Główne menu

Tradycyjna szarmanckość – czy to naprawdę oznaka szacunku?

Ilekroć kobiety skarżą się na swoją sytuację, od razu pojawiają się głosy, że jak to, kobiety u nas są tak bardzo szanowane, stawia się je na piedestale, wręcz czci, to przecież takie cudowne istoty i och! ach!, zachwytów nie widać końca. Czy jednak to uwielbienie rzeczywiście wynika z autentycznego szacunku?

Bo choć prawdziwi dżentelmeni wcale nie wymarli, to obok nich żyją także ci, którzy szarmanckimi gestami maskują swoją szczerą pogardę do płci przeciwnej. Wiele mówią o szacunku, a owszem, ale to w żadnym razie nie wyklucza lekceważącego traktowania. Więc czy te dobre wychowanie rzeczywiście jest takie dobre?

Szanujemy was, ale…

Szacunek to uczucie wyrażające podziw i uznanie. Kiedy kogoś naprawdę szanujemy, liczymy się z jego zdaniem, uważnie go słuchamy, zależy nam na tej osobie, zachowujemy się wobec niej grzecznie. Szacunek do kobiet w wielu przypadkach ogranicza się tylko do tych rycerskich gestów, a i one budzą czasem sporo wątpliwości. Brakuje za to tego prawdziwego uznania, traktowania kobiet jak równych mężczyznom.

I nie chodzi o to, że sławetne otwieranie drzwi jest samo w sobie tak straszliwie uwłaczające – bo nie jest. Raczej o to, że często nie idzie za tym nic więcej, a szarmanckość staje się wygodną wymówką, że halo, halo, jak to źle jesteście traktowane, a kto was puszcza przodem, odsuwa krzesło, całuje w dłoń, niesie parasolkę i tak dalej? Czy tak postępuje się względem osób, którymi się gardzi?

Jak się okazuje, jest to całkiem możliwe. Dobre maniery nakazywały podawać damie swoje ramię, chronić ją przed gorszącymi scenami, usługiwać przy wspólnej kolacji, wręczać prezenty, deklamować wiersze, unikać przeklinania, ale jednocześnie odmawiano kobietom rozumu i charakteru, przez co nie mogły one studiować, głosować czy zarządzać samodzielnie majątkiem – trudno to nazwać uprzywilejowaną pozycją. Kurtuazja względem kobiet bywała tylko grą pozorów, żeby panna na wydaniu widziała, jak porządny jest to młodzieniec i jakie ma poważne zamiary – wyszukane gesty niekoniecznie oznaczały partnerskie traktowanie.

Pod specjalnym nadzorem

A dzisiaj? Są i tacy mężczyźni, którzy traktują płeć przeciwną ze szczególną atencją, jednak to się nie wyklucza z postrzeganiem kobiet jako istot pośledniego gatunku. Dziewczyny są piękne, lecz niezbyt mądre. Wrażliwe i zarazem pozbawione zdrowego rozsądku. Zdolne, ale gdzie im tam do mężczyzn. Uwielbiamy je, ale bądźmy szczerzy, praca w domu to żadna praca, w dodatku pieniędzy nie przynosi. Jak dawniej, tak i teraz owe specjalne względy często łączą się z protekcjonalnym tonem i poczuciem wyższości.

Stąd tak wielu dżentelmenów, którzy chętnie poniosą walizkę, ale będą kręcić nosem na szefową tylko dlatego, że to baba. Pamiętają o kwiatach na Dzień Kobiet, lecz nawet im do głowy nie przyjdzie, by pomóc żonie przy myciu okien. Deklarują, że „świat bez was byłby smutniejszy i gorszy”, by kilka zdań później palnąć standardową gadkę o kopalniach, hutach i szafach wnoszonych na szóste piętro. Całują rączki, po czym najchętniej wszystkie niewiasty wysłaliby do kuchni. Z radością pomogą damie w opałach, jednak rozwiązania dające kobietom niezależność są dla nich głupim wynalazkiem zaburzającym naturalny porządek.

No jednak radź sobie sama

A szczególna ochrona kobiet, te dodatkowe przywileje? Trochę prawda, bo przecież „dzieci i kobiety najpierw”, publicznie łatwiej współczuć bitej żonie niż bitemu małżonkowi, wypada stanąć w obronie zaczepianej dziewczyny, podczas gdy atakowany facet powinien już radzić sobie sam. Ale parasol ochronny nie otwiera się w każdym przypadku – ba, całkiem często się okazuje, że kobiety muszą radzić sobie same i odpowiadają za całą masę nieszczęść.

Jeśli żona zostanie oszukana, wykorzystana i porzucona, to sama sobie winna, że taka naiwna i głupia. Kiedy jednak nie daje sobie w kaszę dmuchać, to jest wyrachowana, zimna i w ogóle nie-kobieta. Zdradzi męża, to zdzira. Odbije komuś faceta – zdzira do sześcianu. Ale gdy to ona jest tą zdradzoną, to też ma za swoje, bo pewnie nie dość dobrze dbała o faceta – porządnej kobiety na bank by nie zostawił. Została zgwałcona? To straszne, ale mogła tam nie iść, mogła tak się nie ubierać, mogła uważać na słowa, zresztą pewnie chciała i dopiero nad ranem zmieniła zdanie. I tak w ogóle, jak babom można wierzyć, przy tej ich skłonności do konfabulacji?

Jak popsuć charakter?

Oczywiście, nie dla wszystkich mężczyzn szacunek to wyłącznie puste gesty wymyślone przed wiekami – można wręcz powiedzieć, że stale przybywa tych przekonanych do hasła „szacunek to równość”. Ale i ci, którzy stosują się do specjalnego kodeksu zachowań względem kobiet z najlepszymi intencjami, nierzadko tylko utrwalają problem. Jakim cudem? Rycerskość wymyślono po to, by chronić słabe białogłowy, tyle że w dzisiejszych warunkach to je raczej zachęca do patologicznych występków, które z kolei utrwalają przekonanie o kobiecej niższości i tak w kółko.

Szarmancki mężczyzna nie zareaguje bowiem na kobiece błędy równie ostro, jak uczyniłby to w stosunku do innego faceta – takich rzeczy po prostu się nie robi. I o ile hamowanie się przed przemocą jest godne pochwały, tak pobłażanie przeróżnym wyskokom uczy, że wolno facetowi wejść na głowę i on musi to cierpliwie znosić. Panienki czują się bezkarne albo liczą, że w razie czego kara będzie łagodniejsza, są przecież takie biedne i bezbronne, jak ktokolwiek mógłby żądać od nich ponoszenia przykrych konsekwencji?

Widać to w związkach, kiedy mężczyzna normalnie już by wybuchł, ale przez dobre wychowanie się powstrzymuje, co ona skwapliwie wykorzystuje i przeciąga strunę. Widać w pracy, gdy kobieta „rodzynek” w męskim gronie liczy na taryfę ulgową. Stawianie na piedestał jedynie z powodu płci niejedną miłą panią przemieniło w złośliwą jędzę i manipulantkę, która z kobiecej słabości uczyniła główny atut – tym sposobem do dziś można rozgrywać spory na własną korzyść, zdobywać darmowe drinki i inne dobra, liczyć na nieuprawnione przywileje, powołując się na równouprawnienie albo „prawdziwych mężczyzn” w zależności od aktualnych potrzeb.

Na serio mówię ‘nie’

Społeczne normy nakazujące odnosić się do kobiet z większą atencją potrafią zaszkodzić i jednej, i drugiej stronie – mężczyźni czują się zobowiązani do wysiłku również wtedy, gdy zupełnie mają na to ochoty i widzą w tym nadużycie, a dla kobiet owe hołdy są niekiedy mocno krępujące albo obraźliwe.

Bo zachwyt nad cudowną kobiecością jest czasami zwykłym molestowaniem – nie wszystkie dziewczyny lubią być obściskiwane przez obcych facetów, słuchać pieszczotliwych zdrobnień i zbyt intymnych komplementów. A według reguł rycerskości, odmowa to zachęta do dalszego starania – kobiece „nie” to żadne „nie”, one tak mówią, gdyż zgrywają trudne do zdobycia, prawdziwy wojownik nie poddaje się już za pierwszym razem, on wie, że najwyższą formą szacunku jest nacierać dalej. Nieważne, że ona tego nie lubi. I dlaczego nie lubi, co ona taka dzika? Nie rozumie, że tak to musi działać żebyśmy nie wymarli?

Tu zwykle wjeżdża nieśmiertelny argument: znam kobiety, którym wcale to nie przeszkadza. I jest to prawdą, na świecie żyją także zwolenniczki tradycyjnych układów, jednak prawdziwy szacunek nakazywałby uszanowanie woli również tych dziewcząt preferujących inne formy kontaktu – skoro to czy tamto jest dla nich nieprzyjemne, to może wystarczyłoby przestać i po kłopocie, zamiast na siłę i z licznymi wyzwiskami przekonywać do jedynego słusznego wzorca postępowania.

Krępuje i złości także ten protekcjonalny ton, że pozwól, moja droga, iż cię w tym wyręczę, gdyż w głębi ducha nie za bardzo wierzę w twoje intelektualne kompetencje i sama widzisz, że beze mnie nie dasz rady, ja cię uratuję. I wytłumaczę, bo pewnie niczego nie rozumiesz, również gdy dotyczy to twojego życia – jako mężczyzna wiem, co dla ciebie najodpowiedniejsze, wiem co myślisz naprawdę, choć tobie może się wydawać inaczej, po prostu lepiej rozumiem twoje życiowe doświadczenia. Ale oczywiście, jesteś fantastyczna i boska.

Naszym zdaniem jest ok

Są sytuacje, kiedy zamiast rycerskich aktów wolałoby się poczuć taki autentyczny szacunek. Ale jedno słowo w tym kierunku wystarczy, by posypały się gromy, że o rany, przesada, kobiety uwielbiają być uprzedmiotawiane, chcą czuć twardą rękę, nie mają nic przeciwko poddaniu się woli mężczyzny, i jaki tam seksizm, jaka dyskryminacja. Feminazistowskie brednie, tyle. Że się do wielu rzeczy nie nadajecie to fakt, każdy zdrowy na umyśle to potwierdzi.

I wtedy jak na dłoni widać, że często to mityczne dobre wychowanie niewiele ma wspólnego z uprzejmym traktowaniem drugiego człowieka. W dobrych manierach chodzi przecież o to, by ludzie czuli się w swoim towarzystwie komfortowo, dba się o czyjeś samopoczucie, szanuje jego postawę. Tymczasem gdy kobieta otwiera sobie sama drzwi i nie potrzebuje pomocy przy wrzucaniu plecaka na półkę staje się dla wielu jakimś dziwolągiem, który zatracił własną tożsamość. Więc czy naprawdę chodzi o kulturalne wychowanie, czy nawet za takimi gestami stoi określony światopogląd i próba ustawienia relacji damsko-męskich w sposób zero-jedynkowy?

Co gorsza, szarmanckość niezupełnie jest za darmo. Nie brak mężczyzn, dla których rycerskość to niby norma, ale jednak wypadałoby się za nią jakoś odwdzięczyć, i bynajmniej nie chodzi o samo słowo „dziękuję”. A kiedy kobieta nie odpowie na uprzejmość zgodnie z oczekiwaniem, to jest zła, niewdzięczna, wyrachowana i roszczeniowa. Za kurtuazją stoi nie tyle szacunek, ile chęć wskazania komuś, gdzie jest jego miejsce.

Kobiety się poważa, dopóki trzymają się schematu dopasowanego do światopoglądu danego mężczyzny, bo jeśli one myślą inaczej, mają odmienne, własne zdanie, to już szacunku nie ma, kto by tam szanował nienormalne baby. Obrywa się zresztą i tym mężczyznom, którzy stają w obronie swoich koleżanek – wiadomo, białe rycerzyki, pantoflarze, kto to widział, by prawdziwy samiec dawał samicy wolną rękę w czymkolwiek.

Żeby było normalnie

Nie to, że kobiety absolutnie nie lubią rycerskich gestów i niektórych staroświeckich zwyczajów, rzecz raczej w tym, iż wiele z nich chciałoby doświadczyć czegoś jeszcze. Miło jest dostać kwiaty zupełnie bez okazji, ale i miło poczuć, że dla męża jest się kimś więcej niż kucharką bez prawa głosu. Że to kłóci się z ideą równouprawnienia? W żadnym razie, wszak nie oznacza to wcale, że wyłącznie mężczyzna ma się starać i wykazywać – ona tak samo powinna być dla swojego partnera uprzejma, powinna dbać o niego, okazywać mu czułość, doceniać jego sukcesy, wspierać w trudnych momentach.

Szarmanckość nie kłóci się z nowoczesnym związkiem – to może być jego sympatyczne uzupełnienie. Z czym jednak wielu mężczyzn najwyraźniej nie może sobie poradzić, jak gdyby potrafili być mili jedynie wtedy, gdy czują swoją przewagę, a troskę okazują jedynie po to, by przejąć kontrolę nad związkiem. Ona się nie zgadza? To proszę bardzo, będziemy jak troglodyci, skoro tradycja tak strasznie przeszkadza! Zupełnie jakby niechęć do otwierania tych nieszczęsnych drzwi oznaczała, że teraz trzeba je kobiecie zatrzasnąć tuż przed nosem, z pełnym impetem, aż jej przytnie palce, żeby w końcu poczuła to swoje równouprawnienie.

    4 komentarze

  • Mozaika Rzeczywistości

    Sporo zależy od kontekstu, bo może być i tak, że za miłymi gestami czai się jakaś gra pozorów, jakieś udawanie w konkretnym celu. Wydaje mi się, że warto obserwować po prostu reakcje na szarmanckie zachowania, by móc dostosować się do kontekstu.

    Co do piłkarzy naszych to po drugim meczu z Łotwą mam nadzieję na w miarę spokojny awans do Euro.

    Pozdrawiam!

  • Waga

    Ostatnio jakoś, wręcz brzydzę się szarmanckimi mężczyznami i obawiam się ich. Mam świeżo w pamięci ostatniego adoratora , który całował w rękę , otwierał drzwi , pomagał w zdjęciu okrycia. Ale to była gra , metoda na podryw. Był szarmancko-uwodzicielski a kiedy ja zaczęłam się angażować odkrył swoje prawdziwe oblicze.

  • jotka

    Myślę, że jeśli za miłymi gestami idzie uczucie i realna pomoc na co dzień, to szarmanckość może być romantyczna nawet…

  • Mirek

    A ja jestem zapiekłym wrogiem szarmanckości. Od lat powtarzam, że savoir vivre to mowa nienawiści wymierzona przeciwko mężczyznom. Mężczyzna ma w obrębie etykiety towarzyskiej pozycję takiego Murzyna, niemal niewolnika. I najwyższy czas z tym skończyć – tylko problemem są nawet nie tyle bardzo roszczeniowe rodaczki, a męscy hamulcowi zmian – białe rycerzyki, których nie sposób określić inaczej jak pożytecznych idiotów. Zresztą wystarczy odwiedzić choćby bloga Czas Gentlemanów, żeby zobaczyć opisywane przeze mnie zjawisko. Kobieta z samej racji bycia kobietą absolutnie na specjalne względy nie zasługuje i między bajki powinno się włożyć bajdurzenie o specjalnej roli rodzicielki. A oczywiście naszym paniom byłoby to w smak – do równouprawnienia dodać jeszcze wszystkie przywileje wynikające z zasad sv.

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>