Główne menu

Czy warto zarabiać na swojej pasji?

Przepis na wymarzoną karierę? Znajdź to, co kochasz robić i zacznij na tym zarabiać, tym sposobem nie przepracujesz tak naprawdę ani dnia w swoim życiu. Po prostu, dostaniesz kasę za coś, co i tak byś robiła. Czyż to nie piękna wizja przyszłości? Jak wygrać los na loterii.

Brzmi jak najprostsza rzecz pod słońcem, dlaczego więc szczęśliwych, spełnionych zawodowo pasjonatów jest jak na lekarstwo? Po pierwsze, często wcale się nie wie, co chciałoby się robić. Po drugie, wyobrażenie o pracy pełnej pasji nierzadko jest mocno spaczone – nie bierze się pod uwagę, że pasja opłaci rachunki i czynsz dopiero wtedy, gdy będzie czymś więcej niż tylko sposobem na przyjemne spędzanie wolnego czasu.

Co naprawdę chcesz robić?

To prawda, nie ma nic gorszego niż chodzenie do roboty, której się szczerze nienawidzi. Wybieranie profesji wyłącznie na podstawie wysokich dochodów to prosta droga do emocjonalnego wypalenia, dlatego mnóstwo ludzi woli zarobić trochę mniej, jeśli dzięki temu będzie można robić fajne i rozwijające rzeczy. Stąd taka popularność hasła ‘znajdź swoją pasję i zacznij na niej zarabiać’. Sęk w tym, że na haśle porady często się kończą, co sugeruje, że wystarczy mieć jakieś ciekawe hobby, a kariera zawodowa potoczy się jak po maśle.

Szczere zamiłowanie do czegoś to dopiero pierwszy kroczek do sukcesu. Masa pasjonatów klepie biedę, mimo że oddaje się swojemu hobby całym sercem. Po prostu nie mają oni pojęcia, jak swojego konika spieniężyć, bo właśnie wyszli z takiego założenia, że jak coś kochasz to bum!, wszystko samo się ułoży, z kosmosu spłynie tajemnicza energia i poukłada klocuszki w sensowną całość. W dyskusji o pasjonującej pracy niezwykle mało mówi się o kwestiach technicznych – że na robocie trzeba się znać, że warto wiedzieć, jak trafić w gusta potencjalnych odbiorców, że poza hobby dojdą jeszcze inne, bardziej przyziemne obowiązki.

W dodatku masa ludzi nawet nie wie, czemu chciałaby się właściwie poświęcić. Załóżmy, że ktoś lubi gotować – co z tym zrobi? Otworzy własną restaurację, będzie pisać książki kucharskie, prowadzić bloga z praktycznymi poradami, zostanie szefem kuchni w najlepszym lokalu, zajmie się domowym cateringiem? No i czy bierze w ogóle pod uwagę, że gotowanie zawodowo to zupełnie coś innego niż szykowanie kolacji dla przyjaciół i rodziny?

Nie ma miejsca na amatorkę

Nawet jeśli się nie myśli o wielkich kokosach, to wciąż – pasja musi zapewnić chociaż minimum egzystencji. Należy więc do niej podejść jak do biznesu, co z kolei prowadzi do tego, że poza samym hobby często trzeba będzie się oddawać jeszcze innym, mniej przyjemnym rzeczom. Lubisz żeglować i najchętniej nie schodziłabyś na ląd? Świetnie, i jak się zepniesz, możesz na tym zarobić, na przykład pisząc podróżniczego bloga, organizując rejsy dla amatorów, podejmując określone wyzwania pod okiem sponsora, prowadząc szkółkę żeglarską. Pasja staje się sposobem na życie.

Tyle że już nie robisz wyłącznie tego, na co masz ochotę – musisz płynąć setny raz tym samym szlakiem i to bez żadnych szaleństw, gdyż turyści nieprzyzwyczajeni do huśtania, musisz wrzucić nowy, atrakcyjny tekst na bloga i nikogo nie obchodzi czy masz wenę, nie możesz się zatrzymać na dłużej w malowniczym zakątku, bo według umowy ze sponsorem masz bić rekordy, a nie podziwiać widoczki. Po prostu, dostajesz pieniądze za konkretne rzeczy i nie zawsze pokrywa się to z autentycznym porywem serca. Krótko mówiąc, bez kompromisów się nie obejdzie.

No i nie wystarczy, że coś lubisz i coś tam wiesz. Tu trzeba być ekspertem, w przeciwnym razie mało kogo zainteresują wytwory takiej pasji. I znowu, błędnie się zakłada, że pasjonat z automatu staje się specem w swoim fachu, no skoro tyle czasu temu poświęca… A to wcale nie idzie w parze. Lubienie czegoś na pewno ułatwia naukę i zachęca do intensywniejszej praktyki, lecz w żadnym razie nie da się zastąpić doświadczenia i twardych umiejętności samym zamiłowaniem. To, że ktoś na przykład kocha tenis, jeszcze nie oznacza, że ma wiedzę o nim w jednym paluszku. I teraz niech ten miłośnik tenisa postanowi zostać dziennikarzem sportowym – idealna fucha, oglądasz mecze za darmo, jeździsz po świecie, rozmawiasz z zawodnikami.

Żeby jednak z tych profitów skorzystać, trzeba gruntownie poznać historię dyscypliny, nauczyć się sportowego żargonu, obejrzeć uważnie setki pojedynków, by umieć wychwycić niuanse niedostrzegalne dla niedzielnych widzów. No i zanim trafi się na Wimbledon, czeka tułaczka po mniej prestiżowych kortach. Druga rzecz – kibic ogląda mecze kiedy ma na to ochotę i skupia się wyłącznie na swojej przyjemności. Dziennikarz musi obejrzeć wszystko, robić w trakcie notatki i zaraz po zakończeniu przygotować relację. Z której na bank ktoś będzie niezadowolony, czego nie omieszka bezwzględnie wytknąć w internetowym komentarzu.

Miłość i nienawiść

Największy kłopot, że często to, co wydaje się pasjonujące, jest zwyczajnie mało opłacalne albo wiąże się z ogromną konkurencją w mało przyjaznym środowisku. Ludzi zazwyczaj pasjonuje kultura, sztuka, media, sport – chętnych na laury są miliony, ale prawdziwą sławę zdobywają nieliczni, potrzebny jest więc wielki talent, upór, harówka w pocie czoła i oryginalny pomysł. Można wyszukać dla siebie ciekawą niszę, gdzie nie ma tak krwiożerczej rywalizacji, lecz wtedy trzeba się liczyć z niewielkim zainteresowaniem. A ludzkie gusta bywają bardzo kapryśne – może i moje ręcznie robione kubeczki są śliczne, ale większość potencjalnych klientów wprawdzie się zachwyci, ale raczej wyda 15 zł w Ikei niż 150 zł za rękodzieło. Jak widać, łatwo powiedzieć ‘podążaj za pasją’, wprowadzić te słowa w czyn to nie lada wyzwanie.

Toteż warto się zastanowić, czy pasja jest na tyle silna, że weźmie się na klatę te wszystkie trudności. Bo jeśli brakuje na wielką walkę siły, lepiej chyba zostawić hobby tam, gdzie jest – w czasie wolnym. Śpiewanie szybko przestanie być pasją, jeżeli będzie się grywać wyłącznie w podłych barach za darmowy posiłek, ale gdy grywa się rekreacyjnie z paczką znajomych, bez ciśnienia i widma kolejnej niezapłaconej raty w banku, muzyka rzeczywiście cieszy i nie przestaje nudzić.

Próba zarobienia na pasji to także kwestia ambicji, przez co porażka jest tak dotkliwa. Gdy traci się zwyczajną robotę jest przykro, jest ciężko, ale wystarczy wziąć się w garść i poszukać nowego zatrudnienia. Projekt oparty na pasji to coś więcej. Przegrana podkopuje samoocenę, w końcu zawiodło się na polu, które miało być największym atutem. Z tej plajty nie da się tak łatwo otrząsnąć.

A co ci dobrze wychodzi?

Przykro to mówić, ale do swojej pasji można też zwyczajnie nie mieć talentu. I nie jest to bynajmniej tak rzadkie zjawisko. Każdy widział choć jeden telewizyjny talent-show, a w nim ludzi, którzy coś sobie ukochali, ale mimo wieloletniej miłości, wychodziło im to, łagodnie mówiąc, dość kiepsko. Dopóki robi się to w domowym zaciszu, nie ma sprawy, lecz gry zechce się na tym zarobić, zaczynają się schody – nie tylko nie dostanie się złamanego grosza za wątpliwej jakości dzieła, ale jeszcze przy okazji usłyszy się kilka szyderczych słów.

Co gorsza, takie uparte tkwienie przy wymyślonej pasji hamuje rozwój talentów posiadanych naprawdę. Jaki sens ma uporczywe próbowanie, by zostać wielką piosenkarką, choć ewidentnie nie ma się głosu, za to ma się smykałkę do fotografii albo matematyki – i właśnie to mogłoby stać się prawdziwie satysfakcjonującym zajęciem przynoszącym profity. Również praca, która na pierwszy rzut oka wydaje się nudna, potrafi z czasem zamienić się w zajęcie sprawiające radość. A śpiewać można sobie dalej, hobbystycznie. Win-win.

Pasja, jeśli ma być także źródłem utrzymania, musi być odpowiedzią na ‘potrzeby świata’. A świat nie jest szczególnie wyrozumiały, jeśli chodzi o kiepską jakość, i raczej nie doceni czegoś jedynie na tej podstawie, że ktoś włożył w to serce. Wniosek jest prosty – czasami warto skupić się na rzeczach troszkę mniej interesujących, ale gwarantujących spokój ducha. Pewnie, że nie w każdej pracy da się odkryć powołanie. Ale właśnie wtedy warto mieć coś ciekawego na boku.

Przyjemna chwila wytchnienia

Pasja jest piękna i pociągająca właśnie dlatego, że pełni rolę odskoczni od szarej rzeczywistości. Że jest chwilą odpoczynku, słodkiej radości, czymś zupełnie innym. Czeka się na nią i kombinuje, jak tu znaleźć kolejną dodatkową chwilkę na ulubione rzeczy. To wyczekiwanie dodaje pasji jeszcze więcej uroku, sprawia, że bardziej się jej pożąda. Jeśli zaś oddaje się jej cały swój czas, ta magia może się gdzieś po drodze zagubić.

Doświadczenie pokazuje, że jeśli dostaje się za coś pieniądze, uczucia powoli stygną. To taki paradoks, bo profesjonalizm pozwala z jednej strony osiągnąć sukces, ale z drugiej – przemienia pasję w rutynę. Już nie ma radosnej twórczości, no chyba że chce się pozostać na etapie marnie opłacanego amatora-fanatyka. Wystarczy spojrzeć na ludzi, którzy z pasji robią coś od kilku dekad. Jest w nich dużo mniej żaru, co jest poniekąd naturalne – miłość w związku też przechodzi z fazy szalonego zauroczenia w spokojną stabilizację. Tyle że pozostając na etapie hobby jest szansa, że wysoka temperatura utrzyma się dłużej.

Co ciekawe, najwięksi pasjonaci nierzadko mają zupełnie zwyczajną robotę, a swoje zainteresowania rozwijają po godzinach pracy. I absolutnie im to odpowiada, wcale nie zamierzają tego zmieniać. Właśnie dlatego, że to rozwiązanie daje im pełną wolność i mogą się poświęcić jedynie swoim prywatnym zachciankom. No i pieniądze nie odwracają uwagi od tego, co w pasji najistotniejsze, przed czym ciężko się obronić – zawsze jest pokusa, żeby nagiąć własne zasady dla większego zarobku. Wtedy, niepostrzeżenie, pasja zamienia się w maszynkę do robienia pieniędzy. A przecież zupełnie nie o to w niej chodziło.

    7 komentarzy

  • Jola

    Właśnie jestem na etapie próbowania zarabiania na swojej pasji. Zabzyczymy, co z tego wyjdzie.

  • A.

    Moją pasją jest pisanie bloga:) Pracuję w innej branży, jednak swoje zajęcie również lubię. Rynek mediów bywa wciągający;)

  • jotka

    Moja praca była także moją pasją, teraz stałam się magazynierem, który poświęca większość czasu na dystrybucję darmowych podręczników w szkole, a nikt nie pytał mnie o zdanie…

  • Mozaika Rzeczywistośći

    Zarabianie na pasji według mnie ma największy sens, gdy poza nią właściwie nie mamy stałej pracy, jakichś zajęć poważniejszych. Bo dopiero gdy tak jak piszesz zajmujemy się zarabianiem na pasji na poważnie to ma to jakiś sens.

    Dzięki wielkie, pogoda pod koniec pobytu się nieco zepsuła, jednak nie zmieniło to radości z wypoczynku nad morzem. 🙂

    Pozdrawiam!

  • Elf Naczi

    Ja mam nadzieję, że zawód, który sobie wybrałam i który jest spełnieniem moim marzeń mnie nie zawiedzie i będę mogła wstawać do pracy z przyjemnością i uśmiechem na ustach 😀 Co do zarabiania na pasji – jestem jak najbardziej za! Na studiach sama chciałabym dorabiać na blogu i mam nadzieję, że kiedyś mi się to uda 🙂

  • hegemon

    Można zarabiać na pasji, znam kilka osób, które tak robią. Oczywiście nie każdemu się udaje, ale to bardziej kwestia predyspozycji do prowadzenia biznesu decyduje o sukcesie lub porażce…

  • Matka na Szczycie

    Dla mnie wykonywanie zarobkowo tego, co się najbardziej kocha robić jest jedną z największych radości w życiu. Mam to szczęście, że robię dokładnie to, o czym od dzieciństwa marzyłam 🙂

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>