zawsze mówi ze ma 15 chorób. tata ma demencje, a ma 84 lata, mama nie radzi sobie z jego choroba do tego stopnia ze bije go po głowie i robi straszne awantury, wyzywa go od azchajmerów, ze ja zamordował, nie wiem o co chodzi. ja musze przychodzic do nich i pomagac, ja przychodze ale zawsze jest za mało mimo ze moi bracia tez pomagają. musze dzwonic do niej co drugi dzień a jak zapomne, to dzwoni z wyrzutami ze oni by umarli a ja bym nie wiedziała. mówi ze ja w zyciu miałam i mam lepiej od niej, bo ona pracowała,a ja nie. dzwoni do mnie bez przerwy obojetnie ktora jest godzina i opowiada te swoje torie, ze moze ojciec ma raka, albo ona pewnie ma raka. ciągle jej trzeba tłumaczyc ze nie, ze wszystko bedzie dobrze, a ona na to ze nie bedzie dobrze. ten mój biedny tata cofa sie w rozwoju, mówi od rzeczy, mama mu wmawia ze juz umrze, nie snuje zadnych planów na przyszłosc, niczym sie nie interesuje, robi mi ciagle wyrzuty, ze powinnam z nimi mieszkac i pomagac. ja jak wracam od rodziców to mam depresje bo tak mnie zdołuje. nie posiada ani krzty optymizmu. jak kiedys miała operacje na przpukline i była w szpitalu 3 dni w innym miescie ale nie tak daleko, to zadzwoniła rano i wyzwała mnie ze do niej nie przyjade, a aj porostu nie miałam czym dojechac. to corka koczyła prace o 18-tej i musiała mnie zawieźc do mamy bo sie obraziła, a na drugi dzien była juz w domu. kiedys pokłóciłysmy sie przez tel to juz wkrzyczałam jej, ze nidy mi nie powiedziałas ze jestes ze mnie dumna, a ona na to: bo ja nie jestem z ciebie dumna 🙁 jestem sama bo syn ma swoje życie, jestem chora, chodze pomagam jej, kupiłam jest ostatnio laptop zeby sie czym zajeła, koszyczki do leków bo porozawlane po całym mieszkaniu były, sprzatam, zmywam, układam cichy w szafach a za chwile i tak wszystko powywalane i wepchniete do szafy i wiele innych rzeczy, ale ma tez swój dom, córce tez pomagam przy dziecku( pół roczku) czesto sie źle czuje, ale zbieram sie i ide do mamay dla switego spokoju i cały czas za mało i za mało, i na kzde zawołanie musze byc, rzucac wszystko. nie daj boze ze nie zgodze sie z mamy zdaniem albo powiem ze nie moge przyjsc, to juz mnie wyzywa i wymusza na mnie. kiedys nie odzywałam sie do niej 4 mce bo tak mnie wyzwała, ale zblizał sie slub corki, to musiałam ja przeprosic za niewinnosc zeby jakosc było na tym slubie. ja najchetniej bym odcieła sie od niej na zawsze, ale przeciez byłabym najgorsza córka wszyscy bym mnie przekleli. ona do braci tak nie wydzwania i nie wyzywa ich bo co by synowe powiedziały, a po mnie jezdzi jak po łysej kobyle, bo za mna nikt nie stoi, maz za granica i nawet jak mu opowiadam to wyczuwam jakby myslał ze to jednak jest moja wina. gdybym do mamy przestała chodzic i dwonic to mama siedziała by w domu nieszczesliwa. pałakała by, jaka to jestem niewdzieczna. a za co ja mam byc wdzieczna, bo nie wiem???

  • Andrzej

    Ja mam pytanie jak radzić sobie z jeszcze trudniejszym przypadkiem toksycznej matki – wojującej feministki, która wychowała swoją córkę – jedynaczkę (a moją żonę i matkę mojego dziecka) w duchu również wojującego (ekstremalnego) feminizmu. Moja żona ma 2-3 cechy:
    – jest pod wplywem swojej toksycznej matki i nie umie/nie chce się tej relacji jakkolwiek przeciwstawić,
    – jest wojującą feministką i jedynaczką. Absolutnie nikt nie liczy się dla niej – zwłaszcza facet. Nasze małżeństwo się praktycznie rozpadło a teraz to już gnije. Żona wyniosła bardzo zly wzorzec rodziny ze swojego domu (jej ojciec mial służyć jedynie jako reproduktor do zrobienia dziecka a teraz ma robić w polu – autentycznie a moja tesciowa ubiera się w najdroższe ciuchy u jeździ na operetki) i z każdym szczegółem naszego życia małżeńskiego (intymne, łóżkowe, wyimaginowane) relacjonuje swojej matce dodając przy tym kolejne konfabulacje.

    Jak radzic sobie z takim patologicznym przypadkiem – córki toksycznej matki ?

  • Alan

    Według mnie są dwie drogi bo sam to przechodziłem:
    1 odejść od toksycznej relacji
    2 zacząć budować inna relacje z kimś innym
    Są to osobiste odczucia ja postąpiłem najpierw 1 pózniej 2.

  • Marta

    Mam 32 lata… 7 lat w małżeństwie oczywiście nie udanym…
    9 lat prawie w związku który odbija mi się czkawką ale mimo to mam tak duży sentyment ze ciężko mi zapomnieć …. na zmianę strach ból złość smutek rozdarcie żal przygnębienie …
    poznałam faceta który wiem ze może dać mi to czego chce z czasem. bo na wszystko trzeba czasu…
    Moja matka zawsze mnie kontrolowała… urodziłam w wieku 17 lat ( nie nie byłam jakim tam puszczalskie dziewczęciem…poprostu tak wyszło. nie chodziłam nigdzie a moim pierwszym chłopakiem i później mężem był mój sąsiad o 4 lata starszy.
    Niestety wszystko się rozpadło…może i dobrze… ale wszystkim zajmowała się moja matka mimo ze nie chciałam tak drastycznie postępować z byłym mężem…. alimenty widzenia …. masakra to o a namawiała mnie na wszystko …. nie pozwalała się widywać synowi z ojcem gdy mnie nie było….była nie do zatrzymania… ona wie najlepiej….mąż jak okazało się tez ze miał już kogoś…

    poznałam faceta po roku… bylo zle … matka odradzała …to nie facet dla ciebie… może miała racje ale nie widziałam wyjścia bałam się ze nikogo już więcej nie spotkam i nikt nie będzie mnie chciał… Rodzice z bratem( górnik) wzięli kredyt na dom hipoteczny …. i zaczęły się schody … firma która remontowała nam dom wyrokowała nas ….doradca finansowy tez… nie miałam wyjścia wiec pojechałam za granice z facetem zarabiać. ciężko pracowałam .. przy mięsie w zimnie… z patologia na mieszkaniach … pijaki ćpuny … bandyci … dilerzy …. ja pierdziele…. patologia taka ze nie można tego opisać. wysyłałam pieniądze do domu jeździłam co jakiś czas…. w między czasie miałam 3 wypadki. złamana ręka 2’5 miesiąca w gipsie… napad na domek firmowy gdzie mieszkaliśmy… koszmar który śni mi się do dziś… mniejsza o większość.
    Pisze o tym dlatego ze czuje ze się poświęciłam, ze powinnam coś z tego mieć mimo to było gorzej… używki mojego faceta jak i sąd grzywny kary zawiasy ( nawet 6 miesięcy w zakładzie karnym…gdyby nie ja siedział by z 10 lat) które zaczęły się już w Pl. dawały się odczuwać tam.. alkohol…itp.
    mimo to wiem ze człowiek łatwo się gubi i mimo ze jest jaki jest nie można się poddawać wiec dawałam szanse za szansa… zdrady jakie mnie mijały po drodze wybaczyłam ale ile można…. będąc już w takim stanie emocjonalnym w jakim byłam w grudniu…. przeszło wszystko moje oczekiwania…. byłam w pl robiąc w końcu prawo jazdy…. gdy dowiedziałam się ze mój facet pojechał na dwa dni do siostry tam mnie zdradził z jej przyjaciółka i pojechał spowrotem za granice…. po czym mnie zostawił przez tel… znajomy który naprawiał mojemu bratu samochód był świadkiem moich łez krzyków złości żalu bólu…. znałam go i owszem ale nie sądziłam ze można kogoś tak uszczęśliwić…
    W między czasie moja matka trzymała rękę na pulsie i k….. teraz widzę jak bardzo… po wypadku ojca …zaczął częściej siedziec w domu … teraz to standard… ona jeździ z ciotka do francji po alpach wycieczki …. koleżanki… gdy wyjechałam jakiś czas miała moja kartę do bankomatu z zagranicy …. kartę z polski miała cały czas… kartę mojego dziecka z alimentami tez … dlatego ze to ona płaci rachunki zakupy itp…. mieszkam z nimi chodź remontuje poddasze… kartę brata tez ma…. trochę się zadłużyła gdy miałam te wypadki za granica bo przysyłałam mniej ….
    Myślałam ze mogę wrócić do byłego za granice ale pojechałam na miesiąc i zaczęłam tęsknić za K. który prawie o mnie zapomniał bo olałam go dla byłego…
    wpadłam w depresje z zaburzeniami lękowymi i brakiem adaptacji… nagle stałam się z stojącej na nogach leżąca na podłodze…
    brak chęci jakich kolwiek pomocy czy rozmów doradzania …rób co chcesz ale na twoim miejscu….
    Nie wiem co mam ze sobą zrobic… matka z rodzina twierdzą ze jestem beznadziejna ze ze mną wszystko ok tylko muszę się wsiąść w garść…. chłopak który chciał postawić mnie na nogi sam zauważymy ze matka mną steruje … przez to zniszczyłem relacje między mną a K. jak by mi żalu i bólu było mało po zpierdzielonych latach życia…za którymi ubolewam…. były się odzywał a K. był tak wkurzony ze nie dawał sobie z tym rady…. i słowa matki ten facet nie jest dla ciebie skoro jest taki zazdrosny, pamiętaj ze przy nim nie pojedziesz już za granice….
    później kolejny mój wypadek losowy który skłócił K. i moja matkę…
    ona namawiał mnie na wyjazd …. ja czułam coś do K. do byłego tez ale nie było to samo tylko jakieś wyobrażenie ze może będzie dobrze…. sytuacja między mną a rodzina teraz jest tak napięta ze matka okrzyknęła mnie wyrodna córka …ojciec nie rozmawia ze mną brat tez nie o K. wyrażają się bardzo złe …. i właśnie… jest jeszcze moje dziecko Biedne między tym wszystkim które nie miało matki bo się uczyła bo pracowała bo wyjechała… mimo to mnie wspiera ale …i jest to ale bez względu co zrobię odbije mu się to na psychice…. ma 15 lat nie jest mały, dużo rozumie… ale i nie chce się wtrącać życie dorosłych i ja go tez nie chce wtrącać.
    dostałam od K. propozycje wyprowadzki lecz Syn nie chce tu ma szkole i znajomych a tam musiał by mieć przesiadkę i później 2 km do szkoły. wiec mówią mi (siostra taty i drugidziadek) żebym się wyprowadziła sama bez niego on jest z dziadkami bezpieczny a ja będę tylko 20 km od niego … stanę na nogi…. i znowu schody ze zadzwoni do opieki ze nie wpuści mnie do domu i nie dostanę nic od nich a wszystko przepiszą bratu… odmówiłam im wszystkiego…. ale dalej bije się z myślami czy zostać … czy się wyprowadzić czy …..
    Przepraszam za zanudzenie…ale inaczej się chyba nie dało… oczywiście nie wszystko jest napisane, ale jedno mnie martwi każdy punkt opisany w artykule łączy się w moim życiu i nawet więcej… i nie mam nikogo kto by mi pomógł czy był ze mną teraz… smutne

    • Marta

      Wiem, ze to chaotycznie napisane… ale wylewając uczucia nie jestem w stanie nawet skupić się w myślach … mimo iż chce być szczęśliwa zapewnić godne życie dziecku nie jestem w stanie racjonalnie myslec. Czy to ja powinnam się postawić chodź dziecko może cierpieć i mogę mieć kłopoty z rodzina.. czy cierpieć i poddać się… bo mimo mojego uporu i chęci robienia czegoś dla siebie zdaje sobie sprawę ze mam jeszcze dziecko… które tez ma swoje potrzeby i mnie potrzebuje… mimo ze nie wie o wszystkim co złe mnie spotkało martwi sie o mnie a powinien mieć swoje życie.
      Ja naprawdę już nie wiem jak mam pogodzić wszystko… a uwierzcie nie mam nawet jednej osoby znajomej z która mogę porozmawiać.

  • Lena

    Mam 58 lat. Dwie wspaniałe udane córki, od których bardzo często słyszę, że jestem najwspanialszą matką na świecie. Za mną 15 lat małżeństwa z alkoholikiem, 18 lat wychodzenia ze uzależnienia psychicznego od byłego męża. Nie ułożyłam sobie życia z nowym mężczyzną. No i mam … toksyczną matkę. Ma 95 lat…, która wymaga dzisiaj wzmożonej opieki. Zapewniłam jej opiekę w postaci dwóch opiekunek. W opiece pomaga mi również moja kuzynka. Mieszkam osobno. Mimo presji ze strony rodziny (która tylko potrafi wymagać od innych), postawiłam sprawę jasno, że nie zamieszkam z matką. Przejęłam cały bagaż administrowania (zakupy, rachunki, etc). Moja matka pożyczyła wszystkie oszczędności synom mojej siostry. Nie muszę pisać oczywiście o tym, że o zwrocie pieniędzy nie ma mowy, podobnie jak i o tym, że zainteresowanie babcią ze strony wnuków, jak i mojej siostry ustało całkowicie. Standard.
    I właściwie mógłby ktoś powiedzieć, że i tak dobrze sobie radze w tej sytuacji. Ale nie do końca. Nie radzę sobie z uczuciami. Chodząc do niej często się wściekam. Złość i ta cholerna odpowiedzialność….Ale złość w takiej sytuacji jest normalna, spotęgowana jest dodatkowo tym, że mimo wszystko czuję zbyt obciążona i po prostu zmęczona. Ale staram się nie zatracać i dbam również o siebie. Wyjeżdżam na urlopy i ograniczyłam wizyty u niej. Ostatnio dałam upust i wykrzyczałam jej całe zło jakie mi wyrządziła oraz to że poprzez swoje różne decyzje zabawiła się uczuciami moich córek. Trochę mi ulżyło. Ale widząc jej samotność, czasami mi jej żal. Karuzela uczuć….
    Prawda jest taka że nie było jej dane przeżyć fajnej relacji i więzi z bliskimi, które tak bardzo ubogacają nasze życie i pozostawiają w pamięci dobre wspomnienia. Ja mam ich mnóstwo. A ona nie i na tym polega jej bieda…, ale sama jest sobie winna. Pozdrawiam

  • Monika

    Pierwszy raz postanowiłam poczytać”coś”na ten temat.Mam 45 lat,męża 21-letniego syna i 10-latka. Od dziecka (pamiętam ,że miałam ok.5 lat) o to,że chciałam uniknąć sprzątania zaczęła mnie wyzywać i porównywała do dzieci sąsiadów,które są rzekomo takie pracowite,ładnie zawsze uczesane .A ja wiem do dziś,że to ja byłam tą zdolniejszą w szkole i nie tylko(choć to nie ma znaczenia bo każdy z nas jest inny).Takie sytuacje powtarzały się co najmniej co dwa miesiące. Potrafiła się do mnie wówczas nie odzywać nawet przez miesiąc.Dobrze,że miałam cudownych dziadków ,którzy z nami mieszkali i tatę.Rodzeństwo traktowała inaczej(Brat i sistra mniej więcej w tym samym wieku co ja.często płakałam i zastanawiałam się kiedy to się skończy.Tak mi jej brakowała,ale jako prawdziwej matki.Nigdy nie powiedziała ,że mnie kocha i nie przytuliła.Swemu dorosłemu synowi potrafię to mówić często i okazywać a młodszemu również Mogłabym napisać książkę z mojego pożycia z matką bo jestem już dojrzałą kobietą.Skłoniła mnie ostatnia sytuacja….o jakieś głupstwo przestała się odzywać.Po prostu miałam inne zdanie na pewną sytuację.Zaczęłam płakać,odczuwać straszny ból w sercu i wylądowałam w szpitalu z podejrzeniem zawału serca.Miałam okazje opowiedzieć tę historie psycholożce .MOJA WŁASNA MATKA,KTÓRA MNIE NIE BIŁA DOPROWADZIŁA DO NERWICY.”Ogarniam się”,jestem zbyt dojrzała aby nie rozumieć sytuacji.Kocham Ją ,ale będę najlepszą matką dla dzieci i dobrą żoną dla męża bo ich kocham. Dziwny ten świat….

  • wojtek

    Witam, mam 44 lata i pół roku temu zorientowałem się, że moja Mama to toksyczna matka…..

  • Agnieszka

    Witajcie, Ja dopiero po urodzeniu drugiego dziecka zdałam sobie sprawę z toksyczności mojej *rodzicielki. W skrócie – mój mąż zostawił mnie, bo urodziłam niepełnosprawne dziecko. Przez 10 lat mieszkałam z rodzicami, w międzyczasie wyjeżdżałam i robiłam karierę. Pominę już fakt, jaką – w każdym razie wyjeżdżałam na stypendia naukowe za granicę (z dzieckiem). W tym czasie słyszałam, jaka jestem głupia, prymitywna, chuda i brzydka… Wydawało mi się to normalne, bo słyszałam to od dziecka. Miałam szansę mieszkać w Niemczech czy w Szwajcarii, ale ciągle wracałam. Matka mocno mną manipulowała… Poznałam mojego narzeczonego, zaszłam w ciążę *tolerowali go do tego czasu, ale w ciąży matka ani razu nie zapytała mnie o moje samopoczucie. A przecież miałam kilka badań prenatalnych i żyłam w ciągłym lęku, czy dziecko jest zdrowe. Ani razu też nie przypilnowała mojego niepełnosprawnego dziecka, choć pod koniec ciąży było mi już trudno połączyć chodzenie na KTG i badania z tak bądź co bądź problematycznym dzieckiem… Pomogła mi obca kobieta, teraz już niania mojej córki. Syn urodził się zdrowy, a matka jeszcze go nie widziała. Ma już 3 miesiące. Dodam, że mieszka w tej samej miejscowości. Może ma inne usprawiedliwienie – mój brat zadomowił u nich w domu swoją dziewczynę jeszcze w ciąży (mieszkała od nas ok. 600 km) – w ostatnim miesiącu przyjechała do nich do domu i już tam mieszka od pół roku. Nasze dzieci różnią jedynie 3 miesiące – jej zdjęcia z USG oglądali, moje nie. Urządzali im pokój dla dziecka, a my w tym czasie tam przychodziliśmy. Miałam tam klucze do domu, ale ojciec kazał mi „wy…” i oddać je. Zabrał mi też samochód, bo był de facto ich. Choć ja za niego płaciłam jakieś przeglądy i inne… Byłam w ciąży, ale pracowałam i brak samochodu wykluczał dalszą pracę. Z mojej miejscowości musiałam też jechać po zwolnienie do innej, a przez brak samochodu straciłam nawet to… Wyzywali mnie od głupich i „nieprzyzwoitych”, bo jak bym nie dała, to bym nie była w ciąży. Przy tym podkreślali, jak bardzo cieszą się z dziecka mojego brata. Gdy urodził im się pierwszy zdrowy wnuk – chyba złapali Boga za nogi…

    Brat pracuje za granicą – matka opowiada sąsiadkom, że jego dziewczyna jest sierotą i tak ją przygarnęli. Do tego budują dom na ich ulicy. My mieszkamy w tej samej miejscowości, ale się nie widzimy. Brat też mocno nimi manipuluje – np. nie wpuszczał mnie tam do domu, bądź kontrolował każdy ruch w nim. A ja miałam tam jeszcze moje rzeczy – dokumenty i inne.

    Trudno mi było w ciąży, teraz już mniej… Ale chrzciny za pasem, a dziecko nie będzie mieć dziadków. Dodam, że od początku faworyzowali mojego brata, a ja byłam ta gorsza. Dobrze się uczyłam, ale to też było niedobrze. Miałam „brzydką mordę”, choć teraz biorę udział w sesjach zdjęciowych, byłam „głupia”, choć robię karierę naukową… i wygrywam wszelkie stypendia. Odcisnęło to jednak na mnie straszliwe piętno – podejrzewam, że może narzeczony powoli pozwoli mi się z tego uwolnić… I dziecko – nasz mały CUD.

    Takie artykuły pomagają mi się wyzbyć złudzenia, że się coś zmieni. U mnie matka sama ucięła kontakt – może i dobrze. Na szczęście niania mojej córki pomaga w poradach praktycznych przy dziecku i otacza nas cała masa wspaniałych ludzi. Nie wiem, co czuję do matki – całe życie powtarzała mi, jaka byłam niedobra jako noworodek i niemowlę. Że płakałam, że prawie spadłam z łóżka, że byłam nieznośnym dzieckiem, bo zazdrosnym o młodszego o 1,5 roku brata – że byłam dziwna, bo nie broiłam. Faktycznie, jak tak sobie to poukładam, to nie sprawiałam żadnych problemów. Kiedy teraz moja córka przyszła z połamanymi okularami po wypadku w szkole uświadomiłam sobie, że ja nigdy nic nie popsułam. Nigdy nie naraziłam na koszty… Że teraz mamy obie włosy do pasa – to przez to, że matka goliła mnie do 13. roku życia na chłopaka. Dwa razy kupiła mi coś do ubrania – i to tak wypłakałam. Była podłą matką, nie wiem – jakim cudem teraz ja potrafię kochać. Jaka musiałam być zaparta, że studiowałam… Potem robiłam inne rzeczy i się rozwijałam. Okropna osoba, o której myślę jak o obcej – i zawsze tak będzie.

  • Niki75

    Dobry wieczór, czytam i łzy ciekną strugami, nie jestem sama. Dzisiaj po raz kolejny usłyszałam, że nie mam matki, a ona wnuków. Mam się nie kontaktować bo jestem dla niej nikim. Po czym jest afera, bo ona się źle czuje, a ja się nie interesuję. Mam Wam tak dużo do powiedzenia ale czuję, że to tylko powtórka tego o czym czytałam. Jestem matką i nie dopuszczam myśli kiedy mogłabym tak zranić moje dzieci. Nie mam siły już jej tłumaczyć jak bardzo mnie boli, to co ona robi, bo i tak wszystko jest moja wina. Że jest nieszczęśliwa, że ma problemy z nerwami, że mąż jej nie kocha a ona nie widzi poza nim świata (nie mój ojciec, chociaż jego też brak). Nie wiem właściwie dlaczego to wszystko piszę, I tak nic się nie zmieni. Mam wspaniałego ☺️ faceta i dwójkę dzieci, duże grono znajomych, którzy raczej mnie lubią i problem jest tylko z moją mamą. Nie potrafię z nią rozmawiać, zawsze jest kłótnia i żale. Zablokowałam telefon po otrzymaniu wiadomości, że jestem podłą suką, bo z szacunku dla samej siebie nie chcę czytać takich rzeczy. Dzisiaj zostałam zalana wyrzutami dlaczego. Nie mam już siły na zrozumienie dla jej nerwów. Tylko dzięki mojej rodzinie się nie poddaję ale żal, że ona jest sama,( bo beze mnie nie ma bratniej duszy) nie wpływa na mnie dobrze. Te cholerne wyrzuty sumienia…. I chyba nie zgadzam się z faktem, że toksyczne matki wychowują toksyczne matki.

  • Maja

    Witajcie,

    moja historia jest podobna do Waszych. Mam matkę, która rozwiodła się dawno temu z ojcem i sama wychowała a raczej wytresowała mnie i 3 mojego rodzeństwa. Zawsze miała problemy psychiczne i inne. Nie wiem, od czego zacząć, to jakaś dziura bez dna. Matka całe życie mi wmawiała, że się do niczego nie nadaję, że nie dojdę do niczego. Dotkliwie biła, upokarzała, karała, wyśmiewała, drwiła z moich wad i niedociągnięć, potrafiła wypytywać mnie o różne sprawy a później to wypominać, zdradzać w obecności obcych ludzi. Nie pozwalała mi mieć zainteresowań, kupować ciuchów i innych rzeczy dla siebie, nie miałam gdzie przyjmować znajomych. Wakacje spędzałam na sprzątaniu, gotowaniu oraz jej służeniu. To potworne, ale molestowała mnie i zmuszała moich braci by też to robili. Nie pozwoliła mi wyjechać do innego miasta na studia, a gdy studiowałam niedaleko, to utrudniała moje starania o stypendium socjalne. Całe życie mi wmawiała, że nie wyjdę za mąż i będę sama jak śmieć. Nie pozwalała mi spotykać się z facetami, korzystać z prysznica, zabrała lustro z salonu bym nie mogła się w nim przeglądać. Miałam kiedyś chłopaka, z którym szłam na wesele. Pamiętam, że gdy się przygotowywałam, to ona wybiegła z domu z krzykiem, że musi przeze mnie wyjść, bo nie może tego znieść. W końcu, w wieku niespełna 23 lat wyprowadziłam się z domu, zostałam szybko z niego wymeldowana i mamusia oznajmiła mi, że nie chce mnie moich wizyt nawet w święta. Tę prośbę spełniłam. Nie odwiedziłam tego „domu” nigdy później. Minęło 5 lat od mojej wyprowadzki, z czego 4 lata chodzę na terapię. Skończyłam studia, jeszcze nie ułożyłam sobie życia osobistego ani zawodowego. Choruję na depresję, mam sporo problemów z pracą, przyciąganiem toksycznych facetów, brakiem elementarnej pewności siebie. Uczę się żyć i stać na swoich obolałych nogach. Świadomość strasznego dzieciństwa, młodości, która była tak okropna i minęła cięgle bolą. Jednak myślę, że jestem na drodze do szczęścia. I tego szczęścia moja „matka” ani nikt nie będzie w stanie mi odebrać – tak, jak dzieciństwa i młodości…

  • Karolina

    Trafiłam tutaj dopiero teraz, jestem już dawno po przeczytaniu książki „Toksyczni rodzice”. U mnie jest o tyle trudniej, że moja matka już nie żyje, a w Polsce pokutuje przekonanie, że o zmarłych źle się nie mówi. Próbowałam napisać do niej list i przeczytać nad grobem, ale nie mam odwagi. Mimo, że nie żyje, wciąż mam koszmary i wyrzuty sumienia, że chyba nie powinnam tak o niej myśleć. Z drugiej strony wiem, że zniszczyła mi dzieciństwo. Ciągłe krzyki, nazywanie mnie ciapą, nieudacznikiem, fajtłapą, kilka razy przemoc fizyczna, nastawianie mnie w kłótni z ojcem przeciw niemu, podlizywanie się, musiałam robić wszystko, żeby na jej miłość zasłużyć. Jednocześnie brak wsparcia i miłości w przypadku znęcania się nade mną w szkole. Kiedy prosiłam ją, żeby przenieść mnie do innej klasy lub szkoły, twierdziła, że jakoś sobie poradzę. Miałam mieć same piątki, nie mogłam dostać złej oceny, bo za to groziła mi surowa kara, krzyk lub pasek. Wpędzała mnie w poczucie winy, bardziej ją interesowało, co ludzie powiedzą niż własna córka. Czasem mówiła: „za co mnie Bóg pokarał taką córką” lub porównywała mnie do córki, która zmarła przede mną mając 3 miesiące, że na pewno ona byłaby lepsza. Gdy w liceum jedna z nauczycielek mnie terroryzowała, nie broniła mnie, a brała jej stronę. Przy tym wszystkim mój ojciec pozostawał bierny, zgadzał się z matką. W dzieciństwie miałam fobię społeczną, mirenę i zaburzenia lękowe. W dorosłym życiu pryzpłaciłam depresją i napadami paniki. Wtedy nie wiedziałam dlaczego, teraz już wiem, że przyczyna leżała w dzieciństwie. Matka odciągała mnie od pomysłu terapii, chyba bała się, że zacznę być bardziej świadoma i w duchu ona sama wiedziała, że postąpiła źle. Teraz mam męża, planujemy dziecko. Mam nadzieję, że nie będę toksyczną matką, od której uciekam całe życie, nawet po jej śmierci…

    • Maja

      Karolino, chciałabym Ci poradzić, żebyś poszła jednak na terapię. Zwłaszcza, gdy planujecie dzieci. Echa przeszłości są w Tobie i lepiej jest to uporządkować.

  • mewi

    co tu można jako dziecko zrobić i przystopować aby mamy nie zranić?
    Mimo wszystko kocham i szanuje moją mame bo właśnie wiem od dzieciństwa ze mama ma problem emocjonalny i ze to co robi to zle jest jej „miłość”
    Ale Ja teraz sama będę mamą no i chyba domyślacie sie co sie dzieje…

    Tak ze nie wiem bez radna jestem bo i tak co powiem ona ma swoje zdanie…jak sie sprzeciwiam to jest gorzej a jak jej przyznaje racje to jest dumna a ja najgorsza. Ach niewiem…

    • dede

      Wiesz co ja już po woli zauważam u siebie takie destrukcyjne zachowanie w stosunku do starszego dziecka i wiem że to leży głęboko w mojej psychice wlasnie przez moją matke 🙁

  • Ala

    Chyba nie napiszę już nic, co nie było wcześniej napisane z ta rożnicą, że obecnie (ma 63 lata) moja matka choruje na nowotwór. Całe życie byłam matką mojej matki. Od dzieciństwa musiałam opiekować się młodszym rodzeństwem (3 dzieci), pomagać w sprzątaniu, praniu, zakupach i dbaniu o dobry humor mojej matki. Jak się napiła wódki ze swoim konkubinem to wrzeszczała, że jestem do niczego, że patrze na nią jak kryminalista a w ogólne to mam zejść jej z oczu z tą swoją mordą. W domu, oprócz jej konkubina, nikt nie miała prawa głosu. Musiałma wysłuchiwać mimo, że sama byłam dzieckiem, że nie ma pieniędzy na chleb i mówić jej od kogo mogłaby pożyczyć, zwierzała się mi, że jej konkubent jest beznadziejny w łóżku i może tyko raz a przecież inni mogą po dwa albo i trzy razy w ciągu nocy, że brat nie uczy się w szkole itp. W domu przez wiele lat był ciągle alkohol i awantury z konkubentem. Studia skończyłam za własne pieniądze, kosztowało mnie to wiele wysiłku. Po skończeniu studiów postanowiłam wyprowadzić się z domu, ale ona siadała wtedy i strasznie płakała, więc data mojej wyprowadzki przesunęła się o 2 lata, moi bracia wyprowadzili się wcześniej. Wszyscy chłopcy, którzy się mną interesowali wg niej byli do niczego, bo jak można się interesować kimś tak beznadziejnym, głupim i brzydkim. Dodam tylko, że byłam jedną z najlepszych studentek na roku, a w szkole średniej zostałam wybrana najładniejszą dziewczyną w szkole. Zawsze słyszałam, że i tak z tych relacji nic nie będzie, że mnie kopną w dupę wcześniej czy później. Ciągle żyłam w lęku, że przepowiednia matki spełni się, więc ja pierwsza ich zostawiałam i choć mam już 43 lata nadal jestem sama. Po mojej wyprowadzce z domu matka rozstała się z konkubinem. Ciągle robiła mi wymówki, że jej nie odwiedzam, że za rzadko dzwonię. Podczas naszych spotkań ciągle mówiła mi, że jej się nudzi, nie nie ma z kim rozmawiać, a jak mówiła,m jej żeby spróbowała odnowić jakieś stare znajomości to odpowiadała, że jak się ma dzieci to się nie potrzebuje znajomych. Jak miała jakiś problem np. pismo z banku, zepsuty kran to dzwoniła do mnie i kazała mi rozwiązywać swoje problemy. Ciągle mnie krytykuje albo jestem za chuda albo za gruba, albo pracuje za dużo albo za mało, ciągle każe mi kłócić się z szefem o podwyżkę, zawsze jestem źle ubrana i kiepsko wyglądam. Nigdy nie mam racji, ona wie najlepiej bo ma swoje przeżyła to wie. Wiecznie wypytuje mnie gdzie byłam, z kim się spotkałam o czym rozmawialiśmy. Chciałaby żebym wprowadziła się do niej bo jest chora. Krytykuje wszystko i wszystkich, jest zawsze niezadowolona, swoją chorobę wykorzystuje do manipulowania otoczeniem. Ja i siostra jesteśmy najgorsze mimo, że jej pomagamy sprzątamy mieszkanie, gotujemy dla niej, siostra wozi ją na chemioterapię, a ja po każdym wlewie chemii biorę tydzień urlopu żeby się nią zajmować. To jest nie ważne, ile byśmy nie robiły to ciągle jest za mało. Chociaż przed moją siostrą czuje respekt, bo ta jej nie oszczędza i od czasu do czasu przywali jej z grubej rury albo wychodzi od niej trzaskając drzwiami. Wtedy ja muszę słuchać jaka siostra jest wredna. Czasami mi jej żal ale z drugiej strony jak słyszę jej pretensję, że mamy się nią zajmować bo ona zajmowała się nami gdy byliśmy mali to mam ochotę jej powiedzieć, że swój dług spłaciliśmy jak byliśmy mali. To temat rzeka, przepraszam , że piszę tak chaotycznie ale trudno mi uporządkować myśli.

  • Emka

    Witam, jestem wstrzasnieta tym co tu przeczytalam, nie mialam pojecia, ze tyle osob, kobiet ma takie problemy z wlasna matka jakie mam ja. Ciągle wydaje mi się,że wszyscy maja normalne rodziny, normalne matki, tylko moja jest ,,inna”. Zacznę od początku… Mam 31lat, troje dzieci, narzeczonego.
    Jako dziecko wychowywałam się w rodzinie z mamą, babcią i dziadkiem. Od kiedy tylko pamiętam mama z babcia prowadziły wojnę pod jednym dachem, ciągle policja, awantury, nawet nie raz dochodziło do rękoczynów. Dziadek był bardziej poza tym wszystkim, był starszym czlowiekiem po 70 kiedy ja sie urodzilam, pił dośc czesto ale byl bardzo spokojny. Czesto probowal mame i babcie uspokajac, ale nikt nie liczyl sie z jego zdaniem. Leciały rozne slowa w kierunku babci… kur…,szmato, pierdol…rozklekotana ciężarówka itd. Babcia byla cudownym człowiekiem, miałą duzo przyjaciol, wszyscy ja uwielbiali, uczyla w szkole. Czesto w naszym domu ,,wydawala przyjecia” jak to nazywala i oczywiscie zawsze moja matka byla tak wsciekla ze musiala wpasc do pokoju ir obic ogromna awanture, czesto zabierala mnie z pokoju czy to w trakcie przyjecia czy w nocy nawet. Byla wiecznie bez humoru, obrazona. Jako dziecko bylam bardzo rozdarta. Raz pamietam jak mame zabralo pogotowie chyba, w kaftanie bezpieczenstwa. Wreszcie babcia nie wytrzymala i zglosila sprawe do sadu o znecanie sie psychiczne i fizyczne nad rodzina. Pamietam ze dosc dlugo sie to ciagnelo, pamietam jak przesluchiwal mnie psycholog w domu, pamietam jak stwierdzil ze moje oczy klamia. Ja oczywsice wiedzialam co mamie grozi, bardzo ja kochalam i nie chcialam zeby trafila do wiezienia a ja do domu dziecka. Babcia w pewnym stopniu wygrala, bo matka zostala skazana na chyba 3lata w zawieszeniu na 5. W kazdym razie nie poszla do wiezienia. Niestety ten wyrok nie zmienil jej postepowania. W sadzie zeznawali chyba wszyscy sasiedzi, znajomi. Jedeyne moje wspomnienia na sankach zima to jak wujek wolal mnie z balkonu zebym biegla do domu bo policja jedzie bo znow sie poklocily….. Stalam i po jedej i po drugiej stronie. Kochalam je obie, chociaz patrzac z perspektywy czasu, u babci nie widze zadnych wad. zawsze byla dla mnie dobra, zawsze usmiechnieta, zawsze mowila ze sobie w zyciu poradze, ze jestem piekna. Zwsze moglam na nia liczyc. Pewnego dnia mialam 13 lat i umarl dziadek. Wowczas babcia wyeksmitowala moja matke z mieszkania a sama zamienila je na mniejsze. Z matka spedzilam dwie noce w piwnicy bo tak bardzo nie chcialam jej zostawiac chciaz mogla pojechac do ojca, do innego miasta.
    Musze wspomniec o ojcu- zostawila nas jak mialam 2 lata, wyjechal do rodzinnego mista, gdzie dostal od matki mieszkanie. Oczywiscie moja matka wolala zostac na garnuszku swojej matki i dalej ja dreczyc. Tak mijalay lata jak opisalam to wczesniej. Po tych dwoch nocach-jedna w piwnicy druga w zasadzie na lawce, poniewaz byly to wakacje. Wiecei jak mi bylo wstyd jak siedzialysmy na tej lawce przed moim blokiem gdzie mialam wszystkich znajomych, cale osiedle nas znalo i mys iedzace calal noc tam, z bagazami… Wkoncu mojaj amma sie zlitowala i wyjechala do ojca, je nie chcialam zmieniac szkoly, poniewaz bardzo ciezko sie klimatyzowalam. Zamieszkalam spowrtoem z babcia tylko w innym mieszkaniu a do szkoly dojezdzalam. Trwalo to niestety tylko kilka miesiecy, ale wiecie jaka bylam szczesliwa wtedy? Zaczelam dojzewac i naprawde odczulam ze zyje bez mojej matki. Oczywiscie do tej pory wypomina mi jak ,,szalalam z kolezanka”. Szalenstwa to poprostu spedzanie wiecej czasu na dworze, czy jakies pierwsze milosci… To wszystko. W tym czasie gdy matka mieszkala u mojego ojca udalo sie jej namowic go aby sprzedal mieszkanie i kupili w miejscowosci w ktorej sie wychowalam. Zgodzil sie nieszczesny, przyjechal mieszkac z nami, wytrzymal 2 tygodnie. Po tym czasie spakowal sie i wrocil do sowjego rodzinnego miasta spowrotem, chyba nie mogl zniesc jej czepilastwa. Niestety jego matka zastosowala terapie szokowa i nie wpuscila go do domu, powiedziala ze tam ma rodzine gdzie my jestesmy i tam ma wracac, mieszkal ok. 2 miesiace w przytulisku. Nie wiedzialam co sie z nim dzieje bo to nie byl czas telefonow komorkowych. Wreszcie babcia zlitowala sie(tzn jego matka) i wpuscila go do mieszkania. I tym sposobem pozbyl sie mieszkania i oddal mojej matce. Dodam tylko ze mojaj matka w zasadzie moze 5 lat przepracowala, a ma juz 63lata. Zawsze utrzymywalysmy sie z MOPSU. Jak zamieszkalam z matka w tym nowym mieszkaniu, babcia mieszkala w swoim to teraz uwziela sie mama na mnie. Ciagle miala humorki, nie bylo juz obok babci wiec to mnie ciagle atakowala. Zawsze byla niezadowolona, zawsze gdy dostalam np3 czy 4 w szkole to nigdy nie powiedziala ze to super, cieszy sie, tylko zawsze mowila ze moglo byc lepiej…. To bylo straszne. Pewnego dnia na sylwestra jak mialam wtedy chyba 15lat nie chciala zebym poszla do sasiadow, doslownie drzwi obok. Stweirdzialm ze pojde bo zna ich, i nic mi nie grozi. Wpadalam co pol godziny zestresowana, bo nastraszyla ze wezwie policje jesli tam pojde na sylwestra wiec zagladalam co chwile do domu. Chwile po polnocy chcialam wrocic do domu, a tam drzwi zamkniete. Nie chciala mnie wpuscic az do 8rano. Stalam na tej klatce zmarznieta, zaplakana…. Pozniej zaczelam liceum, wybralam typowo meskie. Bardzo chcialam otaczac sie mezczyznami, nie wiem moze dlatego ze potrzebowalam mezczyzny bo go nie mialam? W miedzyczasie moj tata zachorowal za schizofrenie, kilka razy byl hospitalowany. Nigdy nie mialam z nim dobrego kontaktu, nie bylo dlugo jeszcze komorek, on zreszta swoja ma zaledwie kilka lat.Na niego niestety niegdy nie moglam liczyc, ale nie mam pretensji, jest chory, podejzewam ze do jego stanu przyczynila sie rowniez moja mama.
    Czas liceum byl trudny, nie bylo na chleb, chcodzilam w jednych spodniach, ciagle w tym samym, mialam straszne kompleksy mimo iz bylam naprawde ladna dziewczyna. Niestety moja matka nie dbala o mnie, nie chcialo sie jej isc do pracy, przyzwyczajona do zycia na zasilkach .Pamietam jak bylo tak ze szlam do szkoly zima i musialam zalozyc jej buty bo nie stac nas bylo na buty dla mnie, wiec gdy ja wracalam musialam siedziec w domu zeby ona mogla wyjsc. Wowczas przyjechal wujek do mojej babci, poszlam ja odwiedzic i dostalam an buty 100zl. pobeczalam sie, zreszta beczalam caly czas, do tej pory jestem znerwicowana. W pewnym momencie moja matka nie wiem jak to sie stalo, ale pogodzila sie z babcia, chyba ta rolaka im dobrze zrobila. i zaczely zyc jak dobre kolezanki, chocaiz moja mama nigdy nie powiedzial do swojej matki,,mamo” tylko zawsze po imieniu. W miedzyczasie matka znalazla sobie sposob na dalsze zycie- zaopiekowala sie cieotka- siostra mojej babci cierpiaca na Alzheimera, oczywiscie byly to poczatki wiec nie wiedziala co to znaczy jeszcze taka choroba… Ale ciotka miala wyskoka emeryture wiec matka byla zadowolona. Co z tego jak wszystko trwonila w tydzien a nastepne trzy tygodnie nie bylo nic w lodowce…. i to doslownie, czesto chodzxilam do babci, dawala mi jakies pieniadze, czy jedzenie. zawsze tez moglam u niej zjesc. Dodatkowo gdy wracalam z liceum gotowalam czesto obiady bo moja mama miala zly humor, albo jej sie nie chcialo, albo ciagle twierdial ze zrobi mi ziemniaki i jajko sadzone… no ile mozna jesc to samo. Teraz mysle inaczej, doceniam ze mam co jesc, ale wowczas bylam nastolatka i moi znajomi zawsze mieli pieniadze od rodzicow, mogli pozwolic sobie na pizze. Ja pierwszy raz samam bylam w wieku 19lat? Wczesniej bywalam w restauracjach ale zawsze z babcia, to ona nauczyla mnie jak nalezy sie zachowywyac, przekazala dobre wartosci. W tej calej historii zapomnialam wspomniec o cioci, czyli siostrez mojej matki. To byl Aniol nie czlowiek. Byla dla mnie jak matka, miala dwoch synow, z jednym, moim rowiesnikiem wychowywalam sie, babcia nas kochala calym sercem. Niestety ciocia zmarla na raka rok po dziadku. Bardzo czesto ja wspominam bo byla kobieta idealna. Zawsze wynagradzala mi to ze moja mama taka jest, wszedzie mnie zabierali, wszystko kupowali. Jeszcze na koniec dalal nam pieniadze na zaplate czlonkostwa w spoldzielni. Tez nie miala lekko, maz nie byl dla niej dobry ale ona zawsze nam oddawala wszystko .I przede wszystkim swoja matke, moja matke czyli swoja sieotre i wszystkich czlonkow rodziny szanowala. Niestety musiala tak wczesnie odejsc. Wierze ze gdyby zyla dotychczas ja bylabym w innym miejscu niz jestem teraz…. Wracajac do mojej matki. Zawsze sie za nia wsytdzila, zawsze naobgadywala mnie do znajomych, do sasiadow. Zawsze mnie krytykowala. Wwzystko dla niej robilam zle, i tak jest nadal. Niestey babcia zaginela. mialam wowczas 21lat. Nie ma jej do dzis, ciocia cierpiaca na Alzheimera zmarla, ja w wieku 23lat wyprowadzilam sie, ale do mieskzania babci, pozniej spowrotem do matki, tak razylam. Mialam male dziecko ktore urodzilo sie duzo za wczesnie. Mialam meza. Niestety po ok 2 latach wszystko zacelam psuc, nie potrafilam zbudowac relacji, mimo iz jemu bardzo zalezalo. Rozwiedlismy sie ale kontakt jest dobry do dzis ze wzgledu na dziecko. Teraz mam partnera od 5 lat, mamy troje dzieci. Jedno dziecko jest z jego poprzedniego zwiazku. Wychowujemy go razem. Mieszkam od ok 5lat daleko od matki. Niestety ona ciagle sie wtraca, ciagle chce kierowac moim zyciem, nawet przez telefon. Jak nie zadzwonie jeden dzien to strzela focha. Jak slysze po glosie ze jest zla bo mowi glupoty, to tylko przytakuje. I wowczas ja mam opsuty humor. Moj Narzeczony czesto widzi po mnie ze nie mam humoru. Zaczynam sie zachowywac jak ona. Ma niestety zly wplyw na mnie moja matka. Zapomnialam dodac ze ze wszystkimi sie kloci, ze poklocila sie z sasiadami w bloku, na osiedlu gdzie mieszkalysmy moje dziecinstwo do 13roku zycia jak wspominala, poklocila sie z sasiadam w bloku w ktorym mieszka. Co nie rozmawiamy to wiecznie kgogs obdauje,Kazdy dla niej jest zly, zle postepuje, pije, imprezuje, jest leniem smierdzacy, nie pojdzie do pracy to najgorszy len itd. Ktos ma w szkole 3, to jest slaby, itd. Teraz zaczela moje dzieci tak samo ,,tresowac”jak mnie. Jakos wszystko znowilam dzielnie, ale ostatnio miarka sie przebrala wiec jestem tutaj. Moj Narzeczony wyjechal za granice, byl zmuszony, prowadzimy tam firme. Ja zapowiadalam matce ze tez pojade do niego na 10 dni bo musze sprawy pozalatwaiac. Odkladalam wyjazd bo ona krecila nosem, wiecznie narzeka ze sie nie wyspala, wiecznie jest zmeczona, cos ja boli itad (chyba sie w zyciu za duzo napracowala ;-P ). Chcialam zeby sie dziecimi zajela,tzn 2ka dzieci, bo corke zabralam ze soba, ma dopiero 2 lata. Polecialaam… Od momentu wujazdu co godzine dzwonila z pretensjami, ze jeden syn nie chce ubrac skarpetek, a drugi nie przeczytal ksiazki, a ten pierwszy nie wyszedl na czas z psem i sie zesikal itd. Sprawy z ktorym sobie bez problemu poradzilaby… Ale oczywscie musiala mnie angazowac… Wkoncu wieczorem, drugiego dnia mojego wyjazdu dzwoni syn mojego partnera… Wyje mi do sluchawki… nic nie moglam zrozumiec. Wkonsu sie uspokoil i mowi ze babcia oskarzyla go o klamstwo. Starsznie to przezywal a moja matka dalej w zaparte. Chyba sprawialo jej radosc ze dzieciak wyje wnieboglosy a ona nie chciala odpuscic. Lecialy teskty,, klamca”. oszust, nie potrafisz sie przyznac do klamstwa. Byc moze sklamal, zdarzalo sie jemu, nie poweim ze nie, ale czy to jest powod zeby w zasadzie obca kobieta ktora widzi dwa trzy razy w roku, a zna ja dopiero 5 lat, przyjezdzala do niego do domu i atakowala go tak strasznie? on ma dopiero 10lat. Nie wyetrzymalam i grzecznie poprosilam aby jemu odpusicla , zeby dalla im jesc, przypilnowala lekcje i polozyla spac, nawet jak dostana jedynke to nic sie nie stanie, ja wroce za tydzien to nadrobimy wszystko. Strasznie to ja rozwscieczylo, moj telefon, telefon dxziecka, jego histeria.. Zaczela wydzwaniac mowic ze jestem pierdolnieta, ze jestem wariatka, ze jutro idzie zglosic do Mopsu, ze kazalam dzieci zostawic w spokoju, aj atylko poprosilam aby dalla im wiecej luzu, ze nas nie ma(rodzicow) i oni tesknia, wiec tez to przezywaja bardziej. Ale ona zawzieta nie dawla za wygrana. Dalej sie darla do telefonu ze wszystkim opowie o naszych brudach, a w zasadzie brudach mojego Nazeczonego, choc to nic takiego i wszyscy wiedza, znaja jego przeszlosc.

  • Julita34

    Cześć wszystkim …
    Przykro się to wszystko czyta a jeszcze gorszej esy to ze mam tak samo. Moja matka jest toksyczna. Ale może zacznę od początku …
    Niedawno skończyłam 21 lat pochodzę z bogatej rodziny mam mamę tatę i o 10 lat starszego brata, brat ma już własna rodzine mieszka osobno ja natomiast mieszkam z rodzicami.
    Zacznijmy od tego ze w dość młodym wieku zaczęłam spotykać się z chłopakiem byłam z nim prawie 6 lat, rodzice zadowoleni idealny kandydat na męża i wgl tez pochodził z bogatej rodziny nasi rodzice się bardzo lubli itd ogólnie wszystko pięknie, dostawałam drogie prezenty, samochód na 18 wszystko co chciałam, życie bajka no ale jednak nie do końca, mój już były facet był pracoholikiem nie miał dla mnie tyle czasu ile bym chciała i poznałam w miedzy czasie kogoś nowego zakochałam się i postanowiłam trochę zmienić swoje życie ale rodzicom się to nie spodobało, i tak się zaczęło.
    Zaczelonsie od tego ze nie pozwolili mo zerwać z chłopakiem, potem jak się dowiedzieli dla kogo zrywam zabrali mi auto, pieniądze które dawali itd, zaczynały się szantaże ze jak z nim będę to ojciec go pobije a matka umrze na zawał, brat trzyma stronę matki bonjest tak samo uzależniony jak j byłam, pracuje u nich kupili mi dom ogólnie najepsi rodzice ale dojdźmy do senda.
    Moja mama używa manipulacji zaczęło się zabranianie wychodze z domu o 22 miałam buc w domu dzwoniła za mną, za każdym razem gdy wracałam później miałam wojnę, wieczne obrażanie mnie ze jestem dziwka kurwa szmata puszczalska, ze życie mnie nauczy, ze mogę sobie pomarzyć nich firmie ze cokolwiek dostanę, kazali mi się z domu wynosić.
    Jestem z tym chłopakiem już 6 miesięcy i nie żałuje tych decyzji, rodzice go nie znają(znaja tylko jego rodziców) i po tm go oceniają, od czasu jak się spotykamy nie był u mnie a widujemy się codziennie, nie jest to dla mnie problem bo dzięki niemu zrozumiałam ze nie potrzebuje drogich rzeczy i kupy pieniędzy żeby być szczęśliwa, to on jest moim szczęściem i pomagał mi i pomaga nadal gdy rodzice rzucają kłody pod nogi uświadomił mi ze matka jest toksyczna a ojciec jej przytakuje a nawet nie wie o co chodzi, kartony mam spakowane od 3 miesięcy ale nie podjęłam kroku żeby się wynieść, boje się takiej zmiany i właśnie odcięcia pępowiny, mama cały czas pokazuje jak to ona jest teraz biedna, ze wszystko sama misi robić ze musi przeze mnie brać tabletki na serce ze się wykończy ze to moja wina, cały czas pokazuje jaka jest słaba po ilu lekarzach nie chodzi. Ma skoki emocjonalne raz się odezwie do mnie innym razem jestem jak powietrze a ja się wkurzam, mówili ile to mi dali a ja się tak odplacan, i ich głównym bólem jest to ze nie mogę być z tym facetem bo tak mama chce i tak ma być bo jak nie to nara.
    Poszłam do pracy bo za studia tez mi nie płaca, do utrzymania nie kazali mi się dokładać wiec tez tego nie robię . Wychodze z domu codziennie po pracy wracam tylko na noc, sama dysponuje swoim czasem bo dom to nie wiezienie ale i tak jak przychodzę słyszę „jak można tyle wychodzić” „jak można się tyle widywać z kimś” „latasz za nim jak głupia” . Tylko ze moja matka nie rozumie ze znalazłam kogoś kto ma dla mnie czas i wie co to prawdziwa miłość i fakt ze chce się z ta osoba widywać. Ale jako córka toksycznej matki chcąc nie chcąc mam wyrzuty sumienia ze tak robię ale oni nie mogą mi zabronić niczego to moje życie mam prawo do wszystkiego i uczyć si na własnych błędach ale słyszę tylko „skoro jesteś taka dorosła to zobaczysz jak cię kopnie zanieldugo w dupę”
    Boje się nie wrócić na weekend do domu ze będzie jakaś wojna albo jak czasem wracam ze czeka mnie pogadanka i chyba się już tego nie pozbędę dopóki się nie wyprowadzę i nie odetne kontaktu a terapia może być dobrym rozwiązaniem .
    Najgorsze jest to ze moja matka obgaduje mnie przed swoimi znajomymi i ma w niektórych poparcie i oni tez mnie nie lubią a ci którzy twierdzą ze nic złego nie robię bo jestem dorosła od razu ona urywa z nimi kontakt, podobno była u paychologa i powiedziała ze nawet on głupio gada dlatego ze przyznał mi racje. Teraz jest tak ze wchodzę do domu zrośnie co zrobić i wychodze bo nie mam ochoty siedzieć z kimś kto mnie miał za swoją własność i uważał ze zawsze będzie tak jak ona chciała, szkole i studnia wybrałam pod nią i jak jej to powiedziałam to się wyparła. Ona nic nie musiała mi wmawiać bo ja już z aromatu zawszenribilam tak jak ona chce. Mówiłam to co ona chce słyszeć, przed tata mnie broniła, jak siedziałam u faceta miałam być o 22 w domu bo on do pracy musi na drugi dzień i ze zmęczony. Robiła ze mną co chciała wróciłam później to obrażona, nie spij tam bo to nie wypada, bo co jego rodzice pomyślą . I dzięki mojemu obecnemu facetowi zrozumiałam ze muszę się odciąć i żyć jak ja chce ze to było wszystko udawane bo byłam jej wytworem i ona żyła moim życiem, dlatego ze ona jest nie spełniona w życiu to chciała się naładować moim i to ona nie umie odciąć pępowiny a nie ja .

  • Beata

    Witam was wszystkich tutaj na tej stronie poswieconej ofiarom toksycznych matek. W glowie mi sie nie chce pomiescic,ze jest nas az tyle. Dlaczego ? Dlaczego tak jest w kraju , ktory jest chrzescijanski? Dlaczego tyle nienawisci,zazdrosci,zdrady i potrzeby wladzy nad inna istota? Ciagle manipulacje zeby zaspokoic swoje potrzeby ? A to wszystko jeszcze w imie tzw. Milosci do nas,dzieci naszych matek. Tego najbardziej nie potrafie zrozumiec. Dlaczego moja matka nazywa to miloscia do mnie? Jestem jedynaczka,podobno bardzo kochana. O zgrozo! Czy miloscia jest ciagle zostawianie malego dziecka pod opieka babci i nie wracanie na noc do domu,bo wazniejsze byly „imprezy,alkohol i zabawa” ? Nie chce opisywac calego mojego zycia tutaj. Bylo okropne. Nie wiem co to jest beztroskie dziecinstwo,cieplo rodzinnego domu,poczucie bezpieczenstwa i ufnosc,ze pomimo wszystko bedzie dobrze,bo jestesmy razem. Jestem teraz kobieta po 50-tce i ciagle zmagam sie z problemem toksycznej matki. Nikt mnie nigdy nie bil fizycznie,ale psychicznie jestem zmasakrowana od wewnatrz. Trzy lata temu zachorowalam psychicznie,poprostu zwariowalam,kilka miesiecy zylam w psychozie zamknieta 4,5 miesiaca w psychiatryku. To moja nagroda za to,ze zawsze chcialam zeby bylo dobrze i nigdy,przenigdy nikogo nie chcialam skrzywdzic. Bardzo sie postarzalam przez to wszystko i chcialabym zeby moje zycie bylo wreszcie pogodne,bez nie potrzebnego stresu
    Ale nie. Pomimo,ze ucieklam od mojej toksycznej rodzicieli bardzo daleko to i tak potrafi mnie ciagle ranic. Jest teraz „stara” tak mowi o sobie i boi sie o swoja przyszlosc. Wiec ja mam znowu poswiecic siebie dla niej,bo jej sie to nalezy ,bo jest juz stara,a ja jedynym jej dzieckiem.
    Tylko,ze 10 lat temu kiedy postanowilam sie rozwiesc z rownie toksycznym mezem to wybrala jego strone i do tej pory trzyma w przyjazni z nim,przez co ciagle mam ,ze jestem kontrolowana i manipulowana przez tych dwoje. Ciagle graja na moich uczuciach i przypominaja mi wszystkie moje tzw. winy. Bo oczywiscie wszystko co sie zlego wydarzylo jest moja wina. Obecnie chodze na terapie do psychologa. Probuje ratowac reszte mojego zycia. Ale jak sami to wiecie czasem nie starcza juz sil.
    Pozdrawiam wszystkich i zycze jak najwiecej ciepla,zrozumienia i wsparcia od innych ludzi!

  • Ukochany zięć

    Dorota, przeczytałem artykuł i wiele komentarzy. Jesteś bardzo mądra kobietą.

    U mnie problem jest podobny. Z tym, że ja jestem znienawidzonym zięciem a moja żona dla swojej matki „upośledzoną” córką. Kontaktu nie możemy zerwać, że względu na synka, w końcu to….dziadkowie. Inna sprawa, że wzorce jakie mają do przekazania to miłość do pieniądza, radzenie sobie w życiu kłamstwem i agresja gdy coś nie układa się tak jak by sobie tego życzyli.

    Każde spotkanie to wyrzuty, żale, awantury i próba dosłownie wyrwania nam dziecka. Widujemy się, ale tylko u nas (i pod naszym nadzorem – wiem brzydko to brzmi, ale bywa koniecznością). Żadna rozmowa to teściów nie trafia, bo nawet nie próbują się zmienić. Sam czytam literaturę – aby znaleźć rozwiązanie, ich to nie obchodzi – oni nie są niczemu winni, mają rację i znają się lepiej. I próbują zawsze winą obarczyć innych, szantażują emocjonalnie – itp. Generalnie spełniają wszystkie założenia 10 sygnałów…

    Żona w dzieciństwie była upokarzana, terroryzowana, szantażowana. To była przemoc psychiczna, którą ciężko opisać. Ktoś postronny od razu mógłby stwierdzić że przesadzam. Rozumiem, że mogą mnie nie lubić, ale w głowie nie mieści mi się, że tak traktują córkę. Nic do nich nie trafia, nawet operacja żony nie zrobiła wrażenia (awanturowali się nawet wtedy). Nie lepiej było w czasie ślubu czy chrzcin syna

    Teściowa od początku próbuje (na szczęście bezskutecznie) wbić klin między nas. Jestem albo złym mężem, albo ojcem. Na zasadzie – 1000 krotnie powtarzane kłamstwo stanie się prawdą. Dziecko jest niedożywione, chore, nie pozwalam mu wychodzić z łóżeczka). Ostatnio gdy mały rozbił sobie nos (szalał na rowerku) teściowa insynuowała żonie, że go pobiłem… Z tym na dłuższą metę żyć się nie da. Mieszkamy w jednym mieście. Kupiłem mieszkanie na kredyt bez pomocy rodziny. Dzieckiem zajmuję się prawdopodobnie w takim stopniu jak niewiele ojców. Zmieniłem tysiące pieluch, potrafię gotować – i dla żony – i dla dziecka, chodzimy na spacery, bawimy się. Jak kochana babcia przychodzi – to dziecko nie może się ode mnie oblepić. Moje największe wady to uczciwość, prawdomówność (mówię teściowej wprost, gdy zachowuje się toksycznie i kłamie), ponadto jestem zbyt wykształcony i zbyt dobrze zarabiający (teściowa nie ma szkoły i ma słabą pracę), mam pracę, którą lubię, zainteresowania. W dodatku często widujemy się ze znajomymi i dalszą rodziną. Jasne, mam trudny charakter, konsekwentne zasady, ale bez przesady. Zrobię wszystko dla mojej rodziny i dlatego chronię ją przed teściowi. U tych z zasadami jest trudno – ciężko je wyłapać, gdyż są elastyczne i zależą od humoru teściowej (oczywiście zawsze ma jakąś w tym korzyść).

    Pytanie tylko: jak z tym żyć?
    Mi teściowie krzywdy nie zrobią. Mogą sobie gadać, marudzić . Gorzej, że mają toksyczny wpływ na własną córkę (doprowadzają ją do histerii, płaczu, depresji – ostatnio pośrednio w ten sposób trafiła do szpitala). Boję się, również że z czasem będą mieli zły wpływ na syna. Chcę go wychować na szczerego, uczciwego, honorowego, dobrego człowieka i nie chcę, aby widział takie konflikty z dziadkami. Ustępować już też nie zamierzam, bo nie daliby nam żyć a wszelkie kompromisy kończą się awanturą w chwili, gdy im czegoś odmówimy.

    • dorota

      Trudna sytuacja. Może warto udać się do psychologa, Ty i Żona….Uda się? Jeśli nie będziecie tworzyć jednego frontu, może być trudno. Teście widzą, że Żona jest słabsza…obawiam się, że będą ciągle mieli na nią mocno destrukcyjny wpływ. Trzeba zrobić wszystko, by chronić rodzinę

  • ukochany zięć

    Teście nigdy nie wybiorą się z nami do psychologa – to by oznaczało, że coś jest z nimi i tak. Wg mnie teściowa powinna leczyć się farmakologicznie, jej (i tym samym nasz) problem może być chorobą, ale nigdy do tego z teściem nie przyznają się. My też nie możemy wyjść z propozycją…badań, bo potraktuje to jako zniewagą i oddalimy się od rozwiązania problemu. Same spotkania małżeńskie w poradni nic nie dadzą, bo nie wyeliminujemy źródła problemu ani też za bardzo nie nauczymy się z tym walczyć.
    Jasne – robimy to już teraz – ale o ile teściowa nie odznacza się szczególną bystrością umysłu, w tym przypadku bywa szczególnie kreatywna i podła. Taki absurd…

    Z żoną jesteśmy zgodni, nie ma rozłamu, tylko że faktycznie jest słabsza i to wykorzystują. Działa efekt z młodości – żona boi się ich, mimo, że w tej chwili nic jej nie grozi i w żaden sposób nie jest od nich zależna.

    Tak było od początku – nawet na weselu udało im się zrobić jej awanturę jak mnie nie było w pobliżu. Zawsze wynajdą chwilę, gdy mnie nie ma, bezpośrednie starcia to dla nich ostateczność. Niestety gdy podaję im logiczne argumenty, przykłady złego zachowania, przykrych słów, których nie powinni wypowiadać, zamykają się w sobie, wypierają (oni niczego takiego nie powiedzieli, źle zrozumiałeś – standard „toksykologii” rodzinnej), siedzą i kręcą spuszczonymi głowami.

    Efekt „pręg” u żony zwalczam od czasów poznania się. Podbudowuję jej własną wartość, pewność siebie, asertywność nauczyłem…samodzielnego dokonywania wyboru.

    Sytuacja patowa. Do czasu poznania teściów mogłem pochwalić się tym, że umiałem się dogadać z każdym.
    Tu nie ma takiej opcji. Fakt, że jestem już na takim stopniu „****”, że teraz z nimi sam czasem brzydko postępuję. Po prostu brakuje cierpliwości a obecnie nie potrafię ich szanować. Mam zbyt bezpośredni charakter.

    • Anna

      Odciąć się od teściów i koniec, wrednych ludzi trzeba trzymać krótko. Swoją drogą, mam podobny problem (tylko my nie mamy dzieci); gdy poznałam mojego męża, charakterki moich rodziców wyszły na jaw: wyzywanie od k***, straszenie niepowodzeniami, wmawianie, że nie wiem, za kogo wychodzę (mąż choruje na cukrzycę 1 – to był największy problem, przez który zakazali mi kontaktów z nim jeszcze w czasach, gdy był moim chłopakiem) itd. Życie niestety uczy nas rozumu, mnie klapki spadły i dawne złudzenia już nie wrócą, a rodzice… no cóż, trzeba uczyć się wybaczać, ale nie pozwalać wchodzić na głowę.

  • Anna

    Moja mama zniszczyła najpierw mojego ojca, rozwiodła się z nim gdy ja miałam 6 lat, a brat 10. Potem przez całe życie i aż do tej pory wpajała nam nienawiść do niego. Ojciec zmarł będąc w innej rodzinie, gdy ja miałam 28 lat. Wtedy nawiązałam kontakt z jego przybraną córką i wnukami. Oni stwierdzali, że mój ojciec był dla nich najcudowniejszym dziadkiem i ojcem. Mnie to nie było dane, bo pod wpływem prania mózgu przez moją mamę, unikałam z nim kontaktu choć on próbował czynić to wielokrotnie. Mój żal do niego był wtedy tak zakorzeniony, że nie zauważałam, że to ja się mylę. Moja mama wyjechała do USA gdy miałam 20 lat. Zrobiłam wtedy wszystko by się jej pozbyć. Od wczesnego dzieciństwa czułam się cudownie u swoich dziadków, gdy w innym mieście spędzaliśmy tam z bratem wakacje. Czułam tam spokój i nikt się nie awanturował, nie krzyczał. Świadomość, że moja mama sprawia we mnie okrutny niepokój , poczucie winy i burzę w emocjach przychodziła z czasem dorastania. Teraz mam 55 lat a moja matka 86 i nic się w tej kwestii nie zmienia. To długa i smutna historia ale na całe szczęście mam wspaniały kontakt z moimi dawno dorosłymi dziećmi: syn 34, córa 32 lata, a ja od kiedy ich urodziłam pracuję wciąż nad sobą, by nie być dla nich nawet minimalnie toksyczną matką. Gdy zmarł mój brat sadziłam, że będzie dla mnie lepsza i mniej złośliwa, ale nic bardziej mylnego. Jej utrata ukochanego syna wzmogła tylko jej cierpiętnictwo i toksyczność wobec mnie. Ja w którymś momencie życia ukończyłam studia i od tamtej pory mój horror przybrał na sile. Moja matka która zawsze podkreślała, że jest najmądrzejsza i pracowała na wysokim stanowisku pomimo posiadanej tylko matury nagle zaczęła deprecjonować mnie i obrażać. Starałam się być przez lata cierpliwa w stosunku do niej choć posiadam świadomość jej toksyczności w stosunku do mnie. Matka obraża mnie, próbuje manipulować emocjami, upokarza mnie, nagle wpada w stany histerii przy spokojnej rozmowie. Potrafiła złamać nogę, później rękę bo według niej nie dosyć uwagi jej poświęcałam. Zaznaczę, że gdy złamała nogę, ja ratowałam życie swojej córce, siedząc przy niej przez pół roku i w dzień i w nocy i pielęgnując rany według zaleceń lekarzy oraz wykonywałam wszystkie inne czynności przy chorej oraz domowe. W tym czasie również zajmowałam się mężem mamy który przyjechał z nią już na stałe do Polski z USA. Wynajęłam pielęgniarkę do córki by przy niej czuwała i robiła opatrunki, a sama siedziałam z mężem mojej mamy na SOR-rze. W tym wszystkim wspierał mnie mój wspaniały mąż i gdyby nie on, chyba by mnie już nie było. Parę miesięcy później ja wylądowałam w szpitalu z zatorem płucnym wysokiego ryzyka. Walczyłam ze śmiercią, dla córki, która w tym czasie przechodziła ciężką trzecią operację. Chciałam wyzdrowieć, by mój ją wspierać w chorobie. Udało się i po 8 dniach walki usłyszałam od lekarzy, że zagrożenie mojego życia minęło. Wtedy tez naiwnie sądziłam, że może po tych przejściach matka się uspokoi wiedząc jak bardzo gra na moich emocjach. Nic się takiego nie zdarzyło. Ja mam zniszczone zdrowie a moja 86 letnia matka ma wspaniałą pamięć, jest zdrowa i jako 86 letnia kobieta nie ma żadnych schorzeń. Całe życie, swoje frustracje odgrywała i odgrywa na innych. To tylko taka minimalna wzmianka o tym co wyprawia moja matka. Potrafi zepsuć nam każdą radość, przyjemność, oddziaływając na nas bardzo mocno. Gdzieś tam w duszy żal mi jej, lecz nadszedł czas w którym mam jej dosyć. Wiem, że mój spokój nadejdzie wraz z faktem mojego odejścia lub jej.

  • mareszka

    MARESZKA Ja podobnie jak moi poprzednicy miałam toksyczną matkę,która w wieku 10 lat doprowadziła mnie do próby samobójczej nie wiem czy na szczęście czy na nieszczęście dla mnie uratował mnie dorosły syn sąsiadów.nie dlatego ,że byłam złą uczennicą-bo wzorowa problem tkwił , że byłam podobna do swojej babki a jej teściowej.lanie dostawałam kablem od żelazka taki że nie raz z bólu się posikałam,powodem była żle odłożona szklanka a ręce trzęsły mi się i trzęsą do dziś Najgorsze lanie zebrałam jak od bierarałam moją o 3 lata młodszą siostrę z przedszkola wtedy dzieciom a miałam 9 lat wydawano rodzeństwo.Złapała nas wtedy burza na odkrytym terenie przemókł jej płaszczyk więc matka pobiła mnie wieszakiem tak ,że parę dni nie byłam w szkole.Jej ukochany synek a mój starszy o 5 lat mnie molestował za jej wiedzą.Rozbiła moje pierwsze małżeństwo.Przez to wszystko leczę się neurologicznie,Najbardziej cieszą ją moje porażki i łzy.Każdy mój sukces umniejsza a porażkach rozpowiada w około.mając 80 lat jest zdrowa i potrafi skoczyć do mnie z pazurami ,wiem ,że zdrowa bo chodzę z nią do lekarzy i nic nie znajdują

  • Aleksandra

    Moja Matka jest bez wątpienia toksyczną osobą. Skłócona ze swoją rodziną, rodziną mojego Ojca, nastawiała mnie i siostrę przeciwko Tacie, nas siostry przecieko sobie, zależy jaki miała akurat humor 🙂 Rozwalała moke związki, kontrolowała, czasem biła, robiła wykłady umoralniające, nie dopuszczała mnie do głosu. Nie sposób opisać co wyprawiała w jednym komentarzu. Przez około 10 lat zmagałam się z nawrotami depresji, miałam próby samobójcze, okaleczałam się. W końcu odważyłam się na wizytę u psychiatry i terapię. Od 3 lat nie mamy kontaktu, nie wyobrażam sobie ich odnowienia, za to Tato jest dla mnie ogromnym wsparciem, sam jest obecnie na drodze uwolnienia się od toksycznej relacji z nią.

  • Michał

    Czy uważa Pani ze wysłanie tego artykułu mojej matce (pasuje w 100% do opisu) da jakąś szanse ze zrozumie swoje postępowanie, czy lepiej tego nie robić?

  • Aaka

    Odciąć się lub trzymać na dystans. Żyć własnym życiem pomimo sprzeciwu choćby całej rodziny i pomimo obraźliwych uwag. Być sobą. Kochać siebie, pozwolić sobie pokochać siebie. Terapie to tylko taplanie się w dawnym błocie tych samych problemów. Trzeba się od tego uwolnić, wyprowadzić. Człowiek powinien być wolny i wybierać w swoim życiu właściwe relacje, jest pewna granica wytrzymałości, nie powinno się jej przekraczać. W każdej relacji. Więzy krwi to nie wszystko. Liczy się miłość, przyjaźń, zrozumienie dla drugiego człowieka. To można postawić na piedestale zamiast więzów krwi tylko i wyłącznie.
    Oceny subiektywne innych …..trzeba wypracować własną ocenę siebie.

    • Anna

      Do Michał: Pytanie nie było do mnie, ale odpowiem. Zrobi Pan według własnego uznania, ale ja stanowczo odradzam takie zachowanie – zostanie Pan wyśmiany, a matka wszystkiemu zaprzeczy. Z osobami toksycznymi nie rozmawia się szczerze, takie osoby traktuje się jak władze w PRL-u: rozpracowuje, by uniknąć ich perfidnej manipulacji. Trzeba zawsze być „ponad” nimi, nie traktować ich jak partnerów, ale raczej jak osoby chore, nienormalne, które wymagają specjalnego – ostrożnego – podejścia. U mnie tak jest, boli mnie to, ale nic nie poradzę: mogę realizować się w tych relacjach, w których moja wolność jest szanowana, a to na pewno nie relacje z toksyczną matką.

  • dede

    O Boże jakbym czytała o mojej mamie. Tyle treści zgadza się z jej zachowaniem aż przeczytałam kolejny raz czy aby na pewno nic mi się nie przewidzialo. Próbuje sobie przypomnieć kiedy to się zaczęło – dzieciństwo taki wiek około szkolny. Byłam dzieckiem spokojnym, grzecznym, bawiłam się sama nie potrzebowałam koleżanek i kolegów -wiek 5-6lat . Z racji tego żeby mnie przystosować do szkoły rodzice wysłali mnie do przedszkola chociaż była babcia na miejscu.Sam pobyt był w porządku koledzy i koleżanki też, nie mogłam tylko się przyzwyczaić że mama idzie do pracy i zostawia mnie z panią która wmuszala w nas zupę mleczną (strasznie jej nie lubilam). Ogólnie to jakoś ten okres przetrwałam . Pora na szkołę schody zaczęły się od 4 klasy ciągle nerwy na mnie że nie rozumiem czegoś itd potem doszło jeszcze coś takiego że miałam 2 dobre przyjaciółki z „podwórka ” jak to się mówi.Jedną z nich lubiła a drugiej nie a dlaczego?ponieważ rzekomo ukradła 10 zł mojej babci nosz paranoja. A najsmieszniejsze bylo to ze jak próbowalam powiedzieć że to pewnie nie prawda to zaczęło się żebym z nią się nie zadawala itd. Późniejszy okres to zakazy bo ona tak mówi i już wybór szkoły? Ty się tam nie dostaniesz itp ciągle ale to ciągle mnie dolowala. Ona robi wszystko najlepiej wszystko wie a ja według niej nic nie umiem i nic nie wiem. Potrafi mi nawet dać do zrozumienia jak się robi obiad oczywiście wszystko pod jej dyktando.Mam starszego brata do nuego mniej sie czepia ale ja „obrywalam” czesto.Dopiero teraz wiem że trzeba uciekać i ograniczyć kontakt do minimum odciac sie nie da bo niestety wnuki o dziadków się pytają.

  • ogo

    Moja mama nie krzyczała. Wypowiadała raniące zdania w sposób wyrachowany, zimny, przemyślamy, okraszając je złośliwym uśmieszkiem. Gdy się denerwowałam kolejną krytyką i podnosiłam głos, słyszałam spokojne „widzisz, jesteś nienormalna, chora psychicznie, trzeba cię zamknąć w zakładzie” .., rzecz jasna tej sentencji towarzyszył pełen satysfakcji uśmiech.
    Gdy, jako dziecko ją zdenerwowałam to oczywiście mnie biła -no bo „jak można się opanować przy tak trudnym dziecku”. Trudne dziecko miało dobre oceny i zachowanie w szkole, dostało się na studia, które skończylo, nie piło, nie paliło, nie puszczało się ani nie narkotyzowało. Ale trudne dziecko było (i jest) niskie więc trzeba było kłamać, że się jest młodszym, bo chyba mamie było wstyd . NIgdy nie wiedziałam, komu jaką datę urodzenia mam podawać, wiec kończyło się na tym, że udawałam, ze nie wiem – no bo mamy kłamstwa trzeba chronić. Mama ma wyższe wykształcenie medyczne tak więc swojemu dziecku nie pozwoliła nigdy wziąć leków przeciwbólowych – po operacji gdy rana była świeża też nie – bo zaszkodzi
    Mama ma też niewyczerpane zasoby wymówek czy tłumaczeń swoich dziwnych zachowań (a potem wymyśla sytuacje analogiczne, których negatywną bohaterką ja byłam – kontratak musi być) . Np zostawiła nocą na parkingu swoje dziecko samo w aucie, – no bo spałam a ona jako dobra mama nie chciała mnie budzić, no i z tatą poszli tylko na chwilę do znajomych. Pech chciał, ze się obudziłam przerażona i płacząc biegałam po parkingu osiedla, którego nie znałam. Na szczęście „przechwyciła” mnie kobieta mieszkająca tam w bloku, wzięła do mieszkania i razem siedziałyśmy w oknie i czekałyśmy aż rodzice się pojawią. (Uprzedzając- tato jest bardzo dobrą osobą ale niestety całkowicie zniszczoną przez mamę – syndrom sztokholmski w pełni). Kontratak mojej mamy gdy przypomniałam tę sytuację:”A Ty kiedyś zostawiłaś swojego syna w aucie przed sklepem. Pamiętam bo byłyśmy razem i kazałaś mi iść ze sobą na zakupy”. Nigdy nie było takiej sytuacji i otwarcie i lekko zdenerwowana powiedziałam, że to kłamstwo. Mama: ” No ja tak cię tylko zaczepiam a ty od razu się złościsz. To tylko taki żart.” .
    Innym razem, w czasach gdy na granicach były ogromne kolejki a ja byłam przedszkolakiem, wypuściła mnie samą z auta, tez nocą, bym się załatwiła. No i znowu tak jakoś się stało, ze kolejka ruszyła, a z nią auto moich rodziców. No i z tych nerwów związanych z przejazdem przez granicę mama sobie zapomniała o córce. Zupełnie normalne, prawda? Tego przerażenia gdy nie mogłam znaleźć naszego auta wśród kilkudziesięciu innych nigdy nie zapomnę. Na szczęście samochody w końcu stanęły i jakoś dobiegłam. Ciekawe swoją drogą, kiedy i czy by się moi rodzice zorientowali, że mnie mnie ma.
    Inne rzeczy takie jak manipulowanie, kłamanie, negowanie swoich własnych błędów, krytykowanie, obrażanie się, nie przyjmowanie krytyki, jątrzenie przeciw innym (szczególnie tym dla mnie bliskim), podważanie moich kompetencji zawodowych i rodzicielskich – to chyba typowe dla mam większości tu piszących.

  • Kate

    Przeczytałam artykuł 9/10 a po luźnej rozmowie z moją matką i kolejnym stwierdzeniu jaką to jestem złą matką, wiem, że moja jest toksyczna w 100 %. Ciągle się czepia mnie i męża jacy to jesteśmy beznadziejni, jak to ona ma źle w życiu bo inne dzieci to dla swoich rodziców wszystko a my dla niej nic. Ręce opadają bo żeby nie wiem jak się starać to i tak źle.

  • Beata

    Witajcie. Od dłuższego czasu czytam Wasze wypowiedzi.Tysiąc myśli krąży mi w głowie. Mam 31 lat i chciałabym to z siebie wyrzucić. To wlasnie moja matka sprawila, ze czuje sie bezwartosciowa osoba. Odkad pamietam zawsze cos bylo nie tak. Moja samoocena jest bardzo niska. W okresie dojrzewania-kiedy dziewczyna potrzebuje wsparcia- ja slyszalam sama krytyke: „Jestes wulgarna brunetka”(moja matka jest blondynka),pomimo, ze ubieralam sie bardziej po”mesku”. Kiedy kolezanka powiedziala,ze zazdrosci mi figury, matka wysmiala mnie,mowiac ze jestem naiwna. Kolezanki klamia, a ja musze to zrozumiec. Pretensje, ze mam tradzik(ona go nie miala). Zabraniala mi kupna biustonosza, twierdzac, ze po co mi na te „groszki”. Kiedy kolezanka mi kupia,matka zrobila niemilosierna awanture. Przed matura powiedziala, ze po mi to, powinnam isc do zawodowki,skoro tak sie denerwuje. Jadac do znajomych na noc,matka wiedziala lepiej co ja z nimi robie.Czulam sie z tym tak bardzo zle. Sama, nie rozumialam czemu tak sie dzieje.
    Ciagle klotnie z ojcem. Jej zdrady i mieszanie mnie w jej klamstwa. Co 10 letnia dziewczynka ma zrobic? Jedyne co slyszalam, ze dla mnie jest z ojcem, chociaz go nie kocha.
    Tyle lat nie pracowala i nadal nie pracuje. Mowila zebym pytala znajomych ze szkoly czy czegos ich rodzice nie maja. Jak mi bylo wstyd. Zycie z renty ojca, jakies 800zl. Pieniadze ktore dostawalam od babci,przeznaczalam na dom. Mialam wrazenie,ze nikt o mnie nie dba. Co jakis czas slyszalam, ze do niczego sie nie nadaje. Kiedy zostawil mnie chlopak w ktorym bylam zakochana,matka powiedziala, ze nie dziwi sie ze mnie zostawil.
    Kiedy ciotka zadzwonila w momencie jej bluzgow na mnie i chciala ze mna porozmawiac, matka na momencie szeptem powiedziala do mnie, ze jesli jej cos pisne to mnie zatlucze.
    Humor tracila z godziny na godzine. Wyszlam na spacer z kolezanka, wracam do domu, a ona rzuca mnie kurtka i kaze mi wypier…Innym razem slysze, ze nie wie dlaczego los pokaral ja takim dzieckiem(nie pale, nie pije, grzeczna, cicha wrecz wstydliwa, nie mialam wiekszych problemow z nauka)
    Kiedy bylam mala zawsze straszyla mnie ze bedzie miec raka, ze zle sie czuje. Zylam w ciaglym stresie.
    Wyprowadzilam sie od niej. Nie uklada mi sie, czuje ze sie poddaje. Ostatnio musialam zrezygnowac z pracy, poniewaz szefowa z zachowania byla jak moja matka.Nie dawalam rady, stres zjadal mnie doszczętnie, wrecz fizycznie paralizowal. Moj partner wie niewiele z tego co przeszlam. Dla niego sprawa jest prosta- powinnam zapomniec. Niestety, dla mnie ten koszmar nadal trwa. Nie mam komu o tym opowiedziec, do tego teraz ten brak pracy. Tyle lat staram sie podnosic, powoli trace sily.

  • syn_swojej_matki

    No ja niestety też mam taką mamę na karku. Mam 35 lat teraz, jestem facetem. Tak, synów też ten problem dotyka.

    Moja mama od zawsze była bardzo restrykcyjna. To ona zarządzała całym domem. Była dyrektorem mnie i taty. Wszystko musiało mieć aprobatę mamy. Jak chciałem gdzieś wyjść z kolegami, to mówiła „Masz być w domu o 20”. „Mamo, ale spotkanie zaczyna się o 19”. „No to powiedz kolegom, żeby zorganizowali je wcześniej, kto to widział tak późno się spotykać”. Jak umówilismy się że będę w domu o 21, to gdy o 21:01 byłem już w drodze z przystanku do mieszkania, to już był telefon z awanturą. Niewiele mogłem zrobić sam. Całe dzieciństwo powtarzała mi, że nie chce mieć takiego syna, że odda mnie do domu dziecka. Czasem brała mnie do przedpokoju, otwierała drzwi od mieszkania i mówiła „wyjdź stąd, w tej chwili stąd wyjdź i nigdy nie wracaj. Może jak ci dupa przemarznie na polu to nauczy cię to szacunku do matki i pokornie wrócisz prosząc o wybaczenie”. Mnie – kilku/kilkunastoletniemu chłopcu.

    Gdy klasa jechała na zieloną szkołę, ja nie mogłem. Mimo że było nas na to stać. „Bo kto to widział, żeby w kwietniu jechać na zieloną szkołe, przecież wrócisz chory”. „Mamo a co ja mam powiedzieć pani? kolegom? że czemu nie mogę jechać?”. „Powiedz im, że mama tak zdecydowała, i tyle”.

    W podstawówce miałem wypadek w szkole. Rano spadła mi na głowe szafa, nie z mojej winy, byłem w nieodpowiednim miejscu i czasie. Miałem podejrzenie wstrząśnienia mózgu, złamany, krwawiący nos. Odebrać ze szkoły przyjechał mnie tata. Cały dzień spędziliśmy w szpitalu. Popołudniu zwolnili nas na noc do domu. Mama wróciła z pracy, tato wprowadził ją w to, że miałem wypadek i byliśmy w szpitalu, a następnie mnie zawołał. Miałem opuchniętą twarz, ogromny nos i nasączone krwią tampony w nosie. Pierwsze co moja matka zrobiła gdy mnie zobaczyła, to wstała i zaczęła tak potwornie krzyczeć na mnie, że co ja znowu zrobiłem, że nie można mnie nawet na chwilę zostawić, że będzie musiała znowu brać wolne z pracy. To był chyba jeden z nielicznych momentów, gdy mój tato stanął w mojej obronie. I dobre kilkanaście minut zajęło jej zainteresowanie się tym, co jednak się stało.

    Całe dzieciństwo powtarzała, żeby nie eksperymentować z dziewczynami, bo szkoda się narażać na zawód i cierpienie. Tak też i podświadomie robiłem bardzo długo nie mając nikogo. Gdy mama wracała z wywiadówki to cały dzień siedziałem w kącie pokoju i w stresie czekałem co będzie. Czy mama będzie zadowolona z ocen i dostanę nagrodę, czy coś jej się nie spodoba i będzie kara. Lanie pasem było na porządku dziennym. Kilka razem dostałem też w twarz. Ojciec nigdy nie podniósł na mnie ręki, mimo że krzyczał czasem gdy mi się należało.

    Mama zapisała mnie na angielski poza szkołą. Strasznie lubiłem tam chodzić, byłem bardzo dobry. Zajęcia kończyłem o 19, więc zawsze mama albo tata po mnie przyjeżdżali, żeby mnie odebrać. Tego dnia to były ostatnie zajęcia w roku, podsumowanie, świadectwa, itd. Dostałem od szkoły nagrodę i wyróżnienie za wyniki w nauce. Wszystko w związku z tym trwało trochę dłużej. Ze szkoły wyszedłem jakoś 19:05, może 19:07. Na dole nie było naszego samochodu tak jak zawsze. Poczekałem z kwadrans, obszedłem całą ulicę, może zaparkowała gdzieś indziej. Nie miałem wtedy komórki, żeby zadzwonić zapytać. Poddałem się, wróciłem do domu autobusem. A w domu czekała na mnie matka z pasem, bo jak ja ją szanuję, nie szanuję jej czasu, że ona nie będzie na mnie czekać, ona nie będzie tolerowała takiego zachowania i takiej zniewagi. Nie interesowało jej co było powodem mojego kilkuminutowego spóźnienia.

    Studia w dużym stopniu pomogły się trochę odseparować, bo wyjechałem do innego miasta. Niestety w tym samym czasie tato już nie wytrzymał reżimu matki i wniósł o rozwód. Automatycznie zostałem więc matczynym powiernikiem, przyjacielem, spowiednikiem, psychologiem i wszystkim. Dzwoniła do mnie, opowiadała, płakała, że jak on tak mógł, nastawiała mnie przeciwko niemu – zresztą całkiem skutecznie. Dzwoniła, kazała przyjeżdżać, słuchać. Ale studia tylko pozornie dały mi wolność. Bo niestety byłem od niej jeszcze zależny finansowo. Więc cały czas była to żyjąca transakcja wymienna – ona mi kasę – ja jej posłuszeństwo. Oczywiście gdy tylko miałem inne zdanie niż ona to słyszałem „jak taki jesteś to g**no zobaczysz a nie pieniądze i do d*py pojedziesz na wakacje, wiesz? jak taki jesteś mądry”

    O tych wszystkich wspomnianych na tym forum milion razy zwrotach typu „Ja Ci tyle, a ty mnie tak traktujesz, ja cię tak nie wychowałam, jedź sobie do swojego tatusia bo obaj jesteście tak samo beznadziejni, za co ty mnie tak karzesz?” i wiele wiele więcej, nie muszę chyba wspominać.

    Na początku studiów trafiłem na terapię. Z innego powodu, bo nie radziłem sobie kompletnie na studiach. Z wybitnego ucznia ze świadectwami z paskiem w przeciągu lata zmieniłem się w osobę, która nagle nic nie rozumiała, nie potrafiła zdać żadnego zaliczenia ani egzaminu, groziło mi wyrzucenie ze studiów. Mama i jej rozwód oraz snucie wspólnych ze mną planów przeciwko ojcowi cały czas były w tle (albo na pierwszym planie). Mimo tego panie terapeutki jednak bardzo szybko i trafinie zresztą dostrzegły, że mam duży problem z mamą, bo jestem do niej zbyt przywiązany. Zaczął się trwający blisko 2 lata proces uświadamiania sobie, przepracowywania i nauki stawiania granic.

    Gdy zacząłem stawiać pierwsze granice, mama zaczęła to bardzo źle znosić. Reagowała jeszcze ostrzej, jeszcze większymi oszczerstwami mnie obrzucała. Twierdziła, że terapia nastawiła mnie przeciwko niej. Że mam jej natychmiast dać numer telefonu do terapeutki, bo ona musi do niej zadzwonić, i wybić jej z głowy to co ona ze mną wyprawia. Mówiła że się nad nią znęcam, pastwię, torturuję. Tymi słowami. A ja po prostu mówiłem „nie mamo, nie będzie tak, nie mamo, nie chcę tego, nie zrobię tego, nie chcę o tym rozmawiać”. Gdy broniłem swojego zdania i narastały we mnie emocje, gdy podnosiłem głos, to potrafiła całkiem spokojnie podejść do mnie, zbliżyć się twarzą do mnie, bardzo blisko tak że patrzyła mi prosto w oczy i z uśmiechem na ustach mówiła „może jeszcze mnie uderzysz. No! śmiało, uderz mnie, jak taki jesteś mądry. ALbo jeszcze na mnie napluj. Śmiało. Nie? Boisz się? Czyli jesteś tylko zwykłym tchórzem i tyle”.

    To że była i jest manipulantką i do wszystkiego dorabia ideologię, też nie muszę mówić. Ponieważ wciąż nie potrafiła przeżyć, że ojciec ją zostawił, cały czas chciała się na nim zemścić. Przy użyciu mnie. Ubzdurała sobie że ofiaruje mi całkiem sporą sumę pieniędzy, bo przecież jeszcze nie mam swoich, a potrzebuję, ale nie będzie tak, że tylko ona mi daje, a ojciec nic, więc: otrzymam od niej te pieniądze, ale pod warunkiem, że wymogę na ojcu, żeby on ofiarował mi tyle samo. Oczywiście pomysł był idiotyczny, więc powiedziałem „nie”. Ale oczywiście im bardziej ja oporowałem, tym ona się bardziej frustrowała. Sięgała po najrozmaitsze elementy, metody, sposoby, tak mnie próbowała podejść, inaczej, a ja dalej obstawałem przy swoim. W pewnym momencie chyba nie wytrzymała, rozpłakała się, i stwierdziła że skoro ja jestem tak wyrodny i tak jej nie chcę i tak uważam, że jej pomysły są do niczego, i do niczego jej nie potrzebuję, to ona odchodzi z tego świata i idzie popełnić samobójstwo. I poszła do kuchni (miała wtedy faktycznie od lekarza przepisane jakieś środki depresyjne od lekarza) i mówiąc mi dokładnie co robi, zaczęła wyciskać z blistra wszystkie tabletki, i z drugiego opakowania. Dałem się na to nabrać, bo przestraszony pobiegłem do kuchni i próbowałem jej te tabletki zabrać, cały czas oczywiście płakała, krzyczała. W szarpaninie, strachu i emocjach nie byłem w końcu w stanie stwierdzić czy ona rzeczywiście te tabletki połknęła czy ja je strąciłem czy co. Moja mama dalej krzyczała, rzucała rzeczami, była w szale. W związku z czym podjąłem decyzję, której podjęcia nie życzę nikomu. Mając 22 lata, zamknąłem się w toalecie i zadzwoniłem na 112 i powiedziałem „proszę pani, moja mama przed chwilą chyba podjęła próbę samobójczą łykając tabletki, proszę przysłać karetkę, żeby jej pomóc”. Przyjechała karetka, przyjechała też policja. Widok policji i lekarzy w naszym mieszkaniu uspokoił moją mamę w mgnieniu oka, lepiej niż cała ampułka relanium. I po tym wszystkim ona do lekarzy „nie nie, nic się nie dzieje, syn ma ostatnio trudny okres, bo ojciec od nas odszedł, może coś mu się wydawało, gdy brałam wieczorną tabletkę”… :-/

    Wracałem do tego wydarzenia w rozmowach. Nigdy oczywiście nie usłyszałem przepraszam za to, co zrobiła. Do tej pory w życiu uznajemy (tzn. ona) że tamto wydarzenie nie miało miejsca. Jak do tego wracam, to słyszę „wiesz co, weź, naprawdę nie masz lepszych tematów? no i dobrze było i już nie ma, o czym tu jeszcze rozmawiać”.

    Gdy skończyłem studia, dostałem pracę i stałem się całkiem samodzielny. Ograniczałem kontakt z mamą. Ona szybko zaczęła się frustrować jeszcze bardziej, bo zdała sobie sprawę że strasząc mnie „szlabanem na kasę” niczego nie ugra. Nie miała na mnie już nic, niczym nie była w stanie mnie kontrolować. Ale były jeszcze święta, które co dwa lata spędzałem u mamy. Niezliczoną ilość razy słyszałem „zniknij z mojego życia, jesteś podły, okropny, nie chce cię znać, powinieneś się smażyć w piekle razem z ojcem, za to jak mnie traktujesz, co ty dzieco ze mną wyprawiasz, to się w głowie nie mieści, babcia się w grobie przewraca, będę musiała zgłosić cię na policję! to jest znęcanie się nade mną co ty wyprawiasz, to się w głowie nie mieści, nie chcę cię znać, nie chcę cię więcej widzieć na oczy, nie dzwoń, nie odzywaj się, wstań, wyjdź i miej świadomość że to jest ostatni raz jak widzisz swoją matkę, bo właśnie ją straciłeś na zawsze”. I to oczywiście tylko wycinek rzeczy, które słyszałem od swojej mamy. Nie mogłem dłużej słuchać tych oszczerstw. Z których świąt wyjechałem i kontakt się urwał. Nie odzywałem się do niej. Nie mieliśmy kontaktu. Nie dostałem żadnych życzeń urodzinowych, nawet na 30stkę, mimo że na jej urodziny wysyłałem jej lakonicznego smsa z życzeniami. To były super dwa lata, ogarnąłem się, zacząłem żyć, w końcu podjąłem się zbudowania relacji z drugą połówką.

    Po trzech latach, kontrolnie nawiązałem kontakt. To był błąd. Naiwnie myślałem, że może coś się zmieniło, że może coś zrozumiała, że może zaczęła chodzić do psychologa. A może po prostu tak bardzo brakowało mi mamy. Spotkaliśmy się, naopowiadała mi co to jej się nie działo i jak nie cierpiała w tym czasie, ale pierwszy raz w życiu wydusiła z siebie „przepraszam”. Doceniłem to, pomyślałem „może coś zaskoczyło”. But I couldn’t be more wrong. Miesiąc to trwało. Zadzwoniła, zapytała, kiedy opowiem jej w końcu w jaki sposób zamierzam sobie poradzić w zyciu z tym i tym. Odpowiedziałem, że nie zamierzam z nią o tym rozmawiać, bo to jest moja sprawa. Szybko usłyszałem ponownie „że pewnie matka jest tylko potrzebna do gotowania, sprzątania i prasowania, nie tak cie wychowałam, jestem ci tylko potrzebna do tego, żebyś miał się nad kim pastwić”. Nie mogłem tego dalej słuchać. Pierwszy raz w życiu rzuciłem słuchawką bez pożegnania. Nie zamierzam się z nią dalej już kontaktować.

  • Natasza

    Wiele zamieszczonych tu wypowiedzi czytam naprawdę ze zgrozą. Co za zmasowany atak na matki! Jak ten świat przez tyle wieków istniał bez krytyki matek ? Chyba tylko dlatego tak anty-matczyno oszalał, że w sferze obyczajów, poszanowania i dobrego wychowania coraz bardziej dziczał. A może to córki są coraz gorsze ???
    Mam córkę, która twierdzi że jestem matką toksyczną. Bardzo mnie to rani, bo chociaż wielokrotnie jestem zirytowana i krytyczna do niej, to jednak uczciwie przyznaję, że w wizerunku toksyczności, malowanym tu przez autorki, ja odnajduję moją córkę znacznie bardziej toksyczną niż siebie. Przemądrzałość, roszczeniowość, wygodnictwo (” ja żyję tak, żeby mi było wygodnie”), próżność, modliszkowatość, delikatnie mówiąc – brak szacunku. Mam już dużo lat, przeszłam poważne traumy – a jej ciągle mało mojej pomocy. Nie słyszałam żeby kiedykolwiek coś we mnie, lub za coś mnie pochwaliła, dni matki, babci czy inne moje święta – a, szkoda narzekać. „Jeśli się nie zmienisz to zerwiemy kontakty” … no i niechby, już nawet chciałabym, ale jestem wciąż potrzebna … jak miotła do zamiatania.
    Znam przepadek matki toksycznej, prawie ekstremalnie toksycznej – ale jest to przypadek osoby-pacjentki PZPsych.,

    Toksyczność – słowo które wśród millenialsów zrobiło karierę.Ten blog jednostronnie i niesprawiedliwie „puścił sprawę na żywioł”. Ile tu jest córek, które swoje krzywdy widzą subiektywnie? Które oczekują od matek tylko podporządkowania, które taką samą krytykę czy rady od koleżanek przyjmowałyby ze spokojem i bez buntu? Obawiam się, że to wzajemne napuszczanie się i okazywanie sobie pocieszającego współczucia – to po prostu trend czasów.
    Smutne … i brzydkie.

    • syn_swojej_matki

      Pani Nataszo,
      Nie znam Pani sytuacji dokładnie, ani tego, jak funkcjonuje Pani z córką w relacji.
      Ja jestem synem takiej matki. Zawsze podkreślałem, że jestem zdania, że jeżeli w relacji – jakiejkolwiek – są jakieś problemy, to znaczy, że każda ze stron ma coś za uszami.
      Ale Pani robi dokładnie to, co moja mama: „Ja nie jestem niczemu winna, mam swoje lata, swoje przeszłam, należy mi się szacunek, i jeżeli ktoś ma się tu zmieniać, to na pewno nie będę to ja”. Tak właśnie funkcjonują toksyczne matki, one nie dopuszczają do siebie tego, że coś mogły zrobić źle, nie dopuszczają tego, że coś mogą zmienić, poprawić, bo w swojej opinii są niemal idealne.

      Moja mama często powtarzała „Jestem twoją matką, mam prawo do tego, mam prawo do tamtego. Muszę to wiedzieć, bo matka musi wiedzieć takie rzeczy”. Nie mamo, nie masz prawa do niczego. Nie masz prawa do niczego. Gdybym chciał, to miałbym prawo zawinąć się do Paragwaju, i nigdy więcej się do Ciebie nie odzywać. To ja mam takie prawo. Prawa do bezwzględnego szacunku i posłuszeństwa nie nabiera Pani w pakiecie wraz z porodem i kilkuletnim stażem robienia kanapek. Jeżeli córka zachowuję się w stosunku do Pani opryskliwie, niegrzecznie, to znaczy, że albo popełniła Pani gdzieś błędy wychowawcze, albo jest Pani za dużo w jej życiu, i córka się w ten sposób buntuje, bo nie ma na to innego sposobu.

      Z pewnością córka jest Pani dozgonnie wdzięczna za wydanie jej na świat i trud wychowania. Ale w dalszym życiu szacunek będzie Pani okazywała nie bezwarunkowo, tylko wtedy, kiedy będzie Panią rzeczywiście szanowała. Tak samo jak można zacząć bardzo szanować sąsiadkę piętro wyżej w podeszłym wieku, bo potrafi się zainteresować, potrafi wysłuchać, potrafi się serdecznie uśmiechnąć, potrafi po prostu być. Albo podzielić się mądrością, gdy jest o to poproszona. Nie lubię bardzo tego określenia, bo uważam, że niestety bardzo niefortunnie brzmi, ale na szacunek wszyscy musimy sobie zasłużyć. Tak my – dzieci, jak i Wy rodzice. Nie szanujemy Was bezwarunkowo tylko dlatego, że nas urodziliście, ale także za to, jacy dla nas jesteście.

      Brzmi Pani jak moja mama Pani Nataszo. Brzmi Pani trochę jak taka ofiara, jaką robią z siebie toksyczne matki: tyle przeszłam, traumy, tyle lat życia, jestem jak miotła do zamiatania. Czy ktoś Panią prosi, żeby Pani zamiatała? Naprawdę? Czy sama stawia się Pani w takiej roli? Pisze Pani, że córka Pani nie chwali. Też jakbym słyszał swoją matkę. „Za nic mnie nie chwalisz, pochwal mnie, jak ładnie się spisuję i jak dobrze sobie radzę”. MatkI! My nie jesteśmy od tego, żeby Was chwalić, wywyższać. Nie jesteśmy od tego, żeby Wam budować poczucie wartości. Pisze Pani, że „taką samą krytykę czy rady od koleżanek przyjmowałyby ze spokojem i bez buntu”. Proszę się nie porównywać do koleżanek. Pani nie jest jej koleżanką, Pani jest matką. To dwie różne rzeczy. A poza tym, że prosze mi wierzyć, że gdyby którakolwiek z tych koleżanek dawała tych rad za dużo, albo za dużo w opini Pani córki ją krytykowała, to też by się od takiej koleżanki odwróciła na pięcie. Szkopuł tylko w tym, że znajdzie sobie wtedy inną koleżankę, a innej mamy sobie nie znajdzie.

      Pani Nataszo, prosze się nie gniewać. Nie chcę Pani zarzucać nie wiadomo czego, nie znam Pań sytuacji i relacji. Ale zachęcam do refleksji nad sobą, czy (pomijając to, że oczywiście na pewno robi Pani wszystko dobrze) czy aby na pewno robi Pani to wszystko dobrze. Czy aby na pewno nie ma nic, co chciałaby Pani spróbować zacząć robić inaczej, i zobaczyć jak to wpłynie na Waszą relację? Oczywiście może Pani zacząć teraz mówić też tak jak moja mama „niech to moje dziecko się zmieni pierwsze”. Czy naprawdę chce Pani teraz zacząć rozważać czy pierwsze było jajko czy kura? Nie zmieni Pani córki ani jej zachowania, ale może Pani zmienić siebie, do czego zachęcam.

      Proszę się zastanowić, kiedy ostatnio rozmawiała Pani z córką tak, żeby jej tylko słuchać. Wyłącznie słuchać, ewentualnie potakiwać, uśmiechać się, ale nic nie mówić. Kiedy ostatnio powiedziała jej Pani, że ją Pani kocha i że jest Pani dumna z tego, że to właśnie ona jest Pani córką? Kiedy zza rogu z uśmiechem na twarzy patrzyła Pani na to, jak ona się bawi z dziećmi? Nie przychodząc, nie narzucając się, nie komentując? Czy potrafi Pani zadbać o siebie? Kiedy ostatnio była Pani u kosmetyczki? Czy potrafi Pani postawić córce granicę, gdy ona oczekuje od Pani czegoś, czego nie chce Pani zrobić albo uważa, że nie powinna Pani tego już robić?

  • Natasza - jeszcze raz

    To cytat z wypowiedzi jednej z córek:
    „Odciąć się lub trzymać na dystans. Żyć własnym życiem pomimo sprzeciwu choćby całej rodziny i pomimo obraźliwych uwag. Być sobą. Kochać siebie, pozwolić sobie pokochać siebie. Terapie to tylko taplanie się w dawnym błocie tych samych problemów. Trzeba się od tego uwolnić, wyprowadzić. Człowiek powinien być wolny i wybierać w swoim życiu właściwe relacje, jest pewna granica wytrzymałości, nie powinno się jej przekraczać. W każdej relacji. Więzy krwi to nie wszystko. Liczy się miłość, przyjaźń, zrozumienie dla drugiego człowieka. To można postawić na piedestale zamiast więzów krwi tylko i wyłącznie. Oceny subiektywne innych …..trzeba wypracować własną ocenę siebie.”
    To właśnie ja, matka, czuję – w odniesieniu do mojej córki. To tylko kwestia czasu. A żal duży – za wnukiem. Ale może los będzie łaskawy …

  • Pati

    „Syn swojej matki ma pan ” ma pan calkowita racje!!
    Ja rowniez jestem corka toksycznej matki. Jestem jedynaczka i odkad pamietam zawsze mialam dobre relacje z moimi rodzicami ( tak mi sie przynajmniej wydawalo), mama zawsze wyreczala mnie we wszystkim mowiac ze nie mamy warunkow. Gdy sie klocilysmy zawsze powtarzala ze nic nie umiem i porownywala mnie do rodziny taty za ktora nie przepadala. Rodzice zawsze pozwalali mi na wszystko ale zawsze czulam presje na sobie bo wiedzialam ze przy kazdej klotni bedzie mi wszystko wypominane.I tak jest do dzisiaj.
    Wyszlam za maz przed trzydziestka bo wedlug mojej mamy po co mi dziecko i maz lepiej zyc samemu. Myslalam ze jak na swiat przyjdzie Moja corka mama sie zmieni ,jednak sie mylilam. Duzo razy powiedzialam jej ze sie zmienila i to jest powod do klotni. Mama nie umie sluchac,zawsze ma swoja racje, ja i moj maz jestesmy okropni , wedlug niej nie jestesmy rodzina bo ja przeciez mam swoja, moj tata powtarza slowa mojej mamy ze on przeciez nie zna mojego meza z ktorym jestem juz 5 lat, choc mieszkam za granica za kazdym razem gdzie mnie odwiedzili zawsze mama miala pretensje o cos, wytykanie, a jak ja sie sprzeciwilam odrazu obrazanie i mowienie ze ona mi serce oddala, ze tata plakat przezennie tysiac razy, ze ona nie bedzie szmata do podlogi itd…
    Po ostatniwj klotni zaczelam sie zastanawiac nad wszystkim, nie mam z rodzicami kontaktu i kazdego dnia zastanawiam sie dlaczego tak jest….

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>