Główne menu

Umiesz się przyznać, że nie wiesz? Era znających się na wszystkim

Prosty i skuteczny sposób na zszokowanie otoczenia? Powiedz, że czegoś nie wiesz. Że nie masz zdania. Ta niewinna z pozoru deklaracja potrafi wprawić w osłupienie. Oczywiście, jest ryzyko, że wyjdzie się wtedy na kmiotka po sześciu klasach podstawówki, ale efekt murowany, ludziom ciężko będzie pojąć, że ktoś nie wyraził swojej opinii, choćby w zawoalowany sposób.

Bo dzisiaj wypada znać się na wszystkim. To nie wieki ciemne, jesteśmy dobrze wyedukowani, wiedza jest na wyciągnięcie ręki, w pięć minut można sprawdzić co się dzieje na drugim końcu świata. Nie masz zdania znaczy: jesteś głupi. Ale kto jest w stanie tak dogłębnie ogarnąć każdy temat?

A więc ja sądzę, że…

Ilu ludzi, tyle opinii, i bardzo dobrze, że nie jesteśmy jednomyślni. Z różnicy zdań bierze się postęp, powstają nowe idee, życie zyskuje na jakości, a jeśli coś się zmienia na gorsze, to właśnie sprzeciw pomaga przywrócić cywilizacyjny bieg na odpowiednie tory. Nie nudzimy się w swoim towarzystwie i to także powód, dla którego podróże są ciekawe – im dalej od domu, tym bardziej zaskakująca wydaje się mentalność mieszkających tam ludzi.

Zewsząd słychać, że warto mieć własne zdanie i się go trzymać. I to prawda, ale siłą rzeczy nie da się mieć jasno sprecyzowanego sądu odnośnie wszystkiego. Łatwo wydać opinię o zupie pomidorowej – jadł ją pewnie każdy i albo jest dla kogoś smaczna, albo nie. Gdy jednak problem jest bardziej złożony, ‘wydaje mi się’ to trochę za mało, by wyrobić sobie pogląd. No bo jakie można mieć zdanie o powstającej właśnie w mieście konstrukcji stalowej, jeśli nie odróżnia się stali węglowej od stopowej? A tak często jest, wyrażany sąd – nierzadko bardzo kategoryczny – wykreowany jest na bazie ‘chłopskiego rozumu’, który wielokrotnie nijak ma się do prawdziwej nauki.

czy trzeba mieć zdanie na każdy temat

To już niemal choroba, prawdziwa plaga. Śmiejemy się z dyżurnych śniadaniowych ekspertów, wypowiadających się na każdy temat tonem prawdziwego fachury, co to zęby zjadł na mechanice kwantowej, wychowywaniu autystycznych dzieci, inwestowaniu na giełdzie, tenisie oraz silnikach wysokoprężnych. Śmiechy śmiechami, ale taka postawa jest dziś ze wszech miar pożądana. Bo jak można nie mieć swojego zdania? Musisz coś o tym sądzić!

Mało tego. Samo zdanie nie wystarczy, trzeba jeszcze wyrazić je ostro, nie bać się lekkiego przechyłu w stronę radykalizmu, taka wyrazistość daje wrażenie, że ktoś naprawdę wie, co mówi. Nawet gdy wydaje się to kontrowersyjne i sprzeczne z poglądami słuchaczy. Przyznać publicznie: nie zastanawiałam się nad tym, trudno powiedzieć, doprawdy nie wiem? To dowód na bezbarwność, brak charakteru i niskie IQ. Skoro byle celebrytka może głosić prawdy objawione pewnym siebie głosem, przekonana o słuszności wypowiadanych słów, co można pomyśleć o osobie uchylającej się od odpowiedzi? Najwyraźniej jest głupsza nawet od dziewczyny, której życiowym osiągnięciem było zjedzenie robaka na wizji. Ważniejsze staje się samo zabranie głosu niż merytoryczna treść.

Nie znam się, to się wypowiem

Gdybyż jeszcze wszyscy faktycznie się znali na omawianych rzeczach, to przynajmniej z irytujących przepychanek człowiek czegoś sensownego by się dowiedział. Ale nie, jest dokładnie na odwrót, im ktoś mniej obeznany w temacie, tym więcej ma do powiedzenia, i to tonem wyższości, żeby przypadkiem ktoś nie sądził, że on laik. Boże broń.

To na swój sposób fascynujące, że im bardziej świat staje się skomplikowany, tym więcej ludzi uważa się za fachowców od wszystkiego. A ci, którzy faktycznie mają imponującą wiedzę, zazwyczaj dość wstrzemięźliwie wygłaszają opinie. Wystarczy, że widziało się trzy mecze, a już ma się kompetencje do ustalania składu na mundial. Bezdzietni najlepiej wiedzą, co matka powinna, w końcu kiedyś na wakacjach pilnowali małego kuzyna. Katastrofy lotnicze? Starczy liznąć trochę fizyki, obejrzeć kilka amatorskich filmików na Youtube i voilà, mamy eksperta. Kto by tam latami ślęczał nad książkami? Bez przesady, ktoś naprawdę kumaty załapie temat w try miga.

Powstają coraz węższe specjalizacje, a nauka stale się rozwija, coś nie do podważenia dwieście lat temu dzisiaj traktowane jest tylko jako ciekawostka, a nie pewnik. I może właśnie to zachęca do ignorowania stanowisk sprzecznych z ‘intuicją’ – laicy często mają tendencję do podważania naukowych teorii, bo słowa autorytetów nie zgadzają się z wewnętrznym przekonaniem. Kopernikowi też przecież kiedyś nie wierzono! Umyka jednak fakt, że Kopernik nie był jakimś internetowym napinaczem, a prawdziwym uczonym, i dlatego przyczynił się do przełomu w nauce.

Co za głupki!

Łatwo się dzisiaj mądrzyć, bo dostęp do wiedzy to kilka kliknięć, to nie mroczne czasy, kiedy czytali i pisali jedynie wybrańcy losu. Lecz spora część tej wiedzy to zwykła pseudonauka – w sieci każdy może sobie opublikować co zechce, choćby największe bzdury. Pokusa tym silniejsza, że jest moda na kwestionowanie autorytetów. Niby dobrze, że nie przyjmujemy już wszystkiego ślepo na wiarę, ale jest w tym pewna pułapka – czasami neguje się coś wyłącznie dla zasady, żeby być w kontrze.

Dopóki robią to specjaliści, można liczyć na postęp. Gorzej, gdy słowa lekarzy czy profesorów wykpiwają osoby bez jakiegokolwiek przygotowania merytorycznego, których opinia sprowadza się w zasadzie do jednego: jestem spoza układu, więc mogę głosić niewygodną prawdę, nie krępują mnie więzy z mafiami farmaceutycznymi albo innym zbrodniczym lobby. I do wielu to trafia – coś, co jest nieznane, budzi nieufność, dlatego łatwo wykreować przekonanie, iż stoją za tym siły wielkiego imperium zła.

Pseudowiedza często brzmi bardzo wiarygodnie, używane są naukowe terminy, trudne słowa, wzory, odniesienia do naukowych, ale skrzętnie ukrywanych (wiadomo, spisek) źródeł. Ktoś zielony w temacie biologii i medycyny chętnie łyknie info o roślinach zawierających chydronian sodu, doskonały na leczenie raka. Kto sprawdzi, o czym naprawdę mowa i że takie coś jak chydronian sodu nie istnieje? Weryfikacja źródeł jest żmudna i czasochłonna, większość tego nie robi, zwłaszcza gdy teoria brzmi zachęcająco.

Nie bądź częścią układu

I teraz, będąc uzbrojonym w taką wiedzę ‘z ukrycia’, można przekonywać innych, jak bardzo nie mają racji, jak ślepo podążają za stadem i nie potrafią wyjść poza wyuczony schemat myślowy, idealny przykład bezrozumnej istoty sterowanej przez Grupę Trzymającą Władzę Nad Światem. Hahaha, lemingi.

To zaś bardzo szkodzi osobom, które rzeczywiście mają ciekawe pomysły, nowe idee, mogłyby rozruszać skostniałą rzeczywistość – zalicza się ich awansem w poczet niedouczonych oszołomów owładniętych teoriami spiskowymi albo są to osoby mówiące mądrze, lecz zbyt cicho, by przykuło to uwagę tłumów. Bo znowu, ważne jest nie tyle to, co mówisz, ile widowiskowy sposób przedstawiania własnych przekonań.

W wielu przypadkach bowiem nie chodzi o wymianę myśli, ile wykazanie, że moja racja najmojsza, i niech się ludziom nie wydaje, że ja się w czymś nie orientuję. No i, rzecz jasna, wykazanie totalnej ignorancji adwersarzy. Pada wtedy: każdy, kto ma jakieś pojęcie o świecie wie, o co w tym chodzi, dla normalnego człowieka to oczywiste, wystarczy pomyśleć logicznie i nie oglądać TVN/TVP, niepotrzebne skreślić. Takie postawienie sprawy raczej wyklucza normalną dyskusję.

Najśmieszniejsze jest zaś to, że za sprzeciwem wobec poglądów narzuconych przez nie wiadomo kogo stoi często nie wiedza, a wiara. Kilka słów tu i tam przypadło do gustu, i już tworzy się indywidualny pogląd wart rozpropagowania. Wystarczy, że ma się zupełnie odmienne zdanie, a można uchodzić za speca, niezależnego, samodzielnie myślącego. Kogoś, kto posiadł Świętego Graala prawdziwej wiedzy, jest odważny, wyjątkowy i w awangardzie. Prawda, o którą tak zawzięcie się walczy, schodzi na dalszy plan.

Po co wchodzisz na forum?

Własne zdanie nie dotyczy tylko naukowych faktów, ale i codziennych, zwykłych spraw. I na tym polu jest chyba jeszcze gorzej, bo cudza opinia niejednokrotnie dotyka bardzo wrażliwych punktów. Tu często nie jest potrzebna żadna wiedza, a jedynie życiowe doświadczenie, które każdy przecież ma. I większość chętnie się wypowiada, również nieproszona, w końcu mamy do tego prawo. Tak faktycznie jest, czy jednak trzeba zawsze i wszędzie z tej możliwości korzystać? Bo łatwo przekroczyć granicę pomiędzy prawem do wypowiedzi a brakiem kultury.

Nie dość, że komentatorzy często niezapraszani wtrącają się do rozmowy, to jeszcze koncentrują się na krytyce i w zasadzie to nie tyle własne zdanie, co chęć przywalenia komuś. Nazywa się to szczerością i walką z poprawnością polityczną. Matka pochwaliła się wegańskim obiadem dla dzieci? Dawać ją, niech zrozumie, jak krzywdzi potomstwo. Dwóch gejów wrzuciło zdjęcie ze wspólnych wakacji? Och, zaraz się dowiedzą co nieco o swoim zboczeniu. Ktoś wrzucił filmik z zabawnej sytuacji? Bez wątpienia pojawi się grono wykazujące, że to nie było śmieszne. Czytasz takie książki? No, to wiele mówi o twoim intelekcie.

Jest wysyp przeróżnych wątków typu: co sądzicie o…? Oczywiście, nic w tym złego, nierzadko chodzi jedynie o to, by poznać opinie innych, jest pretekst do rozmowy z różnymi ludźmi, poszerzenia własnych horyzontów, rzeczywiście czyjeś wypowiedzi mogą otworzyć oczy na jakiś problem, z którego wcześniej w ogóle nie zdawało się sprawy. I wtedy jest ok, fajnie, że mówisz, co myślisz. Ale nie wszyscy tak do tego podchodzą, wątek na forum to dla nich pretekst, by kogoś pouczyć, wytknąć błędy, wyszydzić, choć w sumie zna się jedynie bardzo wąski wycinek cudzego życia, a na tej podstawie ciężko o sprawiedliwą ocenę.

Po co? A żeby się poczuć lepiej, na ten przykład. Możliwość dodawania komentarzy to pokusa, by dołożyć coś od siebie i nie patrzy się zupełnie, że to zdanie niczego nie wnosi, potrafi za to sprawić wielką przykrość. Można też poczuć się ważnym. Patrzcie, oni się nad czymś zastanawiają, a ja po prostu to wiem.

Z nami albo przeciw nam

W dyskusjach wielokrotnie nie chodzi o fakty, ile o emocje. Co rozgrzewa do czerwoności? Przeważnie takie tematy jak aborcja, szczepionki, dawanie dzieciom klapsów, małżeństwa homoseksualistów czy katastrofa w Smoleńsku. Rzeczy, do których ciężko mieć obojętny stosunek. Jest również gorący spór o to, czy należy się wypowiadać na każdy temat, czy raczej nie. Co z tego, że coś jest dla ciebie czarną magią albo nie znasz wszystkich szczegółów sprawy? Tyle się o tym mówi, że jakieś zdanie powinno się mimo wszystko mieć.

Milcząc, też daje się wyraz jakiejś opinii, niektórzy ludzie sami sobie dopowiedzą, co naprawdę miało się na myśli, więc bezpieczniej wypowiedzieć się osobiście, przynajmniej nie wyjdzie się na ignoranta albo co gorsza symetrystę. W bardzo gorących sporach własne zdanie to deklaracja, po której stronie się stoi. Nic nie mówisz – pewnie jesteś śliskim asekurantem.

Tak tworzy się podział na ‘my’ i ‘oni’. Bardzo kruchy zresztą, ponieważ sojusznik, z którym dotąd była ideologiczna zgoda, w kolejnej kwestii nagle przejmuje stanowisko wroga. O ileż sympatyczniejsza byłaby atmosfera, gdyby choć czasami dyskutanci ugryźli się w język i zachowali swoje zdanie dla siebie! Zwłaszcza że spory nierzadko dotyczą spraw błahych albo kwestii, na które zupełnie nie ma się wpływu. A ci, którzy robią takie kontrowersyjne wrzutki i podsycają konflikt, umiejętnie dobierają ‘fakty’, grają na emocjach, ciężko sprawdzić ich informacje.

Własnego zdania broni się jak niepodległości, traci się czas i nerwy, a i tak nikt nikogo nie przekona. Po miesiącu większość tych zażartych sporów umiera śmiercią naturalną, ale ile jadu zdążyło się wylać do tej pory… No chyba że właśnie o to chodzi, napsuć innym krwi i mieć satysfakcję, że moje na wierzchu.

Komuś trzeba wierzyć

Można zapytać – a dlaczego mam nie mówić o czymś, bo to się komuś wydaje niewygodne? Czym innym jest jednak kulturalna obrona własnych wartości, a czym innym chęć upokorzenia przeciwnika. I czym innym są kategoryczne sądy niepoparte wiedzą i sensownymi argumentami, a czym innym opinia bazująca na solidnych podstawach, uwzględniająca pełny ogląd sytuacji. Niestety, tutaj także będzie spór co nazwać ‘sensownym’ i ‘logicznym’, i do rozmowy o A i B dojdzie jeszcze debata o sposobie argumentacji, potem ludzie się wypowiedzą o debacie lub zadeklarują, że ich to nic nie obchodzi, by następnie można było wypowiedzieć swoje zdanie i o tych debatujących, i o tych których to rzekomo nie interesuje, że bez sensu manifestacja… I tak można to ciągnąć jeszcze dziesięć stron.

Przez te boje coraz trudniej oddzielić ziarna od plew. I ciężko stać się specjalistą w swojej dziedzinie, bo jeśli skoncentrujesz się na jednym obszarze, pewnie mało kto cię posłucha – skoro nie wypowiadasz się na inne tematy, żaden z ciebie mózgowiec, prawdopodobnie nie znasz się również na tym, na czym uważasz, że się znasz. Proste.

Spada więc zaufanie do profesjonalistów, prawdziwych pasjonatów, poświęcających lata na zgłębianie czegoś, by wypowiadać się z pozycji autorytetu, którego warto słuchać. Prawda sama się obroni? Niezupełnie, jeśli ktoś opanuje erystyczne sztuczki, słuszność będzie po jego stronie i tym sposobem namiesza wielu ludziom w głowie. Przez to my sami, zamiast coraz mądrzejsi, stajemy się chyba coraz głupsi. A już na pewno bardziej zdezorientowani.

    3 komentarze

  • jotka

    Zawsze powtarzam swoim czytelnikom, że to nie wstyd czegoś nie wiedzieć, raczej wstyd udawać, że się wszystko wie i nawet nie starać sie tej wiedzy uzupełnić.

  • L.B.

    Hahaha, coś w tym jest. Osobiście, jak nie wiem czegoś, to nie będę udawać, że wiem. Cenię osoby, które mają własne zdanie na jakiś temat, sama staram się mieć, ale nic na siłę, bo to głupota.

  • Marek

    A mnie podoba się Ta sowa na fotce…jest zajebista …i podejrzewam ..ze to ..Olympus OMD

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>